Cytaty, fragmenty
Cytaty
fragmenty dzieł literackich, wypowiedzi itd. dotyczące introwertyzmu, samotnictwa, (nie)kontaktowania się z innymi itp.
"Lubię sobie posiedzieć. W ogóle lubię po prostu sobie być. W tym sensie, że nie od razu robić jakieś zamieszanie wokół siebie. Nie zacieszać. Nie otaczać się na siłę ludźmi po to, żeby mieć takie poczucie szumu, który sprawi, że będę czuła, że żyję. Potrafię czuć, że żyję, kiedy siedzę po cichu."
Katarzyna Nosowska
"Samotność, jak wiemy, sprzyja wyobraźni twórczej, która - wedle mojego zdania - jest najlepszym sposobem na potwierdzenie własnej tożsamości, a w szczególności na złączenie świata zewnętrznego z wewnętrznym.
Oczywiście, jednostka nie może tracić kontaktu z rzeczywistością, ponieważ w takim wypadku oszalałaby.
Wielkie zdolności artystyczne mają to do siebie, że potrafią się utrzymywać na cienkiej linii pomiędzy szaleństwem sztuki a geniuszem.
Z drugiej strony, to wyobraźnia twórcza, potęgowana przez samotność popycha człowieka do najwyższych osiągnięć, do nowych odkryć.
Jednostka twórcza bardziej przywiązana jest do własnego dzieła niż do ludzi. Odnajduje potem innych poprzez swoje dzieło, kiedy inni się nim cieszą, kiedy pragną je posiadać, kiedy je krytykują lub odrzucają.
Jednakże nawet osoby, które są zadowolone ze swoich związków uczuciowych, pragną realizować się także na inne sposoby.
Nie osobiste. Fantastyczne. Twórcze.
Znaczy to, że te cechy w mniejszym lub większym stopniu posiadamy wszyscy. Wszyscy jesteśmy jednostkami twórczymi.
We wszystkich nas tkwią wyobraźnia i fantazja.
To prawdziwe nieszczęście, jeśli ich brak.
Nie żylibyśmy wtedy.
Jednostki twórcze w niezwykły sposób rozwinęły owe zalety ludzkie. Wszyscy poprzez samotność, przez przebywanie w odosobnieniu.
Prawdopodobnie im bardziej ktoś odrywa się od związków z innymi, z rodziną, związków uczuciowych, tym bardziej chce po sobie zostawić ślad świadczący o jego osobowości, o jego oryginalności.
Bycie kimś oryginalnym, genialnym, bycie twórcą - znaczy zrezygnować z konwenansów, przyzwyczajeń i nawyków przynależnych do danego czasu i danej chwili.
Trzeba być odważnym.
Zaakceptować, że jest się nierozumianym, niekochanym.
I, aby tego dokonać, nie można pozwolić wpłynąć na siebie innym, nie można uzależnić się od innych, od ich zdania.
Jestem zdania, że potrzeba jest nowych dróg własnej realizacji także wtedy, jeżeli jesteśmy zadowoleni z naszego związku uczuciowego.
Jestem pełen wiary w twórczość. W samotności.
Wszyscy mamy potrzebę rozwijania naszej osobowości w samotności, aby nadać jej ostateczny sens."
"Dobrodziejstwo samotności. Tysiąc powodów, aby dobrze się poczuć ze sobą samym"
Valerio Albisetti
"Jestem przekonany, że większość osób uważa, iż bycie samemu jest stratą czasu.
O ile chodzi o mnie, robię wiele rzeczy podczas dnia i udaje mi się je zrobić wszystkie, ponieważ - przynajmniej trzy godziny dziennie - przebywam w samotności. Często dzielę je na trzy fazy, po godzinie każda: rano po przebudzeniu, w połowie dnia i wieczorem, przed położeniem się spać.
Nie mógłbym się bez tego obejść.
Podczas tych chwil myślę, pracuję nad intuicją, wsłuchuję się w siebie. Ale wolę mówić, że się modlę. Rozmawiam z Bogiem. Słucham Boga.
Mówię, że się modlę, ponieważ dla mnie chwile spędzone w samotności są święte. Poświęciłem wiele czasu, aby nawyknąć do tych reguł, ale teraz nie mógłbym żyć inaczej. I nie powinno się mówić, że jest się zbyt zajętym, aby być samemu ze sobą.
Jest to najważniejsza rzecz.
Ważniejsza, niż czas spędzony w pracy.
I nie trzeba klękać czy ubierać się w święte szaty. Wystarczy być przygotowanym na samotność.
Według mnie życie w samotności jest stylem życia.
Osoby kontemplujące chcą żyć w sposób możliwie najbardziej świadomy. Aby tego dokonać trzeba spędzić wiele czasu w ciszy.
Nigdy nie uważałem tego za stracony czas.
Poza tym czas spędzony w samotności sprawia, że w pracy, w codziennym życiu jest się bardziej skutecznym.
W momentach samotności można zastanowić się nad własnym życiem, przeanalizować je, zrozumieć. Lubię bezpośrednie doświadczenie, ale wolę go zażywać w małych ilościach. Potem poddaję je analizie i wyciągam z niego wszystko to, czego mogę się nauczyć.
Jestem przekonany, że w taki sposób uczę się więcej, wzbogacam się bardziej niż ci, którzy robią wszystko bez zastanowienia lub ze strachu, żeby nie być samotnym.
Teraz myślę, że stałem się psychologiem, psychoterapeutą, psychoanalitykiem po to, aby rozwijać moją zdolność analizy i zgłębiania osobowości ludzkiej.
Nie tylko.
Myślę także, że samotność zwiększa zdolność czucia tego, co znajduje się w najgłębszych zakamarkach serca, w podświadomości. Myślę, że pomaga lepiej zrozumieć sny i pomaga rozwinąć się intuicji."
"Dobrodziejstwo samotności. Tysiąc powodów, aby dobrze się poczuć ze sobą samym"
Valerio Albisetti
- "Nie masz czasami wrażenia, że wystarczasz sobie za cały świat?
- Mam. Jestem daleko posuniętym introwertykiem, więc noszę w sobie to złudne przekonanie, że cały świat jest we mnie. Że wystarczy mi długo i cierpliwie grzebać w samym sobie, żeby dogrzebać się wszystkiego, co można spotkać na zewnątrz. Miewałem zresztą długie okresy w życiu, kiedy się zamykałem i w ogóle nie odczuwałem potrzeby kontaktu z ludźmi. W ludziach, którzy są dookoła, nie szukam podniety czy olśnień."
rozmowa z Piotrem Najsztubem
http://czytelnia.onet.pl/0,1223524,do_czytania.html
"Stoję w progu pokoju pełnego ludzi. Hałas rani mi uszy. Szukam wzrokiem bezpiecznego kąta. Czuję ucisk w żołądku i słyszę, że szybciej oddycham. Mam ochotę uciec. Mój mąż, Mike, dostrzega znajomych, z którymi chce się przywitać. Jest podekscytowany. On uwielbia przyjęcia. Przeciska się pomiędzy grupkami ludzi, co chwilę uśmiechając się do kogoś lub witając się skinieniem głowy. W tym momencie ja ruszam jak najkrótszą drogą do łazienki. Przebywam tam przez jakiś czas, dokładnie oglądając tapety, ręczniki i mydło. Naprawdę lubię dobrze wyposażone łazienki. Zaczynam się odprężać. Ucisk w żołądku znika. Oddech się uspokaja. Po chwili czuję, że mogę już opuścić ten azyl. Udaje mi się wypatrzyć łysinę Mike'a w jednej z grupek. Wślizguję się obok niego, a on podaje mi pepsi. Rozmawiam z ludźmi. Z przyjemnością słucham, co mają do powiedzenia. Wspaniale jest śmiać się i rozmawiać. Co pewien czas powraca znajoma chęć ucieczki, więc znów chronię się do łazienki. Czasem mijam inną osobę, która wpadła na ten sam pomysł. Rozpoznajemy w sobie pokrewne dusze i uśmiechamy się do siebie. Wiem, że ona też liczy minuty do chwili, kiedy będzie mogła opuścić przyjęcie, nie obrażając gospodarzy. Podano obiad, potem deser. Po dwóch łyżeczkach brzoskwiniowej melby odwracam się do Mike'a i szepcę: «Za pięć minut chciałabym wyjść.» To wszystko, co mogę z siebie dać na przyjęciach. I wierzcie lub nie, ale trwało lata, zanim udało mi się osiągnąć choćby ten poziom radzenia sobie w sytuacjach towarzyskich. Lubię spotkania towarzyskie - naprawdę - jeżeli wiem, że wkrótce będę mogła wyjść. Świadomość, że już niedługo znajdę się w piżamie w zaciszu mojej sypialni, pomaga mi poradzić sobie z uczuciem niepewności i wydatkiem energii wiążącym się dla mnie z takimi okazjami. Naprawdę stwierdzam, że im lepiej rozumiem introwersję, tym łatwiej mi sprostać wymaganiom towarzyskim."
"Introwertyzm to zaleta, czyli jak przetrwać w ekstrawertycznym świecie"
Marti Olsen Laney
"Początkowo mój mąż Mike nie rozumiał mojego introwertyzmu, a ja jego ekstrawertyzmu. Nie zapomnę, jak po ślubie wybraliśmy się do Las Vegas. Całkowicie oszołomiona, chwiejnie szłam przez kasyno. Widziałam wokół siebie wir kolorów, a światła kuły mnie w oczy. Miałam wrażenie, że każda z monet wypadających do metalowych szufladek uderza mnie w głowę. Bez przerwy pytałam Mike'a: «Daleko jeszcze do windy?» (W kasynach Las Vegas stosują sztuczkę polegającą na tym, że trzeba przejść przez cały labirynt błyszczących automatów do gry spowitych w mgiełkę dymu z papierosów, żeby dostać się do windy i spokojnej oazy swojego pokoju.)
Tymczasem mój mąż ekstrawertyk był w swoim żywiole. Policzki mu się zaróżowiły, oczy błyszczały - cały ten ruch i hałas wywoływały w nim radosne podniecenie. Nie rozumiał, dlaczego tak mi spieszno do pokoju. Ja byłam zielona na twarzy i czułam się jak ten pstrąg, którego kiedyś widziałam leżącego na pokruszonym lodzie na targu rybnym. Pstrąg i tak miał szczęście, bo leżał.
Nieco później, kiedy obudziłam się z drzemki, ujrzałam rozsypane wokół siebie dwieście srebrnych dolarówek, które Mike w tym czasie wygrał. Niewątpliwie ekstrawertycy mają wiele uroku i stanowią dobrą przeciwwagę dla nas, introwertyków. Pomagają nam ruszyć się z domu i zabrać do wielu rzeczy. My pomagamy im zwolnić tempo.
[...]
Pamiętacie, jak w pierwszym rozdziale opisywałam naszą wizytę w Las Vegas? Ekstrawertyczny Mike szedł raźnym krokiem przez hotelowy hol. Widział tęczę tańczących świateł i przepychających się ciał, słyszał śmiech i srebrzysty dźwięk monet, upajał się wspaniałym zapachem płynącym z przylegającej do holu restauracji. W całym ciele czuł dreszcz podniecenia na myśl o nowym przeżyciu, jakim będzie pojechanie do pokoju ukośną windą. Już teraz radośnie oczekiwał stymulujących przeżyć, których dostarczy mu wieczór.
Dla mnie, jako introwertyczki, ta sceneria wyglądała całkiem odmiennie. Ostre światła mnie oślepiały, w uszach mi dzwoniło od dźwięku monet spadających z głośnym brzękiem do metalowych pojemników. Dusił mnie dym papierosów. W wąskim przejściu ze wszystkich stron napierały na mnie ciała. Miałam wielką ochotę stamtąd uciec. Chwiejnym krokiem dotarłam do windy i wjechałam do pokoju."
"Introwertyzm to zaleta, czyli jak przetrwać w ekstrawertycznym świecie"
Marti Olsen Laney
„Lecz tego samego wieczoru Włóczykij czuł się pewny swojej piosenki. Istniała już, była niemal gotowa – zdecydowanie lepsza od wszystkich, jakie kiedykolwiek wymyślił.
Kiedy dojdzie do Doliny Muminków, zagra ją, siedząc na poręczy mostu, a Muminek powie zaraz, że jest piękna. Że jest niezwykle piękna.
Włóczykij przystanął, bo zrobiło mu się trochę przykro. Tak, Muminek, który czekał na niego i okropnie tęsknił. Muminek, który siedział w domu i czekał, i podziwiał go, i zawsze mu mówił:
„Naturalnie, musisz być wolny. Jasne, że musisz wyruszyć w drogę. Oczywiście, rozumiem – czasem musisz być sam”.
Jednocześnie oczy Muminka robiły się chmurne z rozczarowania i bezradnej tęsknoty.
- Oj, oj – powiedział Włóczykij, podejmując wędrówkę. – Ojojoj. Tyle jest uczuć w tym Muminku. Ale nie będę teraz o nim myślał. Dziś wieczór jestem sam z moją melodią, a dzisiejszy wieczór to nie jutro.
[...]
Wyciągnął suchą szczapę i nieco drobnych gałęzi i spokojnie zbudował ognisko u zakrętu strumyka. Ogień, jako że ognisko zrobione było umiejętnie, chwycił natychmiast; Włóczykij bowiem przyzwyczajony był gotować sobie obiady sam. Nigdy, jeśli nie był do tego zmuszony, nie gotował obiadu komuś innemu i zarazem obiady innych niewiele go obchodziły. Wszyscy upierali się zawsze, żeby rozmawiać przy jedzeniu.
[...]
Stwożonko znów dotknęło plecaka i spytało ostrożnie:
- Może byś... Tyle podróżowałeś...
- Nie – odpowiedział Włóczykij. – Nie teraz. – I pomyślał rozgoryczony: „Dlaczego nie pozwolą mi nigdy zachować moich wspomnień o wędrówkach tylko dla siebie? Czy nie mogą zrozumieć, że gadaniem wszystko niszczą? Jeśli im opowiadam, to potem nic nie zostaje. Pamiętam tylko swoje własne opowiadania, kiedy staram się przypomnieć sobie, jak było.”
"Opowiadania z Doliny Muminków" Tove Jansson
„Okazało się bowiem, że pan Darcy jest dumny, że zadziera nosa, że wszystko go nudzi. Wówczas nawet wielkie majętności w hrabstwie Derby nie mogły sprawić, by nie uważano, iż ma twarz nieprzyjemną i odpychającą, i w ogóle między nim a panem Bingleyem nie może być porównania.
Pan Bingley szybko zawarł znajomość ze wszystkimi znaczącymi osobami; był żywy, bezpośredni, nie opuścił ani jednego tańca, martwił się, że bal zakończono tak szybko, i powiadał, że musi wydać podobny w Netherfield. Te miłe cechy mówiły same za siebie. Jakiż kontrast z panem Darcym! Ten zatańczył tylko raz z panią Hurst, raz z panną Bingley, uchylał się od przedstawienia jakiejkolwiek innej młodej damie, a resztę wieczoru spędził, przechadzając się po sali i od czasu do czasu zwracając się do kogoś z własnego towarzystwa. Opinia o nim została ustalona. Był najdumniejszym, najbardziej antypatycznym mężczyzną na świecie, toteż wszyscy mieli nadzieję, iż nigdy tu już nie przyjedzie.
[...]
Bingley bowiem przestał na chwilę tańczyć i podszedł do pana Darcy’ego, chcąc go namówić, by przyłączył się do zabawy.
- Chodźże – nalegał – zatańcz wreszcie. Nie mogę znieść, że tu tak stoisz jak kołek. O wiele lepiej byś zrobił, gdybyś tańczył.
- Wykluczone. Wiesz, że tego nie cierpię, chyba że wyjątkowo dobrze znam partnerkę. W takim zgromadzeniu byłoby to nie do zniesienia. Siostry twoje tańczą, a taniec z każdą inną kobietą tutaj byłby dla mnie torturą.
[...]
- Proszę, powiedz, pani, o co go możesz oskarżyć! – zainteresował się natychmiast pułkownik Fitzwilliam. – Bardzo bym chciał wiedzieć, jak też on się zachowuje wśród obcych.
- A więc dowiesz się, pan, lecz bądź przygotowany na coś okropnego. Otóż, musi pan wiedzieć, że po raz pierwszy zobaczyłam go w Hertfordshire na balu. I jak pan myśli, cóż on tam robił? Oto tańczył tylko cztery razy. Przykro mi ranić pańskie uczucia, ale tak było naprawdę. Tańczył tylko cztery razy, choć było bardzo mało panów i wiem z pewnością, że niejedna panna siedziała, nie znalazłszy partnera. Nie może pan temu zaprzeczyć, panie Darcy.
- Nie miałem szczęścia znać ani jednej panny oprócz dam, z którymi przybyłem.
- Prawda, a na sali balowej nie można zawrzeć żadnej znajomości. [...]
- Może – mówił pan Darcy – lepiej bym postąpił, gdybym wówczas szukał znajomości, lecz nie potrafię rekomendować się ludziom obcym.
- Czy będziemy pytać pańskiego kuzyna o powody? – zapytała Elżbieta, wciąż zwracając się do pułkownika Fitzwilliama. – Czy będziemy go pytać, dlaczegóż to mądry i wykształcony, obyty w świecie człowiek nie ma danych po temu, by się rekomendować obcym?
- Potrafię sam odpowiedzieć na to pytanie – odrzekł pułkownik. – Robi to z lenistwa.
- Z pewnością nie mam właściwych innym zdolności swobodnego prowadzenia rozmowy z ludźmi, których widzę pierwszy raz w życiu. Nie potrafię dostroić się do tonu ich rozmowy lub, jak to się często zdarza, udawać, iż ciekawią mnie ich sprawy.
[...]
Często siedział przez bite dziesięć minut, nie otworzywszy ani razu ust, kiedy zaś odezwał się, wynikało to zapewne raczej z konieczności niż z ochoty. Była to ofiara złożona temu, co przystoi, lecz na pewno nie przyjemność. Rzadko robił wrażenie naprawdę ożywionego. Pani Collins nie wiedziała, co o tym sądzić. Fakt, że pułkownik Fitzwilliam często śmiał się ze sztywności kuzyna, wskazywał, iż pan Darcy musi być na ogół inny, o tym jednak nie wiedziała.
[...]
- Nie znam człowieka, którego by własna niezależność cieszyła bardziej niż pana Darcy’ego.
- Tak, on lubi robić wszystko wedle własnej woli – przyznał pułkownik.
[...]
- To najlepszy dziedzic i pan na świecie – mówiła. – Nie taki, jak ci pustogłowi dzisiejsi młodzieńcy, co myślą tylko o sobie. Każdy z jego dzierżawców czy służby powie o nim to samo. Niektórzy mówią, że jest dumny, ale ja jeszcze nigdy tego nie zauważyłam. Mnie się wydaje, że to dlatego, że on nie gada byle czego i nie rozbija się byle gdzie, jak inni młodzi ludzie.”
"Duma i uprzedzenie" Jane Austen
"Zsunąłem się jeszcze niżej, aż wyciągnąłem się na murawie, spoglądając półotwartymi oczami na jasnobłękitne niebo i rozkoszując się uczuciem oderwania od świata i jego problemów.
Ta skłonność stała sie częścią mego życia i nadal nią pozostaje - niechęć do zejścia z wyżyn, zwyczaj stawania na brzegu nurtu życia i pozostawania tam przez jakiś czas w charakterze niezaangażowanego obserwatora. Dobrze było uciec, leżec samemu w ciszy przerywanej jedynie świstem i zawodzeniem wiatru wśród bezkresnego pustkowia oraz nie kończącym się, radosnym trelem skowronków gdzieś wysoko na niebie.
Nie chodziło o to, że powrót w dolinę, do Darrowby wiązał się z czymś nieprzyjemnym. Pracowałem tam już od dwóch lat i Skeldale House stał się moim domem, a jego dwaj mieszkańcy - moimi przyjaciółmi."
"Nie budźcie zmęczonego weterynarza" James Herriot
"Na przykład moja bliźniaczka Lorna jest sympatyczna, energiczna, rozgadana i pełna entuzjazmu. Łatwo nawiązuje kontakt z ludźmi, czuje się swobodnie w ich towarzystwie i bez problemów zawiera i utrzymuje przyjaźnie. Ale w wolnym czasie wcale nie ciągnie jej do innych. W sobotnie popołudnie woli pofrunąć balonem nad Szwajcarią, wypłynąć na Morze Śródziemne maleńką łódką albo zaszyć się w swojej pracowni w południowej Francji i malować. A wieczorem zamiast wybrać się na spotkanie towarzyskie, pójdzie do teatru albo na wystawę sztuki.
Podobne skłonności najwyraźniej miał wielki pianista Vladimir Horowitz. Kiedy zapytano go, ile by sobie życzył za występ podczas organizowanej w Paryżu gali i za przewodniczenie przyjęciu z udziałem wszystkich miejscowych notabli, miał podobno powiedzieć: "To wyniosłoby 100 000 dolarów: 5000 za koncert i 95 000 za udział w przyjęciu". I pewnie zgodziłby się z tym, co kiedyś powiedziała mi Lorna: «Bardzo lubię ludzi, ale oni mnie męczą».
Tak jak introwertycy potrafią odnaleźć się w towarzystwie, tak ekstrawertycy bywają towarzysko niezręczni. Weźmy Sally. Sally jest neurobiologiem. W towarzystwie czuje się skrępowana, gdy coś mówi, robi długie przerwy i zdarza się jej palnąć coś bez związku z tematem. W wolnych chwilach gości jednak w domu przyjaciół albo razem dokądś wychodzą. Jak sama mówi: «Uwielbiam ludzi, czerpię od nich energię».
Według mnie Lorna i Horowitz to przykłady towarzyskich introwertyków, Sally to ekstrawertyczka, która kocha towarzystwo ludzi, choć często popełnia gafy."
"Dlaczego on? Dlaczego ona?" Helen Fisher
„Być może w ustach osoby w moim wieku zabrzmi to trochę głupio, ale chcę, żeby wszystko było jasne; należę do ludzi, którzy lubią być sami. Podkreślę to raz jeszcze: jestem osobą, która nie cierpi z powodu samotności. Godzina lub dwie codziennego samotnego biegania, podczas którego z nikim nie rozmawiam, oraz kolejne cztery czy pięć godzin samotnego siedzenia za biurkiem nie są dla mnie ani trudne, ani nużące. Mam taką skłonność od najwcześniejszych lat, kiedy - mając wybór- znacznie bardziej wolałem czytać samotnie książki albo słuchać w skupieniu muzyki, niż spotykać się z innymi. Zawsze mam mnóstwo pomysłów na to, co mogę robić sam.
Mimo to, kiedy się ożeniłem we wczesnej młodości (miałem dwadzieścia dwa lata), stopniowo przyzwyczajałem się do życia z kimś innym. Po studiach prowadziłem bar i dowiedziałem się, jak ważne jest bycie z innymi, przekonałem się o czymś oczywistym, że nie da się przetrwać samemu. Krok po kroku - i zapewne we własnym tempie - odkryłem dzięki osobistemu doświadczeniu, jak być towarzyskim. Kiedy wspominam teraz tamte czasy, widzę, jak bardzo zmienił się mój ogląd świata po dwudziestym roku życia - jak dojrzałem. Nabijając sobie różne bolesne guzy, nauczyłem się praktycznych tricków, jak przeżyć. Bez tych trudnych dziesięciu lat nie zostałbym powieściopisarzem, nie byłbym w stanie pisać książek, nawet gdybym bardzo chciał. Nie znaczy to, że osobowość każdego człowieka ulega tak dramatycznej przemianie. Ale moja potrzeba samotności pozostała niezmienna. Z tego powodu ta godzina czy więcej, którą poświęcam na bieganie, pielęgnowanie pozbawionego słów czasu dla siebie, jest ważna dla utrzymania przeze mnie dobrego mentalnego samopoczucia. Kiedy biegnę, nie muszę z nikim rozmawiać ani nikogo słuchać. Jedyne, co muszę, to przyglądać się mijanej okolicy. Nie byłbym w stanie obejść się bez tej części dnia."
“O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” Haruki Murakami
"- Mówią w okolicy, że do ludzi to pan nie jest.
- Nie jestem fanem spotykania ludzi, nie czuję takiego zobowiązania. Filozofia spotkania nigdy do mnie nie przemawiała. Czasami przez tygodnie nie spotykam nikogo poza Moniką i Tośką.
Nie na darmo wyprowadziłem się tutaj. To nie jest fiu-bździu, że sobie chciałem pokowboić w Bieszczadach, tylko potrzebowałem samotności, żeby nie być rozpraszanym. Prawdziwa wolność jest samotnością. Bez poglądów, bez niczego. Pustka. I definiujesz swoją samotność wobec świata, wobec śmierci.
Ja to lubię, tak jak niektórzy spełniają się w nieustannym kontakcie, w życiu w centrum, w rozmowie. Rozumiem ich, ale wolę spotykać myśl drugiego człowieka w jego dziele niż osobiście, że się tak wyrażę. Znam więcej książek niż ludzi i jest mi z tym dobrze."
fragment wywiadu z pisarzem Andrzejem Stasiukiem
Zmieniony (Wtorek, 23 Sierpień 2011 12:29)


