My - szczęśliwe małżeństwo introwertyków

W tym miejscu dyskutujemy o zjawisku introwertyzmu, o tym, jak wpłynął on na nasze życie, jakie są wady i zalety bycia introwertykiem.
van_Gogh
Zagubiona dusza
Posty: 1
Rejestracja: 09 mar 2020, 11:47
Płeć: mężczyzna

My - szczęśliwe małżeństwo introwertyków

Post autor: van_Gogh »

Dzień dobry.
To mój pierwszy post. Chciałbym napisać coś o sobie i o naszym małżeństwie introwertyków.
Niektórzy twierdzą, że jesteśmy dziwaczni, albo wręcz nienormalni (zdanie teściowej).

ON, czyli ja. Mam szerokie zainteresowania, mogę całymi dniami czytać książki, projektować grafikę na komputerze, uczyć się nowych rzeczy, realizować swoje zainteresowania. Nie za bardzo lubię wychodzić z domu. Nie mam ani jednego przyjaciela. Nigdy nie dążyłem do tego, aby mieć. Nie lubię spotkań rodzinnych na których mówi się wyłącznie o rzeczach kompletnie nieistotnych. Już w dzieciństwie nie lubiłem, jak kolega był u mnie w mieszkaniu dłużej jak godzinę. To nie znaczy, że jestem nieśmiały, o nie ! Kiedy rozmawiam z kolegami z pracy, mogę trajkotać jak najęty. Po kilkunastu minutach, rozmowa zaczyna mnie jednak męczyć. Muszę zrobić przerwę, lub porozmawiać z kim innym na inny temat. Udzielam się na FB. Moimi najlepszymi przyjaciółmi są Żona i książki. Autor książki zrobił ogromny wysiłek, trwający kilka lub kilkanaście miesięcy, aby MÓWIĆ DO MNIE ! Czytając książkę, rozmawiam z autorem, mądrym człowiekiem, który ma dużo do opowiedzenia. Czy to nie wspaniałe ? Słucham dużo muzyki.
Mam wyższe wykształcenie techniczne, mieszkam w dużym mieście.

ONA. W towarzystwie czuje się zestresowana, choć tego nie widać, bo zachowuje się swobodnie i jest rozmowna. Nie znosi nadmiaru bodźców, ma objawy hiperestezji wzrokowej i słuchowej opisanej m.inn. w książce Christel Petitcollin „Jak mniej myśleć”. Jest to obniżony próg odbioru bodźców. Musi mieć dużo czasu w ciszy i spokoju. Ma kilka koleżanek, ale spotyka się z nimi tylko 2 razy w roku i to jej wystarczy. Czyta ogromną ilość książek, lubi spacerować, czasami samotnie. Interesuje się polityką, sztuką, ogląda dużo telewizji. Ma wyższe wykształcenie techniczne.

MY. Nasz introwertyzm występuje również między nami. Śpimy w osobnych pokojach, śniadania i kolacje każdy robi sobie osobno kiedy jest głodny. Zasypiamy i wstajemy o różnych godzinach. Jedynie obiady jemy razem, czasami razem gotujemy. Większość czasu spędzamy w osobnych pokojach - każdy robi to, co go interesuje. Ja lubię rower i nording walking na obrzeżach miasta, żona lubi spacery po centrum. Ja nie lubię spacerowania dla samego spaceru. Dlatego razem wychodzimy raczej wtedy gdy mamy coś kupić, załatwić, lub obejrzeć. Bywa tak, że żona wychodzi na spacer około południa, a ja np. na rower po jej powrocie. Dzięki temu mamy po parę godzin samotności w domu, co bardzo lubimy.
Ja słucham muzyki, której żona nie lubi. Ja lubię palić świece zapachowe, które żona nie znosi. Żona ogląda dużo telewizji, a ja praktycznie nigdy.
Na wycieczki weekendowe, na działkę i urlopy wyjeżdżamy zawsze razem. Z synem mieszkającym w tym samym mieście spotykamy się raz na parę tygodni. Nie mamy wnuków.
Nikt nikogo do niczego nie zmusza, ale wciąż pytamy się siebie – a co byś chciał/chciała abyśmy zrobili ? Każdy wie dokładnie co kto robi i gdzie jest, o której wróci. Jak się spóźniamy, to dzwonimy do siebie. Jesteśmy wobec siebie szczerzy i ufni, troszczymy się o siebie. Jesteśmy ze sobą już 37 lat. Jesteśmy szczęśliwi ze sobą, kochamy się.

Awatar użytkownika
Coldman
Administrator
Posty: 2276
Rejestracja: 07 lip 2014, 2:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
MBTI: Szajs
Lokalizacja: Poznań

Re: My - szczęśliwe małżeństwo introwertyków

Post autor: Coldman »

1. Ile macie lat?
2. Czy relacja opisana między Wami w związku była taka sama kilkanaście lat temu?
3. Co z Waszymi uczuciami?

Co do Introwertyzmu między Wami, jeśli w ogóle można nazwać to tak. No to związek introwertyka i introwertyczki to raczej trochę coś innego.
Związek introwertyków jest typowym związkiem bazującym na bliskości. W książce czytam, że w takim związkach trzeba uważać, żeby para nie odcięła się od świata zewnętrznego, bo sami sobie wystarczają. Może dojść do postrzegania rzeczy w swoich własnych kategoriach. To raczej są związki bazujące na wspólnych przeżyciach, na spędzaniu ogromnej ilości czasu ze sobą. Może to prowadzić aż do zanudzenia się sobą, bo brakuje im zewnętrznej stymulacji.

Oczywiście jeśli jesteście szczęśliwi i to Wam pasuje, no to super. Nic nikomu do tego. Jednak musiałem trochę naprostować definicję, bo typowe związki intro nie są związkami z elementami izolacji. Pytania zadałem z ciekawości, dla rozjaśniania sytuacji.
Obrazek

Awatar użytkownika
Papaja
Intromajster
Posty: 460
Rejestracja: 04 sty 2014, 14:30
Płeć: kobieta
Enneagram: 1w9
MBTI: ISTJ
Lokalizacja: Poznań

Re: My - szczęśliwe małżeństwo introwertyków

Post autor: Papaja »

Czy możesz podać tytuł i autora tej książki o związkach intro? zaciekawil mnie opis z niej zaczerpnięty
Kto stworzył ten labirynt niepewności, tę świątynię dufności, naczynie grzechu, pole usiane tysiącem zasadzek, przedsionek piekła, kosz po brzegi napełniony chytrością, truciznę słodką jak miód, łańcuch, który wiąże śmiertelnych z doczesnością – kobietę?

Awatar użytkownika
Coldman
Administrator
Posty: 2276
Rejestracja: 07 lip 2014, 2:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
MBTI: Szajs
Lokalizacja: Poznań

Re: My - szczęśliwe małżeństwo introwertyków

Post autor: Coldman »

Papaja pisze:
12 mar 2020, 18:54
Czy możesz podać tytuł i autora tej książki o związkach intro? zaciekawil mnie opis z niej zaczerpnięty
Introwertyzm to Zaleta - Marti Olsen Laney :D
Obrazek

jubei
Rozkręcony intro
Posty: 348
Rejestracja: 22 lut 2008, 11:27
Płeć: mężczyzna

Re: My - szczęśliwe małżeństwo introwertyków

Post autor: jubei »

A mnie się wydaje właśnie odwrotnie niż to co wyczytał @Coldman z książek, że to nie jest związek dwóch papużek, które nierozłącznie wszędzie łażą i nie widzą siebie krytycznie. Co wynika z treści posta. Natomiast wygląda na związek w miarę nowej ery, dwoje ludzi, którzy są samodzielnymi jednostkami, ale mieszkają pod jednym dachem, bo łatwiej i bliżej. Trochę tak jak być w wiecznym związku z dziewczyną/chłopakiem, tylko nie na odległość. Ogólnie to pozdrawiam i kibicuję. Też uważam że prywatność to ważna sprawa. Ja, gdybym był w związku i mieszkał w domu, to potrzebował bym własnego tzw gabinetu albo po prostu pokoju, gdzie miałbym własne szpargały i gdzie na codzień bym przebywał. Myślę, że w wielu starszych związkach taką przestrzenią dla faceta jest garaż.
"Life is so unnecessary"

Awatar użytkownika
Papaja
Intromajster
Posty: 460
Rejestracja: 04 sty 2014, 14:30
Płeć: kobieta
Enneagram: 1w9
MBTI: ISTJ
Lokalizacja: Poznań

Re: My - szczęśliwe małżeństwo introwertyków

Post autor: Papaja »

Jubei piszesz z teorii czy z doświadczenia?przerobiłam wszystkie możliwe fazy zwiazku od randkowania do małżeństwa i o ile na początku przestrzeń własną była bardziej potrzebna teraz jest to na dużo mniejsza skalę. Opis z książki całkiem trafnie opisuje relacje z moim mężem. Jesteśmy prawie nierozłączni np dopiero po 4latach trafil sie wyjazd gdzie nie widzieliśmy się jakieś 4dni i to było duzo. Osobne wyjścia i aktywności się oczywiście zdarzają,ale nie nazwałbym tego związkiem z chłopakiem,tyle że nie na odległość. Nawet mieszkając razem,a nie będąc jeszcze zaobraczkowanym bylismy prawie nierozlaczni.

W etapie randkowania patrzyliśmy na siebie mało krytycznie(to akurat większość ludzi ma na tym etapie) w małżeństwie wygląda to inaczej(różowe okulary opadają , tu zaczyna się praca nad zwiazkieem i trochę więcej krytycznego patrzenia.)Wiadomo tez, że co para to inaczej to może wygladac
Kto stworzył ten labirynt niepewności, tę świątynię dufności, naczynie grzechu, pole usiane tysiącem zasadzek, przedsionek piekła, kosz po brzegi napełniony chytrością, truciznę słodką jak miód, łańcuch, który wiąże śmiertelnych z doczesnością – kobietę?

jubei
Rozkręcony intro
Posty: 348
Rejestracja: 22 lut 2008, 11:27
Płeć: mężczyzna

Re: My - szczęśliwe małżeństwo introwertyków

Post autor: jubei »

Hej, pisałem jak ja widzę związek van_gogha.
Co do mnie to nie lubie jak mi ktoś grzebie w moich rzeczach. A związek kazdy jest inny. Trzeba się po prostu dobtać, i chcieć wysilic aby nie brać rozwodu zaraz po roku lub kilku latach.
"Life is so unnecessary"

ODPOWIEDZ