rozmowy z samym sobą i obserwowanie siebie z boku

W tym miejscu dyskutujemy o zjawisku introwertyzmu, o tym, jak wpłynął on na nasze życie, jakie są wady i zalety bycia introwertykiem.
śliwka_kalifornijska

rozmowy z samym sobą i obserwowanie siebie z boku

Post autor: śliwka_kalifornijska » 05 mar 2007, 18:54

No właśnie, myślę, że ten prawie-że-ciągły wewnętrzny dialog/monolog jest spowodowany głównie moim introwertyzmem. To jest jakaś "druga osoba" we mnie, z którą praktycznie cały czas rozmawiam... Kiedyś to "wewnętrzne ja" miało nawet jakąś postać - Bruce'a Willisa 8) (nie wiem dlaczego, chyba przez taki jeden film, w którym grał psychologa). Teraz jego obraz jest niejasny, ALE wiem, że TO JEST FACET.... Nie wyobrażam sobie tam kobiety... (jestem kobietą, dla jasności)... Nie wiem, może to kwestia tego, że nie mam ojca.... W każdym razie - jest mi dobrze z moim facetem... :D

Bardzo często mam też wrażenie, że stoję z boku własnej osoby, i tylko obserwuję, co robi śliwka_kalifornijska.... Czasami zdarza mi się nawet myśleć o sobie w 3. osobie, ale to już naprawdę rzadko.....

dupawkwiatach

Post autor: dupawkwiatach » 05 mar 2007, 19:09

Zdarza mi sie czasami ;) Az głupio by mi było jakby ktoś to usłyszał, zwłaszcza sprzeczki między mną a mną <sciana> Ale to może kwestia tego że nie umiem się zwierzac i otwierać przed ludźmi więc z kim mam rozmawiać o poważnych sprawach i dylematach jak nie z samą sobą.

śliwka_kalifornijska

Post autor: śliwka_kalifornijska » 05 mar 2007, 19:14

Ja jak płaczę to mam skłonności właśnie do gadania w pustą przestrzeń.... :D W sumie to nawet zabawne, takie "filmowe" :lol: ...

Ja też nie umiem się zwierzać.... Rany, jak teraz o tym myślę, to dochodzę w wniosku, że chyba naprawdę NIGDY w życiu się nie zwierzałam... Nigdy nie miałam przyjaciółki itp.... :? W sumie to teraz nie odczuwam tego braku.... Chociaż zwierzanie się komuś na pewno może pomóc.

Gość

Post autor: Gość » 05 mar 2007, 20:32

Ja mam teraz kogos bliskiego i nawet może nazwałabym ją przyjaciółką ale przed przyjacielem powinno się otwierac a ja nie potrafie. I w sumie słysząc ze zwierzanie się pomaga, próbowałam i jak dla mnie nie jest to prawda, nie poprawia mi to samopoczucia a nawet psuje mi humor swiadomosc ze robie cos wbrew sobie. Poprostu czuje wewnętrzny opór przed zbytnim otwieraniem się przed ludźmi i przed opowiadaniem im o moich problemach. Za to niestety do mnie zgłasza się kazdy z jakąkolwiek błahostką, oczekując wysłuchania i dobrej rady. I nie wiem czemu ludzie nie widzą jak za któryms razem okazuje im zniecierpliwienie i brak chęci do wysłuchania.
Tak na marginesie możemy założyc Klub Dziwnych Nicków ; )

dupawkwiatach

Post autor: dupawkwiatach » 05 mar 2007, 20:34

Głupie forum nie zalogowało mnie wczesniej ; /

GoGosia

Post autor: GoGosia » 07 mar 2007, 17:35

jeśli chodzi o zwierzanie się, to też mam z tym problem... chyba jedyną osoba przed którą się mogę otworzyć jest moja mama i za to jej wielkie dzienki :) mam z nią super kontakt, i nie żeby coś ale ma fajne spojrzenie na świat takie z dystansem nie jest staromodna i niczego nie nakazuje, poprostu rozmową bardzo pomaga :))
a z sama sobą jasne że gadam... myśle że prawie każdy to robi.. mówisz coś na głos a w duchu do siebie całkiem co innego... gdyby każdy mówił to co sobie mysli... oj.. ];->
i też czesto jak płacze to sama ze sobą rozmawiam...

ps.mój nick nie jest wyjątkowy :P może go zmienie ;)

dupawkwiatach

Post autor: dupawkwiatach » 07 mar 2007, 19:38

Wszystkie Gosie to introwertyczki? ; ) Bo juz chyba 3 widziałam na tym forum a przy ilosci uzytkowników to duzo :)
U mnie rozmowa z samą sobą czesto prowadzi do wmawiania sobie samej róznych głupot :D Mowie sobie "ale przeciez oczywiscie ze tak jest" a myśle "wcale nie idiotko po co wygadujesz takie bzdury?" a jak sobie uswiadamiam ile sensu ma moj monolog to czasem aż jest mi głupio ; )
Co do płaczu...jak byłam mała to bardzo często płakałam nawet o głupoty (nawet moja mama zabrała mnie w związku z tym do psychologa...na pierwszej wizycie sie rozpłakałam :D i tyle mnie tam widzieli....płakałam przy kazdym wspomnieniu o tamtym miejscu ; )) teraz płacze mniej ale ciągle duzo : ) Mama mi zawsze mowila jak płakałam "i po co płaczesz? Pomaga Ci to? Daje Ci to cos?" i teraz uważam ze nie miała racji bo myśle ze płacz pomaga, nawet jesli płacze sie samemu do poduszki : )

długa_broda

Post autor: długa_broda » 10 mar 2007, 21:50

No to teraz głos faceta w tej dyskusji :)
Heh... Gdybym tyle mówił w rzeczywistości ile w myślach to pewnie zostałbym politykiem (najprawdopodobniej samoobrony bo tam dużo gadaja :lol: ).
Ale poważnie.
Zawsze gdy jestem sam rozgrywam w myślach te sytuacje które wydarzyły sie w realu, spotkania jakie miałem i bez końca prowadzę dyskusje z tymi ludźmi do których nie byłem w stanie się odezwać lub powiedzieć coś sensownego.
Im więcej stresu miałem przy danej sytuacji tym częściej magluję je w myślach. W myślach jestem zawsze naj... z dziewczynami gadka mi się klei, podrywam jak Cassanova (o dalszych myślach nie będę tu pisać gdyż nie wiem jak włączyć czerwony kwadracik w rogu monitora :D ).
Jeśli ktoś mi zrobił przykrość to w myślach zawsze go celnie ripostuję i daję mu tak popalić, że to on się pali ze wstydu.
Takie monologi/dialogi ze sobą mają dobre i złe strony. Dobra jest taka, że pełnią takie rozmowy swoistego rodzaju terapię (to tak jak rozmowa z psychiatrą czy psychoanalitykiem lub spowiedź - choć niezupełnie).
Ale też ciągłe przewalanie tego we własnej głowie prowadzi do swego rodzaju psychoz, potrafię pół nocy maglować jakiś temat w te i nazad przez kilka albo i nawet kilkadziesiąt dni.
Co do płaczu hmm nie pamiętam kiedy ostatni raz płakałem, być może zapomniałem już jak to się robi. A może...

dupawkwiatach

Post autor: dupawkwiatach » 10 mar 2007, 23:25

długa_broda jak ja wiem o czym mówisz :D Ja w myślach jestem krzyżówką Magdy M, Angeliny Jolie i Catwomen <sciana> Siedząc przy barze (nie chodze do pubów/klubów), sącze whisky (nie przepadam za alkoholem) i prowadze interesującą rozmowę (to chyba mowi samo za siebie...) z 3 facetami naraz (jeden jest dla mnie problemem). Reszty nadal nie wypada wymieniac ale zaczyna się od wejścia do mieszkania z jednym (lub nie tylko jednym ;)) z nich :D
Ja mam to szczęscie, że mam refleks jeśli chodzi o riposty i dość cięte i złośliwe poczucie humoru więc z tym raczej nie mam problemu...chociaz nie zjednuje to do mnie ludzi wiec osob ktore ze mną długo wytrzymują jest naaaprawde niewiele.
Na mnie chyba takie myslenie nad czyms co sie juz stało nie działa dobrze a mimo to to robie...kilka dni rozpamiętuje jakas sytuacje i wypominam sobie co mogłabym zrobic/powiedziec i jak zachowałby się "normalny człowiek". Albo myśle nad czyms co powiedziałam głupiego i ile roznych rzeczy mozna by zamiast tego powiedziec ;/
Płacz pomaga ale tylko w samotności i bez wstydu. Trzeba wiedziec po co sie to robi, i porządnie poszlochac i poużalać się nad sobą. Mnie to uspokaja i rozwesela :D Natomiast nie płacze komuś w rękach i nie wiem czy to sie kiedykolwiek stanie. Nie lubie eksponować swoich uczuc i emocji.

GoGosia

Post autor: GoGosia » 12 mar 2007, 17:02

hehe czy mi się wydaje czy mówimy może troche o wyobraźni... może o naszych marzeniach... bo co by było gdyby??;) przynajmniej w naszych głowach MY rządzimy ba.. nikt nam nie podskoczy ;D

PS.Wiedzieć jest niczym, wyobrazić sobie – wszystkim :))):))

Szysz

Post autor: Szysz » 28 mar 2007, 18:22

Hehe, śmiesznie jest być intro, choć to tylko moje zdanie. Ja w myślach jestem sobą, także staram sie być sobą w świecie mnie otaczającym, a jeśli komuś nie pasuje, że na przykład czasem sie nie odzywam, to za przeproszeniem "spadówa", ten ktoś ma problem, a nie ja.

Poczytałem o waszych "głowach", ale jak sobie z tym radzicie na co dzień, na przykład przy poznawaniu nowych ludzi ? Tak, wiem nie co dzień poznaje sie nowych ludzi, :P ale czy takie "kotłowanie" w głowie, nie jest przypadkiem męczące? Osobiście mimo, że uważam sie za introwertyka, ale w wersji "light", nie mam takich potyczek myślowych z samym sobą.

Daro

Post autor: Daro » 30 mar 2007, 14:58

Czytając to co tu napisaliście wpadłem na pewien pomysł ciężko bedzie go wykonać bo potrzeba do tego drugiej osoby ale może kiedyś się uda zawsze jest problem że nie ma o czym rozmawiać i gdy to tak przeczytałem potem poszedłem do pokoju nie wiem po co :P tak sobie myślałem jakby to fajnie było jak gdybym opowiadł to komuś co sobie wymyśliłem w głowie te wszystkie scenariusze przecież tego jest setki można by całymi dniami o tym opowiadać i nie trzeba by mówic o swoim nudnym życiu problem jednak jest taki że trzeba najpierw to zapamiętać co wydaje mi sie prawie niemożliwe a potem to jeszcze wysłowić to już jest chyba niemożliwe ale bdyby to wszystko zadziałało to mogłoby być nawet zabawnie :) pomarzyć można no nie?:P
ale czy takie "kotłowanie" w głowie, nie jest przypadkiem męczące?
Jest to męczące gdy próbuje się czegoś nauczyć a mi co chwile do głowy wchodzi co innego :|

Pomyk

Post autor: Pomyk » 30 mar 2007, 20:10

Nie sądze, żeby to był dobry pomysł. Ja bym nie chciał czegoś takiego słuchać, a tym bardziej opowiadać ;)
Myślę, że lepsze byłoby znalezienie osób o podobnych zainteresowaniach z którymi można by bezstresowo porozmawiać.

A te myśli w głowie rzeczywiście przeszkadzają w koncetracji, szczególnie przy czytaniu :(

megi2001

Post autor: megi2001 » 21 maja 2007, 23:27

To jest wlasnie ciekawe zjawisko,bo w myslach mam tyle tematow na ktore chcialabym pogadac a jak przychodzi co do czego to milcze jak zakleta bo nie moge z siebie slowa wydusic.to jest chyba jakis paralizujacy lek,stres.pozdro

Hi_Tronic

Post autor: Hi_Tronic » 23 maja 2007, 12:25

Ja też rozmawiam ze samym sobą, bo to na prawdę pomaga. Nie pogrążam się w tedy w jakimś bezsensie. Osobiście nie logiczne mi się wydawało rozmawiać ze samym sobą bo wtedy zawsze miałbym rację i nie miałbym usprawiedliwienia dla różnych głupich rzeczy jakie robiłem.
Ale zawsze chciałem ponad wszystko mieć młodszą siostrzyczkę. Wyobraźnia długo nie pracowała nad tym żeby Ją stworzyć. Giana była dla mnie wszystkim był taki czas, że cały mój pokój był wywieszony szkicami małej dziewczynki, która patrzy na mnie wzrokiem mówiącym
" ... dopuki ty istniejesz , to i ja istnieję... " Moje życie się zmieniło diametralnie. Każdy problem był rozwiązywany razem znią, widziałem nas z boku jak ona zadaje mi dziwne, śmieszne , głupie czasem nawet denerwujące pytania. Odpowiadając na nie, dochodziłem do wniosku, że odnajduję siebie.

ODPOWIEDZ