Introwertyzm, samotność, depresja. Nie mogę tak dłużej.

W tym miejscu dyskutujemy o zjawisku introwertyzmu, o tym, jak wpłynął on na nasze życie, jakie są wady i zalety bycia introwertykiem.
Awatar użytkownika
Gaijin
Wtajemniczony
Posty: 5
Rejestracja: 23 kwie 2017, 19:01
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: INFP

Introwertyzm, samotność, depresja. Nie mogę tak dłużej.

Post autor: Gaijin » 23 kwie 2017, 20:50

Cześć, jestem tu nowy. Nie wiem na razie jak długo tu zagoszczę.

Póki co, muszę z siebie wyrzucić coś co siedzi we mnie od lat, a nie mam w sumie nawet komu się zwierzyć. Nie wiem ile osób to przeczyta do końca, bo jest dość długo. Możecie przejść do końcówki w sumie. Po prostu chcę z siebie wszystko wyrzucić co się we mnie zebrało przez całe życie.

Moje życie to jedna wielka porażka, mój typ osobowości to według testu, który robiłem - INFP. Wychodziło tak za każdym razem. Już od kiedy sięgam pamięcią to byłem aspołeczny. Przedszkole to męczarnia, miałem patologiczne opiekunki, strasznie się stresowałem, nie jadłem, chciałem do domu. W podstawówce już we wczesnych klasach miałem zaniżoną samoocenę. Nawet wychowawczyni kazała mojej mamie ze mną porozmawiać. Oprócz tego przez 6 lat przypięta łatka nieśmiałego, mówili wtedy ''z wiekiem przejdzie''. Niestety nie przeszło, bo to introwertyzm a tego się nie wyleczy. Nawet była sytuacja, że na angielskim pani tłumaczyła dzieciom słowo ''shy''. Żeby lepiej zapamiętały powiedziała, że JA jestem shy. Oprócz tego na porządku dziennym pytania ''co nic nie mówisz'', ''co ty taki smutny?'' -te ostatnie zadawane nawet wtedy gdy w głębi siebie jestem szczęśliwy.

Potem gimnazjum i to był dla mnie ciężki okres. Byłem kompletnie nieakceptowany w klasie, kompletnie nie śmieszyły mnie te gimnazjalne żarty, więc często się z nich nie śmiałem, często jako jedyny w klasie. I zaraz leciały teksty, że ''OOO HHAHA PEWNIE TAKI SMUTNY BO MU MATKA ZMARŁA'' ''JEZU JAKI TY JESTEŚ POWAŻNY''. Wytykali moje słabości, pojawił mi się dość szybko trądzik co też było wtedy wyśmiewane. Zresztą z nim zmagam się do dziś, ale o tym może później. Relacje damsko-męskie tragedia. Nawet jak miałem jakąś bliższą koleżankę to okazało się, że za moimi plecami mówiła, że z takim kimś jak ja to nigdy by się nie związała. Ale nieważne, w sumie nie miałem jakiegoś ciśnienia wtedy na związki, tym bardziej jak patrzyłem na otoczenie i widziałem jak ''dojrzałe'' one są. Nauczyciele? Spora część też mnie nie akceptowała, od niektórych słyszałem też docinki. Np. jedna sprawdza listę, mówię - jestem, a ona ''tylko to potrafisz mówić''. Inna sytuacja to słyszałem jak druga nauczycielka gada z kolegami z klasy na boku i się pyta, a Gaijin(pozwólcie że użyję nicku zamiast imienia, żeby zachować jakąś anonimowość) to co ćpa? Chyba jakiś mocny towar, bo codziennie taki przymuł''.Jakoś dotrwałem te 3 lata i postanowiłem coś zrobić w życiu. Nowa szkoła, nowy ja. Czytałem sporo o tym jak rozmawiać, jak wyleczyć nieśmiałość, podjąłem próby zmiany siebie.

Przyszło liceum i w sumie wielkiej poprawy nie było. Na szczęście ludzie bardziej wyrozumiali, zdrowsze relacje i nawet zacząłem się uśmiechać i czuć się bardziej swojo. Jednak jak przychodziło co do czego, do jakiegoś wytykania wad u konkretnych osób to wiadomo, że ja to ten małomówny blabla. Relacje damsko-męskie chyba jeszcze gorzej jak mam być szczery, ale w sumie nie przeszkadzało mi to wtedy, że jestem sam. Nie chciałem nikogo szukać na siłę. Ogólnie przespałem te 3 lata, zleciało szybko, strasznie szybko. Ale mimo wszystko do tej pory był to chyba mój najprzyjemniejszy okres w życiu.
Napisałem maturę, bez stresu i dość dobrze. No, ale przyszło w wakacje takie pierwsze, większe załamanie nerwowe. Nie miałem pojęcia co dalej, nie wyobrażałem sobie życia po LO. Przez 2-3 tyg. nie wychodziłem z domu. Dostałem się w końcu na studia o profilu humanistycznym, co mnie jakoś mocno nie cieszyło, ale zawsze ta myśl, że będę miał co robić przez kolejne 3 lata. Znalazłem też pracę, dorobiłem sobie jakieś grosze, zapisałem się na siłownię. I jakoś się ogarnąłem, chęć do życia wróciła, ale na moment.

Teraz moje życie wygląda tak:

Mam 20 lat, jestem na studiach humanistycznych na drugim roku. Nie odnajduję się tu kompletnie. Wiem, że to była zła decyzja, ale ja po liceum nie byłem gotowy na wybór kierunku. Zresztą niestety, ale jestem humanistą, więc jakiś kierunek ścisły odpada i tak. Nie mam pracy, w sumie nie miałbym nawet kiedy do niej chodzić, bo całe dnie wypełnione tymi wspaniałymi studiami. Jestem w sumie bez perspektywy na przyszłość. Mógłbym je rzucić, bo mnie już męczą i wątpię, że ten papierek coś mi da. Z nim czy bez niego to czeka mnie kopanie rowów.

Chciałem w końcu też poznać dziewczynę, ale jedyne co mnie spotkało to zawiedzione nadzieje. Mówili ''na studiach kogoś poznasz to najlepszy okres'' Niestety, ale na moim roku każda normalna jest zajęta, zresztą też nie wiem czy jestem na tyle dojrzały by wiązać się z kimś w moim wieku. Lepiej mi się chyba rozmawia z dziewczynami 3-2 lata młodszymi. Zresztą nie ma to w sumie znaczenia i w ogóle myślę, że jedyna droga dla mnie żeby kogoś w ogóle poznać to internet. Jest łatwiej. Nie chcę jednak chyba portali randkowych, bo to takie na siłę. Poznałem w sumie kilka kobiet przypadkiem no, ale właśnie, nawet jak się fajnie rozmawiało to odległość. Teraz jestem na takim etapie, że godzę się z tym, że pewnie całe życie będę sam. Nigdy nie zaznałem miłości(nawet od rodziców) i nigdy nie zaznam, przypomina mi się nawet jak mój chrzestny(swoja drogą mam z nim teraz fatalne relacje) o mnie powiedział w 5 klasie podstawówki -''jego nie da się lubić''. No i właśnie, być może coś w tym jest. Nie można lubić, a co dopiero kochać?

Oprócz tego problemy z cerą ciągną się za mną od gimnazjum, tyle pieniędzy i wysiłku poszło i nic. Biorę teraz mocne leki z silnymi skutkami ubocznymi. Trochę się poprawiło, ale to dopiero początek kuracji. Być może i mój sam wygląd odstrasza? Nie wiem.
Co do wiary to kiedyś wierzyłem, nawet mocno. Dziś mam wątpliwości, wątpię w Boga. Jeśli istnieje to i On mnie chyba nawet opuścił.

Nie mam pojęcia jak się odnajdę w życiu. Minęło 20 lat, a ja jestem nikim i w sumie nie miałem w swoim życiu większych sukcesów. Rodzice i brat mnie nie akceptują i od małego podcinają skrzydła. W podstawówce matka nie chciała mnie nawet zapisać na piłkę nożną, bo nie i tyle. Myślę, że sport dałby mi trochę pewności siebie. W sumie dzięki siłowni czuję się czasem trochę lepiej.

Zacząłem popadać w depresję, nie mam na nic siły. Jak patrzę w przyszłość to moje życie wygląda tak: mieszkanie z rodzicami do późnego wieku. Praca? Może do jakiegoś Tesco mnie wezmą. Kobiety brak, znajomych dużo nie mam, a ta garstka co jest za jakiś czas odejdzie. Mam tylko nadzieję, że umrę szybko, bo długo tego nie zniosę.
Nie wiem co robić, nawet jak pojawiała się chęć zmiany to potem wszystko się waliło.

Jeśli ktoś to doczytał do końca to dziękuję, nic już więcej nie potrzebuję.

Krata_Browara
Introwertyk
Posty: 85
Rejestracja: 23 sty 2017, 0:40
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4

Re: Introwertyzm, samotność, depresja. Nie mogę tak dłużej.

Post autor: Krata_Browara » 23 kwie 2017, 21:08

Krótko - młody jeszcze jesteś, więc masz okazję by sporo w swoim życiu zmienić. Jeśli studiujesz dla studiowania, to raczej odpuść albo zmień kierunek, bo jeśli nie będziesz się angażował, to studia same w sobie niewiele dają.
Siłownia dobra rzecz, może pomagać w pracy nad sobą, poza tym ćwiczenia fizyczne pomagają w stanach depresyjnych więc nie odpuszczaj :)
Koniec to typowe czarnowidztwo, nie wiesz co będzie w przyszłości, ale malujesz ją w czarnych kolorach, nie musi tak być.
Ten, kto wyzwala z siebie bestię, pozbywa się bólu bycia człowiekiem.

Awatar użytkownika
deenty
Introrodek
Posty: 24
Rejestracja: 01 kwie 2017, 11:05
Płeć: mężczyzna
MBTI: ISTJ
Lokalizacja: Tricity

Re: Introwertyzm, samotność, depresja. Nie mogę tak dłużej.

Post autor: deenty » 23 kwie 2017, 22:10

O stary, napisałeś mi życiorys! Z tą różnicą, że ja wybrałem akurat dobre studia i dzięki temu się odnalazłem w życiu. To była jedna rzecz, od której zacząłem poznawać jaki naprawdę jestem, poznawać swoje zalety i wady, siły i słabości. No i zamieniłbym trądzik na co innego, ale to szczegół.
Zmień kierunek, tak jak napisał Krata - same studia dla studiów ch*ja Ci dadzą. Zobacz, wiesz już czego na pewno nie chcesz studiować, więc masz węższe spektrum kierunków wyboru. Spędzasz czas na siłowni, to może AWF? Matmy tam za dużo chyba nie ma.
Odetnij się od tego co sprawia Ci ból i skup się na sobie. Może i będziesz samotny i momentami będzie Ci źle w samotności, ale w każdej sytuacji są jakieś pozytywy (sam nie wierzę że to napisałem, ale taka jest prawda). Trudno. Skoro nikomu na Tobie nie zależy, to niech Tobie zależy na samym sobie, chociaż odrobinę.
Pieprz Boga, pieprz rodzinę, pieprz znajomych. Odnajdź siebie.
Dzień dobry.

Caroline
Intronek
Posty: 32
Rejestracja: 01 mar 2017, 0:01
Płeć: kobieta
Enneagram: 5w4
MBTI: INFJ

Re: Introwertyzm, samotność, depresja. Nie mogę tak dłużej.

Post autor: Caroline » 23 kwie 2017, 22:14

Przeczytałam wszystko do końca ;)
Jak dla mnie to masz mega problem przede wszystkim z samooceną, a to "czarnowidztwo" jeszcze bardziej cię nakręca. Nie wiem czy nie mylisz bycia introwertykiem ze "zwykłym" byciem nieśmiałym. Z tego co, piszesz wynika, że chcesz mieć znajomych, widywać się z ludźmi, ale brak ci jakiegoś impulsu, żeby to zmienić.
Hmmm... trochę rozumiem, co piszesz, bo moje 12 lat edukacji to też była wegetacja, a nie życie, jakie powinna mieć nastolatka. Nieśmiałość i problemy w kontaktach z rówieśnikami zrobiły swoje. Po liceum pomyślałam, że nie chcę tak dłużej "wegetować". Kiedy poszłam na wymarzone studia to jakoś zaczęło się układać. Myślę, że radość z dostania się na studia (w dodatku nie za pierwszym podejściem) sprawiła, że sama zaczęłam chcieć się zmienić. Co więcej - poznałam tam ludzi, którzy mieli podobne doświadczenia do moich, podobne zainteresowania.
Dlatego również Ci radzę rzucić studia, które nie dają Ci satysfakcji. Skup się na tym co naprawdę sprawia Ci przyjemność i albo zacznij nowe studia (wcale nie myśl, że jest na to za późno mając 20 lat!), albo zrób coś, żeby się rozwijać w tym czymś. Piszesz, że lubisz sport, może coś w tym kierunku? Jeśli nie wiesz co, to szukaj, metodą prób i błędów. I nie zrażaj się niepowodzeniami, na początku zawsze jest trudno.

Awatar użytkownika
Syogliss
Intronek
Posty: 58
Rejestracja: 04 gru 2016, 10:59
Płeć: kobieta
Enneagram: 4w5
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: Introwertyzm, samotność, depresja. Nie mogę tak dłużej.

Post autor: Syogliss » 23 kwie 2017, 22:20

Cześć

Zacznę od tego - nie myl, proszę, introwertyzmu z nieśmiałością. Introwertyk niekoniecznie musi być nieśmiały, ja jestem na to idealnym przykładem, Nieśmiałość pokonałam w sobie już jakiś czas temu, a introwertyzm jest we mnie głęboko zakorzeniony.

Czasem trochę jakbym czytała o sobie w niektórych momentach.
Z mojego doświadczenia powiem ci, że studia humanistyczne nie mają sensu, jeżeli czujesz, że to nie to. Też studiowałam humanistyczne, jedne, drugie, żadnych nie skończyłam. Zrezygnowałam, zrobiłam szkołę policealną, teraz jest ok. Może warto to zmienić? Studia to nie wszystko i po nich rzeczywiście niewiele będziesz miał. Wiem, że każde działanie może wydawać się bez sensu, ale jeżeli w tym momencie coś ci przeszkadza - zmień to! Rzuć studia, a potem zobaczysz. Może lepsze będzie znalezienie od razu pracy. Dla nas, humanistów, jest ciężko.

Niestety, masz mnóstwo problemów, z którymi prawdopodobnie sam sobie nie poradzisz, czy myślałeś o jakiejś terapii? Wbrew pozorom to ma sens, ja sama nie byłam przekonana, ale jednak... zaczęłam pewne rzeczy rozumieć i odkrywać. Ważne jest znalezienie tego "właściwego" terapeuty. Też nie miałam łatwo w szkole, na tyle, że odmówiłam uczęszczania do niej i rok przesiedziałam w domu. Dzisiaj praktycznie nie mam znajomych, a jeżeli już są, to na chwilę. Ale zaakceptowałam to, dobrze się czuję sama ze sobą, bo naprawdę, introwertyzm wcale taki zły nie jest, jeżeli go zrozumiemy i przyjmiemy jako naturalną część siebie.

Coś przykrego siedzi głęboko w tobie, a ludzie, których spotkałeś na swojej drodze, wcale nie pomogli. Moja rada - poszukaj profesjonalnej pomocy, bo to samo się nie poprawi i możesz jeszcze tak kilka lat siedzieć i marzyć o końcu. Nie tędy droga, a masz dopiero 20 lat i dużą szansę na zmianę, której chcesz, ale nie wiesz jak i się boisz.
Niestety, nie zjawi się nagle człowiek i nie poda na tacy złotego środka... czasami sami musimy popchnąć nasze życie do przodu.

Pozdrawiam
And everything under the sun is in tune
but the sun is eclipsed by the moon.

Awatar użytkownika
Gaijin
Wtajemniczony
Posty: 5
Rejestracja: 23 kwie 2017, 19:01
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: INFP

Re: Introwertyzm, samotność, depresja. Nie mogę tak dłużej.

Post autor: Gaijin » 23 kwie 2017, 22:37

Dzięki wszystkim za odpowiedzi.
Wiem, że introwertyzm to nie to samo co nieśmiałość. Myślę, że faktycznie ta nieśmiałość u mnie była, ale z wiekiem sporo zmalała. Pewne jest natomiast to, że jestem introwertykiem i to skrajnym i to już nigdy nie przejdzie. Czytałem sporo o tym i wszystkie cechy się zgadzają. Wyszła mi osobowość INFP w teście 16personalities i w kategorii Introwertyk miałem aż 94%. To nie tak, że potrzebuję masę znajomych, kilku partnerek życiowych, atencji czy wychodzić co weekend. Chciałbym jedną kobietę, żebym nie musiał do końca życia być sam. Samotność jest w porządku, ale jak się jest zbyt długo samemu to zaczyna to strasznie męczyć. Co do znajomych to w sumie ci, których mam wystarczają, ale kontakt coraz mniejszy i pewnie z czasem zaniknie kompletnie. No i chciałbym mieć jakąś chociaż przeciętną pracę, żeby w końcu coś mi wyszło w życiu i się w końcu odnaleźć w tym świecie :(

Co do AWFu to fakt, może warto pomyśleć. Ale co po tym? Nie wiem czy bym potrafił odnaleźć się jako wfista. Nie wiem też czy jestem w wystarczającej formie. Dopiero po studiach zacząłem chodzić na siłownię, wcześniej zero sportu jedynie wf i piłka na podwórku ze znajomymi. Mam w sumie czas teraz przemyśleć drugi kierunek, na razie chcę dotrwać do wakacji i zobaczymy co dalej.
Albo właśnie ta szkoła policealna...może tędy droga. Teraz się tak przyjęło, że studia muszą być, głupota.

Na wikipedii piszą, że zalecane zawody dla INFP to: aktor, muzyk, rysownik, malarz, pisarz, poeta, fotograf, socjolog, dziennikarz, działacz społeczny, psycholog i producent filmowy. Żeby z nich wyżyć trzeba być naprawdę dobrym w swoim fachu.

Caroline
Intronek
Posty: 32
Rejestracja: 01 mar 2017, 0:01
Płeć: kobieta
Enneagram: 5w4
MBTI: INFJ

Re: Introwertyzm, samotność, depresja. Nie mogę tak dłużej.

Post autor: Caroline » 23 kwie 2017, 22:47

Ale czy ty nie za bardzo przejmujesz się tym testem mbti? To nie wyrocznia. Jak ja zobaczyłam co mi wyszło to zaczęłam się śmiać, a to co robię jest niemal przeciwieństwem tego typu, a mimo to dobrze się z tym czuję.
Żadne testy, żadne wikipedie! To, co chcesz robić musisz wybrać SAM kierując się własną intuicją.

PS. Skoro lubisz siłownię to może przypadłby ci do gustu zawód trenera personalnego? W dzisiejszych czasach raczej znajdziesz pracę bez problemu, no i niekoniecznie musisz kończyć studia.

Awatar użytkownika
deenty
Introrodek
Posty: 24
Rejestracja: 01 kwie 2017, 11:05
Płeć: mężczyzna
MBTI: ISTJ
Lokalizacja: Tricity

Re: Introwertyzm, samotność, depresja. Nie mogę tak dłużej.

Post autor: deenty » 23 kwie 2017, 22:52

A pieprzyć i testy. Ja o istnieniu jakichkolwiek testów dowiedziałem się zakładając tu konto (miesiąc temu?)
Co po AWF? Jak czujesz się dobrze na siłowni, możesz zostać trenerem personalnym, jak poznasz się na jedzeniu to i dietetykiem. Przydałby mi się ktoś taki nawet, więc może warto spróbować? ;)
To nie jest tak, że zawsze będziesz totalnie samotny. Obojętnie czego byś nie robił, zawsze będzie ktoś. Czy to studia, czy praca, czy głupi spacer. Jak uda Ci się ustatkować, ogarnij sobie psa, a już nigdy poczujesz się samotny i niechciany przez nikogo. Pies to dopiero miłość! Żadna kobieta nie da Ci tego, co kochający pies :)
Dzień dobry.

Nestor

Re: Introwertyzm, samotność, depresja. Nie mogę tak dłużej.

Post autor: Nestor » 23 kwie 2017, 23:11

Daj Pan spokój...
Wiele już sensownych rad padło u poprzedników, ale ja chcę dodać swoją, oryginalną i eksperymentalną: idź do domu starców i powiedz. że jesteś młody i nie chce ci się żyć, do więzienia, domu dziecka, szpitala, przytułka itp. Tam ludzie są w gorszych sytuacjach i pomimo tego znajdują chęci do życia. A jak nie, to chociaż zacznij znajdować dobre strony swojego życia.

Awatar użytkownika
Coldman
Administrator
Posty: 1585
Rejestracja: 07 lip 2014, 2:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
MBTI: INTJ
Lokalizacja: Wlkp

Re: Introwertyzm, samotność, depresja. Nie mogę tak dłużej.

Post autor: Coldman » 24 kwie 2017, 1:34

Co do testów 16personalities to gówno największe i proszę nie porównywać tego z mbti, bo to nie to. Z resztą mbti dużo lepsze nie jest. Nie patrz na testy szczególnie typologiczne, bo one ograniczają ludzi, a same w sobie mają błędy w strukturze.

Ze studiami zgadzam się z poprzednikami.

Zawsze możesz zapisać się na psychoterapie. Długotrwała uporządkowana, ukierunkowana praca nad sobą daje rezultaty.

Co do pomysłu Nestora to raczej bym się skłonił do znalezienia tego w czym się bardziej odnajdziesz, jakieś nowe zainteresowanie, wolontariat gdzie poznasz nowych ludzi.
Akurat z tymi gorszymi sytuacjami Nestor to Ci się nie udało. Nikt nie ma prawa wartościować czyiś problemów i oceniać ludzi, którzy przeżywają dramaty wewnętrzne. ,,Inni mają gorzej" To najgorsze co może być :)

Dobrze, że napisałeś to zawsze krok naprzód.
Biegnij teraz jak łagodny zwierz. Biegnij by dowiedzieć się, o sobie samym i o świecie co zimny jest jak lód.

Nestor

Re: Introwertyzm, samotność, depresja. Nie mogę tak dłużej.

Post autor: Nestor » 24 kwie 2017, 1:53

Wiem, wiem. Nie chciałem, żeby to wyglądało na: "nie możesz być szczęśliwy, bo inni mają gorzej", dlatego napisałem, że to rada eksperymentalna. Mnie bardzo ekscytuje, kiedy patrzę na osoby potargane przez los bardziej ode mnie, na ich wolę życia, zapał i wiarę, na ich bohaterską postawę w tragicznych sytuacjach. Nie mam na myśli zwyrodnialców, alkoholików czy innych którzy się poddali. To nawet nie muszą być ludzie. Pół roku temu miałem kaczkę ze schorowaną nogą. Od urodzenia kulała. Miała najgorzej. Zawsze w tyle. Pożałować tylko. Ale się nie poddawała. Szybko przebierała kulawą nogą, która na pewno jej ból sprawiała, kiedy nie mogła dogonić stada przed nadbiegając psem. Rozumiem, że inni mogą mieć inne postrzeganie, ale nie piszę tego w złych intencjach. Ten, któremu pozostało więcej życia, ma lepiej od konającego, choćby jego życie nie było nawet przeciętnie dobre. Na co luksusy, gdy nie ma zdrowia ni czasu. To taka moja ogólna rada, bo praktyczniejsze pisali już inni.

Awatar użytkownika
highwind
Legenda Intro
Posty: 1773
Rejestracja: 15 paź 2011, 10:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 1w9
MBTI: istj
Lokalizacja: wro

Re: Introwertyzm, samotność, depresja. Nie mogę tak dłużej.

Post autor: highwind » 24 kwie 2017, 17:54

Nestor pisze:Pół roku temu miałem kaczkę ze schorowaną nogą. Od urodzenia kulała. Miała najgorzej. Zawsze w tyle. Pożałować tylko. Ale się nie poddawała. Szybko przebierała kulawą nogą, która na pewno jej ból sprawiała, kiedy nie mogła dogonić stada przed nadbiegając psem.
Kek.

Przeczytałem post OPa i kolejny raz naszła mnie refleksja, że jak intron jest przypadkiem wrażliwy, a do tego nie posiada odpowiedniej dawki autoironicznego poczucia humoru, to szybka droga do bycia przez otoczenie nieźle poturbowanym.

"20 lat i jestem nikim". Stary, mając dwadzieścia lat, to mało kto jest kimś xD Przeceniasz ludzi. Wcale nie jesteś daleko w tyle, a w twoim wieku życie może jeszcze zmienić się diametralnie. Tylko przestań przysparzać sobie problemów. Bo takim wyborem studiów, w sumie nie wiadomo jak umotywowanym, tylko sobie życie utrudniasz. Aha, i humanista to nie jest synonim matematycznej nogi.

Masz jakieś hobby? Ja bym w tej twojej wizji przyszłości sugerował wyprowadzenie się od starych (bo powołując się na twoją relację [o ile nie dramatyzujesz], nazywanie ich rodzicami to mogłaby być przesada). A o hobby pytam, żeby zasugerować, do dobrze byłoby je posiadać będąc już na swoim, żebyś nie zamienił wegetacji w rodzinnym domu, na wegetację w wynajmowanym pokoju, bo już z dwojga złego, to finansowo bardziej opłaca się ta pierwsza opcja ;P

Awatar użytkownika
Nocnik
Introwertyk
Posty: 107
Rejestracja: 15 kwie 2017, 19:14
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
MBTI: INTJ
Lokalizacja: Podkarpacie

Re: Introwertyzm, samotność, depresja. Nie mogę tak dłużej.

Post autor: Nocnik » 25 kwie 2017, 21:50

Także czuje się jakbym życie przegrał 30 lat, nic kompletnie nie umie, bez pracy, z chronicznymi kontuzjami bark, kręgosłup, siedzie w domu.
Tyle że problem nie tyle jest w tym że tak mam, problem jest w tym ze nie potrafię świadomie zmienić emocji i z jakiegoś powodu jestem ciągle skupiony na sobie (egocentryzm ?). Tracę na to niesamowicie dużo energii napędzając kolejne myśli i emocje , nie mając już energii oraz przestrzeni w umyśle na coś innego (hobby itp.) i koło się zamyka. Ale ta wiedza mało daje bez WGLĄDU.
Nic trzeba dalej próbować uczyć się co to te emocje, trenować dystans do siebie i może traktować siebie jako tajemnicę którą nigdy nie odkryję.
Mogę jedynie się czegoś codziennie dowiadywać jak ten cały nieustający proces myśli, emocji interpretacji się manifestuje.
Overthinking Kills Your Happiness.

Awatar użytkownika
Uciekinierka
Ambiwertyk
Posty: 124
Rejestracja: 07 sty 2015, 2:28
Płeć: kobieta
Enneagram: 9w1
MBTI: INFP

Re: Introwertyzm, samotność, depresja. Nie mogę tak dłużej.

Post autor: Uciekinierka » 25 kwie 2017, 22:15

Ja nie mogę, ale ludzie są okropni. Mam na myśli ten brak empatii u osób które niefortunnie spotkałeś na swojej drodze. Chociaż patrzenie w ten sposób naprawdę nic nie da. Są ślepi, bo nie doświadczyli sami czegoś takiego. Człowiekowi oczy się otwierają czasami kiedy coś poczuje na własnej skórze, a i to nieraz na krótko. Może warto też poszukać ludzi, którzy potrzebują Twojej pomocy i Twojej wrażliwości. Sam wiesz najlepiej, co do Ciebie trafia. Tylko się nie zrażaj. Nieraz się spada z wysoka i wzlatuje z dołka.

Pozdrawiam poprzednika - też jestem zwolenniczką sięgania meritum problemu i tego jak się człowiek czuje zamiast obijania się na siłę o kolejne próby naprawiania własnego życia.
"(...) są różne szkoły, ale jedna z nich mówi, że nigdy nie jest za późno. Mnie się podoba ta szkoła. Co mówi, że nigdy nie jest za późno."

Awatar użytkownika
żyrafa
Introrodek
Posty: 19
Rejestracja: 19 kwie 2017, 16:26
Płeć: kobieta
Enneagram: 4w5
MBTI: ISTJ-T
Lokalizacja: Warszawa

Re: Introwertyzm, samotność, depresja. Nie mogę tak dłużej.

Post autor: żyrafa » 25 kwie 2017, 22:22

Hej.
Mając 20 lat też myślałam, że jestem nikim. Teraz mam 26 lat i... jakoś za bardzo się nie polepszyło.
W ciągu tych sześciu lat skończyłam studia, szkołę policealną, zrobiłam prawo jazdy... Ale nie czuję się z tym jakkolwiek lepiej.
Więc chadzam na terapię i biorę leki, żeby w ogóle funkcjonować życiowo, chodzić do pracy.
--
Rada ode mnie: w sumie to, co niektórzy tutaj już pisali. Rzuć studia jeśli Cię nie kręcą, jesteś w takim wieku, że spokojnie możesz zacząć inne za rok czy za kilka lat.
Ja na Twoim miejscu wyprowadziłabym się od rodziców i poszła do pracy. (haha, sama powinnam tak była zrobić te 6 lat temu, ale cóż).
Z pewnością odżyjesz. A i pracując możesz sobie pozwolić na studia zaoczne.

ODPOWIEDZ