Mieszkanie w pojedynkę vs. mieszkanie z kimś

W tym miejscu dyskutujemy o zjawisku introwertyzmu, o tym, jak wpłynął on na nasze życie, jakie są wady i zalety bycia introwertykiem.
Awatar użytkownika
Akolita
Krypto-Extra
Posty: 756
Rejestracja: 01 sie 2008, 18:02
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Łódź/Włocławek

Mieszkanie ze współlokatorami

Post autor: Akolita » 19 lip 2011, 19:11

Nie mogłam znaleźć działu, który pasowałby lepiej do tego tematu, więc zostawiam post tutaj. ;)
Najprawdopodobniej od końca września zamieszkam w Łodzi. Czas zacząć myśleć poważnie o znalezieniu sobie lokum na tę okazję. Niespecjalnie mam ochotę wynajmować pokój w akademiku - nie wychodzi taniej niż mieszkanie z grupką innych młodych osób, hałas jest na porządku dziennym, a raczej nocnym: imprezy, niezbyt komfortowe warunki, etc. Nigdy nie wynajmowałam z nikim mieszkania, jestem raczej spokojna i melancholijna, nie przepadam za imprezami.
Może wśród Was jest ktoś, kto także szuka lokum w Łodzi? Może znacie kogoś takiego? Proszę dawać mi znać! Nie jestem konfliktowa, zachowuję się cicho, mam bardzo otwarte poglądy i swobodny styl życia, nie podpierdalam cudzego żarcia z lodówki, można się ze mną we wszystkim dogadać, nie organizuję pijackich libacji, chętnie pomagam. Minusy zawsze być muszą, bo nikt nie jest doskonały - jestem bałaganiarzem (ale postaram się pilnować porządku) i palę (ale nigdy w towarzystwie niepalących), czasami wracam do domu późno i nietrzeźwo, ale zaraz idę spać i nie urządzam awantur :mrgreen: . Płeć współlokatorów nie gra dla mnie większej roli. :P
Poza tym, żeby ten wątek nie zdechł zaraz po moim poście, zachęcam do rozmowy na temat życia studenckiego, mieszkania w studenckiej komunie, itd. ;)

Przenioslam. - Inno
Mówi, że nigdy nie śpi. Że nigdy nie umrze. Dyga przed skrzypkami, pląsa do tyłu, odrzuca głowę, parska głębokim gardłowym śmiechem i jest wielkim ulubieńcem, ten sędzia. Wachluje się kapeluszem, a księżycowa kopuła jego czaszki sunie blada pod światłami, on zaś obraca się, przejmuje skrzypki, wiruje w piruecie, wykonuje jedno pas, dwa pas, tańcząc i grając jednocześnie. Nigdy nie śpi. Mówi, że nigdy nie umrze. Tańczy w świetle i cieniu i jest wielkim ulubieńcem. Nigdy nie śpi, ten sędzia. Tańczy i tańczy. Mówi, że nigdy nie umrze.”

Awatar użytkownika
Emil
Intronek
Posty: 55
Rejestracja: 17 lip 2011, 22:19
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Kraków

Re: Mieszkanie ze współlokatorami

Post autor: Emil » 20 lip 2011, 19:58

Jeżeli o mnie chodzi, w czasie studiów wypróbowałem wszystkie (z wyjątkiem spania pod mostem) formy mieszkania: stancja, akademik, mieszkanie studenckie. Z żadnej z nich nie byłem w pełni zadowolony, choć nie ukrywam, że w mieszkaniu studenckim żyło mi się całkiem dobrze. Mimo wszystko dziś nie powtórzyłbym tamtych doświadczeń, bo nawet jeśli się trafi na wyrozumiałych ekstrawertyków (z takimi zazwyczaj mieszkałem), zawsze po drodze powstaje mnóstwo problemów. Dokuczliwy staje się brak prywatności, intymności, mimowolny udział w czyimś życiu. Ludzie poznają cię od A do Z. Wiedzą, co jesz na śniadanie (bo przecież lodówka jest wspólna), jaką bieliznę nosisz (bo balkon, na który wynosisz pranie, jest wspólny), jakiej pasty do zębów używasz (bo łazienka też, niestety, jest wspólna). Wkraczają w sferę zarezerwowaną dla nas samych. Warstwa po warstwie odzierają nas z prywatności. Dlatego najlepiej mieszkać samemu lub z kimś najbliższym, o ile ma się kogoś takiego.
Życie jest takie, że człowiek często musi się wstydzić tego, co w nim najlepsze, i to właśnie ukrywać przed ludźmi, a nawet przed istotami, które są mu najbliższe.
Ivo Andrić

Awatar użytkownika
Akolita
Krypto-Extra
Posty: 756
Rejestracja: 01 sie 2008, 18:02
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Łódź/Włocławek

Re: Mieszkanie ze współlokatorami

Post autor: Akolita » 21 lip 2011, 10:24

Emil pisze:Dlatego najlepiej mieszkać samemu lub z kimś najbliższym, o ile ma się kogoś takiego.
I o ile stać kogoś na mieszkanie w pojedynkę. Mnie komuna nie straszna. Przez rok mieszkałam w akademiku w czteropokojowym boksie: ja plus 10 facetów ze szkoły marynarskiej. :mrgreen: Tam się działy cuda nie z tej ziemi, ale przeżyłam i nawet nie narzekam. :) Jestem gotowa bohatersko stawić czoła kolejnemu wyzwaniu. :P
Mówi, że nigdy nie śpi. Że nigdy nie umrze. Dyga przed skrzypkami, pląsa do tyłu, odrzuca głowę, parska głębokim gardłowym śmiechem i jest wielkim ulubieńcem, ten sędzia. Wachluje się kapeluszem, a księżycowa kopuła jego czaszki sunie blada pod światłami, on zaś obraca się, przejmuje skrzypki, wiruje w piruecie, wykonuje jedno pas, dwa pas, tańcząc i grając jednocześnie. Nigdy nie śpi. Mówi, że nigdy nie umrze. Tańczy w świetle i cieniu i jest wielkim ulubieńcem. Nigdy nie śpi, ten sędzia. Tańczy i tańczy. Mówi, że nigdy nie umrze.”

Awatar użytkownika
Emil
Intronek
Posty: 55
Rejestracja: 17 lip 2011, 22:19
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Kraków

Re: Mieszkanie ze współlokatorami

Post autor: Emil » 21 lip 2011, 11:33

Akolita pisze:I o ile stać kogoś na mieszkanie w pojedynkę. Mnie komuna nie straszna. Przez rok mieszkałam w akademiku w czteropokojowym boksie: ja plus 10 facetów ze szkoły marynarskiej. :mrgreen: Tam się działy cuda nie z tej ziemi, ale przeżyłam i nawet nie narzekam. :) Jestem gotowa bohatersko stawić czoła kolejnemu wyzwaniu. :P
Widzę, że mieszkaliśmy w podobnych warunkach, tylko u mnie było więcej dziewczyn :mrgreen: Niespodziewanie szybko się zintegrowaliśmy, ale nasze kontakty nie przetrwały próby czasu. Najważniejsze, że zostały dobre wspomnienia.
Życie jest takie, że człowiek często musi się wstydzić tego, co w nim najlepsze, i to właśnie ukrywać przed ludźmi, a nawet przed istotami, które są mu najbliższe.
Ivo Andrić

Awatar użytkownika
qb
IntroManiak
Posty: 735
Rejestracja: 25 maja 2008, 23:36
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 9w1
MBTI: INFP
Lokalizacja: Polska
Kontakt:

Re: Mieszkanie w pojedynkę vs. mieszkanie z kimś

Post autor: qb » 22 lip 2011, 12:26

Ja teraz mieszkam w dość dużym mieszkaniu z 4 innymi osobami. Mam własny pokój więc jest ok, ale czuję, że nie chcę za długo tak mieszkać, chociaż na pewno minimum rok będę musiał. Nie jest źle, jeśli współlokatorów ma się w porządku, no ale nigdy się człowiek nie poczuje tak jak u siebie :P Bardzo chciałbym wynająć kawalerkę, ale koszt wynajmu przekracza znacznie moje możliwości na dzień dzisiejszy.
Trust yourself, no matter what anyone else thinks.

Awatar użytkownika
MetalMan
Intromajster
Posty: 505
Rejestracja: 17 paź 2009, 20:48
Płeć: nieokreślona

Re: Mieszkanie w pojedynkę vs. mieszkanie z kimś

Post autor: MetalMan » 30 wrz 2011, 1:22

Ostatni rok mieszkałem z siostrą i kolegą, którego wcześniej nie znaliśmy. Było całkiem w porządku, cicho. Męczyły mnie tylko wizyty koleżanek siostry[musiałem głośno mówić cześć i do widzenia, bo kiedyś koleżanka nie usłyszała i poczuła się urażona, nie chcielibyście słyszeć mojej siostry następnego dnia]. Czasami czułem się też niezręcznie, kiedy spotkałem w kuchni kolegę, który bardzo chciał pogadać, ale sam nie wiedział o czym, wychodziła z tego męczarnia, urywana rozmowa... koszmar. Taką niską cenę płaciłem, za poczucie intymności, itd...

W tym roku ruszam na podbój akademika, pokój 666..tfu, 606 już czeka. Będzie ciężko, 3 osoby w pokoju, 10 osób na łazienkę... niezła próba[dla wątroby i nerek :twisted: ]. :roll:

Ofc wolałbym mieszkać sam, a przynajmniej mieć własny pokój mieszkając z góra 3-4 osobami. Niestety przez najbliższe 4 lata raczej nieosiągalne marzenie. :?
"Socjalizm jest to ustrój, w którym bohatersko pokonuje się trudności... nie znane w żadnym innym ustroju"

"The nine most terrifying words in the English language are: 'I'm from the government and I'm here to help.'"

Awatar użytkownika
kukurumba
Intronek
Posty: 67
Rejestracja: 15 sty 2012, 20:44
Płeć: kobieta
MBTI: INFP
Lokalizacja: śląsk

Re: Mieszkanie w pojedynkę vs. mieszkanie z kimś

Post autor: kukurumba » 25 lut 2012, 15:44

MetalMan pisze:
W tym roku ruszam na podbój akademika, pokój 666..tfu, 606 już czeka. Będzie ciężko, 3 osoby w pokoju, 10 osób na łazienkę... niezła próba[dla wątroby i nerek :twisted: ]. :roll:

Ofc wolałbym mieszkać sam, a przynajmniej mieć własny pokój mieszkając z góra 3-4 osobami. Niestety przez najbliższe 4 lata raczej nieosiągalne marzenie. :?
I jak sobie radzisz? Znałeś wcześniej współlokatorów(ki)? Da się wytrzymać? Ja nie poszłam do akademika, bo spanikowałam właśnie przez brak jedynek. ;p Jednak głęboko się nad nim na przyszły rok zastanawiam... Aktualnie wynajmuję kawalerkę i samej jest naprawdę wspaniale, ale też kosztownie, a nie chcę w nieskończoność wyciągać od rodziców tyle kasy...
INFP

Awatar użytkownika
Sorrow
Krypto-Extra
Posty: 828
Rejestracja: 21 gru 2007, 1:48
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 1w9
MBTI: ENFP

Re: Mieszkanie w pojedynkę vs. mieszkanie z kimś

Post autor: Sorrow » 25 lut 2012, 17:28

Z moich doświadczeń wynika że nie wytrzymuję nerwowo mieszkania z ludźmi których nie znam dobrze i których sam nie dobrałem.
Moja galeria na DeviantArt

"Violence solves everything."

Ten gość twierdzi, że za mnie umarł. To miłe, więc dałem go na swój awatar :D .

4w5/5w4/1w2

Awatar użytkownika
MetalMan
Intromajster
Posty: 505
Rejestracja: 17 paź 2009, 20:48
Płeć: nieokreślona

Re: Mieszkanie w pojedynkę vs. mieszkanie z kimś

Post autor: MetalMan » 27 lut 2012, 18:53

kukurumba pisze:I jak sobie radzisz? Znałeś wcześniej współlokatorów(ki)? Da się wytrzymać? Ja nie poszłam do akademika, bo spanikowałam właśnie przez brak jedynek. ;p Jednak głęboko się nad nim na przyszły rok zastanawiam... Aktualnie wynajmuję kawalerkę i samej jest naprawdę wspaniale, ale też kosztownie, a nie chcę w nieskończoność wyciągać od rodziców tyle kasy...
Współlokatorów nie znałem, wolałem dostać randomowych niż kolegów ze studiów... i całkiem dobrze na tym wyszedłem. Jest całkiem fajnie, potrafię zamienić z kolegą z pokoju 2-3 zdania na tydzień :P Chyba też jest introwertykiem. Mój 2 współlokator się wyniósł, a dzisiaj wprowadził się nowy, na szczęście niezbyt rozmowny[przywitał się tylko xD].
"Socjalizm jest to ustrój, w którym bohatersko pokonuje się trudności... nie znane w żadnym innym ustroju"

"The nine most terrifying words in the English language are: 'I'm from the government and I'm here to help.'"

Ingram
Wtajemniczony
Posty: 8
Rejestracja: 28 lut 2012, 13:40
Płeć: nieokreślona

Re: Mieszkanie w pojedynkę vs. mieszkanie z kimś

Post autor: Ingram » 28 lut 2012, 14:06

Ja co prawda studiuję w swoim mieście ale wolałabym mieszkać w pojedynkę gdyż nie lubię hałasu i imprez.

evivalarte
Introrodek
Posty: 14
Rejestracja: 24 lut 2012, 9:47
Płeć: nieokreślona

Re: Mieszkanie w pojedynkę vs. mieszkanie z kimś

Post autor: evivalarte » 28 lut 2012, 14:16

Ciekawie się czyta Wasze doświadczenia, własnych póki co nie posiadam, bo mieszkam za blisko uczelni by się wyprowadzić. Jeśli miałabym zamieszkać z mym lubym na stałe to marzyłby mi się dom jaki miała Frida Kahlo i jej mężulek :P Niby razem, ale w razie czego można uciec :D

Awatar użytkownika
agarfieldka
Introrodek
Posty: 12
Rejestracja: 13 lut 2012, 16:31
Płeć: kobieta
Lokalizacja: Holandia

Re: Mieszkanie w pojedynkę vs. mieszkanie z kimś

Post autor: agarfieldka » 27 kwie 2012, 15:00

Mam do porównania takie etapy:

- mieszkanie z rodzicami - całkiem OK, pewnie dlatego, że jeszcze nie wiem, że może być lepiej.

Mam swój pokój, od kiedy pamiętam uwielbiam mieć zamknięte drzwi i coś sobie dłubać w samotności. Poza tym rodzice kilka dni w tygodniu pracują do wieczora, więc mam dodatkowo przez kilka godzin całe mieszkanie dla siebie.

- mieszkanie z facetem nieintrowertykiem w wynajętym mieszkaniu - fajnie

Pomimo początkowego szoku po wyprowadzce z domu rodzinnego zaczynam czuć się jak u siebie. Mój mężczyzna nie jest domatorem, raczej go trzeba nakłaniać do posiedzenia w mieszkaniu niż wyrzucać. Miewam czas dla siebie, lubię wtedy czytać, sprzątać - co pomaga mi porządkować wrażenia z ostatnich dni (a to ważne, bo studiuję i pracuję dorywczo). Minusem jest to, że nie odpoczywam wtedy, kiedy tego potrzebuję, tylko kiedy P. ma jakieś dodatkowe zajęcia poza domem. Efekt jest taki, że często nie mam już siły na życie towarzyskie (P. wręcz przeciwnie, zwykle umawia nas ze znajomymi a ja bez entuzjazmu idę na gotowe), bywa że odmawiam wspólnych weekendowych wyjazdów byle zostać samej w domu. Po zakończeniu związku okazuje się, że praktycznie nie mam bliskich osób, muszę dopiero odnowić naderwane moim wielomiesięcznym izolowaniem się kontakty, a jest trudno, bo zatraciłam zupełnie umiejętności społeczne.

- mieszkanie w dwupokojowym mieszkaniu ze współlokatorem (każde z nas ma swój pokój) - fajnie.

Ograniczam kontakt do minimum, rano i wieczorem "cześć", czasem jakaś "dłuższa" rozmowa nt. spraw dot. mieszkania i tyle, nie mam ochoty się integrować. Przy doborze kolejnych współlokatorów zwracam uwagę na ich nienachalność towarzyską. Mam faceta dużo starszego ode mnie, introwertyka, z radością wychodzę z domu, żeby z nim aktywnie spędzić czas. Z przyjaciółmi spotykam się poza mieszkaniem (najchętniej u nich w domu).

- ponownie w domu rodzinnym - masakra, jeden z większych błędów w życiu, jakie popełniłam.

Nie mogę się ponownie przyzwyczaić do szmeru rozmów, grającego cały czas telewizora, podtykania mi jedzenia, zagadywania do mnie, kiedy potrzebuję sobie posiedzieć w ciszy, braku prywatności (zdarza się komentarz "ale głośno sikałaś"). Nie da się drzwi do mojego pokoju zamknąć, bo kot cały czas się dobija i trzeba mu otwierać (wpuścić/wypuścić kota). W ogóle trudny okres w moim życiu, bo równocześnie pracuję na pełny etat i studiuję w weekendy.

- mieszkanie z facetem (domatorem, introwertykiem) - masakra, czuję się jak zaszczuta.

Facet cały czas siedzi w domu, nie reaguje na moje aluzje, a później teksty wprost, że może by gdzieś poszedł/pojechał, bo ja muszę pobyć sama w domu. Gramy wspólnie w grę przeglądarkową, bardzo się angażuję w życie sojuszu, wpadam w nałóg, cierpi na tym praca i życie towarzyskie (zrywam kontakt ze wszystkimi znajomymi). Robię się strasznie nerwowa i agresywna. Momentami jestem bliska zabójstwa, zwłaszcza w syt. kiedy facet zmienia plany - na przykład ma jechać w piątek na kilka dni odwiedzić rodzinę, ja już od piątkowego poranka cieszę się na chwile samotności w domu, po pracy wracam radośnie, a on siedzi w domu i mówi, że pojedzie w przyszłym tygodniu, bo teraz... i tu następuje jakaś wymówka. Żeby się ratować po ok. 10 miesiącach kończę związek.

- mieszkam sama z dwoma kotami - rozkwitam :)

Obecność kotów w ogóle mi nie przeszkadza, mimo że potrafią hałasować i czasem bardzo domagają się, żeby się nimi zająć (np. podgryzają kabelki).

UWIELBIAM moment powrotu z pracy - często nie włączam światła, leżę sobie po ciemku z kotami na łóżku i odpoczywam, jak mam więcej siły to coś dłubię w domu (sprzątam, piekę ew. gotuję na następny dzień). Potem z reguły mam ochotę z kimś wirtualnie porozmawiać.

Wreszcie prowadzę sensowne życie towarzyskie, lubię wychodzić z domu i spotykać się ze znajomymi (spotykanie nowych osób też jest ok, niemniej wymaga ode mnie więcej energii), czuję, że na prawdę lubię ludzi i jestem ich ciekawa. Bywa że zapraszam przyjaciół do siebie, przyjemność sprawia mi szykowanie jedzonka dla gości. Jednak po ok. 5-6 godzinach moje baterie się wyczerpują. W tym roku nawet poszalałam i zaprosiłam ludzi z forum na Sylwestra (było całkiem przyjemnie, niemniej - jak można było się spodziewać - nad ranem z utęsknieniem czekam na chwilę, kiedy zostanę wreszcie sama).
ISFP
Introverted 100%; Sensing 75%; Feeling 12%; Perceiving 11%

Mr. Spock in Star Trek TOS: "Shore Leave":
"On my planet to rest is to rest, to cease using energy. To me it is quite illogical to run up and down on green grass using energy instead of saving it."

Awatar użytkownika
Kosa13
Introwertyk
Posty: 106
Rejestracja: 15 lut 2012, 20:38
Płeć: mężczyzna

Re: Mieszkanie w pojedynkę vs. mieszkanie z kimś

Post autor: Kosa13 » 27 kwie 2012, 16:07

Mieszkam w pięciorodzinnej rodzinie. Pokój, niestety, dzielę z bratem. Jest to bardzo niewygodne, czasem bywały czasy, że nie wiedziałem, co to jest święty spokój przez pewien czas, a najczęściej brakowało mi go wieczorem, kiedy chciałem poczytać coś, albo w ciszy pooglądać telewizję. Kiedyś sobie wyobrażałem jak fajnie mają ludzie, którzy mieszkają sami. Ale wkrótce przekonałem się, że to nie jest to czego oczekuję, chociaż myślę, że czułbym się świetne, to teraz w moim wieku najbardziej marzę o własnym pokoju. Kącik domu gdzie mogę pobyć sam ze sobą, choć jakiś czas, godzinę czy coś. Zależy w jakim nastroju jestem. A jak już nie ma takiej opcji to chciałbym mieć psa, wychodziłbym sobie z nim na spacer i przebywał tylko z nim i cieszył się świeżym powietrzem, tylko on i ja (labrador oczywscie :D). No ale oczywiście rodzice bla bla :roll: . Przeczytałem praktycznie wszystkie tematy na forum o labradorach itp itd. ale nie o tym wypowiedź. Tak więc podsumowując:
Dzielenie pokoju z kimś NIE (sytuacja wygląda o tyle skomplikowana, że jeśli miałbym gdzieś wychodzić to chciałbym, żeby akurat osoba dzieląca pokój w nim się nie znajdował)
Własny pokój jak najbardziej

Difane
Stały bywalec
Posty: 312
Rejestracja: 11 lip 2012, 1:03
Płeć: nieokreślona

Re: Mieszkanie w pojedynkę vs. mieszkanie z kimś

Post autor: Difane » 13 lis 2012, 4:07

Ciężko byłoby mi porównać mieszkanie z kimś do mieszkania samemu, bo i nigdy lokum "jedynie na własny użytek" nie posiadałem, natomiast miałem w swoim życiu okres, gdy razem z 5-osobową rodziną żyliśmy praktycznie w jednym pokoju. Dopiero po przeprowadzce dostałem swoje pomieszczenie i - co tu dużo mówić - była to dla mnie wielka ulga i szczerze mówiąc ciężko by mi było wyobrazić sobie dzielenie go z kimkolwiek. Dlatego też w czasach studiów - pomimo prawie godzinnego dojazdu w jedną stronę na uczelnię - nawet nie rozważałem jakichkolwiek akademików. Zresztą biorąc pod uwagę mój antyrozrywkowy tryb życia, oraz skłonność do popadania w stan ostrej paranoi, gdy ktoś nie daje mi się wyspać obawiam się, że mógłbym takiemu towarzystwu zmasakrować niejedną imprezę, przez co stałbym się persona non grata wśród studenckiej braci.

Pomimo tego, iż przyzwyczaiłem się do życia w rodzinnym domu, to marzy mi się jednak własne mieszkanie. Choć na chwilę obecną byłoby to dość spore wyzwanie, gdyż musiałbym wykonywać samodzielnie wiele obowiązków, które dziś są domeną pozostałych lokatorów. Ale i na to myślę że znalazłby się sposób. Ja widzę swoje wymarzone lokum jako jedną wielką zautomatyzowaną machinę. Klikam jeden guzik - rzeczy wrzucone do kosza na ubrania wędrują do pralki, piorą się, później suszą. Klikam następny - przygotowywanie posiłków. Kolejny - śmieci zostają zutylizowane. Super byłoby mieć jeszcze jakiegoś robota, który podawałby ewentualne dania tak, żebym nie musiał po nie iść do kuchni :mrgreen: . Tylko ile by to wszystko kosztowało... :roll: Także jeszcze nie teraz... jeszcze... 8)

Awatar użytkownika
Maksiu
Introwertyk
Posty: 96
Rejestracja: 27 paź 2012, 23:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: INTP
Lokalizacja: Łódź, TM

Re: Mieszkanie w pojedynkę vs. mieszkanie z kimś

Post autor: Maksiu » 17 lis 2012, 21:39

Do 13 roku życia miałem wspólny pokój z bratem, potem dostaliśmy osobne, okoliczność nie tyle konieczna, co wygodna, bez pokoju też bym nie narzekał. Obecnie mieszkam w akademiku. Pokój 3 osobowy dzielę z bratem i kumplem z liceum i jestem zadowolony.
Obrazek

ODPOWIEDZ