Samotność

W tym miejscu dyskutujemy o zjawisku introwertyzmu, o tym, jak wpłynął on na nasze życie, jakie są wady i zalety bycia introwertykiem.
Awatar użytkownika
Rilla
Rozkręcony intro
Posty: 207
Rejestracja: 05 cze 2007, 22:14
Płeć: nieokreślona

Samotność

Post autor: Rilla » 25 cze 2007, 17:29

Lubowanie się tylko własnym towarzystwem jest jednym z cech introwertyków, lecz przecież bycie samym a samotnść, to dwie różne sprawy.
Czy doskwiera wam samotność? Czy czujecie się samotni, opuszczeni przez otaczających was ludzi? Walczycie z własną naturą i staracie się 'resocjalizować'?
INFp, gr. B

Alexis

...

Post autor: Alexis » 25 cze 2007, 20:43

Ja się chyba najlepiej czuję będąc sama. Ale nie uważam się za osobę samotną. Np. u ekstrawertyków drażni mnie, że o prawie każdej osobie, nawet poznanej przed kilkoma dniami mówią: "mój przyjaciel". Jaki u diabła przyjaciel? Wolę mieć jednego prawdziwego przyjaciela, niż cieszyć się płytkimi kontaktami z tuzinem osób. To na pewno nie są przyjaciele.
Wydaje mi się, że jako intro lepiej znosimy samotność. Jakby mnie ktoś zamknął w domu na miesiąc, dając tylko jedzenie, picie, środki czystości i trochę książek (no, tv może też), to nawet nie musiałabym mieć telefonu, żeby z kimś pogadać. A samotna bym się nie czuła. A już widzę jakiegoś ekstrawertyka w tej sytuacji... jakby po ścianach łaził już na drugi dzień :lol:

Alighieri

Post autor: Alighieri » 10 lip 2007, 14:18

Nie czuję się samotna ani w sensie fizycznym(niestety) ani psychicznym. Moim zdaniem introwertyk pragnie mieć świadomość, że nie jest samotny(w sensie psychicznym), że w każdej chwili ma się do kogo zwrócić. I to właśnie dzięki tej świadomości jest spokojny i szczęśliwy, nie zawsze kiedy te osoby są w pobliżu, ale zawsze kiedy są gdzieś 'tam'... gotowe do obdarzenia go miłością i pełne szacunku dla jego pragnienia przebywania w samotności.
Trzeba rozróżnić samotność jako brak kochających ludzi i samotność bedącą chęcią przebywania samemu ze sobą.
*przepraszam za powtarzające się zwroty

rita

Post autor: rita » 19 lip 2007, 22:30

Zgadzam się, że są dwa rodzaje samotności. Lubię być sama, zagłębiać się w swoje myśli, prowadzić wewnętrzny dialog ze sobą...a jaka wtedy jestem wygadana :wink: , jakie mam trafne riposty...
I ta druga samotność...brak ludzi, brak bliskich mi ludzi, o których mogę powiedzieć, że są moimi przyjaciółmi, na których mogę liczyć w każdej sytuacji...Ich brak jest szczególnie odczuwalny,kiedy mam doła, kiedy mam wszystkiego dość, kiedy znowu dostanę - przepraszam za słownictwo - kopa w tyłek, tak ...w takich sytuacjach żałuję, że jestem samotna. Wydaje mi się, że już jest za późno, przyzwyczaiłam się do tej samotności, nie potrafię nikomu zaufać...Zresztą z wiekiem coraz trudniej jest nawiązywać nowe kontakty...ludzie zakładają rodziny, mają dzieci, pracę, żyją w biegu, z trudem znajdują czas na wszystko...
Tak jestem samotna...i nie walczę z tym... :? Poddałam się? przegrałam? Myślę, że jakby tego nie nazwał to jest bez znaczenia...

Łukasz

Post autor: Łukasz » 11 sie 2007, 19:49

O samotności możnaby dużo pisać, temat rzeka. Wydaje mi się, że każdy introwertyk w mniejszym lub wiekszym poznał to słowo. Raz nam jest z tym dobrze a raz mamy z tego powodu niezłego doła i wciąż zadajemy sobie pytanie: dlaczego?! :?

S

Post autor: S » 07 wrz 2007, 19:18

Macie trafne uwagi dotyczące samotności...
Mówią, że wszystko ma swój czas, jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas zrywania tego co zasadzono, czas milczenia i czas mówienia, czas szukania i czas tracenia...
Mówienie jest wysiłkiem: nie zdoła człowiek wyrazić wszystkiego słowami. Nie nasyci się oko patrzeniem ani ucho napełni słuchaniem. To, co było, jest tym, co będzie, a to, co się stało, jest tym, co znowu się stanie: więc nic zgoła nowego nie ma pod słońcem.
Dlaczego więc życie wydaje się takie bezcelowe? :cry:

radek

Post autor: radek » 05 paź 2007, 18:04

Ja też lubię być sam, nie przeszkadza mi to, ale no cóż czasem się zdarzają takie chwilę, że chciałbym z kimś pogadać, ale bardzo rzadko. Jestem do tego przyzwyczajony.

S

Post autor: S » 09 paź 2007, 9:41

To o czym pisze radek to chyba istota introwertyzmu, pełna akceptacja bycia samym, takie pogodzenie się ze swoim stanem. Nie dziwi fakt chwilowego kontaktu z drugą osobą, bo człowiek jest istotą społeczną i tak naprawdę nikt nie jest samotną wyspą. Przyzwyczajenie- bardziej do tej chwilowej słabostki niż do tego, że lubi się bycie samemu.
Dlatego nawet introwertycy z większym lub mniejszym szczęściem w różnych dla siebie chwilach próbują mieć kogoś u boku...

sigmundd

Post autor: sigmundd » 13 paź 2007, 18:13

"Lubowanie się tylko własnym towarzystwem" może płynnie przechodzić w "myślową masturbację" - wewnętrzny dialog rozmywa się w bełkot; kiedy wykrywam ten stan przychodzi srogie rozgoryczenie. Świadomość uchylania się od rzeczywistości, ukrywania w oparach mrzonek bywa zabójcza.

S

Post autor: S » 13 paź 2007, 20:54

Szeroko rozumiana pozorna samowystarczalność- taki stan nie istnieje-jak pisze sigmundd-taka uświadamiająca myśl rodząca gorycz, pojawia się nawet u najbardziej obojętnych. A najgorsza jest ta destrukcja.

Awatar użytkownika
Cosh!se
Intronek
Posty: 54
Rejestracja: 30 paź 2007, 19:39
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Faerie

Post autor: Cosh!se » 01 lis 2007, 8:23

ten temat przerodził się w prawdziwą dysputę filozoficzną :D.Obawiam się, że nie jestem w tym zbyt dobra :D
Nawiązując do tematu. Zauważyłam ze nikt nie ma takiego problemu jak ja. Mianowicie, kiedy jestem w towarzystwie czuje się przytłoczona i chciałabym jak najszybciej zostać sama, że by wreszcie mieć spokój i ciszę. Ale kiedy jestem sama to mam znów tego dość, że zawsze od wszystkich uciekam. Czuje, że nikt mi nie może pomóc dopóki sama tego nie zrozumiem.
"Poeci, magicy, żeglarze
Tancerze wojny i ja
Wygnani z miasta radości
Wygnani bez imion i ciał
Nie dla nas owoce raju"

Awatar użytkownika
Rilla
Rozkręcony intro
Posty: 207
Rejestracja: 05 cze 2007, 22:14
Płeć: nieokreślona

Post autor: Rilla » 01 lis 2007, 15:49

Cosh!se pisze:Nawiązując do tematu. Zauważyłam ze nikt nie ma takiego problemu jak ja. Mianowicie, kiedy jestem w towarzystwie czuje się przytłoczona i chciałabym jak najszybciej zostać sama, że by wreszcie mieć spokój i ciszę. Ale kiedy jestem sama to mam znów tego dość, że zawsze od wszystkich uciekam. Czuje, że nikt mi nie może pomóc dopóki sama tego nie zrozumiem.
Właśnie ja mam bardzo podobny problem. Co prawda przez większość czasu dobrze mi samej ze sobą, ale są chwile, gdy chcę wyjść do ludzi (nie mam natury pustelniczej), ale po chwili towarzystwa zaczyna mnie to przytłaczać.
Poza tym boję się obudzić któregoś dnia zupełnie sama, opuszczona, bez ani jednej osoby z którą mogłabym spędzić mile czas, bez ani jednego przyjaciela cz jednej przyjaciółki, więc staram się jakoś 'resocjalizować'. Wychodzę z cienia, staram się nawiązać jakąś bliższą znajomość, ale szybko tracę siły. To jest bardzo męczące. W końcu mi się tego odechciewa.
INFp, gr. B

Awatar użytkownika
Cosh!se
Intronek
Posty: 54
Rejestracja: 30 paź 2007, 19:39
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Faerie

Post autor: Cosh!se » 01 lis 2007, 22:33

"Poza tym boję się obudzić któregoś dnia zupełnie sama, opuszczona, bez ani jednej osoby z którą mogłabym spędzić mile czas, bez ani jednego przyjaciela cz jednej przyjaciółki"
Dokładnie, ja czuje to samo. Kiedy budzi się z taką myślą to nawet się nie chce wstać :| Tylko że mi nie starcza chęci ani siły zeby sie "resocjalizować":|. Coś mi się wydaje, że introwertycy to sami pesymiści ;)
"Poeci, magicy, żeglarze
Tancerze wojny i ja
Wygnani z miasta radości
Wygnani bez imion i ciał
Nie dla nas owoce raju"

Aes

Post autor: Aes » 01 lis 2007, 23:53

Cosh!se pisze:Coś mi się wydaje, że introwertycy to sami pesymiści ;)
Jesteś w błędzie. ;-)

Awatar użytkownika
Cosh!se
Intronek
Posty: 54
Rejestracja: 30 paź 2007, 19:39
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Faerie

Post autor: Cosh!se » 02 lis 2007, 12:35

Mam nadzieje ;) :D
"Poeci, magicy, żeglarze
Tancerze wojny i ja
Wygnani z miasta radości
Wygnani bez imion i ciał
Nie dla nas owoce raju"

ODPOWIEDZ