Nie potrafię się bawić

W tym miejscu dyskutujemy o zjawisku introwertyzmu, o tym, jak wpłynął on na nasze życie, jakie są wady i zalety bycia introwertykiem.
Awatar użytkownika
Saad
Introrodek
Posty: 17
Rejestracja: 12 sty 2012, 18:47
Płeć: kobieta
Lokalizacja: Lublin

Nie potrafię się bawić

Post autor: Saad » 13 sty 2012, 14:53

Nie chodzę na imprezy, nie spotykam się ze znajomymi, stresują mnie rozmowy z nowo poznanymi ludźmi. Przede wszystkim unikam miejsc, gdzie jest alkohol, idiotyczne dowcipy (np. o seksie, wódce- jakby nie było innych), zbyt głośna muzyka, gdzie używa się w nadmiarze niecenzuralnych słów. Nie czuję się dobrze w takich miejscach. Nie mam się z kim spotkać i porozmawiać, bo większość ludzi woli posiedzieć przy alkoholu niż przy herbacie.
W szkole też nie za dużo się udzielam. Nie mogę się przebić przez grono wrzeszczących, piszczących, machających rękami dziewczyn i chłopców. Często słyszę: "Wyluzuj!"
Chciałabym zachowywać się chociaż trochę bardziej spontanicznie.

Jak sobie z tym poradzić?
Językiem - neurologicznie, literacko, kognitywnie: zapraszam na blog
http://cognitionofpoetry.wordpress.com

Schmalzler
Introwertyk
Posty: 121
Rejestracja: 25 maja 2011, 17:36
Płeć: nieokreślona

Re: Nie potrafię się bawić

Post autor: Schmalzler » 13 sty 2012, 15:53

Już widzę ten zasyp postów "Ja też! Ja też!" ;)

No bo ja też. Kluczowa sprawa to znaleźć jednak tych parę osób, którym nie ma się ochoty zaaplikować profilaktycznej, uspokajającej nerwy lobotomii. Jeśli 'niewyluzowanie' i 'niespontaniczność' polega na wysyłaniu konkretnej grupie sygnałów pt "nie mamy wspólnych tematów, interakcja z wami nie przyczyni się do wzbogacenia mojej egzystencji" to nie widzę w tym nic złego.
Keep talking, I'm diagnosing you.

Awatar użytkownika
Wroblaka
Introwertyk
Posty: 79
Rejestracja: 16 gru 2011, 19:23
Płeć: kobieta
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Re: Nie potrafię się bawić

Post autor: Wroblaka » 13 sty 2012, 16:06

Schmalzler pisze:Już widzę ten zasyp postów "Ja też! Ja też!" ;)
Ja też! Ja też!
Schmalzler pisze:interakcja z wami nie przyczyni się do wzbogacenia mojej egzystencji"
:D Sami tacy. Dajmy na to w klasie: pięciu introwertyków. Z jednym siedzę, ale jeden to za mało, ciągle "bawić" się z tym samym? A reszta jest mi zupełnie obca z tych a nie innych względów, że to właśnie introwertycy, a zapoznawanie się z takimi jest najtrudniejsze na świecie.
A więc nigdzie nie bywam, co w rezultacie powoduje dalsze ograniczenie moich kontaktów międzyludzkich do rzeczonego Jednego Introwertyka. I co tu robić?
4w5 "Włóczęga"
Obrazek

Awatar użytkownika
Saad
Introrodek
Posty: 17
Rejestracja: 12 sty 2012, 18:47
Płeć: kobieta
Lokalizacja: Lublin

Re: Nie potrafię się bawić

Post autor: Saad » 13 sty 2012, 18:52

Ja siedzę z ekstrawertyczką. Chociaż na lekcjach czasem z nią po cichu pogadam, bo chyba bym umarła z samotności. Co dziwne, przeważnie to ja zaczynam konwersację. Ale jak siedzę z nią trzeci rok, to już się oswoiłam. Przynajmniej słucha moich monologów, dziwnych pytań teologicznych i tp.
Fajnie, że wreszcie nie czuję się tak wyobcowana. "Normalni" ludzie śmieją się z moich problemów dlatego rzadko o nich mówię.
Językiem - neurologicznie, literacko, kognitywnie: zapraszam na blog
http://cognitionofpoetry.wordpress.com

Awatar użytkownika
BarMos
Introrodek
Posty: 21
Rejestracja: 30 gru 2011, 22:08
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: ISFJ-T
Lokalizacja: Lublin

Re: Nie potrafię się bawić

Post autor: BarMos » 13 sty 2012, 22:24

O widzę, że autorka tematu z Lublina jak ja - pozdrawiam

Piszesz, że nie potrafisz się bawić, ale z twojego wywodu wynika, że nie potrafisz się bawić jak ekstrawertyk, tzn. unikasz klubów, dyskotek oraz innych głośnych i zatłoczonych miejsc bo nie czujesz się w nich dobrze, czyli wszystko w normie. Ja mam tak samo.
Saad pisze:Jak sobie z tym poradzić?
Introwertycy są w mniejszości, wiec trudno będzie znaleźć grupę w której można by poczuć się dobrze i zachowywać się spontanicznie. Chociaż nie wiem czy w przypadku introwertyków jakakolwiek spontaniczność jest możliwa bo przecież to działa na zasadzie impulsu, a intro zanim coś zrobi musi się 10 razy zastanowić i przeanalizować wszystkie za i przeciw, dopiero wtedy podejmie jakieś działania.

Awatar użytkownika
Padre
IntroManiak
Posty: 625
Rejestracja: 07 wrz 2010, 15:34
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Kraina Deszczowcow
Kontakt:

Re: Nie potrafię się bawić

Post autor: Padre » 14 sty 2012, 13:06

Saad pisze:Jak sobie z tym poradzić?
Poradzić? Przyjąć z otwartymi ręcamy :-D
http://www.psychologytoday.com/blog/the ... -not-party
I explore the frontiers of safety! I laugh at danger, from a distance, and quietly, so as not to get all worked up.

Awatar użytkownika
Saad
Introrodek
Posty: 17
Rejestracja: 12 sty 2012, 18:47
Płeć: kobieta
Lokalizacja: Lublin

Re: Nie potrafię się bawić

Post autor: Saad » 15 sty 2012, 9:30

BarMos pisze:O widzę, że autorka tematu z Lublina jak ja
Właściwie to z okolic, ale dziękuję za pozdrowienia.
BarMos pisze:z twojego wywodu wynika, że nie potrafisz się bawić jak ekstrawertyk
W związku z tym rzadko się bawię w ogóle. Proszę nie traktować tego, co teraz napiszę osobiście, nie mam zamiaru nikogo urazić.
Kiedy weszłam na to forum i czytałam wcześniejsze tematy, niektóre posty wydały mi się bardzo zabawne i powodowały u mnie wybuch śmiechu (co się nieczęsto zdarza). Z wieloma waszymi przemyśleniami i zachowaniami się utożsamiam, więc tak naprawdę śmieję się z siebie. Wreszcie przestaję się martwić moimi "odchyłami od normy".

Co do rozrywki to lubię siatkówkę (ale towarzyską, nie rywalizację), zagadki logiczne, książki, sklejanie kamyków... Siatkówka odpada, ponieważ nie znam ludzi, którzy się trochę orientują w tym sporcie (mam na myśli umiejętność odbijania piłki), zatem pozostaje samotne spędzanie czasu. Ile można wytrzymać w odosobnieniu? Nawet ja potrzebuję czasem być z kimś .
Językiem - neurologicznie, literacko, kognitywnie: zapraszam na blog
http://cognitionofpoetry.wordpress.com

Awatar użytkownika
highwind
Legenda Intro
Posty: 1773
Rejestracja: 15 paź 2011, 10:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 1w9
MBTI: istj
Lokalizacja: wro

Re: Nie potrafię się bawić

Post autor: highwind » 15 sty 2012, 22:43

Ja ostatnio przeżywam kryzys wynikający z drastycznie obniżonej tolerancji na alkohol. Głowa zaczyna mnie już boleć w trakcie picia nawet pierwszego piwa :/ A rano po tym marnym jednym browarze budzę się z kacem, jeszcze większym bólem głowy i czuję się jak pijany. Miał ktoś kiedyś coś podobnego? Myślę, że to przesrana sytuacja dla introwertyka. Alko ułatwia wchodzenie w relacje, ale jak tu go używać, skoro przyjemność skutecznie niszczy perspektywa tragicznego samopoczucia po wypiciu? Źle mi z tym :P Nie wspominając o krzywych spojrzeniach, kiedy omijam czwartą kolejkę z rzędu... Niepicie w naszym ukochanym społeczeństwie to nieco drastyczny odchył. Zaczęło się to jakoś przed ostatnimi wakacjami. A parę lat temu, w liceum czy przy początkach studiów mogłem łoić ostro. Boję się, że pozostanie mi tylko czekać na depenalizację ukochanej Marysi.

Awatar użytkownika
SardonicAlly
Rozkręcony intro
Posty: 166
Rejestracja: 05 gru 2011, 23:33
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: okolice Krakowa. niezbyt bliskie

Re: Nie potrafię się bawić

Post autor: SardonicAlly » 16 sty 2012, 5:29

Nie chodzę na imprezy, nie spotykam się ze znajomymi, stresują mnie rozmowy z nowo poznanymi ludźmi. Przede wszystkim unikam miejsc, gdzie jest alkohol, idiotyczne dowcipy (np. o seksie, wódce- jakby nie było innych), zbyt głośna muzyka, gdzie używa się w nadmiarze niecenzuralnych słów. Nie czuję się dobrze w takich miejscach. Nie mam się z kim spotkać i porozmawiać, bo większość ludzi woli posiedzieć przy alkoholu niż przy herbacie.
Hmm, ale może jest opcja spotkania się z ludźmi których znasz, w kilkuosobowym gronie. NIezbyt często, coby się nie przemęczać? Są knajpy mniej uczęszczane. Jak kogoś lepiej znasz możecie przecież zaopatrzyć się w zgrzewkę piwa, pizzę i pooglądać seriale w mieszkaniu. I taniej, i przyjemniej. Alkohol też jest dla ludzi, w rozsądnych ilościach :P U mnie zdecydowanie zwiększa odporność na ludzką głupotę, po paru piwach durne żarty nie tylko da się tolerować, ale i dorzucić coś od siebie. Parę niecenzuralnych słów nikogo jeszcze nie ubiło, ale niech tam, może kwestia wychowania i środowiska, ja sama mam dość niewyparzoną gębę, nie wadzi mi to. ;)
Co do rozrywki to lubię siatkówkę (ale towarzyską, nie rywalizację), zagadki logiczne, książki, sklejanie kamyków... Siatkówka odpada, ponieważ nie znam ludzi, którzy się trochę orientują w tym sporcie (mam na myśli umiejętność odbijania piłki), zatem pozostaje samotne spędzanie czasu. Ile można wytrzymać w odosobnieniu? Nawet ja potrzebuję czasem być z kimś .
Siatkówka: mówisz, że nie znasz ludzi. Ale macie może jakieś klasowo/szkolne fora i boiska dostępne po lekcjach. No, to załozyć wątek, kto chętny do pogrania (chyba już 6 osób starczy, 3 na 3?) umówic sie na konkretny dzien. Nie wypali, przyjdą jacyś durnie? Możliwe. A może przyjdzie parę względnie normalnych ;)

No, albo gry logiczne. To jest lubiana rzecz. Ja na spotkania ze znajomymi przynoszę układanki logiczne i strategiczne planszówki. To ogranicza gadaninę, eliminuje niezręczne cisze, no, i (mam nadzieję) pozwala utrzymać połączenia między neuronami we w miare dobrej kondycji :P

A jeśli nie starczy ci motywacji/anergii/ochoty żeby wypróbować którąś z tych rzeczy, to przecie nie problem. Introwertycy mają to do siebie, że nie potrzebują innych ludzi, żeby znależć sobie rozrywkę. Ja osobiście najszczęśliwsza jestem w warsztacie, 12h nie zamieniając słowa z nikim poza kotami i samym sobą :P

Highwind:

A, to ciekawe. Tzn, jak to możliwe, że nagle alkohol zaczął tak na ciebie działać. Z tego co zaobserwowałam dotąd, ktoś albo ma mocną głowę albo nie. Zawsze możesz uciszyć niezręczne pytania o omijanie kolejek smętną uwagą o jakimś tam uczuleniu. Plus sytuacji jest taki, że pamiętasz wszystkie idiotyczne rzeczy, które znajomi zrobili po pijanemu, co jest swoistą kartą przetargową :P
"The power of accurate observation is called cynicism by those who have not got it." Rest assured I've got it in abundance ;P

5w4, prone to procrastination
ISTP Craftsman I=89% S=79% T=89% P=58%

Awatar użytkownika
kukurumba
Intronek
Posty: 67
Rejestracja: 15 sty 2012, 20:44
Płeć: kobieta
MBTI: INFP
Lokalizacja: śląsk

Re: Nie potrafię się bawić

Post autor: kukurumba » 16 sty 2012, 11:17

highwind pisze:Ja ostatnio przeżywam kryzys wynikający z drastycznie obniżonej tolerancji na alkohol. Głowa zaczyna mnie już boleć w trakcie picia nawet pierwszego piwa :/ A rano po tym marnym jednym browarze budzę się z kacem, jeszcze większym bólem głowy i czuję się jak pijany. Miał ktoś kiedyś coś podobnego? Myślę, że to przesrana sytuacja dla introwertyka. Alko ułatwia wchodzenie w relacje, ale jak tu go używać, skoro przyjemność skutecznie niszczy perspektywa tragicznego samopoczucia po wypiciu? Źle mi z tym :P Nie wspominając o krzywych spojrzeniach, kiedy omijam czwartą kolejkę z rzędu... Niepicie w naszym ukochanym społeczeństwie to nieco drastyczny odchył. Zaczęło się to jakoś przed ostatnimi wakacjami. A parę lat temu, w liceum czy przy początkach studiów mogłem łoić ostro. Boję się, że pozostanie mi tylko czekać na depenalizację ukochanej Marysi.
Podatność na alkohol to niby sprawa genetyczna, ale czynniki zewnętrzne też na to mają wpływ... Bierzesz jakieś leki? Mimo, że w niektóre nie mają przeciwwskazań to i tak każdy organizm może reagować inaczej. Może źle się odżywiasz, np. jesz za mało posiłków przez co metabolizm ci się spowolnił i ma problem z przetworzeniem alkoholu. Ja się na tym za bardzo nie znam, musisz poszukać jakiś informacji na temat czynników obniżających tolerancję na alko , pomyśleć co się od tamtego czasu kiedy mogłeś pić więcej zmieniło, w akcie desperacji znaleźć jakiegoś znajomego lekarza luzaka, bądź biochemika może przy odpowiednim wywiadzie wskaże ci przyczynę . ;)
PS: To chyba moja najgorsza rada w życiu, już sobie wyobrażam osobę wchodzącą do gabinetu lek i mówiącą 'Mój problem jest taki, że nie mogę pić" ;d
INFP

Awatar użytkownika
highwind
Legenda Intro
Posty: 1773
Rejestracja: 15 paź 2011, 10:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 1w9
MBTI: istj
Lokalizacja: wro

Re: Nie potrafię się bawić

Post autor: highwind » 16 sty 2012, 17:04

kukurumba pisze:PS: To chyba moja najgorsza rada w życiu, już sobie wyobrażam osobę wchodzącą do gabinetu lek i mówiącą 'Mój problem jest taki, że nie mogę pić" ;d
Ta rada wcale nie jest zła i zapewne niedługo tak zrobię. Chociaż sytuacja pewnie będzie wyglądać komicznie, ale nie widzę innego sposobu żeby się dowiedzieć skąd ta przypadłość. Co do reszty postu - nie przypominam sobie jakichś zmian w moim trybie życia czy w sposobie odżywiania się. Przed piciem zawsze staram się być syty i czuję się dobrze. Może ktoś mi po tajniacku wszył esperal? Nie wiem :P

schizol
Wtajemniczony
Posty: 5
Rejestracja: 05 sty 2012, 13:41
Płeć: nieokreślona

Re: Nie potrafię się bawić

Post autor: schizol » 21 sty 2012, 18:12

Saad, podstawowa kwestia brzmi: dlaczego nie umiesz się bawić. Jeśli dlatego, że bawić się zwyczajnie nie lubisz i nie chcesz (jak wielu intro, w tym ja), to się po prostu nie baw i lekceważ (żeby nie napisać dosadniej) tych, co chcą Cię zmieniać i do zabawy zmuszać.

Chyba, że lubisz i chcesz się bawić. Powtarzam: lubisz i chcesz, a nie myślisz, że powinnaś lubić i chcieć. No to wtedy polecałbym metodę małych kroków i znalezienie grona miłych nierozwrzeszczanych ludzi z którymi można się bawić trochę spokojniej, po introwemu :D
Mega Intro :D

peer gynt

Re: Nie potrafię się bawić

Post autor: peer gynt » 24 sty 2012, 0:53

Witajcie

Od dawna wiem, ze jestem intro, ale dopiero dzisiaj zaświtała mi taka myśl żeby spotkać w necie tych, którzy zmagają sie z takimi problemami jak ja, z zwłaszcza takich którzy radzą sobie z nimi lepiej niż ja. Miałem okresy kiedy myślałem ze kiedy zgłębię mechanizmy rządzące moja psychika znajdę sposób by rozwiązać lub jakoś ominąć dręczące mnie problemy. Czasem rozmyślałem nad tym sam czasem szukałem pomocy psychoterapeutów. Myślałem że może uda mi sie wyćwiczyć umiejętności interpersonalne których mi brakuje.
Ostatnio koleżanka zaprosiła mnie na imprezę. Byłem przeszczęśliwy bo to jedna z najsłodszych kobiet jakie spotkałem, podoba mi sie w niej wszystko, uwielbiałem z nią rozmawiać, choć to nie znaczy ze nie zdarzały sie momenty kiedy nie przychodziło mi do głowy co mam mówić, albo okropnie przynudzałem (żeby ukryć zakłopotanie), ale jej to jakby nie przeszkadzało (jak również przeskakiwanie z tematów lekkich na cięższe i odwrotnie) i mam wrażenie że czasami świadomie brała na siebie podtrzymywanie konwersacji. Relacje tą budowałem (liśmy) długo. Zamroczony szczęściem uległem mirażowi ze oto teraz nadchodzi ten moment kiedy stary kłapouchy przeistoczy się w brykające maleństwo. Każda iluzja prędzej czy później kończy się katastrofą. I nie była to "piękna katastrofa" Znalazłem sie w przestrzeni ciasno wypełnionej prawdziwymi rozbrykanymi maleństwami, z którymi za cholerę nie byłem w stanie zamienić więcej niż 3 zdania. Kolejne piwka nie pomogły, wódeczka niesyty tez.
Nigdy jej nie opowiadałem szczegółowo o moich problemach w kontaktach międzyludzkich (straszna nuda) i teraz juz chyba nie warto. Boleśnie przekonałem się, że zabrnąłem w ślepą uliczkę. Straszne jest to, że ponieważ jesteśmy w mniejszości, i jeszcze do tego tacy trochę przezroczyści bo nie lubimy zwracać na siebie uwagę ta większość szybko uznaje, że coś z nami jest nie tak. Cóż trzeba się podnieść i zacząć inaczej. Cieszę się, że przyszło mi do głowy tu zajrzeć, bardzo mi to pomoże.

Awatar użytkownika
Phoebe
Intronek
Posty: 34
Rejestracja: 18 lip 2011, 16:27
Płeć: nieokreślona

Re: Nie potrafię się bawić

Post autor: Phoebe » 10 lut 2012, 15:26

Po pierwsze mam wrażenie, że zbyt skupiacie się na analizowaniu własnej osoby-nie myślcie ciągle o swoim życiu,sobie-swoim zachowaniu, psychice-bo to nigdy nie prowadzi do pozytywnych wniosków-to zawsze dołuje,najlepiej skupic się na czymś innym-pasja, inni ludzie, którym mozna pomóc.

Mi się wydaje, że po prostu wielu z was(w tym ja) nieczęsto trafia na osoby, z którymi można wciągnac się się w ciekawą rozmowę-ja bardzo się cieszę, gdy poznaję kogoś, z kim od pierwszych chwil mamy milion tematów do rozmów-wtedy od razu się otwieram i przy takiej osobie świetnie się bawię(: Natomiast przeważnie trafiam na ludzi, z którymi rozmawiam, ale wiecie bez polotu, podtrzymuję dialog, kiwam głową, bo jest impreza/spotkanie ta osoba stoi obok i gadam z nią, żeby czas płynął i ja nie wyszła na jakiegoś wiecznie niezadowolonego mruka-a czasami się poddaję,czyli zmywam się albo siedzę w kącie sączac trunek i sobie myślę o róznych sprawach-m. in. "co ja tu robię, to nie mój świat" ale zwykle wtedy podchodzi jakaś osoba i pyta" czemu tak siedzisz sama, zle się bawisz?" i to jest błędne koło;p więc najlepiej spotykac się ludzmi "z naszej bajki" o podobnych zainteresowaniach, osobowości, wtedy zawsze jest to udany wieczór.

Ja na przykład czułam, że odstaję od normy, kiedy byłam na Erasmusie- tam jest szał imprez-od jednego klubu do drugiego, ciągłe szukanie przygód, romansów-a ja nie miałam takiej potrzeby,czułam się dziwakiem, ze nie robię tego, co inni, czasem gdzies wyszłam,bo wszyscy już nalegali, ale nie chciałam się w to wciągac, jakoś patrzyłam na to z boku. Był tam jeden dosyc zamknięty w sobie chłopak ze Słowenii, który prawie się nie odzywał na trzezwo,a po trawce+alkoholu zupełnie inny człowiek-król życia, zagadywał do każdego-tylko nie wiem czy to jest dobry sposób na dobrą zabawę na dłuższą metę, bo pod koniec semestru ten chł. wygladał jak cień człowieka-stracił 10 kg przez takie próby zgrania się z grupą i zdobycia akceptacji...

Po prostu są ludzie, którzy czują, że żyją, kiedy robią wokół siebie szum, otaczają się na siłę innymi ludzmi, a inni nie muszą zacieszac i zwracac na siebie uwagi, by miec poczucie, że żyją, wystarczy, że sobie siedzą po cichu- myślę, że nie ma w tym nic złego, najlepiej zaakcetpowac siebie i szukac kontaktu z podobnymi do nas(: Ja się czuję najlepiej wśród spokojnych ludzi, choc mam też kilka głosnych koleżanek z ADHD które lubię(:

Awatar użytkownika
ewelina91
Introrodek
Posty: 13
Rejestracja: 19 lut 2011, 15:24
Płeć: kobieta

Re: Nie potrafię się bawić

Post autor: ewelina91 » 11 lut 2012, 20:56

jeśli własnie chodzi o "bawienie się", ostatnio koleżanka (taka lepsza, jedna z bardzo niewielu jeśli nie jedyna) zaprosiła mnie na swoje urodziny, miało być 10 osób ale odmówiłam. Wczesniej juz nieraz robiła coś u siebie, urodziny czy sylwestra czy po porstu zapraszała mnie na noc, zagadzałam sie zawsze bo bardzo nalegała ale to były dla mnie tortury. Tym razem odmówiłam pomimo jej usilnych próśb. Pewnie sie na mnie obrazi, nawet napisała mi ze sie o mnie martwi bo nie spotykam sie prawie z nikim poza nią i swoją rodziną. Może zrobiłam jej świństwo ale postanowiłam ze w końcu wezme pod uwage samą siebie i nie bede się juz męczyć.

ODPOWIEDZ