Nie potrafię się bawić

W tym miejscu dyskutujemy o zjawisku introwertyzmu, o tym, jak wpłynął on na nasze życie, jakie są wady i zalety bycia introwertykiem.
Awatar użytkownika
Gabriel
Intronek
Posty: 38
Rejestracja: 29 lut 2012, 0:11
Płeć: nieokreślona

Re: Nie potrafię się bawić

Post autor: Gabriel » 29 lut 2012, 1:37

Natrafiłem na to forum przez przypadek i jestem tak oczarowany faktem aktywności mającej na celu zrzeszanie się introwertyków, że odczuwam silną potrzebę udzielenia się w dyskusji, aczkolwiek późno pora skutecznie osłabia moje możliwości intelektualne, z tego względu nie przeczytałem wszystkich postów z tego wątku, więc za ewentualne powtórzenia przepraszam.

Po pierwsze: Saad- świetny temat poruszyłaś, swego czasu też zaprzątał mi głowę ten problem i chciałem być bardziej spontaniczny, wyluzowany, krótko mówiąc bardziej ekstrowertyczny. Muszę Cię z tego miejsca zasmucić i powiedzieć, że tak się nie da. No chyba, że masz po prostu krótkotrwałego doła i w rzeczywistości nie jesteś intro- ale nazwa forum sugeruje co innego. Nigdy nie będziesz czerpała radości z przebywania wśród masy ludzi na jakiejś imprezie z głośną muzyką. Przez dłuższy czas byłem w związku z ekstrawertyczką, z dzisiejszej perspektywy uważam ten okres mojego życia za czas "choroby", gdyż chcąc dorównać jej kroku zacząłem robić różna "szalone" rzeczy. Pamiętam jak raz dałem się wyciągnąć na dyskotekę. Wyobraź sobie teraz, że jesteś na takiej dyskotece, tylko wyeliminuj stres związany z obecnością ludzi i co Ci pozostanie? Nuda. Grupa spoconych ludzi skacząca przy monotonnej, jednotonowej muzyce. Na początku było to dla mnie nowe doświadczenie, bo nigdy wcześniej nie byłem na takiej prawdziwej dyskotece w klubie i przerażenie mieszało się w mojej głowie z ciekawością, ale po 10-15 minutach zacząłem się niemiłosiernie nudzić. Saad nie obejdziesz, ani nie przeskoczysz tej bariery. Nie nauczysz się czerpać przyjemności z aktywności typowych dla introwertyków. Ja osobiście najlepiej bawię się podczas gry w szachy, podczas lektury dobrej książki, wciągającej dyskusji na ważne tematy, a nie pierdoły typu przepustowość silnika samochodu mojego kumpla, cokolwiek to jest, rozwiązywanie zagadek, kostka rubika czy chociażby gotowanie. Introwertycy mają ten luksus, że nie muszą marnować czasu na niepotrzebne relacje z głupimi ludźmi, z którymi w gruncie rzeczy nie chcą mieć nic wspólnego i mogą skupić się na samych sobie i pracy, rozwoju samych siebie. Mi akurat poszczęściło się, gdyż w liceum poznałem drugiego introwertyka, który dzisiaj jest moim najlepszym przyjacielem i uwierz mi, że intro+intro=ekstra zabawa. Sama kiedyś się o tym przekonasz, gdy w końcu trafisz na drugiego introwertyka, jednak musisz uzbroić się w cierpliwość, gdyż prawdziwy intro to naprawdę rzadki gatunek. Wiadomo, że każdy człowiek, nawet introwertyk, bardziej lub słabiej potrzebuje bliskości drugiego człowieka, gdy nawet facet mięknie i zaczyna marzyć o tym, aby wylądować w ramionach jakiejś dziewoi o bujnych, pachnących łąką lokach, ale nie ma co się łudzić, oboje dobrze wiemy, że tak nie będzie, bo w przypadku intro jest bardzo długa droga od momentu poznania, do nawiązania jakichś bliższych relacji, więc jedyne co pozostaje to uzbroić się w cierpliwość, albo dać sobie z tym spokój i zostać jajogłowym ;D

ewelina91- czy naprawdę uważasz, że powinnaś tak się męczyć jedynie po to, aby nie zrobić przykrości swojej koleżance? Ona być może w towarzystwie czuje się jak ryba w wodzie i nawet nie myśli o Twoim samopoczuciu, bo to właśnie Ty musisz się zatroszczyć o samą siebie. Idealna liczba osób do towarzystwa dla intro w tym samym czasie to 1. Jedna osoba na której możesz się skupić, której możesz poświęcić swój czas (jeżeli jest tego warta), a jeżeli koleżanka zna Cię na tyle, że zaprasza Cię na 10-cio osobowe imprezy, to śmiem twierdzić, że nie warta jest Twojego czasu. Ja nigdy nie dostawałem zaproszeń na sylwestra, ale jak w tym, a właściwie w zeszłym roku takowe dostałem, to ubawiła mnie ta sytuacja i Tobie również polecam takie podejście do sprawy.
5w4

Haura
Introrodek
Posty: 21
Rejestracja: 21 lut 2012, 22:56
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Lublin

Re: Nie potrafię się bawić

Post autor: Haura » 29 lut 2012, 11:35

Świetny post Gabrielu. Też uważam, że próby stania się bardziej ekstrawertycznym spełzają na niczym. Przynajmniej w moim przypadku. Kiedyś zostałam wyciągnięta przez koleżankę na większą imprezę. Poszłam tylko dlatego, by nie zrobić jej przykrości. Wystarczyło 20 minut przebywania w hałasie i w ścisku i już czułam się źle. Uznałam więc moją dalszą obecność za bezsensowną, wytłumaczyłam to koleżance i po prostu stamtąd wyszłam. Postanowiłam więcej nie ulegać żadnym namowom na "dobrą" zabawę, skoro ja mam na tym cierpieć. Najlepiej wybierać sobie formy rozrywki, które nam najbardziej odpowiadają, a co inni na ten temat uważają - to już nieistotne :)

Awatar użytkownika
Lunatic
Intronek
Posty: 64
Rejestracja: 30 paź 2011, 19:34
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: INTP
Lokalizacja: Szczecin

Re: Nie potrafię się bawić

Post autor: Lunatic » 29 lut 2012, 15:56

Ja raz byłem u znajomego na urodzinach. Prócz mnie i niego były tylko 3 osoby. Po 5-10 minutach zacząłem się nudzić i gdyby nie fakt, że było to trochę daleko od mojego miasta, to bym po prostu wyszedł.

evivalarte
Introrodek
Posty: 14
Rejestracja: 24 lut 2012, 9:47
Płeć: nieokreślona

Re: Nie potrafię się bawić

Post autor: evivalarte » 29 lut 2012, 23:57

Z większością Waszych wypowiedzi mogłabym się zgodzić, a jednak zdarzyło mi się pójść parę razy na imprezę z niekłamanym entuzjazmem! Jeśli jest ze mną kilka dobrze mi znanych osób to mogę z nimi raz na jakiś czas pójść nawet potańczyć do klubu(raz na jakiś czas znaczy raz na pół roku :D). Dopóki lęk czy samotnicze skłonności nie przejmą kontroli nade mną, ludzie nie będą się o mnie ocierać czy zaczepiać, a muzyka będzie nieco bardziej zróżnicowana niż techno sieczka to jest okej. I w dodatku nie trzeba za dużo mowić, bo muzyka zagłusza wszelkie próby konwersacji. Szczerze powiedziawszy wolę to niż studenckie/urodzinowe/imieninowe posiadówy, na których wóda leje się strumieniami, wszyscy tryskają optymizmem i chociaż znają się od 5 minut to prowadzą zażarte dyskusje o dupie maryni. Wtedy tylko czekam na pytania w stylu : Czemu sie nie bawisz? Coś taka małomówna? -.-

Awatar użytkownika
Gabriel
Intronek
Posty: 38
Rejestracja: 29 lut 2012, 0:11
Płeć: nieokreślona

Re: Nie potrafię się bawić

Post autor: Gabriel » 01 mar 2012, 1:01

Dzięki Haura. Introwertycy, zwłaszcza młodzi, popełniają właśnie ten błąd, że chcą się dopasować do otoczenia i ,,wyjść do ludzi", zdaje się, że ma to związek z potrzebą przynależenia do grupy, samookreślenia i mnóstwem innych psychologicznych determinantów zachowań młodych ludzi, przez co wplątują się w sytuację w najlepszym razie niekomfortowe, a w najgorszym mających na nich druzgocący wpływ. Intro często bywają przewrażliwieni na punkcie reakcji innych ludzi, dlatego nie chcąc sprawić im przykrości godzą się na udział w różnego rodzaju imprezach, ale taka konformistyczna postawa niczego nie rozwiązuje, a może stać się jedynie przyczyną złego mniemania o samym sobie np. że coś jest ze mną nie tak ;P

evivalarte - nie patrzyłem na atmosferę panującą w klubie w ten sposób, ale rzeczywiście, głośna muzyka to idealna ucieczka od dennych rozmów, jednak każdy ma swój limit co do natężenia dźwięku, poza tym tłok, nieustanne ocieranie się o Ciebie, ścisk i czujesz się jak kura wpakowana do ciasnej klatki z innymi kurami, jak zwierze wiezione na ubój po prostu na siłę upakowane do naczepy i zdajesz sobie sprawę w jak żałosnej sytuacji się znajdujesz. Jedynym ciekawym zajęciem, jak dla mnie, w takim miejscu jest zaszycie się gdzieś w kącie i obserwowanie tego co się dzieje na sali. Szybko można dojść do wniosku, że ludzie przychodzący do klubów z reguły dzielą robią to z dwóch różnych powodów: Aby się bawić (to głównie licealiści i studenci podrygujący w miejscu), albo aby znaleźć partnera/partnerkę na jedną noc (to te panienki w sukienkach, które są zbyt krótkie, aby zakryć koronkowe wykończenia ich pończoch oraz panowie po kilku głębszych wypitych dla odwagi przy których ruchach epileptyk się chowa). O ile pierwsza grupa nie prezentuje sobą nic ciekawego, to o tyle zachowania godowe drugiej wydają się być momentami całkiem zabawne, a zarazem uświadamiające jak żałosny w swych poczynaniach może być człowiek.
5w4

Awatar użytkownika
Phoebe
Intronek
Posty: 34
Rejestracja: 18 lip 2011, 16:27
Płeć: nieokreślona

Re: Nie potrafię się bawić

Post autor: Phoebe » 29 wrz 2012, 22:12

Moim zdaniem niektóre introwertyczne zachowania/cechy mijają też z wiekiem-wielu nastolatków jest bardzo zamkniętych w sobie co wiąże się z jakimiś kompleksami itp., natomiast wraz z pójściem na studia(wiekiem) to mija(oczywiście nie zawsze, ale znam kilka takich osób z LO, które stały się bardzo towarzyskie po 20stce-natomiast wcześniej wręcz izolowały się od ludzi, stresowały przy każdym publicznym wystąpieniu/na forum klasy...po prostu z czasem nabrały pewności siebie, polubiły przebywanie w towarzystwie-byłam w szoku, tak jakby to były zupełnie inne osoby).

Awatar użytkownika
stawcia
Introrodek
Posty: 19
Rejestracja: 29 wrz 2012, 21:50
Płeć: nieokreślona

Re: Nie potrafię się bawić

Post autor: stawcia » 29 wrz 2012, 23:28

Ja ogólnie nie lubię wychodzić, nawet z bliskimi przyjaciółkami i wtedy odczuwam takie jakby wyrzuty sumienia, że tylko one do mnie piszą i czasem chcą gdzieś wyciągnąć a ja najczęściej się wykręcam jakby mi wcale na nich nie zależało a tak nie jest. Bo największy problem mam z rozmową. Mam wrażenie że muszę ciągle o czymś mówić żeby nie uważali mnie za nudną i nieciekawą. A ja z kolei nie znosze rozmawiać o bzdetach i zmuszać się do tego więc takie przebywanie z ludźmi gdy nie jest to konieczne po prostu mnie wykańcza i chcę jak najszybciej od nich uciec.

Difane
Stały bywalec
Posty: 312
Rejestracja: 11 lip 2012, 1:03
Płeć: nieokreślona

Re: Nie potrafię się bawić

Post autor: Difane » 30 wrz 2012, 6:19

Nigdy nie znałem takiego słowa jak zabawa. Od małego miałem tendencję do przemianowywania "zabaw" na "gry", tj. we mnie nie istniało to poczucie dystansu, które pozwalałoby na "bawienie się". Jeżeli już miałem się w coś "bawić" to tylko na zasadzie rywalizacji, gdzie ktoś musiał wygrać a ktoś przegrać. To motywowało mnie do wzięcia udziału w jakichkolwiek przedsięwzięciach, przez co do wszelkiego rodzaju gier podchodziłem bardzo poważnie. W efekcie - z czym zresztą nie będę się krył - zawsze chciałem wygrywać. Od zawsze byłem szalenie ambitny i nie znałem takiego słowa jak porażka. Dobra zabawa to była taka zabawa, w której ja byłem zwycięzcą, a jeżeli nie chciałem wziąć w niej udziału - bo np. nie czułem się na siłach - to rezygnowałem od razu.

Przykładowo w klasie 1-3 podstawówki na jakichś zajęciach mieliśmy coś w rodzaju zabawy "kto nie ma siedzenia ten odpada". Polegało to na mniej więcej na tym, że chodziliśmy wokół okręgu zrobionego z krzeseł, a tych było zawsze o 1 mniej niż uczestników. W tle leciała muzyka, którą w pewnym momencie przerywała nauczycielka i wtedy należało usiąść. Odpadał ten, kto zostawał w pozycji stojącej. Szło mi wówczas bardzo dobrze do momentu, gdy doszło do dość kontrowersyjnej sytuacji. Usiadłem z kumplem mniej więcej w tej samej chwili na tym samym krześle, ale zdaniem pani to on zajmował nieco większą powierzchnię więc ustalono, że to ja zostanę wyeliminowany. Na oczach klasy wpadłem wówczas we wściekłą furię. Zacząłem domagać się przywrócenia mnie do gry do tego stopnia, że kilku znajomych musiało mnie trzymać, żebym nie zepsuł innym zabawy.

Po tym wydarzeniu zacząłem działać w nieco innym kierunku, tzn. zacząłem unikać rywalizacji w trakcie zabawy, aby nie wyrządzać innym krzywdy przez swoją ambicję. I tak np. na urodzinach kolegi, gdy w pewnym momencie doszło do "zabawy" polegającej na tym, że każdemu przywiązywano do nogi balonik, i trzeba było deptać po balonikach innych (wygrywał ten, kto jako ostatni został z nietkniętym balonem), to pierwszą rzeczą jaką zrobiłem było nadepnięcie nogą, do której balon nie był przywiązany na własny balon :) . Również później gdy miałem grać przez neta w jakąś grę, to proponowałem raczej rozgrywkę na zasadzie "Humans vs. CPU", bo jeżeli dochodziło do rywalizacji między ludźmi, a ja nie byłem w niej czołową postacią, to bez słowa wyjaśnienia potrafiłem wyjść z serwera.

Jeżeli chodziło o takie zabawy w powszechnym ujęciu, czyli pozbawione rywalizacji to przede wszystkim szybko mnie one nudziły, bądź wręcz budziły zażenowanie. Pamiętam jak np. kiedyś w liceum ktoś z klasy stwierdził, że któraś z dziewczyn ma różną wielkość obu piersi i zaczął chodzić po holu pytając wszystkich co o tym sądzą. Żeby było śmieszniej sama zainteresowana też była ciekawa, co inni mają na ten temat do powiedzenia, więc łaziła razem z nim :mrgreen: . Gdy padła kolej na mnie to oczywiście zapytany nic nie odpowiadałem, a jedynie gapiłem się w notatki, udając że nie wiem iż ktoś coś do mnie mówi. Pamiętam że wtedy ktoś wypalił "łeeee, nie umiesz się bawić" i to był pierwszy i ostatni raz, gdy usłyszałem takie słowa, choć już wtedy nie była to dla mnie żadna nowość.

PS.Nie no dobra przyznam się, że jednej zabawy nie mogłem sobie odmówić :D . To była gra w popularną "zośkę", czyli podbijanie nogami takiego małego woreczka wypełnionego czymś sypkim tak, aby nie spadł na ziemię. Jedno z niewielu zajęć, które potrafiło poderwać mnie na przerwach, ale też moda na nie niestety minęła tak szybko jak się zaczęła.

Awatar użytkownika
ultramaryna
Intronek
Posty: 51
Rejestracja: 07 lis 2012, 17:24
Płeć: kobieta
Enneagram: 4w5
Lokalizacja: Warszawa

Re: Nie potrafię się bawić

Post autor: ultramaryna » 10 lis 2012, 17:51

Jak tak sobie poczytałam wypowiedzi w tym wątku, zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno jestem intro.
Niby tak, ale przyznam, że problemów z imprezami nigdy chyba nie miałam, a raczej z chęcią chodzenia na nie. W liceum nie mogłam się doczekać, żeby ktoś z tych bardziej "moich" ludzi zrobił domówkę albo żebyśmy znowu poszli pić w plener; czasem nawet sama potrafiłam to zainicjować. Tylko właśnie warunek był taki, żeby to były osoby, z którymi się w miarę dogaduję, które lubię i które gustują we w miarę podobnych klimatach np. muzycznych.

Po liceum z kolei odkryłam klub, który bardzo mi odpowiadał i w który "wniknęłam". Powiem szczerze, że w początkowym zachwycie zdarzały mi się nawet maratony - 3 noce pod rząd ;) Rzadko, ale bywało. Bardzo mi to miejsce przypasowało i dobrze się tam czułam; trochę jak drugi dom. Gdyby nie ta knajpa, podejrzewam, że moje życie towarzyskie właściwie by wtedy nie istniało. A dzięki niej zaczęłam wiele fajnych znajomości i po paru latach mam sporo niezłych wspomnień.

Teraz również chętnie wychodzę, choć już trochę rzadziej, bo szkoda mi czasu. :)
Zdecydowanie też preferuję miejsca, które znam, i zapewnioną obecność znajomych osób. Lubię wiedzieć, czego się spodziewać i móc zawczasu odpowiednio nastawić się psychicznie. No i na pewno nie jestem typem "królowej imprezy", w sensie towarzysko - parkietowo - alkoholowym.
Piję umiarkowanie (na humor i większe gadane), jak ktoś mnie wyciągnie na parkiet, nie ma problemu, ale sama już nie pójdę :D, a najchętniej po prostu obserwuję ludzi, sytuacje i chłonę atmosferę. To jest dla mnie dobra impreza. Choć nierzadko zdarza mi się potem żałować wyjścia i zastanawiać się, co ja tu robię.
Oczywiście znam złote teksty typu: "A ty co taka cichutka?", "Czemu nie tańczysz?", "Co tak sama siedzisz/stoisz?" i, rzecz jasna, "Nie smuć się" ;) Ale moi znajomi chyba przywykli.
Choć nadal nie wszyscy rozumieją, jak mogę w sobotni wieczór, zamiast wyjść na miasto, siedzieć w domu i np. rysować, i jeszcze być z tego zadowoloną. A ja pewnie, że jestem, taki też mam plan na dziś. ;)
"Pragnę jedynie miękkiej, mglistej przestrzeni, w której mogę żyć, i jeszcze żeby zostawiono mnie w spokoju."

Awatar użytkownika
Zour
Intronek
Posty: 72
Rejestracja: 10 lis 2012, 17:52
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: von Ohlau

Re: Nie potrafię się bawić

Post autor: Zour » 11 lis 2012, 16:13

Moja historia:
W zeszłym roku miałem ekstrawertyczną "dziewczynę" (wolę określenie koleżanka, bo to raczej ona zmuszała mnie do tego). Dziś mówię na nią "dementor" ze względu na jej działanie. Była na mieście impreza - majówka. Poszliśmy więc. Był koncert jednego zespołu, w trakcie poszliśmy zobaczyć jak przyjeżdża Ewa Farna, później wróciliśmy posłuchać.
Gdy skończyła, zaczęło się najgorsze - przyjechał didżej (nie powiem jaki, bo nie chcę tu reklamować ani jego, ani programu tv w którym działa). 2 godziny jej badziewnego "tańca" z przeciętnych "imprez". Najchętniej to bym sobie poszedł, ale nie mogłem - była północ, a ja nie zostawię dziewczyny samej w takim miejscu. Musiałem więc przez ten czas udawać że się dobrze bawię. Nie pozwalała mi na dłuższy odpoczynek (Syndrom Paździochowej? "Marian! Do roboty, bo jak ci tą łysą małpią czaszkę rozdupcę..."). Później narzekała dlaczego ja się nie bawiłem.

Ogólnie to jestem konserwatywny w sprawie imprez. Nie kręcą mnie imprezy, na którym puszczają jakąś prymitywną, nudną i monotonną muzykę, do której trzeba "tańczyć" (house, techno, dupstep je but, je but, je but... alternatywnie SWAG'owaci piosenkarze i moja ukochana Nicki Minaj :D) na których trzeba chlać nie wiadomo ile, jarać fajki, wciągać amfę, wszędzie słychać słowa na K, na P, D...
Baba z babą, chłop z chłopem, jak popadnie w tę i nazad (...) Odurzeni alkoholem i narkotykami nie rozróżniają kto jest kto i parzą się jak żaby w bajorze, a to wszystko w rytm satanistycznej muzyki "umcia-umcia"
(patrz "Świat Wedlug Kiepskich odc. 265 Impreza")
Wyyznacznikiem dobrej "zabawy" jest czas spędzony "klęcząc przed tronem" (patrz podpis).

Wole chodzić na abstynenckie, kulturalne, rozbudowane i oryginalne imprezy.

Jak jest się intro to najlepiej mieć nastawienie, że jest się lepszym od tych "ekstra", bo nie chleję litrami jak jakiś "Mietek spod Biedronki", nie chodzę naćpany po ulicy jak jakiś narkoman (każdy wie jak taki ćpun wygląda), nie jedzie mi z mordy tytoniem (muszę przyznać, że dla mnie nastolatka, która jara i chleje, wygląda jak "dziwak płci żeńskiej" badająca stan techniczny latarni drogowych), ludzie mają do mnie szacunek ze względu na nie używanie "żul-slangu", jestem lepiej wykształcony, mam większe szanse na osiągnięcie bardzo ambitnego celu (Albert Einstein, Abraham Lincoln, Leonardo da Vinci to dopiero skromny początek bardzo długiej listy), oraz że nie dostaniesz jakiejś choroby psychicznej po trzydziestce (podobno na zachodzie brakuje już miejsc w psychiatrykach, bo jest epidemia wypalenia zawodowego, wywoływana m.in. brakiem czasu na sen i odpoczynek od wszystkiego, co dotyczy głownie ekstrawertyków).
Mam dużo innych powodów, ale nie mam zbytnio czasu na rozpisywanie się :).
Dlaczego pacjenci ma oddziale chirurgii są zawsze rozgadani?
Bo są otwarci.

kosmonauta80
Introwertyk
Posty: 88
Rejestracja: 07 wrz 2012, 20:19
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Tarnów

Re: Nie potrafię się bawić

Post autor: kosmonauta80 » 11 lis 2012, 16:32

Jeżeli narzekasz, że kobieta Tobą rządziła to miej pretensje do swojego poziomu testosteronu. Wystarczyło jej wytłumaczyć o co chodzi. Gdyby nie zrozumiała to znaczy, że jest za głupia dla Ciebie i niech spada.

Awatar użytkownika
highwind
Legenda Intro
Posty: 1771
Rejestracja: 15 paź 2011, 10:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 1w9
MBTI: istj
Lokalizacja: wro

Re: Nie potrafię się bawić

Post autor: highwind » 11 lis 2012, 16:55

Zour pisze:Ogólnie to jestem konserwatywny w sprawie imprez. Nie kręcą mnie imprezy, na którym puszczają jakąś prymitywną, nudną i monotonną muzykę, do której trzeba "tańczyć" (house, techno, dupstep je but, je but, je but... alternatywnie SWAG'owaci piosenkarze i moja ukochana Nicki Minaj :D) na których trzeba chlać nie wiadomo ile, jarać fajki, wciągać amfę, wszędzie słychać słowa na K, na P, D...

Wole chodzić na abstynenckie, kulturalne, rozbudowane i oryginalne imprezy.

Jak jest się intro to najlepiej mieć nastawienie, że jest się lepszym od tych "ekstra", bo nie chleję litrami jak jakiś "Mietek spod Biedronki", nie chodzę naćpany po ulicy jak jakiś narkoman (każdy wie jak taki ćpun wygląda), nie jedzie mi z mordy tytoniem (muszę przyznać, że dla mnie nastolatka, która jara i chleje, wygląda jak "dziwak płci żeńskiej" badająca stan techniczny latarni drogowych), ludzie mają do mnie szacunek ze względu na nie używanie "żul-slangu", jestem lepiej wykształcony, mam większe szanse na osiągnięcie bardzo ambitnego celu (Albert Einstein, Abraham Lincoln, Leonardo da Vinci to dopiero skromny początek bardzo długiej listy), oraz że nie dostaniesz jakiejś choroby psychicznej po trzydziestce (podobno na zachodzie brakuje już miejsc w psychiatrykach, bo jest epidemia wypalenia zawodowego, wywoływana m.in. brakiem czasu na sen i odpoczynek od wszystkiego, co dotyczy głownie ekstrawertyków).
Mam dużo innych powodów, ale nie mam zbytnio czasu na rozpisywanie się :).
Znowu jakiś trolling? WTF did i just read?

Awatar użytkownika
Zour
Intronek
Posty: 72
Rejestracja: 10 lis 2012, 17:52
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: von Ohlau

Re: Nie potrafię się bawić

Post autor: Zour » 11 lis 2012, 17:03

kosmonauta80 pisze:Jeżeli narzekasz, że kobieta Tobą rządziła to miej pretensje do swojego poziomu testosteronu. Wystarczyło jej wytłumaczyć o co chodzi. Gdyby nie zrozumiała to znaczy, że jest za głupia dla Ciebie i niech spada.
Byłem wtedy młody i głupi (gimnazjum). Poza tym nie widzę w mojej wiadomości narzekania, tylko opinię i opis. Jak nie wiesz dokładnie wszystkiego co-gdzie-jak-z kim robiłem i co myślałem to lepiej nie komentuj.
Tłumaczenie tej idiotce nic nie dało, więc ją już dawno rzuciłem (i niech spada na drzewo!).
Poza tym moi ekstrawertyczni rodzice naciskali mnie na nią.

I dzięki za zepsucie humoru na resztę dnia.
Dlaczego pacjenci ma oddziale chirurgii są zawsze rozgadani?
Bo są otwarci.

Awatar użytkownika
limonka
Intronek
Posty: 66
Rejestracja: 30 kwie 2012, 22:55
Płeć: kobieta
Enneagram: 5w4
MBTI: INTJ

Re: Nie potrafię się bawić

Post autor: limonka » 11 lis 2012, 17:51

Zour pisze: Jak jest się intro to najlepiej mieć nastawienie, że jest się lepszym od tych "ekstra", bo nie chleję litrami jak jakiś "Mietek spod Biedronki", nie chodzę naćpany po ulicy jak jakiś narkoman (każdy wie jak taki ćpun wygląda), nie jedzie mi z mordy tytoniem (muszę przyznać, że dla mnie nastolatka, która jara i chleje, wygląda jak "dziwak płci żeńskiej" badająca stan techniczny latarni drogowych), ludzie mają do mnie szacunek ze względu na nie używanie "żul-slangu", jestem lepiej wykształcony, mam większe szanse na osiągnięcie bardzo ambitnego celu (Albert Einstein, Abraham Lincoln, Leonardo da Vinci to dopiero skromny początek bardzo długiej listy), oraz że nie dostaniesz jakiejś choroby psychicznej po trzydziestce (podobno na zachodzie brakuje już miejsc w psychiatrykach, bo jest epidemia wypalenia zawodowego, wywoływana m.in. brakiem czasu na sen i odpoczynek od wszystkiego, co dotyczy głownie ekstrawertyków).
Mam dużo innych powodów, ale nie mam zbytnio czasu na rozpisywanie się :).
:shock:
Muszę cię zmartwić Zour. Pewnie to zburzy twój światopogląd, ale introwertykom też zdarza się chlać, ćpać a nawet chorować psychicznie. Trochę pokory człowieku.

Awatar użytkownika
amls
Intronek
Posty: 72
Rejestracja: 17 paź 2012, 21:13
Płeć: kobieta
Lokalizacja: Poznań

Re: Nie potrafię się bawić

Post autor: amls » 11 lis 2012, 18:11

Zour pisze:oraz że nie dostaniesz jakiejś choroby psychicznej po trzydziestce (podobno na zachodzie brakuje już miejsc w psychiatrykach, bo jest epidemia wypalenia zawodowego, wywoływana m.in. brakiem czasu na sen i odpoczynek od wszystkiego, co dotyczy głownie ekstrawertyków).
Nie sądzę, że to dotyczy głównie ekstrawertyków. Moim zdaniem, takie wypalenie zawodowe, pracoholizm równie często spotyka intro. No i dla ekstrawertyka odpoczynkiem od wszystkiego będzie, np. całonocna impreza, a brak snu nie będzie dla niego przeszkodą, bo będzie wypoczęty psychicznie. Natomiast introwertyk wybierze inną formę wypoczynku.

ODPOWIEDZ