Niech żyją odludki

Porady, rozważania, eseje i tym podobne.
Introwertyzm
Introrodek
Posty: 14
Rejestracja: 26 gru 2014, 16:30
Płeć: nieokreślona

Niech żyją odludki

Post autor: Introwertyzm » 26 gru 2014, 16:36

Niech żyją odludki

Sypiesz anegdotami jak z rękawa, na zebraniach brylujesz, masz pół tysiąca znajomych na Facebooku? Twoje panowanie na salonach i w biurze dobiega końca. Nadchodzi epoka samotników.

Susan Cain, znana nowojorska prawniczka, jeszcze dwa miesiące temu zajmowała się głównie dziećmi, dla których zrezygnowała z pracy, i blogiem, który mało kto czytał. Dziś jest bohaterką internautów, pracowników korporacji, a nawet czołowych intelektualistów. Właśnie wygłosiła wykład podczas prestiżowej konferencji TED, na którą zapraszani są najbardziej cenieni na świecie naukowcy. Jej wydana ostatnio książka „Quiet: The Power of Introverts in a World That Can’t Stop Talking” (Cisza: Siła introwertyków w świecie, który nie przestaje gadać) w ekspresowym tempie znalazła się na szczycie listy bestsellerów „New York Timesa”.

Autorka ma jednak pewien problem z tą falą popularności. Jako zdeklarowana introwertyczka, zamiast oddawać się pogawędkom na bankietach, najchętniej zamknęłaby się w domu. Przez lata walczyła z tym naturalnym odruchem. I wcale nie dlatego, że jest nieśmiała. Introwertycy po prostu funkcjonują najlepiej, gdy bodźców z otoczenia – również towarzyskich – jest niewiele. Przypływ energii czują, gdy są sami, a od gromady znajomych wolą świat uczuć i wrażeń. Choć nie muszą być odludkami, rzadko bywają duszą towarzystwa. Zamiast rzucać błyskotliwe riposty, korzystają z pamięci długotrwałej, więc w czasie rozmowy często czują w głowie pustkę. Zyskują za to w mniejszej grupie. Lepiej zapamiętują, dobrze słuchają i są mistrzami we wszystkim, co wymaga skupienia.

Jednak często, podobnie jak Susan Cain, uważają, że coś z nimi jest nie tak. Autorka marząc o wieczorze z książką, chodziła na imprezy, a zamiast zdawać na ukochane literaturoznawstwo, poszła na prawo. Wszystko po to, by nie wyjść na dziwaczkę. – Padłam ofiarą terroru ekstrawertyzmu – mówi Cain. – Od dziecka uczy się nas, że powinniśmy być otwarci, wygadani i towarzyscy – dodaje. Samotny, skryty i co gorsza niepopularny uczeń traktowany jest jak odchylenie od normy – nieudacznik albo trudny przypadek wychowawczy.

Republika hałasu

W Stanach Zjednoczonych kult ekstrawersji osiągnął takie rozmiary, że grupa naukowców związanych z Amerykańskim Towarzystwem Psychologicznym forsuje nawet uznanie introwersji za przesłankę do diagnozowania chorób psychicznych. – W praktyce introwersja już traktowana jest jak skaza – twierdzi Diana Senechal, znana amerykańska specjalistka od edukacji, autorka wydanej w styczniu głośnej książki „Republic of Noise: The Loss of the Solitude in Schools and Culture” (Republika hałasu: brak samotności w szkolnictwie i kulturze), w której wytyka szkołom, że wychowują pokolenie pustych krzykaczy.

Nauczyciele owładnięci ideą pracy grupowej mimochodem promują najbardziej wygadanych i przebojowych uczniów, bo to oni są w stanie szybko pokierować zespołem. W pracy jest podobnie. Od lat 70. przestrzeń przypadająca w biurze na pracownika skurczyła się średnio o trzy metry kwadratowe, więc w halach open space introwertycy cierpią od nadmiaru bodźców. Szefami zostają częściej ekstrawertycy, bo to oni brylują na spotkaniach i najszybciej forsują swoje idee. Niesłusznie, bo – jak twierdzi Cain – to, że ktoś jest wygadany, nie oznacza, że ma pomysły, które sprawdzą się w firmie i zwiększą jej zyski.

W kulcie niedouczonych przebojowych krzykaczy,którzy opanowali gabinety prezesów największych przedsiębiorstw, upatruje się też jednej z przyczyn światowego kryzysu gospodarczego. Wielu szefów firm z Wall Street przyznało w rozmowach z Cain, że bardziej ostrożni, skupieni i introwertyczni pracownicy zapewne szybciej zauważyliby symptomy nadciągającego krachu.

To ważna nauczka na przyszłość, ta bowiem może należeć do introwertyków. Już dziś zachodnie firmy muszą wiele uwagi poświęcać konkurentom z Azji. Niektóre są wręcz przejmowane przez Chińczyków czy Koreańczyków. A w kulturze azjatyckiej introwertyzm jest znacznie wyżej ceniony niż ekstrawertyzm. To nie wszystko. Dzisiaj największe dochody przynoszą inwestycje w branże, które opierają się głównie na pracy wykształconych specjalistów introwertyków. To oni mogą stworzyć następne iPhone’y, zaprojektować samochody przyszłości czy leki nowej generacji.

Świetne wiadomości dla samotników mają również naukowcy. Z ich badań wynika, że popnaukę z poradników psychologicznych, zalecających introwertycznym pracownikom sztucznie podkręcać zdolności społeczne, można włożyć między bajki. Adam Grant, profesor szkoły biznesu na Pennsylvania University, w badaniu nad 130 przedsiębiorstwami wykazał, że introwertyczni szefowie są o wiele bardziej skuteczni w zarządzaniu. To im najczęściej powierza się tworzenie nowych produktów albo wymyślanie strategii wyjścia z trudnej sytuacji. Co więcej, prof. Grant udowodnił, że spokojniejsi, cichsi i mniej atrakcyjni towarzysko pracownicy podejmują mniej ryzykownych decyzji rzadziej narażają firmy na straty.

Introwertycy są ciekawi swoich pracowników, świetnie ich motywują i częściej chwalą. Natomiast ekstrawertycy zazwyczaj nie słuchają podwładnych i tym samym nie potrafią wykorzystać ich potencjału. Co gorsza, często czują się zagrożeni przez dobrych pracowników, których – ze stratą dla firmy – eliminują. W efekcie tam, gdzie zatrudniono kreatywnych podwładnych, ekstrawersja szefów sprawiała, że zyski były niższe o 14 proc.

Ogniwo ewolucji

Najbardziej kreatywne przedsiębiorstwa już zaczynają te teorie przekuwać w praktykę. W Backbone Entertainment, firmie zajmującej się tworzeniem oprogramowania do gier komputerowych, dział HR postanowił dogodzić inżynierom introwertykom. Przestrzeń open space przedzielono ściankami z płyt kartonowo-gipsowych. Początkowo szefowie obawiali się, że z tego powodu zmniejszy się kreatywność, bo przecież trudno jest wspólnie wymyślać nowe rozwiązania, gdy każdy ukrywa się we własnym pokoiku. Okazało się jednak, że po zmianie wystroju biura wzrosła zarówno produktywność, jak i kreatywność pracowników. Do owocnej współpracy wystarczały im cotygodniowe spotkania.


Autor: Maja Gawrońska
http://stylzycia.newsweek.pl/niech-zyja ... 2,1,1.html

ODPOWIEDZ