Dzień dobry, ja tu tylko sprzątam

Proza, poezja, opowiadania
Awatar użytkownika
ArcanamPersonam
Wtajemniczony
Posty: 7
Rejestracja: 16 lis 2014, 19:12
Płeć: kobieta
Enneagram: 4w5
MBTI: INFP

Dzień dobry, ja tu tylko sprzątam

Post autor: ArcanamPersonam » 05 gru 2014, 18:13

Witam, to mój pierwszy post na tym forum.
W tym wątku chciałabym umieszczać moje średniej jakości wytwory.
Prosiłabym o konstruktywną krytykę i byłabym bardzo wdzięczna za jakąś radę od kogoś bardziej doświadczonego.
Piszę od bardzo niedawna, toteż przyłapuję się dość często na rymach częstochowskich, za które z góry przepraszam.
Żywię cichą nadzieję, że nie popłynie rzeka "hejtu" już na samym początku.

***
Żrący kwas żalu trawi me wnętrzności
Serce żywym ogniem płonie, ogarniają mdłości
W tym okropnym świecie tak wiele zła bólu i cierpienia
Dusząc się we własnych wymiocinach giną dziecięce marzenia

Mój drogi przyjacielu, który cierpisz niedolę
Zbiorę całą swą życiową wolę,
Ofiaruję Ci mą duszę
I zakończę Twe katusze

Gotowam czynić to bez wahania
Ale na nic me starania
Nic już dla Ciebie uczynić nie mogę
Jak tylko obserwować tę scenę, budzącą w sercu trwogę

Okrutne, zaprawdę, scenariusze pisze życie
Lecz możemy tylko płakać skrycie
Zaległa cisza
Masz bardzo smutne życie, przyjacielu

Awatar użytkownika
Irracjonalny
Rozkręcony intro
Posty: 157
Rejestracja: 14 wrz 2014, 21:12
Płeć: mężczyzna

Re: Dzień dobry, ja tu tylko sprzątam

Post autor: Irracjonalny » 05 gru 2014, 21:55

Jak na początki to nawet, nawet.
Co zauważyłem, to to, że wymuszasz rymy, co nie jest konieczne. Pobaw się, poprzestawiaj. Nie skupiaj się tylko na rymach końcowych, wymieszaj trochę. - Takie spostrzeżenia laika.
Nie wiem, co by tu jeszcze... Nie znam się.
Niech ktoś bardziej kompetentny się wypowie. :P

eirses

Re: Dzień dobry, ja tu tylko sprzątam

Post autor: eirses » 07 gru 2014, 15:55

Jestem w szoku, że coś opublikowałaś : | teraz Cię skrytykuję, bo mogę: tak jak przedmówca uważam, że wstawiasz rymy na siłę.Ogólnie wiersz mi się podoba, zwłaszcza pierwsza zwrotka ze względu na turpizmy. No i chyba widzę tutaj wątki autobiograficzne, co? W każdym razie, pisz dalej, bo fajnie obserwuje się Twój rozwój, chociaż wcale nie czytałem dużej ilości Twoich wierszy.

Awatar użytkownika
ArcanamPersonam
Wtajemniczony
Posty: 7
Rejestracja: 16 lis 2014, 19:12
Płeć: kobieta
Enneagram: 4w5
MBTI: INFP

Re: Dzień dobry, ja tu tylko sprzątam

Post autor: ArcanamPersonam » 10 sty 2015, 23:59

"Syntetyczna dusza"
W środku mrowiska, przy biurku z Ikei
Siedzi niedołężna kreatura, co się zowie
"Współczesnym Poetą"
Gdy nagle stał się dziw niewytłumaczalny.
Nasz bohater wczytując się w słowa "pradawne"-
Jak masa stwierdziła "nieaktualne"
Nagle coś poczuł, jakoby
Ta pompa z rurkami silikonowymi
Prawdziwie ludzkim ciepłem zapałała.
A wtedy zaczęły się dziać rzeczy niezwykłe.
Nie tylko patrzał, ale i widział.
I ujrzał plastik pierścienia na dłoni,
Metkę z "ha-emu" przy koszuli z żabotem,
"Made in China" na porcelanie,
Logo marketu na starym zegarze.
I tak oto "Współczesny Poeta"
Przez XXI wiek ometkowany,
Podszedł do okna z którego
Nie było widać jednego drzewa.
Wdychając głęboko dwutlenek węgla,
Chcąc chociaż przez chwilę poczuć smak wolności,
Rzucił się w otchłań nieskończoności.
Wiatr rozwiał mu włosy, łza w oku błysła,
Przez chwilę poczuł, że jednak żyje
I umarł.
A tłuści panowie w garniturach,
zapłakali sztucznymi łzami nad jego
Syntetyczną duszą
Zamykając wieko plastikowej trumny.

Awatar użytkownika
Alicjaghf
Introrodek
Posty: 16
Rejestracja: 28 gru 2014, 20:22
Płeć: kobieta
Enneagram: 5w4
MBTI: INTJ

Re: Dzień dobry, ja tu tylko sprzątam

Post autor: Alicjaghf » 11 sty 2015, 18:42

Utwory mają duszę, bardzo to lubię. tworzą nowy sposób na życie.
Nie skrytykuję, nie potrafię.
"Czym jest ścieżka? Nie ma ścieżki. Dalejże w nieznane."

lukasamd

Re: Dzień dobry, ja tu tylko sprzątam

Post autor: lukasamd » 11 sty 2015, 22:08

Ja po prostu powiem... dzień dobry :)

Awatar użytkownika
ArcanamPersonam
Wtajemniczony
Posty: 7
Rejestracja: 16 lis 2014, 19:12
Płeć: kobieta
Enneagram: 4w5
MBTI: INFP

Re: Dzień dobry, ja tu tylko sprzątam

Post autor: ArcanamPersonam » 12 lut 2015, 23:40

***
Ta istota świetlista, w pełnym blasku istnienia,
Niczym greckie rzeźby piękna,
Lecz twarz i serce ma z kamienia.
Czyżbyś był demonem,
Chcącym pożreć mą duszę?
Skazując mnie na wieczne katusze.
Spojrzeniem zmrażasz oceany
I topisz lodowce.
Dlaczego więc marnujesz czas
Na patrzenie mi w oczy.
W pięknym wysadzanym kielichu
Podajesz mi truciznę o słodkim smaku.
A ja zanurzam w niej spierzchnięte usta
I piję do dna.
Nie zostawiając ani kropli.
Może to tylko złudne wrażenie,
Wywarte na zlęknionej duszy.
Nie.
Ale nic to.
Lepiej  z przyjacielem przemierzać niebezpieczne krainy,
Krętymi ścieżkami pełnymi dziwności.
Niż tonąć w gęstym mroku.
W trawiącej życie samotności.

Racter
Rozkręcony intro
Posty: 224
Rejestracja: 23 sty 2015, 16:15
Płeć: mężczyzna

Re: Dzień dobry, ja tu tylko sprzątam

Post autor: Racter » 13 lut 2015, 20:13

Każdy kolejny wiersz wyraźnie co raz lepszy :) W tym ostatnim trochę zgrzytnęły mi wersy
Chcącym pożreć mą duszę?
Skazując mnie na wieczne katusze.
Brzmi trochę, jakbyś na siłę chciała wrzucić ten rym 'duszę-katusze'. Moim zdaniem gdyby wykreślić ten drugi wers byłoby lepiej, ale nie wiem, nie znam się, pisałem trochę amatorsko, ale lata temu i moje wierszydła były o klasę gorsze od Twoich, także tego :P

Awatar użytkownika
ArcanamPersonam
Wtajemniczony
Posty: 7
Rejestracja: 16 lis 2014, 19:12
Płeć: kobieta
Enneagram: 4w5
MBTI: INFP

Re: Dzień dobry, ja tu tylko sprzątam

Post autor: ArcanamPersonam » 12 mar 2015, 21:16

"Testament"
Nie nazywaj mnie poetą.
Budzisz we mni wyrzuty sumienia.
Proszę,
Nie nazywaj mnie artystą.
Na to miano trzeba sobie zasłużyć.
Jestem tylko żywym
Pasmem niepowodzeń.
Cóż po mnie zostanie?
Sterta papierów, bez żadnej wartości,
Rachunki i długi do zapłacenia,
Pamięć efemeryczna, jak ostatnie śniegi
I garść miłości,
Wśród kości bielejących.

Racter
Rozkręcony intro
Posty: 224
Rejestracja: 23 sty 2015, 16:15
Płeć: mężczyzna

Re: Dzień dobry, ja tu tylko sprzątam

Post autor: Racter » 15 mar 2015, 12:47

Heh, jedni poeci piszą o tym, jak ich poezja przetrwa wieki ("Exegi monumentum"), inni z kolei rozmyślają nad marnością ich twórczości i życia... bardzo smutny wiersz.

Może wzbudzę w Tobie wyrzuty sumienia ;), ale tak, jako poetka radzisz sobie całkiem nieźle. Pisz dalej i nie bój się pokazywać tego innym, w końcu talent masz :) No i zachęcam też do udzielania się na forum również w innych działach. :)

Awatar użytkownika
ArcanamPersonam
Wtajemniczony
Posty: 7
Rejestracja: 16 lis 2014, 19:12
Płeć: kobieta
Enneagram: 4w5
MBTI: INFP

Re: Dzień dobry, ja tu tylko sprzątam

Post autor: ArcanamPersonam » 30 mar 2015, 18:07

Zbrodnia w dworku Mallorych

Wieczorny, delikatny wiatr bawił się kosmykami długich czarnych włosów kobiety stojącej na balkonie w wytwornej, ciężkiej sukni. W jej czarnych głębokich oczach odbijały się gwiazdy. Usłyszała szelest w ogrodzie na dole. Wzdrygnęła się i wróciła do pomieszczenia, z którego wyszła. Zasiadła przy biurku i wyjęła pióro, by zapisać notatkę w zeszycie oprawionym w czerwoną skórę ze złotymi ornamentami. Niczego nieświadoma zaczęła pisać w książeczce, a za jej plecami, zza kotary zasłaniającej okno powoli wyłoniła się ręka z obrączką na palcu, trzymająca srebrny, połyskujący w świetle księżyca nóż.

____________________________ * * * ___________________________


Wschodzące wiosenne słońce padało na chłodne ściany dworku pogrążonego w sennej zadumie, leżącego na obrzeżach Londynu, daleko od zgiełku miasta. Wiekowe mury obrastały bluszczem.
Ostatni żyjący potomek szlacheckiego rodu, do którego należał ten dwór, powoli otworzył oczy.
Edward Hathorne podniósł się i podszedł do okna.
- Minęło już dziesięć lat od śmierci stryja- pomyślał.- Najpierw matka-zmarła przy porodzie- siedem lat potem ojciec, podróżnik, zapadł w śpiączkę afrykańską przenoszoną przez muchy tse-tse. To właśnie wtedy zostałem oddany pod opiekę stryja. Był zawsze dla mnie bardzo surowy, a jednak mi go teraz brak.- Nagle rozległo się pukanie, które wyrwało mężczyznę z rozmyślań. Po chwili drzwi otworzyły się, a za nimi ukazał się służący, z informacją o przybyciu Alberta. Edward ucieszył się, słysząc ową wiadomość. Albert- młody, zaledwie dwudziestodwuletni chłopiec był jednocześnie najlepszym przyjacielem i wiernym towarzyszem wielu podróży i przygód Edwarda. Natknęli się na siebie jeszcze za życia stryja Edwarda, gdy ten miał 20 lat, zaś Albert jedynie dwanaście. Spotkanie miało miejsce na promie z Anglii do Francji. Stał się on stał się sceną dramatycznej zbrodni, której zagadkę udało im się razem rozwikłać. Od tego czasu chłopiec towarzyszył arystokracie, który lubował się w rozwiązywaniu zawikłanych spraw kryminalnych.
Edward ubrał się pośpiesznie, po czym zszedł po schodach i chwilę potem witał się z chłopcem w dużym, wypełnionym światłem pokoju gościnnym. Posadził Alberta w fotelu nabijanym czerwonym atłasem w wymyślne wzory, zaś sam usiadł naprzeciwko, po drugiej stronie rokokowego, rzeźbionego w białym drewnie z pozłacanymi elementami, stolika do kawy.
-I cóż powiesz, mój drogi przyjacielu? Przyjeżdżasz dziś z konkretną sprawą?
-Tak, Edwardzie. Wczorajszego wieczoru dostałem depeszę od starego, poczciwego pułkownika Mc Louisa. Stała się rzecz straszna- razem z żoną i córkami gościł u Lady Jane Mallory. Mieli się u niej zatrzymać na kilka dni, po czym jechać dalej pociągiem do rodziny w hrabstwie Cambridgeshire. Tej samej nocy, której mieli wyjechać, żona pułkownika została brutalnie zamordowana w pokoju, który zajmowała. Wszyscy goście, łącznie z samą panią domu, są szczerze przerażeni. Nikt nie może opuścić posiadłości, aż do rozstrzygnięcia sprawy, jednak jak wiesz, miejscowa policja nie jest zaliczana do orłów w swoim fachu. Pułkownik Mc Louis prosi nas o jak najszybsze przybycie.
-Biedna Katherine, pamiętam ją jeszcze z czasów, młodości.- westchnął- Kto mógł zabić to kruche stworzenie? Z tego co wiem, nie miała wrogów. Wiodła, jeśli mogę tak powiedzieć, dosyć zwyczajny, żeby nie powiedzieć, nudny żywot. Miała męża, dwie córki, nie angażowała się zbytnio w społeczne życie Londynu. Tacy ludzie zazwyczaj nie mają wielu wrogów.- Zamyślił się- za chwilę poślę mojego służącego po bilety na pociąg. Charlie!
Charlie, młody służący pojawił się w drzwiach i skłonił mężczyznom.
- Zarezerwuj nam bilety na pociąg do Abridge. Ja i Albert złożymy dziś wieczór wizytę Lady Mallory.


________________________ * * * _______________________


Młody mężczyzna, podobny do mitycznego Apollina, oparł głowę na ręce i obserwował zostające w dali, kwitnące jabłonki, rozległe, oblane słonecznym blaskiem pola i mroczne, gęste lasy. Niebawem zajdzie słońce i pozbawi go możliwości obserwowania widoku za oknem.
-O czym myślisz Albercie?
-O niczym szczególnym, przyjacielu. Którą mamy godzinę?
- Wpół do siódmej. Za dwie godziny powinniśmy być na miejscu. Czy Mc Louis wspominał o pozostałych gościach?
- Owszem, prócz pułkownika i jego córek w posiadłości obecnie gości siedem osób: Elżbieta Rosè- francuska hrabina w podeszłym wieku, Anna- młodziutka, dwudziestoletnia Polka, służąca hrabiny, niedawno wyszła za mąż za jakiegoś marynarza z Włoch, Jack Brown- starszy mężczyzna, właściciel dużej firmy zajmującej się naprawą zegarów, Anthony Williamson- hodowca egzotycznych ptaków, ekscentryk i odludek, Johenn Xaver Hendricks- niemiecki malarz, interesuje się także zielarstwem, oraz Alexander William Petre- dwunastoletni bratanek Lady Jane, wraz ze swą guwernantką, czterdziestoletnią Niemką- panią Regine Steiner.
- Cóż za doborowe towarzystwo!- zaśmiał się Edward.
-No cóż, Lady Mallory zawsze miała tendencje do spraszania do siebie ekscentrycznych gości.
- Najwyraźniej zbyt ekscentrycznych.- odparł chłodno detektyw
- Śmierć czeka na nas za każdym rogiem, nie sposób jej ominąć.
- Cóż to za nagła wewnętrzna przemiana w Tobie zaszła, Albercie? Znów naczytałeś się tych przegnitych do cna wierszy dzisiejszych poetów? Zaprawdę, lepiej zająłbyś się czymś bardziej pożytecznym, zamiast siedzieć w domu i fermentować. Jesteś zbyt młody i wolny na takie trawienie czasu.
- To kwestia sporna. W każdym razie, co myślisz o naszych gościach?
- Mój drogi, nie uwłaczając przenikliwości pułkownika, uważam, że opieranie się na spostrzeżeniach opisanych w liście to niezbyt dobry pomysł. Ludzie wyglądają na tych, za których chcą uchodzić. Ich prawdziwe oblicze kryje się jednak w szczegółach. W nieświadomych odruchach zakorzenionych w najgłębszych warstwach naszej podświadomości.


_______________________ * * * ______________________



Pociąg zatrzymał się z typowym piskiem szyn. Detektywów po wyjściu na zewnątrz uderzyło chłodne, wieczorne powietrze. Aksamitny szalik Alberta powiewał na wietrze. Edwarda zawsze bawiło to, jak dużą wagę jego przyjaciel przywiązuje do wyglądu. Często żartował z niego z tego powodu.
Mężczyźni zeszli z peronu i powędrowali w stronę podstawionego dyliżansu. Woźnica pomógł im załadować ich brązowe, skórzane walizki. W gęstym mroku za oknem przewijały się ledwie widoczne drzewa, przybierające najrozmaitsze, smętnie powykrzywiane kształty. Okolica, jak gdyby miała świadomość zaistniałych wydarzeń, przybrała dosyć przygnębiający widok.
Po niedługim czasie zatrzymali się przed rozświetloną lampami parafinowymi posiadłością Lady Jane Mallory. Edward szedł przodem po kamiennej dróżce, mijając finezyjne kwiaty. Senny blask księżyca sączył się na azalie indyjskie*, rosnące niemalże przy samym wejściu. Detektyw uśmiechnął się gorzko- O ironio- pomyślał, po czym zastukał do drzwi mosiężną kołatką.


_______________________ * * * ________________________






*Azalia indyjska w mowie kwiatów oznacza błędną decyzję




Pani domu z pewnego rodzaju ulgą powitała detektywów. Służący zabrał ich walizki i zaniósł do pokoi, które przygotowała dla nich Lady Jane.
- Madame, czy moglibyśmy jeszcze dziś przystąpić do oględzin miejsca zbrodni? Rozumie Pani, w takich sprawach każda sekunda ma znaczenie.
- Ależ oczywiście, proszę za mną.
Właścicielka domu poprowadziła mężczyzn przez długi, oświecony migającym światłem świec korytarz o ścianach pokrytych krwisto-czerwoną tapetą z kwiecistym wzorem. Po drodze minęli starą francuską hrabinę, spoglądającą na nich nieufnie.
- Proszę jej wybaczyć- zaczęła półszeptem Lady Jane- jest dosyć chłodna, jeśli można tak powiedzieć, ale wystarczy ją lepiej poznać. Tak naprawdę jest czarującą osobą. -tu uśmiechnęła się perliście.
- Nie wątpię.- odparł Hathorne.
Z dolnego piętra dobiegały ich dźwięki fortepianu. Ktoś grał Księżycową Sonatę Ludwiga van Beethovena. Pani domu zatrzymała się nagle przed ciężkimi drzwiami z ciemnego drewna.- Oto pokój tej nieszczęsnej kobiety, nikt nie wchodził tam od chwili znalezienia ciała przez jej męża.- powiedziała drżącym głosem. Młody panicz Winslet wszedł pierwszy. Zaraz zanim podążył Edward. Lady Mallory nie weszła do środka, czekała na mężczyzn w drzwiach. Czujne oko Edwarda badało każdy cal pomieszczenia. Albert podszedł do bladych, leżących na łóżku zwłok. -Twarz została przykryta chustką przez pułkownika, tamtego fatalnego poranka, gdy ją odnalazł. -nadmieniła Lady Mallory, opierająca się o framugę drzwi. Starszy z mężczyzn podszedł do okna i przejechał palcem po parapecie. Był nieskazitelnie czysty.- Kiedy ostatnio kazała tu pani posprzątać?- zapytał.
-Przed przyjazdem gości, trzy dni temu.-odparła zaskoczona kobieta- dlaczego Pan pyta?- detektyw uśmiechnął się.- Proszę kazać przeszukać staw znajdujący się pod oknem. Mam dziwne przeczucie, iż na jego dnie znajdziemy rozwiązanie naszej zagadki.- zaśmiał się detektyw.
Czujne ucho Alberta dosłyszało odgłos szybkich kroków na parterze. Drgnął. Edward spojrzał na niego porozumiewawczo.
Wyszli z pokoju, a Lady Jane zamknęła za nimi drzwi na klucz.
Idąc korytarzem detektyw pukał kolejno do dziesięciu pokoi i słuchał zeznań gości, co było właściwie najmniej istotną kwestią. Cztery z pokoi były puste, a były to pokoje należące do młodego panicza Williama, Johenna Xavera Hendricksa, Anthony'ego Williamsona i hrabiny Elżbiety Rosè.

_________________________ * * * __________________________

Wszyscy goście zebrali się w jadalni i zasiedli do kolacji, posyłając sobie nawzajem nieufne spojrzenia. Po zjedzonym posiłku udali się do pomieszczeń przydzielonych im przez panią domu, w celu udania się na spoczynek. Gdy wszyscy byli już w swoich pokojach, powietrze rozdarł krzyk dochodzący z pokoju na parterze. Był to krzyk Alberta Winsleta.
Edward Hathorne poderwał się z łóżka jak oparzony i zbiegł na parter. Drzwi do pokoju Alberta były uchylone. Wszedł do środka. Zaraz za nim we framudze drzwi zaczęli pojawiać się kolejno Jack Brown, Lady Jane i pułkownik.
Albert leżał na ziemi i obficie krwawił z nosa, jęcząc. Edward klęczał przy nim i oceniał sytuację.- Nic mu nie będzie, został zadany cios w głowę, jednak to nic groźnego. Niech ktoś przyniesie zimną wodę i chustkę, trzeba zatamować krwotok z nosa. Pułkownik zniknął i po chwili wrócił z wiadrem zimnej wody i chustką. Edward obmył twarz Alberta wodą, zaś ten dźwignął się na ramionach do pozycji siedzącej.- Napadł na mnie. Ukrył się za zasłoną i zaszedł mnie od tyłu, ale w ostatniej chwili odwróciłem się i krzyknąłem. Nie udało mi się zobaczyć twarzy oprawcy. Jedyne co zauważyłem, to pierścień na lewej dłoni.- Wyśmienicie.- stwierdził detektyw uśmiechając się z satysfakcją.- Mamy już naszego przestępcę.
Zebrane towarzystwo spojrzało na niego pytająco.

_________________________ * * * __________________________

Następnego dnia rano detektyw kazał zebrać wszystkich w jadalni. Hrabina Rosé dyskutowała z panem Brownem na tematy polityczne, czemu przysłuchiwała się znudzona Anna. Niemiecki malarz wpatrzony był w długowłosego chłopca o złotych lokach i błękitnych, głębokich oczach, w skupieniu wygrywającego melodię na fortepianie. Annabeth i Anne Mc Louis siedziały obok ojca, ponuro plotąc wianki ze stokrotek nazbieranych rano do dużego, wiklinowego koszyka. Regine Steiner ze znużeniem przewracała stronnice jakiejś podrzędnej noweli. Tylko Anthony Williamson siedział na fotelu w rogu pomieszczenia i nerwowo spoglądał na zegarek.
Edward spojrzał po zebranych i uroczystym głosem obwieścił- Znaleźliśmy mordercę, jest z nami na tej sali.- dało się słyszeć ponury pomruk. Detektyw podszedł do szafy. Jeden z gości zbladł. Hathorne schylił się, otworzył szafę i wyciągnął z niej stertę prześcieradeł, spod której wypadła para przemokniętych męskich butów.- Czyżby czegoś pan nie zgubił, panie Hendricks?- zwrócił się do malarza. Ten zaś z wyrazem przerażenia na twarzy nie mógł wydusić z siebie ani słowa. Wszystkie oczy skierowały się na mężczyznę, co było wręcz idealnym momentem na ucieczkę. Prawdziwy morderca wymknął się ukradkiem tylnymi drzwiami i puścił się biegiem przez dziedziniec oblany słońcem. Niestety w bramie drogę przecięli mu Albert wraz z Alexandrem Rogersem, zaprzyjaźnionym oficerem Scotland Yardu.

_________________________ * * * __________________________

Detektyw spakował walizkę i pożegnał się z gośćmi i panią domu.
Na niego i Alberta czekała już podstawiona dorożka, mająca zabrać ich na pociąg powrotny do Londynu. Albert patrzył z podziwem na swojego przyjaciela. Udało im się rozwiązać kolejną zagadkę. Anthonego Williamsona przejęła miejscowa policja. Na jego nieszczęście, ślad po obrączce odbił się trwale na jego ręce, zaś skradzione, zbyt duże buty pewnego niemieckiego malarza, nosiły ślady upadku po drodze do stawu, na dnie którego został zatopiony nóż, wyrzucony przez okno w dniu morderstwa, nie do końca niewinnej Lady Katherine, będącej w posiadaniu pewnego dziennika, z dosyć niewygodnymi dla mordercy informacjami. Oczywiście resztki notesu z zamazanym atramentem, wyciągnięte ze stawu również znalazły się w walizce przeszukanej pod nieobecność podejrzanego. A ta spektakularna scena wyjawienia podstawionego mordercy i ucieczka prawdziwego winnego- tak bardzo przewidywalna. Edward uśmiechnął się i spojrzał na Alberta.
Tyle już lat minęło.

Racter
Rozkręcony intro
Posty: 224
Rejestracja: 23 sty 2015, 16:15
Płeć: mężczyzna

Re: Dzień dobry, ja tu tylko sprzątam

Post autor: Racter » 10 kwie 2015, 18:35

Z lekkim opóźnieniem, ale służę opinią. :)

Podoba mi się styl. Opisy są rozbudowane i kwieciste, operujesz słowem jak pędzlem malarskim. Masz słabość do zdań wielokrotnie złożonych (tak jak ja :P), co się chwali, ale to jest dość trudna sztuka. Ciężko jest ułożyć tego rodzaju zdanie, które byłoby jednocześnie bardzo obrazowe i nie psuło tempa czytania. No i trzeba mocno uważać na przecinki i powtórzenia.
Posadził Alberta w fotelu nabijanym czerwonym atłasem w wymyślne wzory, zaś sam usiadł naprzeciwko, po drugiej stronie rokokowego, rzeźbionego w białym drewnie z pozłacanymi elementami, stolika do kawy.
To zdanie na przykład jest bardzo ładne, ale "dźwiga" spory ciężar różniastych elementów opisowych. Albert (ani sadzający go Edward) nie jest bohaterem tego zdania, lecz rokokowy, rzeźbiony w białym drewnie z pozłacanymi elementami stolik do kawy. Ci, co mieli przyjemność (wątpliwą :P) czytać moje teksty, często zwracali uwagę, że niekiedy staram się za dużo upchać w jednym zdaniu.

To tyle odnośnie stylu. Co do samej opowieści, to widać w niej trochę nierówny "rozkład sił". Zagadka rozwiązana jest bardzo szybko. W porównaniu do rozbudowanego wprowadzenia, nie poświęciłaś wiele miejsca na poprowadzenie intrygi, dochodzenie, mylne tropy i co tam jeszcze w powiastkach detektywistycznych występuje. Oczywiście, artysta ma wolną rękę i może pisać jak mu się podoba - no i całkiem możliwe, że zagadka wcale nie jest clou problemu. Po prostu ta 'nieproporcjonalność' mi się rzuciła w oczy.

Na zakończenie powiem jedno - pisz dalej :). Talentu Ci nie brakuje. Chętnie poczytałbym coś jeszcze. No i ponownie zachęcam nasz forumowy personel sprzątający do wychylenia się ze swojego kącika i udzielania się również w innych miejscach. :)

Awatar użytkownika
ArcanamPersonam
Wtajemniczony
Posty: 7
Rejestracja: 16 lis 2014, 19:12
Płeć: kobieta
Enneagram: 4w5
MBTI: INFP

Re: Dzień dobry, ja tu tylko sprzątam

Post autor: ArcanamPersonam » 02 gru 2015, 18:10

Witam po długiej nieobecności.
***
Nie mów mi, jak mam żyć.
Moje życie- moja rzyć.
A Panu nic do tego,
Czy krawaty kupuję z kolegą.
Zdjęcia w sepii, windy, raki
Wszystko to na cenę złota!
Młodość moja, niesprzedana
Za społeczną aprobatę.
Nadstaw poślad, jeśli lubisz
I bij batem.
Po cóż pięknie i wyniośle
Mówić w niepoważnych czasach.
Bierzcie swoje latorośle!
Chodźmy puszczać się po lasach.

Awatar użytkownika
Saladin
Stały bywalec
Posty: 281
Rejestracja: 10 lut 2014, 23:29
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 7w8
MBTI: ENFP
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Re: Dzień dobry, ja tu tylko sprzątam

Post autor: Saladin » 02 gru 2015, 19:51

Moim skromnym zdaniem, Twój wiersz bardzo sprawnie podejmuję kwestię mediów społecznościowych i współczesnego stylu życia. Szczególnie podoba mi się ta ironia na końcu, stanowi idealne podsumowanie przesłania, jakie niesie Twój wiersz. Summa summarum wiersz ciekawie napisany i ogólnie bardzo dobry. :wink:
"The worst lies, are the lies you tell to yourself."

"Don't be sorry. Be better."

Mój kanał na youtubie: https://www.youtube.com/channel/UCBstmW ... LTis8vE-hA

Mój blog: http://javathelife.blog.pl/

Blog z moją antypoezją- http://antypoeta.blog.pl/ Zapraszam! :)

Obrazek

Awatar użytkownika
ArcanamPersonam
Wtajemniczony
Posty: 7
Rejestracja: 16 lis 2014, 19:12
Płeć: kobieta
Enneagram: 4w5
MBTI: INFP

Re: Dzień dobry, ja tu tylko sprzątam

Post autor: ArcanamPersonam » 04 gru 2015, 19:44

***
Życie nasze utopione
W oceanie łez i charków.
Nikt nie poda na otarcie
Białej chuste-czki od smarków.
Nawet jeśli ucho boli
Jeszcze wczoraj rozedrgane
Nawet jeśli Cię sam szatan
(Prosi)
"O dwa grosze, Miły Panie"
I gdy dzwonią telefony,
Które nigdy nie istniały
I gdy listo-pad nagle
za-mienia się w grudzień
Bezduszny kanar mandat
wypisuje z chłodną pogardą
Proszę nie płacz już Mój Drogi
Nawet jeśli w Owidiusza
każę Ci się ze mną bawić
Nie płacz Miły Towarzyszu.
Zamknij oczy, ukojenie
Dam ja Ci za wszelką cenę
Padnij zatem w me ramiona
Słuchaj rytmu bicia serca
Jeden moment jest ten drogi
Racz obdarzyć mnie uśmiechem
Opleć wokół blade nogi
Oczy zamydl słod-kim oddechem.
Nie płacz.

ODPOWIEDZ