Tfurczość Lynxa po raz drugi

Proza, poezja, opowiadania
Awatar użytkownika
Lynx
Introrodek
Posty: 20
Rejestracja: 27 gru 2014, 17:03
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Sosnowiec

Tfurczość Lynxa po raz drugi

Post autor: Lynx » 30 gru 2014, 19:13

Dobra poprzedni temat skasowało ;_;

Na początek chciałbym się z wami podzielić opowiadaniem, które zostało splagiatowane i sparodiowane przez Kościół Katolicki jako "Ludzie krzyże".
Opowiadanie nosi tytuł "Ludzie udręki". Znajomość settingu Planescape albo gry Planescape: Torment zalecana. W razie problemów pod tekstem parę wyjaśnień zamieszczam.
Proszę o nie rozpowszechnianie poza forum. :wink:
Był Ponurak, który narzekał na swoje życie. Skarżył się, że jest mu ciężko, bo leże niewygodne, za ciemne, za ciasne, że dochody za małe, że inne trepy, którzy podobne szkoły ukończyli, zarabiają daleko więcej brzdęków niż on. Mówił, że innym jest łatwiej żyć, że lepiej dają sobie radę ze złymi sfero-tkniętymi, z trudnymi okolicznościami, że nigdy nie trafiają w ślepaki, a jemu jest źle i to z roku na rok coraz gorzej. Twierdził, że gdyby się urodził kilka planów wyżej albo kilka planów niżej, to wtedy na pewno byłoby wszystko inaczej. Obijał się wciąż smutny, skwaszony, zniechęcony.
Razu pewnego, gdy spał, śniło mu się, że ktoś go budzi. Otworzył oczy i zobaczył postać unoszącą się koło jego łóżka. Chociaż nigdy Dabusa nie spotkał, wiedział, że to jest Dabus. Nie czuł w sobie żadnego lęku. Sługa Pani stał nad nim, jakby czekając na jego przebudzenie. A gdy spostrzegł, że on już nie śpi, łagodnym zapraszającym ruchem dał mu znak, aby wstał:
- Wstań proszę – stwierdził rebus unoszący się nad jego głową. Albowiem każdy Dabus porozumiewa się za pomocą emitowanych przez siebie rebusów w dowolnym języku.
Śmiałek ów, wcale tym nie zdziwiony, podniósł się z łóżka. Stanął obok tajemniczego gościa. Popatrzył pytająco na niego. A wtedy sługa Pani z uśmiechem wyświetlił:
- Pójdź, proszę, ze mną.
Śmiałek spytał go nieśmiało:
- Dokąd chcesz, żebyśmy poszli?
- Zaraz obczaisz - odpowiedział Dabus.
Podążył więc za nim. Dabus wiódł go przez jego leże, wyprowadził go przez drzwi i zaczął wstępować po schodach na górę. Ponurak wciąż nie wiedział, co to za ścieżka i co to ma wszystko znaczyć, ale nie śmiał pytać w obawie przed gniewem Pani. Był tylko pewny, że to chodzi o jakąś bardzo ważną sprawę, która go bezpośrednio dotyczy. Postępował w milczeniu za Dabusem coraz bardziej ciekawy, dokąd go wiedzie. Szli długo po schodach, aż stanęli przed kamiennym portalem. W pierwszej chwili nie mógł zorientować się, dokąd brama prowadzi, ale za moment poznał, że; to przejście wiodące na jego strych. Sługa Pani otworzył drzwi i weszli do wnętrza. Wtedy człowiek zobaczył, że to wcale nie jest strych jego domu. To był jakiś wielki plan, gdzie wszędzie stały i wisiały w powietrzu nagromadzone kule - tysiące, dziesiątki tysięcy, nieprzeliczona ilość; kule były różne, dziwne: ogromne, małe i całkiem maleńkie, proste i ozdobne, przejrzyste i błyszczące czy matowe i nieprzenikliwe, malowane różnymi kolorami czy połączone w nieskończenie ciągnące się łańcuchy. Przyglądał się uważnie tym kulom. Każda z nich była inna. Czasem zdawało mu się, że znalazł dwie identyczne, ale później zauważał, że tak nie jest, że różnią się pomiędzy sobą przynajmniej jakimś szczegółem. Spostrzegł też, a raczej poczuł, że coś ciąży mu u nogi. Był to bardzo długi łańcuch zawiązany w prosty acz skuteczny sposób u kostki nogi jego prawej. Wydawał się być nie do zerwania i jak na swoją długość i grubość ogniw był bardzo lekki. na końcu znajdował się pogięty haczyk.
Po chwili człek Przełamując strach przed Panią spytał Dabusa:
- Skąd tu tyle kul? Po co tu są? Czy wszystkie należą do Pani? Cóż to wisi u mej nogi? Ujrzał jego głos:
- To są wieloświatowe bóle.
- Bóle Wieloświata? - powtórzył człek, niewiele z tego rozumiejąc.
- Każdy ma jakieś bóle uczepione u swych nóg - wyświetlał dalej Dabus.
- Ach tak. Teraz rozumiem, dlaczego tyle tych kul i dlaczego każda z nich jest inna. Ale po co przyszliśmy tutaj? Dabus tak odpowiedział:
- Pani Bólu poleciła mi, abym ciebie tu przyprowadził.
- Pani? - zdziwił się ów śmiałek. - Dlaczego?
- Narzekasz na swoją udrękę. Mówisz, że ci bardzo ciężko wędrować przez plany. Pani zezwoliła, abyś tu przyszedł i znalazł sobie ból, jaki tylko zechcesz, i żebyś z tą nową kulą u nogi szedł dalej przez życie nie narzekając.
Człowiek słuchał tego, co Dabus mówił, prawie nie wierząc swoim uszom. W końcu powiedział:
- Czyż to jest możliwe, żeby Władczyni Sigil chciała się zajmować takim trepem jak ja? Nie jesteś ty aby Upadłym? – Czy jednak mógł być Nim jeśli unosił się nad ziemią? co prawda nigdy nie spotkał go w Mieście Drzwi, ale...
- Pani naprawdę przysłała mnie do ciebie – przerwał mu Dabus.
- Będę mógł wybrać Ból taki, jaki tylko zechcę? – spytał, wciąż jeszcze sceptyczny.
- Dla ciebie są wszystkie one, poprzebieraj je sobie jak chcesz.
- I będę mógł z nią iść przez całe życie? - pytał, chcąc się upewnić.
- Tak. Będziesz mógł iść z nim, jeżeli tylko zechcesz, przez całe Twoje życie - Odpowiedział mu sługa Pani.
Śmiałek wiedział już, którą kulę wybierze. Piękna, złota i transparentna sfera przyciągała jego wzrok od pierwszej chwili. W jej środku przylewała się świetlista ciecz niczym płynne światło. Pomyślał: "Wreszcie będę miał wspaniałe życie". Spytał nieśmiało Dabusa wskazując na małą sferę u koniuszków jego szaty:
- Czy mogę ją wziąć? Dabus skinął głową:
- Tak.
Uradowany człek objął dłońmi mocno upatrzoną kulkę, aby zaczepić ją u swojej nogi, ale nadaremnie. Nie potrafił jej nawet, ruszyć. Kula była bardzo ciężka. Mimo to śmiałek nie chciał z niej zrezygnować. Wytężył wszystkie siły. Nic nie pomogło. Kula nawet nie drgnęła. Zaskoczony tym i rozczarowany powiedział do Dabusa:
- Za ciężka.
- Spróbuj znaleźć inną, która będzie lepsza dla ciebie - wyświetlił spokojnie rebus. Człowiek rozejrzał się na boki i skierował w stronę innej sfery, również złotej, choć trochę większej, którą też wcześniej już spostrzegł. Kula ta była jakby wysadzana mniejszymi kulkami wszystkich kolorów tęczy. Podszedł do niego, z trudem przypiął łańcuch do zbyt małego otworu. Zrobił z nią parę kroków i przekonał się, że niestety ta też jest za ciężka, a poza tym dokuczliwie zaczepiają się o ziemię te wystające kulki, które go tak zachwycały. Odezwał się trochę do siebie, trochę do Dabusa:
- Jest niemożliwe, żebym mógł ją ciągnąć przez dłuższy czas.
- Znajdziesz na pewno sferę bardziej dla ciebie odpowiednią. Tylko nie zniechęcaj się - pocieszył go Dabus.
Śmiałek rozglądnął się w poszukiwaniu i po chwili podszedł do kuli też wielkiej jak głowa orka, która była zaś innego koloru. Jednakże, była ona również o wiele cięższa, ale za krótki. Gdy zahaczył ją sobie i zaczął z nim iść, łańcuch obcierał po nogach i plątał mu krok. Odłożył ją więc na miejsce. Wziął inną kulę, ale ta mu też nie odpowiadała. Potem spróbował iść z inną i znowu inny. Coraz bardziej nerwowo, już nie chodził, ale biegał po tym ogromnym planie szukając kuli dla siebie. Czas płynął, a on wybierał i wybierał bez końca. Wciąż nie mógł znaleźć kuli, z której byłby zadowolony. Bo były za wielkie albo z za małym oczkiem na haczyk, za ciężkie, albo zbyt uciskał go łańcuch, albo po prostu nie podobały mu się w fakturze lub kolorze. Już zdawało mu się, że nie zdecyduje się na żadną, że nie znajdzie dla siebie odpowiedniej. Przyszło mu nawet do głowy, że może przez zapomnienie czy przeoczenie nie zrobiono stosownej kuli dla niego. I gdy był na skraju rozpaczy, że będzie musiał wziąć jaką bądź kulę, pierwszą lepszą, wtedy właśnie runął jak długi. Twarzą wylądował na ziemi. Zaraz spostrzegł, iż powierzchnia jest niesamowicie gładka niczym pupcia niemowlęcia. Pewna myśl zaczęła formować się w jego głowie. Pozbierał się. I tak, miał rację, tam właśnie był uchwyt, o który się potknął.
- Znalazłem?!
- Cieszę się, że znalazłeś - odrzekł Dabus. – to jest właśnie twój ból. Cały ten czas stali na jednej wielkiej sferze ciągnącej się po horyzont. Niesamowite jak smok z Glauconshire, który tańczył kankana, a jednak prawdziwe.
- Ale czy będę w stanie ją uciągnąć? Nie widzę nawet końca mej udręki!
- Tenże plan jest wszystek twój. Cały ból tutaj jest tylko i wyłącznie twój. – wyraz twarzy Dabusa pozostawał niezmienny.
- Nie nazwałbym tego odpowiedzią. Czemu jednak Pani Bólu zainteresowała się właśnie mną? Czy jestem wyjątkowy? Czy znaczę coś wobec nieskończoności Wieloświata? Kimże jestem? – zapytał zaniepokojony.
- Każdy obieżysfer jest wyjątkowy. Stanowisz centrum, oś... środek Wieloświata. Wola Pani chadza tajemniczymi drogami.
- Czyż moja udręka ma jakiś cel? – zaniepokoił się śmiałek.
- Jest tego powód. To co ci teraz przekaże to największy sekret Wieloświata. – zaczął tajemniczo Dabus.
- ... – odpowiedział Ponurak.
- Spoiwem sfer i planów jest właśnie ból, bez niego sfery oddaliłyby się od siebie, a Sigil wyparowało. To obieżysferzy tacy jak ty i ich udręki są sensem naszego istnienia. Sensem Sigil, sensem jego Pani.

Więcej o Wieloświecie: http://pl.wikipedia.org/wiki/Planescape
Słownik slangu Sigil: http://www.starlight.piwko.pl/misc/cantpl.htm

Loża Ponurych (Ponuracy, Szaleńcy)
Uważają, że nie ma czegoś takiego, jak sens życia. Zdarzenia, jakie następują, nie mają żadnego wyższego celu. Można co najwyżej samemu nadać im jakieś znaczenie. Jedna z frakcji w Sigil, Mieście Drzwi.

Dabus(zamiennie z sługa Pani) – odpowiednik anioła z „Ludzi krzyży”, porozumiewa się z trepem za pomocą rebusów

Bóle = udręki!

Imię "Pani Bólu" nie wzięło się znikąd. Po części pochodzi ono od tego, że władczyni Sigil potrafi zadać prawdziwie olbrzymi ból swymi ostrzami, jednak głównie chodzi o to, co dzieje się w jej duszy.
Pani przeżywa prawdziwe katusze. Bóle serca, ducha, ciała i umysłu nie dają jej spokoju. Cierpi, gdyż widzi je również u swoich poddanych, pojawiające się w postaci niewidocznych ludzkim okiem bąbli na skórze. Sama je na nich zsyła, wiedząc, że to konieczne – konieczne dla istnienia Wieloświata i Sigil.

ODPOWIEDZ