Zauroczenie i nieśmiałość

W tym miejscu rozmawiamy o nieśmiałości, która to przypadłość częściej dotyka osoby introwertyczne.
Awatar użytkownika
Elektronovolt
Introrodek
Posty: 18
Rejestracja: 26 sie 2015, 0:16
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: INTP

Re: Zauroczenie i nieśmiałość

Post autor: Elektronovolt » 15 sty 2016, 20:20

MatiZ pisze:Pod koniec gimnazjum, gdy dojrzewanie nastolatków dobiegało końca i huśtawki nastrojów się skończyły, przestałem mieć jakiekolwiek obiekty westchnień. Do tej pory nic nie czuję i świetnie mi z tym. Mam wolny umysł i mogę zająć się sobą. Jakbym spojrzał w przeszłość na tamte dziewczyny, to uważam, że w przeciągu różnych lat miałem różne gusty i teraz nawet nie byłbym zainteresowany ich znajomością. Nie muszę męczyć się z tym uczuciem i zapominać o swoich prawdziwych pragnieniach, niż ciągle bezsensownie myśleć o kimś.
Podpisuję się obiema rękami i nogami pod tym co napisałeś!! Uważam, że naprawdę wspaniale jest móc poczuć się wolnym. Nie chcę zatem pozwolić aby jakakolwiek dziewucha zawładnęła moim umysłem. Wiodę naprawdę szczęśliwe życie, mam mnóstwo zainteresowań, dobre zdrowie i chęć do odkrywania nowych miejsc.
Obrazek

MatiZ
Rozkręcony intro
Posty: 160
Rejestracja: 18 wrz 2013, 17:23
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
MBTI: INFJ
Lokalizacja: Warszawa

Re: Zauroczenie i nieśmiałość

Post autor: MatiZ » 15 sty 2016, 21:29

Heh, tylko, żeby nie było, że uważam, że płeć przeciwna to "zuo". Jak już, to lepiej się zakochać i to ze wzajemnością z osobą o takich samych marzeniach, lub innych, ale też ciekawych. Na razie czuję się zbyt młodo i dziecinnie pod względem charakteru.

Awatar użytkownika
Fangtasia
Stały bywalec
Posty: 271
Rejestracja: 21 wrz 2014, 22:20
Płeć: kobieta
Lokalizacja: Poznań

Re: Zauroczenie i nieśmiałość

Post autor: Fangtasia » 15 sty 2016, 21:37

MatiZ pisze:Na razie czuję się zbyt młodo i dziecinnie pod względem charakteru.
Ah jak lubię jak ktoś tak mówi. :3 Ja też tak często sobie/innym mówię. I tak sobie myślę, że takie mniemanie o sobie jednak zwiastuje coś w rodzaju małej dojrzałości lub dopiero rodzącej się dojrzałości.

limonka
Intronek
Posty: 69
Rejestracja: 30 kwie 2012, 22:55
Płeć: kobieta
Enneagram: 5w4
MBTI: INTJ

Re: Zauroczenie i nieśmiałość

Post autor: limonka » 16 sty 2016, 14:59

Widzę, że w wątku wypowiadają się prawie sami mężczyźni,no to będzie jedna relacja z drugiej strony :) Pobieżna historia moich zauroczeń, doliczyłam się trzech poważniejszych, średnio 1 na okres edukacyjny.

1. Gimnazjum. Można powiedzieć, że była między nami chemia, poznaliśmy się na konkursie chemicznym :D Zaprosiłam go nawet na Naszej Klasie, no bo fb nie był wtedy jeszcze taki znany. Pamiętam podszepty koleżanek: "Bierz się za niego, komentuje Ci zdjęcia!" :lol: Ach ta gimbaza. Suma summarum, nic z tego nie wyszło, może właśnie dlatego, że jestem trochę nieśmiała. Później spotkałam go jeszcze raz przypadkiem po kilku latach, ale mnie nie poznał (może dlatego, że zrzuciłam dla niego wtedy całą nadwagę :P).

2. Liceum. Kolega brata z klasy. Niestety zawsze byłam dla niego tylko młodszą siostrą kumpla, nawet nie próbowałam za bardzo tego zmieniać. Można powiedzieć, że poczułam, co to friendzone na własnej skórze. Ale zawsze go lubiłam, teraz on jest w związku, a ja jak to można zaznaczyć na forum "w związku z samotnością", także nasze relacje są całkiem ok.

3. Studia. Znajomy koleżanki. Zauroczyłam się, bo intro, bo taki do mnie podobny i w ogóle. Pokrótce opisałam tę historię w wątku o otwieraniu się przed innymi ludźmi, to się nie będę powtarzać. W rankingu najdziwniejszych relacji, jakie w życiu stworzyłam, ta zdecydowanie zajmuje pierwsze miejsce, deklasując rywali. Czas mija, nasz kontakt bardzo się ograniczył, ale jakiś niesmak nadal pozostał.

I to by było na tyle. @MatiZ, @Elektronovolt, zazdro chłopaki, że już macie z tymi zauroczeniami spokój. Bo patrząc na te moje statystyki to już się boję co będzie, jak pójdę do pracy :P

Awatar użytkownika
Elektronovolt
Introrodek
Posty: 18
Rejestracja: 26 sie 2015, 0:16
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: INTP

Re: Zauroczenie i nieśmiałość

Post autor: Elektronovolt » 16 sty 2016, 17:14

limonka pisze: @MatiZ, @Elektronovolt, zazdro chłopaki, że już macie z tymi zauroczeniami spokój. Bo patrząc na te moje statystyki to już się boję co będzie, jak pójdę do pracy :P
Cieszę się, że opowiedziałaś nam o swoich sytuacjach tego typu. Zauroczenia potrafią naprawdę uprzykrzyć introwertykom życie, ale dzięki nim ma się co wspominać. ;)
Mam nadzieję, że również i Ty będziesz mogła cieszyć się wolnością tak jak my. :)
Obrazek

Awatar użytkownika
Nieśmiały
Wtajemniczony
Posty: 7
Rejestracja: 12 sty 2016, 11:54
Płeć: mężczyzna
Kontakt:

Re: Zauroczenie i nieśmiałość

Post autor: Nieśmiały » 20 sty 2016, 10:01

Miłość to piękne zjawisko ,potrafi wywrócić życie do góry nogami czujemy się lepiej gdy wiemy że ktoś jest z nami i o nas myśli pozytywnie.A jak to jest z relacjami między osobami nieśmiałymi? Nieśmiałość w relacjach damsko-męskich niekiedy jest barierą właśnie do poznania siebie nawzajem ale to są odrębne przypadki bo zazwyczaj miłość dwóch osób dodaje motywacji osobie nieśmiałej do walki z własną naturą i pokonywania jej u siebie od środka.
Morał z tego taki że w wielu przypadkach warto się zakochać bo daje nam to kopa do walki z nieśmiałością i stopniowego pokonywania jej w towarzystwie drugiej osoby która to docenia.
forum dla nieśmiałych niska samoocena [url=hhttp://niesmialosc.com.pl/showthread.php?tid=30]czat dla nieśmiałych[/url] czat dla niesmiałych

Awatar użytkownika
Elektronovolt
Introrodek
Posty: 18
Rejestracja: 26 sie 2015, 0:16
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: INTP

Re: Zauroczenie i nieśmiałość

Post autor: Elektronovolt » 20 sty 2016, 14:17

MatiZ pisze:Heh, tylko, żeby nie było, że uważam, że płeć przeciwna to "zuo". Jak już, to lepiej się zakochać i to ze wzajemnością z osobą o takich samych marzeniach, lub innych, ale też ciekawych. Na razie czuję się zbyt młodo i dziecinnie pod względem charakteru.
Ja nie uważam kobiet za swoich wrogów, jednakże ten "gatunek" jest dla mnie raczej obcy i nieznany. Bardzo rzadko zdarza mi się wchodzić z kobietami w interakcje (jeśli oczywiście nie należą do mojej rodziny). W rzeczywistym życiu mam kontakt wyłącznie z samymi facetami. Czy ja znam jakąkolwiek dziewczynę? Tylko przez neta mam z nimi kontakt.
Nieśmiały pisze:Miłość to piękne zjawisko, potrafi wywrócić życie do góry nogami czujemy się lepiej gdy wiemy że ktoś jest z nami i o nas myśli pozytywnie. A jak to jest z relacjami między osobami nieśmiałymi? Nieśmiałość w relacjach damsko-męskich niekiedy jest barierą właśnie do poznania siebie nawzajem ale to są odrębne przypadki bo zazwyczaj miłość dwóch osób dodaje motywacji osobie nieśmiałej do walki z własną naturą i pokonywania jej u siebie od środka.
Morał z tego taki że w wielu przypadkach warto się zakochać bo daje nam to kopa do walki z nieśmiałością i stopniowego pokonywania jej w towarzystwie drugiej osoby która to docenia.
Mi się raczej wydaje, że kontakty między osobami nieśmiałymi nie mają racji bytu. Oboje będą czekać, aż druga osoba zrobi pierwszy krok, zatem pierwszego kroku nigdy nie będzie.
Obrazek

Awatar użytkownika
Maksiu
Introwertyk
Posty: 96
Rejestracja: 27 paź 2012, 23:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: INTP
Lokalizacja: Łódź, TM

Re: Zauroczenie i nieśmiałość

Post autor: Maksiu » 24 sty 2016, 22:21

To bardzo miło z waszej strony, że opisujecie swoje zauroczenia. Te historie są naprawdę ciekawe. Normalnie bym się krępował ale skoro już jest taki temat i jego odbiór wydaje się być pozytywny, to i ja dorzucę coś od siebie.

Tak już mam, że każdą poznaną dziewczynę oceniam pod względem szans na wspólną przyszłość (czy jest możliwe, że kiedyś będziemy razem? czy chciałbym żeby tak było?) Dzieję się to zupełnie podświadomie. Jest to głęboko wpisane w moje jestestwo.
Dawno temu miałem takie oto przemyślenia: "Mało prawdopodobnym jest, aby moja pierwsza dziewczyna została moją pierwszą żoną. Pierwszy związek najpewniej się rozpadnie, gdyż będzie to dla mnie nowa sytuacja i mogę popełnić jakiś błąd zanim się nauczę co wypada, a co nie. Wniosek: Muszę jak najszybciej znaleźć dziewczynę i zdobyć doświadczenie w związku, żeby, kiedy spotkam już Tą Jedyną, nie zepsuć tego."
Wtedy zacząłem szukać sobie dziewczyny, lecz, przez totalny brak talentu w tej dziedzinie, to "szukanie" sprowadzało się do nadziei, że sama się znajdzie, a ja nie zmarnuję szansy. W końcu dałem sobie spokój i przestałem szukać. W praktyce nic się nie zmieniło, bo wciąż mam nadzieję i wciąż marnuję szanse. Dodatkowo mam skłonność szukania tej "Najpiękniejszej" w moim otoczeniu. Zmieniam szkołę, czy wyjeżdżam na wakacje, zawsze musi być jakiś Nr 1. Skutkuje to tym, że przez swe krótkie życie wzdychałem do stosunkowo dużej liczby dziewczyn. Poniżej opiszę tylko te wyjątkowe i wyróżniające się.

0. Pierwsza Miłość
Każdy jakąś ma i przeważnie zostawia to w naszym życiu wyraźny ślad. W moim przypadku PM była koleżanka z klasy. Miałem wtedy 12 lat, a więc jeszcze podstawówka. Właściwie nie pamiętam jak to się zaczęło. To było irracjonalne. Byłem świadomy, że nie jest najładniejszą dziewczyną w klasie, lecz w moich oczach była najpiękniejsza. Jej głos, mimika, styl, wszystko było wspanialsze, niż powinno. Standard. Zachowałem się wielce żałośnie i zamiast zagadać cały czas się na nią gapiłem. Wiedziałem, że to nie ma przyszłości ale zachwycał mnie sam stan zakochania. Przeszło mi chyba gdy spotkałem następną.

1. Księżniczka Z Bajki
To było w wakacje 2006 na corocznym festynie w pobliskim miasteczku: scena, koncert, kiermasze, takie rzeczy. Moją KZB zobaczyłem jak siedziała na poręczy mostu z miejscowymi Metalami. Poczułem się przytłoczony cudownością tej istoty. Musiałem iść dalej, lecz od tej pory szukałem jej wzrokiem. Później na koncercie zauważyłem ją jakieś dwa rzędy ludzi przed sobą. Naprawdę wierzyłem, że uda m się zdobyć na odwagę i zagadać. Niestety wujek się spił i rodzice zawołali że trzeba nam wracać do domu. Nie dali się przekonać, że pragnę zostać i to jest dla mnie niezwykle istotne. Może to i lepiej ;) Kiedy odchodziłem spojrzałem na nią jeszcze raz. Odwróciła się i nasze oczy się spotkały. Posłała mi uśmiech ^^. Nie mam pojęcia czy moja twarz zechciała wykonać polecenie umysłu i odwzajemnić uśmiech . Minął miesiąc. Oczywiście jej nie szukałem, choć o tym myślałem i zastanawiałem się czy znam jakichś Metalów. 1 września pojechałem do Miasta po podręczniki do gimnazjum. Kilkakrotnie miałem wrażenie, że ją widzę gdzieś po drugiej stronie ulicy. Gdy czekałem z bratem na autobus do domu, podeszła do nas ^^. Nie, wtedy jak mi się wydawało, że ją widziałem, to nie była ona. To tak jak ze snami. We śnie możesz się zastanawiać, czy to przypadkiem nie jest prawda, ale w realu nie masz wątpliwości. Czemu nie poprosiłem jej o numer? Wtedy byłem beznadziejny (dużo się nie zmieniło). W każdym razie przyjechał autobus i się pożegnaliśmy. 4 dni później napisała do mnie ^^.
I tu się kończy bajka. Dalej jest rzeczywistość. Zaczęliśmy pisać. Z początku codziennie, później coraz rzadziej, jakoś przez rok. Była 2 lata starsza. W realu spotkaliśmy się tylko raz i było drętwo. Śmiało mogłem nazwać ją Przyjaciółką, lecz kontakt się urwał. Patrząc z perspektywy czasu widzę, że miałem szansę na coś wspaniałego, tylko nie umiałem po to sięgnąć.

2. No Name
Rok 2008. Sprawa z KZB zdążyła już ostygnąć. NN zaprosiła mnie na nk. Spytałem skąd się znamy. Widziała mnie na festynie (tam gdzie ostatnio) i chciała pogadać. Zaczęliśmy pisać. Szybko się zakochałem. Miała dwie wady: 1. Była za niska. 2. Szukała innego rodzaju faceta. Ja miałem tylko 1 wadę: 1. Byłem beznadziejny. Po pół roku znajomość przestała rokować szansę na rozwój w interesującym mnie kierunku. Mimo wszystko zostaliśmy przyjaciółmi i nawet czasem się widywaliśmy. Przyjeżdżała do nas na ogniska, zaprosiłem ją na studniówkę i nawet odwiedziłem w Wawie jak zaczęła studiować. Nauczyła mnie uśmiechać się nawet wtedy kiedy serce płacze. A propos, w życiu 2 razy zdarzyło mi się płakać przez dziewczynę. 2 razy na myśl, że nigdy nie będę z NN. Chyba nawet jej wyznałem, że kiedyś byłem w niej zakochany (jasne, "kiedyś").

3. Mój Ideał
Wakacje 2010. MI poznałem na koloni nad morzem. Nie była od nas z obozu, była sprzątaczką. Zawsze kręciły mnie kobiety w mundurach, kobiety funkcyjne, kobiety "z zewnątrz". Miałem tyle ładnych dziewczyn na koloni, ale nie, ja zawsze musiałem uganiać się za obcymi (np. inna kolonia obozująca w tym samym ośrodku). W każdym razie była rok starsza i przyjechała tam dorobić. Zagadałem chyba 5 dnia (czyli jednak robię postępy). Do końca koloni szukałem jej, jak tylko miałem wolną chwilę. Gadaliśmy, jedliśmy ciastka, szliśmy na długie spacery po lesie i wspinaliśmy się na drzewa. Czemu była Ideałem? Oprócz tego, że chodziła ze mną po drzewach, była zabawna, rysowała, miała gitarę elektryczną, lubiła gotyckie suknie i oglądała anime. Jakbym pomyślał np: "fajnie, jakby moja wymarzona dziewczyna miała noże do rzucania", to jestem pewny, że MI by takie miała. Ona miała noże do rzucania!! Spędziliśmy miło prawie tydzień. Niestety miała kogoś. Wydawało mi się, że nie jest jej z nim dobrze, ale nie drążyłem tematu. Rozstając się nie wziąłem od niej numeru. Uznałem, że lepiej, jak zostaniemy dla siebie najlepszym wspomnieniem, niż gdyby miało coś się zepsuć i zatrzeć dobre wrażenie.
...
Wytrzymałem pół roku. Znalazłem ją na fb. Ucieszyła się. Oczywiście nic z tego nie wyszło, nawet nie było blisko. Nie straciłem jednak dobrych wspomnień, a wręcz zyskałem kilka nowych.

Wnioski na koniec:
Z żadną z tych dziewczyn nie stworzyłem nawet podwalin związku. Nie było ani jednego pocałunku.
Co prawda uczucie zakochania jest bardzo bolesne ale w chwilach pomiędzy kolejnymi uniesieniami tęskniłem za tym. Brakowało mi obiektu westchnień.
Martwi mnie trochę fakt, że w 2012 i 2014 nie miałem większych miłosnych uniesień. Co prawda były inne dziewczyny, poznane lepiej lub gorzej ale żadna nie umywa się do tamtych 3. Mam wrażenie jakbym stracił coś cennego. 
Obrazek

Awatar użytkownika
Elektronovolt
Introrodek
Posty: 18
Rejestracja: 26 sie 2015, 0:16
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: INTP

Re: Zauroczenie i nieśmiałość

Post autor: Elektronovolt » 27 sty 2016, 21:22

Maksiu pisze:To bardzo miło z waszej strony, że opisujecie swoje zauroczenia. Te historie są naprawdę ciekawe. Normalnie bym się krępował ale skoro już jest taki temat i jego odbiór wydaje się być pozytywny, to i ja dorzucę coś od siebie.
Twoje historie czytało się bardzo miło. Ty miałeś na tyle szczęścia, że udało się wejść w jakieś sensowne interakcje z osobami którymi byłeś zainteresowany. Moje interakcje wyglądały tak jak opisałem w poprzednich postach, a w pozostałych przypadkach nie było ich wcale, czyli inne osoby do których wzdychałem nigdy nie dowiedziały się o moim istnieniu.
Znalazłem dwa ciekawe artykuły:
http://sympatia.onet.pl/tips/przerazliw ... etail.html
http://facet.onet.pl/warto-wiedziec/zab ... zyzn/5r5dd
Po ich przeczytaniu wreszcie sobie uświadomiłem, że nie jestem jedyną osobą z takimi problemami. Może nie mam aż tak krytycznych problemów jak w nich opisano, tak czy owak te sytuacje są z życia wzięte.
Obrazek

Awatar użytkownika
Maksiu
Introwertyk
Posty: 96
Rejestracja: 27 paź 2012, 23:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: INTP
Lokalizacja: Łódź, TM

Re: Zauroczenie i nieśmiałość

Post autor: Maksiu » 29 sty 2016, 23:21

Dziękuję za miłe słowa. Jednak to złośliwy żart losu, kiedy masz swoje marzenie na wyciągnięcie ręki, lecz dzieli was pancerna szyba i w żaden sposób nie możesz po nie sięgnąć. Tak jak jest napisane w artykułach, które przytoczyłeś, najlepszym wyjściem w tego typu sytuacji jest pójście do terapeuty. Osobiście zawsze chciałem z jakimś porozmawiać, ale nie mogę się zebrać. Powstrzymuje mnie myśl, że moje problemy wcale nie są aż takie straszne, by niepokoić biednego terapeutę i inne tego typu bzdety.
Obrazek

Ani
Introwertyk
Posty: 76
Rejestracja: 02 gru 2015, 13:47
Płeć: kobieta
Enneagram: 5w4

Re: Zauroczenie i nieśmiałość

Post autor: Ani » 07 sty 2017, 7:44

Jakie to uczucie być z kimś w kim się jest zauroczonym? W sensie pierwsze przytulenie, pocałunek itd? Ja jeśli jestem zauroczona to tak jak wy uciekam na widok tej osoby. ręce mi się pocą, trzęsą, chodzę sztywno, serce mi wali, ogółem masakra. Mam 25 lat i takie stany przytrafiły mi się dopiero z 2,3 razy w życiu, mało trochę szczerze mówiąc i to bardziej dopiero w ostatnim okresie. Moje związki były raczej z osobami, które mi się bardzo podobały, owszem, ale nie były tymi, na które widok aż tak mnie brało. Może dlatego jestem sama :) Z jednym moim zauroczeniem by może i wyszło, ale że on reagował na mnie w ten sam sposób, więc po nieskończenie długim okresie każdy bał się wykonać jakikolwiek ruch, bo tak bardzo go paraliżował sam widok drugiej osoby :P Tak mi się przynajmniej wydawało, chociaż z drugiej trony ciągle nie byłam pewna czy w ogóle cokolwiek do mnie czuje. Ale wyobrażam sobie, że to musi być niezwykłe szczęście i .... stres być z osobą, której sama obecność przyprawia cię o drżenie, nie mówiąc o dotyku. A może i nie? Może to po prostu samo wyobrażenie jest takie fascynujące? W końcu to tylko zauroczenie...

Awatar użytkownika
eddard
Rozkręcony intro
Posty: 205
Rejestracja: 02 lip 2016, 10:35
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 9w1
MBTI: socjonika
Lokalizacja: Trójmiasto

Re: Zauroczenie i nieśmiałość

Post autor: eddard » 07 sty 2017, 12:40

Jakie to uczucie być z kimś w kim się jest zauroczonym? W sensie pierwsze przytulenie, pocałunek itd?
Najlepsze. Nie wiem czy cokolwiek lepszego w życiu może być. Ale nie wiem jak miałbym to opisać, słowa wydają się niewystarczające i śmieszne, zresztą z pewnością nie jeden poeta już to zrobił.

Stres, hm... zanim do czegoś dojdzie to może tak, potem już nie, zostaje sama przyjemność.

Awatar użytkownika
highwind
Legenda Intro
Posty: 1774
Rejestracja: 15 paź 2011, 10:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 1w9
MBTI: istj
Lokalizacja: wro

Re: Zauroczenie i nieśmiałość

Post autor: highwind » 07 sty 2017, 13:50

Ani pisze:Jakie to uczucie być z kimś w kim się jest zauroczonym?
U mnie to bywa tak: szczerzysz się do sms-ów jak do wymarzonych prezentów pod choinkę, leziesz wszędzie tam, gdzie spodziewasz się spotkać swój obiekt westchnień, nawet jeśli wymaga to wyjścia ze swojego kokona (dlatego się dziwię sytuacjom, gdzie opisujesz że dwoje chciało, ale się bało - po mojemu, to wcale się wam tak bardzo nie chciało; kurcze, rozumiem gdyby była ta obawa przed odrzuceniem, ale jeśli oboje zainteresowanych jest wzajemnie zauroczonych, to jak to ma nie wyjść, nie czaję :P), napawasz się ilekroć spojrzy ci w oczy w ten charakterystyczny sposób, gdy do ciebie dołączy, kiedy nieco się oddalisz. A pierwszy pocałunek? Chyba jak skok ze spadochronem. Na chwilę przed - niesamowity stres i zastrzyk adrenaliny z nadnerczy, a potem czysty surrealizm, mózg nie nadąża przetwarzać danych, czujesz się jakbyś wygrał w życie. Ale to jedna strona medalu. Druga, ta zasłonięta - irytacja, kiedy jej uwaga skupia się na kim innym, zawód, kiedy okazuje się że nie jest do końca tym, kogo sobie wyobrażałeś.

Awatar użytkownika
Biała_Dama
Introwertyk
Posty: 137
Rejestracja: 18 wrz 2016, 20:46
Płeć: kobieta
MBTI: INFP-T
Lokalizacja: Opolskie
Kontakt:

Re: Zauroczenie i nieśmiałość

Post autor: Biała_Dama » 08 sty 2017, 10:40

Ani pisze:Jakie to uczucie być z kimś w kim się jest zauroczonym? W sensie pierwsze przytulenie, pocałunek itd? Ja jeśli jestem zauroczona to tak jak wy uciekam na widok tej osoby. ręce mi się pocą, trzęsą, chodzę sztywno, serce mi wali, ogółem masakra.
U mnie wyglądało to właśnie tak jak u Ciebie. Gdy mijałam na szkolnych korytarzach obiekty mojego zainteresowania, to nogi mi miękły, uciekałam spojrzeniem, trzęsłam się jak szalona i serce mi waliło. A jak jeszcze obok ktoś szedł i ze mną rozmawiał, to chwilowo to wszystko co się działo w okół zanikało. Wiesz, jak pokazują czasem w kreskówkach - całe tło zanika, robi się różowe, a od chłopaka/dziewczyny bije taki blask, haha.

A jeżeli z tym swoim zauroczeniem mam już faktycznie do czynienia, to podobnie jak u highwinda
highwind pisze:szczerzysz się do sms-ów jak do wymarzonych prezentów pod choinkę, leziesz wszędzie tam, gdzie spodziewasz się spotkać swój obiekt westchnień, nawet jeśli wymaga to wyjścia ze swojego kokona, napawasz się ilekroć spojrzy ci w oczy w ten charakterystyczny sposób, gdy do ciebie dołączy, kiedy nieco się oddalisz. A pierwszy pocałunek? Chyba jak skok ze spadochronem. Na chwilę przed - niesamowity stres i zastrzyk adrenaliny z nadnerczy, a potem czysty surrealizm, mózg nie nadąża przetwarzać danych, czujesz się jakbyś wygrał w życie. Ale to jedna strona medalu. Druga, ta zasłonięta - irytacja, kiedy jej uwaga skupia się na kim innym, zawód, kiedy okazuje się że nie jest do końca tym, kogo sobie wyobrażałeś.
Generalnie, dla mnie cała reszta świata po prostu przestaje wtedy istnieć. Jestem w stanie nawet zarywać noce, byleby jak najdłużej popisać z owym obiektem (albo stalkować wszystkie możliwe profile na portalach społecznościowych i po raz milionpięćsetny oglądać te same zdjęcia, które z każdym następnym spojrzeniem wydają się być coraz ładniejsze).
A jak się okazuje, że przez cały ten czas, kiedy Ty płakałaś ze szczęścia jak on zadzwonił, on tak naprawdę nie był Tobą zainteresowany w ten sam sposób w jaki Ty byłaś zainteresowana nim...to świat znów przestaje istnieć, bo masz złamane serduszko i poczucie, że wszyscy faceci to dupki :/ oczywiście, to stan chwilowy dopóty dopóki nie spotkasz kolejnego, który Ci zawróci w głowie jak ten poprzedni.
“The optimist sees the donut, the pessimist sees the hole.”
~ Oscar Wilde

Awatar użytkownika
Rene
Wtajemniczony
Posty: 5
Rejestracja: 08 lut 2016, 22:30
Płeć: mężczyzna

Re: Zauroczenie i nieśmiałość

Post autor: Rene » 10 sty 2017, 13:24

Zauroczyłem się w życiu tylko raz i fatalnie to wspominam. Miałem 16 lat a ona chodziła do równoległej klasy w liceum. Znaliśmy się od podstawówki, chodziliśmy do jednej klasy aż do końca gimnazjum, ale nie zwracałem wtedy na nią większej uwagi. W liceum musieliśmy nawiązać bliższy kontakt, bo jeździliśmy do szkoły jednym autobusem i niezręcznie byłoby tak milczeć i udawać że się nie znamy - więc rozmawialiśmy codziennie na błahe tematy uprawiając grzecznościowy small talk.

Nie trafił mnie żaden grom z jasnego nieba, po prostu pewnego dnia zauważyłem, że wyczekuję tych rozmów a po fakcie rozpamiętuję je przez resztę dnia. Po każdym spotkaniu stopniowo powiększała swoje terytorium w mojej głowie do czasu, gdy praktycznie wszystkie moje myśli dotyczyły tylko jej.

I co? I nic. Nigdy nie wykonałem kroku w kierunku rozwinięcia tej relacji. Im więcej z nią rozmawiałem, tym bardziej dochodziłem do wniosku, że mamy inne zainteresowania, gusty, sposoby myślenia i obracamy się w innym towarzystwie. Jej ekstrawertyzm doprowadzał mnie do szału, bo wcześniej zdążyłem już wyobrazić ją sobie jako introwertyczną bratnią duszę. A może to tylko nieśmiałość podsuwała mi argumenty, żeby nawet nie próbować. Pomęczyłem się jeszcze dwa lata przez które znienawidziłem ją za to, że tak odstaje od mojego ideału a ja nadal coś do niej czuję. Freud by się uśmiał :D

Poza tym epizodem nigdy już się nie zakochałem ani nie zauroczyłem, co nawet trochę mnie martwi, bo latka lecą, wszyscy dookoła mają poważne relacje a część mojego mózgu odpowiedzialna za romantyczne uczucia nie daje znaku życia.

ODPOWIEDZ