jak radzicie sobie z nieśmiałością?

W tym miejscu rozmawiamy o nieśmiałości, która to przypadłość częściej dotyka osoby introwertyczne.
Puzon_87

jak radzicie sobie z nieśmiałością?

Post autor: Puzon_87 » 22 gru 2007, 12:15

Czołem :]

Właśnie. Jak każdy z was radzi sobie z nieśmiałością utrudniającą kontakty interpersonalne (damsko-męskie)??
Macie jakieś niezawodne sposoby? :)

Dodam tylko, ze osobiście nie jestem bardzo nieśmiały, przynajmniej nie sprawiam takiego wrażenia ale zyskuję to dużym kosztem - po prostu jestem nienaturalny, można powiedzieć, że "gram". Chciał bym to zmienić i zastanawiam sie jak Wam sie udało (o ile w ogóle ;-) )

Pozdrawiam :)

Awatar użytkownika
Cliodne
Rozkręcony intro
Posty: 189
Rejestracja: 28 lis 2007, 15:33
Płeć: nieokreślona

Post autor: Cliodne » 22 gru 2007, 16:08

Mój sposób: nie odzywam sie, no chyba że już jestem do tego zmuszona
Co innego, gdy kogoś znam, wtedy mozna cośtam mruknąć

to chyba nie jest najlepsze, zresztą na pewno nie skutkuje
Dark Maiden taking hold of my hand
Lead me away from hibernation
Strong and unafraid
Never a question why

Awatar użytkownika
underdog
Rozkręcony intro
Posty: 242
Rejestracja: 10 sie 2007, 17:29
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Kraków

Post autor: underdog » 22 gru 2007, 17:46

Przy introwertyczkach potrafię zachowywać się dość swobodnie, zapominam o nieśmiałości.

Z ekstrawertyczkami fatalnie, na stopie koleżeńskiej jest jeszcze w miarę ok, ale coś więcej na ogół w ogóle nie wchodzi w rachubę. Przeważnie dlatego właśnie, że blokuje mnie nieśmiałość, przez co tym bardziej wychodzę na nieprzystępnego dziwaka.

bordo

Post autor: bordo » 22 gru 2007, 18:41

Jeżeli chodzi o relacje czysto koleżeńskie, to gdy się tak zastanowie, wychodzi na to, że większość z nielicznego grona moich koleżanek czy znajomych jest ekstrawertyczkami - gadułami. Czasem poprostu dobrze się czuję w ich towarzystwie, nie muszę szczególnie włączać sie do rozmowy poza sporadycznym przytakiwaniem lub też negowaniem ich wypowiedzi. Koleżanki strzelają słowami jak z karabinu i chyba one też dobrze się czują kiedy ktoś ich słucha. Oczywiście nie moge z nimi też za długo przebywać, męczę się czasem po kilku minutach, czasem po kilku godzinach, ale niestety zawsze ta chwila następuje :)

Puzon_87

Post autor: Puzon_87 » 23 gru 2007, 15:55

Cliodne pisze:Co innego, gdy kogoś znam, wtedy mozna cośtam mruknąć
Z prowadzeniem rozmów ze znajomymi (przynajmniej tymi bliższymi i tymi których darzę szczerą sympatią) nie mam żadnych problemów. Ale z nieznajomymi nie jest już tak różowo.
bordo pisze:eżeli chodzi o relacje czysto koleżeńskie, to gdy się tak zastanowie, wychodzi na to, że większość z nielicznego grona moich koleżanek czy znajomych jest ekstrawertyczkami - gadułami. Czasem poprostu dobrze się czuję w ich towarzystwie, nie muszę szczególnie włączać sie do rozmowy poza sporadycznym przytakiwaniem lub też negowaniem ich wypowiedzi. Koleżanki strzelają słowami jak z karabinu i chyba one też dobrze się czują kiedy ktoś ich słucha. Oczywiście nie moge z nimi też za długo przebywać, męczę się czasem po kilku minutach, czasem po kilku godzinach, ale niestety zawsze ta chwila następuje
Toś mi brat :]

Też mam opinie "dobrego słuchacza".

W zasadzie najwięcej problemów sprawia mi przełamywanie lodów, potem jakoś idzie, chociaż przyznam, że mogło by być lepiej :]

Awatar użytkownika
Cosh!se
Intronek
Posty: 54
Rejestracja: 30 paź 2007, 19:39
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Faerie

Post autor: Cosh!se » 23 gru 2007, 17:14

pod ostatnimi 2 wypowiedziami podpisuję się rękami i nogami ;)

Kiedyś próbowałam się zmienić i robiłam to właśnie grą, ale nie bardzo mi to wychodziło, nie czułam się sobą. Zazwyczaj gdy jestem w dużej grupie to siedzę cicho, w mniejszych grupkach, lubię się udzielać, chyba że są w niej "krzykacze" którzy nie pozwalają mi dojść do głosu. Najlepiej się czuję w gronie bliskich koleżanek. I mam taki dziwny "syndrom" że gdy znajduje się w grupce osób introwertycznych które rzadko się odzywają, to nagle sama "staję" się ekstrawertyczką i gadam o byle czym, żeby tylko nie było tej krępującej ciszy. Ale ogólnie rzecz biorąc to nieśmiałość nie przeszkadza mi już tak bardzo i zauważyłam nawet, że zaczęłam żartować i rozmawiać z mało znanymi mi osobami. To chyba jakiś postęp ;)
"Poeci, magicy, żeglarze
Tancerze wojny i ja
Wygnani z miasta radości
Wygnani bez imion i ciał
Nie dla nas owoce raju"

Awatar użytkownika
Ekwiwalencja
Introwertyk
Posty: 144
Rejestracja: 16 lis 2007, 18:40
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: z własnej krainy

Post autor: Ekwiwalencja » 23 gru 2007, 18:30

Zatem...
Moją nieśmiałość oswajam- jakieś wystąpienia publiczne, krążenie od kilkuosobowej grupki do grupki, rozmowa z ludźmi których znam, przytakiwanie, ekstrawertycy wokół mnie...

Phobia

Post autor: Phobia » 23 gru 2007, 21:54

...
Ostatnio zmieniony 26 kwie 2008, 10:50 przez Phobia, łącznie zmieniany 1 raz.

cichy

Post autor: cichy » 28 gru 2007, 17:28

Nieśmiały jestem szczególnie w stosunku do osobników płci żeńskiej, czasami przy takim nie jestem w stanie wydusić z siebie ani jednego słowa.
Onieśmielają mnie również różne wystąpienia publiczne, wypowiedzi w grupach. Ogólnie onieśmielają mnie grupy, nie lubię ich, męcze się w nich.

radek

Post autor: radek » 31 gru 2007, 23:47

Ja jeśli nie muszę, to nie rozmawiam z płcią przeciwną. Kiedy chcem porozmawiać z jakąś dziewczyną (choć zdarza mi się to bardzo rzadko :P) to układam jakąś "przemowę" czy coś w tym stylu, ale jak przychodzi do wypowiedzienia tego, to diabli to wszystko biorą i nici z tego.

Awatar użytkownika
Ekwiwalencja
Introwertyk
Posty: 144
Rejestracja: 16 lis 2007, 18:40
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: z własnej krainy

Post autor: Ekwiwalencja » 01 sty 2008, 15:45

Ja układam sobie wiekszość ważniejszych rozmów a potem i tak wychodzą zupełnie inaczej;p

Awatar użytkownika
Cliodne
Rozkręcony intro
Posty: 189
Rejestracja: 28 lis 2007, 15:33
Płeć: nieokreślona

Post autor: Cliodne » 01 sty 2008, 16:24

Ja nic nie układam wcześniej, dopiero w trakcie rozmowy kiedy chce sie wypowiedzieć układam sobie w głowie formułke jak to ma brzmieć i czekam na odpowiedni moment żeby coś powiedzieć, ale wtedy okazuje sie że rozmówcy (ekstrawertycy) są już mile dalej niż moment w którym zaczęlam układać mądre zdanie:D

i chyba nigdy inaczej nie bedzie:/
tak samo jak z kontaktami z płcią przeciwną, totalna porażka... nawet nie wiem co miałabym mówić
Dark Maiden taking hold of my hand
Lead me away from hibernation
Strong and unafraid
Never a question why

Pomyk

Post autor: Pomyk » 01 sty 2008, 16:32

Ja mam podobnie, a jak już coś powiem to i tak nikt mnie nie słyszy ;)

Awatar użytkownika
Ekwiwalencja
Introwertyk
Posty: 144
Rejestracja: 16 lis 2007, 18:40
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: z własnej krainy

Post autor: Ekwiwalencja » 01 sty 2008, 16:35

jak mnie nikt nie słyszy powtarzam głośniej wolniej i wyraźniej :)

szejk
Introwertyk
Posty: 80
Rejestracja: 25 lis 2007, 23:33
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Okolice Krakowa

Post autor: szejk » 01 sty 2008, 22:10

Ja układam sobie wiekszość ważniejszych rozmów a potem i tak wychodzą zupełnie inaczej;p
Mi też się tak zdarza i to nie tylko jeśli chodzi o rozmowy. W towarzystwie obserwuje rozmówców ( bardzo to lubie ) i wyczuwam moment kiedy moge sie wtracic z jakimś zdaniem na temat.

ODPOWIEDZ