Wasze zwierzaki

Tutaj możemy się lepiej poznać. Napisać, co lubimy, jacy jesteśmy i zapytać o to innych. Tematy poważne i osobiste oraz lekkie i błahe.
Awatar użytkownika
Ari
Introrodek
Posty: 16
Rejestracja: 20 gru 2013, 20:13
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Bełchatów

Wasze zwierzaki

Post autor: Ari » 07 sty 2014, 21:44

Szukałem podobnego tematu i nie znalazłem, więc postanowiłem go zrobić. Jeśli już taki jest, to przepraszam!

Tutaj możecie pochwalić się lub opowiedzieć coś o swoich pupilach, bez względu czy to jest pies, kot, rybki czy żółw. Możecie napisać jak się nazywa, ile ma lat lub może jakieś ciekawe historie z nim/nią związane - cokolwiek związane z Waszymi zwierzakami. Dodatkowe 100 punktów za zdjęcia, komentarze o pupilach innych użytkowników mile widziane.

Zacznę więc: Posiadam kotkę o imieniu "Kulka", ma ok. 14 miesięcy, a ze mną jest od około 8 miesięcy. Jest to mój drugi kot, poprzedni był ze schroniska i nazywał się "Ziomcym" i wziąłem go jak miał około 3 miesięcy. Niestety miał FIV i białaczkę o czym nie wiedziałem (schronisko wszystkie koty trzymało razem, więc reszta kotków też była zarażona, prawdopodobnie również nie żyją...). Pewnego dnia zaczął w nocy jeść silikonowy żwirek z kuwety (zapchał się nim aż, w odbycie aż był), wkrótce potem nogi zaczęły mu się plątać (nie z powodu żwiru), potem się przewracał, aż w ogóle nie mógł się ruszać. Oczywiście codziennie byłem u weterynarza, coś tam dostawał u nawet mu pomagało przez jakiś czas, ale potem z powrotem. Testy chorób zrobiłem przy wizycie jak był już kompletnie sparaliżowany. FIV to odpowiednik wirusa HIV u kotów, a białaczka jest chorobą nieuleczalną, czyli niestety wyrok śmierci. Weterynarz mówił, że lepiej wziąć kota ze śmietnika niż ze schroniska (przynajmniej tego w moim mieście). Weterynarz oczywiście proponuje uśpienie kotka, ja postanowiłem wstrzymać się do wieczora w razie wypadku, że mu się polepszy i przeżyję jeszcze ze mną te kilka tygodni. Niestety to się nie zdarzyło i pojechałem uśpić kotka. Pochowałem go w lesie i postawiłem krzyżyk. Byłem bardzo przywiązany do niego, zawsze zasypiał mi na barkach jak pracowałem przy komputerze, co noc spał ze mną i mruczał z radości. Przy ostatniej jego wizycie u weterynarza, jak go uśpiłem, ryczałem jak małe dziecko i nawet teraz mam kluchę w gardle jak to pisze.

Jego następczyni, o której już napisałem wyżej, ma znacznie weselszą historie :) Ze względu na doświadczenie z poprzednim kotem postanowiłem przygarnąć kotkę z prywatnego domu, wziąłem ją w dniu, w którym miała pierwszy dzień rujki. Kotka była bardzo nieśmiała (bo w poprzednim domu była inna kotka, która "rządziła" nad nią), zawsze się chowała pod łóżko jak ktoś przyszedł (teraz aż biegnie do drzwi i miałczy jak tylko usłyszy dzwonek domofonu). Była trochę pulchna (dużo ją karmiono), dlatego nazwałem ją "Kulka". Po jakimś czasie postanowiłem ją zaszczepić i Pani weterynarz powiedziała, że kotka mi przytyła od ostatniej wizyty, postanowiła zrobić jej USG... no i się okazało, że była w ciąży :) Przy mnie nie miała kontaktu z kotem, więc była już zaciążona jak ją wziąłem :) Pani weterynarz pokazała "kręgosłupek" (jak to nazwała) i tylko "o jejciu!" powiedziała, a ja tylko patrze na ten monitor i banan na twarzy. Szybka męska decyzja - mój kot, moja odpowiedzialność, kotki zostaną urodzone, zaopiekuje się nimi i oddam w prywatne ręce. Po 2 miesiącach kotka zaczęła rodzić, a ja od razu panika, że być może kotki się urodzą nie żywe (w końcu bardzo młoda kotka była), bo długo coś to trwa. Po 2 godzinach wyszła pierwsza kulka futra i jak tylko słyszałem "miał", to mi kamień z serca spadł. Urodziło się 5 kociąt (tymczasowo nazwane: Biała, Czarna, Rudy, Kumpel i Burak), zabawy miałem z nimi co nie miara, sprzątania drugie tyle. Bawiłem się z nimi godzinami, uczyłem korzystać z kuwety, moja chrześnica i siostrzenica też je pokochały. Po 2.5 miesiącach nadszedł czas rozłąki, porozwieszałem ogłoszenia i umieściłem info w internecie, że oddam kotki w dobre ręce. Na początku zero odzewu, potem się nagle rozkręciło i oddałem każdego jednego w prywatne rączki. Dziwnie się poczułem gdy oddałem ostatniego - opiekujesz się nimi tygodniami, a oddajesz w 5 minutek. A kocia mama teraz jest już bardziej śmiała, nie boi się ludzi, nie boi się być na rękach. Częściej się o mnie ociera i codziennie śpi ze mną, czasem ją bierze na głaskanie. W większości czasu jest z boku, ale zawsze w tym samym pokoju co ja.

Zdjęcia:
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek

Każdy maluch osobno:
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek

Mam więcej zdjęć, jeśli ktoś chce to z chęcią je tu umieszczę.

ODPOWIEDZ