Czy Google zgwałciło nam mózgi?

Dyskusje dotyczące życia, społeczeństwa, polityki, filozofii itp.
Awatar użytkownika
Racter
Rozkręcony intro
Posty: 206
Rejestracja: 23 sty 2015, 16:15
Płeć: mężczyzna

Czy Google zgwałciło nam mózgi?

Post autor: Racter » 05 cze 2015, 11:13

Także ten, jak już przykułem Waszą uwagę tytułem węszącym tanią teorię spiskową, przejdźmy do meritum. :)

J. Dukaj - Za długie, nie przeczytam...
N. Carr - Is Google making us stupid?

Pewnie zauważyliście, że w Internecie często tu i ówdzie pojawia się akronim TL;DR - Too long, did not read. To stwierdzenie, początkowo będące tylko skwitowaniem przez czytelnika swojej niezdolności do przeczytania danego tekstu (z przyczyny, że długi i nudny), z czasem mocniej zakorzeniło się wśród internautów i niejako stało się wyznacznikiem tego, co przeciętny użytkownik chce z danego tekstu wynieść. Przykładowo, mając przed oczyma długi, kilkustronicowy artykuł, często czytelnik prosi o tzw. TL;DR, czyli streszczenie przekazu do kilku zdań, zawierających 'esencję' treści zawartej w artykule.

Żyjemy w tzw. erze informacji. Internet pozwala nam na niemalże natychmiastowy dostęp do nieskończonych pokładów wiedzy i podaje nam ją w taki sposób, że poprzez parę kliknięć możemy przenieść się z jednej dziedziny wiedzy do drugiej. Nie wiem, czy zastanawialiście się, że ten nieustający dopływ informacji może mieć wyraźny wpływ na sposób, w jaki funkcjonują nasze umysły, a konkretnie na to, że wpływa to negatywnie na nasze zdolności zapamiętywania, i być może, rozumienia.

Nicholas Carr zwraca uwagę na to, że media nie są jedynie biernym kanałem zaopatrującym nas w informacje, ale też w pewien sposób kształtują proces myślenia. W kulturze przekazu ustnego, pamięć jednostkowa była ekwiwalentem biblioteki, dlatego też ludzie mieli lepiej wytrenowaną pamięć, ale nie mieli też odruchu kwestionowania tego co słyszą, bo najważniejszą sprawą było zrozumieć przekaz. W kulturze powszechnego druku myślenie przestawiło się na 'książkowe', przystosowane do trawienia wielostronicowych ksiąg, rozwijając przy tym myślenie krytyczne i interpretacyjne. A jak jest dzisiaj?
As the media theorist Marshall McLuhan pointed out in the 1960s, media are not just passive channels of information. They supply the stuff of thought, but they also shape the process of thought. And what the Net seems to be doing is chipping away my capacity for concentration and contemplation. My mind now expects to take in information the way the Net distributes it: in a swiftly moving stream of particles. Once I was a scuba diver in the sea of words. Now I zip along the surface like a guy on a Jet Ski.
Dziś sieć sprawia, że koncentracja i dogłębne przetwarzanie w myślach tekstu nie jest konieczne, tym bardziej jego zapamiętywanie. Ważne jest, by wyszukać konkretną, czystą informację i ograniczyć energochłonny proces 'destylowania' jej z pokładów tekstu, i przejść od razu do innego bodźca pobudzającego uwagę. To pragnienie jest zakodowane tak silnie, że np. czytanie klasyki albo dłuższych rozważań jest katorgą.
Kiedyś potrafiłem zagłębić się w lekturze na długie godziny - dzisiaj walczę, by skupić się na kilku stronach. Czuję niemal fizycznie, jak coś wyrywa mnie z lektury: mój umysł przeskakuje z tekstu do innego strumienia informacji, nawet gdy nie ma żadnego innego strumienia informacji".

Myślę w rytmie staccato. Umiem odbierać »równolegle« krótkie przekazy z wielu źródeł, ale nie jestem już w stanie przeczytać »Wojny i pokoju«.
Różnice wśród czytelników 'internetowych' oraz 'standardowych', i proces przemiany tych drugich w pierwszych zaobserwowano eksperymentalnie:
Przytaczano m.in. rozpropagowane przez Carra wyniki eksperymentu przeprowadzonego przez Gary’ego Smalla z UCLA. Small wpakował do skanera MRI dwie grupy ochotników: doświadczonych internautów oraz nowicjuszy. Wyraźnie uwidoczniła się różnica ich aktywności mózgowej w trakcie korzystania z internetu: struktury aktywności "starych" internautów były znacznie bardziej rozbudowane, zwłaszcza w ośrodkach podejmowania decyzji i rozwiązywania problemów w korze przedczołowej. Small następnie dał ochotnikom sześć dni przerwy, w trakcie których nowicjusze mieli spędzać godzinę dziennie na przeszukiwaniu internetu. Kolejne skany ujawniły dramatyczną zmianę we wzorcach aktywności świeżych internautów: ich mózgi właściwie nie różniły się od mózgów internetowych weteranów. Byli już trochę innymi ludźmi, trochę inaczej myśleli.
Inne badanie pokazało, że użytkownicy przyzwyczajeni do Internetu mają nawyk czytania przypominający bardziej przeskakiwanie po paragrafach i stronach i wyszukiwanie słów kluczowych, niż czytanie jako takie:
(...) recently published study of online research habits , conducted by scholars from University College London, suggests that we may well be in the midst of a sea change in the way we read and think. As part of the five-year research program, the scholars examined computer logs documenting the behavior of visitors to two popular research sites, one operated by the British Library and one by a U.K. educational consortium, that provide access to journal articles, e-books, and other sources of written information. They found that people using the sites exhibited “a form of skimming activity,” hopping from one source to another and rarely returning to any source they’d already visited. They typically read no more than one or two pages of an article or book before they would “bounce” out to another site. Sometimes they’d save a long article, but there’s no evidence that they ever went back and actually read it. The authors of the study report:

It is clear that users are not reading online in the traditional sense; indeed there are signs that new forms of “reading” are emerging as users “power browse” horizontally through titles, contents pages and abstracts going for quick wins. It almost seems that they go online to avoid reading in the traditional sense.
Wraz z erą informacji zmienił się nie tylko sposób zdobywania wiedzy. Czytanie jako takie nie jest czymś, do czego człowiek został przystosowany ewolucyjnie, i tutaj widać, jak bardzo plastyczne są nasze umysły. Różnice w myśleniu reprezentowanych przez kolejne pokolenia widać szczególnie na uczelniach wyższych:
Zachodzą zmiany głębsze, sięgające poza sposób zdobywania informacji, do samego rdzenia procesów myślowych. Znajomi nauczyciele akademiccy opowiadają mi o rosnącej różnicy między studentami z roczników "wychowanych na Google" i dawniejszych. Z tymi pierwszymi coraz trudniej wejść w intelektualny dialog opierający się na formach wnioskowania właściwych dla "kultury książki".

Rozumowania wymagające utrzymania w głowie długich łańcuchów implikacji (A ? B ? C ? D ? E) okazują się coraz trudniejsze. Umysły zguglowane sprawnie natomiast rozumują "przez sąsiedztwo", operując wtedy nawet na bardzo dużych zbiorach danych ({A, B, C, D} {E, F, B} {A, C, E, G, H, I}).

Rozumowania asocjacyjne zastępują inferencje i implikacje właściwie we wszystkich dziedzinach życia. W reklamie dawno stały się normą - ale również w debacie publicznej i coraz częściej w artykułach prasowych przemawia się do nas porzuciwszy argumentacje, w których jedna myśl wynika z drugiej, na rzecz huraganowych salw niepowiązanych stwierdzeń: "Polska jest piękna"; "Trzy razy trzy równa się dziewięć"; "Mój przeciwnik to cham". Implikacja nie pełni nawet roli retorycznej. Np. były minister Kaczmarek frazy "w związku z powyższym" używa zamiast przecinka - żadne związki logiczne tam nie występują, ale któż to dostrzega?

Google zgwałciło nam mózgi.
Dukaj podkreśla jeszcze 'rytuały' związane z pisaniem i to, jak się odbija to na czytaniu. W końcu "czytelnicy także piszą":
Rytuały twórców literatury pięknej dla laika sprawiają wrażenie zgoła magicznych. Vladimir Nabokov pisał na stojąco, na tysiącach fiszek, rearanżując je potem w dowolnych konfiguracjach - co odbijało się w zawikłanej strukturze jego powieści. Truman Capote z kolei pisał na leżąco, co więcej: pierwszą i drugą wersję - ręcznie ołówkiem, trzecią - na maszynie. Neal Stephenson, przechodząc od science fiction do historycznej epopei, zamienił komputer na wieczne pióro i ryzy papieru czerpanego.

Ale to nie puste rytuały, to naturalne uwarunkowanie mózgu. Wittgenstein (późny) ujmował myślenie w kategoriach bardzo praktycznych czynności fizycznych. Myślenie to operowanie znakami - lecz operujemy nimi ręką (gdy piszemy), ustami i krtanią (gdy mówimy) itd. "Mają zatem sens wyrażenia: »myślimy naszymi ustami«, »myślimy ołówkiem i kartką papieru«".

Dzisiaj zaś myślimy edytorami tekstu, e-mailami, tweetami, sms-ami, klawiaturami komputerów i komórek.
Pytanie do Was - czy Wy też myślicie sms-ami, tweetami i e-mailami, nie potraficie znieść rozłąki z wujkiem Google i męczycie się nad literaturą, choć kiedyś łykaliście stronę za stroną? Czy opisywane przez wyżej wymienionych panów zjawiska są wam znane z osobistego doświadczenia, macie trudności z zapamiętywaniem i rozumieniem tekstu? Czy może są one przedstawiane na wyrost i przypominają trochę 'obawy' obecne nie od dzisiaj:

XKCD - The Pace of Modern Life

TL;DR
: Tak, ten artykuł jest dedykowany właśnie Tobie. :P

Awatar użytkownika
highwind
Legenda Intro
Posty: 1697
Rejestracja: 15 paź 2011, 10:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 1w9
MBTI: istj
Lokalizacja: wro

Re: Czy Google zgwałciło nam mózgi?

Post autor: highwind » 05 cze 2015, 12:08

1. Czy myślę SMS-ami, etc. Tak, ale zawsze tak miałem, nawet w erze przed Internetem. Tak działa mój mózg. Mają być konkrety, bez pierdzielenia, bo inaczej irytuje mnie ogarniające poczucie tracenia czasu w drodze do celu po spirali, zamiast po linii prostej.
2. Czy nie potrafię znieść rozłąki z Internetem? Tak, jestem uzależniony. Od jakiegoś czasu mam smartfona i moje podpięcie do Matrixa jest już prawie permanentne.
3. Czy męczę się z literaturą? A mogę poprosić o doprecyzowanie pytania? Póki co mogę powiedzieć, że nie, bo czytam to co lubię i na co mam ochotę, czyli fantastykę i sci-fi, trochę techno-thrillerów. A przed pójściem na studia, książek czytać nawet nie próbowałem (za wyjątkiem zajebistej Dżumy). W tekście jest też mowa o czytaniu paragrafami, wyszukiwaniu słów kluczowych i suchych informacji w tekście. Zabawne, ja tak miałem całe życie, jak już wspomniałem w punkcie 1., nawet zanim dotarł na moje osiedle Internet.
4. Czy mam trudności z zapamiętywanie tekstu. Tak, i znowuż - zawsze je miałem. Nie pamiętam tekstu, pamiętam informacje. Zajebiście mi to pomagało przy egzaminach na polibudzie, ale nie pamiętam jakichś 80% treści książek, które przeczytałem. Nie stanowi to jednak dla mnie problemu, bo przyjemność z zapoznawania się z lekturą czerpię raczej w trakcie jej czytania, na żywo. Gorzej jak przychodzi z kimś porozmawiać o danej pozycji, którą niby przeczytałem, a jednak słabo ją kojarzę.
Czy czuję się upośledzony? Wręcz przeciwnie, czuję jakby jakiś dobry duszek dostrzegł moje potrzeby i preferencje i dostarczył narzędzi do ich zaspokojenia. Chwała za tl;dr :P

EDIT: Okej, przychodzi mi do głowy jedno upośledzenie - pamięć. Kiedyś zapamiętywałem masę pierdół, a od kiedy mam telefon z androidem, wszystko w nim zapisuję w formie notatek, przez co nawet bzdurna informacja typu "kupić marynarkę" ulatuje mi z głowy dosyć szybko. To tak jak z astronautami w stanie nieważkości. Mięśnie słabną, bo nie trzeba ich używać.

Awatar użytkownika
Racter
Rozkręcony intro
Posty: 206
Rejestracja: 23 sty 2015, 16:15
Płeć: mężczyzna

Re: Czy Google zgwałciło nam mózgi?

Post autor: Racter » 05 cze 2015, 12:40

Czy męczę się z literaturą? A mogę poprosić o doprecyzowanie pytania? Póki co mogę powiedzieć, że nie, bo czytam to co lubię i na co mam ochotę, czyli fantastykę i sci-fi, trochę techno-thrillerów. A przed pójściem na studia, książek czytać nawet nie próbowałem (za wyjątkiem zajebistej Dżumy).
Doprecyzowanie: chodzi głównie o beletrystykę, szczególnie tę sprzed drugiej połowy XX wieku. Pisaną trochę rozwlekłym stylem, trudnym językiem i z raczej niezbyt wartką akcją. Dukaj w swoim artykule pisze trochę o tym, co te 'zmiany w myśleniu' oznaczają dla pisarza (w końcu sam jest uznanym twórcą fantastyki). Mianowicie, niekoniecznie jest tak, że ludzi odstrasza sama "cegłowatość" książek, bo dzisiejsza literatura popularna często jest tak samo gruba jak ta dawniejsza (np. kryminały Stiega Larssona), tylko pisana zupełnie innym stylem, odpowiednim dla 'zguglowanego' czytelnika - hipertekstowo, gdzie np. często przeskakuje się między wątkami.

Awatar użytkownika
Drimlajner
Krypto-Extra
Posty: 921
Rejestracja: 07 mar 2013, 21:32
Płeć: mężczyzna
MBTI: Brak
Lokalizacja: Warszawa - Okęcie

Re: Czy Google zgwałciło nam mózgi?

Post autor: Drimlajner » 05 cze 2015, 16:21

Pytanie do Was - czy Wy też myślicie sms-ami, tweetami i e-mailami
Tweetera nie kumam, sms-ów nienawidzę, emaila czasem muszę wysłać.

Podstawa to rozmowa twarzą w twarz.
nie potraficie znieść rozłąki z wujkiem Google
Pytanie: jak długiej ? Dzień ok, ale tydzień - dwa, moje życie stało by się uciążliwe. Googla wykorzystuję zarówno w pracy jak i życiu prywatnym, i jest to bardzo ułatwiające funkcjonowanie urządzonko.
męczycie się nad literaturą, choć kiedyś łykaliście stronę za stroną (Doprecyzowanie: chodzi głównie o beletrystykę, szczególnie tę sprzed drugiej połowy XX wieku. Pisaną trochę rozwlekłym stylem, trudnym językiem i z raczej niezbyt wartką akcją.)
Niewiele przeczytałem w swoim życiu książek tego typu.

Literaturę faktu, reportaże i naukową historyczną, wciąż łykam łatwo. Nie jest to czytanie codzienne ale w ciągu roku mam zazwyczaj tak z 60 posiedzeń nad książką podczas których jestem w stanie przeczytać tak z 20-30 książek. Odpowiedz brzmi: nie.
Czy opisywane przez wyżej wymienionych panów zjawiska są wam znane z osobistego doświadczenia, macie trudności z zapamiętywaniem i rozumieniem tekstu?
Z zapamiętywaniem tak, ale nie każdy musi mieć dobrą pamięć do tekstu. Tekst przeczytany rozumiem.

W moim przypadku nieumiejętność skupienia się na tekście, ogólne rozkojarzenie jest powiązana z przemęczeniem. Wystarczy że odpocznę od pracy z tekstem dzień albo dwa i znów mogę pracować w skupieniu nad dłuższymi fragmentami. Głównie mówię o pracy z tekstami opisującymi sektor finansowy, interpretacjami prawnymi, prawem karnym, skarbowym i administracyjnym, procesami wykonawczymi etc.

Dialog intelektualny oparty na formach wnioskowania właściwych dla kultury książki ? Raczej nigdy nie prowadziłem.

Pogubiłem się. Czy "opisywane przez panów zjawiska są wam znane z osobistego doświadczenia ?". Które dokładnie ? Czytam i teksty są wielowątkowe, nie wiem do czego się odnieść a co pominąć.

Przydałby się jakiś skrót :D "too long, lost the thread"
Czy może są one przedstawiane na wyrost i przypominają trochę 'obawy' obecne nie od dzisiaj.
Bicie piany.
May the blessing of Wright Brothers always be with thee.

Awatar użytkownika
Racter
Rozkręcony intro
Posty: 206
Rejestracja: 23 sty 2015, 16:15
Płeć: mężczyzna

Re: Czy Google zgwałciło nam mózgi?

Post autor: Racter » 05 cze 2015, 16:41

Pogubiłem się. Czy "opisywane przez panów zjawiska są wam znane z osobistego doświadczenia ?". Które dokładnie ?
Choćby te, które jest zawarte w tytule tematu. ;)

Wg mnie najciekawszym jest pytanie, czy w erze 'zguglowacenia' mózgów ludzie, mówiąc kolokwialnie, trochę nie 'zgłupieli', tzn. czy ich ponoć słabsze możliwości zapamiętywania i koncentracji wpływają w znaczący sposób na umiejętność rozumienia (nie tylko słowa pisanego, ale ogólnie). Czy ktoś zaobserwował to właśnie na sobie, przez porównanie swoich nawyków sprzed 'uzależnienia' od Internetu i po nim.

Awatar użytkownika
Drimlajner
Krypto-Extra
Posty: 921
Rejestracja: 07 mar 2013, 21:32
Płeć: mężczyzna
MBTI: Brak
Lokalizacja: Warszawa - Okęcie

Re: Czy Google zgwałciło nam mózgi?

Post autor: Drimlajner » 05 cze 2015, 17:02

Choćby te, które jest zawarte w tytule tematu.
Nie przepadam za językiem brukowców. Gwałt to sytuacja przemocowa, Google to tylko wyszukiwarka, a nie jakaś opresyjna instytucja.

Chyba czegoś nie rozumiem.
Wg mnie najciekawszym jest pytanie, czy w erze 'zguglowacenia' mózgów ludzie, mówiąc kolokwialnie, trochę nie 'zgłupieli', tzn. czy ich ponoć słabsze możliwości zapamiętywania i koncentracji wpływają w znaczący sposób na umiejętność rozumienia (nie tylko słowa pisanego, ale ogólnie).
Moim zdaniem tak było zawsze. To nie jest charakterystyczne dla ery "Google Inc".
Czy ktoś zaobserwował to właśnie na sobie, przez porównanie swoich nawyków sprzed 'uzależnienia' od Internetu i po nim.
Ciekawe, ale trudne do sprawdzenia. Użytkownicy tego forum to osoby młode, urodziły się i dorastały w erze internetu, sam internet to dla nich coś powszechnego, codziennego, istniejącego od zawsze.

Ja swoje pierwsze łącze internetowe miałem w wieku 10 lat. Był to modem 56k.
May the blessing of Wright Brothers always be with thee.

Awatar użytkownika
Racter
Rozkręcony intro
Posty: 206
Rejestracja: 23 sty 2015, 16:15
Płeć: mężczyzna

Re: Czy Google zgwałciło nam mózgi?

Post autor: Racter » 05 cze 2015, 17:22

Nie przepadam za językiem brukowców. Gwałt to sytuacja przemocowa, Google to tylko wyszukiwarka, a nie jakaś opresyjna instytucja.
To jest określenie, którego użył Jacek Dukaj; jego raczej o brukowy język bym nie posądzał :P. W każdym razie, dywagacja na temat, czy Google jest opresyjną instytucją czy nie jest, moim zdaniem nie leży w meritum problemu i nie ma co się rozwodzić nad trafnością tej metafory.
Moim zdaniem tak było zawsze. To nie jest charakterystyczne dla ery "Google Inc".
Całkiem możliwe, że same zjawisko charakterystyczne dla naszej ery nie jest. Co poniektórzy twierdzą, że ludzie głupieją niejako ewolucyjnie, i przeciętny Ateńczyk z 1000 roku przed Chrystusem byłby jednym z najmądrzejszych i najstabliniejszych emocjonalnie ludzi w dzisiejszym społeczeństwie.

Obrazek

Jednakże to, co może być charakterystyczne dla ery 'Google Inc.', to skala zjawiska i to, jak głęboko ono sięga.
Ciekawe, ale trudne do sprawdzenia. Użytkownicy tego forum to osoby młode, urodziły się i dorastały w erze internetu, sam internet to dla nich coś powszechnego, codziennego, istniejącego od zawsze.
Zdaję sobie z tego sprawę, aczkolwiek erę Internetową też można jakoś podzielić. Ja też przygodę z Internetem zacząłem dość wcześnie, ale czasy z modemem 56k były oczywiście zupełnie inne niż obecne, gdzie Internet każdy ma ze sobą w telefonie, a może mieć nawet w zegarku i sprzęcie AGD. Także jakaś tam skala porównawcza IMHO jest, choć oczywiście nie taka jak w pokoleniu dzisiejszych 35+ latków.

saizou

Re: Czy Google zgwałciło nam mózgi?

Post autor: saizou » 05 cze 2015, 18:05

Cześć. Nazywam się Hanka z Internetów. Tak, jestem uzależniona od internetu :).
Do samego artykułu, próbowałam go doczytać, ale zwątpiłam, uważam za źle napisany, przez to wydaje się nudny. (A z reguły nie jestem "statystycznym użytkownikiem, nie wytrzymującym w jednym tekście dłużej niż kilka akapitów, po czym przeskakującym do następnego" :))
@ Racter masz namiary na ten eksperyment Gary’ego Smalla ?
Nie sądzę, aby wpływ Google miał decydujący wpływ na moją koncentrację, zapamiętywanie, analizę tekstu książkowego, ale jakiś ma na pewno pośród innych czynników, jak np. bycie wzrokowcem, zmęczenie materiału, natłok informacji/dzień.
Smsy rzadko piszę, emaile częściej, nawet lubię tę formę komunikacji.
Jak wspomniałam na początku bez internetu nie wyobrażam sobie dnia, choć bez przesady, przeżywam nawet kilka dni, bez hiperwentylacji. Jest to moje główne źródło informacji ze świata, bo nie słucham radia ani nie oglądam tv, na gazety i czasopisma brak czasu. Często też robię zakupy internetowe. Jakiś efekt ogłupienia mógłby spowodować Ryjbuk lub inne tłitery, ale rzadko się tam udzielam.
Jestem takim mixem, nie męczę się czytaniem kobylastej literatury w wersji papierowej, jak mam czas to chętnie sięgam i może mnie nie być pół dnia (jeżeli obok dodatkowo jest coś do zagryzienia i picia). Próbowałam się przestawić na e-booki, ale to nie dla mnie. Chyba chodzi o ten kontakt z przyjemną fakturą papieru i oczywiście wącham książki.

Awatar użytkownika
Drimlajner
Krypto-Extra
Posty: 921
Rejestracja: 07 mar 2013, 21:32
Płeć: mężczyzna
MBTI: Brak
Lokalizacja: Warszawa - Okęcie

Re: Czy Google zgwałciło nam mózgi?

Post autor: Drimlajner » 05 cze 2015, 18:16

To jest określenie, którego użył Jacek Dukaj, którego raczej o brukowy język bym nie posądzał :P.


Nie o to chodzi. Język brukowy to po prostu jeden ze stylów jakie można wykorzystać. Jacek Dukaj jest pisarzem. Mógł użyć takiego stylu aby np przykuć uwagę internauty ale to nie oznacza że dalsza część tekstu będzie utrzymana w takiej konwencji. To tylko tytuł.

W każdym razie, z racji wykorzystanego stylu, nie zamierzam odpowiadać na pytanie zawarte w tytule. Ono jest, w moim mniemaniu, głupie.
W każdym razie, dywagacja na temat, czy Google jest opresyjną instytucją czy nie jest, moim zdaniem nie leży w meritum problemu i nie ma co się rozwodzić nad trafnością tej metafory.
Ok, też tak myślę.
Całkiem możliwe, że same zjawisko charakterystyczne dla naszej ery nie jest. Co poniektórzy twierdzą, że ludzie głupieją niejako ewolucyjnie, i przeciętny Ateńczyk z 1000 roku przed Chrystusem byłby jednym z najmądrzejszych i najstabliniejszych emocjonalnie ludzi w dziejszym społeczeństwie.
1000 lat przed Chrystusem nie było Aten. Ok, rozumiem do czego zmierzasz. Ogólnie pojmowana wyższość intelektualna i kulturalna obywateli starożytnych Aten. Poinformuję tylko, bo to nie jest przedmiotem tego wątku i nie chcę tego rozwijać, że Ateńscy filozofowie i przywódcy polityczni to była niewielka grupa osób na tle licznego i zróżnicowanego miasta która funkcjonowała na przestrzeni 100 lat. To była góra intelektualnej elity. Przeciętny Ateńczyk, jak by nie patrzeć, był małorolnym chłopem który niezbyt sobie zdawał sprawę z tego co się dzieje na Ateńskim Akropolu (zazwyczaj z racji pochodzenia miał tam zakaz wstępu).
Zdaję sobie z tego sprawę, aczkolwiek erę Internetową też można jakoś podzielić. Ja też przygodę z Internetem zacząłem dość wcześnie, ale czasy z modemem 56k były oczywiście zupełnie inne niż obecne, gdzie Internet każdy ma ze sobą w telefonie, a może mieć nawet w zegarku i sprzęcie AGD. Także jakaś tam skala porównawcza IMHO jest, choć oczywiście nie taka jak w pokoleniu dzisiejszych 35+ latków.
A może jest inaczej ?

Inteligentne domy, łatwy dostęp do wartości intelektualnych takich jak wytwory sztuki czy materiały naukowe, nowe możliwości nawiązywania dialogu z innymi osobami tak naprawdę poszerzyły ten wąski krąg intelektualnej elity. Z jednej strony mówimy o osobach które nie potrafią pisać ręcznie czy rozumieć dłuższego tekstu, ale z drugiej strony są osoby które popychane ciekawością dzięki internetowi rozwinęły się intelektualnie.

Tylko że my, z racji braku skali porównawczej, skupiamy się na przypadkach negatywnych. "Google ogłupiło społeczeństwo". Nic dziwnego, negatywna tematyka jest najbardziej chwytliwa. A może tych aspektów pozytywnych jest proporcjonalnie więcej ?
May the blessing of Wright Brothers always be with thee.

Awatar użytkownika
Racter
Rozkręcony intro
Posty: 206
Rejestracja: 23 sty 2015, 16:15
Płeć: mężczyzna

Re: Czy Google zgwałciło nam mózgi?

Post autor: Racter » 05 cze 2015, 18:27

saizou pisze: @ Racter masz namiary na ten eksperyment Gary’ego Smalla ?
Here you go:
Your Brain on Google: Patterns of Cerebral
Activation during Internet Searching


Zabawne jest to, że z tego eksperymentu wynikają konkluzje przeciwne do przewidywań Carra - owszem, mózg 'zguglowany' to mózg inny niż standardowy, ale może wcale nie gorszy; w końcu dodatkowa aktywność w ośrodkach decyzyjnych przy serfowaniu po necie może mieć przełożenie na rozwój umiejętności rozwiązywania złożonych problemów. Pytanie tylko, czy nie jest to czasem związane z przytoczonym przez Dukaja myśleniem 'przez sąsiedztwo', to znaczy lepiej rozwiązywane są problemy, w których można czerpać analogie z wielu dziedzin, ale z tymi, które wymagają dogłębnego zrozumienia konkretnego, jednego tematu może być już gorzej.

Awatar użytkownika
Uciekinierka
Introwertyk
Posty: 113
Rejestracja: 07 sty 2015, 2:28
Płeć: kobieta
Enneagram: 9w1
MBTI: INFP

Re: Czy Google zgwałciło nam mózgi?

Post autor: Uciekinierka » 07 cze 2015, 17:57

Czuję potrzebę wypowiedzenia się w tym wątku, bo mam wrażenie, że właśnie mnie dotyczy to zjawisko. Na wstępie przyznam, że nigdy nie czytałam szczególnie dużo, choć mam znajomych, którzy czytają tomy fantastyki całymi seriami. Wciągające książki czytam chętnie, ale rzeczywiście przebrnięcie przez lektury naukowe, popularnonaukowe czy nawet dłuższe fragmenty tekstów i artykuły sprawia mi trudność. Moja przygoda z internetem trwa już dość długo i faktem jest, że spędzam przed komputerem bardo wiele czasu. Niewykluczone, że jest to przyczyną moich trudności z uczeniem się, ba, z uwagą w ogóle. Odnoszę wrażenie, że kiedyś miałam większe możliwości przyswajania wiedzy. Kolejne obserwacje: skaczę wzrokiem po tekstach czytanych w internecie, trudno jest mi czytać po kolei. Wydaje mi się też, że mój sposób myślenia jest bardzo dygresyjny, w rozmowie nieraz gubię wątek. Wbrew pozorom to wszystko ma ogromne znaczenie w moim życiu, przynajmniej moim zdaniem, ponieważ deficyty uwagi wiążą się też z brakiem zaangażowania w cokolwiek, z tak zwanym "słomianym zapałem", a próby przełamania tego schematu są naprawdę w moim odczuciu bardzo trudne.

Nawiasem mówiąc wydaje mi się, że podobny temat poruszał kiedyś Radosław Kotarski na youtubie (przykład ten może obrazować przy okazji, że niestety bardziej przemawiają do mnie już chyba filmiki niż artykuły :)).

Co do "głupienia" społeczeństwa miałabym spore wątpliwości, bo z informacji z którymi się zetknęłam wynika coś wręcz przeciwnego: ludzie stają się z pokolenia na pokolenie bardziej inteligentni (tzw. efekt Flynna).

Dodam jeszcze, że dziękuję za podesłanie artykułu, który wydał mi się na tyle ciekawy, że udało mi się go przeczytać :D
"(...) są różne szkoły, ale jedna z nich mówi, że nigdy nie jest za późno. Mnie się podoba ta szkoła. Co mówi, że nigdy nie jest za późno."

Awatar użytkownika
Agon
IntroManiak
Posty: 666
Rejestracja: 13 kwie 2012, 15:20
Płeć: mężczyzna

Re: Czy Google zgwałciło nam mózgi?

Post autor: Agon » 07 cze 2015, 23:52

Z tego co zauważyłem są 3 metody pozyskiwania informacji, które znacząco różnią się wpływem na mózg:

- przekaz ustny
- czytanie książek
- surfowanie po internecie

Każda z tych metod rozwija pewne umiejętności i cechy np. przekaz ustny rozwija zdolności komunikacyjne, pamieć krótkotrwałą, rozumienie ze słuchu, werbalizowanie myśli. Czytanie książek rozwija cierpliwość, zdolność skupienia uwagi i koncentrację, rozumienie tekstu. Surfowanie po internecie usprawnia zdolność szybkiego przeskakiwania między informacjami, wybieranie kluczowych informacji, selekcję informacji, odnajdywanie powiązań.

Wszystkie te cechy mogą być potencjalnie przydatne, więc najlepiej pozyskiwać informacje za pomocą wszystkich trzech metod. Przesada w jakąś stronę może utrudnić korzystanie z innych źródeł np. uzależnienie od internetu może utrudniać zdolności komunikacyjne i pamięć krótkotrwałą (bo olewany jest przekaz ustny) i zdolność do długotrwałego skupienia na czytanym tekście (bo olewane jest czytanie książek). Dlatego najlepiej znaleźć sobie czas na rozmowę z ludźmi, czytanie książek, przeglądanie internetu.

Awatar użytkownika
ponuraczek
Rozkręcony intro
Posty: 154
Rejestracja: 06 gru 2014, 21:34
Płeć: kobieta
Enneagram: 5w4
MBTI: INTJ

Re: Czy Google zgwałciło nam mózgi?

Post autor: ponuraczek » 17 cze 2015, 21:58

A może to "zguglowanie" mózgu wcale nie jest takie złe? Może to jest po prostu coś w stylu dostosowywania się mózgu, tak by dotrzymywał kroku temu, co się dzieje wokół niego.W dzisiejszych czasach jesteśmy zalewani informacjami ze wszystkich stron, takie wyciąganie szybkich wniosków, oddzielanie zbędnych informacji może być przydatną umiejętnością. Tak samo pamiętanie wszystkiego nie jest potrzebne, gdy właśnie mamy dostęp do szybkich informacji. Nie ma sensu zaśmiecać sobie mózgu.
Nie da się chyba powiedzieć, które "umiejętności" mózgu są lepsze, bo to i tak jest coś co sami w sobie jakby rozwinęliśmy. W pewnym sensie lepsze powinny być te cechy, które ułatwiają życie. Kiedy czytanie stało się czymś powszechnym, ludzie nie mieli podobnych obaw, bo nie potrafili zbadać wpływu czytania na mózg, tak jak to robią teraz, a może oni też mieliby wtedy wątpliwości, czy podążają we właściwym kierunku.
Poza tym inteligencja zawsze kojarzyła mi się bardziej z odpowiednim i szybkim wyciąganiem informacji, niż z zapamiętywaniem i czytaniem długich i trudnych tekstów.

Co do procesu ogłupiania się społeczeństwa, to wydaje mi się, że teraz łatwiej jest dostrzec głupotę innych, gdy czasem chwalą się nią na różnych portalach społecznościowych lub czasem gdy ogląda się coś w telewizji. Może tylko mi się wydaje, ale czasem mam wrażenie jakby głupota była promowana.
"Jeżeli o mnie chodzi, nigdy nie miałem przekonań. Zawsze miałem wrażenia. "
Fernando Pessoa

Nestor

Re: Czy Google zgwałciło nam mózgi?

Post autor: Nestor » 21 cze 2015, 20:49

Intuicyjnie wyczuwam, że nie. Przez gugla nie zgłupieliśmy. Problem jest na tyle złożony, że mogliby się tym zająć na poważnie socjologowie i elaboraty o tym pisać.

Na TEDzie jakiś światły człowiek (przynajmniej na takiego się wypowiadał) powiedział, że dzisiaj nie jest problemem niezapamiętanie informacji, bo są one bardzo łatwo dostępne - gugle, dwa wyrazy i już znamy rok urodzenia Da Vinciego, tylko niewiedza o sposobie dotarcia do niej. To daje wolną rękę nowym kierunkom w nauce - zarządzania wiedzą. I to mnie bardzo ciekawi, bo sam mam w notatkach chaotycznie zapisane z 200 stron przemyśleń a gdybym chciał je dobrze rozpisać, aby inni zrozumieli to będzie z 500, ale najważniejsze jest, żebym się w tym wszystkim nie pogubił. Sprawa wydaje się absurdalna - sam się gubię w tym co zapisałem a jeszcze innych mam spamiętać.

Możemy rozpocząć nowy temat - o człowieku sprzężonym z Internetem.
Ale kiedyś był podobne problemy. Co było gdy sprzężono człowieka z koniem, potem koleją, potem elektrycznością... Zawsze coś.

Napiszę więcej - ogół staje się coraz mądrzejszy.

jubei
Rozkręcony intro
Posty: 200
Rejestracja: 22 lut 2008, 11:27
Płeć: mężczyzna

Re: Czy Google zgwałciło nam mózgi?

Post autor: jubei » 02 lip 2015, 6:43

Od używania googla może zmienić się myślenie, czy inaczej działać synapsy, ale czy to źle.. mózg naukowca, artysty i kogotam też inaczej działają. Ja bym rozszerzył to bardziej. Obecny człowiek nie musi polować, zje co kupi w markecie, człowiek nie umie nic posadzić aby wyrosło, nie umie wydoić krowy, co mu potrzeba wygoogluje i ma podane na tacy. Zmienia się otoczenie, zmienia się i człowiek. W dzisiejszych czasach już nie sama informacja się liczy ale umiejętność przetwarzania a może i dalej - wyciągania wniosków. A jak ktoś jest ogarnięty, to i bombę atomową przez googla zbuduje.
"Life's so unnecessary"

ODPOWIEDZ