Religia, wiara

Dyskusje dotyczące życia, społeczeństwa, polityki, filozofii itp.
Awatar użytkownika
Uciekinierka
Ambiwertyk
Posty: 124
Rejestracja: 07 sty 2015, 2:28
Płeć: kobieta
Enneagram: 9w1
MBTI: INFP

Re: Zmiana religii? Co o tym sądzicie?

Post autor: Uciekinierka » 09 sie 2017, 15:11

psubrat pisze:
09 sie 2017, 14:43
Jeśli przyjmiemy popularne i jednocześnie oficjalne założenie, że Kościół to nie tylko teologowie, a zwykli ludzie, to wniosek jest prosty: w Kościele Maryja jest bóstwem.
Tylko który katolik tak powie? Takiej interpretacji może przyklasnąć tylko obserwator z zewnątrz, a nie członek Kościoła. Dodam jeszcze dla jasności, że w moim rozumieniu wyznawcą danej religii jest ktoś, kto podpisałby się pod jej założeniami, to znaczy ktoś, kto przyjmuje głoszone w tej religii dogmaty jako własne przekonania.
"(...) są różne szkoły, ale jedna z nich mówi, że nigdy nie jest za późno. Mnie się podoba ta szkoła. Co mówi, że nigdy nie jest za późno."

psubrat
Intro-wyjadacz
Posty: 411
Rejestracja: 07 maja 2016, 0:29
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Warszawa

Re: Zmiana religii? Co o tym sądzicie?

Post autor: psubrat » 09 sie 2017, 15:33

Uciekinierka pisze:
09 sie 2017, 15:11
Tylko który katolik tak powie? Takiej interpretacji może przyklasnąć tylko obserwator z zewnątrz, a nie członek Kościoła. Dodam jeszcze dla jasności, że w moim rozumieniu wyznawcą danej religii jest ktoś, kto podpisałby się pod jej założeniami, to znaczy ktoś, kto przyjmuje głoszone w tej religii dogmaty jako własne przekonania.
A dla mnie wyznawanie religii to jest POSTĘPOWANIE zgodnie z tym co religia głosi. W kwestii Maryji mamy sprzeczność między słowami a czynami.
Swoją drogą, wiele elementów kultu maryjnego jest zwyczajnym pogaństwem, kultem przedmiotów. Na przykład modlitwy do "matki boskiej częstochowskiej", "matki boskiej fatimskiej",... Kiedyś oglądałem sobie TV Trwam i tam nawet księża używali zwrotów typu: "modliła się do matki boskiej fatimskiej" - czyli modliła się do przedmiotu, do rzeźby, bo przecież nie do Maryji jako osoby, bo osoba nie jest ani "częstochowska" ani "fatimska".
Ożenić się, to jest poz­być się połowy swoich praw i pod­woić w za­mian swo­je obo­wiązki. (Schopenhauer)

Jeśli chodzi o wspólne, interesujące spędzanie wolnego czasu, to mężczyźni i kobiety pasują do siebie jak woda i olej.

Awatar użytkownika
Uciekinierka
Ambiwertyk
Posty: 124
Rejestracja: 07 sty 2015, 2:28
Płeć: kobieta
Enneagram: 9w1
MBTI: INFP

Re: Zmiana religii? Co o tym sądzicie?

Post autor: Uciekinierka » 09 sie 2017, 16:17

psubrat pisze:
09 sie 2017, 15:33
A dla mnie wyznawanie religii to jest POSTĘPOWANIE zgodnie z tym co religia głosi.
Z tym się zgadzam.
psubrat pisze:
09 sie 2017, 15:33
W kwestii Maryji mamy sprzeczność między słowami a czynami.
A z tym już nie. To jest kwestia interpretacji. Duchowni katoliccy wyraźnie wyjaśniają o co chodzi w kwestii świętych, ale nie chcę się powtarzać, bo już o tym wspominałam w innym poście. Nawet dla papieża Jana Pawła II, co często się podkreśla, Maryja była bardzo ważną postacią. To nie znaczy jednak, że była dla niego bogiem. Myślę, że nieco światła na ten temat może rzucić Ewangelia mówiąca o zwiastowaniu i spotkaniu ze św. Elżbietą. Tak zwany Magnificat jest zaczerpnięty z Pisma Świętego właśnie.
psubrat pisze:
09 sie 2017, 15:33
Swoją drogą, wiele elementów kultu maryjnego jest zwyczajnym pogaństwem, kultem przedmiotów.
Mogą się zdarzać przypadki, kiedy jakiś artefakt staje się bożkiem. Wchodzi tu w grę swego rodzaju myślenie magiczne. Podobnie zresztą staje się, kiedy określone rytuały są dla kogoś ważniejsze niż moralność na przykład. Niemniej Kościół konsekwentnie przed takim podejściem do tematu przestrzega. Bóg nie jest dla katolika przedmiotem kultu, tylko podmiotem, z którym poszukuje się relacji.
"(...) są różne szkoły, ale jedna z nich mówi, że nigdy nie jest za późno. Mnie się podoba ta szkoła. Co mówi, że nigdy nie jest za późno."

psubrat
Intro-wyjadacz
Posty: 411
Rejestracja: 07 maja 2016, 0:29
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Warszawa

Re: Zmiana religii? Co o tym sądzicie?

Post autor: psubrat » 12 sie 2017, 11:48

Uciekinierka pisze:
09 sie 2017, 16:17
Mogą się zdarzać przypadki, kiedy jakiś artefakt staje się bożkiem. Wchodzi tu w grę swego rodzaju myślenie magiczne. Podobnie zresztą staje się, kiedy określone rytuały są dla kogoś ważniejsze niż moralność na przykład. Niemniej Kościół konsekwentnie przed takim podejściem do tematu przestrzega. Bóg nie jest dla katolika przedmiotem kultu, tylko podmiotem, z którym poszukuje się relacji.
Ja tę kościelną rzeczywistość odbieram inaczej. Kościół wręcz organizuje kult przedmiotów: np. uroczyste przenoszenie obrazu Maryji z domu do domu. Sam byłem dwukrotnie uczestnikiem takiego wydarzenia. Nie zetknąłem się natomiast z podobnym wydarzeniem dotyczącym obrazu, czy rzeźby Jezusa. To też dość znamienne w kwestii statusu Maryji w Kościele.
Ożenić się, to jest poz­być się połowy swoich praw i pod­woić w za­mian swo­je obo­wiązki. (Schopenhauer)

Jeśli chodzi o wspólne, interesujące spędzanie wolnego czasu, to mężczyźni i kobiety pasują do siebie jak woda i olej.

jubei
Stały bywalec
Posty: 265
Rejestracja: 22 lut 2008, 11:27
Płeć: mężczyzna

Re: Zmiana religii? Co o tym sądzicie?

Post autor: jubei » 21 sie 2017, 9:39

Fajna geneza religii w artykule na racjonalista.pl. Piszący jest trochę skrzywiony na prawo ale to mi nie przeszkadza. Ogólnie artykuł ciekawy o prasłowianach i warto cały przeczytać. Natomiast poruszyła mnie próba wyjaśnienia skąd się wzięły religie, autor chcial dojść samego źródła, to co sam chciałem rozkminić. Czyli po co powstała religia na samym początku istnienia ludzkości. Kilka cennych określeń pozwolę sobie zacytować:
Religie zazwyczaj są bezpiecznikami systemów a nie jego osiami..
Religie można więc zdefiniować jako instytucje społeczne będące przejawem potrzeb systemu, głównie o charakterze gospodarczym, których nie da się zaspokoić w oparciu o dostępną aktualnie wiedzę i technikę. Religie to swoista forma samoobrony systemu przed jednostkami.
Religia nie była produktem ignorancji, lecz komunikacji i ...rozwoju wiedzy(...)Im więcej wiedzy, tym więcej niepewności. Religia rodzi się z niepewności.
Ups dodaję linka https://www.racjonalista.pl/kk.php/s,10139/k,2
"Life is so unnecessary"

Awatar użytkownika
Coldman
Administrator
Posty: 1624
Rejestracja: 07 lip 2014, 2:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
MBTI: INTJ
Lokalizacja: Wlkp

Re: Zmiana religii? Co o tym sądzicie?

Post autor: Coldman » 22 wrz 2017, 1:27

Jest tu ktoś wyznawcą filozofii Buddyzmu ?
Biegnij teraz jak łagodny zwierz. Biegnij by dowiedzieć się, o sobie samym i o świecie co zimny jest jak lód.

Awatar użytkownika
Drimlajner
Krypto-Extra
Posty: 936
Rejestracja: 07 mar 2013, 21:32
Płeć: mężczyzna
MBTI: Brak
Lokalizacja: Warszawa - Okęcie

Re: Zmiana religii? Co o tym sądzicie?

Post autor: Drimlajner » 28 wrz 2017, 0:34

Uciekinierka pisze:
05 sie 2017, 15:09
Ech... Byłeś kiedykolwiek katolikiem?
A to jest ciekawe i bardzo w temacie pytanie.
What makes Roman Catholic a Roman Catholic?

Uznawanie dogmatów? Tak odpowiedziałby religioznawca.
Uczestniczenie w życiu wspólnoty? Tak odpowiedziałby pragmatyk.
Otrzymanie wychowania w wierze? Tak odpowiedziałby tradycjonalista.
Sakrament chrztu? Tak odpowiedziałby ten, który uznaje literę prawa za największą wartość.

Może jestem, a może nigdy nie byłem. Czy to ma jakiekolwiek znaczenie?
Wszyscy jesteśmy masą przypadkowych słuchaczy niepotrafiących całościowo spojrzeć na istotę zagadnienia.
Uciekinierka pisze:
05 sie 2017, 15:09
Zapytaj któregokolwiek księdza. [...] Jeszcze większą konsternację jak przypuszczam wzbudza dogmat o Trójcy Świętej. Nie znajdziesz raczej jego logicznego wyjaśnienia duchownych, raczej wspomną Ci coś o tajemnicy natury Boskiej, niezmiennie podkreślając, że Bóg jest jeden.
Nie zapytam księdza. Wybij to sobie z głowy. Prosta sprawa: żaden tu się nie pojawi. Księża są przygotowywani do wypowiadania się z pozycji autorytetu, ex cathedra, więc forma forum dyskusyjnego leży poza granicami ich zainteresowań. Tu zleci się horda ateistów, będą padały wciąż te same oklepane pytania, modły do administracji nic nie wniosą, a zanim zjawią się tytani sceptycyzmu to będzie już dawno pozamiatane.

A w dodatku, byśmy mieli na sumieniu zabicie w nim powołania. To nieładnie. A księżowanie to dobry zawód jest, nieopodatkowany :D
May the blessing of the Wright Brothers always be with thee.

robertcb
Wtajemniczony
Posty: 5
Rejestracja: 27 wrz 2017, 3:02
Płeć: mężczyzna

Re: Religia, wiara

Post autor: robertcb » 28 wrz 2017, 0:56

Z moich doświadczeń, snów, deja vu i dociekań naukowych - z tego wywnioskowałem że faktem jest istnienie wieloświata w którym realizują się różne alternatywne scenariusze życia, przy czym fragmenty są dostępne w naszych snach.
Mózg będzie tu rodzajem kwantowego komputera (mającego swoje odpowiedniki w światach równoległych) a sama świadomość jest tworem nielokalnym i niezależnym od materii mózgu (dusza)

Awatar użytkownika
SCD
Intronek
Posty: 69
Rejestracja: 05 wrz 2016, 1:58
Płeć: nieokreślona
Enneagram: 6w5
MBTI: INFJ
Lokalizacja: Kielce

Re: Religia, wiara

Post autor: SCD » 28 wrz 2017, 19:53

Tylko to co czujesz mnie interesuje.

Awatar użytkownika
Lew
Intronek
Posty: 40
Rejestracja: 12 paź 2017, 23:12
Płeć: mężczyzna
MBTI: ISFP

Re: Religia, wiara

Post autor: Lew » 15 paź 2017, 19:17

Widzę tutaj kilka wątków.
Po pierwsze, jako introwertycy mamy taką samą potrzebę przynależności i spotykania się z ludźmi jak ekstrawertycy, choć często nie zdajemy sobie z tego sprawę, bo większość ludzi jest taka hałaśliwa, w związku z czym takie sytuacje źle nam się kojarzą, bo ciągle coś nas rozprasza, nie możemy się skupić i tak dalej. Przy czym spotkania grup religijnych mają to do siebie, że są raczej przyjazne introwertykom. Wydaje mi się, że jeśli masz problem z dużą ilością ludzi, która razem śpiewa czy modli się to to chyba nie jest kwestia introwertyzmu samego w sobie, raczej lęku przed ludźmi bądź zwyczajne niezrozumienie sytuacji i wynikająca z tego nuda. Natomiast spotkanie buddyjskiej sanghi, a dłuższe odosobnienie już w ogóle, jest rajem dla introwertyka – ludzie się zbierają, żeby milczeć (ewntualnie wspólnie śpiewać), czy to nie piękne? Wśród buddystów chyba większość to introwertycy, w związku z czym zwykle panuje atmosfera sprzyjająca, ludzie słuchają się nawzajem i tak dalej. Coś zupełnie innnego, warto spróbować.
Sam zacząłem od Chrześcijaństwa, od dziecka wierzę w Boga, choć w wieku 16 lat około odszedłem od Kościoła, bo nie widziałem w nim autentycznego doświadczenia duchowego. Próbowałem wszystkiego co było dostępne – buddyzm, joga, taoizm, mieszkałem chwilę w świątyni Hare Kryszna, a nawet inspiruje mnie czytanie Koranu (i generalnie cenię islam i podróżując spotkałem wielu inspirujących muzułmanów). Doszedłem do prostego wniosku, że zasadniczo wszystkie te nauki sprowadzają się do tego samego (choć różnią się proponowanymi środkami). Jezus jest moim wzorem jednak taki jakim opisuje go Pismo Święte, a nie Kościół, bo tutaj są pewne rozbieżności.
Zatem wierzę w Boga. Nie jest to jednak twierdzenie lecz aksjomat, tego się nie dowodzi. Tu chodzi o to jak kształtuje się świadomość gdy przyjmie się, że wszystko co się dzieje, pochodzi z tego samego źródła. Że wszelka chwała należy się tylko Jemu i bać się należy tylko Niego (ale też tylko wtedy gdy złamało się przymierze). W związku z tym tak naprawdę każdy jest posłańcem od Boga. Pomijając fakt, że ciężko żyć inaczej jeśli zostało się tak wychowanym, wydaje mi się, że to bardzo praktyczne podejście do życia. :)
Teoretycznie jestem jednocześnie chrześcijaninem (bo jestem ochrzczony i wzoruję się na naukach Jezusa), muzułmaninem (bo wierzę w Boga i w to, że Mahomet był jego posłańcem – jak wspomniałem, każdy człowiek nim jest) i buddystą (bo mam 5 wskazań), ale w sumie nie ma to większego znaczenia. Religia jest narzędziem, a nie celem.

Awatar użytkownika
Lew
Intronek
Posty: 40
Rejestracja: 12 paź 2017, 23:12
Płeć: mężczyzna
MBTI: ISFP

Re: Zmiana religii? Co o tym sądzicie?

Post autor: Lew » 16 paź 2017, 6:41

Coldman pisze:
22 wrz 2017, 1:27
Jest tu ktoś wyznawcą filozofii Buddyzmu ?
Wyznawca to dużo powiedziane, bo nauka Buddy polega generalnie na nie wyznawaniu niczego z góry, ale przyjąłem 3 schronienia (inicjacja na ścieżce) i praktykuję regularnie. Filozoficznie chyba tylko droga Tao przemawia do mnie bardziej, ale to bardzo pokrewne podejście.

Co do samego tematu, spróbowałem chyba wszystkiego i generalnie doszedłem, że wszystko wychodzi na jedno tak naprawdę, bo każda ścieżka jaką poznałem sama w sobie jest cudowna, a każda większa organizacja ma swoje niedoskonałości. Tak jak można przyczepić się do Kościoła Katolickiego o wiele rzeczy, choć pewnie często problemem jest zbłądzenie ludzi aniżeli błąd w nauce, tak każdej innej organizacji jaką poznałem można coś zarzucić. Z drugiej strony w każdej organizacji spotkamy osoby o bardzo wysokich standardach moralnych co jest wartością samą w sobie.

Może kiedyś myślałem o tym jak o zmianie religii, ale koniec końców przyjaźnię się ze wszystkimi, z łatwością wyrażam te same prawdy językiem chrześcijaństwa, buddyzmu czy hinduizmu, z muzułmanami też się dogaduję, chętnie praktykuję ze wszystkimi. To w zasadzie boli mnie najbardziej, że ludzie tak bardzo dzielą się religiami, skoro w gruncie wszystkim wierzącym chodzi o to samo i mają wspólny cel – to należałoby się jednoczyć, nie? Z drugiej strony świat taki jest, że nad wyraz łatwo ludzi skłócić ze sobą. No ale cóż robić, trzeba wierzyć i dawać dobry przykład.

Awatar użytkownika
Drimlajner
Krypto-Extra
Posty: 936
Rejestracja: 07 mar 2013, 21:32
Płeć: mężczyzna
MBTI: Brak
Lokalizacja: Warszawa - Okęcie

Re: Zmiana religii? Co o tym sądzicie?

Post autor: Drimlajner » 16 paź 2017, 15:41

Lew pisze:
16 paź 2017, 6:41
To w zasadzie boli mnie najbardziej, że ludzie tak bardzo dzielą się religiami, skoro w gruncie wszystkim wierzącym chodzi o to samo i mają wspólny cel – to należałoby się jednoczyć, nie?
A o jakąż to wspólną idee/cel chodzi tym wszystkim wierzącym? To ciekawe.

Powiało komunizmem...
May the blessing of the Wright Brothers always be with thee.

Awatar użytkownika
Lew
Intronek
Posty: 40
Rejestracja: 12 paź 2017, 23:12
Płeć: mężczyzna
MBTI: ISFP

Re: Zmiana religii? Co o tym sądzicie?

Post autor: Lew » 16 paź 2017, 17:22

Drimlajner pisze:
16 paź 2017, 15:41
A o jakąż to wspólną idee/cel chodzi tym wszystkim wierzącym? To ciekawe.

Powiało komunizmem...
Tak, jest taka jedna rzecz, ale z zastrzeżeniem, że człowiek wierzący to nie człowiek, który deklaruje przekonanie o dogmatach religii, lecz osoby, które odnoszą realne korzyści wynikające ze sposobu postrzegania świata jaki proponuje dana religia. To stosunkowo rzadki widok, jednak tacy ludzie istnieją i są wspaniałymi ludźmi, spotkanie z taką osobą sięga nieraz odmiennego stanu świadomości. Osoby z takim doświadczeniem zdają sobie sprawę z tego, że nie może dać światu nic lepszego aniżeli podzielić się swoim doświadczeniem z możliwie dużą ilością ludzi i to jest ta wizja ludzi żyjących razem w przyjaźni i miłości. To jest to czego chce każdy prawdziwy chrześcijanin, buddysta, itp, a im silniejsza wiara (czytaj. większa korzyść dla życia) tym pragnienie to jest silniejsze. Religie różnią się w kwestiach pobocznych, ale to co najważniejsze jest takie samo: wyluzuj, wybaczaj, zrozum co chcesz dać światu i zrób to jakbyś odpowiadał tylko przed Bogiem. Jest to powiedziane w różny sposób, nie zawsze wprost, ale wszystkie praktyki religijne wykonywane poprawnie prowadzą.
I oczywiście, żeby było zabawniej, trzeba wierzyć, żeby to zobaczyć i znów im bardziej wierzysz – tym bardziej to dostrzegasz. Dzieje się tak dlatego, że niejako „przyciągamy podobieństwa” – to wynika zarówno z działania naszej uwagi, ale też nawyków. Ten sam mechanizm sprawia, że na przykład świat bogatych jest właściwie niedostępny dla żula spod monopolowego. Z tego względu niewierzący widzą tylko pseudowierzących, którzy robią złą sławę religii, a im bardziej ktoś się skupia na Bogu i potrafi go doświadczyć tym bardziej otacza podobnymi sobie i widzi pozytywy i rośnie w wierze. Dlatego też wiary można się nauczyć tylko przez doświadczenie przebywania z kimś kto już wierzy.
Dlatego wszystkich wierzących łączy jedno: podaj dalej!

Awatar użytkownika
Drimlajner
Krypto-Extra
Posty: 936
Rejestracja: 07 mar 2013, 21:32
Płeć: mężczyzna
MBTI: Brak
Lokalizacja: Warszawa - Okęcie

Re: Religia, wiara

Post autor: Drimlajner » 16 paź 2017, 23:16

Dyskutujemy o tym samym zagadnieniu w dwóch różnych blokach, proponuję zostawić tamten dla zagadnień związanych czysto ze zmianą religii, a ten poświęcić na kwestie wiary i zagadnienia religijne. Ordnung muss sein.
Lew pisze:
15 paź 2017, 19:17
Widzę tutaj kilka wątków.
Po pierwsze, jako introwertycy mamy taką samą potrzebę przynależności i spotykania się z ludźmi jak ekstrawertycy, choć często nie zdajemy sobie z tego sprawę, bo większość ludzi jest taka hałaśliwa, w związku z czym takie sytuacje źle nam się kojarzą, bo ciągle coś nas rozprasza, nie możemy się skupić i tak dalej. Przy czym spotkania grup religijnych mają to do siebie, że są raczej przyjazne introwertykom. Wydaje mi się, że jeśli masz problem z dużą ilością ludzi, która razem śpiewa czy modli się to to chyba nie jest kwestia introwertyzmu samego w sobie, raczej lęku przed ludźmi bądź zwyczajne niezrozumienie sytuacji i wynikająca z tego nuda. Natomiast spotkanie buddyjskiej sanghi, a dłuższe odosobnienie już w ogóle, jest rajem dla introwertyka – ludzie się zbierają, żeby milczeć (ewntualnie wspólnie śpiewać), czy to nie piękne? Wśród buddystów chyba większość to introwertycy, w związku z czym zwykle panuje atmosfera sprzyjająca, ludzie słuchają się nawzajem i tak dalej. Coś zupełnie innnego, warto spróbować.
Czytałem nawet, że gdzieś w kitajskich górach jest taoistyczny klasztor gdzie mnisi żyją w odosobnieniu i samotności, pozwala im to doznać olśnienia i poznać istotę rzeczy.

Klasyka: C'est magnifique, mais ce n'est pas la guerre: c'est de la folie.

Oglądałem ostatnio Szwedzką Teorię Miłości i tam Bauman powiedział że jedną z niewielu rzeczy które człowiek u kresu docenia w życiu jest przezwyciężanie trudności. To bardzo religijne stwierdzenie, religia daje nam prostą odpowiedź na to czym właściwie jest nasze życie. Tak więc idąc tym tropem. Zamykanie się w kółku wzajemnej adoracji i odcinanie od rzeczy pozornie niewygodnych. Całkiem bezsensowna rzecz.
Lew pisze:
15 paź 2017, 19:17
Zatem wierzę w Boga. Nie jest to jednak twierdzenie lecz aksjomat, tego się nie dowodzi. Tu chodzi o to jak kształtuje się świadomość gdy przyjmie się, że wszystko co się dzieje, pochodzi z tego samego źródła. Że wszelka chwała należy się tylko Jemu i bać się należy tylko Niego (ale też tylko wtedy gdy złamało się przymierze). W związku z tym tak naprawdę każdy jest posłańcem od Boga. Pomijając fakt, że ciężko żyć inaczej jeśli zostało się tak wychowanym, wydaje mi się, że to bardzo praktyczne podejście do życia.
Podoba mi się to stwierdzenie. Szufladkuje wszystkich wierzących jako intelektualnie leniwych, no bo przecież zostali wychowani tak żeby brać pod uwagę jedno źródło. Tymczasem życie nie jest czarno białe, tylko pełne szarości i żeby wyrobić sobie zdanie na jakiś temat trzeba poznać różne źródła, relacje, czasem sprzeczne...

Jak chociażby istnienie jednego boga w tradycji chrześcijańskiej a wielu bogów w Piśmie Świętym.
Lew pisze:
15 paź 2017, 19:17
Teoretycznie jestem jednocześnie chrześcijaninem (bo jestem ochrzczony i wzoruję się na naukach Jezusa), muzułmaninem (bo wierzę w Boga i w to, że Mahomet był jego posłańcem – jak wspomniałem, każdy człowiek nim jest) i buddystą (bo mam 5 wskazań), ale w sumie nie ma to większego znaczenia. Religia jest narzędziem, a nie celem.
Viva la politeizm! Regres jest w modzie.
Lew pisze:
16 paź 2017, 17:22
Tak, jest taka jedna rzecz, ale z zastrzeżeniem, że człowiek wierzący to nie człowiek, który deklaruje przekonanie o dogmatach religii, lecz osoby, które odnoszą realne korzyści wynikające ze sposobu postrzegania świata jaki proponuje dana religia. To stosunkowo rzadki widok, jednak tacy ludzie istnieją i są wspaniałymi ludźmi, spotkanie z taką osobą sięga nieraz odmiennego stanu świadomości. Osoby z takim doświadczeniem zdają sobie sprawę z tego, że nie może dać światu nic lepszego aniżeli podzielić się swoim doświadczeniem z możliwie dużą ilością ludzi i to jest ta wizja ludzi żyjących razem w przyjaźni i miłości. To jest to czego chce każdy prawdziwy chrześcijanin, buddysta, itp, a im silniejsza wiara (czytaj. większa korzyść dla życia) tym pragnienie to jest silniejsze. Religie różnią się w kwestiach pobocznych, ale to co najważniejsze jest takie samo: wyluzuj, wybaczaj, zrozum co chcesz dać światu i zrób to jakbyś odpowiadał tylko przed Bogiem. Jest to powiedziane w różny sposób, nie zawsze wprost, ale wszystkie praktyki religijne wykonywane poprawnie prowadzą.
Tutaj jest jeden zasadniczy problem. Powiesz: dogmat, ale dogmaty mają większe znaczenie niż wizje utopijnego społeczeństwa. Świat, owszem, to przyjaźń i miłość, ale również wrogość i nienawiść. Te emocje współistnieją, są nierozerwalne, ściśle ze sobą powiązane. Buddyści nic o tym nie wspominali? To Taoizm 1.0.
Lew pisze:
16 paź 2017, 17:22
I oczywiście, żeby było zabawniej, trzeba wierzyć, żeby to zobaczyć i znów im bardziej wierzysz – tym bardziej to dostrzegasz. Dzieje się tak dlatego, że niejako „przyciągamy podobieństwa” – to wynika zarówno z działania naszej uwagi, ale też nawyków. Ten sam mechanizm sprawia, że na przykład świat bogatych jest właściwie niedostępny dla żula spod monopolowego. Z tego względu niewierzący widzą tylko pseudowierzących, którzy robią złą sławę religii, a im bardziej ktoś się skupia na Bogu i potrafi go doświadczyć tym bardziej otacza podobnymi sobie i widzi pozytywy i rośnie w wierze. Dlatego też wiary można się nauczyć tylko przez doświadczenie przebywania z kimś kto już wierzy.
Dlatego wszystkich wierzących łączy jedno: podaj dalej!
Myślę że w tym cytacie jest zbyt wielkie uproszczenie. Niewierzący to nie jest grupa osób którym nikt nie pokazał pokazał pozytywnych aspektów wiary. Postawienie tego zagadnienia w taki sposób bardzo pomniejsza nasze zdolności autorefleksji, wolnej woli, analizy otaczającego nas świata. Rób tak bo: podobieństwa, przodkowie, tradycja. A gdzie miejsce na sceptycyzm? Sceptycyzm który jest podstawowym mechanizmem rozwoju jednostki i społeczeństw?
May the blessing of the Wright Brothers always be with thee.

Awatar użytkownika
Lew
Intronek
Posty: 40
Rejestracja: 12 paź 2017, 23:12
Płeć: mężczyzna
MBTI: ISFP

Re: Religia, wiara

Post autor: Lew » 17 paź 2017, 14:38

Drimlajner pisze:
16 paź 2017, 23:16
Lew pisze:
15 paź 2017, 19:17
Teoretycznie jestem jednocześnie chrześcijaninem (bo jestem ochrzczony i wzoruję się na naukach Jezusa), muzułmaninem (bo wierzę w Boga i w to, że Mahomet był jego posłańcem – jak wspomniałem, każdy człowiek nim jest) i buddystą (bo mam 5 wskazań), ale w sumie nie ma to większego znaczenia. Religia jest narzędziem, a nie celem.
Viva la politeizm! Regres jest w modzie.
Jaki politeizm? Wiara Abrachamowa głosi: jest jeden Bóg. Oznacza to, że jest tylko Jedyny Bóg. Jeśli ktoś wierzy w Jedynego Boga to automatycznie wierzy w tego samego Boga, bo przyjęcie że jest inaczej oznaczałoby, że stawiamy jakiegoś boga obok Boga. Zatem wszyscy żydzi, chrześcijanie, muzułmanie, a także część hindusów wierzy w tego samego Boga. Znamienne, że w Tradycjach Abrachamowych nie używamy imienia Pana Boga. Słowo Bóg piszemy wielką literą by wyrazić fakt, że to jest ten jedyny, ale to jest zwykły rzeczownik, podobnie jak arabskie słowo Allah – tutaj jest to ładnie wyjaśnione: https://www.youtube.com/watch?v=2FNPdR_1inA
Tradycja Wedyjska z kolei ma trochę inne podejście, bo też uznaje Jedynego Boga, nazywanego Wisznu (choć ma też wiele innych imion). Jednak opisuje też wielu półbogów: Śiwa, Brahma, Durga, Ganeśa, itd, którzy z perspektywy człowieka przypomianają Boga, jednak wszyscy są śmiertelni i istnieją w świecie materialnym. I tak na Tradycję Wedyjską składa się wiele wyznań, Wedy akceptują fakt, że przyjęcie Jedynego Boga, który istnieje poza wszystkim i we wszystkim się przejawia jest trudne. mało kto może pojąć, dlatego obok kultu Wisznu (uznawanaego za najwyższą formę duchowości) proponuje również kult półbogów, a nawet ścieżki nonteistyczne.
Mogłoby się wydawać, że podejście Wiary Abrachamowej jest sprzeczne z podejściem Wed, jednak należy pamiętać, że centrum tej pierwszej jest Przymierze między Bogiem a człowiekiem. Zarówno Jezus jak i Mahomet zwracali się do Narodu Wybranego, więc na przykład słowo „niewierny” w islamie odnosi się do tych, którzy łamią przymierze. Ktoś kto nigdy nie poznał Boga na przykład nie podchodzi pod to pojęcie (wystarczy się zastanowić, jak można być wiernym czemuś czego się nie zna). Przymierze natomiast jest jakby inicjacją w tej najwyższej ścieżce wiary w Jedynego Boga.
Buddyzm natomiast z wiarą w Boga nie ma nic wspólnego – to sam pragmatyzm. Jednak prowadzi do tego samego doświadczenia.
Tutaj jest jeden zasadniczy problem. Powiesz: dogmat, ale dogmaty mają większe znaczenie niż wizje utopijnego społeczeństwa. Świat, owszem, to przyjaźń i miłość, ale również wrogość i nienawiść. Te emocje współistnieją, są nierozerwalne, ściśle ze sobą powiązane. Buddyści nic o tym nie wspominali? To Taoizm 1.0.
Dogmat jest rzecz wtórną wobec wiary. Dogmat jest narzędziem, które ma niewierzącemu pomóc w odnalezieniu wiary. Wierzący człowiek nie potrzebuje dogmatów, one przejawiają się w jego życiu naturalnie. Co do wrogości przyjaźni i miłości, wszystkie są bez znaczenia, gdy masz wiarę, To jest doświadczenie jedności wszystkiego co jest. Jeśli wszystko jest jednym nie ma nikogo kto miałby kochać czy nienawidzieć.
Myślę że w tym cytacie jest zbyt wielkie uproszczenie. Niewierzący to nie jest grupa osób którym nikt nie pokazał pokazał pozytywnych aspektów wiary. Postawienie tego zagadnienia w taki sposób bardzo pomniejsza nasze zdolności autorefleksji, wolnej woli, analizy otaczającego nas świata. Rób tak bo: podobieństwa, przodkowie, tradycja. A gdzie miejsce na sceptycyzm? Sceptycyzm który jest podstawowym mechanizmem rozwoju jednostki i społeczeństw?
Wróć do podstawowego zastrzeżenia jakie poczyniłem. Wiara jest czymś więcej niż przyjęcie pewnych twierdzeń – to stan świadomości. Tradycja i religia to tylko kierunkowskazy w stronę wiary, ale stosowanie się do nich nie gwarantuje osiągnięcia wiary. Z drugiej strony, rzeczywiście. spotkanie wierzącej osoby to dopiero połowa sukcesu, trzeba jeszcze uczciewie na tą osobę spojrzeć i chcieć żyć tak jak ona. Zamotanie się w poglądach może to skutecznie utrudniać. Ja potrzebowałem wielu lat by przebrnąć przez błędne poglądy. Pierwszy raz gdy spotkałem wielbicieli Wisznu widziałem że są szczęśliwi, czyści, nie czułem się wart takiego życia, bałem się zmian, jednak wiedziałem, że chciałbym. Gdy usunąłem „bym” znalazłem się na właściwie drodze do wiary.
Co do sceptycyzmu jak najbardziej. Jednak doświadczanie wiary jest argumentem samym w sobie, bo co mnie obchodzi jakaś obiektywna prawda jeśli z dnia na dzień jestem szczęśliwy i mam w życiu to czego pragnę? Wszelkie dociekiwania na temat natury świata mają sens tylko wtedy gdy ci czegoś w życiu brakuje. Wiara z kolei jest doświadczeniem obfitości w życiu a im dłużej wierzymy tym bardziej widzimy, że wiara pomaga cokolwiek by się nie działo.

ODPOWIEDZ