Pochodzenie a perspektywy

Dyskusje dotyczące życia, społeczeństwa, polityki, filozofii itp.
Patrycjusz
Rozkręcony intro
Posty: 235
Rejestracja: 08 sty 2015, 15:47
Płeć: mężczyzna

Pochodzenie a perspektywy

Post autor: Patrycjusz » 18 cze 2017, 15:42

W związku moimi ostatnimi przemyśleniami nasunęło mi się kilka pytań, na które wasza odpowiedź może być bardzo cenna. Pytania te kieruję do osób, które pochodzą z rodzin niewykształconych/wiejskich/biednych, a wisienką na torcie byłyby odpowiedzi tych, którzy pochodzą z rodzin patologicznych. Oczywiście to bardzo intymne przyznawać się do pochodzenia z rodziny np. biednej (podobnie z bogatej, co często wzbudza zazdrość), dlatego jeśli ktoś nie chce tego robić, może po prostu napisać swój ogólny pogląd na sprawę.

Pytania są następujące. Czy odczuwasz, że Twoje pochodzenie ma wpływ na Twoje perspektywy na życie? W jaki sposób to się objawia? Czy nie masz wrażenia, że inni mają "lepiej", lub "z górki"? Czy odczuwasz coś na kształt "Szklanego klosza", o którym pisała Sylvia Plath, tylko tutaj nie w wydaniu płci, a pochodzenia, poziomu życia i bycia? Że jest jakaś górna granica, której nie możesz przekroczyć w związku ze swoim pochodzeniem, brakiem pieniędzy, edukacji, koneksji? Czy uważasz, że inni przysługują sobie zasługi, które tak naprawdę są wynikiem okoliczności? (np. praca, którą znalazł nam rodzic/certyfikat ze szkoły językowej, za którą zapłacili rodzice)

Nestor

Re: Pochodzenie a perspektywy

Post autor: Nestor » 18 cze 2017, 19:10

Czy odczuwasz, że Twoje pochodzenie ma wpływ na Twoje perspektywy na życie?
Tak.
W jaki sposób to się objawia?
Gorszym startem w dorosłość i późniejszą koniecznością niwelowania szkód poniesionych w okresie dzieciństwa.
Czy nie masz wrażenia, że inni mają "lepiej", lub "z górki"?
Mam takie wrażenie.
Czy odczuwasz coś na kształt "Szklanego klosza", o którym pisała Sylvia Plath, tylko tutaj nie w wydaniu płci, a pochodzenia, poziomu życia i bycia?
Nie wiem, o czym pisała i póki co, to nic mnie nie zachęca, żeby się dowiedzieć.
Że jest jakaś górna granica, której nie możesz przekroczyć w związku ze swoim pochodzeniem, brakiem pieniędzy, edukacji, koneksji?
Tak.
Czy uważasz, że inni przysługują sobie zasługi, które tak naprawdę są wynikiem okoliczności? (np. praca, którą znalazł nam rodzic/certyfikat ze szkoły językowej, za którą zapłacili rodzice)
Tak, ale to tylko przypadki. Większość, lub można napisać przeciętnie, zasługi są efektem pracy. Takie anomalie bazujące na szczęśliwym trafie w długiej perspektywie przestają mieć znaczenie. (Np. co z tego, że ktoś wygra milion, skoro może być tak głupi, że go wyda na głupoty? a mądry sam by go zarobił...). Żyjemy w społeczeństwie, gdzie ciśnienie bardzo szybko się wyrównuje, i np. klęski żywiołowe powodują pojawienie się bezrobotnych a oni są z kolei magnesem na przedsiębiorców...

Awatar użytkownika
highwind
Legenda Intro
Posty: 1694
Rejestracja: 15 paź 2011, 10:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 1w9
MBTI: istj
Lokalizacja: wro

Re: Pochodzenie a perspektywy

Post autor: highwind » 18 cze 2017, 21:34

Chciałbym poprosić o doprecyzowanie dotyczące definicji rodzin wiejskich/niewykształconych. Bo teraz nie wiem, czy moja się do nich zalicza. Rodzice oboje wychowali się i mieszkali na wsi, a do małego miasteczka (7tys mieszkańców) przeprowadzili się, kiedy miałem ok 5 lat. Wykształcenie wyższe też zdobyli później (żadne z czwórki rodzeństwa rodziców takiego wykształcenia nigdy nie zdobyło). Więc nie wiem czy się kwalifikuję, czy nie?

W każdym razie:
Patrycjusz pisze:
18 cze 2017, 15:42
Czy odczuwasz, że Twoje pochodzenie ma wpływ na Twoje perspektywy na życie?
Pytanie retoryczne? Dziecko, które urodziło się bez nóg, dobrym biegaczem raczej nie zostanie.
Patrycjusz pisze:
18 cze 2017, 15:42
Czy nie masz wrażenia, że inni mają "lepiej", lub "z górki"?
Mam, ale mi to nie przeszkadza. Czasem cieszę się ich szczęściem/sukcesem.
Patrycjusz pisze:
18 cze 2017, 15:42
Czy odczuwasz coś na kształt "Szklanego klosza"
Jestem świadom, że prawdopodobnie nie będę miał auta za milion złotych i mieszkania za trzy miliony oraz że nie zasiądę w zarządzie wielkiej korporacji. Ale nie czuję, że jest to spowodowane jakimś zewnętrznym hamującym/ograniczającym oddziaływaniem. Już bardziej moimi własnymi ograniczeniami, zwłaszcza w stosunku do pierwszych dwóch celów, bo znam ludzi, którzy je osiągnęli i wiem jakie koszty tych osiągnięć mniej-więcej były.
Patrycjusz pisze:
18 cze 2017, 15:42
Czy uważasz, że inni przysługują sobie zasługi, które tak naprawdę są wynikiem okoliczności?
Wszystkie zasługi są po części wynikiem okoliczności. Śliski temat.

Awatar użytkownika
eddard
Rozkręcony intro
Posty: 205
Rejestracja: 02 lip 2016, 10:35
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 9w1
MBTI: socjonika
Lokalizacja: Trójmiasto

Re: Pochodzenie a perspektywy

Post autor: eddard » 19 cze 2017, 21:29

Czy odczuwasz, że Twoje pochodzenie ma wpływ na Twoje perspektywy na życie?
To oczywiste. Chociaż powiedziałbym bardziej, że: "miało". Teraz już jakoś je sobie ułożyłem, i wpływ bezpośredni na to jak potoczy się dalej ma to jak się toczyło do tej pory i jak wygląda teraz, a nie skąd pochodzę. Ale pośrednio wszystko bierze się z początków.
W jaki sposób to się objawia?
Chociażby to czy pójdziesz na studia czy nie zależy głównie od rodziny z jakiej pochodzisz, i środowiska w jakim się obracasz (a tego się nie wybiera): jeśli nie ma w niej odpowiednich tradycji albo ambicji to może ci to nawet nie przejść do głowy.
Czy nie masz wrażenia, że inni mają "lepiej", lub "z górki"?
Wiadomo.
Czy odczuwasz coś na kształt "Szklanego klosza", o którym pisała Sylvia Plath, tylko tutaj nie w wydaniu płci, a pochodzenia, poziomu życia i bycia?
Nie wiem o jaki szklany klosz jej chodziło, ale: jasne że przechodzenie między warstwami społecznymi jest bardzo trudne i zdarza się rzadko.
Że jest jakaś górna granica, której nie możesz przekroczyć w związku ze swoim pochodzeniem, brakiem pieniędzy, edukacji, koneksji?
Myślę, że gdyby mi się chciało, to mógłbym osiągnąć cokolwiek. Ale nie chce mi się. To nie tyle kwestia pochodzenia i historii życia, co charakteru i genów, innych priorytetów. Nie zależy mi na przekraczaniu takich granic za wszelką cenę.
Czy uważasz, że inni przysługują sobie zasługi, które tak naprawdę są wynikiem okoliczności? (np. praca, którą znalazł nam rodzic/certyfikat ze szkoły językowej, za którą zapłacili rodzice)
Tak, najsmutniejsi są wyznawcy kapitalizmu z dobrych rodzin, wykształceni za publiczne pieniądze, którzy głoszą że każdy jest kowalem własnego losu i jeśli komuś w życiu nie wyszło to tylko i wyłącznie przez lenistwo i głupotę.

Patrycjusz
Rozkręcony intro
Posty: 235
Rejestracja: 08 sty 2015, 15:47
Płeć: mężczyzna

Re: Pochodzenie a perspektywy

Post autor: Patrycjusz » 21 cze 2017, 1:41

@Highwind
Pewnie, że temat śliski. Nie doprecyzuję, intuicyjnie wiadomo o co chodzi, to co opisałeś jako swoją sytuację myślę, że pasuje.

Trochę tak jest, że te pytania są idiotyczne bo odpowiedzi są dosyć oczywiste, bardziej zależało mi na rozwinięciu subiektywnej perspektywy.

Jako, że nie mogło być inaczej, ja też mogę odpowiedzieć na te pytania:
Czy odczuwasz, że Twoje pochodzenie ma wpływ na Twoje perspektywy na życie? W jaki sposób to się objawia?
Większą rolę niż czynnik finansowy odegrał czynnik mentalności. Po przeprowadzce do większego miasta i wylądowaniu na uczelni wyższej, ze wszystkim musiałem radzić sobie całkowicie sam bo "rad" od rodziny albo nie było, albo były całkowicie bezużyteczne, a wręcz szkodliwe (mają jakieś "zrażenie" do wielkomiejskiej mentalności, co do jakiegoś stopnia podzielam, ale akurat w tym przypadku chodziło po prostu o kompleksy intelektu).
Czy nie masz wrażenia, że inni mają "lepiej", lub "z górki"?
Patrząc w stronę rodzin, które są przeciwieństwem tego, co zawarłem w pierwszym poście, mam wrażenie, że przez różnego rodzaju ułatwienia, mają mniejszą odporność na stres. Górka więc może się w trudniejszych sytuacjach skończyć.
Czy odczuwasz coś na kształt "Szklanego klosza", o którym pisała Sylvia Plath, tylko tutaj nie w wydaniu płci, a pochodzenia, poziomu życia i bycia? Że jest jakaś górna granica, której nie możesz przekroczyć w związku ze swoim pochodzeniem, brakiem pieniędzy, edukacji, koneksji?
Trochę faux pax, bo to o czym pisała to raczej kwestia neurotyczności/depresji niż płci, ale powiedzmy, że chciałem użyć tego sformułowania jako dobrze oddającego granice. W feminizmie nazywa się to "szklanym sufitem". Także jest taka granica, ale jak dobrze podsumował ktoś wyżej, w dłuższej perspektywie czasowej więcej zależy od nakładu własnego.
Czy uważasz, że inni przysługują sobie zasługi, które tak naprawdę są wynikiem okoliczności? (np. praca, którą znalazł nam rodzic/certyfikat ze szkoły językowej, za którą zapłacili rodzice)
Pomijając słuszną uwagę, że zasługi zawsze są wynikiem okoliczności, to w sprecyzowanym przeze mnie przypadku (rodzice) sprawa też ma się dwojako. Rodzic może opłacić kurs, ale jednak wkuwać musimy my sami. Tak samo, praca po znajomości nadal jest pracą, którą musimy wykonywać. Mimo to, patrzenie z wynajmowanego pokoju, jak inni dziedziczą domy zmusza do myślenia.

Awatar użytkownika
highwind
Legenda Intro
Posty: 1694
Rejestracja: 15 paź 2011, 10:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 1w9
MBTI: istj
Lokalizacja: wro

Re: Pochodzenie a perspektywy

Post autor: highwind » 21 cze 2017, 19:00

Czasem się zastanawiam, co kieruje ludźmi, żeby zajmować się przyrównywaniem do innych, ale na tą charakterystyczną modłę, wedle której jest to podszyte nie chęcią samodoskonalenia, tylko zazdrością. Nie poszukiwaniem autorytetu, tylko źródła zawiści. Przecież to jest psychiczna tortura. To tak jakby paraplegik dolno-kończynowy skupiał swoją uwagę nad ubolewaniem, że nie może biegać. Emocja jest zrozumiała, ale bezcelowa i wydaje mi się, że u zdrowego osobnika prędzej czy później przychodzi moment zdania sobie z tego sprawy, po czym nadchodzi czas decyzji - co robić dalej? I chyba można się zgodzić co do tego, że ucięcie pozostałym nóg nie jest dobrą konkluzją.

Przypomina mi się wywiad z prof. Jordanem Petersonem, który oglądałem jakiś czas temu. Był tam poruszony między innymi wątek męskiego pędu ku wspinaczce po drabinie hierarchii i ewolucyjnym znaczeniu tego fenomenu. Generalnie chodziło o to, że jest to pozostałość po naszych przodkach skupionych w grupy plemienne. Jest coś takiego jak wskaźnik Dunbara, który mówi o liczbie stabilnych powiązań społecznych, które dany osobnik może utrzymywać i jest on u naczelnych proporcjonalny do objętości mózgu. Dla ludzi najczęściej przytaczana jest liczba 150, ale waha się od 100 do 250. I w wywiadzie pada sugestia, że nasz hierarchiczny popęd jest zoptymalizowany właśnie pod tę liczbę, gdyż jest ona na tyle mała, by każdy osobnik miał szansę objąć przywództwo w grupie, a jednocześnie na tyle duża, że byłby to wyczyn o walorze ekskluzywności, znamienitego osiągnięcia. Natomiast jak to ma się do dzisiaj, kiedy świat to globalna wioska? Praktycznie niemożliwym staje się wspiąć na szczyt, czy nawet dostać w górne partie wielomilionowego rankingu. A jednak popęd ku temu ciągle odczuwamy, więc często pozostaje frustracja, uczucie niespełnienia, wyobcowania.

Patrycjusz
Rozkręcony intro
Posty: 235
Rejestracja: 08 sty 2015, 15:47
Płeć: mężczyzna

Re: Pochodzenie a perspektywy

Post autor: Patrycjusz » 21 cze 2017, 21:03

Nie wiem, czy dla innych motorem napędowym do porównywania się jest chęć samodoskonalenia czy zazdrość. U mnie ani jedno, ani drugie (chociaż po trochu oba - jak to bywa z pełnowymiarową osobowością nie amputującą żadnych stanów uczuciowych). "Some man just want to watch the world" (na końcu jest jeszcze "burn", ale nieważne :P), bezstronny obserwator ma na celu wyciągnięcie obiektywnych wniosków. A nierówności istnieją i ich przyczyną jest głównie kwestia trafu - gdzie się urodzisz (kraj/rodzice).

Porównywanie fizycznych niemożności z psychicznymi czy materialnymi nie wydaje mi się do końca trafne. Stanu braku czucia w nogach - nieodwracalny, brak edukacji i pieniędzy - odwracalny.

Petersona lubię, mniej lubię ewolucjonizm, który jak słusznie zauważył, nie sprawdza się w dzisiejszych warunkach. Temat, który przytoczyłeś jest o wybiciu się na szczyt - a co z funkcjonowaniem poniżej przeciętnej? Nazwa tematu równie dobrze może odnosić się do pragnienia bycia wybitnym, ale wpisując takie cechy rodzin a nie inne, miałem na myśli tych, którzy ewidentnie startowali z gorszej pozycji. Szczerze mówiąc niewiele obchodzi mnie zazdrość o bogactwo - za to zazdrość o normalne życie już bardzo.

Ucięcie pozostałym nóg kojarzy mi się z błędem, który popełniają ludzie myśląc o socjalizmie. Bo brak nóg to patologia, a posiadanie ich to norma. A dążenie do wyrównania nierówności to dążenie do tego, żeby wszyscy mieli nogi, a nie żeby nikt ich nie miał. Zostawianie kulawych na pastwę losu wykorzystując swoje zdrowe nogi do tańczenia na dyskotece wydaje mi się słabe. Na przykład ilość dóbr materialnych, które posiada cywilizacja zachodnia wywindowałaby cały glob z problemu głodu. Ale tutaj już zbaczam z tematu z subiektywnej perspektywy do globalnej.

Awatar użytkownika
highwind
Legenda Intro
Posty: 1694
Rejestracja: 15 paź 2011, 10:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 1w9
MBTI: istj
Lokalizacja: wro

Re: Pochodzenie a perspektywy

Post autor: highwind » 21 cze 2017, 22:08

Patrycjusz pisze:nierówności istnieją i ich przyczyną jest głównie kwestia trafu - gdzie się urodzisz (kraj/rodzice).
Ja podskórnie czuję, że to sięga głębiej. To tak jakby szukać przyczyny zjawisk atmosferycznych. Nierówności są wpisane w naturę, tak już jest i tyle, bez nich nie byłoby ruchu, zmiany, potencjału. Entropia to zwiastun śmierci wszelkiego istnienia.
Patrycjusz pisze:Porównywanie fizycznych niemożności z psychicznymi czy materialnymi nie wydaje mi się do końca trafne. Stanu braku czucia w nogach - nieodwracalny, brak edukacji i pieniędzy - odwracalny.
Nie porównuję czyichś ograniczeń, tylko sposób reakcji w radzeniu sobie z nimi. Jeden z nich uważam za bezproduktywny, bezcelowy, szkodliwy i pozbawiony perspektywy.
Patrycjusz pisze:a co z funkcjonowaniem poniżej przeciętnej?
Ostatnie słowo poprzedniego paragrafu. Uważasz że żyjesz poniżej przeciętnej, że ktokolwiek z nas żyje poniżej przeciętnej? Obawiam się, że cały ten temat to mem z kategorii "problemy pierwszego świata". I jak najbardziej nie przemawiają do mnie próby pocieszania kogoś tekstem pokroju "głowa do góry, inni mają gorzej", ale czasem ludzie są tak zapatrzeni w którymś kierunku, że zapominają jak wygląda rzeczywistość. I nie wydaje mi się, żeby chodziło tu o chęć posiadania normalnej rodziny. Zawsze jest coś więcej, zawsze będzie się odczuwało ten głód parcia do przodu. A przynajmniej mam taką nadzieję.
Patrycjusz pisze:cięcie pozostałym nóg kojarzy mi się z błędem, który popełniają ludzie myśląc o socjalizmie. Bo brak nóg to patologia, a posiadanie ich to norma. A dążenie do wyrównania nierówności to dążenie do tego, żeby wszyscy mieli nogi, a nie żeby nikt ich nie miał.
Teoria teorią, praktyka praktyką, ale też wolałbym nie gadać o socjalizmie, bo są to tego lepsze tematy.

Co mnie interesuje, to konkluzja - miałem gorszy start. OK. Co z tego? Jaka jest twoja agenda w związku z tym faktem?

Patrycjusz
Rozkręcony intro
Posty: 235
Rejestracja: 08 sty 2015, 15:47
Płeć: mężczyzna

Re: Pochodzenie a perspektywy

Post autor: Patrycjusz » 22 cze 2017, 0:37

highwind pisze:Ja podskórnie czuję, że to sięga głębiej. To tak jakby szukać przyczyny zjawisk atmosferycznych. Nierówności są wpisane w naturę, tak już jest i tyle, bez nich nie byłoby ruchu, zmiany, potencjału. Entropia to zwiastun śmierci wszelkiego istnienia.
Błąd naturalistyczny, nierówności społeczne nie są w żaden sposób związane z naturą. Nierówności w naturze wynikają z różnic gatunkowych, my jesteśmy jednym, tym samym gatunkiem. Różnice biologiczne? Może rasy. Ale dostęp do edukacji i kasy nie ma nic wspólnego z naturą, same definicje edukacji i pieniędzy nie mają nic wspólnego z naturą.
Ruch, zmiana i potencjał mogą przybierać dwie formy. Pierwsza to ruch zwany potocznie wyścigiem szczurów, gdzie ten z lepszym startem jest na lepszej pozycji, a ten z gorszym musi przyspieszyć tempo. Druga forma to ruch dążący do bardziej humanitarnych celów niż zdobycie mety, która w zasadzie nie istnieje.
highwind pisze:Nie porównuję czyichś ograniczeń, tylko sposób reakcji w radzeniu sobie z nimi. Jeden z nich uważam za bezproduktywny, bezcelowy, szkodliwy i pozbawiony perspektywy.
No właśnie ja za bezcelowy, szkodliwy i pozbawiony perspektywy, uważam sposób polegający na uznaniu swoich ograniczeń i pogodzeniu się z nimi. Żeby przetrwać i tak trzeba to zrobić, ale rezygnować z RiGCZ-u na rzecz adaptacji?
highwind pisze:Uważasz że żyjesz poniżej przeciętnej, że ktokolwiek z nas żyje poniżej przeciętnej? Obawiam się, że cały ten temat to mem z kategorii "problemy pierwszego świata". I jak najbardziej nie przemawiają do mnie próby pocieszania kogoś tekstem pokroju "głowa do góry, inni mają gorzej", ale czasem ludzie są tak zapatrzeni w którymś kierunku, że zapominają jak wygląda rzeczywistość.
Patrząc na to forum, rzadko znalazłbym tu przykłady życia poniżej przeciętnej. Tego typu przykłady znajduję na forach o autoagresji, co mówi samo za siebie. Nie mówię o sobie czy Tobie. Ale, że tak powiem - ja tam byłem, ja to widziałem.
highwind pisze:Co mnie interesuje, to konkluzja - miałem gorszy start. OK. Co z tego?
"Miałem gorszy start" to nie konkluzja, od tego się zaczyna. Oczywiście można też na tym skończyć. Obawiam się jednak, że nie każdy jest na tyle inteligentny i silny psychicznie, żeby sobie z tym poradzić. No, ale to słabe jednostki, a my tu mamy darwinizm. Przy czy nieważne, że gdyby te jednostki nie miały gorszego startu, to by sobie poradziły. Fuck logic.

Awatar użytkownika
highwind
Legenda Intro
Posty: 1694
Rejestracja: 15 paź 2011, 10:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 1w9
MBTI: istj
Lokalizacja: wro

Re: Pochodzenie a perspektywy

Post autor: highwind » 22 cze 2017, 18:59

Patrycjusz pisze:Błąd naturalistyczny, nierówności społeczne nie są w żaden sposób związane z naturą. Nierówności w naturze wynikają z różnic gatunkowych, my jesteśmy jednym, tym samym gatunkiem.
No i po co ten przymiotnik "społeczne"? Nierówności to nierówności. Będą zawsze. Piszesz, że nierówności wynikają z różnic gatunkowych, sugerując że w obrębie jednego gatunku to co, są znikome? No to jest dopiero stwierdzenie nieźle oderwane od realiów.
Patrycjusz pisze:No właśnie ja za bezcelowy, szkodliwy i pozbawiony perspektywy, uważam sposób polegający na uznaniu swoich ograniczeń i pogodzeniu się z nimi. Żeby przetrwać i tak trzeba to zrobić, ale rezygnować z RiGCZ-u na rzecz adaptacji?
A gdzie ja cokolwiek pisałem o rezygnowaniu z czegokolwiek? Pogodzenie się ze swoimi ograniczeniami to jedynie pierwszy krok, mający na celu poprawienie swojej kondycji psychicznej. Nawet się zacytuję, bo zdajesz się pomijać ważne niuanse:
highwind pisze:u zdrowego osobnika prędzej czy później przychodzi moment zdania sobie z tego sprawy, po czym nadchodzi czas decyzji - co robić dalej?
I ta decyzja to jest wg mnie ta ważna kwestia tutaj. A dlaczego pogodzić się ze swoimi ograniczeniami? Bo gapiąc się poza ten alegoryczny szklany sufit, czyli starając się sięgać poza horyzont swoich możliwości, dużo trudniej jest wykonać pierwszy krok ku niemu. Sugerowałbym raczej patrzeć pod nogi, przynajmniej na początku. Potem można powoli podnosić czoło. Jeszcze jakbyś mógł rozwinąć co masz na myśli pisząc o rezygnowaniu z rigczu na rzecz adaptacji. Adaptacji do czego?
Patrycjusz pisze:"Miałem gorszy start" to nie konkluzja, od tego się zaczyna.
No dokładnie to miałem na myśli :P, pytam o konkluzję słowami "Co z tego"? Serio mnie to interesuje, bo próbuję dotrzeć do celu który przyświeca osobie, która oznajmia sama przed sobą (czy przez ludźmi) fakt "miałem gorszy start". Chodzi o poszukiwaniem współczucia i pomocnej dłoni? Może o odrobinę wyrozumiałości - tak jak mąż mówiący żonie, żeby dała mu chwilę, bo jest po nocce i nie ma teraz siły wyjść z psem na spacer?

Patrycjusz
Rozkręcony intro
Posty: 235
Rejestracja: 08 sty 2015, 15:47
Płeć: mężczyzna

Re: Pochodzenie a perspektywy

Post autor: Patrycjusz » 22 cze 2017, 19:21

highwind pisze:No i po co ten przymiotnik "społeczne"? Nierówności to nierówności. Będą zawsze. Piszesz, że nierówności wynikają z różnic gatunkowych, sugerując że w obrębie jednego gatunku to co, są znikome? No to jest dopiero stwierdzenie nieźle oderwane od realiów.
Status quo ma to do siebie, że w momencie jego istnienia uważa się, że będzie trwał wiecznie. "No i po co się kłócisz? Demony to demony, będą zawsze" - powiedział jeden pogan do drugiego.
highwind pisze:A gdzie ja cokolwiek pisałem o rezygnowaniu z czegokolwiek? Pogodzenie się ze swoimi ograniczeniami to jedynie pierwszy krok, mający na celu poprawienie swojej kondycji psychicznej.
Zgadza się. Niektórzy jednak mają lekki zajob na punkcie zastanawiania się, czy ten moment, w którym kondycja psychiczna jednak nie była poprawiona, a skutki "gorszego startu" opłakane, nie jest wart głębszego zastanowienia. To jest jak rak, na to trzeba znaleźć lekarstwo. Tym bardziej zastanawia mnie, jak ktoś, kto doświadczył tego ukłucia niesprawiedliwości, może negować potrzebę zmian.
highwind pisze:Jeszcze jakbyś mógł rozwinąć co masz na myśli pisząc o rezygnowaniu z rigczu na rzecz adaptacji. Adaptacji do czego?
Do patologicznych warunków. Gorszy start to gorsze warunki, można się na to godzić lub nie (chociaż jak już napisałem, żeby przetrwać trzeba zamknąć mordę i robić co się da). Ten "RiGCZ" w tej sytuacji to świadomość tego, że w każdej chwili są na świecie osoby, które są aktualnie w sytuacji, która kiedyś nas przytłaczała. A nie, po zapewnieniu sobie stabilnej sytuacji zatykać uszy i krzyczeć "lalala, nie słyszę was, nie słyszę was, lalala".
highwind pisze:Serio mnie to interesuje, bo próbuję dotrzeć do celu który przyświeca osobie, która oznajmia sama przed sobą (czy przez ludźmi) fakt "miałem gorszy start".
Obawiam się, że wypowiedzenie stwierdzenia, które mówi o jakimś fakcie, nie ma nic szczególnego na celu. I bardziej interesowało mnie zdanie innych użytkowników (którzy jak widać nie mogą odpowiedzieć na pytania personalnie, bo są bananowi). Ja sam nie zaliczam się do grupy, którą jestem zainteresowany, bo byłem i miałem możliwość dalszego bycia bananem, ale z tego zrezygnowałem. Więc nie rzucaj tak tym ad hominem.

Awatar użytkownika
Viljar
Intronek
Posty: 38
Rejestracja: 02 mar 2017, 11:08
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Re: Pochodzenie a perspektywy

Post autor: Viljar » 23 cze 2017, 11:47

Czy odczuwasz, że Twoje pochodzenie ma wpływ na Twoje perspektywy na życie?
Z całą pewnością. Pochodzę z rodziny niepatologicznej, ale niepełnej i bardzo do pewnego momentu ubogiej, co sprawiło, że miałem trudniej choćby z racji tego, że na studiach cały czas wisiała nade mną groźna przerwania edukacji z braku pieniędzy. Poza tym nie mogłem sobie pozwolić na zbytnie wybrzydzanie, jeśli chodzi o pracę.
W jaki sposób to się objawia?
Są dobre i złe skutki. Złe są takie, że czasami czuję się "gorszy", bo na starcie miałem ciężko, nie udało mi się osiągnąć zbyt wiele (aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że to nie tylko kwestia pochodzenia, ale też wielu innych czynników, w tym własnego charakteru, a także specyfiki branży, w której się odnalazłem). Z drugiej strony, nauczyłem się nie gardzić pracą za 1000 zł miesięcznie, bo 1000 zł jest lepsze niż 0 zł - czego wielu ludzi niestety nie rozumie. Poza tym, mam mniejsze wymagania dotyczące choćby warunków bytowych.
Czy nie masz wrażenia, że inni mają "lepiej", lub "z górki"?
Oj, tak. W szkole, zwłaszcza przed maturami, wszyscy wydawali krocie na korepetycje, a ja musiałem wszystko robić sam. Poza tym, nie mając żadnych znajomości, trudniej mi było znaleźć pracę.
Czy odczuwasz coś na kształt "Szklanego klosza", o którym pisała Sylvia Plath, tylko tutaj nie w wydaniu płci, a pochodzenia, poziomu życia i bycia?
Niestety tak. W sumie nie dziwi mnie to - ludzie od zawsze dzielili się ze względu na stan posiadania, więc osoby mniej majętne są traktowane często jak nieco gorszego sortu. Pewnie, wiem, że za pieniądze nie kupisz mądrości czy szczęścia, ale mimo wszystko...
Że jest jakaś górna granica, której nie możesz przekroczyć w związku ze swoim pochodzeniem, brakiem pieniędzy, edukacji, koneksji?
Na pewno dotyczy to pewnych form rozrywek czy rekreacji, na które chciałbym sobie pozwolić, a nie mogę. Co do edukacji - tutaj znacznie więcej zależy ode mnie. Co do koneksji - niestety parę razy miałem dowód na to, że koneksje bardzo przydają się w poszukiwaniu pracy.
zy uważasz, że inni przysługują sobie zasługi, które tak naprawdę są wynikiem okoliczności? (np. praca, którą znalazł nam rodzic/certyfikat ze szkoły językowej, za którą zapłacili rodzice)
Zdarza się to coraz częściej, chociaż mogę z ręką na sercu powiedzieć, że nie czynię tak jedynie kierowany zazdrością i umiem docenić fakt, że ktoś osiągnął sukces własnymi siłami. Dwa przykłady: Mam koleżankę w Warszawie, która niedawno wydała książkę. O tematyce nieco podobnej, jaką sam chciałem napisać, ale z różnych powodów nie mogłem się za to zabrać (i brak chęci miał najmniejsze znaczenie). Jednak koleżanka dokonała wielkiej pracy i osobiście złożyłem jej gratulacje. Na drugim biegunie jest koleżanka z Gdańska, która co i raz chwali się swoimi sukcesami, czasami niestety zdarza się jej wyśmiewać osoby, które nie umieją tego, co ona. Tylko że ona miała wielką pomoc w postaci partnera, który w początkowym okresie wiele robił za nią, w pewnym stopniu utrzymywał ją i do dzisiaj służy pomocą, więc chyba powinna być nieco bardziej wyrozumiała wobec ludzi, którzy na takie wsparcie liczyć nie mogą.
Strzeż się ludzi, którzy nie lubią kotów (przysłowie irlandzkie)

Moja strona

ODPOWIEDZ