Pro-Life czy Pro-Choice?

Dyskusje dotyczące życia, społeczeństwa, polityki, filozofii itp.
Awatar użytkownika
Sundari
Introwertyk
Posty: 87
Rejestracja: 20 lut 2013, 11:19
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Warszawa

Pro-Life czy Pro-Choice?

Post autor: Sundari » 29 lip 2013, 10:29

Pytanie tak jak w temacie. Jesteście Pro-Life, czyli za obroną poczętego człowieka, czy raczej Pro-Choice, czyi opowiadacie się, za "wolnym wyborem matek"?

Ja osobiście jestem w 100% Pro-Life i nie dopuszczam myśli, by w jakimkolwiek przypadku usuwać ciążę. Nie mogę zrozumieć jak można zabić własne dziecko i żyć z tym dalej. Dzisiaj rano natrafiłam na forum aborcyjne i rozwaliło mnie jak te kobiety piszą o własnych dzieciach - "to coś". Te kobiety traktują dziecko jak woreczek żółciowy, albo wyrostek robaczkowy, których się po prostu można pozbyć. Przekładają życie tych maluchów nad własną wygodę. I to wszystko dzieje się w czasach w których tak mocno walczy się o prawa jednostki i gdzie rozwój społeczeństwa tak mocno zaznacza się w każdej dziedzinie życia (w sprawie aborcji zachowanie ludzi pozostało na etapie średniowiecza). W Polsce ludzie pomstują na słynną już matkę Madzi, a przyzwalają na jeszcze bardziej okrutną śmierć dzieci nienarodzonych. I to tylko dlatego, że śmierć dziecka narodzonego odbywa się często w krzykach, krwi i może zostać zauważona. Aborcja odbywa się w ciszy, krew widoczna jest jedynie przez matkę (i lekarza jeżeli mówimy o zabiegu) i odbywa się w ukryciu.
„Samotność jest niezależnością, życzyłem jej sobie i zdobyłem ją po długich latach. Była ona zimna, o tak, ale była też cicha, prawdziwie cicha i wielka, podobnie jak zimne, ciche przestworza, po których wędrują gwiazdy.”
Hermann Hesse - Wilk stepowy


O mnie: INTJ | Jedynka ze skrzydłem dwa: 1w2 - "Adwokat" | Płciowo stypizowana "na krzyż":P

Awatar użytkownika
qb
IntroManiak
Posty: 735
Rejestracja: 25 maja 2008, 23:36
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 9w1
MBTI: INFP
Lokalizacja: Polska
Kontakt:

Re: Pro-Life czy Pro-Choice?

Post autor: qb » 29 lip 2013, 11:01

To jest indywidualna sprawa każdego człowieka. Nie jestem kobietą i nie mogę stwierdzić jednoznacznie, którą ze stron popieram bo o rodzeniu dzieci nie wiem nic poza tym jak to wygląda z pozycji obserwatora (teoretycznie, bo porodu nie widziałem nigdy).
Aborcja jako "widzi mi się" człowieka jest w moich oczach raczej negatywnym zjawiskiem, ale w sytuacji gwałtu, złej sytuacji materialnej, czy w innych podobnych sytuacjach, uważam że kobieta powinna mieć możliwość wyboru.
W historii ludzkości zabijania płodów i noworodków było tyle, że trudno policzyć i jeśli mamy się pozbywać niechcianych dzieci to to co się dziś dzieje jest najbardziej humanitarne - wolę żyć w świecie gdzie aborcja jest dostępna, tak jak w Czechach, czy Słowacji, niż czytać o dzieciach zawiniętych w reklamówki i wyrzuconych do śmietnika.
Trust yourself, no matter what anyone else thinks.

Awatar użytkownika
Sundari
Introwertyk
Posty: 87
Rejestracja: 20 lut 2013, 11:19
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Warszawa

Re: Pro-Life czy Pro-Choice?

Post autor: Sundari » 29 lip 2013, 13:08

qb pisze: to co się dziś dzieje jest najbardziej humanitarne - wolę żyć w świecie gdzie aborcja jest dostępna, tak jak w Czechach, czy Słowacji, niż czytać o dzieciach zawiniętych w reklamówki i wyrzuconych do śmietnika.
No i właśnie o to mi chodzi. Wg Ciebie bardziej humanitarne jest rozrywanie pompą próżniową ciała dziecka, niż ćwiartowanie go tasakiem. Bo nie słychać płaczu dziecka? Bo nie ma aż tak wiele krwi? Bo nikt tego nie zobaczy? Zaznacza się brak wiedzy o tym jakimi sposobami abortuje się dzieci. W wyobrażeniu większości aborcja polega na przyjściu do kliniki, położeniu się na łóżku, zabiegu i wyjściu z kliniki, albo po prostu na zażyciu tabletki i "wydaleniu skrzepów" . Ludzie wolą uciec od tego tematu i w tym tkwi problem. Później gdy już trzeba coś na ten temat powiedzieć powielają błędne teorie wymyślane przez ludzi związanych z rynkiem aborcyjnym, bądź ludzi szukających usprawiedliwienia po wykonaniu zabiegu, który ZAWSZE jest "widzi mi się", bo i tak da się żyć z dzieckiem niechcianym, chorym, czy z gwałtu (a nawet gdy ma się ciężką sytuację materialną) - a to czy wybierzemy, że będzie żyło czy nie to NASZA WYGODA. Dlaczego tak bardzo lubimy dyskutować o sprawach wiary czy poglądów politycznych - przecież to właśnie jest indywidualna sprawa, o sprawach orientacji seksualnej - przecież na nią nie mamy wpływu. A w sprawie zabijania dzieci - milczymy, albo twierdzimy, że nas to nie dotyczy. Tylko, że nie zdziw się jak Twoja dziewczyna pójdzie do gina, który uzna, że "zarodek się nie rozwija" i zrobi jej skrobankę (po której możliwe, że pożegnacie się z marzeniem o posiadaniu dzieci - to też tak a propos tego, że Ty nie rodzisz - ale ty będziesz rodzicem więc to żadne tłumaczenie). Jest to bardzo popularny proceder w dzisiejszych czasach. Wiele kobiet zostało tak oszukanych. Wiele z tych które wykazały się zdrowym rozsądkiem i zdecydowały, że jeżeli mają poronić to poronią naturalnie rodzi zdrowe dzieci! Pieniądze nie śmierdzą, a dla wielu lekarzy wasza ciąża jest niczym - po prostu kolejny pacjent.
Warto jest zdjąć klapki z oczu i zobaczyć co się wokół nas dzieje. Rozumiem, że nie jest to przyjemny temat, ale temat ważny, który chcąc nie chcąc będzie nam towarzyszył.
„Samotność jest niezależnością, życzyłem jej sobie i zdobyłem ją po długich latach. Była ona zimna, o tak, ale była też cicha, prawdziwie cicha i wielka, podobnie jak zimne, ciche przestworza, po których wędrują gwiazdy.”
Hermann Hesse - Wilk stepowy


O mnie: INTJ | Jedynka ze skrzydłem dwa: 1w2 - "Adwokat" | Płciowo stypizowana "na krzyż":P

Awatar użytkownika
lea
Stały bywalec
Posty: 325
Rejestracja: 07 sty 2013, 7:26
Płeć: nieokreślona
Enneagram: 0w0
MBTI: CATS

Re: Pro-Life czy Pro-Choice?

Post autor: lea » 29 lip 2013, 13:26

Dziecko w życiu kobiety, jest dla niej naprawdę wielkim życiowym przełomem. Urodzić dziecko. Dla mnie to wielki akt odwagi. Więc btw. nie rozumiem zjawiska gdy kobiety były uważane przez mężczyzn za tą płeć jakby gorszą, która służy "tylko" do dzieci rodzenia. A to przecież "aż".

Nie uważam, aby aborcja miałaby być zakazana. Co z kobietami, które zaszły w ciążę w wyniku gwałtu. Poczucie, że nosi się pod sercem dziecko TAKIEGO człowieka.

To jest nasze ( jako kobiety ) ciało. Żadna kobieta nie powinna być pozostawiona bez wyboru. Że musi, musi urodzić, nie ważne w jakich okolicznościach dziecko zostało poczęte.
Ja jestem raczej w takim wieku, że chyba... chyba chciałabym w przyszłości zostać matką, a jeszcze niedawno mówiłabym "o nie, o nie, o nie, nigdy". I nie chcę urodzić dziecka koło 40'stki.
Wpadki. Na samotne matki i ich nieślubne dzieci, już się tak źle nie patrzy jak kiedyś. Więc ze strachu przed tym 'co kto pomyśli' to bym się nie zdecydowała.
Ale chyba mam fobię, nie przed wychowywaniem, posiadaniem, dbaniem o dziecko, tylko przed... momentem narodzin. Rozumiem, jak jakaś dziewczyna może bardzo się tego bać, tak bardzo, że się temu zabiegowi poddaje.

A mężczyźni, którzy mówią stanowczo "NIE". Mają prawo do głosu, owszem. Ale mniej się on właściwie liczy.
Wygnaj ludzi z twych myśli, niech nic zewnętrznego nie kala twej samotności, błaznom pozostaw troskę o szukanie podobnych im.
Inny cię umniejsza, bo zmusza cię do odgrywania jakiejś roli; ze swego życia usuń gest, ogranicz się do tego, co istotne.

Awatar użytkownika
qb
IntroManiak
Posty: 735
Rejestracja: 25 maja 2008, 23:36
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 9w1
MBTI: INFP
Lokalizacja: Polska
Kontakt:

Re: Pro-Life czy Pro-Choice?

Post autor: qb » 29 lip 2013, 13:38

Sundari pisze: No i właśnie o to mi chodzi. Wg Ciebie bardziej humanitarne jest rozrywanie pompą próżniową ciała dziecka, niż ćwiartowanie go tasakiem. Bo nie słychać płaczu dziecka? Bo nie ma aż tak wiele krwi? Bo nikt tego nie zobaczy? Zaznacza się brak wiedzy o tym jakimi sposobami abortuje się dzieci. W wyobrażeniu większości aborcja polega na przyjściu do kliniki, położeniu się na łóżku, zabiegu i wyjściu z kliniki, albo po prostu na zażyciu tabletki i "wydaleniu skrzepów" . Ludzie wolą uciec od tego tematu i w tym tkwi problem. Później gdy już trzeba coś na ten temat powiedzieć powielają błędne teorie wymyślane przez ludzi związanych z rynkiem aborcyjnym, bądź ludzi szukających usprawiedliwienia po wykonaniu zabiegu, który ZAWSZE jest "widzi mi się", bo i tak da się żyć z dzieckiem niechcianym, chorym, czy z gwałtu (a nawet gdy ma się ciężką sytuację materialną) - a to czy wybierzemy, że będzie żyło czy nie to NASZA WYGODA.
Wiem jak przebiega aborcja i co dzieje się z płodem wtedy. Dalej uważam, że jest to bardziej humanitarne niż wyrzucanie noworodka do śmietnika, do ścieków, czy tak jak kiedyś - zwierzętom na pożarcie/do rzeki itd. jeśli dziecko urodziło się chore. W Chinach do tej pory chyba z dziewczynkami się robi tego typu rzeczy gdzieś na wsiach. Takie dzieci nie są rejestrowane, bo mają limity, a dziewczynka jest gorszym dzieckiem w tamtym kraju i to właśnie dziewczynki są często zabijane po porodzie.
Sundari pisze:Dlaczego tak bardzo lubimy dyskutować o sprawach wiary czy poglądów politycznych - przecież to właśnie jest indywidualna sprawa, o sprawach orientacji seksualnej - przecież na nią nie mamy wpływu. A w sprawie zabijania dzieci - milczymy, albo twierdzimy, że nas to nie dotyczy.
Ja nie dyskutuje o sprawach religijnych, ani politycznych kiedy wiem, że to może kogoś urazić. W tej dyskusji już widzę silne emocje z Twojej strony, ale rozumiem bo ten temat jest trochę innej natury niż przykłady przez Ciebie podane.
Sundari pisze:Tylko, że nie zdziw się jak Twoja dziewczyna pójdzie do gina, który uzna, że "zarodek się nie rozwija" i zrobi jej skrobankę (po której możliwe, że pożegnacie się z marzeniem o posiadaniu dzieci - to też tak a propos tego, że Ty nie rodzisz - ale ty będziesz rodzicem więc to żadne tłumaczenie). Jest to bardzo popularny proceder w dzisiejszych czasach.

Sedno w tym, że ja bardziej dzieci nie chcę niż chcę, aczkolwiek ostateczną decyzję pozostawiam mojej potencjalnej partnerce życiowej, kiedy się już pojawi na horyzoncie.
Ale masz rację, dla wielu ludzi podobna sytuacja może okazać się traumatyczna, jednak zdarza się to. Dlaczego, piszę niżej.
Sundari pisze:Wiele kobiet zostało tak oszukanych. Wiele z tych które wykazały się zdrowym rozsądkiem i zdecydowały, że jeżeli mają poronić to poronią naturalnie rodzi zdrowe dzieci! Pieniądze nie śmierdzą, a dla wielu lekarzy wasza ciąża jest niczym - po prostu kolejny pacjent.
Medycyna to też biznes i nie ważne jak bardzo chcemy żeby było inaczej, nie będzie wykonywana z dobroci serca i z powołania. Lekarz też ma rodzinę i musi na nią zarobić, poza tym wielu ludzi ma po prostu gdzieś to, czy para marzy o dziecku, czy o czymkolwiek innym, po prostu robi co ma zrobić i odcina się emocjonalni od wykonywania zawodu, a jeśli ma profit dodatkowy przy czymś takim, to trudno oczekiwać, żeby wszyscy z takiego rezygnowali. Też chciałbym móc pójść do lekarza z pełnym zaufaniem, ale wiem, że to nie prawda, bo on przy poważnej sytuacji najpierw sprawdzi pięć razy, czy po zrobieniu czegoś lub nie zrobieniu dostanie mu się, czy nie i nie ważne na ogół, czy zależy od tego moje życie. Oczywiście, są lekarze którzy pomagają na prawdę, ale większością to oni nie są.
Sundari pisze:Warto jest zdjąć klapki z oczu i zobaczyć co się wokół nas dzieje. Rozumiem, że nie jest to przyjemny temat, ale temat ważny, który chcąc nie chcąc będzie nam towarzyszył.
To co się wokół nas dzieje tworzą ludzie, ale ludzie na ogół myślą najpierw o własnym interesie. Mało poważnych tematów jest przyjemnych i jeśli ktoś nie musi to nie będzie się brudził na siłę.
Nie uważam, że to słuszne podejście, po prostu prawdziwe.
lea pisze:To jest nasze ( jako kobiety ) ciało. Żadna kobieta nie powinna być pozostawiona bez wyboru. Że musi, musi urodzić, nie ważne w jakich okolicznościach dziecko zostało poczęte.
No właśnie.
Trust yourself, no matter what anyone else thinks.

Awatar użytkownika
Sundari
Introwertyk
Posty: 87
Rejestracja: 20 lut 2013, 11:19
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Warszawa

Re: Pro-Life czy Pro-Choice?

Post autor: Sundari » 29 lip 2013, 13:57

lea pisze: Nie uważam, aby aborcja miałaby być zakazana. Co z kobietami, które zaszły w ciążę w wyniku gwałtu. Poczucie, że nosi się pod sercem dziecko TAKIEGO człowieka.

No właśnie. Wiedziałam, że ten argument padnie - dziecko TAKIEGO człowieka, czyli TAKIE dziecko - stygmatyzowanie ludzi przez społeczeństwo, którzy zostali skrzywdzeni w wyniku gwałtu. Matka ale i też dziecko, które wydaje mi się ma "trochę" gorzej niż jego matka. Gwałty są i będą (gwałciciele są wypuszczani po 8 latach przy dobrym sprawowaniu i gwałcą dalej, policja ujmuje takiego po ok roku, jeżeli i nie dłużej, nie mogą go wykastrować bo może zacząć zabijać - sytuacja patowa i brak chęci do szukania rozwiązania). Uznajesz, że dziecko jest winne temu co zrobili dorośli - wg mnie to ogromna niesprawiedliwość.
lea pisze: To jest nasze ( jako kobiety ) ciało. Żadna kobieta nie powinna być pozostawiona bez wyboru. Że musi, musi urodzić, nie ważne w jakich okolicznościach dziecko zostało poczęte.


I znów. Chyba nie czytacie ze zrozumieniem tego co piszę. Tak samo jak jest to tylko nasze ciało, to tak samo TO JEST CIAŁO DZIECKA, czyli innej osoby. Dlaczego dziecko pozbawiasz prawa wyboru? Dziecko nie jest Twoją własnością, tak jak Ty nie jesteś własnością swojej matki. Dlaczego chcesz dać prawo wyboru matce zabicia dziecka? Czyli mam rozumieć, że np. matka z Sosnowca też miała to prawo?
Każda kobieta ma wybór - zajść w ciążę, czy nie. I na tym prawo wyboru co do życia dziecka powinno się kończyć.
lea pisze: A mężczyźni, którzy mówią stanowczo "NIE". Mają prawo do głosu, owszem. Ale mniej się on właściwie liczy.
Tu znów się nie zgodzę. Kobiety od zawsze chyba narzekały na mężczyzn. Tylko, że takie podejście jakie prezentujesz (oni się mniej liczą w tej sprawie) wpływa właśnie na to, że w trudnych sytuacjach życiowych oni się wycofują, bo przecież to nie oni rodzą, nie ich macica, nie ich spawa. Błąd - to jest również ich sprawa. Zacznijmy używać sformułowania - my zaszliśmy w ciąże, oni są w ciąży (w domyśle kobieta i mężczyzna). Tego nie lubię w kobietach (mimo, że sama nią jestem) - same sobie rzucają kłody pod nogi i później narzekają na mężczyzn. Jeżeli z góry zakładasz, że to tylko sprawa kobiet to faceci umywają ręce i wcale się temu nie dziwię. Nieraz widzę, że niektórzy z nich chcieliby się wypowiedzieć, ale boją się, że zostaną w ten właśnie sposób zaatakowani ("to nie wasza sprawa"). Nie ich sprawa - to sobie radźcie same :lol:
„Samotność jest niezależnością, życzyłem jej sobie i zdobyłem ją po długich latach. Była ona zimna, o tak, ale była też cicha, prawdziwie cicha i wielka, podobnie jak zimne, ciche przestworza, po których wędrują gwiazdy.”
Hermann Hesse - Wilk stepowy


O mnie: INTJ | Jedynka ze skrzydłem dwa: 1w2 - "Adwokat" | Płciowo stypizowana "na krzyż":P

Awatar użytkownika
qb
IntroManiak
Posty: 735
Rejestracja: 25 maja 2008, 23:36
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 9w1
MBTI: INFP
Lokalizacja: Polska
Kontakt:

Re: Pro-Life czy Pro-Choice?

Post autor: qb » 29 lip 2013, 14:05

Sundari pisze:
lea pisze: To jest nasze ( jako kobiety ) ciało. Żadna kobieta nie powinna być pozostawiona bez wyboru. Że musi, musi urodzić, nie ważne w jakich okolicznościach dziecko zostało poczęte.

I znów. Chyba nie czytacie ze zrozumieniem tego co piszę. Tak samo jak jest to tylko nasze ciało, to tak samo TO JEST CIAŁO DZIECKA, czyli innej osoby. Dlaczego dziecko pozbawiasz prawa wyboru? Dziecko nie jest Twoją własnością, tak jak Ty nie jesteś własnością swojej matki. Dlaczego chcesz dać prawo wyboru matce zabicia dziecka? Czyli mam rozumieć, że np. matka z Sosnowca też miała to prawo?
Każda kobieta ma wybór - zajść w ciążę, czy nie. I na tym prawo wyboru co do życia dziecka powinno się kończyć.
W przypadku gwałtu kobieta nie ma na to wpływu.
Sundari pisze:
lea pisze: A mężczyźni, którzy mówią stanowczo "NIE". Mają prawo do głosu, owszem. Ale mniej się on właściwie liczy.
Tu znów się nie zgodzę. Kobiety od zawsze chyba narzekały na mężczyzn. Tylko, że takie podejście jakie prezentujesz (oni się mniej liczą w tej sprawie) wpływa właśnie na to, że w trudnych sytuacjach życiowych oni się wycofują, bo przecież to nie oni rodzą, nie ich macica, nie ich spawa. Błąd - to jest również ich sprawa. Zacznijmy używać sformułowania - my zaszliśmy w ciąże, oni są w ciąży (w domyśle kobieta i mężczyzna). Tego nie lubię w kobietach (mimo, że sama nią jestem) - same sobie rzucają kłody pod nogi i później narzekają na mężczyzn. Jeżeli z góry zakładasz, że to tylko sprawa kobiet to faceci umywają ręce i wcale się temu nie dziwię. Nieraz widzę, że niektórzy z nich chcieliby się wypowiedzieć, ale boją się, że zostaną w ten właśnie sposób zaatakowani ("to nie wasza sprawa"). Nie ich sprawa - to sobie radźcie same :lol:
To już sprawa kobiety, jeśli ma faceta, który ja zostawia w trudnej chwili. To, że facet nie rodzi nie znaczy że nie powinien się angażować, ale wracając do tego co napisała lea, w większości krajów o tym, czy aborcja ma być uskuteczniana, czy nie decydują głównie mężczyźni, których to nie dotyczy fizycznie, bo tak są zbudowani. Owszem, może im się to nie podobać lub podobać, ale ostatecznie to kobieta jest zapładniana, a nie oni i to ona powinna decydować, czy chce mieć możliwość aborcji.
Trust yourself, no matter what anyone else thinks.

Awatar użytkownika
Sundari
Introwertyk
Posty: 87
Rejestracja: 20 lut 2013, 11:19
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Warszawa

Re: Pro-Life czy Pro-Choice?

Post autor: Sundari » 29 lip 2013, 14:28

Wiem jak przebiega aborcja i co dzieje się z płodem wtedy. Dalej uważam, że jest to bardziej humanitarne niż wyrzucanie noworodka do śmietnika, do ścieków, czy tak jak kiedyś - zwierzętom na pożarcie/do rzeki itd. jeśli dziecko urodziło się chore. W Chinach do tej pory chyba z dziewczynkami się robi tego typu rzeczy gdzieś na wsiach. Takie dzieci nie są rejestrowane, bo mają limity, a dziewczynka jest gorszym dzieckiem w tamtym kraju i to właśnie dziewczynki są często zabijane po porodzie.


Wydaje mi się, że jednak nie wiesz, albo nie zdajesz sobie do końca sprawy z tego jak to wygląda. Gdzie trafiają dzieci po aborcji? Są chowane? Nie, lecą do śmieci lub do ścieków. Różnica w tym, że wcześniej zostają zabite (co nie wyklucza tego, że oba procedery są identyczne). Naprawdę nie dostrzegacie tego podobieństwa? :? Co z tego, że dzieje się to w macicy, a nie np. w pokoju? Śmierć to śmierć, tylko przy aborcji jest mniej rażąca - ale tylko dla obserwatora. Na morderstwa w Chinach też mamy pozwolić - no tak bo to "przecież tak jest".
Ja nie dyskutuje o sprawach religijnych, ani politycznych kiedy wiem, że to może kogoś urazić. W tej dyskusji już widzę silne emocje z Twojej strony, ale rozumiem bo ten temat jest trochę innej natury niż przykłady przez Ciebie podane.


Nie powinno Cię dziwić, że moje posty są nacechowane silnymi emocjami. Taki temat. Pomimo tego, że uciekam od świata, chcę coś w nim naprawić, a nie stwierdzić, że tak już jest. Przykłady podane przeze mnie też budzą bardzo silne emocje, wręcz skrajne. "Urazić" - dajesz mi do zrozumienia, że popełniam nietakt poruszając ten temat. Bo może on kogoś "urazić". Może. Ale zaprzestanie mówienia o problemie doprowadzi do śmierci jeszcze większej liczby dzieci.
Medycyna to też biznes i nie ważne jak bardzo chcemy żeby było inaczej, nie będzie wykonywana z dobroci serca i z powołania. Lekarz też ma rodzinę i musi na nią zarobić, poza tym wielu ludzi ma po prostu gdzieś to, czy para marzy o dziecku, czy o czymkolwiek innym, po prostu robi co ma zrobić i odcina się emocjonalni od wykonywania zawodu, a jeśli ma profit dodatkowy przy czymś takim, to trudno oczekiwać, żeby wszyscy z takiego rezygnowali. Też chciałbym móc pójść do lekarza z pełnym zaufaniem, ale wiem, że to nie prawda, bo on przy poważnej sytuacji najpierw sprawdzi pięć razy, czy po zrobieniu czegoś lub nie zrobieniu dostanie mu się, czy nie i nie ważne na ogół, czy zależy od tego moje życie. Oczywiście, są lekarze którzy pomagają na prawdę, ale większością to oni nie są.


Przez postawę jaką prezentujesz wielu ludzi straciło najbliższych. Widać, że Ty jeszcze tego nie doświadczyłeś. W innym przypadku pisałbyś inaczej. Dziwi mnie, że nie starasz się o własne bezpieczeństwo. Uznajesz, że lekarz może Cię naciągnąć na zabieg przez który stracisz dziecko? Jaki Ty jesteś wielkoduszny :lol:
lea pisze:To jest nasze ( jako kobiety ) ciało. Żadna kobieta nie powinna być pozostawiona bez wyboru. Że musi, musi urodzić, nie ważne w jakich okolicznościach dziecko zostało poczęte.
No właśnie.
Tego już komentować nie będę - zrobiłam to w poście wyżej.
„Samotność jest niezależnością, życzyłem jej sobie i zdobyłem ją po długich latach. Była ona zimna, o tak, ale była też cicha, prawdziwie cicha i wielka, podobnie jak zimne, ciche przestworza, po których wędrują gwiazdy.”
Hermann Hesse - Wilk stepowy


O mnie: INTJ | Jedynka ze skrzydłem dwa: 1w2 - "Adwokat" | Płciowo stypizowana "na krzyż":P

Awatar użytkownika
qb
IntroManiak
Posty: 735
Rejestracja: 25 maja 2008, 23:36
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 9w1
MBTI: INFP
Lokalizacja: Polska
Kontakt:

Re: Pro-Life czy Pro-Choice?

Post autor: qb » 29 lip 2013, 14:39

Sundari pisze:Wydaje mi się, że jednak nie wiesz, albo nie zdajesz sobie do końca sprawy z tego jak to wygląda. Gdzie trafiają dzieci po aborcji? Są chowane? Nie, lecą do śmieci lub do ścieków. Różnica w tym, że wcześniej zostają zabite (co nie wyklucza tego, że oba procedery są identyczne). Naprawdę nie dostrzegacie tego podobieństwa? :? Co z tego, że dzieje się to w macicy, a nie np. w pokoju? Śmierć to śmierć, tylko przy aborcji jest mniej rażąca - ale tylko dla obserwatora
Tu masz rację, to samo tylko inne ubranie. Aczkolwiek, dalej uważam, że lepiej to jednak zrobić w specjalistycznej klinice.
Sundari pisze:Na morderstwa w Chinach też mamy pozwolić - no tak bo to "przecież tak jest".
Napisałem tylko, że to się dzieje, nie że mi się to podoba.
Sundari pisze:Przez postawę jaką prezentujesz wielu ludzi straciło najbliższych. Widać, że Ty jeszcze tego nie doświadczyłeś. W innym przypadku pisałbyś inaczej. Dziwi mnie, że nie starasz się o własne bezpieczeństwo. Uznajesz, że lekarz może Cię naciągnąć na zabieg przez który stracisz dziecko? Jaki Ty jesteś wielkoduszny :lol:

Przepraszam ale nie rozumiem tego. Napisałem, że nie ufam lekarzom, bo zazwyczaj dbają o własny interes.

Proszę, nie umniejszaj mojego zdania pisząc rzeczy typu "Widać, że Ty jeszcze tego nie doświadczyłeś" bo nie masz pojęcia, czego doświadczyłem w życiu, a co było mi oszczędzone. To, że mam inne zdanie nie znaczy, że żyję w kolorowym świecie gdzie nie ma problemów.
Trust yourself, no matter what anyone else thinks.

Awatar użytkownika
Sundari
Introwertyk
Posty: 87
Rejestracja: 20 lut 2013, 11:19
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Warszawa

Re: Pro-Life czy Pro-Choice?

Post autor: Sundari » 29 lip 2013, 14:45

qb pisze:W przypadku gwałtu kobieta nie ma na to wpływu.
To jest szczególny przypadek, o którym też już napisałam. Widzę, że już zaczyna się łapanie za słówka :wink:
qb pisze: To już sprawa kobiety, jeśli ma faceta, który ja zostawia w trudnej chwili. To, że facet nie rodzi nie znaczy że nie powinien się angażować, ale wracając do tego co napisała lea, w większości krajów o tym, czy aborcja ma być uskuteczniana, czy nie decydują głównie mężczyźni, których to nie dotyczy fizycznie, bo tak są zbudowani. Owszem, może im się to nie podobać lub podobać, ale ostatecznie to kobieta jest zapładniana, a nie oni i to ona powinna decydować, czy chce mieć możliwość aborcji.
Może jednak postarasz się spojrzeć na problem z perspektywy głównej ofiary - czyli dziecka? Nie sposób omówić wszystkich przypadków. Myślę, że należy zawsze spojrzeć na problem całościowo. Mężczyzna nie rozpływa się w powietrzu po zapłodnieniu (chyba, że umiera, ale dziecko też można wychować). Poza tym cały czas patrzycie na kobietę jako na ofiarę natury. WTF?! "Kobieta jest zapładniana" - to bierze się kobiety do urządzenia zapładniającego i zapładnia bez jej zgody (tak jak pisałam nie licząc OCZYWIŚCIE gwałtów)? Ma mieć możliwość decydowania czy chce być zapłodniona czy nie, ale nie czy ma zabić dziecko. Chyba w tych czasach przy tylu możliwościach antykoncepcji można temu zaradzić. Jeżeli ktoś ma z tym problem, to już jego wina, a nie dziecka które "bezczelnie pcha się na świat".
qb pisze: Proszę, nie umniejszaj mojego zdania pisząc rzeczy typu "Widać, że Ty jeszcze tego nie doświadczyłeś" bo nie masz pojęcia, czego doświadczyłem w życiu, a co było mi oszczędzone. To, że mam inne zdanie nie znaczy, że żyję w kolorowym świecie gdzie nie ma problemów.
Człowieku, bo gdybyś stracił przez lekarza członka rodziny to nigdy byś takich bzdur nie pisał. Są oczywiście błędy lekarskie, ale są też rażące zaniedbania, przez które giną ludzie. To co piszesz pokazuje, że pozwalasz lekarzom na takie zachowanie. Bo oni mają rodzinę na utrzymaniu? Dzieci do wyżywienia? Zastanów się.

Poza tym nie wiem dlaczego uznajesz, że ja "umniejszam Twoje zdanie" (co prawda nie rozumiem o co Ci tu chodzi dokładnie), że nie wiem co przeżyłeś. No nie wiem, bo się nie znamy, ale mogłam spokojnie wyciągnąć wniosek, że nikogo przez błąd lekarski (czy jak to niestety często się zdarza - przez celowe nielekarskie zachowanie) nie straciłeś (CHODZI MI O TĄ JEDNĄ SYTUACJĘ), bo uznałeś, że lekarze też ludzie i muszą dzieci wychować więc mają prawo nas traktować przedmiotowo. Ja jedynie chcę Ci przekazać, że przyzwalanie na takie traktowanie nas przez lekarzy prowadzi do jeszcze większych zaniedbań.

Dla jasności - chodzi mi o to:
qb pisze: Medycyna to też biznes i nie ważne jak bardzo chcemy żeby było inaczej, nie będzie wykonywana z dobroci serca i z powołania. Lekarz też ma rodzinę i musi na nią zarobić, poza tym wielu ludzi ma po prostu gdzieś to, czy para marzy o dziecku, czy o czymkolwiek innym, po prostu robi co ma zrobić i odcina się emocjonalni od wykonywania zawodu, a jeśli ma profit dodatkowy przy czymś takim, to trudno oczekiwać, żeby wszyscy z takiego rezygnowali. Też chciałbym móc pójść do lekarza z pełnym zaufaniem, ale wiem, że to nie prawda, bo on przy poważnej sytuacji najpierw sprawdzi pięć razy, czy po zrobieniu czegoś lub nie zrobieniu dostanie mu się, czy nie i nie ważne na ogół, czy zależy od tego moje życie. Oczywiście, są lekarze którzy pomagają na prawdę, ale większością to oni nie są.
Ostatnio zmieniony 29 lip 2013, 14:57 przez Sundari, łącznie zmieniany 1 raz.
„Samotność jest niezależnością, życzyłem jej sobie i zdobyłem ją po długich latach. Była ona zimna, o tak, ale była też cicha, prawdziwie cicha i wielka, podobnie jak zimne, ciche przestworza, po których wędrują gwiazdy.”
Hermann Hesse - Wilk stepowy


O mnie: INTJ | Jedynka ze skrzydłem dwa: 1w2 - "Adwokat" | Płciowo stypizowana "na krzyż":P

Awatar użytkownika
qb
IntroManiak
Posty: 735
Rejestracja: 25 maja 2008, 23:36
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 9w1
MBTI: INFP
Lokalizacja: Polska
Kontakt:

Re: Pro-Life czy Pro-Choice?

Post autor: qb » 29 lip 2013, 16:17

Sundari pisze: Dla jasności - chodzi mi o to:
qb pisze: Medycyna to też biznes i nie ważne jak bardzo chcemy żeby było inaczej, nie będzie wykonywana z dobroci serca i z powołania. Lekarz też ma rodzinę i musi na nią zarobić, poza tym wielu ludzi ma po prostu gdzieś to, czy para marzy o dziecku, czy o czymkolwiek innym, po prostu robi co ma zrobić i odcina się emocjonalni od wykonywania zawodu, a jeśli ma profit dodatkowy przy czymś takim, to trudno oczekiwać, żeby wszyscy z takiego rezygnowali. Też chciałbym móc pójść do lekarza z pełnym zaufaniem, ale wiem, że to nie prawda, bo on przy poważnej sytuacji najpierw sprawdzi pięć razy, czy po zrobieniu czegoś lub nie zrobieniu dostanie mu się, czy nie i nie ważne na ogół, czy zależy od tego moje życie. Oczywiście, są lekarze którzy pomagają na prawdę, ale większością to oni nie są.
Ok, być może nie napisałem tego jasno lub zbyt łagodnie, przynajmniej teraz wiem o co Ci chodziło z 'dobrodusznością'.
Chodziło mi o to, że lekarze mają często gdzieś, a najprawdopodobniej w ogóle nie myślą o tym, że para po aborcji nie będzie mogła mieć dzieci, że jak nie przepisze drogiego leku refundowanego choremu pacjentowi to skaże go na niechybną śmierć itd. Ja nie usprawiedliwiam nikogo, choć może to tak wygląda w powyższym poście. Po prostu tak to jest, że większość lekarzy patrzy na swój interes najpierw.
Np. w przypadku aborcji, to jest dla nich świetna sprawa bo, nielegalnie czyli 'na zapleczu' zainkasują grubą kasę, bo bez podatku. Z tego też powodu lekarze nie będą chcieli aby aborcja była legalna, bo im się to po prostu nie opłaca.

Jeszcze co do gwałtów:
Sundari pisze:
lea pisze: Nie uważam, aby aborcja miałaby być zakazana. Co z kobietami, które zaszły w ciążę w wyniku gwałtu. Poczucie, że nosi się pod sercem dziecko TAKIEGO człowieka.

No właśnie. Wiedziałam, że ten argument padnie - dziecko TAKIEGO człowieka, czyli TAKIE dziecko - stygmatyzowanie ludzi przez społeczeństwo, którzy zostali skrzywdzeni w wyniku gwałtu. Matka ale i też dziecko, które wydaje mi się ma "trochę" gorzej niż jego matka. Gwałty są i będą (gwałciciele są wypuszczani po 8 latach przy dobrym sprawowaniu i gwałcą dalej, policja ujmuje takiego po ok roku, jeżeli i nie dłużej, nie mogą go wykastrować bo może zacząć zabijać - sytuacja patowa i brak chęci do szukania rozwiązania). Uznajesz, że dziecko jest winne temu co zrobili dorośli - wg mnie to ogromna niesprawiedliwość.
lea pisze: To jest nasze ( jako kobiety ) ciało. Żadna kobieta nie powinna być pozostawiona bez wyboru. Że musi, musi urodzić, nie ważne w jakich okolicznościach dziecko zostało poczęte.

I znów. Chyba nie czytacie ze zrozumieniem tego co piszę. Tak samo jak jest to tylko nasze ciało, to tak samo TO JEST CIAŁO DZIECKA, czyli innej osoby. Dlaczego dziecko pozbawiasz prawa wyboru? Dziecko nie jest Twoją własnością, tak jak Ty nie jesteś własnością swojej matki. Dlaczego chcesz dać prawo wyboru matce zabicia dziecka? Czyli mam rozumieć, że np. matka z Sosnowca też miała to prawo?
Każda kobieta ma wybór - zajść w ciążę, czy nie. I na tym prawo wyboru co do życia dziecka powinno się kończyć.
Sundari pisze:
qb pisze:W przypadku gwałtu kobieta nie ma na to wpływu.
To jest szczególny przypadek, o którym też już napisałam. Widzę, że już zaczyna się łapanie za słówka :wink:
Napisałaś o tym, że dziecko z gwałtu też ma prawo żyć, natomiast o wyborze w tym wypadku wiele nie widzę.
Gwałciciele nie są kastrowani bo to wbrew prawu. Poza tym dziecko z gwałtu będzie na prawdę kochane? W najlepszym wypadku trafi do domu dziecka. Trudno mi sobie wyobrazić, aby zgwałcona kobieta mogła przychylnie patrzeć na owoc tego procederu.
Oczywiście, dom dziecka lepszy niż aborcja dla dziecka, ale to już decyzja osoby zgwałconej.
Trust yourself, no matter what anyone else thinks.

Awatar użytkownika
Akolita
Krypto-Extra
Posty: 756
Rejestracja: 01 sie 2008, 18:02
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Łódź/Włocławek

Re: Pro-Life czy Pro-Choice?

Post autor: Akolita » 29 lip 2013, 16:42

Zarodek przed 8 tygodniem ciąży nie ma wykształconego mózgu. Jest istotą bardziej bezmyślną i prymitywną od przeciętnego ślimaka, nie ma systemu nerwowego - nie czuje i nie myśli, bo nie posiada potrzebnych do tego organów.
Większości aborcji dokonuje się w tym okresie rozwoju zarodka.
Płód posiada już mózg, nie wiem, czy i jak nim myśli i nie interesuje mnie to. W przypadku zagrożenia życia kobiety, lub zagrożenia jej zdrowia zdecydowanie jestem za ratowaniem życia matki. Jest to już w pełni rozwinięta, dojrzała i ukształtowana istota ludzka, w pełni świadoma swego "ja", posiadająca skomplikowaną i złożoną osobowość - wolałabym ratować ją, niż płód kompletnie nieświadomy swego człowieczeństwa.
Gdybym dowiedziała się nagle, że jestem w ciąży - skrobałabym. Jest mi bardzo wszystko jedno, że niektórym użytkownikom się to nie podoba.
Mówi, że nigdy nie śpi. Że nigdy nie umrze. Dyga przed skrzypkami, pląsa do tyłu, odrzuca głowę, parska głębokim gardłowym śmiechem i jest wielkim ulubieńcem, ten sędzia. Wachluje się kapeluszem, a księżycowa kopuła jego czaszki sunie blada pod światłami, on zaś obraca się, przejmuje skrzypki, wiruje w piruecie, wykonuje jedno pas, dwa pas, tańcząc i grając jednocześnie. Nigdy nie śpi. Mówi, że nigdy nie umrze. Tańczy w świetle i cieniu i jest wielkim ulubieńcem. Nigdy nie śpi, ten sędzia. Tańczy i tańczy. Mówi, że nigdy nie umrze.”

Awatar użytkownika
lea
Stały bywalec
Posty: 325
Rejestracja: 07 sty 2013, 7:26
Płeć: nieokreślona
Enneagram: 0w0
MBTI: CATS

Re: Pro-Life czy Pro-Choice?

Post autor: lea » 29 lip 2013, 16:43

No właśnie. Wiedziałam, że ten argument padnie - dziecko TAKIEGO człowieka, czyli TAKIE dziecko - stygmatyzowanie ludzi przez społeczeństwo, którzy zostali skrzywdzeni w wyniku gwałtu. Matka ale i też dziecko, które wydaje mi się ma "trochę" gorzej niż jego matka. Gwałty są i będą (gwałciciele są wypuszczani po 8 latach przy dobrym sprawowaniu i gwałcą dalej, policja ujmuje takiego po ok roku, jeżeli i nie dłużej, nie mogą go wykastrować bo może zacząć zabijać - sytuacja patowa i brak chęci do szukania rozwiązania). Uznajesz, że dziecko jest winne temu co zrobili dorośli - wg mnie to ogromna niesprawiedliwość.
Ja rozumiem, że dziecko nie jest niczemu winne, naprawdę. To nie chodzi o to, że dziecko będzie miało jakieś porąbanie na bani, jak jego ojciec. Wiem. Jest niewinne. Ale tu chodzi o psychikę matki. Zaraz po gwałcie kobiety nie chcą nawet patrzeć na ubrania, które im chociażby rozdarto. Na zadrapania na ciele, mieć jeszcze na sobie i w sobie "ślady" po tym zajściu. To straszna krzywda na człowieku, trauma. Chcą się tego wszystkiego jak najszybciej pozbyć. Zgłaszają informacje o takim zajściu na policji dopiero czasem po znacznie większym czasie. I wtedy nie ma już jak 'namierzyć' sprawcę. A powinno być tak, by zaraz po TYM zgłosić się gdzie trzeba, by mieć jak najwięcej dowodów, by tego złego człowieka znaleźć.
Ale czy ona w tej chwili o tym myśli. Ona się boi, ona się brzydzi. Nie chce tych ubrań, chce być już z tego koszmaru choć pozornie "czysta", nie chce niczego co by mogło jej o tym przypominać, każdego cholernego dnia. Oczywiście jest to naiwne, bo wyprzeć takie wspomnienie - rzecz prawie niemożliwa.

I teraz noś takie dziecko w sobie. Z dnia na dzień. Pamiątka. Potem więcej bólu rodząc. Myśl "czy to jakaś kara?". Kobieta może czuć do takiego dziecka obrzydzenie. Wie, że jest niewinne, ale tu nie działa nawet zasada "nie kocham, więc oddam jak się urodzi". Obrzydzenie. Dla niej to może być mieszanka różnych uczuć. Dla niej to dziecko, może być jak Pasożyt, żyjący w niej, rosnący.

lea pisze: To jest nasze ( jako kobiety ) ciało. Żadna kobieta nie powinna być pozostawiona bez wyboru. Że musi, musi urodzić, nie ważne w jakich okolicznościach dziecko zostało poczęte.


I znów. Chyba nie czytacie ze zrozumieniem tego co piszę. Tak samo jak jest to tylko nasze ciało, to tak samo TO JEST CIAŁO DZIECKA, czyli innej osoby. Dlaczego dziecko pozbawiasz prawa wyboru? Dziecko nie jest Twoją własnością, tak jak Ty nie jesteś własnością swojej matki. Dlaczego chcesz dać prawo wyboru matce zabicia dziecka? Czyli mam rozumieć, że np. matka z Sosnowca też miała to prawo?
Każda kobieta ma wybór - zajść w ciążę, czy nie. I na tym prawo wyboru co do życia dziecka powinno się kończyć.
Nie każda kobieta musi być odważna. Nie każda kobieta usuwająca ciąże, kieruje się myślą "dla własnej wygody". One się tak bardzo boją, to jest taki wielki strach.
I nie wyjeżdżać mi tu proszę z matką Madzi. Dziecko narodzone, to nie to samo co płód. I właśnie tu są te dwie drużyny ludzi za aborcją czy nie. Kiedy właściwie dziecko jest już dzieckiem, a kiedy zarodkiem, czy już od w chwili poczęcia?
lea pisze: A mężczyźni, którzy mówią stanowczo "NIE". Mają prawo do głosu, owszem. Ale mniej się on właściwie liczy.
Tu znów się nie zgodzę. Kobiety od zawsze chyba narzekały na mężczyzn. Tylko, że takie podejście jakie prezentujesz (oni się mniej liczą w tej sprawie) wpływa właśnie na to, że w trudnych sytuacjach życiowych oni się wycofują, bo przecież to nie oni rodzą, nie ich macica, nie ich spawa. Błąd - to jest również ich sprawa. Zacznijmy używać sformułowania - my zaszliśmy w ciąże, oni są w ciąży (w domyśle kobieta i mężczyzna). Tego nie lubię w kobietach (mimo, że sama nią jestem) - same sobie rzucają kłody pod nogi i później narzekają na mężczyzn. Jeżeli z góry zakładasz, że to tylko sprawa kobiet to faceci umywają ręce i wcale się temu nie dziwię. Nieraz widzę, że niektórzy z nich chcieliby się wypowiedzieć, ale boją się, że zostaną w ten właśnie sposób zaatakowani ("to nie wasza sprawa"). Nie ich sprawa - to sobie radźcie same :lol:
Jeżeli chodzi o rodzenie dzieci, kobiety według mnie mają "większe prawo głosu". Wiem, o co ci chodzi, i właściwie się zgadzam, że facet nie powinien uciekać od odpowiedzialności.
Mogłabym też nawiązać do wszelkich spraw rozwodowych gdzie pojawia się problem "do kogo ma trafić dziecko", i dziecko otrzymuje matka, bo to - matka, ale właściwie nie jest wstanie dać dziecku odpowiednich warunków i generalnie baba z niech okropna i dzieci będą z nią nieszczęśliwe. A ojciec , którzy może być aniołem i chciałby dziecku nieba przychylić, jest dyskryminowany, bo to nie on je urodził, a jego szanse do odzyskania dziecka są o wiele mniejsze. A to przecież też JEGO dziecko.

Ale też NASZE ciało... w moich poglądach główną rolę gra STRACH. Strach przed noszeniem dziecka. Jak jakaś dziewczyna się tego boi - rozumiem, całkowicie. Samotna, przerażona dziewczyna. A nie, że jej chłopak ją wspiera. Jest całkowicie sama, nie każda kobieta sobie z tym radzi.
Wygnaj ludzi z twych myśli, niech nic zewnętrznego nie kala twej samotności, błaznom pozostaw troskę o szukanie podobnych im.
Inny cię umniejsza, bo zmusza cię do odgrywania jakiejś roli; ze swego życia usuń gest, ogranicz się do tego, co istotne.

Awatar użytkownika
highwind
Legenda Intro
Posty: 1697
Rejestracja: 15 paź 2011, 10:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 1w9
MBTI: istj
Lokalizacja: wro

Re: Pro-Life czy Pro-Choice?

Post autor: highwind » 29 lip 2013, 17:15

W mojej najpiękniejszej wizji, chciałbym żeby sprawą zajęli się rzetelni naukowcy, którzy przedstawiliby sposób badania zarodka/płodu, pozwalający ustalić obecność świadomości, czy innego czynnika orzekającego "człowieczeństwo". Test wychodzi negatywny - można usuwać, pozytywny - nie można, a za usunięcie karać jak za morderstwo (lekarza, matkę za współudział, albo jeszcze lepiej - sterylizować taką, będzie spokój na przyszłość, a przy okazji inne zastanowią się dwa razy). Niestety w rzeczywistości nie ma takich badań, a nawet jeśliby były, to powstawanie świadomości nie jest zapewne procesem zero-jedynkowym i nie byłoby wiadomo, czy w 5 min po teście, płód nagle nie "uczłowieczy się". Wydaje mi się, że skoro nie da się ustalić wyraźnej granicy, trzeba podjąć decyzję albo o bezwzględnej ochronie, albo o jej braku. Skłaniałbym się ku "Pro-Life", ale nie wiem czy nie dopuszczałbym jakichś wyjątków, w których istnieje wysokie ryzyko śmierci zarówno matki, jak i dziecka.

Awatar użytkownika
Sundari
Introwertyk
Posty: 87
Rejestracja: 20 lut 2013, 11:19
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Warszawa

Re: Pro-Life czy Pro-Choice?

Post autor: Sundari » 29 lip 2013, 18:08

Nie wiem jak dyskutować z takimi ludźmi. Powoływanie się na sumienie chyba nic nie da. Rozumiem, że każdy z nas ma swoje zdanie i swoje sumienie. Tylko, że wy nie patrzycie zupełnie na aspekt moralny - nie odbiegacie tutaj od reszty "postępowego" społeczeństwa. Nie przeraża was to, że te dzieci są traktowane jak śmiecie. Co naszej dyskusji - piszę, jak ja coś rozumiem, a wy dalej swoje zupełnie ignorując to co wcześniej napisałam. No i ogólna niewiedza ("coś tam słyszałem/łam, ale nie obchodzi mnie to") oraz lęk przed ciążą (po okresie dorastania powinno to minąć:P). Warto poczytać sobie o sposobie zabijania dzieci poprzez wywoływanie przedwczesnego porodu - są to zabiegi przeprowadzane w późnych etapach ciąży i są one wykonywane w Polsce na szeroką skalę w szpitalach. Zalegalizowanie tego nie spowoduje, że problem aborcji zniknie, że dzieci będą ginęły w bardziej humanitarny sposób. Będą ginęły częściej.
A propos gwałtu - gwałciciele nie mogą być kastrowani, bo istnieje ryzyko, że zamiast gwałcić zaczną zabijać.
Sama zmęczona dyskusją, pozostawiam wam wątek. Może ktoś będzie chciał coś odkrywczego dodać od siebie.
highwind pisze: Skłaniałbym się ku "Pro-Life", ale nie wiem czy nie dopuszczałbym jakichś wyjątków, w których istnieje wysokie ryzyko śmierci zarówno matki, jak i dziecka.
No chociaż jeden :lol:
Dziecko i tak umrze jeżeli ma umrzeć.
„Samotność jest niezależnością, życzyłem jej sobie i zdobyłem ją po długich latach. Była ona zimna, o tak, ale była też cicha, prawdziwie cicha i wielka, podobnie jak zimne, ciche przestworza, po których wędrują gwiazdy.”
Hermann Hesse - Wilk stepowy


O mnie: INTJ | Jedynka ze skrzydłem dwa: 1w2 - "Adwokat" | Płciowo stypizowana "na krzyż":P

ODPOWIEDZ