Związek introwertyka i introwertyczki

W tym dziale rozmawiamy o radościach i problemach, jakie dla introwertyków wynikają z bycia w związku.
sagitar
Intronek
Posty: 53
Rejestracja: 05 sie 2007, 18:23
Płeć: nieokreślona

Związek introwertyka i introwertyczki

Post autor: sagitar » 07 sie 2007, 14:01

Jak wyraził się Jung - "gdyby introwertyk poślubił introwertyczkę lub ekstrawertyk ekstrawertyczkę, to para ta rozpadłaby się z nudów w ciągu miesiąca".

Zastanawiam się nad sensownością tej opinii - zaznaczę, że w związku z introwertyczką nigdy nie byłem, jak dotąd trafiałem na same ekstrawertyczki (co potwierdzałoby inną opinię Junga, że "dawcy" szukają "biorców"), niemniej nie były to związki szczęśliwe właśnie przez introwertyczno-ekstrawertyczne różnice (upraszczając: ona "gada", ja milczę).

Z drugiej strony, jeśli miałbym sobie wyobrazić związek dwóch "bujających w obłokach" milczków, to czy nie stanowi to jeszcze większego problemu - czyli tak, jak mówił Jung? Może któryś z użytkowników ma jakieś doświadczenie w tej dziedzinie?

Pomyk

Post autor: Pomyk » 09 sie 2007, 21:30

Wydaje mi się, że to nie ma znaczenia. Chodzi o to by obie osoby sie akceptowaly i dobrze sie czuly w swoim towarzystwie. Ale tylko wydaje mi się, bo doświadczenia nie mam ;)

S

Post autor: S » 11 sie 2007, 15:17

Trudno mi się zgodzić z teorią Junga, nie wyobrażam sobie związku z ekstrawertykiem, a też i Twoje doświadczenia z ekstrawertyczkami temu dowodzą. Więc może te obawy są niesłuszne i przedwczesne? Może Jung się mylił?
Tak na marginesie, jego małżeństwo z Emmą znaną psychoanalityczką, stale dopingującą męża, przetrwało ponad pięćdziesiąt lat! Chyba nie mogli się tak od siebie różnić :wink:

Łukasz

Nothing hurts like love

Post autor: Łukasz » 11 sie 2007, 20:58

Powiem szczerze - chciałbym zakochać się w introwertyczce :D Może byłaby to ta jedyna :D Do tej pory moje związki z ekstrawertyczkami kończyły się fatalnie i zasada, że przeciwieństwa się przyciągają w ogólę się u mnie nie potwierdziła. Ostatni po dwóch latach bycia ze sobą. I choć od początku wiedziała, że jestem introwertykiem bo znaliśmy się 5 lat z liceum i zapewniała, że to jej właśnie odpowiada i takiego mężczyzny potrzebuje to jednak znalazł się drugi ekstrawertyk, który "strasznie ją zafascynował" i dziewczyna już nie wiedziała co tak naprawde do mnie czuje. Wtedy a było to dosłownie na pare minut przed wyjściem na sylwestra ja pomogłem jej rozwiązać ten problem i powiedziałem pas, choć nadal ją kochałem (a przynajmniej tak mi się wydawało). Ja sie dołowałem w sylwestrową noc a ona się świetnie bawiła w ramionach innego. Niektórzy powiedzą, że może za wcześnie się poddałem, teraz jednak wiem, że zrobiłem słusznie. Od tego właśnie momentu zastanawiam się czy powinienem patrzeć na to czy dziewczyna ma wręcz taki sam charakter jak ja i stosować to jako główne kryterium doboru partnerki czy też zdać się tylko na los...

Komarzyca

Post autor: Komarzyca » 13 sie 2007, 15:24

Ja najlepiej się czułam z ludźmi "pośrodku skali"- czyli częściowo E. a częściowo I. Wtedy on rozumiał, że niektóre rzeczy mi przeszkadzają,a z drugiej strony był taką siłą inicjującą różne przedsięwzięcia, na które zapewne zabrakłoby mi odwagi... Z typowym E. to chyba nie dałabym rady, pewnie w końcu zniecierpliwil by sie, że nie chcę isć na kolejną imprezę. A z typowym I.? Kto wie ;)

sagitar
Intronek
Posty: 53
Rejestracja: 05 sie 2007, 18:23
Płeć: nieokreślona

Post autor: sagitar » 14 sie 2007, 0:52

No właśnie, ta "inicjacja różnych przedsięwzięć" jest problemem. Ekstrawertyczna dziewczyna chce się "rozerwać", chodzić na różne imprezy, a przecież to mężczyzna powinien ją zaprosić a nie ona jego. A tu masz babo placek - mężczyzna jest introwertykiem i więcej uwagi poświęca swoim pasjom niż planom nad kolejną imprezą / wyjściem do kina / gdziekolwiek...

Z drugiej strony, ze znajomą introwertyczką dało się swego czasu stworzyć "magiczną" atmosferę z dala od całego tego współczesnego zgiełku. Można było wręcz "porozumiewać się bez słów"... Ciekaw jestem tylko, czy taki związek może przetrwać na dłuższą metę, stąd moje pytanie w pierwszym poście.

S

Post autor: S » 14 sie 2007, 21:00

Dobrze to ująłeś, chyba tak jest, że ekstrawertycy to zazwyczaj ludzie "rozrywkowi", spontaniczni, takie dusze towarzystwa, o szerokich kontaktach i możliwościach. I introwertykom trudno odnaleźć się w tych przedsięwzięciach, dlatego pewnie ludzie dobierają się pod względem tego, co ich łączy a nie dzieli. To może zabrzmi jak slogan, ale dla mnie związek to sztuka patrzenia w tym samym kierunku. I jakoś automatycznie nie szukam rozrywkowego imprezowicza, i nie czekam na zaproszenia...
Jesteś szczęściarzem, jeśli udało Ci się stworzyć "magiczną" atmosferę i życzę Ci by ona trwała jak najdłużej.... :)

sagitar
Intronek
Posty: 53
Rejestracja: 05 sie 2007, 18:23
Płeć: nieokreślona

Post autor: sagitar » 14 sie 2007, 21:33

Ech, nie jest tak dobrze - jak pisałem, to było "swego czasu", najstarsi ludzie tego nie pamiętają ;)

Z tymi związkami introwertyczno-ekstrawertycznymi to chyba jest też tak, że to ekstrawertyczki częściej inicjują związek, zaciekawione tą introwertyczną "tajemniczością" - stąd łatwiej o tego typu znajomość. Na introwertyczkę zaś ciężko w ogóle trafić, bo zazwyczaj z domu nie wychodzą ;) I jak tu się przekonać, czy Jung miał rację?

S

Post autor: S » 14 sie 2007, 23:01

Nie wiem czy w drugą stronę jest tak samo, ja nie miałam takich doświadczeń, zawsze interesowali mnie zamknięci, niedostępni pasjonaci-introwertycy, ludzie o podobnym horyzoncie. Ale przekonałam się, że dotrzeć do introwertyka, to tak jakby zrozumieć tajemnicę Trójcy Świętej, rzecz niemożliwa. :wink: Może Ty znasz jakiś sposób?

sagitar
Intronek
Posty: 53
Rejestracja: 05 sie 2007, 18:23
Płeć: nieokreślona

Post autor: sagitar » 15 sie 2007, 0:00

Coś w tym porównaniu do tajemnicy Trójcy jest :lol:

Problem z introwertykami jest taki, że choćby i szukali sobie podobnych, to jak mają znaleźć, jeśli:
- z pewnymi oporami i brakiem zaufania nawiązują nowe znajomości,
- rzadko można ich spotkać na różnego rodzaju "imprezach",
- nosa zbyt często nie wystawiają poza swoją "pustelnię",
- w internecie znajomości nie szukają, bo brzydzą się pustosłowiem różnych, towarzyskich "czatów" i "for",
(powyższe z własnego doświadczenia - jeśli ktoś się nie zgadza)

Znaleźć w takich okolicznościach "bliską duszę" jest - mówiąc delikatnie - trudno. Ekstrawertyczki (których pełno) nie różnią się urodą od introwertyczek - więc to nie jest problem, schody zaczynają się często wtedy, gdy chodzi o coś więcej niż urodę. A że introwertyczki nie będą specjalnie chodziły po domach z pytaniem, czy ktoś ich nie szuka - to pal Was dziewczyny licho, sam sobie będę gotował ;)

A pisząc poważnie - co tu mówić o związku dwóch "milczków", jeśli nawet ze spotkaniem mają niemały problem.

S

Post autor: S » 15 sie 2007, 17:13

Jeszcze trochę i przekonasz mnie, że lepiej w swojej pustelni pod osłoną nocy zgłębiać tajniki hermeneutyki biblijnej, niż w jakimkolwiek innym miejscu szukać bratniej introwertycznej duszy :wink: Ze zgłębiania może i coś w tej pustej główce zostanie...tylko po co skoro i tak nie mam z kim się tym dzielić? :cry:
Ale jednak nie, w dalszym ciągu odrzucam teorię Junga i czekam na swojego milczka, choćby nawet tylko po to, by mu coś ugotować :wink: no i razem pomilczeć.
Ja również jestem sceptyczna jeśli chodzi o czaty i inne...

Komarzyca

Post autor: Komarzyca » 15 sie 2007, 17:24

I. nie chcą wychodzić z pustelni,i wychodzić z inicjatywą, bo strach jak zostaną odebrani, może odrzuceni? Ale jakby się kogoś troszkę poznało przez net to może potem lody łatwiej przełamać? Są też blogi, ostatnio zaczęłam swój pisać, i ten blogowy świat nawet mi się podoba. Sporo ludzi utrzymuje tak znajomości (nie wychodząc z domu;)

sagitar
Intronek
Posty: 53
Rejestracja: 05 sie 2007, 18:23
Płeć: nieokreślona

Post autor: sagitar » 15 sie 2007, 18:50

Ostatnio zmieniony 02 gru 2007, 23:49 przez sagitar, łącznie zmieniany 1 raz.

S

Post autor: S » 15 sie 2007, 20:54

Chyba nie do końca zostałam zrozumiana, uważam, że to nauka jest dla człowieka a nie człowiek dla nauki i nie dokonuję wielkich odkryć, a już na pewno nie przejmuję się tym, że nie staję się przekazicielem wiedzy, bo nie mam audytorium. Nad tym wszystkim są jeszcze wartości wyższe, najważniejsze.
Do sagitar: >>Chciałoby się napisać "kopaniem" jednym życie jest człowieka, kopie wciąż...<< niezależnie czy jest do tego zdolny czy nie.

sagitar
Intronek
Posty: 53
Rejestracja: 05 sie 2007, 18:23
Płeć: nieokreślona

Post autor: sagitar » 15 sie 2007, 21:54

Ostatnio zmieniony 02 gru 2007, 23:50 przez sagitar, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ