zmęczenie kontaktami z ludźmi

Dział forum, w którym poruszane są tematy dotyczące kontaktów międzyludzkich, a także problemów w relacjach, których przyczyną może być introwersja.
sigmundd

Post autor: sigmundd » 22 maja 2007, 22:02

...
Ostatnio zmieniony 20 cze 2007, 23:28 przez sigmundd, łącznie zmieniany 2 razy.

Hi_Tronic

Post autor: Hi_Tronic » 22 maja 2007, 22:23

Alighieri pisze:Zastanawiałam się nad pewną sprawą, a mianowicie ciekawi mnie czy posiadacie nawyki, których nie potraficie zmienić, a kiedy ktoś próbuje to zrobić dopada was nieodgadniona panika i złość na tego człowieka?
U mnie przejawia się to w powrotach zawsze tą samą stroną drogi czy piciu kawy tylko z jednego kubka, do tego ztopnia że kiedy kubek się stłukł z oczu poleciały mi łzy, co zdarza mi sie niezwykle rzadko.Wiem, że łączy się to w większym stopniu z nerwicą natręctw, ale być może tego typu zachowania częściej dotykają introwertyków...? Trudno jest mi również znieść kiedy ludzie zachowują sie w taki sposób w jaki ja nigdy bym się nie zachowała. Narasta we mnie wówczas taka złość jaka wystarczyłaby by roznieść cały dom, ale niestety dusze ją w sobie. Jestem odosobniona w swym zachowaniu?
Opisałaś mnie, tak się składa, że stłukł mi się kubek od kawy i od tej pory to już nie to samo. hmm Coś w tym jest. Nawyki chyba świadczą o naszej stabilizacji na tym świecie. Nie wiem. Ja nie potrafię nikogo skrzywdzić i czasem też jestem zuy. Ale wyładowuję to, tylko, że na sobie. Zwykle pomaga.

sigmundd

Post autor: sigmundd » 23 maja 2007, 0:54

...
Ostatnio zmieniony 20 cze 2007, 23:28 przez sigmundd, łącznie zmieniany 1 raz.

Hi_Tronic

Post autor: Hi_Tronic » 26 maja 2007, 13:17

sigmundd pisze:Rzeczywistość jest dynamiczna i zawsze będzie się wdzierać do starannie zamurowanego, odgrodzonego życia; stabilizacja to chyba iluzja bezpieczeństwa i pułapka - nawyki świadczą o stabilizacji, pomagają, ale do czasu, co jeśli zaschną w skorupę? Jak znaleźć tę równowagę pomiędzy żywym chaosem a czymś nieruchomym i bezpiecznym?
Wynika z tego, że chyba niestety trzeba być elastycznym i umieć się dostosować do wszystkiego co nas otacza. Inaczej można nie przetrwać.
Masz racje, nawyki, ani przyzwyczajenia nie są dobrym wyjściem.

sigmundd

Post autor: sigmundd » 26 maja 2007, 15:06

...
Ostatnio zmieniony 20 cze 2007, 23:26 przez sigmundd, łącznie zmieniany 1 raz.

długa_broda

Post autor: długa_broda » 27 maja 2007, 17:40

Każdy z nas ma jakieś nawyki, działania które dzieją się poza naszą świadomością machinalnie wyuczone jak u psa Pawłowa. Nie widzę w tym nic złego, oczywiście jeśli nawyki nie przejmą nad nami kontroli, żeby że się tak wyrażę zmechanizować część naszego życia.
Problem zaczyna się gdy nie jesteśmy w stanie normalnie funkcjonować w momencie gdy nasz nawyk nie może zostać w danej chwili wykonany czy zrealizowany (np. nie wypiję kawy bo stłukł się mój ulubiony kubek, nie pójdę do sklepu bo droga którą zawsze chodzę jest zablokowana przez prace remontowe, itp.)
Nawyki są dobre, gdyż tworzą wokół nas uporządkowaną sferę naszego życia, tworzą pewnego rodzaju klosz bezpieczeństwa, za którym jest chaos i nieład.
Sztuką jest wypracowanie takich proporcji nawyk-spontaniczność aby nie zostać zamkniętym w tym kloszu na zawsze.

Wicher

Lubię kontakt z ludźmi, ale oswojonymi.

Post autor: Wicher » 13 wrz 2007, 13:26

Zazwyczaj osobą wokół, której zaczyna się kręcić mój świat, jest flegmatyk czy melancholik. Jestem bardzo wygadany, ale przy ludziach oswojonych. Wtedy nie widać po mnie, że jestem typem sentymentalnym. Mogę nawijać, nawijać tłumaczyć swoją filozofię, mówić o rzeczach bardzo abstrakcyjnych jak filozofia religii czy religia filozoficzna, fizyka a filozofia - długo, długo bez końca - taka relacja mnie nie nudzi (czasami 6h - to nawet za mało) - nawet jeśli się często powtarzam, spamuje i powietrze robi się gęste. Często o takich właśnie rzeczach myślę niekiedy do 3 nad ranem, a idę spać o 23 - nie pamiętam ulic w moim mieście, ale jeśli ktoś poszukuje sensu życia, to zazwyczaj puka do mnie - niektórzy mówią, że jestem za mądry i za dużo myślę. Często idąc po bułki cofam się wiele razy, bo zapominam co kupić. Jestem jakby swoistym medium antycentrum, można mnie wtedy pomylić z cholerykiem czy kimś innym. Uwielbiam w swoim życiu jedno - wiernych wyznawców i słuchaczy. Uwielbiam towarzystwo ludzi, nawet gdy mnie nie słuchają, ale po prostu są. Jestem myślicielem.

S

Post autor: S » 13 wrz 2007, 14:17

Ja mam podobnie, z małą poprawką, tych oswojonych jest niewielu, bo o to nie zabiegam. I odwrotnie do Małego Księcia, nie czuję sie odpowiedzialna za to co oswoiłam, już sie tym nie przejmuję.( tzn. staram się!)
A z drugiej strony czuję się jak ten grzyb:
[Znam planetę, na której mieszka pan o czerwonej twarzy. On nigdy nie wąchał kwiatów. Nigdy nie patrzył na gwiazdy. Nigdy nikogo nie kochał. Niczego w życiu nie robił poza rachunkami. I cały dzień powtarza tak jak ty: "Jestem człowiekiem poważnym, jestem człowiekiem poważnym". Nadyma się dumą. Ale to nie jest człowiek, to jest grzyb.]
To taka moja tęsknota za ludźmi....

Wicher

Miłość intro+intro

Post autor: Wicher » 13 wrz 2007, 21:03

Ja przeżyłem prawdziwą miłość intro+intro. Człowiek bardzo podobny do mnie - dumny jak ja - ale bardziej zakompleksiony. I w pogardzie odnoszący do reszty tzw. "realistów-hedonistów". To była miłość przez duże M. Do dziś pamiętam jak chodziliśmy nocą razem za rękę po cmentarzu - symbol jakby dwoje kochanków podróżujących wokół tzw. żywych trupów. Idealiści, wizjonerzy... Ale wszystko jest jak bańka mydlana. Wystarczy ją dotknąć i pęka. Później z takiej choroby trzeba się leczyć 5 lat - i wchodzi się w jeszcze większy introwertyzm, jest się jeszcze bardziej podejrzliwym, przerażonym i cierpiącym - cena jaką się płaci za zerwanie owocu z drzewa zakazanego.

Nawet wielkie ideały nic nie zmienią, jeśli ludzie się nie szanują. Naruszone zaufanie trudno później odbudować. Historia nie lubi zdrajców. Zbyt wiele lat żyłem przeszłością, teraz dla mnie najważniejszy mój nowy cel. Z wiarą podchodzę do życia.

Bardzo wielkim błędem introwertyków jest brak optymizmu. Wiara ma swoje duże znaczenie, ale nie ta dogmatyczna. Ta wiara własna osobista, intymna, prywatna, relacja z Bogiem czy coś. Ta wiara nie może być ukierunkowana na kogoś, bo to nie to - jak się pomylisz - to Cię zaboli ze 100krotną siłą. Ta wiara musi być ukierunkowana na życie i na to, że w tym wszystkim jest jakiś plan. Wiele się nie da przeskoczyć od razu, ale delikatnie, precyzyjnie i powoli można wychodzić z tego kokonu.

Przestańcie chcieć naśladować innych ekstra, róbcie to tak jak potraficie i na swój subtelny sposób - nawet jeśli realnie mówicie coś nie tak - nie traktujcie tego jak życiową porażkę! Pozwólcie sobie na luksus błędu! Nie musicie być kopiami innych ludzi! Wiele razy się przekonałem, że niemówienie to również mówienie. Poza tym ten co nie mówi zawsze wygląda inteligentniej niż ten co mieli ozorem.

Awatar użytkownika
Ekwiwalencja
Introwertyk
Posty: 144
Rejestracja: 16 lis 2007, 18:40
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: z własnej krainy

Post autor: Ekwiwalencja » 17 lis 2007, 20:13

Mam dni że uciekam od świata, izoluję się, mam dni że potrzebuję kontaktu z innymi. Kiedyś umawiałam się na kilkugodzinne spotkania z ludźmi o różnych temperamentach. Chodziłam, śmiałam się, rozmawiałam, szalałam, ale pod sam koniec wlokłam sie bez sił i chęci na cokolwiek. Nie myślałam nie słuchałam. Teraz wiem że ludzi i spotkania należy dawkować i że muszę brać pod uwagę mój stan fizyczny i psychiczny. Gdy mam zły nastrój jestem wredna, złośliwa, nie słucham drugiej osoby, nie mówię, idę powoli z wzrokiem w ziemie. Uczę się mówić- "było miło ale ja muszę już iść" ;)

Krzysiek

Post autor: Krzysiek » 19 kwie 2008, 19:40

Trochę odgrzebuje temat, ale po co zakładać nowy :P.

Też niekiedy mam dni kiedy kompletnie nie mam ochoty na jakiekolwiek kontakty z ludźmi. Najbardziej denerwują mnie ludzie, którzy gadają bez przerwy, albo rozmawiają ze mną na tematy całkowicie mi nie pasujące. Może jestem dziwny, ale nawet spotkania rodzinne mnie nużą (zawsze wychodzę z imprezy jako pierwszy). Jak ktoś mnie zdenerwuje to zawsze do końca dnia jestem już nie do wytrzymania, kłócę się o byle co. W sumie jednak to wszystko mi nie przeszkadza, ponieważ bardzo lubię samotność :).

VIncit

Re: zmęczenie kontaktami z ludźmi

Post autor: VIncit » 15 kwie 2009, 22:21

Taka szkoła potrafiła mnie wykończyc, i to tak, że ledwo wlekłam się do domu. Reszta moich znajomych miała rytułał wpadania po lekcjach chociaż na godzinę do koleżanki, a ja wiedziałam, że nie wyrobię, ze będę marudna i zrażę do siebie ludzi. I po co? Szkopuł w tym, że niewiele osób to rozumie, a ja nie umialam kompletnie się tłumaczyc. Moje wymyślanie doprowadziło dotego, ze mije słowa i tak nie miały większego znaczenia. no, i sprawiałam im i tak przykrośc- bo widocznie nie chcę sie z nimi widziec.

Najlepiej się czuję z ludźmi, z którymi mogę sobie pomilczec :> Jak na razie mam takich dwoje, i jakos jeszcze ze mna wytrzymują.

lucci
Intronek
Posty: 56
Rejestracja: 22 lut 2009, 11:56
Płeć: nieokreślona

Re: zmęczenie kontaktami z ludźmi

Post autor: lucci » 18 kwie 2009, 1:22

Tak - ludzie szybko mnie męczą. Kiedy mam dłuższą przerwę między zajęciami, dyskretnie wymykam się z mojej gadatliwej ,,paczki'' i uciekam do parku, gdzie z mp3-playerem przez 2 godziny oglądam kaczki w stawie, falę na wodzie, obserwuję ludzi, rozmyślam itp. Po zajęciach wolę wracać sam, bo wtedy nikt nie zarzuca mnie swoimi opowieściami z ostatniej nocnej imprezy. Wkurza mnie też jak ktoś opowiada w stylu ,,A wczoraj to Adaś był ze mną na imprezce no i tam wiesz no...''CO mnie to obchodzi ?! no i kim jest ,,Adaś'' ??!! Dlatego ludzie mnie męczą, a w szczególności gadatliwi ekstrawertycy.
Chciałbym po prostu usiąść i rozmyślać sobie przez całe życie..
Obrazek

Strangeve
Rozkręcony intro
Posty: 155
Rejestracja: 08 paź 2010, 20:32
Płeć: nieokreślona

Re: zmęczenie kontaktami z ludźmi

Post autor: Strangeve » 01 lis 2010, 21:06

Ja ludźmi męczę się jedynie wtedy,kiedy moja kumpela siedzi u mnie caly dzien xd. bo chcialabym tez zajac sie innymi rzeczami (niekoniecznie sama). Ostatnio byłam na domówce i po pół godzinie czułam się jakbym znała znajomych koleżanki już od conajmniej 2-3 lat xd. Stresowałam się trochę czy mnie zaakceptują ale po ok. 20-30 minut pozbylam sie syfu pod tytułem nieśmiałość :D.

Awatar użytkownika
Cieniu
Introrodek
Posty: 20
Rejestracja: 28 paź 2010, 13:25
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: zmęczenie kontaktami z ludźmi

Post autor: Cieniu » 06 lis 2010, 21:24

Nie cierpię rodzinnych spotkań. Wręcz ich 'nienawidzę'.
Twarze osób, które nie widziały mnie ponad dwadzieścia lat temu. Jedyne co im się ciśnie do ust po takiej 'przerwie', to uwaga jak bardzo wyrosłem, co studiuję, jak wyglądają sprawy w domu, czy jestem w jakimś związku... i szereg podobnych pytań z oczywistymi odpowiedziami z mojej strony. Czuje się wówczas zmęczony ich obecnością, zupełnie jakby wysysali ze mnie resztki energii. Osaczony przez ignorantów skupionych tylko na sobie samych polaczków-biedaczków. Ale ci ludzie są ulepieni z innej gliny, to co się od nich różni/jest niepojęte nie może uchodzić za normalne. Dlatego preferuję samotność.
I love the smell of napalm in the morning...
Działam wiec jestem ->http://pathfinder-fiorg.blogspot.com

ODPOWIEDZ