Prawdziwe oblicze samotności?

Dział forum, w którym poruszane są tematy dotyczące kontaktów międzyludzkich, a także problemów w relacjach, których przyczyną może być introwersja.
voltaire
Wtajemniczony
Posty: 5
Rejestracja: 29 wrz 2017, 23:15
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w6
MBTI: INTP-T

Prawdziwe oblicze samotności?

Post autor: voltaire » 01 paź 2017, 13:57

Może i będzie przydługo ale ciekaw jestem waszej opinii i zachęcam do dyskusji w komentarzach.
Prolog.
Jako dziecko byłem zawsze najmłodszy w domu. Mam starszą siostrę które miała być dla mnie wzorcem. Traktowany byłem czasem jak zło konieczne i wobec mnie stosowany był ,,zimny chów" czyli zero czułości, dotyku, dobrego słowa. Jest krytyka lub jej brak. Pragnąc dorównać siostrze, brałem udział w przeróżnych konkursach, zawodach, olimpiadach.. Teczka dyplomów rosła i rosła.. A relacje międzyludzkie rozpadały się. Miałem naukę. Byłem typowym kujonem.
Podstawówka.
Byłem grubym dzieckiem. Nadal jestem miśkiem ale pracuję nad tym. Tak czy inaczej dzieciak nie ma łatwo, tym bardziej kujon, tym bardziej gruby. W tym okresie zaczęły się moje kompleksy.
Właściwie nie miałem przyjaciół. Dzieciaki wolały raczej obrzucać mnie błotem, wyzwiskami i tak lub inaczej dawać w kość. Nie byłem sfrustrowany. Raczej bezsilny.
Lata mijały, ja uczyłem się dobrze, świadectwa z paskiem, etc, jednak nadal byłem sam.
Gimnazjum.
Okres ten wspominam jako czas gdy miałem szansę zaistnieć. Brałem udział w akademiach, w życiu szkoły, udzielałem się, to także czas gdy ludzie przychodzili do mnie po poradę. Łatałem związki, rozwiązywałem rodzinne konflikty, marzyłem o własnej miłości. Wciąż solo. Depresyjne myśli, jakiś ból istnienia, przemożna potrzeba bliskości.
Szkoła średnia.
Nie miałem kontaktu z kobietami, sami faceci w klasie. Poznałem jednak przez internet dziewczynę, po roku pisania spotkanie, potem przeprowadziła się w moje okolice bo wybrała szkołę w tamtych stronach. Odzyskałem pewność siebie, jakąś wiarę w cokolwiek. Przestałem szukać znajomości, miałem tą drugą połówkę.
Studia.
Połówka mi wystarczała więc nie socjalizowałem się z grupą. Nie czułem potrzeby. W rezultacie miałem może 3 znajomych w mieście gdzie studiuję.
Po czasie mój związek się rozpadł, ja spadłem rok niżej na studiach więc całkowicie wymieniło się moje otoczenie.
Załamałem się. Również nie szukałem znajomych bo po prostu jakoś nie umiałem i nie chciałem łazić po klubach. W tańcu jestem drewnem, nadmiar ludzi mnie przytłacza.
Po roku zacząłem się spotykać z jedną dziewczyną jednak do niczego to nie doprowadziło.
Obecnie można przyjąć, że od dwóch lat jestem sam. Nie mam znajomych, mam współlokatorów. Jeśli o kobiety chodzi to mam może trzy znajome, z czego żadna nie chce się ze mną nawet spotkać na kawę, nie potrafią wyjaśnić dlaczego więc nie naciskam.
Nie powiem, że gryzę ściany ale boli fakt, że często nie ma do kogo się odezwać a telefonu praktycznie nie używam.
O urodzinach nie pamiętają nawet rodzice, z nimi z resztą ograniczam kontakt bo powodują we mnie niemal stany lękowe. Są toksyczni.
Ostatniego sylwestra spędziłem sam, w pustym mieszkaniu, z butelką Ballentines'a, kładąc się spać o 23. Poczułem, że życie mnie przygniotło.
Teraz właściwie jakoś egzystuję jednak czuję się jak mała płotka w morzu pełnym kolorowych ryb. Zawsze marzyłem o stworzeniu rodziny, własnym domu i kimś na kim mógłbym polegać, jednak obecnie są to bardzo odległe marzenia.
Ciężko mi komukolwiek zaufać, a same uczucia docierają do mnie z wielkim opóźnieniem.
Jak żyć?
Jak przestać być samotnym?
Jak ruszyć z miejsca będąc jednocześnie intro?
Wg testów jestem opcją logika ze skrzydłem turbulentnym. Stres mi nie służy.
Jeśli macie coś do powiedzenia, śmiało. Chętnie poczytam.
Pozdrawiam.
~V.

Awatar użytkownika
Coldman
Administrator
Posty: 1433
Rejestracja: 07 lip 2014, 2:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
MBTI: INTJ
Lokalizacja: Wlkp

Re: Prawdziwe oblicze samotności?

Post autor: Coldman » 01 paź 2017, 15:18

Z mojej strony to tak, odrzuć wszystko co żeś zobaczył w tym teście, niczemu dobremu on nie służy tylko wrzuca cię do worka.
Introwertyzm niczemu nie przeszkadza, to raczej twoja aspołeczność. Z jakiś praktycznych porad na szybko to książka Marti Olsey Laney Introwertyzm to zaleta.
Gdzie są twoje zainteresowania/hobby ? Po nich ludzie najczęściej zacieśniają kontakty. Jeśli robisz coś ciekawego to na drodze możesz spotkać ludzi, którym będzie imponował i będą sami na ciebie parli, a ty przy małym wysiłku możesz z tego skorzystać. Wymyśl coś co naprawdę lubisz i postaraj się wyjść z domu. Możesz zaryzykować i nawet iść na kurs tańca, jak już o nim wspomniałeś, zawsze się w życiu przyda. Rób w życiu rzeczy, które uczą cię i dają korzyści tobie, a przy okazji pozwolą rozwinąć umiejętności społeczne. Wolontariat też jest jakąś przykładową opcją.
Ile masz lat ?
Biegnij teraz jak łagodny zwierz. Biegnij by dowiedzieć się, o sobie samym i o świecie co zimny jest jak lód.

voltaire
Wtajemniczony
Posty: 5
Rejestracja: 29 wrz 2017, 23:15
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w6
MBTI: INTP-T

Re: Prawdziwe oblicze samotności?

Post autor: voltaire » 01 paź 2017, 15:51

24 lata, co do zainteresowań to rzeczy raczej techniczne, trochę majsterkowanie, trochę kontakt z naturą i techniki związane z puszczaństwem czy innym survivalem. Ponadto rękodzieło, czytanie, techniki alternatywne w fotografii. Mimo wszystko to mało społeczne rzeczy.

Awatar użytkownika
metalowymateusz
Rozkręcony intro
Posty: 228
Rejestracja: 17 lut 2016, 23:14
Płeć: mężczyzna

Re: Prawdziwe oblicze samotności?

Post autor: metalowymateusz » 01 paź 2017, 17:56

Nie ma znaczenia, że jesteś intronem czy tam INTP. Im szybciej to zrozumiesz tym szybciej zobaczysz, że ta łatka (jak wszystkie z resztą) czasami powoduje, że na siłę się dopasowujemy do zachowań, które niekoniecznie są w 100% nasze, poza tym w złym rozumieniu może służyć za wymówkę, możesz nie próbować pracować nad jakimiś problemami, bo jakiś Internetowy blog z info dla INTP powie ci, że "to w sumie normalne dla ciebie, wszystko OK, po prostu masz przesrane, bo masz taki typ". Bzdura, jak jest problem, to musi być i rozwiązanie, a zachowania do pewnego stopnia raczej da się zmienić. Miałem okres fascynacji MBTI, bo potrzebowałem jakoś siebie określić w pewnym momencie życia, ale odkąd sobie z tym dałem spokój, to wydaje mi się, że dużo więcej się nauczyłem o sobie niż wcześniej jak byłem ograniczony łatką, którą w sumie sam sobie przypiąłem.

Jak ruszyć z miejsca? Może poświęć trochę czasu na introspekcję? Raczej nikt ciebie nie zrozumie lepiej niż ty sam, więc dobrze to mieć rozpracowane. No i może spróbuj jakoś odciąć się od przeszłości? W sensie, że przeszłość kształtowała ciebie aż do teraz, ale pora na wzięcie spraw we własne ręce, co było to było i na tym koniec. Rozpamiętywanie niczego nie zmieni na lepsze, może co najwyżej zupełnie niepotrzebnie wiele krwi napsuć. Tylko to może trwać miesiące, takie ponowne ukształtowanie samego siebie, także nie masz co liczyć na cud. Chodzi o to, żebyś był w pełni świadomy tego kim jesteś, jakie masz wady, jakie zalety, jakie pragnienia są rzeczywiście twoje, a jakie są raczej narzucone przez rodzinę, społeczeństwo, itp. Z takim zestawem informacji będziesz mógł podejmować trochę bardziej świadome decyzje co do przyszłości.

Na pytanie jak przestać być samotnym nie odpowiem, bo sam jestem raczej typowym samotnikiem, więc problem braku kontaktów z innymi nie występuje. Ale wydaje mi się, że dobrym punktem wyjścia jest praca nad sobą. Jeśli nauczysz się żyć w samotności i nie cierpieć z tego powodu, to nie obudzisz się kiedyś jako np. 40-letni rozwodnik, któremu życie się rozpadło, bo zostawiła go żona. Widziałem takie przypadki (no dobra, nie małżeństwa i nie 40-letnie, ale zakładam, że zasada w jakimś stopniu podobna) i nie było to ciekawe. Dla mnie ktoś, kto stara się zbudować własne życie w taki sposób, że poczucie spełnienia jest bardzo mocno uzależnione od innych (czy to od żony, pozycji społecznej itp.), praktycznie nieuchronnie skazuje siebie na porażkę. No i może dzięki temu nie będziesz desperatem w kontaktach z innymi, a to jest zawsze na plus. Jak będziesz miał do czego wrócić to ciężej będzie ciebie uwiązać na łańcuchu przez jakiś szantaż emocjonalny.

Aha, no i jak przestaniesz być miśkiem, to licz się z tym, że to może niczego nie zmienić w głowie.

A na najważniejsze pytanie "Jak żyć?" nie odpowiem, albowiem jam nie jest imć pan Donald Tusk.

PS. Plusik za Ballantine'sa w Sylwka, ja do tego jeszcze oglądałem sobie Trylogię Bourne'a i było super.
To chyba tyle, na teraz pomysły mi się skończyły.

Albo i nie, taka nieśmiała propozycja, próbuj formatować swoje wpisy, żeby lepiej się je czytało, bo to niewiele czasu zajmuje, a inni użytkownicy będą ciebie za to na rękach nosili (oczywiście w przenośni!)

Awatar użytkownika
Pomidor
Ambiwertyk
Posty: 157
Rejestracja: 27 maja 2017, 20:45
Płeć: nieokreślona

Re: Prawdziwe oblicze samotności?

Post autor: Pomidor » 01 paź 2017, 18:17

Już miałem pochwalić mądrości Colda i Metalowego, ale doczytałem do końca wpis lisa i jednak pochwalę tylko pierwszego Pana. Znów te brednie w stylu, ja jestem samotnikiem, więc Ty też się nie uzależniaj od innych, bo oni szczęścia Ci nie dadzą. Jeśli czujesz się samotny i masz potrzebę przebywania z ludźmi to zrób wszystko by jednak kogoś poznać. Potrzeba trzeba zaspokajać a nie wmawiać sobie, że to nie dla mnie itp. Cold dał dobrą radę by wepchnąć do ludzi poprzez jakieś konkretne pasje. Nic tak ludzi nie łączy jak wspólne zainteresowania. W dobie internetu jest łatwiej zrzeszać się w grupy, które interesują się tym samym.

voltaire
Wtajemniczony
Posty: 5
Rejestracja: 29 wrz 2017, 23:15
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w6
MBTI: INTP-T

Re: Prawdziwe oblicze samotności?

Post autor: voltaire » 01 paź 2017, 18:22

No właśnie ja nie mam natury samotnika. Owszem, czasem lubię być sam, jak każdy z nas. Potrzebuję czasem ciszy albo zaszycia się w garażu. I nie znaczy to,że od kogoś się uzależniam. Chciałbym po prostu wreszcie zostać jakoś docenionym. Może to i próżne, ale jakże ludzkie.
Będąc w związku byłem napędzony do działania twórczego. Staranie się o kogoś czy może raczej przebywanie w jakiejś bliższej relacji daje mi poczucie bezpieczeństwa. Świadomość, że nie jestem zawsze sam na lodzie. Jestem samodzielny, więc to nie tak że potrzebuję kobiety żeby mi prasowała koszulę, nie chcę też osoby całkowicie uległej. Chcę partnerki która zamiast być przedłużeniem moich myśli, będzie czasem kontrą i drugą stroną dyskusji.

Awatar użytkownika
metalowymateusz
Rozkręcony intro
Posty: 228
Rejestracja: 17 lut 2016, 23:14
Płeć: mężczyzna

Re: Prawdziwe oblicze samotności?

Post autor: metalowymateusz » 01 paź 2017, 18:30

Spokojnie, po kolei.

Nie wiem dlaczego uznajesz to co napisałem za próbę zmuszania innych do życia po mojemu, nie mam zamiaru nikogo zmuszać do tego, chcę tylko napisać:

"U mnie to wygląda tak, moja argumentacja jest taka, to są sytuacje w których to MOŻE (słowo klucz) się sprawdzić"

Może zapomniałem gdzieniegdzie dodać "może", żeby moja wypowiedź była bardziej "niepewna", ale liczyłem na to, że to zostanie raczej rozsądnie zrozumiane, a nie że "Nie ma boga prócz samotności, a metalowy lisek jest jej prorokiem". To co Pomidor napisał jest jak najbardziej dobrą metodą, tylko że ja pisałem troszkę o czymś innym.

psubrat
Intro-wyjadacz
Posty: 375
Rejestracja: 07 maja 2016, 0:29
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Warszawa

Re: Prawdziwe oblicze samotności?

Post autor: psubrat » 01 paź 2017, 19:26

Dobrze, ale czy interesuje Cię także poznawanie przyjaciół-mężczyzn, czy wyłącznie poznawanie kobiet? Nie jestem w stanie jednoznacznie wywnioskować tego z Twoich wypowiedzi. Bo niestety pewne zachowania, które mogłyby służyć celowi pierwszemu, są przeciwskuteczne w przypadku drugiego.
Ożenić się, to jest poz­być się połowy swoich praw i pod­woić w za­mian swo­je obo­wiązki. (Schopenhauer)

voltaire
Wtajemniczony
Posty: 5
Rejestracja: 29 wrz 2017, 23:15
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w6
MBTI: INTP-T

Re: Prawdziwe oblicze samotności?

Post autor: voltaire » 01 paź 2017, 19:42

Prawdę mówiąc mam tych 3 współlokatorów i z nimi się dogaduję, mam jeszcze ze 3 dalszych znajomych z którymi od czasu do czasu utrzymuję kontakt. Więc nie czuję potrzeby żeby dalej szukać znajomych wśród facetów.
Co do kobiet to wyłącznie kontakt przez internet ze znajomymi znanymi na żywo. Po prostu mieszkają daleko. No i są to trzy osoby ale na relacjach wyłącznie kumpelskich.

darknet
Introrodek
Posty: 12
Rejestracja: 19 sie 2017, 10:58
Płeć: kobieta

Re: Prawdziwe oblicze samotności?

Post autor: darknet » 01 paź 2017, 19:56

psubrat pisze:
01 paź 2017, 19:26
Dobrze, ale czy interesuje Cię także poznawanie przyjaciół-mężczyzn, czy wyłącznie poznawanie kobiet? Nie jestem w stanie jednoznacznie wywnioskować tego z Twoich wypowiedzi. Bo niestety pewne zachowania, które mogłyby służyć celowi pierwszemu, są przeciwskuteczne w przypadku drugiego.
Z tego co mi wiadomo, to jeszcze nie zdobyłeś żadnego przyjaciela-mężczyzny, więc skąd czerpiesz wiedzę co mogłoby być skuteczne w pozyskaniu takowego ? :wink:

Pytam nie przez złośliwość tylko po prostu mnie to ciekawi. :wink:

psubrat
Intro-wyjadacz
Posty: 375
Rejestracja: 07 maja 2016, 0:29
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Warszawa

Re: Prawdziwe oblicze samotności?

Post autor: psubrat » 01 paź 2017, 20:01

darknet pisze:
01 paź 2017, 19:56
Z tego co mi wiadomo, to jeszcze nie zdobyłeś żadnego przyjaciela-mężczyzny, więc skąd czerpiesz wiedzę co mogłoby być skuteczne w pozyskaniu takowego ?
Miałem ludzi, których swego czasu mogłem tak nazwać, ale ze względu na brak regularnego kontaktu obecnie, już ich do tej grupy nie zaliczam. Także to co opisuję ostatnio, to jak radzę sobie po tych zmianach, które sprawiły że obecnie mam tylko byłych przyjaciół, oraz potencjalnych, a nie mam aktualnych.
Ożenić się, to jest poz­być się połowy swoich praw i pod­woić w za­mian swo­je obo­wiązki. (Schopenhauer)

ODPOWIEDZ