Przyjaźń...

Dział forum, w którym poruszane są tematy dotyczące kontaktów międzyludzkich, a także problemów w relacjach, których przyczyną może być introwersja.
Awatar użytkownika
Lena
Intronek
Posty: 27
Rejestracja: 12 maja 2016, 0:24
Płeć: kobieta
Enneagram: 4w5
MBTI: ISFP

Re: Przyjaźń...

Post autor: Lena » 12 maja 2016, 20:34

Nazywam dwie osoby przyjaciółmi, właściwie to przyjaciółkami. Tylko na przestrzeni lat są to nieco inne osoby, co spowodowane jest dwoma zmianami miejsca zamieszkania. Lubię długodystansowe związki międzyludzkie, więc pielęgnuję te relacje na których mi zależy i gdy widzę te same chęci po drugiej stronie. Sms, mail, telefon czy propozycja spotkania co jakiś czas są podstawą utrzymania kontaktów. Preferuje kontakty 1:1, wiec umawiam się maksimum z dwiema osobami na raz. Mam też przynajmniej kilka znajomości, które mnie bardzo rozczarowały i nie przetrwały z różnych powodów próby czasu.
"Gdy robię to co kocham, mam nad sobą wietrzne maszty"

pharmedka
Intronek
Posty: 48
Rejestracja: 21 kwie 2016, 19:02
Płeć: kobieta
Enneagram: 5w4
MBTI: I(N/S)(T/F)J
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: Przyjaźń...

Post autor: pharmedka » 13 maja 2016, 20:01

Ja z kolei mam teraz taki okres, że się z lekka opamiętałam i ociepliłam relacje z ludźmi, z którymi mam najpiękniejsze wspomnienia i z którymi czułam się najlepiej. Wiadomo, człowiek ma swoje zycie, swoje zabieganie, oni też mnie swego czasu zlekceważyli i przyznali się do tego. Na szczęście udało się w porę wszystko odbudować i teraz mam całkiem fajne, przyjacielskie związki, które mam nadzieję przetrwają jeszcze długo. :) I podobnie jak Lena, jestem długodystansowcem o takim samym podejściu.

psubrat
Intro-wyjadacz
Posty: 411
Rejestracja: 07 maja 2016, 0:29
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Warszawa

Re: Przyjaźń...

Post autor: psubrat » 17 maja 2016, 15:30

Żałuję tego bardzo, ale na tę chwilę nikogo nie mogę nazwać przyjacielem. Jest kilku bliskich mi kolegów, z którymi próbuję doprowadzić naszą relację do stanu, który bym mógł nazwać przyjaźnią, ale jeszcze długa droga przed nami.

Winię za to współczesną kulturę, która jako wzorzec mężczyzny pokazuje mężczyznę pozbawionego głębokich relacji z innymi mężczyznami - robiącego z nimi jedynie interesy, pijącego alkohol, bądź oglądającego wspólnie zawody sportowe. Jedyna dopuszczalna przez naszą kulturę relacja emocjonalna, to relacja z kobietą.

Tak na prawdę chcąc kultywować przyjaźń, trzeba na starcie pogodzić się z tym, że będą występowały pytania o homoseksualizm, a nawet jeśli nie zostaną sformułowane takie pytania, to pojawią się podejrzenia. Nie każdy jest w stanie to udźwignąć... Ja kilka lat temu postanowiłem się z tym zmierzyć, odrzucić naszą fanatycznie seksualną kulturę i dążyć do prawdziwej przyjaźni. Ale do tego trzeba chęci z dwóch stron (to na szczęście w niektórych przypadkach jest), oraz bardzo dużo czasu, bo pewne blokady w zachowaniu wyuczone przez wiele lat, nie tak łatwo z siebie zdjąć.

Na pewno każdy mężczyzna doświadczył czegoś takiego, że chciał wykonać w stosunku do drugiego jakiś przyjazny gest, ale się bał. Nawet tak prostej rzeczy, jak spojrzeć dłużej w oczy i pokazać radość ze spotkania.

Kiedyś natrafiłem na taki dłuższy tekst, w języku angielskim, poświęcony temu tematowi (tytuł "A Requiem for Friendship"):

http://www.touchstonemag.com/archives/a ... 8-07-021-f
Ożenić się, to jest poz­być się połowy swoich praw i pod­woić w za­mian swo­je obo­wiązki. (Schopenhauer)

Jeśli chodzi o wspólne, interesujące spędzanie wolnego czasu, to mężczyźni i kobiety pasują do siebie jak woda i olej.

Awatar użytkownika
dwadolary
Intronek
Posty: 27
Rejestracja: 31 lip 2015, 18:45
Płeć: mężczyzna
MBTI: INFJ

Re: Przyjaźń...

Post autor: dwadolary » 27 maja 2016, 23:14

Z tego, co tu przeczytałem, wiele osób podchodzi do przyjaźni w bardzo skomplikowany sposób. Tymczasem moje doświadczenia są takie, że przyjaźń rzadko zaczyna się od tego, że potrzebujemy przyjaciela. Niektórzy pojawiają się po prostu i zostają. Paradoksalnie, więcej przyjaciół mają ci, którzy ich nie potrzebują. U mnie wszystko działo się naturalnie. Proste znajomości ze szkół przeradzały się w coś, co mogę nazwać przyjaźnią. Nigdy nie patrzyłem na to w ten sposób, nie myślałem: o, mam przyjaciela. Jako dziecko wyprowadziłem się z rodzinnego miasta, byłem wtedy w podstawówce, a po sześciu-siedmiu latach wróciłem tam z powrotem. Pewnego dnia idąc ulicą zaczepiła mnie dziewczyna, z którą chodziłem do jednej klasy. Nie poznałem jej nawet, mieliśmy już po 20 lat - miała okulary przeciwsłoneczne zasłaniające pół twarzy, a to bardzo utrudnia sprawę, drogie panie. Zrobiłem pięć kroków w tył, powiedziałem cześć i poszedłem dalej. Niby nic, ale jakoś się tak złożyło, że dziś widujemy się regularnie, spędzamy razem czas. Wątpię, by któreś z nas pomyślało: zagadam, może będzie moim przyjacielem. Naturalny proces. Podoba mi się to. Wydaje mi się, że idealizowanie prawdziwej przyjaźni stoi na drodze temu, by naprawdę jej doświadczyć. Na bogów starych i nowych, nie wiem nawet, czy jej doświadczyłem ;)

Nie należy na pewno komplikować niepotrzebnie sytuacji. Przekonaj się jak proste i szczęśliwe może być twoje życie. Nie pamiętam skąd ten cytat, chyba z Jobsa. W każdym razie, nie przylepiajmy sobie do czoła karteczki z tekstem "Potrzebuję kogoś". Lepiej wykorzystać tę kartkę do czegoś innego. Na przykład złożyć samolocik ;)

Awatar użytkownika
Mac
Introrodek
Posty: 10
Rejestracja: 23 maja 2016, 0:54
Płeć: mężczyzna
MBTI: INTP-T

Re: Przyjaźń...

Post autor: Mac » 28 maja 2016, 0:26

Mam wrażenie, iż słowo przyjaźń nie jest AŻ tak nadużywane jak w przypadku miłości. Ja jak zawsze bardzo ostrożnie używam tego typu określeń. Bo mam przyjaciół, czyli bardzo bliskich znajomych, oraz przyjaciela, na którego złego słowa nie powiem i zawsze mogę na niego liczyć. Tylko jednego. Jesteśmy bardzo różni od siebie, od temperamentu (on ekstrawertyk, ja maksymalny introwertyk), po zainteresowania, typ muzyki, na guście kobiecym kończąc. Ale oboje możemy na siebie liczyć i mówić rzeczy w tajemnicy, To taka wyjątkowo więź. Bardzo fajna.
Miałem też przyjaciółkę. Niestety sprawę zjebałem, bo się w niej zakochałem po uszy. Teraz nie mamy kontaktu, rozpadło się wszystko przez uczucia. Jest mi z tego przykro, ale nie było innej możliwości. Teraz też mam przyjaciółkę, choć nie tak bliską i raczej jest między nami dystans. Jest ok. Ale generalnie nie polecam zbyt bliskiej przyjaźni między dwoma płciami. Bywa ciężko.

psubrat
Intro-wyjadacz
Posty: 411
Rejestracja: 07 maja 2016, 0:29
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Warszawa

Re: Przyjaźń...

Post autor: psubrat » 28 maja 2016, 11:11

dwadolary pisze:Z tego, co tu przeczytałem, wiele osób podchodzi do przyjaźni w bardzo skomplikowany sposób. Tymczasem moje doświadczenia są takie, że przyjaźń rzadko zaczyna się od tego, że potrzebujemy przyjaciela.
Rzadko się zaczyna, bo w ogóle rzadko zaczyna się przyjaźń po ukończeniu szkół / studiów. Sam też, dopóki nie zakończyłem studiów, kolegów miałem i wydawało mi się, że są to są, ale jak ich nie będzie to też będzie dobrze. Później część kolegów wpadła w czarną dziurę o nazwie małżeństwo (czasem nawet i sama relacja z dziewczyną, bez małżeństwa, potrafi przejawiać cechy czarnej dziury) i sytuacja jest taka, że jednak otwarcie przyznaję, że za mało czasu spędzam z bliskimi kolegami / przyjaciółmi, czy jakkolwiek ich nazwać.
Nie należy na pewno komplikować niepotrzebnie sytuacji. Przekonaj się jak proste i szczęśliwe może być twoje życie. Nie pamiętam skąd ten cytat, chyba z Jobsa. W każdym razie, nie przylepiajmy sobie do czoła karteczki z tekstem "Potrzebuję kogoś".
Różne rzeczy można sobie próbować wmawiać, ale jednak człowiek ma naturę stadną. Towarzystwo jest człowiekowi do szczęścia potrzebne.
Mac pisze:Ale generalnie nie polecam zbyt bliskiej przyjaźni między dwoma płciami. Bywa ciężko.
Ja nie polecam z jeszcze innego powodu: z wiekiem różnice w naturze kobiet i mężczyzn rosną. Będziecie dogadywać się coraz słabiej. Nie wiem, czy to rozjeżdżanie się charakterów/zainteresowań trwa całe życie, czy tylko przez okres młodości... ale między 20 a 30 lat jest ogromna zmiana.
Ożenić się, to jest poz­być się połowy swoich praw i pod­woić w za­mian swo­je obo­wiązki. (Schopenhauer)

Jeśli chodzi o wspólne, interesujące spędzanie wolnego czasu, to mężczyźni i kobiety pasują do siebie jak woda i olej.

ChciałabymŻycia
Zagubiona dusza
Posty: 2
Rejestracja: 23 sie 2016, 19:01
Płeć: kobieta

Re: Przyjaźń...

Post autor: ChciałabymŻycia » 30 sie 2016, 14:28

Ciekawią mnie ludzie, którzy przyjaciółmi nazywają bardzo szerokie grono osób, z którymi najczęściej tylko imprezują. Zastanawiam się czy mimo wszystko nawiązują z nimi naprawdę trwałe relacje mogące przetrwać całe lata?
Ja mam jedną przyjaciółkę, którą znam od przedszkola i nie rozdzieliła nas ani zmiana szkół, ani różne zawirowania losu. Pomaga, to że obie jesteśmy introwertyczkami i czasami nie kontaktujemy się ze sobą przez dwa tygodnie. Jednak, gdy już się zobaczymy rozmawiamy całymi godzinami i mamy do siebie pełne zaufanie. Mimo wszystko ciągle istnieje między nami pewna bariera. Mój irracjonalizm zderza się z jej racjonalizmem i czasem powstaje mieszanka wybuchowa. Tak czy inaczej za żadne skarby nie chciałabym aby nasz kontakt kiedyś się skończył.

Awatar użytkownika
Ceper
Intronek
Posty: 63
Rejestracja: 11 paź 2014, 0:05
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w6
MBTI: ISTJ
Lokalizacja: Gdynia

Re: Przyjaźń...

Post autor: Ceper » 07 gru 2016, 6:28

ChciałabymŻycia pisze:Ciekawią mnie ludzie, którzy przyjaciółmi nazywają bardzo szerokie grono osób, z którymi najczęściej tylko imprezują. Zastanawiam się czy mimo wszystko nawiązują z nimi naprawdę trwałe relacje mogące przetrwać całe lata?
Jak ludzie lubią razem imprezować, to i pewnie lubią razem robić inne rzeczy. A potem sobie wspominać poprzednią imprezę, porównywać ją z jakąś inną i dzielić się z grupą radosną nowiną, że "następna impreza to dopiero będzie grubaaa i wtedy się dopiero na****my". Tylko, że taka przyjaźń oparta o imprezy dla mnie nie ma żadnej wartości, bo z takiej przyjaźni nic nie wynika. Oni raczej nie dzielą się swoimi problemami, wszyscy wolą je utopić w butelce wódki.

psubrat
Intro-wyjadacz
Posty: 411
Rejestracja: 07 maja 2016, 0:29
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Warszawa

Re: Przyjaźń...

Post autor: psubrat » 07 gru 2016, 10:54

Ceper pisze:Tylko, że taka przyjaźń oparta o imprezy dla mnie nie ma żadnej wartości, bo z takiej przyjaźni nic nie wynika. Oni raczej nie dzielą się swoimi problemami, wszyscy wolą je utopić w butelce wódki.
Ja myślę że ci co się upijają to właśnie prędzej dzielą się swoimi problemami niż ci wstrzymujący się od alkoholu. Przy czym w tym momencie piszę wyłącznie o mężczyznach.

Dobrze wiem, doświadczyłem tego już nie raz w życiu, że "prawdziwy mężczyzna", z definicji, nie posiada żadnych innych problemów niż niedostatek władzy / pieniędzy / seksu (są może jeszcze inne dopuszczalne, ale co do idei wiadomo o co chodzi). I dopóki ma nad sobą kontrolę, to o żadnym swoim realnym problemie spoza tego zakresu nie powie. Alkohol zdejmuje tę kontrolę.

Z tego co ja widzę, jak ja to subiektywnie oceniam, miłośnicy picia alkoholu w grupie osób, mają silniejsze więzi między sobą niż ci którzy od alkoholu stronią. Mogą też sobie pozwolić na bardziej śmiałe oznaki, że lubią drugiego człowieka - w razie czego mają wymówkę "byłem pijany", albo że tylko pokazywał, jak się zachowywał gdy był pijany. I co ciekawe, pomimo że wiadomo, że alkohol odkrywa prawdziwą naturę danego człowieka, traktuje się wymówkę "byłem pijany", jakby niby to na trzeźwo nie myślał tego, co po pijanemu powiedział/zrobił.
Ożenić się, to jest poz­być się połowy swoich praw i pod­woić w za­mian swo­je obo­wiązki. (Schopenhauer)

Jeśli chodzi o wspólne, interesujące spędzanie wolnego czasu, to mężczyźni i kobiety pasują do siebie jak woda i olej.

Awatar użytkownika
Turdus
Wtajemniczony
Posty: 6
Rejestracja: 31 gru 2016, 15:26
Płeć: kobieta
MBTI: INTJ

Re: Przyjaźń...

Post autor: Turdus » 31 gru 2016, 21:53

U mnie to ciężko z tymi przyjaciółmi. Nie ze względu na to, że nie mam bratniej duszy, bo mam, lecz ja sama mam problem z wpuszczeniem drugiego człowieka poza tą "bezpieczną strefę". Głównie dlatego, że nauczyłam się, że ludzie przychodzą i odchodzą, a jak już odejdą, to mogą ze sobą zabrać zbyt duży kawałek mnie. Bezpieczniej jest spotykać się, śmiać i miło spędzać czas bez mówienia pewnych rzeczy, bez zdradzania całej siebie, i choć czasem cierpię z tego powodu, bo chciałabym poczuć z kimś prawdziwą więź, to nie potrafię już zaufać do końca. Jedna, jedyna osoba wiedziała o mnie wszystko, dziś się mijamy bez słowa. Bolało. I przez nią nie potrafiłam też nawiązać głębszej relacji z moim byłym, bo nie potrafiłam zaufać.
Trochę też boję się, że kiedy ludzie dowiedzą się kim na prawdę jestem, to zaczną patrzeć na mnie inaczej... A mam zbyt mało ludzi wokół mnie, żeby pozwolić sobie na jakąkolwiek stratę.

Mati ubo
Introrodek
Posty: 20
Rejestracja: 09 paź 2016, 14:39
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 456

Re: Przyjaźń...

Post autor: Mati ubo » 31 gru 2016, 22:30

Psubrat myślę ze w tym co Piszesz jeż dużo prawdy sam to widzę w zachowaniu innych osób faceci raczej łatwiej się otwierają przy % i poruszają trudne tematy .Dzięki temu potrafią nawiązać nawet silne więzi choć z boku można uznać ze te % nie jest tak istotne .Turdus też mam mało ludzi wokół mnie dlatego bardziej się ich trzymam i nie chcę i stracić .Chyba najgorszym jest zostać sam z sobą bez żadnej relacji z drugim człowiekiem to chyba najbardziej destrukcyjny stan psychiczny człowieka.

Awatar użytkownika
Gawron
Intronek
Posty: 51
Rejestracja: 18 wrz 2016, 2:45
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 1w2
MBTI: INTJ-A

Re: Przyjaźń...

Post autor: Gawron » 02 sty 2017, 21:01

E, najgorzej to być samotnym wśród ludzi - być w relacjach, ale zakłamanych, powierzchownych, bez poczucia wzajemnego zrozumienia w stopniu satysfakcjonującym (o ile taki stopień istnieje ;)) itd. Albo zostać osamotnionym - czyli np. zorientować się po czasie, że dla kogoś, kto był istotnym elementem Twojego życia, kogo uważałeś za bliską osobę, byłeś najwyraźniej czymś w rodzaju rekwizytu, który nietrudno zastąpić. Samotność może być też wyborem - dla niektórych pewnie całkiem niezłym, jeśli mają dzięki niej poczucie wolności i braku zbędnych iluzji w życiu.

Mefiboszet

Re: Przyjaźń...

Post autor: Mefiboszet » 03 sty 2017, 21:45

Gawron pisze:E, najgorzej to być samotnym wśród ludzi - być w relacjach, ale zakłamanych, powierzchownych, bez poczucia wzajemnego zrozumienia w stopniu satysfakcjonującym .
Tyle że to dzisiaj w znacznej mierze codzienność. Pokłosie indywidualizmu i mieszkania w wielkich miastach pełnych ludzi których łączy coraz mniej. Dawniej punktem odniesienia w relacjach oraz ich głównym źródłem była rodzina. W czasach postępującej atomizacji tej instytucji większość kontaktów międzyludzkich zaczyna się zawiązywać w pracy. Co tym bardziej zabawne, bo ideałem korporacji jest człowiek mobilny, gotowy do porzucenia swoich zobowiązań i przeniesienia się tam gdzie wymagają tego interesy.

Awatar użytkownika
Najts
Introrodek
Posty: 15
Rejestracja: 24 paź 2016, 21:46
Płeć: mężczyzna

Re: Przyjaźń...

Post autor: Najts » 04 sty 2017, 3:51

U mnie to tak zawsze dziwnie wygląda, że niby nigdy nie próbuje się z nikim jakoś specjalnie zaprzyjaźniać, a potem i tak znajduje przyjaciół. Tyle że powiedzmy, że mam problemy z przywiązaniem emocjonalnym. Nie oznacza to co prawda, że nie lubię swoich przyjaciół, ale po prostu gdybyśmy nagle przestali się ze sobą przyjaźnić, to wcale aż tak bardzo by mi szkoda nie było. Ale tak czy siak, ogólnie mogę stwierdzić, że zdobywanie znajomych przychodzi mi łatwo, jednak mimo to staram się raczej przyjaźnić tylko z kilkoma osobami. Bo w końcu po co przyjaźnić się na siłę z kimś kto ma np. bardzo "płaski" humor, czy spojrzenie na świat.

Caroline
Intronek
Posty: 32
Rejestracja: 01 mar 2017, 0:01
Płeć: kobieta
Enneagram: 5w4
MBTI: INFJ

Re: Przyjaźń...

Post autor: Caroline » 01 mar 2017, 17:33

Miałam w swoim życiu dwie osoby, które były dla mnie przyjaciółmi, niestety, z różnych i skomplikowanych powodów, nie utrzymujemy już kontaktu.
Dla mnie słowo "przyjaciel" też ma duże znaczenie, dla mnie to jest taka "bratnia dusza" - osoba, z którą rozumiemy się bez słów, zna nas (a my ją) bardzo dobrze, na której możemy zawsze polegać, z którą czujemy pewną więź. Nie uważam, żeby było to idealizowanie przyjaźni, przyjaciel to nie jest taki "zwykły" znajomy.
Może czasem tak jest, że zna się kogoś wiele lat, aż nagle uświadamiamy sobie, że jest on naszym przyjacielem, ale niekoniecznie. Czasem wystarczy niewiele czasu, żeby się zaprzyjaźnić, przeżyć coś wspólnie, pokonać razem jakiś problem - w trudnych sytuacjach naprawdę można się o tym przekonać. Czasem wystarczy jedna szczera rozmowa i nawiązuje się nić porozumienia. Nie mniej, ciężko jest znaleźć "prawdziwego przyjaciela", a chyba jeszcze trudniej taką przyjaźń utrzymać.

ODPOWIEDZ