Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Tutaj możemy zadać pytanie dotyczące konkretnego problemu związanego mniej lub bardziej z introwertyzmem naszym lub innych, poprosić o pomoc, rady, wskazówki.
tds
Introrodek
Posty: 12
Rejestracja: 17 gru 2016, 17:49
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: INTJ

Re: Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Post autor: tds » 13 sty 2017, 8:38

Choć zdanie początkowo niezwykle mi się spodobało, to jednak później naszły mnie wątpliwości.
Rzecz w tym, że wysiłek ku szczęściu nigdy nie jest równo rozdysponowany, a istnieje jeszcze coś takiego jak nieprzewidywalność losu, jego przewrotność.
Droga do szczęścia (wyrzeczenia, samodyscyplina, siła woli, realizowanie wyznaczonych celów i inne) kształtuje charakter, zmusza do pracy nad sobą, jeśli będziesz oszukiwał nie pójdzie dalej, dlatego szczęśliwi ludzie maja ogromną mądrość i doświadczenie.

Myślę że szczęście nie jest zlokalizowane geograficznie (myślenie typu: gdybym mieszkał w bogatym kraju to byłbym szczęśliwy) ani materialnie ( gdybym był bogaty to byłbym szczęśliwy), pieniądze pomagają ale nie zastępują szczęścia, bogaci też łykają psychotropy. Dla mnie szczęście to stan równowagi pomiędzy różnymi aspektami życia, zaakceptowanie siebie i innych, "błoga codzienność". Szczęśliwy człowiek jest szczęśliwy zawsze i wszędzie.

Przewrotność losu nie może być wymówką żeby nic nie robić, na świecie jest tyle samo szczęścia i pecha zależny co będziesz chciał widzieć.
Niektórzy nie muszą pracować na szczęście które inni mają od ręki, instynktownie. Jeszcze inni nie mogą zdobyć go pomimo ciężkiej pracy, bądź tracą tak szybko jak zdobyli - i niekoniecznie mam tu na myśli dobra materialne czy sukcesy.
A kto powiedział że będzie sprawiedliwie? Jedni rodzą się bez rąk inni całkiem zdrowi, jedni są wysocy i piękni inni grubi i rudzi, bogaci- biedni, czarni- biali, mądrzy - głupi itd.
Każdy dostał co ma, przestań biadolić i pomyśl jak możesz wykorzystać swoje talenty.
Nierzadko bywa też tak, że ludzie nikczemni w przeciwieństwie do prawych cieszą się całą gamą zasług i wygód, choć z idealistycznego punktu widzenia powinno być odwrotnie.
Idealistyczny punk widzenia jest zły bo nie pozwala widzieć przyczyn, światem rządzą instynkty, silniejszy zawsze zdominuje słabszego i tak było od zawsze (niewolnictwo, feudalizm, system podatkowy), to czy jesteś dobry czy zły nie ma raczej znaczenia dla świata, znaczenie ma jak się zachowujesz.

Inne pytanie to co sprawiło że źli są źli, może kiedyś też byli dobrzy?
Być może sam koncept szczęścia, życia szczęśliwego jest pewną pułapką dla człowieka, podobnie jak konstrukt "ja", które to ja musisz usilnie karmić i dbać o to by było samozrealizowane i samozadowolone; podczas gdy to bestia nienasycona w swojej naturze.
Samorealizacja i samozadowolenie przy użyciu samodyscypliny.
Obrazek

Mefiboszet

Re: Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Post autor: Mefiboszet » 13 sty 2017, 16:35

tds pisze: Idealistyczny punk widzenia jest zły bo nie pozwala widzieć przyczyn, światem rządzą instynkty, silniejszy zawsze zdominuje słabszego i tak było od zawsze (niewolnictwo, feudalizm, system podatkowy), to czy jesteś dobry czy zły nie ma raczej znaczenia dla świata, znaczenie ma jak się zachowujesz.
Dobro i zło objawia się w działaniu, jest sprzężone z aktem działania, więc nie można go rozdzielić na bycie złym i złe zachowanie.

Mówisz że światem rządzą instynkty, ale w tym świecie instynktów koncepcje takie jak dobro czy zło znalazły swoje miejsce. Silniejszy nie zawsze dominuje nad słabszym, istnieje też zjawisko współpracy - patrz teoria gier. Gdyby świat ludzki był podobnie bezwzględny jak twierdzisz, ludzie niepełnosprawni nie mieliby miejsca w społeczeństwie, byliby likwidowani po urodzeniu, a eugenika hulałaby w najlepsze.

W praktyce świat jest dużo bardziej skomplikowany.

Atakujesz idealizm - cóż, ja wolę przegrać razem z idealistami ( Herbertem i jego Przesłaniem Pana Cogito, Chandlerem i jego detektywem Marlowe) niż wygrać ze skurwysynami. A fakt że przejawiam takie a nie inne poglądy jest zarazem uzasadnieniem, że jest dla nich miejsce w twoim instynktownym świecie.

Nestor

Re: Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Post autor: Nestor » 13 sty 2017, 16:50

Silniejszy nie zawsze dominuje nad słabszym, istnieje też zjawisko współpracy - patrz teoria gier. Gdyby świat ludzki był podobnie bezwzględny jak twierdzisz, ludzie niepełnosprawni nie mieliby miejsca w społeczeństwie, byliby likwidowani po urodzeniu, a eugenika hulałaby w najlepsze.
Ale dominacja to nie zabijanie. Szef dominuje nad pracownikami, ale ich nie zabija. Częściej i prawie zawsze.

tds
Introrodek
Posty: 12
Rejestracja: 17 gru 2016, 17:49
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: INTJ

Re: Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Post autor: tds » 13 sty 2017, 17:30

Dobro i zło objawia się w działaniu, jest sprzężone z aktem działania, więc nie można go rozdzielić na bycie złym i złe zachowanie.
Objawia się też brakiem działania, jest tez sprzężone z brakiem działania. Np dobre dziecko kradnie jedzenie albo sąsiadka nie reaguje na przemoc domową u sąsiada.
Mówisz że światem rządzą instynkty, ale w tym świecie instynktów koncepcje takie jak dobro czy zło znalazły swoje miejsce.
Nadano im znaczenie ponieważ dobro działa raczej na korzyść ogółu a zło jest przestrogą dla wszystkich, jedni i drudzy staja się znani (Matka Teresa i Hitler), decyduje środowisko i cechy indywidualne.
Silniejszy nie zawsze dominuje nad słabszym, istnieje też zjawisko współpracy - patrz teoria gier. Gdyby świat ludzki był podobnie bezwzględny jak twierdzisz, ludzie niepełnosprawni nie mieliby miejsca w społeczeństwie, byliby likwidowani po urodzeniu, a eugenika hulałaby w najlepsze.
W każdym zespole jest lider (raczej najsilniejszy lub dominujący w inny sposób), współpraca pomaga najsłabszym nie najsilniejszym w grupie. Życie jako całość (chyba) jest grą o sumie serowej - albo Ty albo inni. Sytuacja niepełnosprawnych w społeczeństw jest ciężka, mają swoje miejsce ale jest ono gdzieś na obrzeżach. Wynika to bardziej z akceptacji - urodzili się to są, ludzie starają się być mili bo tylko tyle mogą zrobić.
W praktyce świat jest dużo bardziej skomplikowany.
Zgadzam się.
Atakujesz idealizm - cóż, ja wolę przegrać razem z idealistami ( Herbertem i jego Przesłaniem Pana Cogito, Chandlerem i jego detektywem Marlowe) niż wygrać ze skurwysynami. A fakt że przejawiam takie a nie inne poglądy jest zarazem uzasadnieniem, że jest dla nich miejsce w twoim instynktownym świecie.
Nie jestem idealistą, zamiast przegrywać wole żyć, zwiedzać świat, uczyć się nowych rzeczy. Jeśli będę musiał wybierać - wygram ze skurwysynami. Wole być katem niż ofiarą.
Obrazek

Mefiboszet

Re: Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Post autor: Mefiboszet » 13 sty 2017, 17:42

tds pisze: Nie jestem idealistą, zamiast przegrywać wole żyć, zwiedzać świat, uczyć się nowych rzeczy. Jeśli będę musiał wybierać - wygram ze skurwysynami. Wole być katem niż ofiarą.
Okres podobnego gadania na szczęście mam już za sobą. I to nawet nie chodzi o to, że moralność i tak dalej, to jest zwyczajnie gówniarskie i tyle.

tds
Introrodek
Posty: 12
Rejestracja: 17 gru 2016, 17:49
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: INTJ

Re: Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Post autor: tds » 13 sty 2017, 18:11

Realizacja idei kosztuje pieniądze nie punkty wiary.
We wszystkich organizacjach w których pracowałem doceniali wyniki nie idee. W każdych dużych relacjach (polityka, biznes, pieniądze ) silniejszy dyktuje warunki, wygrywa bo ma przewagi. Skurwysyny doskonale wykorzystują idee aby przekonać masy do swoich celów. I chcemy aby reszta myślała że to gówniarskie;) I tyle.
Obrazek

Mefiboszet

Re: Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Post autor: Mefiboszet » 13 sty 2017, 18:16

tds pisze:Realizacja idei kosztuje pieniądze nie punkty wiary.
We wszystkich organizacjach w których pracowałem doceniali wyniki nie idee. W każdych dużych relacjach (polityka, biznes, pieniądze ) silniejszy dyktuje warunki, wygrywa bo ma przewagi. Skurwysyny doskonale wykorzystują idee aby przekonać masy do swoich celów. I chcemy aby reszta myślała że to gówniarskie;) I tyle.
Ale po co stawać po stronie skursysynów i głosić to z dumą? Męczy mnie ten pop nietzscheanizm, pop darwinizm. Ilekroć je słyszę, to ludzie wypowiadający podobne sądy nie wydają mi się specjalnie ciekawi i warci poznania. Czasem to cwaniaki z pomysłami na mega szybkie i mega zyskowne interesy, a po czasie okazuje się że wylądowali w kronice kryminalnej, podczas gdy cała masa spokojnych, uczciwych i współpracujących z innymi ludzi buduje swoje biznesy; może nie spektakularne, ale pozwalające utrzymać się przy życiu bez "przerwy w życiorysie" po której trzeba zaczynać wszystko od nowa z wpisem do akt.

Tak poza tym, to absolutnie nie jestem zwolennikiem korporacji i świata biznesu, które uosabiają chyba to co najgorsze na tym świecie - przystosowywanie człowieka do systemu, a nie systemu do człowieka.

tds
Introrodek
Posty: 12
Rejestracja: 17 gru 2016, 17:49
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: INTJ

Re: Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Post autor: tds » 13 sty 2017, 18:47

Ale po co stawać po stronie skursysynów i głosić to z dumą?
Przeczytaj dokładnie, napisałem że jeśli musiałbym wybrać to wybrałbym skurwysynów.
Męczy mnie ten pop nietzscheanizm, pop darwinizm.
Herbert i jego Przesłaniem Pana Cogito, Chandler i jego detektyw Marlowe jest lepszy?
Ilekroć je słyszę, to ludzie wypowiadający podobne sądy nie wydają mi się specjalnie ciekawi i warci poznania. Czasem to cwaniaki z pomysłami na mega szybkie i mega zyskowne interesy, a po czasie okazuje się że wylądowali w kronice kryminalnej,
Wśród skurwysynów są cwaniaki ale raczej kończą jak napisałeś, czasami jest lepiej zaryzykować i przegrać niż siedzieć i gdybać. Zatwardziali idealiści też nie są specjalnie ciekawi i warci poznani.
podczas gdy cała masa spokojnych, uczciwych i współpracujących z innymi ludzi buduje swoje biznesy; może nie spektakularne, ale pozwalające utrzymać się przy życiu bez "przerwy w życiorysie" po której trzeba zaczynać wszystko od nowa z wpisem do akt.
Spokojni ludzie są paliwem dla skurwysynów, kupują, zapobiegają, leczą, wszystko za pieniądze które w końcu trafiają do skurwysynów.
Tak poza tym, to absolutnie nie jestem zwolennikiem korporacji i świata biznesu, które uosabiają chyba to co najgorsze na tym świecie - przystosowywanie człowieka do systemu, a nie systemu do człowieka.
Bycie zwolennikiem albo przeciwnikiem nie ma znaczenia, dlatego że oba sposoby widzenia są częścią tego samego systemu. Żeby istnieli skurwysyny muszą istnieć idealiści i odwrotnie.
Obrazek

Mefiboszet

Re: Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Post autor: Mefiboszet » 13 sty 2017, 19:01

tds pisze: Herbert i jego Przesłaniem Pana Cogito, Chandler i jego detektyw Marlowe jest lepszy?
To sprawa smaku

http://wiersze.kobieta.pl/wiersz/zbigni ... -smaku-236
tds pisze: Spokojni ludzie są paliwem dla skurwysynów, kupują, zapobiegają, leczą, wszystko za pieniądze które w końcu trafiają do skurwysynów.
A spokojne, bezbronne kobiety czasem trafiają na gwałcicieli - co w żaden sposób nie usprawiedliwia tychże gwałcicieli czynów. To że pewne rzeczy mają miejsce, nie oznacza, że powinno istnieć na nie przyzwolenie. Mało tego - współczesny nihilizm świata Zachodu, w którym rozmaitych cwaniaków, kombinatorów a nawet psychopatów ( dr. Lecter) czyni się obiektami podziwu i fascynacji a nawet autorytetami - jest współodpowiedzialny za mnożenie niegodziwych postaw. Dawniej reklama kojarzyła się jednoznacznie źle, podobnie jak lichwa. Dzisiaj marketingowców i bankierów stawia się na piedestale. Jednak nie cały świat myśli podobnymi kategoriami i co ważniejsze: na Zachodzie też nie zawsze w podobny sposób myślano. Nie bierzmy nowinek za naturalny i niepodważalny stan rzeczy.
tds pisze: Bycie zwolennikiem albo przeciwnikiem nie ma znaczenia, dlatego że oba sposoby widzenia są częścią tego samego systemu. Żeby istnieli skurwysyny muszą istnieć idealiści i odwrotnie.
Tak, ale to nie oznacza, że obie strony są sobie równoważne i nie ma znaczenia po której stronie się opowiadasz. By istniało zdrowie musi istnieć choroba, a jakoś nie znam ludzi, którzy mogąc wybierać pomiędzy tymi dwoma stanami dobrowolnie wybrali by chorobę, raka.

Patrycjusz
Rozkręcony intro
Posty: 235
Rejestracja: 08 sty 2015, 15:47
Płeć: mężczyzna

Re: Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Post autor: Patrycjusz » 13 sty 2017, 22:58

Zacząć trzeba od tego, że dominacja jawna, jeśli nie jest przeprowadzona inteligentnie, kończy się paką. W naszej cywilizacji nie ma zezwolenia na dominację w sensie stricte - wszystko to jest zabronione prawnie i tylko jeśli długo pogłówkujesz, postarasz się lub po prostu masz respekt władz (czyli wszelkie organizacje przestępcze dysponujące jakąś siłą rażenia), możesz sobie na prawdziwą dominację pozwolić.
Natomiast to o czym tutaj mowa to dominacja-niedominacja, bo w jaki sposób szef zdominował pracowników? Dał im rozkaz? Grozi im? Trzyma w niewoli? Takie sytuacje często mają miejsce, jednak wtedy jak pisałem wyżej, można odnieść się do prawa. Nie, on dominuje nad pracownikami, ponieważ umożliwił mu to system. Pracownik z braku predyspozycji, lenistwa lub celu zostania szefem, dążył do zostania pracownikiem. Szef dzięki predyspozycjom, ciężkiej pracy i przyświecającemu celowi zostania tymże szefem, został nim. Oboje w pewnym momencie stali w tym samym miejscu wobec rynku pracy, ale jeden z nich bardziej zainteresował się zasadami tym rynkiem rządzącymi i kombinował, jak wejść na szczyt. Ja np. przez niechęć do kontaktu z grupą ludzi oraz ogólne podejście do pracy jako takiej (zerowa wartość w moim systemie wartości), nigdy szefem nie zostanę - i mogę po części winić za to tylko siebie, bo cała moja droga edukacyjno-zawodowa odbędzie się po jednej z najmniejszych linii oporu.
Druga dominacja-niedominacja, poza tą ekonomiczną, jest kulturowa - i tutaj spychanie jednej grupy przez inną na dalszy plan odbywa się drogą ignorowania, odrzucenia, faworyzowania swojej grupy. Nie łamie to prawa bo każdy może ignorować kogo chce, ale na dłuższą metę powoduje to niemałe konsekwencje - np. ludzie bezdomni są odrzucani przez co nie radzą sobie z tym i wpadają w jeszcze większe uzależnienia - przez to są jeszcze bardziej odrzucani i spirala się nakręca. A przecież nikt ich nie bije ani nie okrada.

Nestor

Re: Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Post autor: Nestor » 13 sty 2017, 23:12

Nawet dominacja nie jest jednoznacznie zła. Nie mam nic przeciw szefowi, jeśli ten ma więcej kompetencji ode mnie. Od takiego się uczyć i losowi dziękować. Tak samo obywatele powinni się cieszyć z polityków.

Problem jest tylko wtedy, gdy czegoś istotnego brakuje. Dochodzi do wojen. Ale w dzisiejszych czasach bieda zanika.

psubrat
Intro-wyjadacz
Posty: 411
Rejestracja: 07 maja 2016, 0:29
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Warszawa

Re: Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Post autor: psubrat » 13 sty 2017, 23:25

Mefiboszet pisze:
tds pisze:Realizacja idei kosztuje pieniądze nie punkty wiary.
We wszystkich organizacjach w których pracowałem doceniali wyniki nie idee. W każdych dużych relacjach (polityka, biznes, pieniądze ) silniejszy dyktuje warunki, wygrywa bo ma przewagi. Skurwysyny doskonale wykorzystują idee aby przekonać masy do swoich celów. I chcemy aby reszta myślała że to gówniarskie;) I tyle.
Ale po co stawać po stronie skursysynów i głosić to z dumą? Męczy mnie ten pop nietzscheanizm, pop darwinizm. Ilekroć je słyszę, to ludzie wypowiadający podobne sądy nie wydają mi się specjalnie ciekawi i warci poznania.
Ja często się też stykałem, że co prawda ludzie wypowiadali takie poglądy, ale wewnętrznie byli dobrymi ludźmi. Po prostu wskutek masowej propagandy sami nie byli w stanie przyznać się, że posiadają instynkt dbania o innych. Nie obserwowali bacznie siebie i swoich własnych reakcji (co w sumie typowe dla ludzi młodych), tylko wmawiali sobie cechy stereotypowe oraz wierzyli że te w rzeczywistości wyjątki wśród ludzi, są regułą.

Oczywiście, praktykując tzw. miłość bliźniego (coś NATURALNEGO, INSTYNKTOWNEGO dla większości dorosłych ludzi) nie zajdzie się wysoko w ludzkich hierarchiach, ale absolutnie nie jest prawdą, że większość tych "bliźnich" podświadomie tylko czycha na możliwość wykorzystania takiego "naiwniaka".
Ożenić się, to jest poz­być się połowy swoich praw i pod­woić w za­mian swo­je obo­wiązki. (Schopenhauer)

Jeśli chodzi o wspólne, interesujące spędzanie wolnego czasu, to mężczyźni i kobiety pasują do siebie jak woda i olej.

Awatar użytkownika
nyarlathotep
Introwertyk
Posty: 95
Rejestracja: 06 wrz 2016, 3:28
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: INTP
Lokalizacja: Polska
Kontakt:

Re: Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Post autor: nyarlathotep » 14 sty 2017, 2:21

psubrat pisze:Oczywiście, praktykując tzw. miłość bliźniego (coś NATURALNEGO, INSTYNKTOWNEGO dla większości dorosłych ludzi) nie zajdzie się wysoko w ludzkich hierarchiach, ale absolutnie nie jest prawdą, że większość tych "bliźnich" podświadomie tylko czycha na możliwość wykorzystania takiego "naiwniaka".
Akurat nie mogę się zgodzić. To w dużym stopniu zależy od środowiska, a w jeszcze większym od osoby. Pewnych ludzi każdy będzie wykorzystywał, i jest to spowodowane podświadomymi decyzjami wynikającymi z ewolucji. Rozpoznanie w hierarchii stada.
Całe szczęście tacy ludzie szybko tracą tą naturalną miłość bliźniego by zacząć po prostu manipulować innymi. W moim przypadku akurat nic bardzo szkodliwego się tu nie pojawia.
Irrecoverable error, bailing out.
C:>_

tds
Introrodek
Posty: 12
Rejestracja: 17 gru 2016, 17:49
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: INTJ

Re: Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Post autor: tds » 14 sty 2017, 4:23

To sprawa smaku
też znam wiersza "Zosia Samosia" - Julian Tuwim
http://wiersze.juniora.pl/tuwim/tuwim_z01.html
A spokojne, bezbronne kobiety czasem trafiają na gwałcicieli - co w żaden sposób nie usprawiedliwia tychże gwałcicieli czynów.
Noworodki umierają na raka, całe rodziny giną w wypadkach samochodowych, rodzice latami katują dzieci - też ich wina? Świat kreci się dalej.
To że pewne rzeczy mają miejsce, nie oznacza, że powinno istnieć na nie przyzwolenie
.

Jak masz zamiar kontrolować 8 000 000 000 ludzi ?
Mało tego - współczesny nihilizm świata Zachodu, w którym rozmaitych cwaniaków, kombinatorów a nawet psychopatów ( dr. Lecter) czyni się obiektami podziwu i fascynacji a nawet autorytetami - jest współodpowiedzialny za mnożenie niegodziwych postaw.


Media pokazują to co konsumenci chcą oglądać, widocznie nikt nie chce zapłacić za pozytywne kumbaja, za to kino akcji, pornografia, agresywne gry komputerowe, horrory, krwawy sport - sprzedają się wymienicie. Podświadomie ludzie lgną do skurwysynów, podziwiają ich, chcą być tacy jak oni.

przykład https://www.youtube.com/watch?v=H5gmCbglp1M
Dawniej reklama kojarzyła się jednoznacznie źle, podobnie jak lichwa. Dzisiaj marketingowców i bankierów stawia się na piedestale.


Dawniej ludzie mieszkali w jaskiniach, w przyszłości polecimy na marsa - to jest postęp. Idealizm to hamulcowy rozwoju. Preferuje realizm.
Jednak nie cały świat myśli podobnymi kategoriami i co ważniejsze: na Zachodzie też nie zawsze w podobny sposób myślano. Nie bierzmy nowinek za naturalny i niepodważalny stan rzeczy.
Nowinki w każdej dziedzinie życia prowadzą do postępu. Nie wszystkie są dobre, ale też nie wszystkie są złe. Idealizm i realizm nie zastąpią myślenia i logiki, wszytko zależy jak bedziesz chciał ich użyć.
Obrazek

tds
Introrodek
Posty: 12
Rejestracja: 17 gru 2016, 17:49
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: INTJ

Re: Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Post autor: tds » 14 sty 2017, 5:09

Nawet dominacja nie jest jednoznacznie zła. Nie mam nic przeciw szefowi, jeśli ten ma więcej kompetencji ode mnie. Od takiego się uczyć i losowi dziękować. Tak samo obywatele powinni się cieszyć z polityków.
Prawda. Tak to działa w praktyce i dzięki temu każde kolejne pokolenie jest lepsze niż poprzednie.
Problem jest tylko wtedy, gdy czegoś istotnego brakuje. Dochodzi do wojen. Ale w dzisiejszych czasach bieda zanika.
Wygląda bardziej na rewolucje, bunt niż na wojnę.

W Europie i Polsce bieda znika ale reszta świata jest w dupie, czarny scenariusz 21 wieku mówi że masy biednych (Azja, Afryka) przyjdą do Europy odebrać co im się należny (w ich mniemaniu, coś jak światowa rewolucja) maja dostęp do sieci , oglądają, widzą, myślą że świat z TV i internetu to normalne życie tutaj. W USA podobnie z masami Latynosów z Ameryki Południowej, a jesteśmy dopiero w 17 roku nowego wieku.
Obrazek

ODPOWIEDZ