Introwertyzm zabija część mnie.

Tutaj możemy zadać pytanie dotyczące konkretnego problemu związanego mniej lub bardziej z introwertyzmem naszym lub innych, poprosić o pomoc, rady, wskazówki.
Lemi
Wtajemniczony
Posty: 5
Rejestracja: 15 maja 2017, 23:51
Płeć: mężczyzna

Introwertyzm zabija część mnie.

Post autor: Lemi » 16 maja 2017, 0:41

Cześć.

Mam problem z moim introwertyzmem, ponieważ zaczął mi poważnie dokuczać w pewnej kwestii i nie mogę tego pokonać :(
Na wstępie powiem, że lubię swój charakter i dobrze mi z nim. W pracy wszystko OK, z rodziną też wszystko super. Chodzi o moje hobby, które jest częścią mnie a które coraz ciężej jest mi wykonywać.

Nie będę opisywał swojego introwertyzmy bo czym on się charakteryzuje, każdy wie. Powiem tylko, że jestem mega, mocno zaawansowany :) Ale nie jestem nieśmiały. Kiedy już przyjdzie mi znaleźć się w towarzystwie to przeważnie jestem duszą towarzystwa. Nawet np w sklepie nie mam problemu, żeby zagadać czy zażartować.

Wracając do mojego problemu. Robię tylko to co muszę, żeby ruszyć się z domu i opuścić "swój światek". A hobby jak to hobby...w zasadzie nie trzeba tego robić-przymusu nie ma.
Ja od 30 lat gram hobbistycznie na gitarze, jak przestane to umrę. Mam fajną kapelę blues-rockową, która pogrywa tu i tam, jest też zapraszana na koncerty, jakoś się kręci. Nie jakaś znana, raczej lokalna ale taką chciałem kiedy ją wymyśliłem. Mam ogromną frajdę kiedy gram, kocham ten klimat, ludzi z taką zajawką, lubię stać na scenie, lubię światła. Czuję się w takim środowisku jak ryba w wodzie i z niecierpliwością czekam na kolejny koncert. Chyba dobrze Wam naświetliłem jaką mam jazdę na tym punkcie ? :)

I tutaj pojawia sie mój problem, bo od jakiś 2 lat coraz ciężej jest mi się spakować i wyjechać, żeby zagrać. A w ostatnich czasach to już istne szaleństwo. Im bliżej koncertu, tym mniej mi się chce a w dniu wyjazdu, wcale mi się nie chce. I nagle tryska ten cały czar, który kocham.
Zauważyłem już jakiś czas temu, że zaczynam wpływać na kumpli, żeby nie brać niektórych koncertów np gdzieś dalej od domu.
Niedawno mieliśmy zagrać 2 koncerty z noclegiem. To tak dostałem na głowę, że spać nie mogłem po nocach. Burza mózgów...tyle czasu między ludźmi, poza domem, nocleg z innymi itd...w efekcie się tak rozchorowałem, że wylądowałem w szpitalu na tydzień no i nie zagraliśmy :(

Po tym wszystkim jestem trochę przerażony. Nie radzę sobie już z tym. Coś co kocham i o czym marzyłem od dziecka sypie się bo wpadam w jakąś paranoję kiedy muszę wyjechać z domu. Nie pojmuje tego. Bo jednocześnie bardzo tego chcę i bardzo tego nie chcę. Boję się, że wyląduję z toną drogiego sprzętu brzdękając w domu i płacząc, że rozwaliłem fajny band.
Czy ktoś ma podobny problem ? Jak sobie z tym radzicie ? A może powinienem odwiedzić jakiegoś psychologa czy coś ?

Awatar użytkownika
Coldman
Administrator
Posty: 1621
Rejestracja: 07 lip 2014, 2:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
MBTI: INTJ
Lokalizacja: Wlkp

Re: Introwertyzm zabija część mnie.

Post autor: Coldman » 16 maja 2017, 1:08

Lemi pisze:Cześć.
Nie będę opisywał swojego introwertyzmy bo czym on się charakteryzuje,
Taki drobny szczegół, introwertyzm się nie charakteryzuje :)
Lemi pisze:
I tutaj pojawia sie mój problem, bo od jakiś 2 lat coraz ciężej jest mi się spakować i wyjechać, żeby zagrać. A w ostatnich czasach to już istne szaleństwo. Im bliżej koncertu, tym mniej mi się chce a w dniu wyjazdu, wcale mi się nie chce.
Nie chce Ci się, czy się boisz ? Opisz dokładnie swoje uczucia. Introwertyk może się obawiać zbyt dużej dawki bodźców, która go wyczerpie i się zrobi nieprzyjemnie. Tylko w Twoim przypadku jedziesz robić to co kochasz i w tym wypadku nie powinno być żadnego problemu. To nie są przecież długie wyjazdy i dodatkowo sam później stwierdziłeś, że ogólnie to nie masz żadnego problemu z komunikacją.
Lemi pisze: Po tym wszystkim jestem trochę przerażony. Nie radzę sobie już z tym. Coś co kocham i o czym marzyłem od dziecka sypie się bo wpadam w jakąś paranoję kiedy muszę wyjechać z domu. Nie pojmuje tego. Bo jednocześnie bardzo tego chcę i bardzo tego nie chcę. Boję się, że wyląduję z toną drogiego sprzętu brzdękając w domu i płacząc, że rozwaliłem fajny band.
Czy ktoś ma podobny problem ? Jak sobie z tym radzicie ? A może powinienem odwiedzić jakiegoś psychologa czy coś ?
Masz już 41 lat, swoje już przeżyłeś. W twoim introwertyźmie raczej bym problemu nie szukał, żyłeś z nim przez całe życie i nie wspomniałeś, żeby wcześniej sprawiał jakieś problemy. Poczekam na dalsze komentarze w temacie, ale może to prostu jakiś kryzys wieku średniego.
Rozmawiałeś o tym z partnerką ? Co ona o tym sądzi ? Może zauważyła jakieś zmiany w Twoim zachowaniu?
Jeśli uważasz, że to naprawdę niszczy Ci życie, to myślę, że wizyta u psychologa nie zaszkodzi. Zawsze to jakiś konkretny krok w rozwiązaniu problemu.
Biegnij teraz jak łagodny zwierz. Biegnij by dowiedzieć się, o sobie samym i o świecie co zimny jest jak lód.

Lemi
Wtajemniczony
Posty: 5
Rejestracja: 15 maja 2017, 23:51
Płeć: mężczyzna

Re: Introwertyzm zabija część mnie.

Post autor: Lemi » 16 maja 2017, 10:23

Dzięki Coldman za odpowiedź.
Racja, chodziło mi o to jakimi cechami charakteryzuje się introwertyk.

Jeśli chodzi o to co czuję to faktycznie, w ostatnich czasach coraz częściej obawiam się, że nie jesteśmy odpowiednio przygotowani. Kiedyś grać, to było dla mnie takie naturalne, wychodziło ze mnie. Dzisiaj bardziej w to wnikam, analizuję i chcę kontrolować co nie jest dobre bo tutaj jednak spodziewana jest naturalność i pewna spontaniczność - słuchacze to czują. Ale to są już może bardziej sprawy związane z moim muzycznym rozwojem.

Natomiast od dłuższego czasu irytują mnie strasznie małe kluby, puby, gdzie ludzie siedzą blisko muzyków. Nie lubię grać w nowych miejscach gdzie nie wiem jak będzie. Unikam wyjścia do WC ile się da, w obawie, że będę musiał z kimś rozmawiać. Po koncercie zachowuję się jak dzikus, najlepiej szybko się zwinąć i uciekać do domu. Wnerwiam się na samą myśl, że zaraz ktoś przyjdzie i będzie ględził, nawet jak przychodzą i gratulują dobrej muzy. Problemów z komunikacją nie mam i "błyszczę" ale to dotyczy tylko mojego towarzystwa, ludzi, których znam. Z obcymi rozmawiam bez skrępowania ale mój rozmówca nie ma pojęcia, że w myślach mówię-daj mi człowieku spokój, idź stąd. W tym wszystkim najbardziej dokucza mi świadomość , że nie wiem kiedy wrócę do domu. Bo to nigdy nie wiadomo jak się impreza rozwinie. Powroty z takich imprez przeważnie są późno w nocy lub nad ranem. Jestem wtedy strasznie wypalony, muszę się zresetować w samotności. Moja żona już wie, że najlepiej jakby na drugi dzień spakowała dzieciaki i odwiedziła swoją mamusię :)
To wszystko może wskazywać, że może już się do tego nie nadaję. Ale kiedy ochłonę, w zasadzie każdy koncert wspominam bardzo dobrze i mówię sobie - ale ja głupi jestem, tak się wnerwiałem a było prześwietnie. I znów...czekam na następny koncert, żeby tuż przed nim mieć załamkę. Parę razy próbowałem się wprowadzić w nastrój przed wyjazdem - otwierałem flaszkę i puszczałem jakiś dobry koncert. Wtedy się bardzo nakręcałem żeby zagrać ale nie muszę mówić jak się te wyjazdy kończyły. Już tego nie praktykuję bo to bardzo złe rozwiązanie heh.

Jeśli chodzi o moją żonę, to ona akceptuje mnie w 100% nie ciąga mnie w odwiedziny tam, gdzie nie trzeba. Nie robi mi żadnych wyrzutów, że nie jeździmy na jakieś spontaniczne wypady nad morze czy w góry. Ja uwielbiam być w domu, nie odwiedzam kumpli, nie chodzę na piwo do knajp, nie cierpię piłki nożnej ;) jestem cały czas z nią i dziećmi i wtedy jest mi najlepiej. To akurat chyba plus bycia z introwertykiem. Zmiany ? Zauważyła to samo co ja i to ją dziwi, że od jakiegoś czasu strasznie mnie męczy, kiedy zbliża się koncert. Śmieje się z sympatią, że jestem walnięty :)

Być może faktycznie jest to związane z wiekiem. Raczej zawsze stroniłem od ludzi ale takich odpałów jak opisałem powyżej nie miałem. Może im jestem starszy tym mój introwertyzm bierze górę i staję sie takim "bamboszem" :D A może to kwestia podejścia, zmiany w sobie czegoś czego jeszcze nie odkryłem.

Awatar użytkownika
Anthrax91
Introwertyk
Posty: 129
Rejestracja: 14 maja 2016, 15:53
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
MBTI: ISTJ
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: Introwertyzm zabija część mnie.

Post autor: Anthrax91 » 16 maja 2017, 13:25

Doradzić nic nie doradzę, bo ja sobie z tym nie poradziłem, ale...
Miałem podobnie, też gram na gitarze i jest to moja pasja. Przez 6 lat grałem z zespołami i borykałem się z podobnym problemem. Z jednej strony uwielbiałem wychodzić na scenę z drugiej świadomość że muszę opuścić dom i znaleźć się wśród obcych ludzi na dłuższy czas dołowała mnie i stresowała, dodatkowo byłem mocno nieśmiały i cierpiałem na fobię. Rozmowy po koncercie i poklepywanie po ramieniu za dobre granie były krępujące. Ostatecznie złotego środka nie znalazłem, porzuciłem granie z zespołem izolując się od ludzi. Lęki, fobie, złość na siebie że nie potrafię sensownie uprawiać swojej pasji zacząłem zagłuszać środkami uspokajającymi co ostatecznie miało dramatyczne skutki.
Dzisiaj po terapiach oraz wielu wizytach u psychologów wizja ponownego szukania zespołu i grania wydaje się całkiem sensowna i myślę że w przyszłości jeszcze jakiś koncert zagram.

Lemi
Wtajemniczony
Posty: 5
Rejestracja: 15 maja 2017, 23:51
Płeć: mężczyzna

Re: Introwertyzm zabija część mnie.

Post autor: Lemi » 16 maja 2017, 14:42

O kurde ! Nie do wiary, że miałeś podobnie jak ja. Toż to bliźniaczy przypadek :o Chociaż teraz tak sobie myślę, że w tej branży, może jest więcej takich ludzi niż mi się zdaje. To jednak specyficzne zajęcie, wymaga wyjścia do ludzi, stania w samym centrum uwagi. Taki filatelista czy wędkarz nie boryka się z takimi wyzwaniami :)
Czyli moje obawy są uzasadnione bo u mnie wszystko zmierza w tym samym kierunku. Piszesz, że miałeś wizyty u psychologów. I co oni na to powiedzieli ? Bo z tego co wnioskuję, pomogli Ci, skoro chcesz wrócić do grania ?

ODPOWIEDZ