Introwertyk w szkole

Tutaj możemy zadać pytanie dotyczące konkretnego problemu związanego mniej lub bardziej z introwertyzmem naszym lub innych, poprosić o pomoc, rady, wskazówki.
Zesvev

Introwertyk w szkole

Post autor: Zesvev » 30 sie 2011, 16:58

Jak sobie radziliście w szkole, oczywiście chodzi mi o rówieśników? Od 1 września czeka mnie szkoła średnia i ciężko to widzę, były już 3 spotkania w te wakacje z nową klasą, na wszystkich byłem, ale chyba jest coś nie tak. Jak byliśmy w grupie 12 osobowej to ledwo coś powiedziałem, a tak jak głaz (chyba nie muszę wspominać, że ekstrawertyczna część klasy- o dziwo mniejszość patrzyła na mnie jak na dziwaka). Dopiero jak z chłopakami sobie usiedliśmy to się rozgadałem. To nie jest przez to, że w większej grupie była płeć przeciwna, nigdy nie miałem problemów, z koleżankami zawsze normalnie rozmawiałem. Ale w większej grupie, obojętnie czy dziewczyn czy chłopaków zastygam i wtapiam się w tło :). To chyba ekstrawertycy przygniatają mnie swoją osobowością i czuję się wtedy trochę przytłoczony. Zobaczymy jak będzie w szkole, w gimnazjum byłem małomówny, ale ratowało mnie to, że raz na parę dni powiedziałem coś śmiesznego co rozbawiało całą klasę, więc dawali mi spokój, może nie lubili, ale przynajmniej nie zaczepiali. Teraz mam wrażenie jakby przywódczyni dziewczyn miała coś do mnie ze względu na moją małomówność, możecie mówić, że to moja paranoja, ale ja umiem czytać z twarzy intencje, atmosferę z powietrza. Teraz szkoła średnia i nie wiem co robić. A wy jak sobie radziliście w szkole?

IKM
Introrodek
Posty: 21
Rejestracja: 31 gru 2010, 20:56
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w6

Re: Introwertyk w szkole

Post autor: IKM » 30 sie 2011, 17:51

Pamiętam swoją pierwszą wycieczkę w liceum, zaraz po rozpoczęciu roku szkolnego. Niby realizowana w celach integracyjnych ale jakoś nie odczułem, żadnego zbliżenia z grupą. Małomówny to ja byłem, można było mnie wziąć za niemowę. Wycieczka była kilko dniowa, więc czerpiąc przyzwyczajenia z domu nie wychodziłem z pokoju. Co też budziło zdziwienie u współlokatorów i osób które je odwiedzały. Do mnie o dziwo nikt nie przychodził. Relacje z kolegami z klasy ułoży się z czasem w sposób zadawalający. To też nie narzekam na przeszłość powiązaną z liceum. Początki są najtrudniejsze, ciężko się zaklimatyzować, a i przy pierwszych kontaktach towarzyszy uciążliwy stres. Wydaje mi się że nadinterpretujesz emocje jakimi darzy cię "przywódczyni" dziewczyn, ona równie dobrze może nic do ciebie nie odczuwać. Daj sobie nieco czasu nim zaszufladkujesz kogoś jako wroga. Swoją drogą wyłonienie przywódcy w tak krótkim okresie czasu jest dość intrygujące.

Awatar użytkownika
siostra
Wtajemniczony
Posty: 8
Rejestracja: 24 sie 2011, 11:06
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Toruń

Re: Introwertyk w szkole

Post autor: siostra » 30 sie 2011, 19:05

ojej, w szkole średniej to ja nie pamiętam. Ale jak szłam na studia, na pierwsze ćwiczenia z moją grupą to była tragedia, obawiałam się tego dnia już od dłuższego czasu. Przyszłam pod sale, wszyscy się na mnie gapią i każdy myśli, że do nich podejdę i się przedstawie :D A tu nic z tego. Stanęłam pod ścianą i czekałam, przez co potem nie miałam koło kogo siedzieć na informatyce :D No ale nic, śmiesznie było, troche spięta byłam wtedy, ale pomyślałam, że jak chcą to niech się przedstawiają, ja nie potrzebuje ich znać z imienia i nazwiska. Zresztą potem i tak z 30 osób zrobiło się 11 i kontakt utrzymywałam tylko z jedym kolęgą, który pozostał (tak było kiedy studiowałam ekonomię)
Teraz przyjdzie mi w październiku znów przez to przechodzić, tym razem to będzie mała grupa osób, bo cały kierunek na pierwszym roku liczy mniej niż 30 osób. Jakoś się tym nie przejmuje, wiem że za jakiś czas będę miała z każdą z tych osób większe lub mniejsze relacje. Szkoda tylko, że kierunek nie obfituje w płeć męską, bo z dziewczynami to ja nie potrafie wysiedzieć...
4w5, ISFj

Awatar użytkownika
Inno
Legenda Intro
Posty: 1210
Rejestracja: 01 paź 2008, 18:47
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Warszawa

Re: Introwertyk w szkole

Post autor: Inno » 30 sie 2011, 20:02

Ja zawsze, czy to w szkole, czy na obozach, łapałam kontakt z jedną czy dwiema osobami, z nimi rozmawiałam, siadałam, spędzałam czas wolny (przerwy), a potem zapoznawałam inne osoby przy okazji, często poprzez te pierwsze. Nie traktuj całej grupy jako celu, tylko wyhacz jakąś osobę, która wyda Ci się pasująca do Ciebie i zbliż się z nią.
Obrazek

kris
Introrodek
Posty: 14
Rejestracja: 30 paź 2010, 23:24
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: ISTJ

Re: Introwertyk w szkole

Post autor: kris » 30 sie 2011, 21:59

U mnie podobnie. Też zawsze starałem się trzymać wąskiej grupki osób (4-5). W podstawówce o dziwo byłem szalonym i pokręconym dzieciakiem, wdałem się raz w drobną bójkę pod koniec szkoły i trafiłem nieszczęśliwie na nauczycielkę, którą tego dnia bardzo bolała głowa więc nie miała ochoty się tym zająć i oddała mnie w ręce pedagoga co skończyło się naganną :D Musiałem się więc nieco "wyciszyć" i tak mi już zostało, tak też zacząłem gimnazjum. Pierwszego dnia stanąłem pod salą i obserwowałem, to do mnie ludzi podchodzili i się przedstawiali, ja nie zamierzałem wychodzić z inicjatywą. W liceum miałem pół klasy z gimnazjum więc było inaczej, ale mimo tego tym bardziej zacząłem spędzać czas samotnie na przerwach zatopiony w rozmyślaniach i rzadko kiedy się odzywałem i z kimś rozmawiałem. Idąc na pierwsze zajęcia na uczelni też nie zamierzałem do kogokolwiek podchodzić. Akurat było już kilka osób i jedna z dziewczyn wprowadziła sobie wcześniej znany system zapoznawania ludzi, polegający na tym że osoby już obecne się po kolei przedstawiały a potem ta nowa osoba więc jakoś to poszło. Jednak i tak po kilku minutach instynktownie zacząłem się przybliżać do dwóch osób, z którymi to potem starałem się trzymać przez całe studia. Oczywiście doszło kilka osób, które też polubiłem, ale jakoś tak zostałem głównie przy tej dwójce. A generalnie tak jak w liceum trzymałem się z boku i obserwowałem, czasem podchodząc do tej grupki wśród których były osoby z którymi sympatyzowałem bo czasem brakowało mi trochę kontaktu z ludźmi więc sie przysłuchiwałem, albo robiłem to żeby nie wyjść na całkowitego odludka :D Najgorsze jest to, że długo się oswajam z ludźmi i najfajniej jest jak się szkoła/studia kończą (np. w liceum się nieco ożywiłem na początku 3 klasy jak już wiedziałem, kogo uważam za wartego zaufania i lubiłem bardziej niż innych, na studiach gdzieś dopiero na 3-4 roku) Może i ty się tak z klasą oswoisz po jakimś czasie, a zawsze się znajdzie ktoś, kto takie spokojne milczące podejście uzna za dziwactwo. Niestety znajomości się urywają po tych 3 latach gimnazjum czy liceum, a zamiast dostawać w procesie edukacji co kilka lat nowy zestaw ludzi, wolałem pozostać na dłuższy czas w tym samym gronie.

Awatar użytkownika
Inno
Legenda Intro
Posty: 1210
Rejestracja: 01 paź 2008, 18:47
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Warszawa

Re: Introwertyk w szkole

Post autor: Inno » 30 sie 2011, 22:14

kris pisze:Pierwszego dnia stanąłem pod salą i obserwowałem, to do mnie ludzi podchodzili i się przedstawiali, ja nie zamierzałem wychodzić z inicjatywą. [...] Idąc na pierwsze zajęcia na uczelni też nie zamierzałem do kogokolwiek podchodzić.
Wydaje mi się, że wręcz łatwiej może być przełamać się do kontaktu, jeśli wyjdzie się z inicjatywą, podejdzie do kogoś i z przyjaznym uśmiechem wyciągnie rękę mówiąc: "Cześć, mam na imię....". Łatwiej potem jest, człowiek się od razu czuje pewniej i inni mają na wejściu pozytywne wrażenie o takiej osobie, a w końcu ważne są te pierwsze sekundy. Nie jest to, co prawda, wersja dla nieśmiałych. No i podchodzenie po kolei do każdego, jeśli osób jest kilkanaście czy więcej i wszystkie stoją w jednej sali (i się gapią :wink: ), dla mnie też byłoby stresujące, ale zawsze można podejść do najbliższej grupki czy osoby stojącej samotnie. A potem np. do innej. Nie ma się co bać czy wstydzić, inni przecież o takiej osobie nic złego nie pomyślą, odniosą wrażenie przyjazności i pewności siebie, a mogą być wręcz zadowoleni i wdzięczni, że ktoś z nimi łapie kontakt, bo sami nie mieli odwagi podejść pierwsi.
Obrazek

kris
Introrodek
Posty: 14
Rejestracja: 30 paź 2010, 23:24
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: ISTJ

Re: Introwertyk w szkole

Post autor: kris » 31 sie 2011, 9:31

Inno pisze: Wydaje mi się, że wręcz łatwiej może być przełamać się do kontaktu, jeśli wyjdzie się z inicjatywą, podejdzie do kogoś i z przyjaznym uśmiechem wyciągnie rękę mówiąc: "Cześć, mam na imię....". Łatwiej potem jest, człowiek się od razu czuje pewniej i inni mają na wejściu pozytywne wrażenie o takiej osobie, a w końcu ważne są te pierwsze sekundy. Nie jest to, co prawda, wersja dla nieśmiałych.

Ano właśnie - zapomniałem dodać, że jestem nieśmiały ^^ Fakt, przy pierwszych zajęciach na uczelni jak wspomniałem już pewna grupka się zgromadziła więc tylko podszedłem i powiedziałem "Cześć" a ta koleżanka momentalnie zaproponowała swój pomysł na zapoznawanie się. Ale sam do kogoś bym nie podszedł, imiona wolałbym wyłapywać i przypisywać do odpowiednich osób z toczącej się rozmowy.

Awatar użytkownika
iksigrekzet
Intromajster
Posty: 516
Rejestracja: 21 lip 2008, 1:32
Płeć: nieokreślona

Re: Introwertyk w szkole

Post autor: iksigrekzet » 02 wrz 2011, 20:57

Szkoła to bardzo krótki okres w życiu człowieka, nie warto się nim przejmować tak bardzo.
Sułtan.

Awatar użytkownika
Inno
Legenda Intro
Posty: 1210
Rejestracja: 01 paź 2008, 18:47
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Warszawa

Re: Introwertyk w szkole

Post autor: Inno » 03 wrz 2011, 8:00

iksigrekzet pisze:Szkoła to bardzo krótki okres w życiu człowieka, nie warto się nim przejmować tak bardzo.
Ale przypada na najtrudniejszy etap i często rzutuje na całe życie. Więc jest się czym przejmować.
Obrazek

Awatar użytkownika
nika
Introwertyk
Posty: 103
Rejestracja: 17 cze 2013, 20:14
Płeć: kobieta
Enneagram: 4w5
Lokalizacja: Warszawa

Re: Introwertyk w szkole

Post autor: nika » 27 paź 2013, 15:47

Ze szkoły (a było to bardzo dawno temu) najbardziej pamiętam idiotyczne dowcipy o seksie, uczniowie śmiali się, co gorsza takie skojarzenia narzucił nauczyciel (pewnie jakiś stary zboczeniec) było to nieśmieszne i durne, ale dzięki temu stałam się socjopatką, dzięki temu, że miałam okazję tam być i znienawidzić to chore społeczeństwo. Często mnie takie koszmary senne nawiedzają, więc nawet szkoła pojawia się w snach, jaka to musi być dla mnie straszna trauma. Jeszcze zdaje sobię sprawę, że szkoła jest uważana za bardzo ważną część życia przez społeczeństwo i rodziców. Nie wiem czy ja o tym kiedykolwiek zdołam zapomnieć i wymazać z pamięci... Dzięki temu, że jestem socjopatką czuję się wyjątkowo, mogę mieć krytyczne spojrzenie na niektóre zjawiska, na manipulację. Autobusami jeździłam często bez biletu i co? i nic. Zaoszczędziłam kasę na biletach. Przyjęłam postawę buntownika i szłam pod prąd, tak się czasami zdarza u nieśmiałych osób.

mattb
Wtajemniczony
Posty: 6
Rejestracja: 16 lis 2013, 20:10
Płeć: mężczyzna

Re: Introwertyk w szkole

Post autor: mattb » 16 lis 2013, 22:06

Kiedy chodziłem do podstawówki i gimnazjum byłem powodem do drwin. O ile w podstawówce z reguły chodziłem na szkolne dyskoteki, w gimnazjum poprzestałem, a w liceum byłem tylko na studniówce i to jeszcze pod presją. Wkurzało mnie strasznie kiedy nauczyciel przyzwalał na rozmowy podczas zajęć. W klasie robił się szum i nie można było się skupić. W podstawówce miałem paru kolegów, z którymi rozmawiałem, ale przy większej ilości osób popisywali się i naśmiewali się ze mnie. Tak samo w gimnazjum. W liceum natomiast z nikim nie potrafiłem znaleźć wspólnego języka i stałem jakby z boku. Na przerwach dosłownie mi się nudziło i nie mogłem się doczekać kiedy rozpocznie się lekcja. Na klasowe wycieczki nie jeździłem praktycznie wcale, podobnie było z wyjściami do teatru i kina. Klasa wolała wydać 10 zł na przedstawienie tylko po to żeby nie iść na 3 lekcje co dla mnie było kompletnie bez sensu.

Wspomnę jeszcze o jednej rzeczy. Mianowicie praca w grupach, parach. Nigdy tego nie lubiłem. Bo albo robiłem wszystko za kogoś, albo nie robiłem zupełnie nic. Rzadko zdarzało się że miałem częściowy wkład w pracę.

A na koniec wspomnę że często siedziałem w ławce sam, często gdy szliśmy gdzieś "parami" nie miałem współtowarzysza.

Awatar użytkownika
degieb
Introwertyk
Posty: 126
Rejestracja: 13 gru 2012, 21:18
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: B(rz)ydgoszcz
Kontakt:

Re: Introwertyk w szkole

Post autor: degieb » 05 gru 2013, 22:46

Ma problem :D Więc jest to jeden z nielicznych wątków, w których mogę napisać coś z własnych doświadczeń więc:
-jeżeli nie jest się nieśmiałym nie jest tak źle
-jeżeli chodzi o introwertyzm to jest źle, tym bardziej że ja akurat przysiągłem sobie walczyć z konformizmem i wygłaszam swoje poglądy i jeżeli ktoś jest za większością, to mu to wytykam(co ciekawe, to działa!)
-jeżeli się podejdzie do tego w ten sposób:"oni nie muszą mnie lubić, to że będą coś do mnie mieli to już ich problem" to wtedy nagle albo stanie się tak,jak zakładałeś/aś albo zaczną cie lubić.
-ale ogólnie korzystam z każdej możliwej wymówki,żeby nie iść do szkoły, typu termometr pod lampą :D I rada: jeżeli jesteś w jakiejkolwiek gimbazie,podgimbazie albo nadgimbazie to miej gdzieś przywódców,"elitę klasową" i schematy, u mnie to działa :) Aczkolwiek introwertycy mają przesrane, więc cóż mam nadzieje że ta gimbaza szybko się skończy.
Mhm.

Schmalzler
Introwertyk
Posty: 121
Rejestracja: 25 maja 2011, 17:36
Płeć: nieokreślona

Re: Introwertyk w szkole

Post autor: Schmalzler » 09 gru 2013, 22:33

Miło wspominam szkołę. Byłem głupi, może to jakoś pomogło. Śmiałem się ze słabszych i wylewałem mleko za boazerię. Wciągałem tabakę, rzucałem kretyńskie docinki i potrafiłem ze wszystkiego wycisnąć seksualną aluzję. W gimnazjum chodziłem na piwo, paliłem ogniska w lesie i malowałem kolegom kutasy w zeszytach. Podkradałem rodzicom alkohole z barku i robiłem z nich szalone drinki, których nie dało się pić, a jednak się piło. Nosiłem się na czarno, rzadko myłem włosy i układałem je w najgłupszą fryzurę, jaką można sobie wyobrazić. Czułem się największym geniuszem na planecie Ziemia. Paliłem samosiejkę i kopałem kolegów po łydkach, bo nie umiałem grać w piłkę, a dzięki temu byłem przydatny i pożądany. Więcej grzechów nie pamiętam, niewiele żałuję.

W liceum byłem wzorowym introwertykiem, mało się odzywałem i dostawałem piątki za eseje. Przestałem palić samosiejkę, zapaliłem prawdziwą siejkę i szybko przeszła mi ochota na odloty. Mało piłem, wałęsałem się nocami z dawnymi znajomymi, bo nowi mi nie podeszli. Na przerwach, jak rasowy introwertyk, czytałem książki, wpatrywałem się w punkt przed sobą lub flirtowałem z intromłódkami, w zależności od tego, co było akurat pod ręką. Chodziłem na olimpiady, byłem półautystycznym dziwolągiem i czerpałem z tego satysfakcję. Mało się uczyłem, chodziłem na wagary, nadal wciągałem tabakę. Nie chodziłem na dyskoteki i unikałem imprez, ale nie odczułem tego boleśnie, bo jak wspomniałem - miałem się z kim wałęsać nocami, a czegóż więcej potrzeba introwertykowi do szczęścia.

Podsumowując, introwertyzm nie przeszkodził mi w byciu szczęśliwym dziecięciem.
Keep talking, I'm diagnosing you.

fukko
Zagubiona dusza
Posty: 3
Rejestracja: 13 gru 2013, 16:33
Płeć: nieokreślona

Re: Introwertyk w szkole

Post autor: fukko » 13 gru 2013, 16:39

niezłe podsumowanie życia :)

Awatar użytkownika
Coldman
Administrator
Posty: 1609
Rejestracja: 07 lip 2014, 2:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
MBTI: INTJ
Lokalizacja: Wlkp

Re: Introwertyk w szkole

Post autor: Coldman » 23 lip 2014, 15:34

Ja też od 1 września zaczynam szkołę średnią i mam wielkiego stracha. Miałem 2 wybory: albo iść do szkoły gdzie w klasie miałbym kilku kumpli z gimbazy, miałbym tam bliżej wszystko tam znał, albo iść do szkoły w której zupełnie nikogo nie znam , jest daleko , jedynym plusem jest że jest lepszą szkoła. Wybrałem tą drugą , chcę zbudować od nowa nastawienie ludzi do mnie. W gimnazjum czułem że wszyscy biorą mnie powierzchownie. Dopiero w 3 klasie nabrali do mnie szacunku. W klasie wszyscy się lubili , każdy się dobrze traktował , na przerwach , cała klasa siedziała razem. Ja wolem stać albo sam albo z zaufanymi przyjaciółmi. Nie miałem/nie mam koleżanek i boję się że w technikum też żadnej nie poznam. Bede zupełnie sam w nowym otoczeniu , i strasznie się tym stresuję. Mam nadzieje ze poznam kogoś choć 1, 2 osoby z którymi będe mógł pogadać o wszystkim. Chciałbym się odbić i mieć duże grono znajomych , żeby ludzie się mną interesowali , ale wątpie że to się uda , stane się jeszcze bardziej introwertyczny
Biegnij teraz jak łagodny zwierz. Biegnij by dowiedzieć się, o sobie samym i o świecie co zimny jest jak lód.

ODPOWIEDZ