Uczucie pustki

Tutaj możemy zadać pytanie dotyczące konkretnego problemu związanego mniej lub bardziej z introwertyzmem naszym lub innych, poprosić o pomoc, rady, wskazówki.
Awatar użytkownika
Szary Wilczek
Wtajemniczony
Posty: 5
Rejestracja: 28 wrz 2012, 17:30
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Warszawa, Lublin

Uczucie pustki

Post autor: Szary Wilczek » 28 wrz 2012, 18:21

Witam! :D

Jestem ekstremalnym przypadkiem introwertyzmu, a przy okazji neurotyczności. Tak przynajmniej wynika z testu cech osobowości "wielkiej piątki". Chyba jeszcze trochę niekorzystnych cech mógłbym dołożyć do tej fatalnej kombinacji... :oops:
Od jakiegoś staram się walczyć z nadwrażliwością, nieśmiałością, wycofaniem się itp. Przeprowadziłem dowód matematyczny na to, że jest mi to absolutnie potrzebne.

Nie wiem od jak dawna, ale mam uczucie pustki. Taki stan zawieszenia, jakbym na coś czekał. Już się do tego przyzwyczaiłem. Dopiero ostatnio, kiedy zauroczyłem się dziko w pewnej uroczej istotce, zmieniło się to. Nagle okazało się, że żołądek wcale nie musi się kurczyć podczas śniadania, grawitacja łóżkowa i senność zniknęły, ja zyskałem energię na czynności, których wcześniej zwyczajnie nie chciało mi się robić. Oczywiście, gdyby to nadal trwało, pewnie nie pisałbym tego posta. Wróciło moje kochane uczucie pustki. 8)

Właściwie nie mogę powiedzieć, że nie mam przyjaciół i znajomych (przynajmniej nie jest tragicznie). Kogoś znam, czasem z kimś wyjdę. Ale absolutną większość czasu spędzam w mieszkaniu, tudzież na rowerze. Chyba gdybym nie planował starannie każdego dnia, nie starał się wyjść na rower, poczytać czegoś, pozałatwiać spraw, w ciągu dnia lub dwóch przyszłoby załamanie. No i jak przyjdzie rok akademicki, kiedy znowu usłyszę te piątkowe rozmowy o imprezach... :cry:

Brakuje mi jakichś znajomych, żebym mógł zwołać na rower czy piwko, kiedy potrzeba mi tego było. To, że mogę sobie posiedzieć w spokoju w domku jest oczywiście bezcenne, ale - szczególnie w wakacje - fajnie by było wyjść. Cholera, w ogóle brakuje mi ludzi. Kiedy tak siedzę w 4 ścianach, marnuję piękną pogodę, molestują mnie wyrzuty sumienia.

Niestety, bardzo skutecznie staram się też ich unikać. Często dopadają mnie absurdalne myśli - kolega z ławki siedzi ze mną tylko dlatego, że głupio mu się przesiadać, rozmawia ze mną z przymusu; urocza istotka zasługuje na kogoś lepszego, ja na pewno nie jestem dla niej dość dobry; tak naprawdę, jeżeli już pójdę na imprezę, to co najwyżej mogę liczyć na pełną politowania obojętność.

Nie jestem w stanie jakoś sobie powiedzieć - ok, nie potrzebujesz ludzi, kursowanie uczelnia - dom powinno cię zadowolić. Błyskawicznie przyjdzie uczucie bycia gorszym i myśli samobójcze.

Właściwie nie wiem czy to jest właściwie forum od takich zwierzeń, czy powinienem oczekiwać odpowiedzi. Ale próbuję, w końcu to moje cholerne życie, a ja cholernie potrzebuję odpowiedzi.
Ktoś coś podobnie ma/miał? Co z tym można zrobić?
Jak skończyć z unikaniem i pójść na jakąś głupią imprezę, poznać i zatrzymać przy sobie ludzi?
Jak być szczęśliwym z życia?!
INTJ
5w4 "Obrazoburca"
Instrukcja obsługi introwertyka

Awatar użytkownika
Fist
Introwertyk
Posty: 118
Rejestracja: 04 wrz 2011, 19:47
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Rumia, Pomorze

Re: Uczucie pustki

Post autor: Fist » 28 wrz 2012, 18:52

Spokojnie, też tak miałem bardzo długi czas. Udało mi się z tego wygrzebać, choć nie obeszło się bez nieprzyjemnych - a nawet czasem niebezpiecznych - epizodów. Szybkie podsumowanie uświadomienia, które mi pomogło:
1) bezczynność Twoim wrogiem
2) nie jesteś sam

Serio. Pluję sobie w brodę za używanie głodnych tekstów ze starych filmów, ale przychodzi do głowy ta myśl z "Chłopaki nie płaczą" - znajdź coś, co lubisz robić, i zacznij to robić (czy jakoś tak). Rozwijanie swoich zainteresowań mi bardzo pomogło. Samoakceptacja poprzez samorealizację. Na bank jesteś dobry w CZYMŚ, więc próbuj być jeszcze lepszy. Tylko nie przestawaj! Czy to pisanie, malowanie, jakaś inna forma sztuki, czy choćby sport, albo składanie modeli samolotów - byleś tylko miał czym zająć myśli. Bo bezczynne myśli idą w mroczne miejsca.

Mówisz, że masz znajomych/przyjaciół - skoro masz, to nie widzę problemu! Może Ci się wydaje, że potrzebujesz całego legionu znajomych; ja Ci powiem, że nie potrzebujesz. Gdy przechodziłem przez tą "pustkę", też czułem potrzebę posiadania tabunu przyjaciół. Zamiast tego jednak skupiłem się na tych, których już miałem - i okazało się to być złotym lekiem. Spróbuj się trochę więcej kontaktować z tymi swoimi znajomymi, dobzie?

Aha, tak jeszcze dorzucę z doświadczenia... Może się pojawić w Twojej głowie myśl, że te powyższe rzeczy "łatwiej powiedzieć, niż zrobić" (mi się takie pojawiały). Pozwolę się w takim razie z tą myślą nie zgodzić - wystarczy odrobina... gniewu, na samego siebie, za pozwalanie na tkwienie w tym wszystkim. To dobry motywator :)

Nie wiem na ile Ci to wszystko pomoże... ale mam nadzieję, że chociaż trochę. Inni pewnie też coś od siebie dorzucą. A na razie alleluja i do przodu - i powodzenia, żołnierzu! :D Gdy Ci zabraknie kontaktu, to zawsze jest chociażby to forum, hm?

Awatar użytkownika
SardonicAlly
Rozkręcony intro
Posty: 166
Rejestracja: 05 gru 2011, 23:33
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: okolice Krakowa. niezbyt bliskie

Re: Uczucie pustki

Post autor: SardonicAlly » 28 wrz 2012, 21:50

Hmm, mam wrażenie, czytając twój post, że to co nazywasz pustką może po prostu być chandrą czy nawet depresją, mniej lub bardziej związaną z tym, że (jak sam piszesz) jesteś neurotyczny, nadwrażliwy i ( jak wynika z twoich sformułowań) masz niskie poczucie własnej wartości. Negatywny wpływ na twoje samopoczucie ma też na pewno brak konstruktywnego zajęcia - ten z kolei problem częściowo rozwiąże się w roku akademickim.
Masz wyrzuty sumienia, że marnujesz ładną pogodę? Co ci broni wsiąść w autobus,wziąć książkę, piwo i pojechać na pół dnia za miasto, hmm? Introwertycy ponoć nieżle się bawią również i we własnym towarzystwie.

Piszesz, że brakuje ci ludzi, a kawałek dalej, że ich unikasz. Most illogical, if you ask me :P Wygląda na to, że twój brak pewności siebie (oni mnie ledwo tolerują, rozmawiają ze mną z litości, nie jestem dal nich wystarczająco dobry) jest przeszkodą w nawiązywaniu kontaktów z ludżmi. Może warto zacząć nad tym pracować? Osobiście nigdy nie miałam okazji wybrać się do psychologa, ale takimi rzeczami jak niska samoocena, nadwrażliwość i neurotyzm na pewno się zajmują. Zwłaszcza, że miewasz do kompletu załamania i myśli samobójcze. Taka tylko idea.

Na to jak być szczęśliwym w życiu, nikt ci recepty nie da, ale myślę że warto wyeliminować w sobie cechy, które przeszkadzają ci w utrzymywaniu takiego poziomu interakcji z ludźmi jakiego byś chciał. (zwłaszcza niskie poczucie własnej wartości).

Poznać ludzi nie jest trudno, problemem bywa zatrzymanie ich przy sobie. Kłopot z ludźmi jest następujący (straszliwie generalizując) - zazwyczaj nie zaakceptują cię, dopóki ty sam się nie zaakceptujesz. Tak samo zapewne bywa z relacjami uczuciowymi - jeśli będziesz wmawiał tej twojej istocie że zasługuje na kogoś lepszego i smęcił o pustce w twoim życiu są duże szanse że zmęczona w końcu przyzna ci rację i zostanie czyjąś inną istotą.
Zatrzymać przy sobie ludzi można też w prostszy sposób. Zwyczajnie, będąc im potrzebnym. Ale istnieje spore ryzyko, że w momencie kiedy przestaniesz być użyteczny, odejdą.

Pójście na imprezę jest akurat najprostszym zadaniem, jeśli uznasz że rzeczywiście masz na to ochotę. Alkohol zwykle pomaga w socjalizacji, chociaż nie każdemu.

Nie wiem, czy coś z tego co napisałam uznasz za pomocne. Zapewne raczej uznasz za zbyt bezpośrednie, czy, o zgrozo, lekko złośliwe. No harm intended, emphaty =~0. :P
"The power of accurate observation is called cynicism by those who have not got it." Rest assured I've got it in abundance ;P

5w4, prone to procrastination
ISTP Craftsman I=89% S=79% T=89% P=58%

Awatar użytkownika
Szary Wilczek
Wtajemniczony
Posty: 5
Rejestracja: 28 wrz 2012, 17:30
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Warszawa, Lublin

Re: Uczucie pustki

Post autor: Szary Wilczek » 28 wrz 2012, 22:54

Dzięki bardzo za te odpowiedzi :D

No, zdecydowanie do mojej sytuacji pasuje stwierdzenie, że bezczynność jest wrogiem. W najgorszym, depresyjnym okresie popadłem w gnuśność. Im więcej "nic" nie robiłem, tym mniej miałem siły na oderwanie się od czegoś, tym bardziej mnie ta spirala wciągała. To "nic" to było siedzenie przed kompem, niemal wyłącznie granie. I kłótnie. Dziś nadal, jeśli spędzę dzień przed kompem czuję się beznadziejnie.
Właściwie tak, są rzeczy które uwielbiam. Staram się trochę w nie bawić.

Brakuje mi ludzi, a unikam ich. Nielogicznie, zdecydowanie. Ale co ja poradzę ;( Jak na to patrzę, to przypomina mi to beznadziejną sytuację na szachownicy. Szkoda tylko, że nie mogę poddać tego i dostać nowego życia :o

"Boże, chciałby żeby mnie zaprosili na piwo.
Hej X, idziesz na piwko?
Nie, sory, dzisiaj nie mogę.
Kurwa, dlaczego dlaczego dlaczego nie poszedłem, jestem debilem..." Powtórzone, aż przestanę być zapraszany.

Strasznie cykam się negatywnej oceny, poza tym moja nieśmiałość jest czasem dość... obezwładniająca. Aczkolwiek wielgachne postępy zrobiłem dzięki "reformom". Przynajmniej już witam się z nauczycielami :D

Ostatnio zdałem sobie sprawę, że moim największym problemem jest moje postrzeganie świata. To, że doszukuję się jakichś ukrytych żarcików, ironii, nie mogę uwierzyć, że komuś może na mnie zależeć, że po prostu zasługuję na takie traktowanie jakie sam ślę w świat. Ale od tego wniosku do zastosowania go w życiu droga daleka.

Jeszcze raz dzięki za Wasze odpowiedzi 8) , przemyślę je jeszcze. Szczególnie to, że może faktycznie powinienem się skupić na tych osobach, które już mam.
INTJ
5w4 "Obrazoburca"
Instrukcja obsługi introwertyka

Awatar użytkownika
Alex
Introwertyk
Posty: 80
Rejestracja: 25 wrz 2012, 15:53
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: UK

Re: Uczucie pustki

Post autor: Alex » 29 wrz 2012, 11:48

Zobaczylam Twoje pytanie wczoraj wieczorem ale nie moglam odpisac bo jesli przychodzi do takich waznych spraw, chce pozbierac mysli tak zeby moc udzielic wyczerpujacej odpowiedzi, ktora mam nadzieje troche Ci pomoze, chociaz uprzedzam ze moja odpowiedz jest troche... jakby to powiedziala moja polonistka.. nie ma rak ani nog, tzn, nie wyglada tak ladnie i tresciowo jak wypowiedzi poprzednich osob.

Nie jestem pewna czy jestem wlasciwa osoba do udzielania porad w tej sprawie bo sama borykam sie z tym problemem. Jestem neurotykiem (wg mojego meza najwiekszym na swiecie) i pesymistka (chociaz ja nazywam to swoim realizmem). Przechodzilam przez okres takiej depresji kilka lat temu, objawialo sie to tym, ze wszystko mi zwisalo, na niczym mi nie zalezalo, nie moglam lub nie chcialam znalezc zadnych zainteresowan, ani czyms sie zajac. Wygladalo to tak ze cale dnie marnowalam w lozku, nawet rzucilam studia. I choc te czasy minely czasami mam krotkie powroty lub po prostu zmiane nastroju na gorszy i nawet nie wiem co jest przyczyna. Czasami musze sie zmuszac zeby sie zajac czyms konstruktywnym, wtedy to pomaga. Ale do rzeczy. Moim problemem jest zdecydowanie moj skrzywiony swiatopoglad. Moj osobisty psycholog (czyt. moj maz) twierdzi, ze powinnam przestac myslec ze kazdy chce mi zaszkodzic i przestac byc defensywna. Ale prawda jest taka ze ja jestem strasznym cynikiem. Nie wierze w dobro ludzi, jezeli nie maja w tym jakiejs korzysci dla siebie, mam swiadomosc ze swiat jest okrutny a ludzie to najgorsza rzecz jaka mogla sie mu przytrafic i ze kazdy jest egoista i nie nie widzi nic oprocz czubka swojego nosa. To dosc pesymistyczny swiatopoglad i wiem, ze trudno bedzie mi sie go pozbyc.
Dlatego tez nie mam wielu przyjaciol - zastanawiam sie dlaczego ktos chcialby poswiecac czas na mnie, przeciez sa lepsi towarzysi ode mnie, ze mna by sie tylko meczyli? Ale ja potrzebuje ludzi, potrzebuje przyjaciol, chociaz wcale ich nie mam, nie liczac mojego meza oczywiscie. Wszystkie moje znajomosci zaniknely bo nie poswiecalam im wystarczajaco czasu. Mam na to swoja wlasna teorie, ktora nie ma nic wspolnego z moja paranoja. Otoz, nie moge zmusic sie zeby sie zaprzyjaznic z kims, kto nie spelnia pewnych wymagan. Bo jak ja nawiazuje przyjaznie to chce zeby byly glebokie i dlugotrwale. Bardzo trudno jest znalezc takie osoby, co beda chcialy tego samego. Po drugie z dawnymi znajomymi nie umialam znalezc wystarczajaco wiele wspolnych tematow, wiec zwykle jak sie spotykalismy to rozmowy byly naciagane, o niczym konkretnym wiec te znajomosci nie dawaly mi satysfakcji. Z kolei, z doswiadczenia wiem, ze jak trafie na osobe, ktora ma cos do zaoferowania, z ktora mozna porazmawiac na tematy ktore mnie interesuja itd. to wiem ze az mnie ciagnie zeby sie ciagle z nimi spotykac, moze nawet dojsc do tego ze zbyt duzo uwagi beda poswiecac tym osobom, albo nawet dostane obsesji. Ale mi jeszcze trudniej znalezc taka osobe, bo boje sie wychodzic do ludzi, wszyscy wydaja mi sie lepsi ode mnie i to sprawia ze czuje ze na nikogo nie zasluguje. To ma tez swoje podloze w niskiej samoocenie. I nie mam pojecia jak te ocene troche zawyzyc bo zdaje sobie sprawe z wlasnych niedoskonalosci, poza tym boje sie tego ze zostane snobem! A ja wole byc skromna. Dlatego postanowilam ze sie czyms zajme, czyms nowym, czyms czego wczesniej nie probowalam. Duzo pomagaja mi ksiazki, dzieki nim uswiadamiam sobie ze wiem wiecej niz inni ludzie, i to mi pomaga sie docenic, ale z drugiej strony niektore ksiazki ktore czytam zbyt szeroko otwieraja mi oczy na swiat, i czasami to jest wiedza na ktora wydaje mi sie ze nie jestem gotowa, ale to taki maly efekt uboczny.

Jest tez jeszcze jedna kwestia. Nihilizm. To moze byc pozytywne albo negatywne, zalezy z jakiej perspektywy do tego podchodzisz. Moze ci przyniesc pocieszenie w tym sensie, ze masz swiadomosc ze nic sie nie liczy, nic, co jest, ani nic co sie moze stac nie ma znaczenia, i nie docieraja do ciebie zadne emocje z tym zwiazane, nie martwisz sie o te wszystkie blahe sprawy i jestes odporny na wszystkie problemy. Negatywna strona jest to ze zdajesz sobie sprawe ze tak na prawde jestes niczym, twoje istnienie jest przypadkowe i nie ma zadnego sensu w twoim zyciu ani po nim, jestes tylko jedna mala czescia w lancuchu ewolucji.
Ja zauwazylam ze najlepszym moim zdaniem sposobem na radzenie sobie z problemami, takimi czy innymi, jest rozmyslanie o nich, po jakims czasie nabierze sie perspektywy i przyjda nowe odpowiedzi, oraz w miedzy czasie pomaganie innym jest bardzo pomocne, przynajmniej dla mnie. Kiedy koncentruje se na czyichs problemach, mniej mnie doluja moje wlasne, a swiadomosc tego ze moge byc dla kogos przydatna jest bardzo pocieszajaca.

Na niektore sprawy, ktorymi sie zamartwiamy czesto nie mamy wplywu, dlatego zamiast sie martwic mowie sobie ze skoro nie mam na nie wplywu to i tak nic nie zmienie, nie zaleznie od tego czy i ile o tym rozmyslam. Np kiedy sie obawiam zagadac do kogos bo boje sie odrzucenia, to przypominam sobie ze ta osoba albo mnie polubi albo nie i ja nie mam na to wplywu, poprzez niezagadanie odbieram sobie po prostu szanse.
Od jakiegos czasu inaczej podchodze do problemow, nie uwazam ich jako przeszkody ale okazje do stania sie lepszym i pracowaniem nad soba. Jesli jest cos, przez co cierpie, wiem, ze to jest tylko po to, zeby mnie nauczyc czegos wiecej. To jest zycie, w ktorym nie to dokad zmierzamy jest wazne ale nasza wedrowka ("Life's a journey not a destination").
Nie wiem czy wystarczajaco dobrze zaadresowalam problem, mam tyle mysli w glowie, ze nie wiem jak je poukladac, dlatego przepraszam za niekonstruktywnosc mojej wypowiedzi, mam nadzieje ze uda ci sie znalezc w tym cos sensownego.

Jesli napisalam cos co sie nie trzyma kupy to prosze zwrocic mi uwage, sprobuje sie lepiej wyslowic.

Kehuan
Introrodek
Posty: 15
Rejestracja: 23 wrz 2012, 12:31
Płeć: nieokreślona

Re: Uczucie pustki

Post autor: Kehuan » 29 wrz 2012, 21:17

Sam niedawno przechodziłem przez podobny stan. Skończyło się na tym, że siedziałem przez rok w moim pokoju i nie miałem ochoty z nikim się spotykać. Stwierdziłem, że ludzie nie są mi potrzebni do życia, tylko wywołują problemy. Żyłem sobie spokojnie i nagle zaświeciła się lampka w główce. Pomyślałem - "kurde, stary musisz coś zrobić". Długo zastanawiałem się co i wymyśliłem - postanowiłem znaleźć pasję, której będę mógł się poświęcić i się udało. Odżyłem. Pasja zmotywowała mnie do działania i zacząłem po prostu się rozwijać. Uczucie pustki minęło, zacząłem inaczej patrzeć na świat. Postanowiłem zmienić całkowicie środowisko, przeprowadzić się do innego miasta i rozpocząć całkiem nowe życie. Póki co średnio mi to wychodzi, ale 'walczę' ;)

Szary Wilczku, jesteś z Warszawy?

Awatar użytkownika
Szary Wilczek
Wtajemniczony
Posty: 5
Rejestracja: 28 wrz 2012, 17:30
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Warszawa, Lublin

Re: Uczucie pustki

Post autor: Szary Wilczek » 29 wrz 2012, 21:24

Myślę, że każdej z Waszych odpowiedzi mogę coś wyciągnąć, jakoś skorzystać. Mam nadzieję. :)

Też przechodziłem ciężki okres depresji kilka latek temu. Strasznie dawno. Eh, właśnie wtedy, kiedy tak siedziałem na cmentarzu stwierdziłem, że moje dotychczasowe przekonania, zachowania prowadzą mnie... właśnie na cmentarz. Tego na pewno jestem pewien - nie mogę pozwolić, żeby to wróciło, muszę zrobić absolutnie wszystko, aby było lepiej.

Fajne to podejście do problemów jako okazji do nauczenia się czegoś. Ja tak nie mam, ale już przynajmniej nie uciekam, kiedy czegoś nie umiem, a staram się tego nauczyć. Staram się podejmować wyzwania. Jeszcze dwa miesiące temu nawet nie śniłem, że pójdę do pracy.

Święta racja, na niektóre rzeczy nie mamy wpływu, a uciekając odbieramy sobie tylko szansę. Choć nadal mam szczątkowe uczucie, że może gdybym się bardziej starał/był ciekawszy, może udałoby się nawiązać dobrą znajomość. A ja przecież miliardy razy wycofywałem się, bo uprzednio całymi dniami zamartwiałem się, że mi nie wyjdzie, że ktoś mnie nie polubi.
Rzecz w tym, że przyzwyczaiłem się już do karmienia i ulegania temu lękowi.

A ja szczerze mówiąc wierzę w ludzi. Mocno trzymam się tej wiary. Cale moje dzieciństwo to opowieści matki, że ludziom zależy na własnym interesie, że chcą jedynie wykorzystać mnie. I ona jedyna jest moją przystanią. Wiedziałem, że to nieprawda - ja sam postanowiłem być inny. Zresztą, spotkałem już ludzi, którzy uczynili dla mnie nieco dobra, bezinteresownie można chyba rzecz.
Zresztą, kiedyś byłem mały wierzyłem w te opowieści matki, byłem niesamowicie nieufny, trzymałem dystans. Przynosiło to jednak więcej złego niż dobrego.

Inna sprawa, że nie bardzo wierzę, a przynajmniej mam wiele chwil zwątpienia w to, że ktoś może mnie, ot tak, polubić, pokochać, chcieć ze mną przebywać.

Wydaje mi się, że bardzo potrzebuję czyjegoś ciepła. Wysłuchania, przytulenia, prztyknięcia w ucho. Pewnie jak każdy. Ale kiedy tak przytulam się do bliskiej osoby zapominam o wszystkich problemach, kiedy opowiem komuś o tym, nabieram dystansu do sprawy. Mhm. Chyba sobie nikogo nie wyczaruję. Może trzeba poszukać tego w ludziach, którzy już mnie otaczają... :idea:

PS. Tfu. Mieszkam aktualnie w Warszawie, jestem z Lublina.
Przeprowadziłem się na studia, takie nowe życie.
Mam jakieś pasje, zainteresowania, ale nic mnie nie pochłania tak mocno.
Może aktualnie za wyjątkiem pedałowania. Tylko po 2 - 3 godzinach robię się głodny :wink:
INTJ
5w4 "Obrazoburca"
Instrukcja obsługi introwertyka

ODPOWIEDZ