Strona 10 z 24

Re: Nieśmiałość a podryw ;]

: 03 wrz 2011, 0:15
autor: Pałer_Frytas
Pisząc pułapki nie miałem na myśli trafienia na zboczeńców i dewiantów, oraz oszustów matrymonialnych.

W kontakcie przez internet zbyt łatwo udawać kogoś innego, być oszukiwanym wizją która ktoś nam wciska, trafić na kogoś kto mieszka strasznie daleko. I tym podobne pierdoły. I potem się człek zakochuje w jakimś wyidealizowanym obrazie i tak samo sam z siebie robi super ciacho ;]

Re: Nieśmiałość a podryw ;]

: 03 wrz 2011, 0:29
autor: candy heidi
Niestety nie umiem podrywać, a szkoda, bo ostatnio jak byłam z rodzicami na wakacjach siedząc w knajpie nie mogłam oderwać wzroku od jednego chłopaka, nie wiem co to było, ale musiałam aż się przejść żeby o tym nie myśleć i nie przeszło, żałuję, że wtedy nic nie zrobiłam, ale po 1. jestem introwetykiem, po 2. ja siedziałam z moimi rodzicam, a po 3.on ze swoimi kolegami.
Nie mam kont na żadnym serwisie randkowym, nie wiem może kiedyś się odważę, kiedyś gadałam z jednym chłopakiem na gg takie głupoty w wieku 11 lat :D
A co do introwertyzmu, to może nawet przyciągać, jak byłam na 18 mojej koleżanki, gdzie nikogo nie znałam, siedziałam jak kołek i tylko sprawdzałam godzinę, jeden chłopak cały czas się przysiadał (a ja chciałam żeby się odczepił)
Nie wiem może jakimś sposobem są imprezy, trochę % (więcej odwagi) i jak się kogoś zaprosi do tańca lub ktoś ciebie, zaczyna się rozmowa i można coś pociągnąć dalej.

Re: Nieśmiałość a podryw ;]

: 03 wrz 2011, 8:57
autor: iksigrekzet
Pałer_Frytas, to łatwo wyczuć IMHO.

Re: Nieśmiałość a podryw ;]

: 03 wrz 2011, 23:15
autor: Emil
candy heidi pisze:ostatnio jak byłam z rodzicami na wakacjach siedząc w knajpie nie mogłam oderwać wzroku od jednego chłopaka, nie wiem co to było, ale musiałam aż się przejść żeby o tym nie myśleć i nie przeszło, żałuję, że wtedy nic nie zrobiłam
Jak ja to dobrze rozumiem.

Re: Nieśmiałość a podryw ;]

: 02 paź 2011, 21:41
autor: Fist
A czy ktoś jeszcze ma wrażenie, że kobieca nieśmiałość to cecha atrakcyjna, ale dla faceta jest ona często wyrokiem śmierci...? Mi się tak wydaje...

Re: Nieśmiałość a podryw ;]

: 02 paź 2011, 22:40
autor: Mtsh
Fist pisze:A czy ktoś jeszcze ma wrażenie, że kobieca nieśmiałość to cecha atrakcyjna, ale dla faceta jest ona często wyrokiem śmierci...? Mi się tak wydaje...
Też mi się tak wydaje :D Ale pewnie nie w każdej sytuacji . . .

Re: Nieśmiałość a podryw ;]

: 06 paź 2011, 17:12
autor: Akolita
Ja jeszcze nigdy faceta na nieśmiałość nie złowiłam, ale może jest w tym prawda, że nasza babska nieśmiałość to atut... ;)

Re: Nieśmiałość a podryw ;]

: 07 paź 2011, 18:04
autor: K-PAX
Fist pisze:A czy ktoś jeszcze ma wrażenie, że kobieca nieśmiałość to cecha atrakcyjna, ale dla faceta jest ona często wyrokiem śmierci...? Mi się tak wydaje...
Nieśmiałość u kobiety jest cnotą, uwielbiam nieśmiałe dziewczyny... Nieśmiały facet jest po prostu piczką...

Nieśmiałość zawsze kojarzy mi się z tajemniczością, nie chce mi się jednak o tym pisać, bo i tak nie ująłbym tego tak dobrze, jak Oscar Wilde:

"Nauczyłem się kochać tajemniczość. Ona jedna chyba może uczynić życie niezwykłym i cudownym. Najpowszedniejsza rzecz zyskuje urok, gdy się ją zachowuje w tajemnicy. Gdy wyjeżdżam z Londynu, nie mówię mojej rodzinie, dokąd jadę. Gdybym to zrobił, pozbawiłbym się całej przyjemności. Może to nierozsądne, ale mnie się wydaje, że taka tajemniczość wnosi w nasze życie dużą dozę romantyzmu."

Re: Nieśmiałość a podryw ;]

: 16 paź 2011, 23:11
autor: highwind
Nigdy nie miałem problemu, żeby zagadać do obcej osoby, nie ważne - kobiety czy mężczyzny, ale pod warunkiem że miałem jakiś interes, chociażby spytanie się o drogę. Co innego, gdybym miał zagadnąć do obcej dziewczyny, żeby jej powiedzieć że mi się podoba - nie wiem czy można nazwać to nieśmiałością, ale po prostu czułbym się z tym głupio. Chociaż nie raz pamiętam, jak wizualizowałem sobie w głowie scenariusze przeprowadzenia takiej rozmowy, to jakoś nigdy nie zebrałem się na odwagę. Ale przecież ekstrawertycy również zbyt często tego nie robią.

Moim zdaniem problemem jest nie tyle nieśmiałość, co nieumiejętność stwarzania sobie odpowiednich sytuacji, umożliwiających poznanie kogoś. Bo przy odpowiedniej aurze, naprawdę można być nieśmiałym, a jednak wykrzesać z siebie choć uśmiech czy widoczne, długie skrzyżowanie spojrzeń i już coś może zadziałać. Nigdy nie wygrasz w totka, nie kupując ani jednego losu.

Nigdy za często nie wychodziłem na imprezy czy jakiekolwiek inne spotkania towarzyskie, więc siłą rzeczy nie miałem okazji nikogo poznać. Był jednak taki okres w moim życiu, że wybitnie ekstrawertyczny kuzyn zechciał zatroszczyć się o moje życie towarzyskie (i chwała mu za to! to najlepsze chyba, co mnie spotkało). Dzięki temu zacząłem pojawiać się w jego towarzystwie, a nowa, niewiele odzywająca się twarz budziła pozytywną ciekawość, zwłaszcza płci pięknej. Podczas takich spotkań wpadła mi w oko pewna osóbka - najpierw było znalezienie wspólnej rzeczy którą lubiliśmy, żeby zawsze można było zagaić rozmowę, potem coraz dłuższe krzyżowanie spojrzeń, inicjowanie sytuacji, w których mogliśmy pobyć moment sam na sam, jakieś dwuznaczne muśnięcia dłoni przy podawaniu browarka. Takie niby duperele, a po paru tygodniach bum - sms od niej. No i dalej już jakoś się potoczyło :)

Potem po paru latach związku i po zerwaniu znowu latami byłem samotnikiem i nie znalazłem nikogo nie dlatego, że nie potrafiłem, tylko dlatego że brak mi było chęci do ruszenia tyłka i wyjścia ze znajomymi. No ale jak tylko nadarzyła się okazja 8) ... Nie chcę zabrzmieć tu zbyt "cwaniacko" - po prostu w jednym momencie nałożyło się tyle pozytywnych warunków ku temu by rozpocząć bliższą znajomość, że nie dało się tego spartolić. Zacząłem zajęcia z języka obcego na uczelni (język na tyle oryginalny, że osoby które się na niego zapisały siłą rzeczy musiały mieć podobne zainteresowania). A więc nowa grupa, a w niej jedna, wyjątkowo śliczna, roześmiana kobieta, ekstrawertyczka, wiecznie otoczona wianuszkiem absztyfikantów. Ja oczywiście trzymałem się na uboczu, onieśmielony i zażenowany perspektywą brania udziału w "zlocie kogucików", przez parę miesięcy nie powiedziałem do niej nawet słowa. Pewnego dnia przychodzę spóźniony na zajęcia, a grupa akurat zbiera się do wyjścia na piwo - z prowadzącym. Kto był inicjatorem przedsięwzięcia? Oczywiście Ona, a któż by inny. No to jak wszyscy, to ja też idę, tym bardziej że zajęcia i tak miały być prowadzone. Docieramy do klubu, ustawiamy ławki i krzesła żeby pomieścić te -naście osób i wykorzystałem pierwszy atut - usiadłem koło niej. Po chwili wymieniliśmy się już mailami - miałem podesłać jej skany notatek ;). Zajęcia się skończyły, niektórzy mieli inne więc musieli iść, niektórzy zostali. Z czasem, i z wypitymi browarami towarzystwo zaczęło się wykruszać i została nas trójka. Akurat tego samego dnia znajomi z roku robili ognisko. Ośmielony paroma browarami zaprosiłem nań pozostałych. Po drodze pan "trzeci" się wykruszył i zostaliśmy sam na sam - tego było mi trzeba. Po drodze na ognisko zahaczyliśmy o moje mieszkanie, ażebym mógł się przebrać... I właściwie resztę mogę pominąć :) Żeby nie było - doszło tylko do pocałunków, a browara było na tyle że oboje rano nie pamiętaliśmy czy to prawda czy sen. Jak najszybciej napisałem jej więc maila "z obiecanymi notatkami", dodając małego PS'a ;) odpisała, dodająć PS'a od siebie, który tylko utwierdził mnie w przekonaniu że trzeba iść za ciosem, bo jej się podobało. I tak spędziliśmy razem kolejne lata :)

Także moi drodzy introwertycy, podpisuję się pod tym co pisał użytkownik Pałer_Frytas:
Najtrudniejszym etapem wszelkiego podrywania jak się zdaje jest znalezienie kogokolwiek do podrywania. Introwertyk raczej nie ma szerokiego grona znajomych, a co się rzekło na imprezach częsciej go nie ma jak jest. I o ile pierwszy etap poznawania kogoś można przejść dość spontanicznie w odpowiednich warunkach to siedząc w domu ciężko kogoś nowego poznać.
Niestety nie poderwiemy nikogo, siedząc w domu. Trzeba starać się od czasu do czasu wychodzić na imprezy, lub brać udział w różnych inicjatywach społecznych, zwłaszcza takich gdzie jest dużo nowych twarzy, a prędzej czy później natrafi się okazja. Polecam grupowe kursy języków obcych :)

Re: Nieśmiałość a podryw ;]

: 05 lis 2011, 15:37
autor: jcDenton
No można jeszcze przez internet
Sprawdzone doświadczalnie w przeciągu kilku ostatnich miesięcy. Pic na wodę, lepiej dać sobie spokój. :P
Co innego, gdybym miał zagadnąć do obcej dziewczyny, żeby jej powiedzieć że mi się podoba - nie wiem czy można nazwać to nieśmiałością, ale po prostu czułbym się z tym głupio. Chociaż nie raz pamiętam, jak wizualizowałem sobie w głowie scenariusze przeprowadzenia takiej rozmowy, to jakoś nigdy nie zebrałem się na odwagę.
A ja nawet ostatnio jakimś cudem tego spróbowałem. Wyszło fajnie, bezstresowo i w ogóle, ale... miała chłopaka. K***a. :D W sumie nie jest to takie straszne, jak się z daleka wydaję. Tym niemniej doszedłem do wniosku, że do podejścia i zagadania kluczowa zdaje się być przewaga fizyczna - ot, taki czynnik psychologiczny. Nie dałbym rady tak zaczepić np. dziewczyny mojego wzrostu.

Re: Nieśmiałość a podryw ;]

: 27 gru 2011, 20:46
autor: Arien
Zwracam się z prośbą o wytłumaczenie mi introwertycznego męskiego myślenia z tym pisaniem przez internet. Ileż można? ,,Mój'' introwertyk,którgo poznałam na żywo, i (może się łudzę,nie wiem bo jak tu takiego rozkminić) chyba mu wpadłam w oko, on mi też od razu jednak jak się raz spotkaliśmy już bez znajomych poszło beznadziejnie, potem już się nie umawialiśmy ale przypadkowe spotkania były już lepsze, aż topniałam jak tak na mnie patrzył. Tyle, że nasza znajomość jest tylko i wyłącznie wirtualna, on unika moich zagajeń, żeby się spotkać na żywo, dlaczego? :cry: a wiem, że zależy mu na podtrzymaniu tej znajomości, bo sam pisze, tylko ILEŻ MOŻNA, przecież ja się skończę. A wiem, że on też jest bardzo wrażliwy, więc nie smutno mu tak samemu iść przez życie? Przecież nawet jak z koleżanką moglibyśmy się widywać. Może coś robię źle, nie wiem, przestraszam go czymś, że wciąż mnie trzyma na dystans?
Widzę, że używacie komunikatorów do dziewczyn więc proszę wytłumaczcie mi jego zachowanie. Sami też nie chcecie się spotykać? Bo jato odbieram jak bezpieczne badanie gruntu. Niezobowiązujace. I raniące.
I witam wszystkich forumowiczów :P

Re: Nieśmiałość a podryw ;]

: 27 gru 2011, 21:03
autor: highwind
Arien pisze:A wiem, że on też jest bardzo wrażliwy, więc nie smutno mu tak samemu iść przez życie?
Najwidoczniej nie smutno. Piszesz i podkreślasz, że kolega jest introwertykiem, a jednocześnie nie potrafisz zrozumieć jego introwertycznego zachowania. Jak już nie możesz wytrzymać, to wejdź w rozmowach na "wyższy level" uwodzenia/flirtu. Postaraj się dać mu do zrozumienia, że coś jest na rzeczy. Może kolega tego nie widzi i myśli, że skoro wasze kontakty mają leżeć na stopie koleżeńskiej, to rozmowa przez internet wystarcza. Inna możliwość - facet boi się, że kolejne spotkanie też pójdzie beznadziejne i unika tej ewentualności jak ognia. Daj mu do zrozumienia, że nie było tak źle, albo że może być tylko lepiej. Coś w tym stylu. Powodzenia.

Re: Nieśmiałość a podryw ;]

: 29 gru 2011, 19:42
autor: Arien
Dzięki, choć nadal nie wiem, co on czuje. Znaczy chyba wiem, on na pewno się domyśla co jest z mojej strony, tylko tak mu widocznie odpowiada. Jasne, nie będę już naciskać, po prostu wolałabym sobie nie robić nadziei. Wiem, że on na pewno nie myśli o mnie jak o 'tylko kontakcie na gg' ale ja niestety mimowolnie notorycznie tak myślę. A kilka innych rozzmów było i Boże, jak się mną wspaniale zajmował. Ale dobra, pasuję, nic na siłę. Chciałam tylko powiedzieć innym piszącym od lat do dziewczyn introwertykom: do boju! Chyba sami wiecie, że spotkanie tej tejosoby zdarza się co milion lat.

Re: Nieśmiałość a podryw ;]

: 14 mar 2012, 9:11
autor: krem
Każdy z nas ma problemy z nieśmialością i dlatego warto sięgać po różnego rodzaju źródła i czytać sporo artykułów. Jedna ze stron, które polecam jest strona o flircie.

Re: Nieśmiałość a podryw ;]

: 02 cze 2012, 22:18
autor: Tichy
Moja nieśmiałość objawia się pogardą, lekceważeniem, wyrachowaniem wobec innych osób. Obcych, kobiet. Nigdy mi nie wychodziły kontakty z ludźmi, więc żeby nie wyjść na jakiegoś pedała zawsze przyjmowałem maskę skur**syna. Trochę jak House MD. A kiedy nikt nie patrzy, to ja spoglądam na nią wyobrażając sobie, że mógłbym uczynić ją najszczęśliwszym istnieniem. Żałosne.