Nie przejmuj się jedną rozmową. Potraktuj ją jak rozgrzewkę. Mam znajomych, którzy jeszcze na studiach chodzili na rozmowy kwalifikacyjne dosłownie rekreacyjnie, tylko po to żeby zobaczyć jak to jest - a nawet nie mieli zamiaru zaczynać pracy. To dobrze robi, kiedy idzie się na taką rozmowę bez spinki i na luzie. Tyle że we Wrocławiu jest duże pod tym względem pole do manewru (dla inżynierów - bo sam nim jestem) - można chodzić na rozmowy bez obawy, że ci zabraknie pracodawców (chociaż też przesadzać nie wolno).
Co do przebiegu samych rozmów, to nigdy nie odczułem oznak specjalnego traktowania ze względu na to, że jestem introwertykiem, nikt o to nie pytał, a czy sobie już ktoś to wydedukował - nie interesowało mnie to. Ale nie mam też wybitnego doświadczenia w tej dziedzinie. Na rozmowach byłem dotychczas 4 razy, z czego tylko 2 na poważnie po studiach, gdzie maglowali mnie dosłownie ze wszystkiego. Ale po ch*j sprzątającemu zdolności interpersonalne - nie wiem. Czasem tym ludziom z HRu się we łbach przewraca. Okres oczekiwania na odpowiedź jest naprawdę różny. Myślę że do dwóch tygodni. Ale zdarzało mi się, że nawet i po miesiącu zadzwonili (zwolniło im się miejsce, albo nagle im się przypomniało, itp.)
Co do wózków widłowych i innych kursów - nie wiem, nie powiem ci, bo sam żadnych uprawnień nie mam. Google tutaj pomoże. Ale te z którymi najczęściej się spotykałem to: uprawnienia SEP (elektryka), spawalnictwo, wózki widłowe, wysokościówka... I książeczka sanepidowska
Moje umiejętności to robienie rzutów inwentaryzacyjnych w programie QCAD - to robiłem przez ostatnie cztery lata. Ale nie widziałem ogłoszeń na coś takiego.
Ja chciałbym się pochwalić czteroletnim doświadczeniem w czymkolwiek, a nie mogę. Może słabo szukasz? Rzuty inwentaryzacyjne - nie znałem tej nazwy, ale domyślam się, że chodzi o tzw. layouty. W fabrykach są oddzielne stanowiska tylko do tworzenia takich rzeczy. Ale pewnie ciężko byłoby się na to załapać bez dyplomu... Chociaż warto spróbować. Szczerze powiedziawszy, ja od listopada ubiegłego roku do początku kwietnia pracowałem jako "specjalista zewnętrzny" w dużej korporacji. Nie wchodząc za bardzo w szczegóły - moje zadania oscylowały w rejonach laminowania i wycinania karteczek, robienia codziennych inwentaryzacji i wklepywania ich wyników w excelu. I tak przez parę miesięcy - zadania dla osoby z wykształceniem podstawowym, a owa korporacja płaciła mojej firmie za te czynności 100 zł netto za godzinę (miesięcznie waliłem +/-190, przelicz sobie). Kwestia szczęścia, bo zatrudnili mnie praktycznie z ulicy - ot pojawiło się nagłe zapotrzebowanie, a ja byłem pod telefonem. W piątek miałem rozmowę kwalifikacyjną, po której od razu podpisałem umowę, a w poniedziałek już byłem w nowej pracy. Aha. I nie wspomniałem o samochodzie służbowym i paliwie na koszt firmy... Szukajcie, a znajdziecie.
Jest tyle rzeczy do roboty... Tzn?
Ale serio pytasz? Mam wymieniać niewymagające wykształcenia prace, które znam, albo które wykonywali moi znajomi?