Strona 12 z 20

Re: Przyjaźń...

: 15 maja 2012, 22:57
autor: Will
kawa pisze:Egzystowałyśmy sobie spokojnie w naszym dwuosobowym świecie, nakręcając wzajemnie swoje fascynacje i popadając w przeciągające się głupawki. Nie zawsze było lekko, B też miała dość specyficzny charakter, ale wspominam te lata jako szalony miks maratonów filmowych, żartów oraz rozmów o wszystkim i niczym przeciągających się do późna w nocy.
Kurczę, brzmi dla mnie jak idealny opis etapu dojrzewania. Ciesz się, nie każdy miał szczęście poznać kogoś takiego w tym ważnym przecież wieku :(
kawa pisze:Co nie oznacza, że wpadłam w jakieś zupełne samotnicze czeluście, o nie! W liceum przydarzyła mi się historia rodem z filmu. Dosłownie pierwszego dnia, na etapie instalowania kuprów w poszczególnych ławkach usiadła ze mną dziewczyna, z którą natychmiast złapałam kontakt. Byłyśmy właściwie nierozłączne aż do matury. Ta przyjaźń rządziła się trochę innymi prawami niż poprzednia - spotkania poza szkołą zdarzały się od wielkiego dzwonu (inna sprawa że mieszkałyśmy dość daleko od siebie), jakiekolwiek kawki/herbatki też występowały w ilościach śladowych. Ale w szkole prowadziłyśmy non stop różnej maści konwersacje, od rozkmin światopoglądowych po szydercze i dowcipne spostrzeżenia wycelowane w otoczenie.
A ja w liceum miałem 29 dziewczyn w klasie. Trudno było zawrzeć przyjaźń z jakąkolwiek :roll:
Czyli 3 "soulmatów" do czasu studiów. Przyzwoity wynik jak na introwertyka IMHO :).
kawa pisze:Spomiędzy wielu łączących nas cech wymienię chociażby miłość do literackiej polszczyzny
Tedy waćpanna prawisz, iż aliści trudną a zacną sztukę perorowania staropolskiego waćpanna posiadła? Jakem kawaler krwi ognistej a szlachetnej, a waćpanna niechybnie lic gładkich a umysłu niepośledniego, rzadka to przypadłość wśród białogłów dzisiejszych, nieskorych ani trochę do pobieżnego choćby zgłębiania się w w literaturę dawniejszą i ichniejszego ich języka, piękniejszego niźli wschodząca perlistym rankiem jutrznia łacnie darząca nas swą promieniejącą hojnością. :mrgreen:

Re: Przyjaźń...

: 16 maja 2012, 1:15
autor: kawa
Will pisze:Kurczę, brzmi dla mnie jak idealny opis etapu dojrzewania. Ciesz się, nie każdy miał szczęście poznać kogoś takiego w tym ważnym przecież wieku :(
Pewnie, że się cieszę. Z biegiem czasu coraz bardziej doceniam tamtą znajomość, bez niej byłoby ze mną krucho w dramatycznych gimnazjalnych czasach. Outsiderowanie w dwójkę pozwoliło nabrać dystansu do rzeczywistości, nie nasycając jednocześnie zbytecznym cynizmem.
Will pisze:Czyli 3 "soulmatów" do czasu studiów. Przyzwoity wynik jak na introwertyka IMHO :).
Pierwszy przypadał na czasy "dziecięcej kontaktowości" (nie zawsze trzymałam się na uboczu), drugi trącił odrobinę amerykańskim filmem familijnym, ale trzeci - szczęśliwy traf, intelektualna błyskawica!

Z drugiej strony mój temperament chybocze się na pograniczu intro i ambi, w zależności od pory roku/samopoczucia/dnia cyklu/ilości wchłoniętych procentów. Potrafię przez miesiąc siedzieć w domowym zaciszu (nie licząc różnych obligatoryjnych wypadów), a potem spędzić bite sześć godzin rozmawiając z kimś non stop. Ale rzeczony ktoś musi spełniać pewne wymogi.
Will pisze:Tedy waćpanna prawisz, iż aliści trudną a zacną sztukę perorowania staropolskiego waćpanna posiadła? Jakem kawaler krwi ognistej a szlachetnej, a waćpanna niechybnie lic gładkich a umysłu niepośledniego, rzadka to przypadłość wśród białogłów dzisiejszych, nieskorych ani trochę do pobieżnego choćby zgłębiania się w w literaturę dawniejszą i ichniejszego ich języka, piękniejszego niźli wschodząca perlistym rankiem jutrznia łacnie darząca nas swą promieniejącą hojnością. :mrgreen:
Waćpan ma czelność dopuszczać się manipulacji! Literackość nie musi implikować staropolskości. Co nie oznacza, że powyższy strumień archaicznej świadomości nie przypadł mi do gustu. :)

Re: Przyjaźń...

: 05 cze 2012, 13:50
autor: composure
Nie za bardzo potrafię się przyjaźnić. Kiedyś byłam tego bliska, ale potem była kłótnia o głupotę i zerwanie kontaktu ze sobą. Czasami z zazdrością patrzę lub czytam o przyjaźni innych i myślę sobie, że też bym tak chciała, ale gdy przychodzi od myśli do czynów to już nie jest tak fajnie. Nie umiem otworzyć się przed kimś, tracę zainteresowanie, nie chce mi się podtrzymywać kontaktu. Osoba, która mogłaby być moim przyjacielem powinna być baaardzo wytrwała, żeby jakoś wytrzymać moją bierność.

Re: Przyjaźń...

: 06 cze 2012, 0:43
autor: arvendanci
U mnie podobnie z tą przyjaźnią. Jednak w moim przypadku na temat przyjaźni mógłbym tu pisać w nieskończoność. Napiszę jednak najkrócej jak się da.

Kiedyś poświęciłem bardzo dużo czasu na przemyślenie sprawy przyjaźni z ludźmi, jak to postrzegam, co w ogóle rozumiem przez słowo przyjaźń...

I doszedłem do wniosku, że nie mam przyjaciela. Mam kolegów, znajomych bliższych, dalszych. Ale nie mam przyjaciela, bo sam chyba nie do końca chcę być przyjacielem. Skąd taka decyzja?

Ano stąd, że dla mnie przyjaźń kojarzy się z zaufaniem, wsparciem jednej osoby przez drugą, pomocą w trudnych chwilach, wspólną radością z odniesienia sukcesu przyjaciela itd.

Tylko po pierwsze: nie potrafię zaufać. Wykształcił się u mnie taki pogląd, że w życiu będę mógł zaufać tylko jednej osobie - myślę, że każdy wie o co chodzi. Próbowałem niejednokrotnie do tej pory, kończyło się zawodem. Utrzymuję dystans. Jeśli ktoś twierdzi mi nagle, że mi zaufał - w porządku, szanuję to ale swoje zdanie utrzymuję nadal.

Po drugie: wsparcie jednej osoby przez drugą: wydaje mi się, że tutaj akurat jest ze mną coś nie tak. Chodzi o to, że do tej pory działo się tak, że nigdy nikogo nie prosiłem o pomoc. Pierwszy post w dziale porady napisałem tutaj na forum. Ostatecznie rozwiązałem ten problem i tak w inny sposób. Zawsze każdy problem starałem się rozwiązać samodzielnie, chociażby z tej przyczyny, że wtedy nie miałem do nikogo pretensji, że wskazał mi niewłaściwą drogę. Efektem tego jest to, że jeżeli ktoś by potrzebował pomocy z mojej strony też nie wiem czy byłbym w stanie pomóc mimo szczerych chęci.
Co prawda od czasu do czasu napisze do mnie jakiś znajomy czy znajoma z jakimś problemem, głównie podkreślając to słowami, że można mi wszystko powiedzieć a i tak się nikt poza mną o tym nie dowie. Próbuję napisać mniej więcej co ja o tym myślę i jak mniej więcej postąpiłbym. W rzeczywistości jednak nie wiem czy komuś pomogłem, czy słowa "dziękuję" padały tylko z przyzwoitości.

Po trzecie: czasami zdarzają się spięcia różnego rodzaju. Inaczej odbiera się to w formie przyjaźni, inaczej w formie zwykłej wiadomości. W formie przyjaźni prawdopodobnie dręczyłoby mnie dlaczego do tego doszło. W formie znajomości. Trudno. Stało się i tyle. A że nie mam tendecnji do gniewania się, to jeżeli po takim spięciu ktoś wykazuje chęć pogodzenia się - nie ma z tym najmniejszego problemu. Jeżeli ktoś mnie szanuje, ja staram się go szanować jeszcze bardziej.

Cóż... Taki już jestem. Mam nadzieję, że gdy wreszcie komuś zaufam stanę się bardziej ludzki.

Re: Przyjaźń...

: 06 cze 2012, 1:43
autor: kukurumba
Co prawda od czasu do czasu napisze do mnie jakiś znajomy czy znajoma z jakimś problemem, głównie podkreślając to słowami, że można mi wszystko powiedzieć a i tak się nikt poza mną o tym nie dowie. Próbuję napisać mniej więcej co ja o tym myślę i jak mniej więcej postąpiłbym. W rzeczywistości jednak nie wiem czy komuś pomogłem, czy słowa "dziękuję" padały tylko z przyzwoitości.
Jak dla mnie to nawet jeśli nie pomożesz to słowa "dziękuję" nie padają z przyzwoitości, a raczej z wdzięczności, że poświęciłeś chwilę czasu i starałeś się. Moim zdaniem czasem nie liczy się efekt końcowy a po prostu sama chęć i poczucie, że ktoś cię duchowo wspiera. :)
Po trzecie: czasami zdarzają się spięcia różnego rodzaju. Inaczej odbiera się to w formie przyjaźni, inaczej w formie zwykłej wiadomości. W formie przyjaźni prawdopodobnie dręczyłoby mnie dlaczego do tego doszło. W formie znajomości. Trudno. Stało się i tyle. A że nie mam tendecnji do gniewania się, to jeżeli po takim spięciu ktoś wykazuje chęć pogodzenia się - nie ma z tym najmniejszego problemu. Jeżeli ktoś mnie szanuje, ja staram się go szanować jeszcze bardziej.
Ostatnio miałam ogromne spięcie z moją chyba-przyjaciółką. Nadwyrężyła moje zaufanie do niej, potraktowała mnie po świńsku, nadal nie rozumiem jej zachowania (ach, ta kobieca logika :x ), czułam się okropnie, nie przespałam parę nocy, ale wyjaśniłyśmy sobie wszystko, więc jeśli nie masz problemu z wybaczaniem to myślę, że dla wielu wspólnych wspaniałych chwil warto czasem odcierpieć swoje. ;)

Re: Przyjaźń...

: 06 cze 2012, 18:51
autor: Wroblaka
arvendanci pisze:Tylko po pierwsze: nie potrafię zaufać. Wykształcił się u mnie taki pogląd, że w życiu będę mógł zaufać tylko jednej osobie - myślę, że każdy wie o co chodzi. Próbowałem niejednokrotnie do tej pory, kończyło się zawodem. Utrzymuję dystans.
I ja tak mam. Nigdy nie zaufam do końca, a zdaje mi się, że to przyniosłoby sporą ulgę-móc dzielić się z kimś każdym problemem.
Jeśli chodzi o samą przyjaźń: nie trzeba do niej totalnego zaufania. Moim zdaniem wystarczy tylko (lub aż) szczerość. Powodzenie przyjaźni zależy też chyba od stopnia podobieństwa potencjalnego kandydata do nas samych.:) Wiadomo-najbardziej kochamy samych siebie. :twisted:
Czasami mam wrażenie,że istnieje gdzieś człowiek, który jest moją odbitką: jedyny, który mógłby zostać prawdziwym przyjacielem. Ale zaraz dochodzę do wniosku, że tu na ziemi go nie ma. :(
Mimo wszystko przyjaciółki mam właściwie dwie, też introwertki. Nie dopuszczam ich jednak ani do połowy mojego wewnętrznego świata. Myślę, że my już tak musimy, zachować sporo dla siebie.

Re: Przyjaźń...

: 06 cze 2012, 19:14
autor: Akolita
Ufam nie jednej, nie dwóm, a nawet i więcej niż trzem osobom. Jeśli się zawiodę - cóż, będzie bolało, nie pierwszy raz i nie ostatni. Jeśli się nie zawiodę... póki jeszcze się nie zawiodłam, mogę mówić, że posiadam ogromny skarb. Nigdzie nie jest powiedziane, że na pewno go stracę, ale nigdy bym go nie posiadła, gdybym nie zaufała.

Re: Przyjaźń...

: 06 cze 2012, 20:03
autor: Wroblaka
Szczęśliwiec z Akolity. Ja zawiodłam się po raz pierwszy już w.. yyy... nauczaniu początkowym. Samo zaufanie może być też różnie pojmowane. Wiem, że przyjaciel NN nie skrzywdzi mnie, przynajmniej mam taką nadzieję. Ale gdybym wpadała w przepaść i miała do wyboru chwycić dłoń przyjaciela NN albo korzeń drzewa, wybrałabym korzeń.

Re: Przyjaźń...

: 06 cze 2012, 20:57
autor: Akolita
Wroblaka pisze:Szczęśliwiec z Akolity. Ja zawiodłam się po raz pierwszy już w.. yyy... nauczaniu początkowym.
Dlaczego szczęśliwiec? Nie spotkało mnie w życiu nic lepszego, niż każdego z Was. Również wiele razy się zawiodłam i płakałam z powodu drugiego człowieka. Moje szczęście polega na tym, że wciąż ufam, ale na to stać każdego, jeśli ma odwagę znów spróbować.
Och, żeby nie zrozumieć mnie źle - też doświadczyłam wielu brzydkich zawodów, włączając w to zdradę partnera :roll: (tzn partner zdradził mnie :P ), ale wciąż stać mnie na zaufanie i myślę, że będzie mnie stać nadal, nawet jeśli po drodze zawiodę się jeszcze kilka razy. Ludzie są bardzo różni, wśród nich zdarzają się prawdziwe skarby. Jeśli sto osób zdradzi, to nie znaczy, że sto pierwsza zrobi tak samo, ale trzeba dać jej szansę. :)

Re: Przyjaźń...

: 06 cze 2012, 23:57
autor: maggie
Akolita pisze: Jeśli sto osób zdradzi, to nie znaczy, że sto pierwsza zrobi tak samo, ale trzeba dać jej szansę. :)
Dobrze prawisz :D

Co do przyjaźni to niby miałam dwie 'przyjaciółki'. Jedna nie raz nadużyła mojego zaufania, wygadała się, podniosła ciśnienie krwi do maximum i po 2 latach uznałam, że jednak zbyt długo byłam naiwniakiem.. natomiast z drugą znam się od 8 lat owszem bywają sprzeczki, ale to pierwsza osoba, z którą nadaję na taki samych falach. Jeden główny problem był taki, że ona jest ekstrawertykiem, ale i to można pogodzić :)

Re: Przyjaźń...

: 07 cze 2012, 8:41
autor: Akolita
maggie pisze:Jeden główny problem był taki, że ona jest ekstrawertykiem, ale i to można pogodzić :)
Moja przyjaciółka też jest ekstrawertykiem z gigantycznymi nadwyżkami energii i spontaniczności. :roll: To bywa męczące, ale z drugiej strony - ja z kolei bywam nudna. :roll:

Re: Przyjaźń...

: 07 cze 2012, 11:21
autor: kukurumba
Akolita pisze:
Wroblaka pisze:Szczęśliwiec z Akolity. Ja zawiodłam się po raz pierwszy już w.. yyy... nauczaniu początkowym.
Dlaczego szczęśliwiec? Nie spotkało mnie w życiu nic lepszego, niż każdego z Was. Również wiele razy się zawiodłam i płakałam z powodu drugiego człowieka. Moje szczęście polega na tym, że wciąż ufam, ale na to stać każdego, jeśli ma odwagę znów spróbować.
Och, żeby nie zrozumieć mnie źle - też doświadczyłam wielu brzydkich zawodów, włączając w to zdradę partnera :roll: (tzn partner zdradził mnie :P ), ale wciąż stać mnie na zaufanie i myślę, że będzie mnie stać nadal, nawet jeśli po drodze zawiodę się jeszcze kilka razy. Ludzie są bardzo różni, wśród nich zdarzają się prawdziwe skarby. Jeśli sto osób zdradzi, to nie znaczy, że sto pierwsza zrobi tak samo, ale trzeba dać jej szansę. :)
^^ Piękne słowa :) Dokładnie. Ja byłam przez kilkanaście lat okłamywana nawet przez własnych rodziców, nie powiedziałabym, że to przyjemne uczucie dowiedzieć się, że nawet rodzina nie może być z tobą całkowicie szczera. Tym bardziej, że ta informacja nie wyszła od nich, a ode mnie: biłam się z myślami dosłownie przez rok. Ale z perspektywy czasu nie przeszkadza mi to by ich kochać i wierzyć w resztę ludzi. :) Wszystko zależy od pracy nad samym sobą i próby zrozumienia drugiej strony, mimo, że czasem graniczy to niestety z cudem… :(
Wroblaka pisze:Ale gdybym wpadała w przepaść i miała do wyboru chwycić dłoń przyjaciela NN albo korzeń drzewa, wybrałabym korzeń.
Wroblaka, korzeń może być spróchniały ;)

Re: Przyjaźń...

: 07 cze 2012, 15:42
autor: Wroblaka
Wroblaka, korzeń może być spróchniały ;)
Wzięłam to pod uwagę. :) Człowiek może być słaby.

Re: Przyjaźń...

: 07 cze 2012, 18:28
autor: kukurumba
A stres może obudzić w nim Pudziana :twisted:

Re: Przyjaźń...

: 07 cze 2012, 19:26
autor: arvendanci
Byle nie Najmana :P