Strona 6 z 20

Re: Związki - ogólnie

: 23 sie 2010, 23:20
autor: Piorun23
A'propo odchyłow - ja też tak twierdziłem, jak się okazało - błędnie
Tak ze na prawdę nic nie wiadomo :wink:

Re: Związki - ogólnie

: 27 sie 2010, 9:45
autor: sam1984
nikya pisze:
Agata pisze:A samotność mi nie przeszkadza, szukam jej całymi dniami.
Mi nie chodziło o samotność w sensie spędzania czasu bez nikogo, bo to też lubię - jak chyba każdy introwertyk ;). Chodziło mi o samotność jako brak drugiej osoby, o - choć może to tragicznie zabrzmi ;) - bycie samemu na tym świecie. Zawsze można szukać przyjaźni, ale ja przestałam wierzyć w przyjaźń, więc zostaje związek natury romantycznej ;).
Warto wierzyć w przyjaźń, to jedyna ludzka idea, w którą tak na prawdę jeszcze wierzę, bo myślę, że jej doświadczam (pomimo, że jak każdy też miałem fatalne doświadczenia i to całkiem niedawno). A w tzw. miłości nie widzę nic więcej niż przyjaźń plus pożądanie - tak, to też jest cudowne:)

W prawdziwym związku nigdy nie byłem, choć parę razy było blisko, przynajmniej raz bardzo mi zależało - było to na etapie dziwnego niedookreślonego czegoś (z pewnością coś więcej niż zwykła znajomość), ale wiedziałem, że mentalnie do siebie nie pasujemy na co dzień (choć wtedy jeszcze nie znałem pojęć ekstra- i intro-, i nie akceptowałem siebie) - i ona też to przeczuwała. Trudno. W związku oczywiście chciałbym być, ale nie wyobrażam go sobie bez prywatności, ze niewyrozumiałą ekstra...

Re: Związki - ogólnie

: 27 sie 2010, 15:21
autor: Agata
Zapomniałam odpisać.
nikya pisze:Mi nie chodziło o samotność w sensie spędzania czasu bez nikogo, bo to też lubię - jak chyba każdy introwertyk ;). Chodziło mi o samotność jako brak drugiej osoby, o - choć może to tragicznie zabrzmi ;) - bycie samemu na tym świecie. Zawsze można szukać przyjaźni, ale ja przestałam wierzyć w przyjaźń, więc zostaje związek natury romantycznej ;).
Przyjaźń zniosę. Bezpieczny dystans (psychiczny), nikt nie wymaga ode mnie więcej niż chcę dać sama.
Przy przechodzeniu w głębszą relację zaczyna się robić... tłoczno? Wiem, że musiałabym dostosować się do tej drugiej osoby (tak, tak, to działa w obie strony), przejąć część jej nawyków i udostępnić swoje, a to jest trochę przerażające. Takie stopniowe rzucanie światu na pożarcie kawałków mnie (od ulubionej czekolady do poglądów na temat życia i śmierci). Koniec niezależności.
Związek oparty na prawdzie i zaufaniu, a innego układu sobie nie wyobrażam to: "Ja" przemielone na "My".
Przynajmniej takie są moje dotychczasowe doświadczenia.

Re: Związki - ogólnie

: 27 sie 2010, 15:59
autor: nikya
sam1984 pisze:Warto wierzyć w przyjaźń, to jedyna ludzka idea, w którą tak na prawdę jeszcze wierzę, bo myślę, że jej doświadczam (pomimo, że jak każdy też miałem fatalne doświadczenia i to całkiem niedawno).
Ja właśnie nie doświadczam i nie doświadczyłam nigdy, w tym może być problem. Poza tym zauważyłam, że wszyscy moi znajomi, którzy mają prawdziwych przyjaciół, są ekstrawertykami, zaś introwertycy albo mają przyjaciół toksycznych, albo mają za sobą złe doświadczenia - zawiedli się na osobie, którą uważali za przyjaciela. Zatem z moich obserwacji wynika, że jako introwertyk nie mam większych szans na przyjaźń ;). Pozostaje mi wierzyć w inne relacje, w tzw. miłość, jak to określiłeś, choć z drugiej strony bywam straszną realistką i tak naprawdę mogłabym się podpisać pod słowami Agaty:
Agata pisze:W związku nigdy nie byłam i prawdopodobnie nigdy nie będę, co wynika z mojego charakteru.
;)

Re: Związki - ogólnie

: 29 sie 2010, 0:43
autor: śnieżka
Przez 23 lata życia zdążyłam siebie poznać i wiem, że nie jestem zdolna do 'burzliwych miłości i wielkich namiętności'. Czasem zastanawiam się dlaczego moje serducho do tej pory nie zabiło mocniej w obecności żadnego człowieka i mam wrażenie, że to JA SAMA nigdy nie pozwoliłam sobie się zakochać.

A w jakim związku mogłabym być? Chyba w takim opartym w 50% na miłości i w 50% na przyjaźni, bliskości i zaufaniu. Nie sądzę, abym dusiła się w takim układzie, nie obawiam się też ograniczenia wolności. Z racji natury zawsze mam w głowie przestrzeń 'tylko dla siebie', która sprawia, że czuję się bezpiecznie.


Odnośnie przyjaźni (16-letni staż :)), to nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek czuła, że moja wolność jest ograniczana. Czasami moja dzikość, potrzeba samotności i alienowanie się stają się przedmiotem żartów i tyle. Sama się z tego śmieje zresztą:) Mam świadomość, że trafiłam na świetne osoby. Bo przecież to nie jest tylko tak, że ciężko jest być introwertykiem - równie ciężko jest być Z introwertykiem.

Re: Związki - ogólnie

: 01 wrz 2010, 14:37
autor: Inno
Piorun23 pisze:W sumie od zawsze stawiałem na sobie krechę i twierdziłem że jestem osobą absolutnie antyzwiązkową.
I tak było dopóki w zeszłym roku nie zostałem znaleziony, wywabiony z mojego mentalnego bunkra i ostrożnie oswojony. :D
Haha, a jednak. :D
RobX pisze:Nadmiernie towarzyscy i rozrywkowi ekstrawertycy/ekstrawertyczki ciągle szukają nowych wrażeń i wyzwań, więc szybko znudzają się wciąż tym samym partnerem/partnerką.
Ekstrawertycy mają więc sporą i wręcz automatyczną skłonność do niestałości w uczuciach i do zdrady, bo te cechy są po prostu wpisane w ich osobowość i temperament.
Coś w tym jest. Ja, niestety, jestem w związku na odległość, ale z moim chłopakiem (introwertykiem) nie musimy panikować, że się zdradzimy, jak ta druga osoba wyjedzie do siebie. A tego lęku (często uzasadnionego) jest pełno w związkach (mniej lub bardziej na odległość) ekstrawertyków. I bardzo często się rozpadają po krótkim czasie. Nie, że introwertycy nie zdradzają, ale całkiem możliwe, że rzadziej.

Re: Związki - ogólnie

: 28 wrz 2010, 21:34
autor: higsa
Agata pisze:musiałabym dostosować się do tej drugiej osoby (tak, tak, to działa w obie strony), przejąć część jej nawyków i udostępnić swoje, a to jest trochę przerażające.
Agata pisze:Koniec niezależności.
Agata pisze:Poza tym wątpię czy na tym świecie istnieje człowiek będący w stanie przetrwać (nie wspominając nawet o akceptacji) moje odchyły i nie oczekujący zbyt wiele w zamian.
śnieżka pisze:że nie jestem zdolna do 'burzliwych miłości i wielkich namiętności'. Czasem zastanawiam się dlaczego moje serducho do tej pory nie zabiło mocniej w obecności żadnego człowieka i mam wrażenie, że to JA SAMA nigdy nie pozwoliłam sobie się zakochać.
milka0507 pisze:Też do niedawna myślałam,że chciałabym być w związku,ale doszłam jednak do wniosku, że to nie dla mnie.
Otóż to Drogie Koleżanki, a może to jakiś gen singlosamotności, albo nieparowalności? ;>
[Wybaczcie ten zlepek cytatów, ale wybrałam te najbardziej charakterystyczne] :wink:

Re: Związki - ogólnie

: 28 wrz 2010, 22:54
autor: Agata
hiksa pisze:Otóż to Drogie Koleżanki, a może to jakiś gen singlosamotności, albo nieparowalności? ;>
To by była nawet fajna rzecz na dopytujące się o chłopaka ciotki :twisted:.
Mam gen singlowatości :mrgreen:

Re: Związki - ogólnie

: 28 wrz 2010, 23:09
autor: MetalMan
Agata pisze: To by była nawet fajna rzecz na dopytujące się o chłopaka ciotki :twisted:.
Mam gen singlowatości :mrgreen:
Ja myślę, że dużo ludzi ma w sobie gen singlowatości.... dopóki się naprawdę nie zakocha, czego wam życzę :wink:

Re: Związki - ogólnie

: 29 wrz 2010, 12:35
autor: Padre
Inno pisze:
RobX pisze:Nadmiernie towarzyscy i rozrywkowi ekstrawertycy/ekstrawertyczki ciągle szukają nowych wrażeń i wyzwań, więc szybko znudzają się wciąż tym samym partnerem/partnerką.
Ekstrawertycy mają więc sporą i wręcz automatyczną skłonność do niestałości w uczuciach i do zdrady, bo te cechy są po prostu wpisane w ich osobowość i temperament.
Coś w tym jest. Ja, niestety, jestem w związku na odległość, ale z moim chłopakiem (introwertykiem) nie musimy panikować, że się zdradzimy, jak ta druga osoba wyjedzie do siebie. A tego lęku (często uzasadnionego) jest pełno w związkach (mniej lub bardziej na odległość) ekstrawertyków. I bardzo często się rozpadają po krótkim czasie. Nie, że introwertycy nie zdradzają, ale całkiem możliwe, że rzadziej.
O to to to. Moge sie jedynie pod tym podpisac wszystkiema recamy i nogamy. Moje dotychczasowe zwiazki na odleglosc (z ekstrawertyczkami) rozlecialy sie, ostatni wrecz z hukiem. Moze to niesprawiedliwe uogolnianie, ale podpisuje sie tez pod tym co mowi RobX. Jak dotad kilkakrotnie zdarzylo mi sie byc strona zdradzana, nigdy zdradzajaca.

Re: Związki - ogólnie

: 29 wrz 2010, 22:36
autor: nikya
śnieżka pisze:Przez 23 lata życia zdążyłam siebie poznać i wiem, że nie jestem zdolna do 'burzliwych miłości i wielkich namiętności'.
Nawiązując do ostatnich słów (ale nie sensu całej Twojej wypowiedzi) to muszę powiedzieć, że zastanawia mnie, dlaczego uważa się powszechnie, że jak dwoje ludzi jest zakochanych, to muszą być między nimi wielkie burzliwe emocje, porywy namiętności, szaleństwa i inne tego typu rzeczy. Czy wszyscy tak mają? Czy w związku introwertyków też tak jest? ;) Ja na pewno jestem w stanie się zakochać i przy tym dużo odczuwać, ale nigdy nie zdarzyło się, żebym robiła rzeczy naprawdę szalone czy wręcz głupie. Kiedyś na jakimś forum (które z założenia miało być ogólne, a okazało się babskie) wkurzałam się czytając rozmowy, gdzie młoda dziewczyna pisała, podobnie jak śnieżka, że nie wyobraża sobie siebie jako osoby odurzonej miłością, a jej ideałem jest raczej związek oparty na przyjaźni, zaufaniu, związek spokojny. Inne użytkowniczki jej odpisywały, że teraz to może sobie teoretyzować, ale gdy się zakocha, to automatycznie przestanie myśleć racjonalnie. Jako że pragnienie spokojnego związku kojarzy mi się raczej z osobami introwertycznymi, to chętnie bym poznała punkt widzenia osób, które w związku były (o ile to nie jest zbyt osobiste pytanie) - czy początki znajomości to była ta "burzliwa miłość i wielka namiętność" i całkowity brak racjonalnego myślenia? Czy spokojny związek to tylko teoria, która nijak się ma do praktyki?

Re: Związki - ogólnie

: 30 wrz 2010, 1:11
autor: Inno
nikya pisze:Jako że pragnienie spokojnego związku kojarzy mi się raczej z osobami introwertycznymi, to chętnie bym poznała punkt widzenia osób, które w związku były (o ile to nie jest zbyt osobiste pytanie) - czy początki znajomości to była ta "burzliwa miłość i wielka namiętność" i całkowity brak racjonalnego myślenia? Czy spokojny związek to tylko teoria, która nijak się ma do praktyki?
Ja się nawet swego czasu zastanawiałam, czy aby na pewno jestem zakochana, skoro tych motyli w brzuchu nie umiałam zdefiniować i i się u siebie doszukać, nie byłam pogrążona wyłącznie w myślach o ukochanym obiekcie w stylu: "Dalszym objawem zakochania jest obsesyjne rozmyślanie o ukochanej osobie - do „natręctwa myśli” włącznie. Nie pozwala to myśleć o nauce, pracy, codziennych obowiązkach. Przez zakochanych przebiega strumień intensywnych emocji, wywołując reakcje wegetatywne (jedni chcą skakać, inni bledną, pocą się, przyśpieszają oddech, odczuwają zawroty głowy, skurcze żołądka, w sercu żar, innym drżą kolana). Przeżywają taką euforię, że trudno im jeść i spać. " i ogólnie jakoś tak normalnie i przytomnie się czułam/czuję.

Było i jest to coś raczej w stylu spokojnej pewności, że cholernie szczęśliwie trafiłam i świetnie wybrałam. Choć oczywiście nie byłabym sobą, nie zadręczając się myślami, co może pójść nie tak i z jakiego powodu i wątpliwościami, jak dzieje się coś nie do końca tak, jak sądzę, że powinno.

Z tych takich reakcji widocznych na zewnątrz, to uśmiecham się, jak o nim myślę i się robię taka rozmarzona wtedy, a na wyobrażenie, że stało mu się coś złego i cierpi, mam momentalnie łzy w oczach. Mimo świadomości jego wad, tego, że jakie mogą mieć konsekwencje w przyszłości i że będą mnie kiedyś mocno wkurzały, choć na razie czuję raczej rozczulenie ( :P ), uważam go za doskonałą istotę stworzoną przez Wszechświat posiadającą takie zalety, że mnie ścina z nóg z zachwytu (fakt, że te zalety są z dużą korzyścią dla mnie nie jest tu pewnie bez znaczenia :P ). Chyba go trochę idealizuję. 8) Ale pioruny, różowe mgły i teatralne porywy emocji się mnie nie imały i chyba bym tego nie chciała. To się wydaje takie męczące przede wszystkim.

Re: Związki - ogólnie

: 30 wrz 2010, 9:47
autor: Padre
nikya pisze: Jako że pragnienie spokojnego związku kojarzy mi się raczej z osobami introwertycznymi, to chętnie bym poznała punkt widzenia osób, które w związku były (o ile to nie jest zbyt osobiste pytanie) - czy początki znajomości to była ta "burzliwa miłość i wielka namiętność" i całkowity brak racjonalnego myślenia? Czy spokojny związek to tylko teoria, która nijak się ma do praktyki?
Brak racjonalnego myslenia jak najbardziej, chociaz u takiego logicznego automata jak nizej podpisany objawialo sie to raczej idealizacja drugiej strony. No i staly haj endorfinowy jest przyjemny ;-)
Nie bylo zadnych burz, bylo za to postepujace uczucie dobrego dopasowania i bezpieczenstwa. Reszte doskonale opisala Ci Inno.

Re: Związki - ogólnie

: 30 wrz 2010, 15:03
autor: Scania
Mam 18 lat i jeszcze nie byłam w prawdziwym związku, nawet sobie tego nie wyobrażam. Nigdy nie byłam zakochana (tylko kilka razy zauroczona) i nie czuję jakoś potrzeby, żeby kogoś mieć. Jak to by miało wyglądać? Związek z kimś kojarzy mi się z ciągłym zakłócaniem mojego świętego spokoju ;)
Mój znajomy ekstrawertyk stwierdził, że nie wytrzymałby z taką kobietą :D a ja wątpię, czy KTOKOLWIEK by wytrzymał.

Re: Związki - ogólnie

: 30 wrz 2010, 16:33
autor: nikya
Inno pisze:Ja się nawet swego czasu zastanawiałam, czy aby na pewno jestem zakochana, skoro tych motyli w brzuchu nie umiałam zdefiniować i i się u siebie doszukać, nie byłam pogrążona wyłącznie w myślach o ukochanym obiekcie (...) i ogólnie jakoś tak normalnie i przytomnie się czułam/czuję.
Uff, to dobrze wiedzieć, że może obejść się bez publicznych kłótni, strzelania fochów w celu sprawdzenia, czy drugiej stronie zależy, przesadnych huśtawek emocjonalnych, burzliwych rozstań i powrotów oraz innych rzeczy, które tłumaczy się "zdrowymi i normalnymi emocjami w związku". W innym wypadku mogłabym stwierdzić, że jestem zbyt wrażliwa, by się w jakikolwiek pakować, po samej próbie wyobrażenia siebie w takiej sytuacji czuję się zmęczona ;).
Dziękuję Tobie i Padre za odpowiedź.