Brak znajomych i przyjaciół. Dwie płaszczyzny samotności.

W tym miejscu dyskutujemy o zjawisku introwertyzmu, o tym, jak wpłynął on na nasze życie, jakie są wady i zalety bycia introwertykiem.
Awatar użytkownika
NeverSatisfied
Wtajemniczony
Posty: 6
Rejestracja: 11 sie 2017, 22:42
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
MBTI: INFJ-t
Lokalizacja: Rzeszów

Brak znajomych i przyjaciół. Dwie płaszczyzny samotności.

Post autor: NeverSatisfied » 30 kwie 2018, 11:12

Od dłuższego czasu zastanawiam się czy tylko ja tak mam. Jestem skrajnym samotnikiem, ale na pewno daleko mi do jakiejś aspołeczności. Przechodziłem w swoim burzliwym życiu różne etapy, w których w mniejszym bądź większym stopniu próbowałem przystosować się do otoczenia. Dla przełamania swoich wewnętrznych barier, świadomie wchodziłem w największe tłumy. Miałem jakieś tam swoje grono ludzi w tym najlepszego kumpla, z którym znałem się praktycznie od przedszkola. Wtedy jeszcze nikt głośno nie mówił o jakiejś introwersji, internet dopiero raczkował, wiec jeśli różniłeś się za bardzo od innych, to siłą rzeczy coś musiało by z Tobą nie tak. Z biegiem lat nauczyłem się jednak odwagi do bycia sobą i życia według własnej wizji.
Nie mam żadnych znajomych i przyjaciół, ale nie dlatego, że jestem tak beznadziejny i nikt mnie nie lubi, tylko z własnego nieprzymuszonego wyboru. Nie czuje takiej potrzeby, chęci i szkoda mi czasu na takie relacje. Jestem w swoim żywiole kiedy mam całe mieszkanie tylko dla siebie, pracuje sam itp.. Mimo to od zawsze marzyłem o jakimś zakochaniu, by przez to życie iść z drugą osobą. Czasami czuje się samotny, tęsknotę za tą bratnia duszą, z którą mógłbym kolekcjonować tak wiele wspaniałych wspomnień i mam wrażenie jakby to życie przeciekało mi przez palce.

U mnie są chyba dwie płaszczyzny samotności. Jedna dotyczy wszystkich ludzi, obcowania i integracji z nimi. Potrzeba by czasem się tak na luzie spotkać, pogadać. Chyba mógłbym zaliczyć do niej też jakieś relacje i więzi rodzinne. Pod tym względem jestem chyba kosmitą, bo ta samotność mi odpowiada, wręcz uwielbiam ją. Mam sporo czasu tylko dla siebie, który mogę w mniej lub bardziej produktywny sposób spożytkować. Druga płaszczyzna dotyczy jednej konkretnej osoby, znalezienia partnerki życiowej, miłości. Tutaj dla odmiany ta płaszczyzna jest dla mnie prawdziwym utrapieniem.
Z takim podejściem jest cholernie trudno by mogło się coś w tym temacie udać. Bo po pierwsze, niewiele osób szuka w taki bezpośredni sposób kogoś do związku. Wolą spotykać się i poznawać na luzie, bez żadnych oczekiwań. Po drugie kiedy opowiadam im, że nie mam żadnych znajomych, to automatycznie robią dwa kroki w tył.
Wkurza mnie ograniczenie i stereotypowe myślenie ludzi. Pewnie zakładają, że nie mam po kolei w głowie, że jestem jakimś desperatem. A nawet gdyby to nie stanowiło problemu, to nie da się z kimś takim stworzyć udanego związku, bo osaczy i będzie chciał mieć kogoś na wyłączność itp.
Nie rozumiem dlaczego to takie dziwne, że szukam kogoś na poważnie. To wcale nie oznacza, że zadowolę się każdą kobietą, która szuka tego samego: ). Albo, że głównym celem tego wszystkiego jest to, by nie być tylko samemu. Czasami mam wrażenie, że ludzie głównie z tego powodu dobierają się w pary. Musi być przecież jakieś pokrewieństwo dusz, uczucie, chemia i tego w żaden sposób nie da się zaplanować. Ale czy to takie dziwne, że jeśli wiadomo, że nic z tego nie będzie to wole od razu zrezygnować, albo jeśli druga strona nie jest zainteresowana bądź w późniejszym czasie straci to zainteresowanie, to chce być o tym poinformowany?.
Najgorsze jest to, że jedna płaszczyzna samotności ogranicza i wpływa na drugą tworząc jakieś błędne koło. Bo gdyby nie ta pierwsza, to bez problemu znalazłbym ta właściwą osobę, a gdyby nie ta druga, to mógłbym już dawno dać sobie spokój z ludźmi i na innych płaszczyznach odnaleźć szczęście i spełnienie.
Ciekawy jestem czy na tym forum znajdzie się choć jedna osoba, która ma podobnie: )

Awatar użytkownika
Nuna
Introrodek
Posty: 20
Rejestracja: 09 gru 2017, 10:54
Płeć: kobieta
Enneagram: 4w5
MBTI: INFJ
Lokalizacja: Warszawa

Re: Brak znajomych i przyjaciół. Dwie płaszczyzny samotności.

Post autor: Nuna » 30 kwie 2018, 18:54

Ja chyba miałam podobnie (zmieniło mi się po studiach).
Wcześniej nie doceniałam znajomości koleżeńskich. Człowiek w szkole i na studiach poznaje tak dużo ludzi, że siłą rzeczy z kimś tam zawsze można było się zaprzyjaźnić, ale nigdy świadomie nie byłam wdzięczna za te relacje, nie dbałam o nie, rzadko wykazywałam inicjatywę i przez myśl mi nie przeszło jak bardzo cenne są te znajomości z młodości i jak ciężko jest je odbudować, jeśli się rozluźnią.
Nie czułam, żeby mi zależało na jakichś koleżankach czy kolegach, ale odczuwałam potrzebę znalezienia swojej drugiej połówki, kogoś, z kim można iść przez życie i wiele razy myślałam sobie, że mogłabym z tą ukochaną osobą zamieszkać na bezludnej wyspie i żadni inni ludzie by mi nie byli potrzebni do szczęścia ;) Doświadczenie weryfikuje jednak światopogląd ;)

Tak jak napisałeś - brak znajomych utrudnia znalezienie partnera/partnerki, w tej sytuacji chyba najlepszym rozwiązaniem są portale randkowe. Idealnie byłoby gdyby 2 osoby w związku miały takie samo podejście i poza związkiem nie potrzebowały innych ludzi, ale to jest niestety kolejny stopień trudności.

Awatar użytkownika
Alphekka
Intronek
Posty: 36
Rejestracja: 22 kwie 2018, 22:34
Płeć: kobieta
Enneagram: 5w4
MBTI: INFJ
Lokalizacja: Ziemia

Re: Brak znajomych i przyjaciół. Dwie płaszczyzny samotności.

Post autor: Alphekka » 30 kwie 2018, 19:21

NeverSatisfied pisze:
30 kwie 2018, 11:12
Od dłuższego czasu zastanawiam się czy tylko ja tak mam. Jestem skrajnym samotnikiem, ale na pewno daleko mi do jakiejś aspołeczności.
Kiedyś usłyszałam w radiu wywiad z polarniczką Małgorzatą Wojtaczką. Zparafrazuję, bo nie pamiętam słowo w słowo:
dziennikarz: A dlaczego Pani wybrała się na ten biegun?
ona: A bo tam ludzi nie ma. Ja chciałam być sama [...]
Ja też tak mam i jest jeszcze na pewno wielu podobnych ludzi. :D
NeverSatisfied pisze:
30 kwie 2018, 11:12
Nie mam żadnych znajomych i przyjaciół, ale nie dlatego, że jestem tak beznadziejny i nikt mnie nie lubi, tylko z własnego nieprzymuszonego wyboru. Mimo to od zawsze marzyłem o jakimś zakochaniu, by przez to życie iść z drugą osobą. Czasami czuje się samotny, tęsknotę za tą bratnia duszą, z którą mógłbym kolekcjonować tak wiele wspaniałych wspomnień i mam wrażenie jakby to życie przeciekało mi przez palce.
U mnie są chyba dwie płaszczyzny samotności. Jedna dotyczy wszystkich ludzi, obcowania i integracji z nimi. Potrzeba by czasem się tak na luzie spotkać, pogadać. Chyba mógłbym zaliczyć do niej też jakieś relacje i więzi rodzinne. Pod tym względem jestem chyba kosmitą, bo ta samotność mi odpowiada, wręcz uwielbiam ją. Mam sporo czasu tylko dla siebie, który mogę w mniej lub bardziej produktywny sposób spożytkować. Druga płaszczyzna dotyczy jednej konkretnej osoby, znalezienia partnerki życiowej, miłości. Tutaj dla odmiany ta płaszczyzna jest dla mnie prawdziwym utrapieniem.
Też byłam na takim etapie i właściwie nigdy mi to nie przeszkadzało. To był dla mnie wartościowy czas. Z tymże, ja od zawsze nosiłam w sobie przeświadczenie, że kiedyś spotkam JEGO i, że tak po prostu go rozpoznam. I tak się stało. Już po krótkiej wymianie zdań wiedziałam, że to moja druga połówka, a związek zrodził się niemal samoistnie. Trafiliśmy na siebie w pociągu i to przez totalny przypadek, bo spóźniłam się na moją pierwszą przesiadkę.
Odkąd jesteśmy razem, doświadczyłam pierwszy raz w życiu czym jest przyjaźń i zaczęłam mu trochę zazdrościć, że on ma dwójkę przyjaciół. Dlatego teraz trochę tak jakby szukam... Ale sama też nie wiem czy mi na tym aż tak bardzo zależy? Lubię samotność, a to co mówisz, o potrzebie spotkania na luzie z bliżej nieokreślonym "kimś", realizuję właśnie w bliższej i dalszej rodzinie. Inaczej w ogóle trudno by mi było z nimi spędzać czas, bo kiedy moje baterie są zużyte, to łatwo mnie wyprowadzić z równowagi i robię się nieznośna... A przecież oni niczym nie zasłużyli sobie na takie traktowanie z mojej strony.
NeverSatisfied pisze:
30 kwie 2018, 11:12
Z takim podejściem jest cholernie trudno by mogło się coś w tym temacie udać. Bo po pierwsze, niewiele osób szuka w taki bezpośredni sposób kogoś do związku. Wolą spotykać się i poznawać na luzie, bez żadnych oczekiwań. Po drugie kiedy opowiadam im, że nie mam żadnych znajomych, to automatycznie robią dwa kroki w tył.
Wkurza mnie ograniczenie i stereotypowe myślenie ludzi. Pewnie zakładają, że nie mam po kolei w głowie, że jestem jakimś desperatem. A nawet gdyby to nie stanowiło problemu, to nie da się z kimś takim stworzyć udanego związku, bo osaczy i będzie chciał mieć kogoś na wyłączność itp.
No tak, może być Ci trudno... Zależy jak to robisz. Ja nie ukrywałam, że dla mnie nie istnieje coś takiego jak niepoważny związek. Jednak nie atakowałam kogoś tekstem, który sugerowałby, że np. badam go pod kątem czy się do czegoś nadaje XD Nie tak bezpośrednio.
Nie spotkałam się też z tym, żeby kogoś odrzucał mój brak przyjaciół. Mówiłam, że lubię być sama, a poza tym nie spotkałam kogoś odpowiedniego. Co najwyżej niektórym było mnie żal, ale szybko orientowali się, że nie mam ukrytej depresji czy czegoś takiego. Myślę, że wpadasz na nie takie towarzystwo, jakiego Ci trzeba.
Jeśli chcesz bezpośredniości, to może tak jak proponuje Nuna portale randkowe byłyby w sam raz dla Ciebie?
NeverSatisfied pisze:
30 kwie 2018, 11:12
Nie rozumiem dlaczego to takie dziwne, że szukam kogoś na poważnie. To wcale nie oznacza, że zadowolę się każdą kobietą, która szuka tego samego: ). Albo, że głównym celem tego wszystkiego jest to, by nie być tylko samemu. Czasami mam wrażenie, że ludzie głównie z tego powodu dobierają się w pary.
Dla mnie zawsze szukanie kogoś na niepoważnie było i jest zwykłym egoizmem. Twoja postawa jest więc według mnie jak najbardziej wskazana i dobra! Nie myśl o sobie, że jesteś dziwakiem. To współczesne trendy są dziwaczne.
NeverSatisfied pisze:
30 kwie 2018, 11:12
Czasami mam wrażenie, że ludzie głównie z tego powodu dobierają się w pary.
Będę pesymistką. Większość par, które w życiu spotkałam, właśnie tak zrobiło :( Tragedia.
NeverSatisfied pisze:
30 kwie 2018, 11:12
Musi być przecież jakieś pokrewieństwo dusz, uczucie, chemia i tego w żaden sposób nie da się zaplanować. Ale czy to takie dziwne, że jeśli wiadomo, że nic z tego nie będzie to wole od razu zrezygnować, albo jeśli druga strona nie jest zainteresowana bądź w późniejszym czasie straci to zainteresowanie, to chce być o tym poinformowany?.
Najgorsze jest to, że jedna płaszczyzna samotności ogranicza i wpływa na drugą tworząc jakieś błędne koło. Bo gdyby nie ta pierwsza, to bez problemu znalazłbym ta właściwą osobę, a gdyby nie ta druga, to mógłbym już dawno dać sobie spokój z ludźmi i na innych płaszczyznach odnaleźć szczęście i spełnienie.
Ciekawy jestem czy na tym forum znajdzie się choć jedna osoba, która ma podobnie: )
Może dobrze, że tamte osoby się odwróciły. Pokrewna dusza by tego nie zrobiła ;)
I jedyne co mogę dodać, to znów na swoim przykładzie, że potrzeba samotności nigdy nie znika, ale jeśli spotkasz odpowiednią osobę to po pierwsze ona to zrozumie i da ci przestrzeń, a po drugie sam będziesz chciał z części tej samotności zrezygnować dobrowolnie, dla niej. Bo nagle okaże się, że są tak wspaniałe osoby, że będziesz czekał na spotkanie z nimi. I tego Ci życzę ;) Powodzenia.

Awatar użytkownika
NeverSatisfied
Wtajemniczony
Posty: 6
Rejestracja: 11 sie 2017, 22:42
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
MBTI: INFJ-t
Lokalizacja: Rzeszów

Re: Brak znajomych i przyjaciół. Dwie płaszczyzny samotności.

Post autor: NeverSatisfied » 30 kwie 2018, 21:40

To nie jest tak, że nie potrafię dostrzec żadnych korzyści czy przyjemności wynikających z przyjaźni. Kiedy miałem okazję bywać na różnych festiwalach muzycznych, gdzie można trafić na bardzo otwartych i przyjaźnie nastawionych ludzi, to nawet taka zwykła rozmowa z obcym człowiekiem dawała mi sporo do myślenia. Gdybym się postarał to może nawet mógłbym zrozumieć i przyswoić tą cała idę przyjaźni. Ale to tylko takie chwilowe zrywy i nic więcej. Ta druga płaszczyzna jest jednak zbyt silna i głównie przez nią byłbym chujowym materiałem na przyjaciela. Bo jeśli nie ma nikogo ważnego w moim życiu, to jeszcze moze jakoś potrafiłbym karmić i podtrzymywać przy życiu taką znajomość. Ale wystarczy, że zacznę się z kimś spotykać i coś się dziać na tej drugiej płaszczyźnie, to przestaje już istnieć dla całego świata. Nie mam już czasu i ochoty na innych ludzi. Oczywiście przez jakiś czas zmuszam się do tego, ale w końcu daje za wygraną. To jest dla mnie niezwykłe skąd ludzie biorą czas na te setki znajomych na fb, swoje paczki przyjaciół. Wychodzi na to, że nie mają własnego życia, zainteresowań tylko żyją dla innych: ). Bo kiedy ja muszę utrzymywać znajomość z dwoma osobami równocześnie, to bardzo szybko dochodzi do przeciążenia systemu.
I nie jest tak, że wymagam od tej drugiej osoby by była moim klonem. Nawet chyba lepiej gdyby miała sporo przyjaciół i poświęcała im trochę swojego czasu, bo wtedy mógłbym nakarmić swoją samotniczą naturę. Chociaż z drugiej strony gdyby była samotniczką, to w tym czasie karmiłaby własnego potwora i wszyscy byliby szczęśliwi: ). Problem polega na tym, że ekstrawertyczka prawdopodobnie na siłę próbowałaby wyciągnąć mnie do swoich znajomych.
Jestem już chyba weteranem portali randkowych, które stanowią moje główne narzędzie poznawania kobiet: ). Tylko im dłużej się w to bawię, to dochodzę do wniosku, że to tylko strata czasu . Jak to jest, że niektórzy rejestrują się na pierwszym lepszym portalu i już po kilku spotkaniach trafiają na tą swoją drugą polówkę?. Albo tak jak Alphekka trafiają na tą osobę przez przypadek i od razu rozpoznają. A niektórzy do usranej śmierci mogą się tylko rozczarowywać i szukać tej igły w stogu siana.
Nigdy nie byłem zakochany, ale też wydaje mi się, że bym ja od razu rozpoznał. Nie potrafię przestać jej szukać, choć wiem, że już dawno powinienem. Patrząc na to wszystko z dużo szerszej perspektywy tak naprawdę nie ma się czym przejmować, nawet jeśli do końca będę sam, to żadna nowość i mam w tym ogromna wprawę. W gorszej sytuacji będą Ci co nagle stracą to szczęście i w krótki czasie będą musieli nauczyć się tej samotności. A poza tym wierzę, że mam przed sobą jeszcze wiele żyć i prawdopodobnie moja bratnia dusza jeszcze się nie urodziła: ).
Ale gdyby istniał u mnie jakiś ranking zazdrości, to zakochane pary nigdy nie schodziłyby z podium. A będąc seryjnym mordercą, to pewnie poszłyby na pierwszy ogień: ).

Awatar użytkownika
Polan
Rozkręcony intro
Posty: 241
Rejestracja: 16 lip 2014, 11:24
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: INTJ
Lokalizacja: Warszawa

Re: Brak znajomych i przyjaciół. Dwie płaszczyzny samotności.

Post autor: Polan » 30 kwie 2018, 22:56

Mam trochę podobnie, lata powoli mijają, pierwsze siwe włosy się pojawiają, część życia już uporządkowana z mniejszym lub większym sukcesem, a tu nadal bajzel w tej strefie gdzie powinna być druga osoba i ewentualnie jacyś znajomi. I też takie wrażenie, że czas ucieka, ale przecież jak się chce z kimś resztę życia spędzić to nie wypada się śpieszyć? Z drugiej strony ślimacze tempo też wszystko zepsuć potrafi, i okazje uciekają. Bo możesz te osobę spotkać, od razu stwierdzić, że tak, to ta, a potem spieprzyć sprawę nie podejmując akcji w odpowiednim tempie (to jak z tym spotkaniem w pociągu,zależnie od trasy masz minuty max godziny na "załatwienie" sprawy). No ale nie warto tracić nadziei, mam w rodzinie wujka który coś koło 45lat miał, jak znalazł w końcu żonę. Z drugiej strony, wedle genów, 50% facetów w historii nigdy nie doczekała się potomka (można by zatem założyć że zeszli z tego świata raczej samotnie :D).

Pewnie i zainteresowania masz takie, że raczej nie wymagają wyjścia z domu i obcowania z obcymi? To i odpada taka opcja poznania obcego, sam mam z tym olbrzymi problem. Bo jak dajmy na to poznać ludzi gdy się lubi czytać i równocześnie posiadać książki? Jedyne miejsce publiczne gdzie są obcy, biblioteki, wtedy odpadają. Z filmami? Przedstawienia, filmy? W kinach, teatrach, raczej samotnych ludzi się nie spotyka, a i tak trudno tu o moment na pogadanie. Do obcowania z obcymi (i masła maślanego) potrzeba zainteresowań "ekstra" (uogólniając) niestety :?.

Portale randkowe to chyba zależnie czego szukasz, ja się spotykam raczej z opiniami, że większość z nich jest raczej nastawione na szybkie numerki, niż dłuższe znajomości. I też, to wymaga sporo samozaparcia i otwartości. Bo przecież trzeba do n osób napisać, jakoś je poznać, coś wymyślić, powiedzieć i ewentualnie przejść nad tym że albo nie odpisze, albo nic nie wypali. I przekopać się przez te wszystkie "jestem jaka jestem, napisz a się dowiesz". Znajomy niedawno próbował i właśnie odbił się na tym, że większość ludzi była albo nie pasująca (bo tez chyba chciał poważniejszych relacji), albo były to od dawna nieaktywne profile. Z drugiej strony sam jeszcze nie próbowałem, a myśl by spróbować co jakiś czas wraca.

Swoją drogą ciekaw jestem jak można połówkę w pociągu poznać. W publicznych transportach chyba nigdy nie trafiłem na sytuację gdzie bym z obcym/obcą pogadał. No może poza babciami, którym czasem torbę pomogłem pociągnąć, a które potem zaczęły opowiadać o życiu i o wnuczce samotniczce (bo taki dobry kawaler, pomaga starszym to od razu trzeba swatać). Ale to może kwestia pierwszego wrażenia :D. Zresztą to też by wymagało jakiegoś wysondowania osoby, by wiedzieć o czym pogadać, trudna sprawa, choć podziwiam.

Awatar użytkownika
NeverSatisfied
Wtajemniczony
Posty: 6
Rejestracja: 11 sie 2017, 22:42
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
MBTI: INFJ-t
Lokalizacja: Rzeszów

Re: Brak znajomych i przyjaciół. Dwie płaszczyzny samotności.

Post autor: NeverSatisfied » 30 kwie 2018, 23:31

To jest właśnie najgorsze w tych portalach randkowych, że trzeba się przekopać przez całą masę ludzi, zaczepiać nie wiedząc czy ktoś sobie tego życzy. A nawet jak ktoś Ci się fizycznie podoba i wice wersa, to przez "przepaść światów" nie jest możliwe nawet nawiązanie dialogu. A co dopiero jakieś dalsze etapy znajomości. I też mam wrażenie, że większość kobiet na tego typu portali robią łaskę, że w ogóle odpisują. Albo oczekują jakiejś małpki, która skakałaby tylko na około i zabawiała. Jeśli widzę, że komuś nawet minimalnie nie zależy, to automatycznie sam tracę zainteresowanie. A niektórym po prostu się nudzi i tak tylko by sobie z kimś popisały.
To wszystko nie jest dla mnie takie łatwe, bo wcale nie sprawia mi przyjemność poznawanie nowych ludzi. To tak jakbym przewalał tonę gnoju w poszukiwaniu jakiegoś diamentu. Gdyby jeszcze była gwarancja, ze ten diament na pewno tutaj jest, to jeszcze inaczej by to wyglądało: )
Z zaczepianiem kobiet na ulicy jest taki problem, że tak naprawdę nie ma żadnych podstaw do zaczepki. Bo niby dlatego, że ma ładną buzię?. Kilka milionów ludzi też ma ładną. Gdyby jakieś zachowanie mogło coś sugerować, to już inna sprawa. Z drugiej strony, moze ten ktoś nie chce być zaczepiany, tylko w spokoju donieść te zakupy do domu. Może być w związku. Możliwości na niekorzyść zdecydowanie jest więcej niż na korzyść.
Owszem niektóre moje zainteresowania nie wymagają wyjścia z domu, a niektóre są związane ze świeżym powietrzem i naturą. Ale dla przykładu, kiedy chce sobie pobiegać, to wybieram godziny późno wieczorne i trasę za miastem, bo nie ma tam ludzi: ).

Niemiła38

Re: Brak znajomych i przyjaciół. Dwie płaszczyzny samotności.

Post autor: Niemiła38 » 01 maja 2018, 1:47

Czytam i czytam ten portal.. i zastanawiam się nad sobą. Nad wami i całym introwertyzmem. Sama się chyba już zgubiłam bo czytając i analizując siebie wychodzi że jestem intro a raczej rośnie mi to z wiekiem. W sumie to chyba mam tez inne związki przyczynowo skutkowe jakie się posklejały na moje życie. Od zawsze byłam cicha , coś tam tworzyłam w domu zamiast chcieć być z rówieśnikami. Gdy już coś robili w ekipie to miałam problemy że tak nie wolno , tamto niebezpieczne. Zawsze czułam ze od nich odstaję bo jestem zbyt przezorna i wybiegam do przodu z konsekwencjami. W szkole też nie integrowałam się z klasą i siedziałam w kącie korytarza z muzą na uszach. Cały czas w swoim świecie. W wieku ok 18l coś mi się odpaliło , nie wiem co i zaczęłam jeździć na dyskoteki , gdzie pod osłoną nocy robiłam się odważniejsza. Alkohol też mi w tym pomagał ale nigdy nie pozwalałam sobie na utratę kontroli. Nawet piłam przezornie podczas gdy inni do trupa.Poznałam tam obecnego męża który podobał mi się i był taki jaki mi odpowiadał. Ano właśnie podczas gdy moje koleżanki zakochiwały się w facetach nie myśląc jacy są i w co się pakują. Po latach mogę powiedzieć że wybrałam partnera z głową i obecnie mam dobrze w życiu. One...nie. Tylko właśnie. Od jakiegoś czasu miałam problemy ze sobą. Dużo rzeczy mi się skumulowało,rzeczy które musiałam a nie chciałam robić w życiu bo tak trzeba. Starałam się żyć zgodnie z zasadami , z wychowaniem , religią , wartościami. Jednak im więcej tego było byłam coraz bardziej nieszczęśliwa. Zaczęłam zadawać sobie pytania czemu bycie modnie ubraną to nie mój priorytet jak koleżanek. Czemu złoszczą mnie ich plotki i nie zamykanie się. Czemu nie daję rady oglądać seriali i tv... Czemu moje zainteresowania są skrajnie od tych które mają matki polki , żony, kobiety w moim wieku...Czemu tak dużo czegoś szukałam w necie skoro tak dużo miałam. Miałam i mam męża który robi wszystko co chcę, córkę mądrą przy której nie poczułam trudu czy udręki wychowywania bo nie wiem nawet kiedy stała się moją dumą. Moja rodzina jest przy mnie szczęśliwa...tylko jakoś ja nie. O co w tym chodzi. Wywaliło mi się życie , zaczęłam kopać w necie i trafiłam tu. Dotarło do mnie po przeczytaniu stosu informacji że robiłam wszystko wbrew sobie i pod dyktando świata i standardów. Małżeństwo uważam że mam bo tak było trzeba. Dziecko... bo każdy prawie ma to by coś po sobie zostawić. uważałam że kocham męża do czasu gdy poznałam kogoś w necie , kogoś z głębią podobną mojej. Kogoś kogo tym dziwactwem swoim pociągałam , interesowałam ,chciał mnie chłonąć i mój świat. Dotarło do mnie że mój partner był wybrany gdy siebie nie znałam. Kim jestem , jaka. Wyszłam za mąż za kogoś kto mnie akceptował, kim trochę mogłam sterować z wygody. Obecnie nie potrafię już być tamtą żonką sprzed romansu i być nieświadomą i żyć jak dotychczas uważając że to to. Mam dość udawania że coś powinno jakieś być gdy tego nie czuję.Teraz miewam rożne myśli i te że gdybym wiedziała o sobie tyle co wtedy zapewne miałabym problem z wejściem z kimś w związek bo lubię być sama. W ciszy , zamknąć się w sobie. Moje myśli kierować do kogoś kto rozumie.Obecnie nie bardzo mamy o czym rozmawiać. Nie bardzo chce mi się pokazywać komuś swój świat kto go nie zrozumie. Polemika z mężem to też nie to czego ja chcę i szukam. Jestem po wywrotce w połowie życia. Oczywiście mam wyrzuty sumienia że zdradzałam ..ale za cholerę nie wiedziałam że jest coś poza tym szczęściem co czułam w domu. Teraz wiem że ktoś kto kocha , nie zakocha się w kimś innym. że istnieje pokrewieństwo dusz ale trzeba mieć fart. Trzeba mieć samoświadomość by nie robić złudzeń drugiej osobie . Ja się tak teraz czuję że łudziłam partnera że będzie nam dobrze do końca życia. Przecież zbyt się różnimy.. Nie potrafię już tak dalej . Gdy żyłam na nieświadomce było w miarę.Czasem myślę że coś specjalnie nie pozwoliło mi na samoświadomość bym coś przeżyła, miała , zbudowała. Tylko teraz to jakoś...Ogólnie ludzie tak dużo nie myślą. Nie roztrząsają życia tylko żyją.Intro inaczej. Intro kontemplują każdy dzień i czasem drobnostkę. Jak by wyciskali doznania w każdej chwili nawet z nic nie robienia. Uważam że intro mają trudniej z byciem w życiu i związkach. Mają swój świat i nie chcieliby go utracić czy komuś oddać bo to część ich.Miewam gonitwy myśli heh więc mogę być w pisaniu chaotyczna , uprzedzam. Mój dom odstaje i życie od ogółów. Odstaje od nowoczesnego designu. Emancypacji nowością i bogactewm czy nowoczesnością. Nie mam samochodu. Nie latam po shoppingach. Nie zależy mi na zerach na koncie. Nie interesują mnie promocje i świat pudelka. Nie chodzę do kin i na sylwestry. Lubię pić piwo i rozmyślać. Czasem się czuję jak dziwoląg hah. Ciężko być intro w tym świecie. Trudno jest znaleźć tą drugą połowę...ja myślałam że znalazłam...Obecnie czuję się zawieszona między wyborem chęci życia z kimś w kim tą drugą połowę widzę (i też nie do końca bo podważam to wszystko co się przytrafiło), zniszczeniem zatem tego co mam porzucenia w pewien sposób ludzi i złamania serca mężowi który mnie kocha. Tylko że , żyjesz dla siebie a nie dla innych. A zostaniem w tym co mam tylko w strachu przed podjęciem decyzji że jak nie kochasz to powinno się odejść ale czy umiem być tak totalnie sama? Nawet intro nie chcą być w życiu sami. Czuję się zawieszona. P.S. moja bratnia dusza nie jest singlem więc...W sumie jestem skazana na tułaczkę szukając uczuć i tego kogoś kto wypełni to czego szukam albo tkwienie w tym co jest tylko że właśnie.. użyłam jakiego określenia? "tkwić"...

Awatar użytkownika
NeverSatisfied
Wtajemniczony
Posty: 6
Rejestracja: 11 sie 2017, 22:42
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
MBTI: INFJ-t
Lokalizacja: Rzeszów

Re: Brak znajomych i przyjaciół. Dwie płaszczyzny samotności.

Post autor: NeverSatisfied » 01 maja 2018, 9:02

Faktycznie nieciekawa historia. U mnie akurat jest tak, że nie potrafię zbyt długo oszukiwać siebie i nawet małe wątpliwości w krótkim czasie potrafią przybrać kolosalne rozmiary. To jest chyba dobra cecha, bo nawet jakbym chciał to nie wytrzymam zbyt długo z kimś do kogo nic nie czuje. Byłem w kilku krótkich związkach, bo człowiek się łudził, że to uczucie z czasem może się urodzić. Zamiast tego pojawiały się tylko wypalenie, przybicie i zobojętnienie. To akurat dobre doświadczenie, bo po czymś takim człowiek sobie myśli, że w sumie bycie samemu nie jest takie złe. A przez jakiś czas ma nawet spokój z tą zazdrością o szczęście innych.
Poważnym problemem w znalezieniu tej bratniej duszy może być to, że nie marze o takim typowym życiu. Miałem sporo czasu na poznanie samego siebie i doskonale wiem czego i kogo chce. Mam alergie na stwierdzenie "że tak trzeba, wypada", schematy i role, w które nieświadomie bądź świadomie ludzie się pchają. Nie chce mieć nigdy dzieci i bawić się w jakąś szalona rodzinkę. I już przy tym aspekcie odpada 95% potencjalnych kandydatek. A takich spraw jest znacznie więcej. I znajdź sobie tu kogoś na całe życie: ).

Niemiła38

Re: Brak znajomych i przyjaciół. Dwie płaszczyzny samotności.

Post autor: Niemiła38 » 01 maja 2018, 11:28

Czasem myślę że coś przeżylam i miałam bo nie myślałam i się żyło. Od kiedy jestem świadoma siebie wszystko podwaźam i wątpie. Zbyt dužo myśli analizy i wniosków. To serio przeszkadza żyć ...bo trzeba po prostu chłonąć. Wiesz poczułam miłość ale wiem że uwierzyłam temu człowiekowi bo wyłączyłam ostro mýślenie i wszystkie errory w mojej głowie które mówiły mi że będę miała potem problemy. Olałam ostrzeżenia i teraz mam konsekwencje. 3 lata żyłam jak na speedzie. Tak nakręcona i szczęśliwa że niewyobrażalne ale wyłączylam myślenie i się zatraciłam. Taka cena szczęścia. Obecnie gdyby on chciał być ze mną chyba nie dałabym rady. Podważam obecnie wszystko co się wydarzyło. Gdyby zapytał czy go kocham odpalił by mi się mózg i analiza. Analiza czy ja się w tym widze czy umiem powiedzieć "kocham" i uwierzyć w co mówie. Potem myślałabym do przodu czy by polubił moje wady ? Zastanawiałabym się czy jest szczery czy tylko to przykrywka bo żałuje. Czuje się skażona myśleniem. Nie umiem juź byv tak szczęśliwa jak bylam ...a byłam bo nie rozmyślałam.

Awatar użytkownika
Alphekka
Intronek
Posty: 36
Rejestracja: 22 kwie 2018, 22:34
Płeć: kobieta
Enneagram: 5w4
MBTI: INFJ
Lokalizacja: Ziemia

Re: Brak znajomych i przyjaciół. Dwie płaszczyzny samotności.

Post autor: Alphekka » 01 maja 2018, 15:30

Polan pisze:
30 kwie 2018, 22:56
Swoją drogą ciekaw jestem jak można połówkę w pociągu poznać. W publicznych transportach chyba nigdy nie trafiłem na sytuację gdzie bym z obcym/obcą pogadał. No może poza babciami, którym czasem torbę pomogłem pociągnąć, a które potem zaczęły opowiadać o życiu i o wnuczce samotniczce (bo taki dobry kawaler, pomaga starszym to od razu trzeba swatać). Ale to może kwestia pierwszego wrażenia :D. Zresztą to też by wymagało jakiegoś wysondowania osoby, by wiedzieć o czym pogadać, trudna sprawa, choć podziwiam.
Hm... Od dziecka mam silną intuicję i nie ma co kryć ... również wiarę w Boga. To bardzo silna i konkretna pomoc... bo... bo potrafi usunąć wszelkie obawy o swoją przyszłość i nadać kierunek życiu. Z tego wynika też to, że nie zgadzam się z tym, o czym pisze Niemiała38. Nie żyjemy dla siebie, a w każdym razie nie powinniśmy... nie całkiem. Ale to moja opinia.

Nawet mi też jest trudno pojąć jak właściwie się to stało. Ja prawie nigdy nie rozmawiam z ludźmi w komunikacji miejskiej. I w ogóle z ludźmi... Technicznie rzecz biorąc, chociaż ja go pierwsza zauważyłam już kiedy dosiadał się na jednej ze stacji, to jednak zupełnie nic z tym nie zrobiłam. Pierwszy raz jechałam tą relacją i miałam przesiadkę w jeszcze jednym miejscu. Było ciemno (zima), a ja nie miałam pojęcia kiedy dokładnie będzie ta stacja, więc stałam z nosem w szybie nerwowo wypatrując czy to już czy nie. Oczywiście w pociągu żadnego komunikatu na jakich stacjach się zatrzymujemy. A on po prostu w pewnym momencie stanął obok mnie, bo też czekał na tą samą stację. On zapytał, czy ja też nie wiem gdzie wysiąść i tak się zaczęła rozmowa. Mi się podobały jego dziwne pytania, a ja zaskakiwałam go odpowiedziami... Jakoś okazało się, że fascynują nas nawzajem nasze umysły, nieprzewidywalny sposób myślenia... szybko przeszliśmy do ciekawszych tematów, bo okazało się, że oboje lubimy rozmawiać o czym innym niż przysłowiowej "dupie maryni". A czasu mieliśmy aż nadto, bo uciekła nam przesiadka i zmuszeni byliśmy czekać 2h na stacji na kolejny pociąg. Na koniec to ja wzięłam od niego kontakt, a jak sam przyznał, on nigdy by tego nie zrobił (ze względu na swoje przeżycia). I potem nasza znajomość rozwijała się przez czat. Można powiedzieć, że nasz związek zaczął się od solidnej przyjaźni (nie dzieliłam się z nim tak od razu swoimi przeczuciami i "głosami w głowie" XD ). I uważam, że to bardzo dobra droga. Nawet jeśli zauroczenie czy zakochanie kiedyś przeminie... My się po prostu bardzo lubimy.

PS: Trochę mi głupio tu teraz o tym pisać, po przeczytaniu waszych historii. Nie mogę jednak dać ani mądrej rady, ani pomocy... :( Chciałam dać nadzieję, ale chyba słabo mi to wyszło...

Niemiła38

Re: Brak znajomych i przyjaciół. Dwie płaszczyzny samotności.

Post autor: Niemiła38 » 01 maja 2018, 17:15

Póki co jestem zawieszona między obydwoma opcjami. Żyć dla siebie bo masz jedno życie czy dla innych. Niestety bywam pod silnymi wpływami innych na moje życie i opcji dostosywania się więc jakoś zatracam równowagę. Ta niestety jest najważniejsza. Powinno być trochę tego i tego. Co do bycia z kimś.. mając świadomość swoich wad i zalet co możesz dać sobą komuś a czego nie by nie unieszczęśliwić siebie jednocześnie powinno być łatwiej ale jest trudniej. Trudno kogoś sobie takiego znaleźć ktory by pasował w nasze podpunkty wymagań. Aż chyba tak się nie da trafić. Jeśli cenisz sobie swobodę w związku wystarczy znalezć kobietę z hobby. Ona chętnie zaszyje się w nim i też będziesz miał czas dla siebie. Pikuś w tym aby ona trochę fascynowała i rozumiała twoje a ty jej. To nie może was rozdzielać bo nie będzie wspólnych tematów do rozmowy. Nie będziesz znał tej strony swojej partnerki.

darknet
Intronek
Posty: 38
Rejestracja: 19 sie 2017, 10:58
Płeć: kobieta
MBTI: INTP

Re: Brak znajomych i przyjaciół. Dwie płaszczyzny samotności.

Post autor: darknet » 01 maja 2018, 22:06

A nie pomyślałeś o speed datingu? Ja akurat fanką szukania przez internet nie jestem, nie ma to jak na żywo zobaczyć człowieka i wyczuć czy są jakieś fluidy.Moja sytuacja jest nieco inna niż większości z Was. Ja do 33 roku życia byłam przekonana, że mnie mężczyźni nie kręcą, nie interesowałam się i w ogóle nie szukałam. Dopiero w wieku 33 lat zobaczyłam gościa w komunikacji miejskiej ( nie rozmawiałam z nim ) i się zakochałam pierwszy raz w chłopaku. Trwało / trwa to rok. Od tego czasu trochę żałuję, że się wcześniej nie skapnęłam, że mnie może jakiś chłopak kręcić. Wywróciło to moje mniemanie o sobie do góry nogami.Dlatego dla mnie temat facet / szukanie faceta to temat świeży, jeszcze nigdy nie prowadziłam żadnej aktywności, żeby takowego znaleźć, ale jeżeli bym miała od czegoś zacząć to albo od dowiedzenia się kim jest chłopak z komunikacji ( co już częściowo robię ) i czy mielibyśmy jakieś punkty wspólne albo właśnie od speed datingu.

tiovo
Wtajemniczony
Posty: 6
Rejestracja: 02 kwie 2018, 0:43
Płeć: mężczyzna

Re: Brak znajomych i przyjaciół. Dwie płaszczyzny samotności.

Post autor: tiovo » 13 maja 2018, 18:35

Czytam sobie w to miłe niedzielne popołudnie Wasze historie i są one naprawdę fascynujące...;) Zaintrygowało mnie to poznawanie ludzi w komunikacji miejskiej - tak się składa, że dużo podróżuję taką komunikacją, ale nie mam i nigdy nie miałem ochoty na poznawanie ludzi w ten sposób... Tutaj jednak mam wrażenie, że każdy jedzie do swojego celu podróży i nie zawraca sobie głowy robieniem zaczepek... Ja zazwyczaj w takich sytuacjach zabijam czas podróży słuchaniem muzyki na słuchawkach i grzebaniem w telefonie. Ostatnio miałem jednak taką fazę, żeby starać się patrzeć ludziom w oczy xD Haha, wiem że to brzmi dziwnie, ale nawiązywałem z każdym przypadkowym przechodniem czy pasażerem w drodze do pracy kontakt wzrokowy - oczywiście za dużo z tego nie wynikało. ;) jednak miałem wrażenie że nabieram w ten sposób pewności siebie, po jednym dniu ta faza z patrzeniem w oczy mi na szczęście przeszła ;) nikt tak nie robi po prostu...xP No, jestem intro, czasem to lubię, czasem nie i zgodzę się, że utrudnia to budowanie relacji czy związków. Ja osobiście uważam, że trudno mi skupić się na drugiej osobie i uznać jej życie za interesujące... Jestem dobrym słuchaczem, ale czasem wcale nie słucham kogoś z przyjemnością, tylko ze zwykłej grzeczności, chociaż lubię rozmawiać, jeśli trafia się okazja... Ludzie chyba to wyczuwają i pozwalają mi żyć swoim życiem...;)

Awatar użytkownika
wydra
Intronek
Posty: 37
Rejestracja: 09 mar 2017, 19:04
Płeć: kobieta
Lokalizacja: Lublin
Kontakt:

Re: Brak znajomych i przyjaciół. Dwie płaszczyzny samotności.

Post autor: wydra » 13 maja 2018, 21:17

tiovo pisze:
13 maja 2018, 18:35
Czytam sobie w to miłe niedzielne popołudnie Wasze historie i są one naprawdę fascynujące...;) Zaintrygowało mnie to poznawanie ludzi w komunikacji miejskiej - tak się składa, że dużo podróżuję taką komunikacją, ale nie mam i nigdy nie miałem ochoty na poznawanie ludzi w ten sposób...
To polecam spróbować jednak kogoś poznać w ten sposób, wychodzi na to, że się opłaca!
Ja np. byłam dziś świadkiem ciekawej rozmowy, która się rozwinęła w autobusie między staruszką a młodą parą. Oni wybierali się do Nowego Jorku, a ona tam mieszkała w przeszłości. Kto by pomyślał? Potem się okazało, że cała trójka to fani jazzu :D Koniec końców, wymienili się telefonami. Bardzo przyjemna sytuacja.
Jak pracowałam dorywczo na dworcu PKP to trochę osób do nas zagadywało z nudów, ciekawe osoby można było spotkać. Szefowa próbowała nas swatać :D Ale czasami naprawdę się okazywało, że ktoś mieszka w tej samej małej miejscowości albo że ma wspólne zainteresowania. Jak kiedyś zauważyłam na dworcu chłopaka z mieczem, to nie mogłam do niego nie zagadać :D Innym razem jechałam w przedziale z sokolnikiem i jego sokołem, coś niesamowitego. Musiałam też raz pomagać marynarzowi, który mieszkał na podkarpaciu (!) dostać się do Gdańska na swój statek. Niestety, pomóc nie mogłam, bo spóźnił się na ostatni pociąg i nic nie mogłam zrobić. Do dzisiaj nie wiem jak historia się skończyła: czy jakoś zdążył na swój statek do Norwegii, czy opóźnili dla niego wypłynięcie, czy popłynęli bez niego...
Także zachęcam, chociaż wiem, że to dla nas - introwertyków ciężkie. Dla mnie też rzadko kiedy czyjeś życie wyda się interesujące, ale kto wie, kto siedzi obok ciebie? Czasami człowiek natyka się na perełki.

Awatar użytkownika
itari
Introrodek
Posty: 18
Rejestracja: 09 maja 2018, 11:56
Płeć: mężczyzna
Enneagram: ind
MBTI: INTP-T
Lokalizacja: BB

Re: Brak znajomych i przyjaciół. Dwie płaszczyzny samotności.

Post autor: itari » 14 maja 2018, 10:34

Co prawda u mnie słabo ze znajomościami długoterminowymi, zawieranymi w podobny sposób, ale można rzeczywiście spotkać ciekawe osoby tam, gdzie tego się nie spodziewamy.

Jako, że wolę podróżować samotnie ( cóż za zaskoczenie ;) ) wybrałem się na dwie takie wycieczki. Pociągiem po Polsce na bilecie weekendowym. Podróż w przedziałach bywa czasem męcząca, ale bywają ciekawe sytuację oraz ludzie, dla których warto przeboleć ten dyskomfort :).
W ten weekend zamierzam znowu w ten sposób pojeździć, skupiając się bardziej na wschodzie Polski. Tym razem już nie sam ale także będzie ciekawie :D.

ODPOWIEDZ