Czy akceptujecie siebie?

W tym miejscu dyskutujemy o zjawisku introwertyzmu, o tym, jak wpłynął on na nasze życie, jakie są wady i zalety bycia introwertykiem.

Akceptujesz siebie:

zawsze!
29
13%
zazwyczaj tak
68
31%
czasami tak, czasami nie
77
35%
zazwyczaj nie
38
17%
nigdy!
9
4%
 
Liczba głosów: 221

Awatar użytkownika
lea
Rozkręcony intro
Posty: 332
Rejestracja: 07 sty 2013, 7:26
Płeć: nieokreślona
Enneagram: 0w0
MBTI: CATS

Re: Czy akceptujecie siebie?

Post autor: lea »

Mi zawsze smutno się robi, jak patrzę na swoje stare zdjęcia jak miałam z 14 lat , bo takie ładne dziecko BYŁAM. :v I wesołe nawet. Znaczy na foto. Ych.

Zestarzałam się. :roll:
Wygnaj ludzi z twych myśli, niech nic zewnętrznego nie kala twej samotności, błaznom pozostaw troskę o szukanie podobnych im.
Inny cię umniejsza, bo zmusza cię do odgrywania jakiejś roli; ze swego życia usuń gest, ogranicz się do tego, co istotne.

Awatar użytkownika
Kris_
Introrodek
Posty: 23
Rejestracja: 26 sty 2013, 19:03
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: świętokrzyskie

Re: Czy akceptujecie siebie?

Post autor: Kris_ »

Lea, nie opowiadaj głupot :) <- to jest wersja bardzo ocenzurowana.

Ja ostatnio poczyniłem duże postępy w akceptowaniu siebie. Jestem po prostu nietypowym człowiekiem i niektórych rzeczy nie da się przeskoczyć.

Awatar użytkownika
lea
Rozkręcony intro
Posty: 332
Rejestracja: 07 sty 2013, 7:26
Płeć: nieokreślona
Enneagram: 0w0
MBTI: CATS

Re: Czy akceptujecie siebie?

Post autor: lea »

No wiem, wiem, "nie p'dol'. Ale serio kontrast jest. :) Wszyscy dookoła są tacy pełni energii, taka jakaś świeżość od nich bije [ znaczy rzecz jasna, w sposobie bycia ;) ], a taka zmęczona i wgl. zieeew wiecznie, i jak mówiłam, ciągle m.in. pytają czy zamierzam zemdleć zaraz, albo czy mi nie jest słabo. Cienie takie po oczami.
A jeden nauczyciel nawet, nie chciał mi uwierzyć, że wcale nie jestem nałogowym palaczem, jak reszta moich znajomych ( ta, wiem a młodzi tacy ), i na serio myślał, że go okłamuje w tej sprawie.
Nie wymyśliłam sobie tego.
I jestem okrutnie zakompleksionym bachorem - przyznaję. No katastrofy ni ma. Ale to takie smutne spostrzeżenie jest.
Też nasze samopoczucie, bardzo wpływa na wygląd. Dużo by pisać.
Wygnaj ludzi z twych myśli, niech nic zewnętrznego nie kala twej samotności, błaznom pozostaw troskę o szukanie podobnych im.
Inny cię umniejsza, bo zmusza cię do odgrywania jakiejś roli; ze swego życia usuń gest, ogranicz się do tego, co istotne.

Awatar użytkownika
BarMos
Introrodek
Posty: 21
Rejestracja: 30 gru 2011, 22:08
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: ISFJ-T
Lokalizacja: Lublin

Re: Czy akceptujecie siebie?

Post autor: BarMos »

Kris_ pisze: Jestem po prostu nietypowym człowiekiem i niektórych rzeczy nie da się przeskoczyć.
Dobrze powiedziane. Zaakceptowałem swoją osobę bo co innego mi pozostaje? Taki już jestem i raczej nic na to nie poradzę. Można to jakoś lepiej lub gorzej maskować, walczyć z tym, ale osobowości się nie zmieni. Najgorszym okresem dla mnie były czasy liceum, gdzie mój introwertyzm i w ogóle moja odmienność ujawniła się w pełnym wymiarze. Często się zastanawiałem czemu nie mogę być jak inni, tzn. pełen energii, wygadany. A byłem postrzegany przez otoczenie jako jakiś odmieniec i to jeszcze pogarszało sprawę. Na studiach było już dużo lepiej, nowe otoczenie, nowi ludzie i dobra okazja żeby zacząć wszystko od nowa. Bardzo pomogły mi różnego rodzaju teksty na temat pewności siebie dostępne w sieci, a także książka „Introwertyzm to zaleta”. Zacząłem trochę inaczej podchodzić do życia i patrzeć na pewne sprawy i ta akceptacja właściwie przyszła sama. Myślę, że do zaakceptowania siebie trzeba po prostu dojrzeć. Jedni dojrzewają szybciej, a innym przychodzi to trudniej i co za tym idzie wolniej. Oczywiście to tylko moje zdanie na ten temat.

Awatar użytkownika
lea
Rozkręcony intro
Posty: 332
Rejestracja: 07 sty 2013, 7:26
Płeć: nieokreślona
Enneagram: 0w0
MBTI: CATS

Re: Czy akceptujecie siebie?

Post autor: lea »

@up

Ja właśnie myślę, że jestem na etapie dopiero tej akceptacji siebie. No i zgodzę się do tego bycia 'innym' w liceum. Choć może jest już lepiej. Gimnazjum, to był koszmar dla niektórych bardziej outsiderskich osób. Właściwie wręcz odczuwa się straszną zazdrość, że nie potrafi się w tak łatwy sposób nawiązywać z innymi kontaktu.
Z pewnością poznanie pojęcia introwertyzmu, pomaga. Dużo tłumaczy, jest to odpowiedź na zadawana sobie samemu czasem przez i lata pytania "dlaczego taki/taka jestem".
Ja znam zaczęłam o nim czytać dopiero na początku tego roku. Czasem potrzeba trochę czasu aby wszystko sobie w głowie poukładać. Akceptację siebie zyskuje się etapami.
Wygnaj ludzi z twych myśli, niech nic zewnętrznego nie kala twej samotności, błaznom pozostaw troskę o szukanie podobnych im.
Inny cię umniejsza, bo zmusza cię do odgrywania jakiejś roli; ze swego życia usuń gest, ogranicz się do tego, co istotne.

Awatar użytkownika
dreamer08
Introwertyk
Posty: 98
Rejestracja: 30 gru 2012, 19:42
Płeć: nieokreślona

Re: Czy akceptujecie siebie?

Post autor: dreamer08 »

Raczej nie.
Zarówno jeśli chodzi o fizyczność, jak i charakter, psychikę.
A skąd to wynika? Hmm... Nie wiem. Może z tego, że będąc małym dzieckiem miałam postawioną konkretną osobę, jako lepszą i że ja muszę być taka jak ona, albo i więcej. Słyszałam często: "A bo P. się uczy!", "Bo K. ma lepsze stopnie!", "Innych jakoś stać na szóstki!", itd... I tak powoli wynosiłam, że każdy jest wspaniały... poza mną. Do tego dochodziły kompleksy dotyczące wyglądu. Zawsze znalazł się ktoś, kto coś wyśmiał we mnie. Trafiłam do szkoły, w której psychicznie mnie wykończono. I teraz tak sobie egzystuję powoli, zamknięta w swoim szarym światku. I najgorsze jest to, że rzeczy o swojej beznadziejności mam już tak głęboko wpojone, że ŻADEN komplement, żadne dobre słowo nie są w stanie podnieść jakoś mojej samooceny. Ciągle patrzę na siebie krytycznie, a i znajomi tracą do mnie cierpliwość. Twierdzą, że psuję ich nadzieje (jeśli takowe w danej chwili mają) swoim pesymizmem i rozpatrywaniem wszystkiego tylko w czarnych barwach, analizowaniu tylko tej złej strony.

Podsumowując:
Ani trochę siebie nie akceptuję. Są może chwile, kiedy czuję się minimalnie lepiej. Jednak mimo wszystko wychodzę z założenia, że jestem nieudacznikiem, człowiekiem beznadziejnym i na dodatek brzydkim. Na nic zdają się słowa: "Wyładniałaś", "Jesteś urocza", "Tak dobrego człowieka jeszcze w życiu nie spotkałem/-łam", "Jestem tutaj, bo wiem, że Ty mi zawsze pomożesz". Ja i tak myślę swoje. Za głęboko to we mnie siedzi. Całym sercem pragnę zaakceptować siebie, żeby móc częściej darzyć ludzi tą szczerą wersją uśmiechu. Czułabym się lepiej, gdybym nie musiała przed ludźmi udawać kogoś, kim nie jestem. Do tego mi daleko.
Obrazek

Awatar użytkownika
Szarak
Introrodek
Posty: 10
Rejestracja: 17 kwie 2013, 17:40
Płeć: nieokreślona

Re: Czy akceptujecie siebie?

Post autor: Szarak »

Ja akceptuję siebie. W całości, bez wyjątków.

Mam świadomość swojej osoby, swojej odmienności. Zawsze szukam w tym zalet, nie wad.
Wyjątkowo cieszę się, że nie jestem wciągnięty do szarej masy społeczeństwa, gdzie każdy jest taki sam. Spokojnie patrzę na ludzi z boku i sobie wyobrażam armię identycznych, bezmózgich klonów. Zawsze idę swoją ścieżką, na którą mało kto ma wstęp. Inni nie zawsze to rozumieją, ale tacy szybko odchodzą i nie zostaje po nich ślad.
Wiem też, że charakter to coś niezbywalnego. Wszelkie próby zmiany na człowieka wiecznie wesołego, rozgadanego i towarzyskiego spełzłyby na niczym.
Jednego nikt mi nie odbierze. Ja jestem ja, ja ja...

Awatar użytkownika
Hardway
Wtajemniczony
Posty: 9
Rejestracja: 24 kwie 2013, 18:35
Płeć: nieokreślona

Re: Czy akceptujecie siebie?

Post autor: Hardway »

Akceptuję siebie w pełni pod każdym względem, zarówno fizycznym jak i psychicznym. Jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny to nigdy nie miałem zarzutów. Od jakiegoś czasu nawet jestem coraz częściej komplementowany tym temacie.
Natomiast jeśli chodzi o charakter czy osobowość, nie zawsze akceptowałem siebie do tego stopnia co obecnie. Od zawsze dostrzegałem różnicę w zachowaniu moim, a osób w okolicy. Szczególnie widziałem to w gimnazjum, gdzie moje odstawanie od grupy rzucało się w oczy. Ale nie byłem nigdy uznawany za jakiegoś "dziwaka" etc. ( przynajmniej mało kto powiedział mi tak w oczy). Po prostu zachowywałem się inaczej niż inni w moim otoczeniu i na niektórych robiło to wrażenie, a innym przeszkadzało. Ale na szczęście nie byłem przez takie osoby z negatywnym nastawieniem do mnie "prześladowany". Dlaczego? Nie wiem do końca, możliwe, że z powodu popularności mojego brata w całym mieście ( 100% ekstrawertyk ), który grał w drużynie i był szanowany. W sumie ja też tam zaliczyłem ciekawą przygodę w tej drużynie, jako bramkarz. Dobrze mi szlo, moje morale wzrastały, ale z czasem zaczęło mnie to bardziej męczyć i skończyłem z grą. Teraz trochę nawet tego żałuję.
Ale wrócę do tematu akceptacji siebie. Kiedy dostrzegałem tą widoczną różnicę w zachowaniu, chciałem się zmienić i być taki jak reszta. Dlatego zacząłem chodzić na rożne imprezy, zabawy etc. Nawet czasem poszedłem za daleko i z innymi osobami coś się przeskrobało i były problemy. Kiedy w taki sposób postępowałem strasznie się męczyłem i było to widoczne dla osób, które wolały mnie jako tego "starego" Mateusza, czyli zdystansowanego, tajemniczego i takiego, który nie raz zachowywał się co do innych jak dupek, ale był wrażliwy. I pewnego dnia podeszła do mnie moja dobra znajoma i prosto z mostu wygarnęła mi co do mnie ma. Czyli, że widzi różnicę w zachowaniu moim i jej to po prostu przeszkadza bo zna mnie od dawna i nigdy taki nie byłem. Porozmawialiśmy dość długo na ten temat i ona powiedziała mi takie słowa: " Mateusz, strasznie głupio wyglądasz kiedy próbujesz być kimś innym. Widzisz sam, że się męczysz, ale brniesz w to dalej. Bądź sobą, bo taki jesteś najfajniejszy. Mimo, że nie raz trudno jest wysiedzieć z Tobą, to i tak jesteś bardzo fajny. I nie tylko ja tak myślę". Skomentowałem to co powiedziała, obiecałem, że przemyślę i znów zacząłem być sobą. I w takiej skórze podobam się sobie najbardziej. Dlatego, że jestem sobą.
Ludzie się nie zmieniają dlatego nie warto na siłę próbować być kimś innym. Jedyne co możesz zrobić to udoskonalić siebie lub zminimalizować wady. To jest osiągalne, ale zmienić się w kogoś innego ... nie da rady.
A co do akceptacji innych: jeżeli ktoś mnie nie akceptuje takim jakim jestem, to nikt nie zmusza go do przebywania w moim towarzystwie. A jeżeli ludzie nie pasują mi to ja ich unikam, zmieniam otoczenie. Ale jeżeli nie jest to możliwe to najlepiej działa sprawdzony sposób: zignorowanie takich typów.

Dzięki, jeżeli ktoś to przeczyta, bo dość dużo tego :lol:

Awatar użytkownika
apohawk
Rozkręcony intro
Posty: 257
Rejestracja: 27 lis 2012, 18:35
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
Lokalizacja: Wrocław

Re: Czy akceptujecie siebie?

Post autor: apohawk »

lea pisze:No wiem, wiem, "nie p'dol'. Ale serio kontrast jest. :) Wszyscy dookoła są tacy pełni energii, taka jakaś świeżość od nich bije [ znaczy rzecz jasna, w sposobie bycia ;) ], a taka zmęczona i wgl. zieeew wiecznie, i jak mówiłam, ciągle m.in. pytają czy zamierzam zemdleć zaraz, albo czy mi nie jest słabo. Cienie takie po oczami.
A jeden nauczyciel nawet, nie chciał mi uwierzyć, że wcale nie jestem nałogowym palaczem, jak reszta moich znajomych ( ta, wiem a młodzi tacy ), i na serio myślał, że go okłamuje w tej sprawie.
Nie wymyśliłam sobie tego.
Może hemoglobina ci spadła. Zrób badania krwi, morfologia krwi czy jakoś tak. To za jakieś 20-30 PLN można sobie zrobić.
No good deed goes unpunished.

Johny X
Introrodek
Posty: 16
Rejestracja: 07 maja 2013, 20:09
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Kraśnik

Re: Czy akceptujecie siebie?

Post autor: Johny X »

Czy akceptuję siebie? To trudne pytanie. Odpowiem chyba tak: zależy od sytuacji, chociaż ostatnio moje poczucie własnej wartości wzrosło. W podstawówce i na początku gimnazjum było z tym średnio. Miałem żal do ... (hmm, do kogo?), że nie jestem jak wszyscy, że nie śmieję się z byle pierdół, nie tryskam taką życiową energią jak inni (ekstrycy). Pod koniec gimnazjum polubiłem siebie, zaakceptowałem swój introwertyzm (z resztą niedawno się o nim z nazwy dowiedziałem). Teraz nie przeszkadza mi, że nie chodzę na imprezy, nie jestem duszą towarzystwa, nie mielę jęzorem no-stop. LUBIĘ SIEBIE - jak fajnie jest tak pomyśleć po tylu (16) latach. Myślę, że może być już tylko lepiej... :D

Awatar użytkownika
Akolita
Krypto-Extra
Posty: 756
Rejestracja: 01 sie 2008, 18:02
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Łódź/Włocławek

Re: Czy akceptujecie siebie?

Post autor: Akolita »

Chyba rozumiem problem, który opisał mikamves. Wprawdzie około rok temu zostawiłem tu post, w którym z dumą przyznałem się do akceptowania siebie, jednak przez ten czas wskaźniki poczucia pewności siebie i dowartościowania znacznie mi oklapły. Z zaakceptowaniem wyglądu i charakteru jest u mnie podobnie ciężko. Czuję się osobą przeciętną i nieciekawą wizualnie, pozbawioną wdzięku i sexappealu i bezpłciową (niby baba, ale w ogóle jakaś taka niekobieca. A z drugiej strony męska tyż nie). Z charakteru strasznie trudną, emocjonalnie zaburzoną, z problemami psychicznymi, ekstrawagancką, bardzo upartą i niereformowalną. Jestem strasznym ponurakiem i mam skłonności do nihilizmu. Nie mogę zmienić w sobie tych cech, po prostu nie potrafię z pesymisty przeobrazić się pogodnego optymistę. Poza tym w akceptowaniu siebie nie tyle chodzi o to, by się zmieniać na siłę, co raczej polubić siebie takiego, jakim się jest. Tylko, że ostatnio czuję takie przygnębienie, że z lubieniem siebie coraz gorzej.
Mówi, że nigdy nie śpi. Że nigdy nie umrze. Dyga przed skrzypkami, pląsa do tyłu, odrzuca głowę, parska głębokim gardłowym śmiechem i jest wielkim ulubieńcem, ten sędzia. Wachluje się kapeluszem, a księżycowa kopuła jego czaszki sunie blada pod światłami, on zaś obraca się, przejmuje skrzypki, wiruje w piruecie, wykonuje jedno pas, dwa pas, tańcząc i grając jednocześnie. Nigdy nie śpi. Mówi, że nigdy nie umrze. Tańczy w świetle i cieniu i jest wielkim ulubieńcem. Nigdy nie śpi, ten sędzia. Tańczy i tańczy. Mówi, że nigdy nie umrze.”

Awatar użytkownika
highwind
Legenda Intro
Posty: 2177
Rejestracja: 15 paź 2011, 10:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 1w9
MBTI: istj
Lokalizacja: wro

Re: Czy akceptujecie siebie?

Post autor: highwind »

@2xUp:
Pesymizm jest do dupy, wiadomo. Z optymizmem też nie ma co przesadzać, bo różnie to bywa. Więc nie można by tak jakoś neutralnie do życia podejść? Ja generalnie nie rozpływam się nad swoim żywotem, który ostatnio mogę streścić do zbitki praca-komp-żarcie-spanie, ale i jakoś nie czuję potrzeby narzekania. Nie wiem czemu zawdzięczać tę zdolność, ale w momentach zwątpienia czy nagromadzenia stresu mogę po prostu wyłączyć mózg i sobie lewitować przez życie bez rozkmin jak to mam przesrane (chociaż nie wykluczam opcji, że po prostu nigdy nie miałem w życiu ciężko i chvja tam wiem :P). W chwili obecnej żyję se, bo sę żyję i tak jest generalnie OK. A skoro jest OK, to mogę powiedzieć, że akceptuję siebie. Ze swoją psychiką nigdy nie miałem problemu - chyba (pewności nigdy nie mam) nie wiem nawet co to depresja. Czasem zmagam się z apatią, a właściwie to nie zmagam, tylko czekam aż minie, bo generalnie to w niczym mi nie przeszkadza. Najtrudniejsze chwile przeżywałem, kiedy jednocześnie broniłem magisterki, walczyłem o pracę, szukałem mieszkania i zbierałem się po potężnym ciosie w postaci zakończenia perspektywicznego z mojego punktu widzenia związku. Mało jadłem przez miesiąc, schudłem z 7 kilo, ale w końcu jakoś samo przeszło. Przedtem, zanim dowiedziałem się o introwertyzmie, miałem nawet lekki kompleks wyższości. Jeśli chodzi o wygląd, to miałem duże kompleksy jakoś do pierwszej klasy liceum, ale potem, chyba z kolejnymi poznanymi bliżej kobietami jakoś rozterki odsunęły się w cień, bym teraz mógł być nawet zadowolonym z obrotu spraw. Dobra, wracam "se żyć".

Awatar użytkownika
Akolita
Krypto-Extra
Posty: 756
Rejestracja: 01 sie 2008, 18:02
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Łódź/Włocławek

Re: Czy akceptujecie siebie?

Post autor: Akolita »

Być może moja wypowiedź wzbudzi pewne kontrowersje, może ktoś uzna, że generalizuję, upraszczam, albo wtłaczam z schematy, ale mniejsza z tym. To, co napiszę, to wynik bardzo luźnych i nie do końca na poważnie branych rozkmin z moją współlokatorką (teatrolożką, a więc podobnie jak ja - typem bardzo humanistycznym). Doszłyśmy do wniosku, że osobowości o dużych zdolnościach matematycznych, analitycznych umysłach, no, pisząc krótko - mózgi ścisłe - odbierają świat bardziej logicznie, bardziej analogicznie do dziedzin wiedzy, które są ich konikiem, a więc: w życiu są pewne zasady, pewne reguły, świat rządzi się określonymi prawami, dwa plus dwa daje 4 itd. Mam wrażenie, że ich podejście do życia jest zbliżone do podejścia highwinda - wszystko, co związane z ich duszą jest zrównoważone i zdroworozsądkowe. Jeśli boli, to z czasem przestanie, świat nie zawali się i nie stoczy w otchłań, jak dziewczyna puści mnie kantem z moim kumplem itd. No, a te głupie humanisty są nieuporządkowane, nielogiczne, dla nich świat nie ma reguł i zasad, jest niepojęty, przyjmują go bardzo na emocje, trudniej im zrozumieć i nazwać pewne stany, których doświadczają psychicznie i.. no właśnie, nie wiem, jak to napisać, żeby było czytelnie. Chciałem coś o metafizyce, bytach nadnaturalnych, jakuckich szamanach i tancerzach Butoh, ale nie umiem. W każdym razie rzecz się sprowadza do tego, że humaniści mają bardziej nasrane we łbach i przez to chorują na depresje, nerwice i inne melancholie. Ja nie do końca jestem przekonana, że to, co tu naprodukowałam ma jakiś sens. Nie do końca się z tymi hipotezami zgadzam, ale właśnie takie były wynikiem nie do końca trzeźwych rozważań dwóch kulturoznawców.

P.S. Bohater filmu "Pi" chyba był typem matematycznym, a jednak we łbie mu się zdrowo poprzewracało. Albo John z "Pięknego umysłu" (jednak schizofrenia jest innym rodzajem zaburzenia, niż depresja, acz często przypadłości te mogą występować razem). Właściwie to zastanawiam się, po co napisałam ten post, skoro i tak dochodzę do wniosku, że predyspozycje skupione wokół jednej czy drugiej półkuli mózgowej, nie mają większego związku z tendencją do popadania w kompleksy i depresję, lub tendencją do unikania takich problemów... :| :? :cry:
Mówi, że nigdy nie śpi. Że nigdy nie umrze. Dyga przed skrzypkami, pląsa do tyłu, odrzuca głowę, parska głębokim gardłowym śmiechem i jest wielkim ulubieńcem, ten sędzia. Wachluje się kapeluszem, a księżycowa kopuła jego czaszki sunie blada pod światłami, on zaś obraca się, przejmuje skrzypki, wiruje w piruecie, wykonuje jedno pas, dwa pas, tańcząc i grając jednocześnie. Nigdy nie śpi. Mówi, że nigdy nie umrze. Tańczy w świetle i cieniu i jest wielkim ulubieńcem. Nigdy nie śpi, ten sędzia. Tańczy i tańczy. Mówi, że nigdy nie umrze.”

Awatar użytkownika
highwind
Legenda Intro
Posty: 2177
Rejestracja: 15 paź 2011, 10:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 1w9
MBTI: istj
Lokalizacja: wro

Re: Czy akceptujecie siebie?

Post autor: highwind »

Akolita pisze:P.S. Bohater filmu "Pi" chyba był typem matematycznym, a jednak we łbie mu się zdrowo poprzewracało. Albo John z "Pięknego umysłu" (jednak schizofrenia jest innym rodzajem zaburzenia, niż depresja, acz często przypadłości te mogą występować razem).
Hehe, może to dlatego, że matematyka wyższa, taka na poziomie profesorskim, to dla zwykłego śmiertelnika abstrakcja takiego rzędu, o jakiej rzadko śnią nawet filozofowie ;) Nieskończone wymiary, jakieś alteracje przestrzeni, tego typu sprawy. Piszę to w żartach, ale jakby się głębiej zastanowić - przywołuję sobie z pamięci matematyków z Wieży Magów (Instytut Matematyki, budynek C-11 PWr ;) ), to wystarczył rzut oka na tych z wyższych kast, żeby zobaczyć że coś jest na rzeczy. Na przykład ten Pan - http://demotywatory.pl/3222033/Prawdziwi-geniusze . Mógłbym podać więcej przykładów, żeby nie być aż tak wybiórczym, ale nie chcę rozciągać tego delikatnego offtopu.

Awatar użytkownika
Drimlajner
Legenda Intro
Posty: 1237
Rejestracja: 07 mar 2013, 21:32
Płeć: mężczyzna

Re: Czy akceptujecie siebie?

Post autor: Drimlajner »

W każdym razie rzecz się sprowadza do tego, że humaniści mają bardziej nasrane we łbach i przez to chorują na depresje, nerwice i inne melancholie.
Tak maksymalnie skracając do clue wypowiedzi. Wypowiedzi o tym jak to analityczne umysły mają lepiej, to Pustka dała fajny link/odpowiedz.

http://www.youtube.com/watch?v=8r5VMkZFC-Y

Tylko nie bierz na nas siekiery z pianina. xD

Dobra, tak, niektórzy z nas mają jakieś tam swoje kompleksy. Nie mamy nadprzyrodzonych zdolności i jak w dzieciństwie dostaniemy odpowiedni ładunek emocjonalny to potem tak jakoś krzywo, przechyleni na jedną stronę przez to życie iść trzeba.

Tylko co z tego ? Życie każdy ma jedno i warto je wziąć we własne łapki.

Kompleksy zwalczyć, depresję wyleczyć i zacząć żyć tym co nas cieszy a nie tym czego inni od nas oczekują.

W każdym razie, po jasnej stronie życia (introwertycznego a jakże) jest jeszcze pełno miejsca i zapraszam.


Kurde. Highwind mi uświadomił że to co robię to czekanie. Czekanie na to aż Ona wróci. Stary już jestem, pora brać się w garść i wracać na rynek. Przestać prokrastynować i może wreszcie to konto na Sympatii otworzyć. Od czegoś zacząć trzeba... Żal.pl... od ostatniego mojego numerku minęły już lata...

ODPOWIEDZ