Za grzeczni...

W tym miejscu dyskutujemy o zjawisku introwertyzmu, o tym, jak wpłynął on na nasze życie, jakie są wady i zalety bycia introwertykiem.

Czy ludzie uważają Cię za osobę grzeczną?

Tak
153
87%
Nie
8
5%
Nie wiem
15
9%
 
Liczba głosów: 176

Awatar użytkownika
Rilla
Stały bywalec
Posty: 208
Rejestracja: 05 cze 2007, 22:14
Płeć: nieokreślona

Post autor: Rilla »

Nie, nie, nie zgadzam się z Tobą, Shy.
Shy pisze:
Człowiek nie powinien być dobry dlatego, że takie ma rozkazy, czy zalecenia, tylko powinno to być dla człowieka w pełni naturalne, nie powinno wymagać od niego jakiegokolwiek wysiłku.
Bardzo ładnie brzmi, szkoda że tak utopijnie. Ja lubię zasady i uważam idąc za Kantem, że człowiek powinien czynić dobro z zasady, nie kierując się sympatią bądź też jej brakiem, chęciami czy też własnymi gratyfikacjami.
Nie uważam tego za utopijne. Źle zrozumiałaś ten fragment. Nie chodzi o to, by dla sztywnej zasady robić rzeczy dobre i zmuszać się do tego, nie chodzi o to, by za każdym razem, gdy stykamy się z drugim człowiekiem, myśleć nad tym co jest dobre i czynić to tylko z tego powodu, że tak trzeba. To obłuda. Nigdy nie chciałabym by człowiek robił coś dla mnie z przymusu moralnego. Chodzi o to by robić to naturalnie, z dobrej i nieprzymuszonej woli. Tak po prostu, bez myślenia o zasadach.
Zasady powinno się mieć, tak, by hamowały nas w przypływie negatywnych emocji, ale by nie ograniczały.
Shy pisze:Rozum jest po to aby panować zarówno nad emocjami i popędami, aby rozpoznawać dobro i zło, aby zdecydować jakie działanie jest słuszne. My, ludzie zostaliśmy nim obdarzeni nie bez powodu, jeżeli wierzyć w Boga. Potrzebny jest nam po to, aby świadomie wybierać, aby kierować swoim życiem według poczynań, które uważamy za dobre. Trzeba tylko uczyć ludzi, aby lubili to, co jest dobre, a nie uważali za dobre to, co lubią.

Dlatego kontrola stanowi dla mnie tak bardzo pożądaną cechę.
Dobro i zło nie rozpoznasz rozumem. To się czuje, a nie widzi namacalnie. Gdy zrobisz się coś dobrego dla drugiego, to myślę, że czujesz radość, a nie dostrzegasz rozumowo przyniesionych z tego korzyści. Spójrz na ludzi upośledzonych umysłowo. To najpoczciwsi ludzie, ludzie o prawdziwie nieskazitelnych intencjach, z których płynie sama radość i miłość do innych. I oni rozumu mają najmniej.

A samokontrola inną drogą jest moim zdaniem dobra do innych celów. Chroni od nałogów, ujarzmia złe emocje i nie pozwala na rozpieszczanie się.
INFp, gr. B

Awatar użytkownika
Ausencia
Intromajster
Posty: 503
Rejestracja: 20 lip 2008, 16:08
Płeć: nieokreślona

Post autor: Ausencia »

Shy pisze:
Ausencia pisze: Osoby spontaniczne są zazwyczaj także radosne, bezproblemowe, łatwe w podejsciu, optymistyczne. Ja to tak przynajmniej widzę.
A bzdura! Uważasz, Ausencio, że samodyscyplina pozbawi Cię tych cech?


Nie, nigdzie tego nie napisałam. Źle mnie zrozumialaś i stąd wyciągasz zupełnie pozbawione pokrycia wnioski.
Według mnie nie mozna w ogole zestawiać na zasadzie antynomii tych pojęć: samodyscyplina i spontaniczność. Z tego prostego względu, ze ta pierwsza zwykle jest nabyta, w przeciwienstwie do spontanicznosci, ktorą mamy lub nie.
Podziwiam i doceniam Twoje hołdowanie twardym zasadom i racjonalnemu podejściu w kazdej chwili życia, ale niesamowicie się cieszę, ze ja jestem wolna od takiej postawy. A wiesz dlaczego? Bo jako człowiek musisz mieć odwagę nie tylko na mowienie sobie "stop!", kiedy jest to konieczne, czyli w podanym przez Ciebie przykładzie o wypadku, ale także na ryzyko, popełnianie błędów i wyciąganie z nich wnioskowi odpuszczanie sobie od czasu do czasu (przykład z dietą). I pisząc to mam świadomość, ze się sprzeciwisz, bo wiesz, że ani na chwilę nie mozna sobie na to pozwolić. Ale pamiętaj, że przede wszystkim jesteś człowiekiem, a dopiero potem osobowością. Żyjąc tak jak Ty to polecasz, czułabym się ograniczona, niemal jak robot. Dyscyplina, owszem, ale w granicach normalności i zdrowego rozsądku. Na miłość boską, życie jest za krotkie, zeby nie pozwolić sobie od czasu do czasu na drobne wykroczenia! W granicach normy, rzecz jasna.

Aha i fakt, że Ty preferujesz samodyscyplinę nie musi oznaczać, że ludzie, ktorzy mają inne podejście do świata i inny charakter, są w błędzie.
Memento mori <-> carpe diem. A i tak kiedyś wszystkich nas zjedzą robaki. 8)

Awatar użytkownika
Shy
Pobudzony intro
Posty: 161
Rejestracja: 22 kwie 2008, 17:05
Płeć: nieokreślona

Post autor: Shy »

Rilla pisze:Nie, nie, nie zgadzam się z Tobą, Shy.
Bardzo dobrze :D I to lubię w dyskusji.
Rilla pisze:Nie chodzi o to, by dla sztywnej zasady robić rzeczy dobre i zmuszać się do tego, nie chodzi o to, by za każdym razem, gdy stykamy się z drugim człowiekiem, myśleć nad tym co jest dobre i czynić to tylko z tego powodu, że tak trzeba. To obłuda. Nigdy nie chciałabym by człowiek robił coś dla mnie z przymusu moralnego. Chodzi o to by robić to naturalnie, z dobrej i nieprzymuszonej woli. Tak po prostu, bez myślenia o zasadach.
Nie zrozumiałaś mnie widocznie, albo to moja wina i nie wyjaśniłam do końca. Nikt tu nie mówi o przymuszeniu, to po pierwsze. Sama decydujesz o zasadach, którymi się w życiu kierujesz i skoro je sobie narzucasz robisz to świadomie i masz w tym wolną wolę. To ty kierujesz swoim życiem i sobą, możesz być relatywistą i to będzie tylko i wyłącznie Twoja sprawa. W tym nie ma żadnego przymusu, ponieważ kierując się w życiu pewnymi zasadami uważasz je za słuszne i skoro postawiłaś je sobie takie a nie inne, znaczy godzisz się na nie, chcesz je wcielić w życie. Gdzie tu przymus? To, jakie zasady wybierzesz zależy wyłącznie od Ciebie, nie musisz się kierować przymusem moralnym, jeżeli tego nie chcesz. Nie musisz robić to, co trzeba, ale to co chcesz. Nikt nie narzuca Ci zasad, sama je tworzysz.

Druga rzecz to wspomniane przez Ciebie myślenie nad tym, co jest dobre a co jest złe. Nie miałam na myśli stania przez pięć minut i rozważania kwestii dobra i zła dotyczącego pewnego działania. Przez to jakimi zasadami się kierujesz, decyzja zostanie przez Ciebie podjęta zanim jeszcze zdasz sobie z tego sprawę. Przychodzi ona naturalnie, ponieważ to jest kim jesteś i jak postępujesz. To jest to, w co wierzysz.
Rilla pisze:Dobro i zło nie rozpoznasz rozumem. To się czuje, a nie widzi namacalnie. Gdy zrobisz się coś dobrego dla drugiego, to myślę, że czujesz radość, a nie dostrzegasz rozumowo przyniesionych z tego korzyści.
Jeżeli zbrodniarz zgwałci i zabije kobietę, czując przy tym radość i przyjemność, znaczy to, że czyn, którego się dopuścił jest dobry? Rilla, dobro i zło jest poznawane tylko przez rozum. Sprawia mi radość widok łez u osoby, którą przed chwilą obraziłam, czy to znaczy, że mój czyn był dobry? Ponieważ odczuwam pozytywne emocje? Już pisałam wcześniej, że ludzie powinni nauczyć się lubić to, co dobre, a nie uważać za dobre to, co lubią. Takie jest moje zdanie. Uczuciami nie rozpoznasz ani dobra ani zła, tylko rozumem rozsądzisz, co jest słuszne a co nie. To jak uczynisz to kwestia indywidualna. W wyborze dobra nie powinno się kierować korzyściami, ale jeżeli można połączyć jedno z drugim, dlaczego nie? Jeżeli intencje, działanie i okoliczności są dobre, cały akt moralny człowieka jest moralnie dobry.
Ausencia pisze:Bo jako człowiek musisz mieć odwagę nie tylko na mowienie sobie "stop!", kiedy jest to konieczne, czyli w podanym przez Ciebie przykładzie o wypadku, ale także na ryzyko, popełnianie błędów i wyciąganie z nich wnioskowi odpuszczanie sobie od czasu do czasu (przykład z dietą). I pisząc to mam świadomość, ze się sprzeciwisz, bo wiesz, że ani na chwilę nie mozna sobie na to pozwolić. Ale pamiętaj, że przede wszystkim jesteś człowiekiem, a dopiero potem osobowością. Żyjąc tak jak Ty to polecasz, czułabym się ograniczona, niemal jak robot. Dyscyplina, owszem, ale w granicach normalności i zdrowego rozsądku. Na miłość boską, życie jest za krotkie, zeby nie pozwolić sobie od czasu do czasu na drobne wykroczenia! W granicach normy, rzecz jasna.
Do samodyscypliny nie dochodzi się ot tak. Ale właśnie w ten sposób, o którym piszesz, czyli popełnianie błędów i wyciąganie z nich wniosków. Osobiście nie wierzę, że instnieje człowiek wolny od błędów, który nie odpuszcza sobie od czasu do czasu. Ale moim zdaniem nawet odpuszczanie sobie od czasu do czasu powinno znajdować się pod kontrolą. Nie propaguję w rzadnym razie jakiegoś mniszego życia ze spartańskimi zasadami- nie.

Uważam, że to podleganie impulsom jest ograniczeniem. Prawdziwą wolność daje kontrola, dlatego tak trudno jest ją wypracować.
Ausencia pisze:Aha i fakt, że Ty preferujesz samodyscyplinę nie musi oznaczać, że ludzie, ktorzy mają inne podejście do świata i inny charakter, są w błędzie.
Ausencia, broń Boże nikomu niczego nie narzucam. Prowadzimy dyskusję- ja mam swoje zdanie i wytaczam argumenty, które go bronią, zaś Ty i Rilla posiadacie własne zdanie, którego też bronicie. Nie narzucam Wam własnego, piszę tylko co myślę o omawianej kwestii. Nie uważam również, że wasze zdanie jest mniej słuszne od mojego albo na odwrót.

I chcę, abyście wiedziały, że mimo, iż preferuję samodyscypline, jeszcze bardzo mi do niej daleko. To trudna i kręta droga, którą mam nadzieję pokonać, nadal jednak jestem tylko nastolatką z niepewną przyszłością. Wszystko może się zmienić, moje zdanie i spojrzenie na życie też.

Awatar użytkownika
Ausencia
Intromajster
Posty: 503
Rejestracja: 20 lip 2008, 16:08
Płeć: nieokreślona

Post autor: Ausencia »

Shy pisze:
Ausencia, broń Boże nikomu niczego nie narzucam. Prowadzimy dyskusję- ja mam swoje zdanie i wytaczam argumenty, które go bronią, zaś Ty i Rilla posiadacie własne zdanie, którego też bronicie. Nie narzucam Wam własnego, piszę tylko co myślę o omawianej kwestii. Nie uważam również, że wasze zdanie jest mniej słuszne od mojego albo na odwrót.


Słowo "bzdura" ma jednoznaczne znaczenie. Uzywając go w kontekscie tego, co ktoś mowi, owszem, nie narzucasz wlasnego zdania, ale jednak w jakis sposob wskazujesz na wyzszosc swoich poglądów.

Moze się czepiam. A dyskutować z Wami uwielbiam :)

A tak w ogole to oddajmy głos Dostojewskiemu:
"Otóż, proszę państwa, rozsądek to dobra rzecz, to bezsporne, ale rozsądek to tylko rozsądek i zaspakaja jedynie potrzebę rozumowania w człowieku, chcenie natomiast jest przejawem pełni życia, a więc całego życia ludzkiego - wraz z rozsądkiem oraz z wszelką dłubaniną. I choć nasze życie, tak właśnie się przejawiając, nieraz wypada szpetnie, ale to bądź co bądź życie, a nie wyciąganie pierwiastka kwadratowego. Przecież ja, na przykład, całkiem naturalnie pragnę żyć po to, by zaspokoić tylko moją zdolność rozumowania, czyli jakąś jedną dwudziestą całej mojej zdolności do życia. Cóż wie rozsądek? Rozsądek wie tylko to, co zdążył poznać (wielu rzeczy może nie pozna nawet nigdy; niewielka to wprawdzie pociecha, ale czemu tego nie powiedzieć?), a natura ludzka funkcjonuje w całości, w pełni wszystkiego, co się w niej zawiera, świadomie i nieświadomie, i chociaż jako tako, a przecie żyje. Podejrzewam, moi państwo, że patrzycie na mnie z politowaniem; powtarzacie mi, że człowiek oświecony i rozwinięty, słowem taki, jaki będzie człowiek w przyszłości, nie może rozmyślnie zapragnąć dla siebie czegoś niekorzystnego, że to matematyczny pewnik. Zupełnie się z tym zgadzam, to istotnie matematyka. Ale powtarzam po raz setny: jest jedna sytuacja, tylko jedna jedyna, kiedy człowiek może rozmyślnie, świadomie zapragnąć dla siebie czegoś szkodliwego, głupiego, nawet najgłupszego; chodzi mianowicie o to, by mieć prawo zapragnąć dla siebie czegoś choćby najgłupszego i nie być skrępowanym przymusem pożądania wyłącznie rzeczy mądrych. Przecie to najgłupsze, ta jego zachcianka, w istocie, proszę państwa - zwłaszcza w pewnych okolicznościach - może być dla zwykłego człowieka najkorzystniejsza ze wszystkiego, co jest na świecie. A zwłaszcza może okazać się korzystniejsza od wszystkich korzyści nawet i wówczas, kiedy nam wyrządza jawną szkodę i przeczy najsolidniejszym wnioskom naszego rozsądku o tym, co jest korzystne, ponieważ na pewno zawiera w sobie to, co jest dla nas najważniejsze i najcenniejsze: naszą osobowość i indywidualność."

Awatar użytkownika
Inno
Legenda Intro
Posty: 1214
Rejestracja: 01 paź 2008, 18:47
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Inno »

Wydaje mi się, że osoby, które mnie nie znają dobrze, uważają mnie za grzeczną, co mnie niezmiernie wkurza, bo w środku taka nie jestem. Ale wnętrza raczej nie pokazuję, więc tylko do siebie mogę mieć pretensje. Z drugiej strony mogą być z tego profity, więc trzeba korzystać.
Ale na wielu osobach mogę sprawiać wrażenie wyniosłej i nieprzystępnej co to „ma wszystkich w dupie”. To już byłoby bliższe prawdy.

A zmusić mnie do zrobienia czegoś, na co nie mam ochoty, nikomu nie pozwolę.

Ale to od gimnazjum zrobiłam się taka cicha i spokojna. A w podstawówce tłukłam się z chłopakami aż miło :twisted:
Obrazek

Awatar użytkownika
jcDenton
Intronek
Posty: 42
Rejestracja: 05 lip 2011, 11:41
Płeć: nieokreślona

Re: Za grzeczni...

Post autor: jcDenton »

Nie będę oryginalny - też jestem uważany za nieprzeciętnie grzeczną i bardzo spokojną osobę. Nigdy nie mam sił na to, aby się z ludźmi sprzeczać i stawiać na swoim. Przeraża mnie perspektywa otwartego konfliktu. Zawsze próbuję rozwiązywać wszelkie waśnie polubownie, unikając przy tym krzyków i niepotrzebnych wyrzutów. Efekt wzmacnia dodatkowo niezbyt imponująca postura, bardzo delikatne i młode rysy twarzy oraz łagodny głos. Ogólnie dla wszystkich jestem niewzruszony niczym głaz...

...do czasu.

Gdybym miał wybrać jeden przedmiot symbolizujący moje wnętrze podczas wywierania na mnie nacisków, to byłaby to:
Obrazek

Tak, sprężyna. Mogę całymi miesiącami/latami znosić napór ze strony otoczenia, odpuszczając mniejsze i większe nieprzyjemności ze strony innych. Jestem w stanie zapomnieć kompletnie, czym jest asertywność. Przez długi czas potrafię cierpliwie znosić popychanie, bezczelne wykorzystywanie i brak szacunku.

Któregoś dnia nadchodzi jednak taka chwila, gdy ktoś kładzie na tę sprężynę powyżej o jedną cegiełkę za dużo. Nie musi to być nic wielkiego. Może to być nawet jakaś drobna niedogodność. Wtedy ku przerażeniu całego otoczenia zaczynam wrzeszczeć, kląć, wywracać wszystko wokół siebie, popychać, a nawet bić. Niewiele było takich sytuacji w moim życiu - prawdopodobnie palce dwóch rąk spokojnie by starczyły (z zapasem) do ich policzenia.

Tak na marginesie mało kto wie, że w umyśle tego łagodnego leniwca którym jestem czasami rozgrywają się iście dantejskie sceny, masakry z bronią maszynową w tle i egzekucje na zaburzających mój spokój ludziach. :P

Awatar użytkownika
black_rainbow
Intronek
Posty: 58
Rejestracja: 11 paź 2010, 8:35
Płeć: kobieta
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Re: Za grzeczni...

Post autor: black_rainbow »

jcDenton pisze:Nie będę oryginalny - też jestem uważany za nieprzeciętnie grzeczną i bardzo spokojną osobę. Nigdy nie mam sił na to, aby się z ludźmi sprzeczać i stawiać na swoim. Przeraża mnie perspektywa otwartego konfliktu. Zawsze próbuję rozwiązywać wszelkie waśnie polubownie, unikając przy tym krzyków i niepotrzebnych wyrzutów.

Któregoś dnia nadchodzi jednak taka chwila, gdy ktoś kładzie na tę sprężynę powyżej o jedną cegiełkę za dużo. Nie musi to być nic wielkiego. Może to być nawet jakaś drobna niedogodność. Wtedy ku przerażeniu całego otoczenia zaczynam wrzeszczeć, kląć, wywracać wszystko wokół siebie, popychać, a nawet bić.
Zupełnie jakbym czytała o sobie, dokładnie mam tak samo.
Co prawda bić się, nie bije się ale mam wielką ochotę komuś oczy wydrapać. :twisted:

Jednak jak wiadomo, niezdrowo jest tłumić w sobie wszystkie emocje, będą narastać, kumulować się, aż w końcu kiedyś wybuchną.
Najlepiej zając się czymś, uprawiać jakiś sport dla odreagowania, rozładowania emocji.
Poczujesz się na pewno wtedy o wiele lepiej.
Ja zazwyczaj biorę rower i jadę w siną dal, przy czym jest to jazda dosyć ekstremalna.
Aż dziw, że te mój rower jeszcze jest cały :D

Awatar użytkownika
Padre
IntroManiak
Posty: 627
Rejestracja: 07 wrz 2010, 15:34
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Kraina Deszczowcow
Kontakt:

Re: Za grzeczni...

Post autor: Padre »

black_rainbow pisze: Zupełnie jakbym czytała o sobie, dokładnie mam tak samo.
Second that. Tylko, że ja wpadam w stan zimnej wściekłości, nie wrzeszczę, nie drapię czy gryzę ;-) ale staję się lodowato uprzejmy i sarkastyczny. Jednak wedle opinii świadków można się mojej twarzy wtedy wystraszyć :D
black_rainbow pisze: Jednak jak wiadomo, niezdrowo jest tłumić w sobie wszystkie emocje, będą narastać, kumulować się, aż w końcu kiedyś wybuchną. Najlepiej zając się czymś, uprawiać jakiś sport dla odreagowania, rozładowania emocji.
Niet. Wygląda na to, że jest to zwykła legenda Urbana, której nie potwierdzają badania naukowe.
I explore the frontiers of safety! I laugh at danger, from a distance, and quietly, so as not to get all worked up.

Schmalzler
Introwertyk
Posty: 121
Rejestracja: 25 maja 2011, 17:36
Płeć: nieokreślona

Re: Za grzeczni...

Post autor: Schmalzler »

Wracając do tematu - osoby, które trzymam na dystans mają mnie zwykle za wzór cnót wszelakich, z łagodnością i ułożeniem na czele. Ci zaś, z którymi trzymam się bliżej uważają mnie za wcielenie niegrzeczności. Prawda leży chyba pośrodku, w końcu aż tak paskudny, mam nadzieję, nie jestem.

BTW ciekawa ta strona Padre.
Keep talking, I'm diagnosing you.

Awatar użytkownika
black_rainbow
Intronek
Posty: 58
Rejestracja: 11 paź 2010, 8:35
Płeć: kobieta
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Re: Za grzeczni...

Post autor: black_rainbow »

Padre pisze: Niet. Wygląda na to, że jest to zwykła legenda Urbana, której nie potwierdzają badania naukowe.
Nie mogę teraz znaleźć notatek, żeby dokładnie napisać, w każdym razie, na pierwszym roku studiów na psychologii uczyliśmy się o negatywnym wpływie tłumienia emocji na organizm pod względem fizycznym jak i psychicznym.
I jest też szereg chorób psychosomatycznych powstającym m.in. pod wpływem długotrwałego tłumienia emocji.
Co do badań naukowych to znalazłam, że „badania przeprowadzone przez znanego doktora nauk medycznych Stefana Greera w Anglii pokazują, że ludzie, którzy tłumią w sobie gniew i poczucie odrzucenia mają znacznie większe prawdopodobieństwo zachorowania„

Może jest to „tylko” większe prawdopodobieństwo i jako jeden z wielu czynników zachorowań, to jednak tłumienie emocji mimo wszystko pozytywnych skutków nie przynosi, a wysiłek fizyczny i owszem :wink:

Przepraszam, przepraszam za off-topic.
Myślę, że kwestia tłumienia emocji jak najbardziej się łączy z tematem. - Inno

Awatar użytkownika
Padre
IntroManiak
Posty: 627
Rejestracja: 07 wrz 2010, 15:34
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Kraina Deszczowcow
Kontakt:

Re: Za grzeczni...

Post autor: Padre »

black_rainbow pisze:Co do badań naukowych to znalazłam, że „badania przeprowadzone przez znanego doktora nauk medycznych Stefana Greera w Anglii pokazują, że ludzie, którzy tłumią w sobie gniew i poczucie odrzucenia mają znacznie większe prawdopodobieństwo zachorowania
Cóż, autor powołuje się pod artykułem na kilka jeszcze publikacji, Ty masz swoje źródła a ja zbyt mało wiedzy w temacie by rozstrzygać więc proponuję dać sobie siana :-)
Schmalzler pisze:BTW ciekawa ta strona Padre.
Czytaj czytaj, ale za ewentualne skutki uboczne firma nie odpowiada :-D
I explore the frontiers of safety! I laugh at danger, from a distance, and quietly, so as not to get all worked up.

Awatar użytkownika
higsa
Rozkręcony intro
Posty: 345
Rejestracja: 20 wrz 2009, 20:49
Płeć: kobieta
Lokalizacja: Higsolandia

Re: Za grzeczni...

Post autor: higsa »

black_rainbow pisze:Jednak jak wiadomo, niezdrowo jest tłumić w sobie wszystkie emocje,
Phi...tam, jakiś powód do śmierci musi być. :D

Ja jestem miła, grzeczna i układna, dodatkowo moim atutem jest brak znajomości pojęcia "asertywność".
Ale do czasu..., do czasu, aż kiedyś wstanę i odreaguję.
Tylko boję się, że dostaną za to zupełnie niewinne osoby.
Chyba jednak jeszcze posiedzę... do śmierci. :wink:

Awatar użytkownika
iksigrekzet
Intromajster
Posty: 517
Rejestracja: 21 lip 2008, 1:32
Płeć: nieokreślona

Re: Za grzeczni...

Post autor: iksigrekzet »

Heh, ja to jestem diabłem, z jednej strony wśród bliskich bywam mocno chamski, arogancki i opryskliwy ale przy znajomych czy ludzi których znam mniej to jestem mega miłym gościem :twisted:
Sułtan.

Awatar użytkownika
Marcin
Intronek
Posty: 33
Rejestracja: 13 maja 2010, 3:00
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Poznań i okolice

Re: Za grzeczni...

Post autor: Marcin »

Ja generalnie wszystko duszę w sobie - czasem mam ochotę coś rozwalić, uderzyć gołą pięścią w lustro, itp. Wtedy jednak pojawia się myśl, że niszczenie czegoś bez powodu jest głupie, itp. i w końcu nic nie robię. Czasem tylko uderzę sobie w ścianę czy biurko. Wszelkich konfliktów, kłótni unikam jak ognia - w sumie nie pamiętam takiej sytuacji. Rzadko daję komuś powód do tego by się na mnie tak porządnie wkurzył a i podczas takich sytuacji z reguły siedzę cicho i pokornie, czasem tylko próbując się wytłumaczyć.
Negatywne emocje okazuję w sytuacji, gdy rozmawiam z kimś znajomym i opowiadam o sytuacji, która mnie zdenerwowała. W sumie mógłbym to nawet rozszerzyć na inne sytuacje. W mniejszym gronie osób, które, że tak powiem, mnie zaakceptowały jako rozmówcę lub po prostu wśród znajomych czy innych przyjaciół jestem rozmowny, często się uśmiecham; Wyrażam sporo emocji mówiąc i (pewnie - nie jestem tego do końca świadomy) sporo gestykulując. Rozmówcy patrzę w oczy jak najczęściej, żeby osoba, z którą rozmawiam wiedziała, że mówię szczerze i słucham tego co mówi do mnie. Na co dzień natomiast przyjmuję maskę, jak to sobie w głowie nazywam, "zobojętniałego sku******a" (wybaczcie wyrażenie, ale doskonale oddaje istotę rzeczy) - twarz bez emocji, uciekanie wzrokiem gdy tylko ktoś spojrzy mi w oczy, zdolność do uśmiechu = 0.01% (lepiej jest gdy to ktoś się do mnie uśmiechnie) itp. W takich sytuacjach odzywam się tylko gdy muszę.
Generalnie jestem (chyba) mało asertywny - często się godzę na coś, czego później żałuję - ale staram się dotrzymywać słowa. Tak jak ktoś wcześniej pisał (post ze sprężyną) można mnie obrażać, popychać i drażnić przez dość długi czas. W końcu jednak reaguję, ale nie jest to jakiś wybuch i nigdy to nie jest przemoc, której za wszelką cenę unikam (a myślę, że większość chłopaków wie jak ciężko czasem tego uniknąć). Biłem się tylko raz - w podstawówce; na dodatek z jasnymi zasadami - nie kopanie po twarzy, itp. :P

Ale dobra, kończę bo "mały" offtop mi się robi. Aaaa, co do tego jak mnie postrzega otoczenie - to zależy kto. Ale za łobuza nikt mnie na pewno nie uważa.
"rain makes everything better"

Awatar użytkownika
Emil
Intronek
Posty: 55
Rejestracja: 17 lip 2011, 22:19
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Kraków

Re: Za grzeczni...

Post autor: Emil »

intro pisze:Czy nie sądzicie, że my introwertycy, zapewne przez tłumienie emocji i kierowanie ich do wewnątrz, wydajemy się otoczeniu zbyt grzeczni i układni.
Przez większość znajomych jestem odbierany jako młodzieniec o wzorowych obyczajach (często mówią o mnie "chodzący spokój") i szczerze mówiąc, nie przeszkadza mi to. Nie walczę ze swoim wizerunkiem w oczach innych ludzi, bo przecież to tylko wizerunek, swego rodzaju gra pozorów, mój stan zewnętrzny. Środek udostępniam tylko nielicznym - w zasadzie samym kobietom. Z mężczyznami nie potrafię znaleźć wspólnego języka.
Życie jest takie, że człowiek często musi się wstydzić tego, co w nim najlepsze, i to właśnie ukrywać przed ludźmi, a nawet przed istotami, które są mu najbliższe.
Ivo Andrić

ODPOWIEDZ