mięsko/nie mięsko

Tutaj możemy się lepiej poznać. Napisać, co lubimy, jacy jesteśmy i zapytać o to innych. Tematy poważne i osobiste oraz lekkie i błahe.
Awatar użytkownika
vragutinovic
Pobudzony intro
Posty: 167
Rejestracja: 18 lis 2012, 0:38
Płeć: mężczyzna
MBTI: INTP

Re: mięsko/nie mięsko

Post autor: vragutinovic » 04 gru 2013, 21:26

Johny X pisze:Takie jest życie na Ziemi. Jesteśmy zwykłym ogniwem w łańcuchu pokarmowym, jak każde ze zwierząt :) Właśnie zjadłem schaboszczaka. Lubię schaboszczaki. :)
Otóż to, Janku X, otóż to. My lubimy schaboszczaki, a np. lactobacillus acidophilus lubią nasze zęby.

Awatar użytkownika
Ari
Introrodek
Posty: 16
Rejestracja: 20 gru 2013, 20:13
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Bełchatów

Re: mięsko/nie mięsko

Post autor: Ari » 22 gru 2013, 14:48

Mięsko, oj zdecydowanie mięsko... i to w dużych ilościach. Bardzo lubię wieprzowinę, wołowinę i drób (kuraki i indyki). Kiedyś próbowałem baraniny oraz dziczyzny (z dzika), ale średnio mi podchodziło. Nie lubię tylko jak mięso ma kość, ma być po prostu kawał mięsa.

Od 3.5 miesięcy jestem na diecie ketogenicznej (dieta nisko węglowodanowa oraz wysoko tłuszczowa) i głównym (nie jedynym) moim posiłkiem przez ten czas jest mięso, jem je przy każdym daniu jak i między posiłkami. Od dawna nie czułem się tak dobrze, do tego schudłem 16.5kg. U większości osób, którzy stosują tą dietę, poziom cholesterolu drastycznie spada, normalizuje się poziom cukru jak i ciśnienie. Możecie więc zrozumieć, że jak czytam lub usłyszę, że mięso jest niezdrowe i powoduje, że stajemy się grubi, to po prostu się uśmiecham :) Do tego zęby przestały mi się psuć z powodu braku cukru w diecie.

Oczywiście nie ma lepszego mięsa niż te swojskie. Teść mojego brata był kiedyś rzeźnikiem i od czasu do czasu kupują świniaka, którego potem on ubija. Niebo w gębie co z tego wychodzi... i do tego ogromne ilości. Jajka swojskie też zupełnie co innego niż te z ferm.

leonidas
Stały bywalec
Posty: 199
Rejestracja: 10 lis 2010, 17:06
Płeć: nieokreślona

Re: mięsko/nie mięsko

Post autor: leonidas » 25 gru 2013, 17:30

fakt faktem keto to bardzo skuteczna dieta, szybko lecą kg, ale ja po tygodniu czulem sie na niej jak wrak, ospaly, zmulony bez energii, ja bez wegli nie potrafie zyc, do tego zero powera na treningach,

Awatar użytkownika
Turdus
Wtajemniczony
Posty: 6
Rejestracja: 31 gru 2016, 15:26
Płeć: kobieta
MBTI: INTJ

Re: mięsko/nie mięsko

Post autor: Turdus » 01 sty 2017, 15:23

Ja jestem wegetarianinem, od roku. Wcześniej zagorzały mięsożerca, do momentu aż nie zaczęłam mieć przymusowych zajęć i praktyk w rzeźniach i zakładach mięsnych. Brutalność, krzyk i hałas, horrory typu "piła" to przy tym bajeczka. Jednak mimo tego że po każdym takim masowym uboju miałam koszmary przez tydzień, to było za mało. Mózg bardzo szybko zapomina o traumatycznych przeżyciach, spycha w kąt. To co trzyma mnie teraz przy byciu wege to to, czego mózg nie zapomniał, czyli wyglądu tych świń od środka. Średnio w partii z całego uboju w rzeźni gdzie miałam praktyki ( 600-800 świń co drugi dzień, bardzo duża ubojnia) ponad 90% miało całe ośrodki (czyli płuca, serce, wątroba) zropiałe, zarośnięte włóknikiem, z dużymi ogniskami martwicy. To samo sledziona, często jelita. Skóra albo z ranami, albo wysypki, podrażnienia. Plus przepukliny, ropnie, obgryzione ogony i uszy. Świnie prowadzone na ubój zapewne umarły by same tydzień- dwa później, już przy uboju część się dusiła. Tak samo zużyte są krowy, o drobiu nie wspominam. Jestem za pan brat z sekcjami i nawet w tych drobiowych podrobach w sklepie widzę szereg zmian patologicznych. Łącząc to z wiadomościami odnośnie produkcji wyrobów mięsnych, jak to na prawdę wygląda, a mam w głowie większość norm i rozporządzeń dotyczących produkcji mięsnej- serio, ochota na kiełbaskę przeszła bezpowrotnie. Równie dobrze mogłabym się stołować na leśnej padlinie. Fakt, nie było łatwo zrezygnować z mięsa, bo to jest uzależnienie, mózg wie swoje, ale po miesiącu już był spokój. A ja mam czyste sumienie i zachowaną wrażliwość. Bo niestety, po takim szkoleniu opcje są dwie- olewasz wszystko i traktujesz wszystkie zwierzęta jak rzeczy ( średnia opcja dla weterynarzy) albo zachowujesz ludzkie odruchy w stosunku do każdego zwierzaka. Większość wybrała opcję nr 1. Dlatego tak trudno jest spotkać dobrego weterynarza- większość ma zwierzę w głębokim poważaniu, w gabinecie uśmiech nr 5, na zapleczu, kiedy właściciel nie widzi - siła i brutalność. Byłam na praktykach w wielu lecznicach, niestety do tej pory nie trafiłam na weterynarza, który byłby szczery. Niestety, te studia strasznie niszczą ludzi, szkoda mi patrzeć na to, jak bardzo bliscy mi ludzie się zmienili...

Awatar użytkownika
highwind
Legenda Intro
Posty: 1833
Rejestracja: 15 paź 2011, 10:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 1w9
MBTI: istj
Lokalizacja: wro

Re: mięsko/nie mięsko

Post autor: highwind » 01 sty 2017, 16:11

No nie wiem czy taki lekarz "kochający" swoich pacjentów wytrzymałby obciążenie wynikające z ciągłego obcowania z ich cierpieniem. W tym kontekście taka znieczulica wydaje się dla mnie być celową i uzasadnioną taktyką. I jak to jest z tym traktowaniem zwierząt jak rzeczy przez weterynarzy? Np. jeśli taka osoba ma własnego futrzaka, to też ma go gdzieś? Nie umie już się przywiązać do czworonoga?

Awatar użytkownika
Kolor Tęczy
Introrodek
Posty: 22
Rejestracja: 29 lis 2016, 13:13
Płeć: kobieta
Enneagram: 5w4

Re: mięsko/nie mięsko

Post autor: Kolor Tęczy » 09 sty 2017, 15:28

Turdus, w sumie to Ci się nie dziwię. Przeszła mi ochota na obiad... :?

Chyba zastanowię się następnym razem gdzie kupić mięso. Bo rezygnacji nie biorę pod uwagę. Z zasady uznaję, że jedzenie mięsa jest ok. Ale zwierzęta powinny być traktowane w sposób humanitarny - jeżeli można to tak nazwać.

Ale na wszystkim trzeba robić kasę...- więc po kosztach, wrrr.
I niech sobie będą wszyscy mądrzy ze swoimi rozumami, a ja z moją miłością niech sobie będę głupi.

Awatar użytkownika
Biała_Dama
Pobudzony intro
Posty: 137
Rejestracja: 18 wrz 2016, 20:46
Płeć: kobieta
MBTI: INFP-T
Lokalizacja: Opolskie
Kontakt:

Re: mięsko/nie mięsko

Post autor: Biała_Dama » 09 sty 2017, 18:32

Turdus pisze:Ja jestem wegetarianinem, od roku. Wcześniej zagorzały mięsożerca, do momentu aż nie zaczęłam mieć przymusowych zajęć i praktyk w rzeźniach i zakładach mięsnych. Brutalność, krzyk i hałas, horrory typu "piła" to przy tym bajeczka. Jednak mimo tego że po każdym takim masowym uboju miałam koszmary przez tydzień, to było za mało. Mózg bardzo szybko zapomina o traumatycznych przeżyciach, spycha w kąt. To co trzyma mnie teraz przy byciu wege to to, czego mózg nie zapomniał, czyli wyglądu tych świń od środka. Średnio w partii z całego uboju w rzeźni gdzie miałam praktyki ( 600-800 świń co drugi dzień, bardzo duża ubojnia) ponad 90% miało całe ośrodki (czyli płuca, serce, wątroba) zropiałe, zarośnięte włóknikiem, z dużymi ogniskami martwicy. To samo sledziona, często jelita. Skóra albo z ranami, albo wysypki, podrażnienia. Plus przepukliny, ropnie, obgryzione ogony i uszy. Świnie prowadzone na ubój zapewne umarły by same tydzień- dwa później, już przy uboju część się dusiła. Tak samo zużyte są krowy, o drobiu nie wspominam. Jestem za pan brat z sekcjami i nawet w tych drobiowych podrobach w sklepie widzę szereg zmian patologicznych. Łącząc to z wiadomościami odnośnie produkcji wyrobów mięsnych, jak to na prawdę wygląda, a mam w głowie większość norm i rozporządzeń dotyczących produkcji mięsnej- serio, ochota na kiełbaskę przeszła bezpowrotnie. Równie dobrze mogłabym się stołować na leśnej padlinie. Fakt, nie było łatwo zrezygnować z mięsa, bo to jest uzależnienie, mózg wie swoje, ale po miesiącu już był spokój. A ja mam czyste sumienie i zachowaną wrażliwość. Bo niestety, po takim szkoleniu opcje są dwie- olewasz wszystko i traktujesz wszystkie zwierzęta jak rzeczy ( średnia opcja dla weterynarzy) albo zachowujesz ludzkie odruchy w stosunku do każdego zwierzaka. Większość wybrała opcję nr 1. Dlatego tak trudno jest spotkać dobrego weterynarza- większość ma zwierzę w głębokim poważaniu, w gabinecie uśmiech nr 5, na zapleczu, kiedy właściciel nie widzi - siła i brutalność. Byłam na praktykach w wielu lecznicach, niestety do tej pory nie trafiłam na weterynarza, który byłby szczery. Niestety, te studia strasznie niszczą ludzi, szkoda mi patrzeć na to, jak bardzo bliscy mi ludzie się zmienili...
Nie dziwi mnie Twoje podejście po takich widokach, też bym zapewne z miejsca została wegetarianką czy nawet weganką jakbym była świadkiem wszystkich tych rzeczy, o których piszesz. A sądziłam, że moja praca w zakładzie mięsnym była obrzydzająca. Choć w tamtym przypadku chodziło raczej o to jak to gotowe już do pakowania mięso było traktowane. Generalnie, świadomość tego co dzieje się w zakładach produkcyjnych sprawia, że odechciewa się kupować czegokolwiek w sklepie, huh. Obrzydzenie jednak z czasem minęło. Miewam chwile, kiedy mówię wszystkim, że nie jadam mięsa, ale czasem się nie da... Staram się jednak ograniczać, choć nie sądzę bym kiedykolwiek przerzuciła się na wegetarianizm tak całkowicie.
“The optimist sees the donut, the pessimist sees the hole.”
~ Oscar Wilde

Awatar użytkownika
gray
Intronek
Posty: 31
Rejestracja: 27 lis 2016, 22:59
Płeć: kobieta

Re: mięsko/nie mięsko

Post autor: gray » 09 sty 2017, 22:43

rzadko jem bo nie lubię smaku mięsa. Tylko niektóre dania mięsne mi smakują. Tak samo mam obrzydzenie do jajek oraz do mleka, jakoś podświadomie czuje, ze te produkty nie należą do nas. Ale wege nie jestem i raczej nigdy nie będę
Każdy ma w życiu tyle na ile sie odważy.

Awatar użytkownika
Haze
Intronek
Posty: 27
Rejestracja: 26 gru 2015, 21:35
Płeć: kobieta
Enneagram: 1w9

Re: mięsko/nie mięsko

Post autor: Haze » 12 sty 2017, 22:41

Scalono 3 posty - hwnd

Trudus ...jestem lekarzem weterynarii i nie zgadzam się z tym co napisałaś. Również odbywałam praktyki w rzeźni ( nawet w dwóch i w różnych województwach) i miałam zupełnie inne odczucia. Jeżeli Twoim zdaniem wszystko co widziałaś drastycznie odchodziło od norm, które powinny panować w ubojni i było to aż tak traumatyczne to powinnaś to zgłosić do inspekcji i tyle. Nie od dziś ludzie zabijają zwierzęta. Jak sama nazwa wskazuje- zwierzęta rzeźne czyli do uboju. Jeżeli wszystko odbywa się zgodnie z procedurami to śmierć tych zwierząt odbywa się bez większego stresu i z wyłączeniem świadomości i czucia. W pracy lekarza weterynarii czy będziesz chciała czy nie to i tak spotkasz się ze śmiercią, koniecznością eutanazji, trudnymi decyzjami. Nie można zbyt emocjonalnie podchodzić do pacjentów ani przypisywać im ludzkich cech. Czasami trzeba zastosować pewne chwyty do ujarzmienia zwierzęcia, które nie wyglądają zbyt elegancko a wręcz dla niektórych brutalnie, ale nie robią one krzywdy. Pies/ kot to nie człowiek, reaguje instynktownie, może chwycić Cię zębami za twarz, dłoń. Dlatego tak jak piszesz : "
kiedy właściciel nie widzi - siła i brutalność"
Niestety ale tej siły trzeba czasem użyć aby móc zbadać, np. psa i wyjść z tego cało. Wydaje mi się,że jesteś osobą bardzo wrażliwą..Nie każdy ma predyspozycje do pracy jako klinicysta. Piszesz :
"Dlatego tak trudno jest spotkać dobrego weterynarza- większość ma zwierzę w głębokim poważaniu.."
Kiedyś na dyżurze wpadła do lecznicy kobieta z psem na rekach. Pierwsze co zobaczyłam to jej twarz i biała bluzka cała we krwi. Kobita padła na kolana na posadzkę i zaczęła krzyczeć. Psa potrącił samochód. Mnie ścisnęło w żołądku..bo scena jak z horroru ale musiałam zachować zimną krew i podejść przedmiotowo do pacjenta. W takich okolicznościach nie mogłam poddać się emocjom... nie mogłam być roztrzęsiona, płakać ani użalać się nad pieskiem. Musiałam szybko podjąć działania. Nie mogłam paść na podłogę i płakać z tą kobietą. Po założeniu dojścia do żyły, podpięciu kroplówki, podaniu leków ratujących życie mogłam dokładniej zbadać psa. Kość czołowa pod moimi palcami wgięła się do jamy czaszki.. Gdybym podeszła do tego przypadku bardzo osobiście to bym płakała przez miesiąc. Trzeba jednak zachować pewien dystans aby nie sfiksować. A jak lekarze ludzcy ? Jak nie uda się operacja i ktoś umrze to co .. po powrocie do domu lekarz ma analizować,że umarł czyjś mąż, brat, syn,że może mógł nie robić zabiegu ; Nie przeskoczysz tego. Radzę zastanowić się nad dalsza drogą. Może praca w labie, inspekcji, hurtowni farmaceutycznej.. Pozdrawiam. :wink:

a co do mięsa to osobiście nie jadam wieprzowiny, wołowiny, baraniny - dlatego,że nie lubię. Ogólnie jadam mało mięsa. Jakaś taka niechęć do mięsa zrobiła mi się gdy miałam lat ok . 14
No nie wiem czy taki lekarz "kochający" swoich pacjentów wytrzymałby obciążenie wynikające z ciągłego obcowania z ich cierpieniem. W tym kontekście taka znieczulica wydaje się dla mnie być celową i uzasadnioną taktyką. I jak to jest z tym traktowaniem zwierząt jak rzeczy przez weterynarzy? Np. jeśli taka osoba ma własnego futrzaka, to też ma go gdzieś? Nie umie już się przywiązać do czworonoga?
Ja własnego kota nie jestem w stanie leczyć .. miał głupie,banalne zapalenie ucha a ja drżałam na samą myśl aplikacji maści, która jest wieloskładnikowa. Zaczęłam się zastawiać czy nie za mocna, jak on przeżyje te aplikacje,itd. A szczepienie .... :shock: cały dzień chodzę poddenerwowana i go obserwuję jak się czuję. Koledzy po fachu również ze swoimi pupilami chodzą do innych lekarzy. Bo jak się podchodzi emocjonalnie do przypadku to wyłącza się racjonalne myślenie.
Ostatnio zmieniony 12 sty 2017, 23:45 przez Haze, łącznie zmieniany 1 raz.

Patrycjusz
Stały bywalec
Posty: 235
Rejestracja: 08 sty 2015, 15:47
Płeć: mężczyzna

Re: mięsko/nie mięsko

Post autor: Patrycjusz » 12 sty 2017, 23:22

Sednem sprawy w dylemacie mięsko/niemięsko jest podejście do cierpienia. Jeśli ktoś godzi się na to, że biologia biologią i żeby jeden przetrwał, musi innego zlikwidować, to będzie się opowiadał za; jeśli ktoś chce stanąć temu naprzeciw, będzie się opowiadał przeciw. Żadne inne argumenty niż etyczne nie mają tu miejsca bytu, ponieważ ten dylemat nie jest innym dylematem niż etycznym. Problem etyczny czasem próbuje się argumentować biologią, np. że potrzebujemy składników mięsa. To bez sensu. W przypadku opisywanego w tym temacie dylematu największą rolę odgrywa wciąż rosnący antropocentryzm, przez który w kwestiach etycznych jesteśmy 100 lat za murzynami. To jest ten sam problem, co ciuchy powstające przy akompaniamencie wschodniego wyzysku. Niby też moglibyśmy nie nosić, uklecić coś sami, okryć się jakąś szmatą - ale jest i będzie dokładnie odwrotnie.

Mefiboszet

Re: mięsko/nie mięsko

Post autor: Mefiboszet » 13 sty 2017, 16:59

Haze pisze: Trudus ...jestem lekarzem weterynarii i nie zgadzam się z tym co napisałaś. Również odbywałam praktyki w rzeźni ( nawet w dwóch i w różnych województwach) i miałam zupełnie inne odczucia. Jeżeli Twoim zdaniem wszystko co widziałaś drastycznie odchodziło od norm, które powinny panować w ubojni i było to aż tak traumatyczne to powinnaś to zgłosić do inspekcji i tyle. Nie od dziś ludzie zabijają zwierzęta. Jak sama nazwa wskazuje- zwierzęta rzeźne czyli do uboju. Jeżeli wszystko odbywa się zgodnie z procedurami to śmierć tych zwierząt odbywa się bez większego stresu i z wyłączeniem świadomości i czucia.
Nie jestem weganinem. Nie jestem nawet wegetarianinem. Noszę skórzane buty i akcesoria. Tym niemniej na czysto intelektualnej płaszczyźnie zgadzam się z ludźmi którzy twierdzą, że przeprowadzamy na zwierzętach hodowlanych swoisty holokaust na masową, zorganizowaną skalę. Przemoc i wyzysk zwierząt zawsze potrafiliśmy i będziemy potrafili uzasadnić ich niższym statusem względem naszego gatunku, tak jak jeszcze do niedawna uzasadnialiśmy przemoc i wyzysk względem przedstawicieli własnego.

Zdaję sobie równocześnie świadomość, że wzajemne pożeranie się to niezbywalna część przyrody, a nasza rezygnacja ze spożycia mięsa nie zmieni praw rządzących wszechświatem, co najwyżej ograniczy ich skalę. Jedno co postuluję, to tylko pełną, pozbawioną wymówek świadomość tego w czym się znajdujemy i czym się zajmujemy, nie żadne mydlenie oczu normami, określaniami, procedurami, czy historią konsumpcji uzasadniającą dalszą konsumpcję.

Żyjemy w jednym wielkim bezwzględnym żerowisku, gdzie jeden żyje kosztem życia drugiego.

Dotarło, przerobiliście to w sumieniu wraz ze wszystkimi konsekwencjami i czujecie się z tym O.K?

To smacznego, lekcja odrobiona.

Awatar użytkownika
nudny introwertyk
Intro-wyjadacz
Posty: 384
Rejestracja: 28 kwie 2015, 7:19
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: ENFP
Lokalizacja: Poznań

Re: mięsko/nie mięsko

Post autor: nudny introwertyk » 13 sty 2017, 17:58

Nie jem mięsa (sami rozumiecie, jeszcze dzisiaj nikomu nie mówiłem że jestem wege xD)

Mefiboszet

Re: mięsko/nie mięsko

Post autor: Mefiboszet » 13 sty 2017, 18:03

nudny introwertyk pisze: jeszcze dzisiaj nikomu nie mówiłem że jestem wege xD
A swojemu chłopakowi? :D

Awatar użytkownika
nudny introwertyk
Intro-wyjadacz
Posty: 384
Rejestracja: 28 kwie 2015, 7:19
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: ENFP
Lokalizacja: Poznań

Re: mięsko/nie mięsko

Post autor: nudny introwertyk » 13 sty 2017, 18:10

Zawsze <3

Awatar użytkownika
martuella
Stały bywalec
Posty: 212
Rejestracja: 19 mar 2015, 13:42
Płeć: kobieta
Enneagram: 5w4
Lokalizacja: Łódź

Re: mięsko/nie mięsko

Post autor: martuella » 05 lut 2017, 12:30

Mięsko. Na diecie wegetariańskiej umarłabym chyba z głodu. I smutku.
:D

ODPOWIEDZ