2021, koniec hegemonii Stanów Zjednoczonych?

Dyskusje dotyczące życia, społeczeństwa, polityki, filozofii itp.
Awatar użytkownika
patha
Pobudzony intro
Posty: 159
Rejestracja: 18 sty 2016, 5:12
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: INTP/J-T

Re: 2021, koniec hegemonii Stanów Zjednoczonych?

Post autor: patha »

Drimlajner pisze:Ja w to wątpię, widziałbym raczej eksplorację Marsa za pomocą SI lub zdalnie sterowanych robotów. Mój pogląd oczywiście nie zmienia tego, że plany kolonizacji Marsa owszem są, a sama budowa bazy daje wymierne umiejętności w praktyce przemieszczania dużych ładunków w przestrzeni kosmicznej.
Sterowanie robotem przez SI potrzebuje danych w czasie teraźniejszym z sensorów, a serwery, jak rozumiem, miały by być na Ziemi. Nie wiem jakie są możliwości szerokopasmowe transmisji danych z Ziemi na Marsa, stabilności takiego łącza itd. Ale sam dystans generuje opóźnienie sygnału 25 minut w obie strony, co raczej uniemożliwia sterowanie takiej maszyny z Ziemi. Do tego przy wykonywaniu bardziej złożonych czynności niż jeżdżenie, pobieranie próbek i robienie zdjęć - mówimy tu o konstrukcji bazy - ryzyko jakiejś awarii niepomiernie wzrasta. Więc dla budowy jakiejkolwiek infrastruktury na Marsie potrzebni są kolonizatorzy, tego nie da się przeskoczyć.
patha pisze: 09 maja 2021, 1:44 Obniżenie poziomu edukacji przyczynia się do polepszenia warunków życia ?!
Rozumiem, że początku druku w Anglii (a drukowano w języku ojczystym) i późniejsze przejście na Anglikanizm (z wiodącą rolą języka ojczystego w liturgii) to przyczyniło się do polepszenia, czy pogorszenia warunków życia? A może było obojętne?

Plantageneci, Tudorowie to czasy łaciny i tą łacinę zdjęto z piedestału. Obniżono poziom edukacji. Zwiększono wolumen studentów. Nie każdy wszak jest na tyle uzdolniony językowo aby studiować w archaicznym języku, a w ojczystym to pestka.
Argument z dawnej epoki i niezbyt adekwatny. Powiedzmy, że brak znajomości łaciny stanowił w średniowieczu barierę wejścia do systemu edukacji, bo cała nauka była po łacinie.
A co stanowi barierę wejścia w dzisiejszych czasach ? Ilość szkół i pieniądze. Pierwsza kwestia w USA nieistotna, bo szkół jest wystarczająco dla wszystkich. Druga kwestia- publiczne szkoły są darmowe, ale pieniądze nadal stanowią barierę wejścia do dobrej jakości edukacji. Jak to sobie wyobrażasz, że obniżenie poziomu publicznego szkolnictwa wyrówna szanse dzieci, które stać na edukację prywatną i dzieci z gett ?
A co do samej istoty argumentu - to o czym piszesz (ze średniowiecza) zwiększyło dostępność. Obniżenie poziomu teraz żadnej dostępności nie poszerza , nawet zawęża możliwości dla zdolniejszych dzieci...
Egalitaryzmu. Robimy krok wstecz i umożliwiamy większej liczbie ludności zdobycie wykształcenia na trochę niższym poziomie niż odbywało się to dotychczas. Edukację przekuwają w majątek. Drugie albo trzecie pokolenie posyłają do prywatnych szkół (bo zdobyli ten majątek) i wtedy możemy podnosić poziom wykształcenia.

To jest prosta zmiana np. obniżamy liczbę godzin przeznaczaną na rachunki różniczkowe i ogólną analizę matematyczną a zwiększamy liczbę godzin przeznaczaną na prostą matematykę, geometrię, działanie na procentach.
Abstrahując już od etycznej strony takiego komunistycznego teoretyzowania - jeżeli rozpatrujemy proces edukacji pod kątem efektywności zdobywania majątku w przyszłosci przez uczniów to zastanówmy się tak:
jeżeli mamy w klasie uczniów ułomnych, średnich i wybitnych z matematyki - i zabierzemy możliwość rozwijania talentów kilku uczniom wybitnym na rzecz nauczenia kilku ułomków na siłę tabliczki mnożenia - to jak zmieni się średnia potencjalnych zarobków, gdy zamiast 20 kasjerów , 5 zamiataczy ulic i 5 naukowców - będzie 30 kasjerów ? Wzrośnie ? Serio ?
Oczywiście to bardzo duże uproszczenie, bo ktoś ułomny z matematyki może mieć talent w naukach biologicznych czy humanistycznych i na odwrót. Ale talenty dzieci w innych dziedzinach zgodnie z tą logiką również trzeba zniszczyć, prawda ? Komunistyczna równość zakłada przecież otrzymanie doskonale wyrównanych produktów systemu edukacji potrafiących i myślących tak samo... Więc efektem będzie masa ludzi o tych samych kompetencjach, a więc konkurujących o pracę w tym samym sektorze kompetencji, a więc otrzymujących tą samą równą płacę minimalną ze względu na ogromną konkurencję w sektorze...
Również odrzucam idee naturalnych predyspozycji i również uważam, że rolą szkoły jest pozytywne oddziaływanie na społeczeństwo, np. na wyobcowaną mniejszość czarnoskórą i latynoską.
Negowanie istnienia naturalnych talentów i zdolności jest dla mnie tak irracjonalne, że nie potrafię zbudować kontrargumentu.
No tak, przekierować ograniczone zasoby na uczniów mniej zdolnych. Oni stanowią większość. Miejscem dla osób uzdolnionych jest raczej edukacja prywatna, indywidualnie zaprojektowana pod ich osobiste talenty, prywatni nauczyciele, prywatne lekcje tańca lub pianino itp.
No tak, ale mówimy przecież o szkołach państwowych, które z założenia są dla tych, których na szkołę prywatną nie stać. W tym dla większości czarnych i latynosów. Chcesz więc zabrać uzdolnionym murzyńskim dzieciom możliwości rozwoju...
patha pisze: 09 maja 2021, 1:44 a pokolenie Amerykanów wychowanych na bezużytecznej ideologii będzie potrafiło tylko różniczkować rasizm przez seksizm i przeprowadzać operacje na zbiorach niebinarnych tożsamości genderowych
Nie będą bombardować Syrii i Iraku? Popieram.
Pewnie nie - jeśli wyprą ich z tego rejonu Chińczycy - imperium znane z uczciwości i poszanowania wolności jednostki ludzkiej ;-)
Stany Zjednoczone komunikują problem z rozwarstwieniem społecznym. Winą obarczają kapitalizm co nie do końca jest słuszne, tam duży udział w gospodarce mają wielkie giełdowe giganty. Nie mniej, wielu ludzi nie stać na opiekę medyczną, edukację i czynsz za odpowiednią nieruchomość. Nie są to problemy które można rozwiązać jedną reformą systemu edukacji, to są problemy które wynikają z długotrwałego skupienia uwagi USA na wszystkim innym tylko nie na sytuacji wewnętrznej.
Przecież lewicy, którą opisujesz już prawie nie ma, chyba przespałeś kilkanaście lat. Dla Nowej Lewicy istotne są tylko: -izmy, -fobie , dyskryminacje , prawa i opresje. To już nie marksizm skupiony na kwestiach gospodarczych. Trudno zresztą, by Nowa Lewica na serio walczyła z kapitalizmem, skoro dostaje sute wsparcie od korporacji. (np. https://www.nbcnews.com/feature/nbc-out ... t-n1265605 ).
Awatar użytkownika
Drimlajner
Legenda Intro
Posty: 1499
Rejestracja: 07 mar 2013, 21:32
Płeć: mężczyzna

Re: 2021, koniec hegemonii Stanów Zjednoczonych?

Post autor: Drimlajner »

Boże, straszne rzeczy napisałem. Czuje się jak adwokat diabła (lewicy). Prywatnie uważam, że każda decyzja podejmowana na szczeblu centralnym jest decyzją stratną a sam szczebel centralny najlepiej ograniczyć do minimum. Pewnie wam się nie spodoba, ale sam nie jestem zadowolony.
patha pisze: 18 maja 2021, 19:01 Sterowanie robotem przez SI potrzebuje danych w czasie teraźniejszym z sensorów, a serwery, jak rozumiem, miały by być na Ziemi. Nie wiem jakie są możliwości szerokopasmowe transmisji danych z Ziemi na Marsa, stabilności takiego łącza itd. Ale sam dystans generuje opóźnienie sygnału 25 minut w obie strony, co raczej uniemożliwia sterowanie takiej maszyny z Ziemi. Do tego przy wykonywaniu bardziej złożonych czynności niż jeżdżenie, pobieranie próbek i robienie zdjęć - mówimy tu o konstrukcji bazy - ryzyko jakiejś awarii niepomiernie wzrasta. Więc dla budowy jakiejkolwiek infrastruktury na Marsie potrzebni są kolonizatorzy, tego nie da się przeskoczyć.
Nie, ja na Marsie widzę taką naprawdę na sterydach kolonię. Wolumen obrotu Mars - Ziemia na poziomie kilkuset ton rocznie. Serwery z całą pewnością zarówno na Ziemi jak i na Marsie. Ludzie jeśli już to w liczbie w okolicy 1000. Wyzwanie trudne i wątpię czy w perspektywie 2100 osiągalne ale krok absolutnie fundamentalny dla człowieczeństwa.
Stanie się gatunkiem eksploatującym dwie planety.

Na razie jesteśmy na poziomie sonda badawcza i to jest dobry poziom. Wcześnie jeszcze, ledwo 2021. Na Marsie posadziliśmy pewnie do 10 ton ładunku i to jest drobnica, przy kolonii samej wody w jednym rzucie transportowym będziemy wozić z 10 ton.
patha pisze: 09 maja 2021, 1:44 Argument z dawnej epoki i niezbyt adekwatny. Powiedzmy, że brak znajomości łaciny stanowił w średniowieczu barierę wejścia do systemu edukacji, bo cała nauka była po łacinie.
A co stanowi barierę wejścia w dzisiejszych czasach ? Ilość szkół i pieniądze. Pierwsza kwestia w USA nieistotna, bo szkół jest wystarczająco dla wszystkich. Druga kwestia- publiczne szkoły są darmowe, ale pieniądze nadal stanowią barierę wejścia do dobrej jakości edukacji. Jak to sobie wyobrażasz, że obniżenie poziomu publicznego szkolnictwa wyrówna szanse dzieci, które stać na edukację prywatną i dzieci z gett ?
A co do samej istoty argumentu - to o czym piszesz (ze średniowiecza) zwiększyło dostępność. Obniżenie poziomu teraz żadnej dostępności nie poszerza , nawet zawęża możliwości dla zdolniejszych dzieci...
Dzieci z gett chcę wprzęgnąć (synonim zmusić jakby nie patrzeć) do systemu. Stworzyć sytuacje gdzie tej matmy będą uczyli się wolniej ale z sukcesami a poziom sukcesu ustanowić nisko. Psychologiczny system gratyfikacji stojący w konkurencji do: jesteś ułomkiem w szkole tylko przeszkadzasz niech ulica (getto) cię wychowa.
Nie chodzi wcale o równy dostęp do edukacji, ale na wyrównanie nierówności społecznych a dopiero potem wznowienie konkurencji na polu w dostępie do edukacji. Krok wstecz.
patha pisze: 18 maja 2021, 19:01 Abstrahując już od etycznej strony takiego komunistycznego teoretyzowania - jeżeli rozpatrujemy proces edukacji pod kątem efektywności zdobywania majątku w przyszłosci przez uczniów to zastanówmy się tak:
jeżeli mamy w klasie uczniów ułomnych, średnich i wybitnych z matematyki - i zabierzemy możliwość rozwijania talentów kilku uczniom wybitnym na rzecz nauczenia kilku ułomków na siłę tabliczki mnożenia - to jak zmieni się średnia potencjalnych zarobków, gdy zamiast 20 kasjerów , 5 zamiataczy ulic i 5 naukowców - będzie 30 kasjerów ? Wzrośnie ? Serio ?
Oczywiście to bardzo duże uproszczenie, bo ktoś ułomny z matematyki może mieć talent w naukach biologicznych czy humanistycznych i na odwrót. Ale talenty dzieci w innych dziedzinach zgodnie z tą logiką również trzeba zniszczyć, prawda ? Komunistyczna równość zakłada przecież otrzymanie doskonale wyrównanych produktów systemu edukacji potrafiących i myślących tak samo... Więc efektem będzie masa ludzi o tych samych kompetencjach, a więc konkurujących o pracę w tym samym sektorze kompetencji, a więc otrzymujących tą samą równą płacę minimalną ze względu na ogromną konkurencję w sektorze...
Tak, dokładnie o to chodzi, o komunistyczną równość i walkę z nierównościami. 30 kasjerów przykład wprost idealny bo w poszukiwaniu pracy będą musieli emigrować a ognisko biedy wymrze. Hehe centralne planowanie.
patha pisze: 18 maja 2021, 19:01 Negowanie istnienia naturalnych talentów i zdolności jest dla mnie tak irracjonalne, że nie potrafię zbudować kontrargumentu.
Tu nie potrzeba żadnych kontrargumentów, bo mówimy tylko o kwestii alokacji uwagi przy ograniczonych zasobach. Moim zdaniem ciężka praca > naturalny talent i należy dołożyć starań aby wszystkich wolno, i mozolnie nauczyć pewnej podstawy. Równamy do dołu.
Znam kontrargumenty i zgadzam się z nimi, ale chcę osiągnąć inny wynik równania. Proste.
patha pisze: 18 maja 2021, 19:01 No tak, ale mówimy przecież o szkołach państwowych, które z założenia są dla tych, których na szkołę prywatną nie stać. W tym dla większości czarnych i latynosów. Chcesz więc zabrać uzdolnionym murzyńskim dzieciom możliwości rozwoju...
Ja? Nie, ja jestem zwolennikiem całkowicie prywatnej edukacji. Oczywiście, prywatna edukacja nie oznacza, że każdy będzie mógł zdobyć wykształcenie. Edukacja jest droga, a majątek zdobywamy drogą inwestycji i wyrzeczeń (nie każdego na to stać). Rozmawiamy tutaj jednak o pewnym systemie centralnym a ten powinien wychodzić naprzeciw problemom na szczeblu federalnym lub stanowym (a nie indywidualnym).

Kalifornia to dobry do porównań stan. Liczba ludności mniej więcej na poziomie Polski. Podobnie w sąsiedztwie "krajów" niegdyś połączonych w jeden organizm. U nas Ukraińcy nie stanowią problemów, Meksykanie w Kalifornii podobno tak (nawet mury Trump chciał stawiać). O, albo przedawkowania u nas na poziomie 200 osób rocznie, w Kalifornii 60-70tyś rocznie.

Tutaj można nawet przekopiować nasze rozwiązania xd. Zmniejszyć poziom nauk matematycznych, zwiększyć ilość religii i nadać lokalnej parafii rolę współwychowawcy. Pozamiatane.
patha pisze: 18 maja 2021, 19:01 Pewnie nie - jeśli wyprą ich z tego rejonu Chińczycy - imperium znane z uczciwości i poszanowania wolności jednostki ludzkiej ;-)
Praktyka pokazuje, że Bliski Wschód to niszczarka pieniędzy i spalarnia zasobów. Każdy kto angażuje się w tamten rejon marnuje atencje właściwie w niewiadomym celu, cenną ropę można po prostu kupić na giełdzie (od Saudów, Irańczyków, całej Zatoki Perskiej). Wątpię aby Chiny uzyskały status hegemona poprzez kopiowanie USA, to chyba nie tak wygląda. Wyzwanie hegemoniczne, zgodnie ze sztuką Sun Tzu, powinno się raczej rzucić tam gdzie przeciwnik jest słaby a my jesteśmy silni.


Chiny eksperymentują na razie z penetracją kapitałem np. Afryki czy Serbii ale też są podejrzenia w sprawie Rosji. Gdyby penetrację kapitałem zastąpić penetracją technologią to kto wie, chociaż sam Iran jest bardzo dobry w rakiety. Arabowie mają raczej problem z zarządzaniem.
Ja z chęcią będę obserwował rozwój wydarzeń.
patha pisze: 18 maja 2021, 19:01 Przecież lewicy, którą opisujesz już prawie nie ma, chyba przespałeś kilkanaście lat. Dla Nowej Lewicy istotne są tylko: -izmy, -fobie , dyskryminacje , prawa i opresje. To już nie marksizm skupiony na kwestiach gospodarczych. Trudno zresztą, by Nowa Lewica na serio walczyła z kapitalizmem, skoro dostaje sute wsparcie od korporacji. (np. https://www.nbcnews.com/feature/nbc-out ... t-n1265605 ).
Apple spółka prawa publicznego, w ofercie publicznej.
PepsiCo spółka prawa publicznego, w ofercie publicznej.
General Motors spółka prawa publicznego, w ofercie publicznej.
Delta Airlines spółka prawa publicznego, w ofercie publicznej.
Amazon spółka prawa publicznego, w ofercie publicznej.
Tesla spółka prawa publicznego, w ofercie publicznej.
Pfizer spółka prawa publicznego, w ofercie publicznej.
CVS spółka prawa publicznego, w ofercie publicznej.
Facebook spółka prawa publicznego, w ofercie publicznej.
Mariott spółka prawa publicznego, w ofercie publicznej.
Capital One spółka prawa publicznego, w ofercie publicznej.
Starbucks spółka prawa publicznego, w ofercie publicznej.
Home Depot spółka prawa publicznego, w ofercie publicznej.
IBM spółka prawa publicznego, w ofercie publicznej.

Gdzie ten kapitalizm? Nie widzę wśród wymienionych w artykule przedstawicieli sektora prywatnego. Krótkie przypomnienie: kapitalizm to prywatna własność środków produkcji, socjalizm to publiczna własność środków produkcji. Lewica nie musi walczyć z kapitalizmem bo tego kapitalizmu nie ma. Spółki prawa publicznego, w ofercie publicznej, kolektywna współwłasność akcjonariuszy, działająca z woli i w ramach kolektywu (określenie "naród" nie przypadło Ci do gustu), czyż nie o to chodziło w XIX wieku socjalistom?

Kontrolny bonus dla tych co jeszcze nie łapią. SpaceX jest spółką prawa prywatnego. Założona przez Elona Muska i kilku inwestorów, pozostająca własnością kilku osób.
Naciski na SpaceX aby poszedł w ofertę publiczną owszem są, ale jak widać nieskuteczne. SpaceX is private (not public) owned company.
Awatar użytkownika
Drimlajner
Legenda Intro
Posty: 1499
Rejestracja: 07 mar 2013, 21:32
Płeć: mężczyzna

Re: 2021, koniec hegemonii Stanów Zjednoczonych?

Post autor: Drimlajner »

To jest bezsensu wszystko to co napisałem powyżej, ale zostawiam, będzie element komiczny.

Wszystkie problemy można rozwiązać prywatyzując system edukacji (od przedszkola do szkół wyższych). Powstają szkoły tańsze i szkoły droższe, zróżnicowane poziomem świadczonych usług, rodziny konkurują między sobą o zdobycie majątku i posłanie dzieci do najlepszej placówki edukacyjnej. Likwidujemy obowiązek lokalizacyjny który jest kretynizmem. Nowi nauczyciele wchodząc na rynek pracy aplikują do szkół stosunkowo słabych gdzie pensja nauczyciela jest niska, jeśli będą mieli sukcesy w pracy to jest podstawa aby ubiegać się o pracę w lepszym miejscu. Odciążamy podatkowo cały system oparty o zadłużanie obywatela i obniżanie wartości waluty w czasie. Działa niewidzialna ręka rynku.
Awatar użytkownika
apohawk
Rozkręcony intro
Posty: 268
Rejestracja: 27 lis 2012, 18:35
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
Lokalizacja: Wrocław

Re: 2021, koniec hegemonii Stanów Zjednoczonych?

Post autor: apohawk »

Drimlajner pisze: 19 maja 2021, 0:37 (...)Nowi nauczyciele wchodząc na rynek pracy aplikują do szkół stosunkowo słabych gdzie pensja nauczyciela jest niska, jeśli będą mieli sukcesy w pracy to jest podstawa aby ubiegać się o pracę w lepszym miejscu.(...)
W jaki sposób weryfikować sukcesy nauczycieli? Jak ich wartościować? Nie pojedynczych, ale masowo, aby faktycznie lepsi szli do lepszych szkół? I to w sensownym dla rozwoju kariery czasie?
Mam dziwne wrażenie, że ten problem w szkolnictwie istnieje od bardzo dawna. Patologia w tym punkcie będzie propagować do całego proponowanego systemu, dlatego się czepiam :)
No good deed goes unpunished.
Awatar użytkownika
patha
Pobudzony intro
Posty: 159
Rejestracja: 18 sty 2016, 5:12
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: INTP/J-T

Re: 2021, koniec hegemonii Stanów Zjednoczonych?

Post autor: patha »

Drimlajner pisze: 19 maja 2021, 0:37 To jest bezsensu wszystko to co napisałem powyżej, ale zostawiam, będzie element komiczny.
Kiedyś bedę musiał na to odpisać :D Ale teraz chciałbym napisać o czyms innym.
Miałem bardzo dobre zdanie o Musku, ale od niedawna zacząłem czytać o jego kombinacjacj z bitcoinami i natrafiłem na:

https://twitter.com/CroissantEth/status ... 3586074631

Okazuje się , że w wielu stanach USA wprowadzono coś na podobieństwo licencji emisyjnych CO2 w UE ,dla producentów pojazdów. Tylko że z tą różnicą, że w pośredni sposób te licencje "sprzedaje" Tesla.
Prawo nakazuje, że żeby producent samochodów sprzedawał swoje samochody to musi mieć określony % samochodów nieemisyjnych (elektrycznych). Więc producenci ,którzy nie mają własnych samochodów elektrycznych (np. chrysler) muszą kupować wyrobione przez Teslę "kredyty środowiskowe".
Elon ma swoją drugą twarz - korpolobbysty.
Awatar użytkownika
Drimlajner
Legenda Intro
Posty: 1499
Rejestracja: 07 mar 2013, 21:32
Płeć: mężczyzna

Re: 2021, koniec hegemonii Stanów Zjednoczonych?

Post autor: Drimlajner »

patha pisze: 03 cze 2021, 15:37 Kiedyś bedę musiał na to odpisać :D Ale teraz chciałbym napisać o czyms innym.
Nie, błagam! To naprawdę bezsensu. Problem z edukacją w USA istnieje i ja na prawdę nie wiem czy hybrydowy system jest temu w stanie sprostać. Przecież ci nauczyciele w tych szkołach publicznych to grosze zarabiają. Nic dziwnego, że im się nie chce i olewają gorszych uczniów. Deregulacja to jedyna metoda.
patha pisze: 03 cze 2021, 15:37 Miałem bardzo dobre zdanie o Musku, [...]
Elon ma swoją drugą twarz - korpolobbysty.
Ja wiem, że w internecie panuje dość pochlebna opinia o Elonie i powiedzieć coś niepopularnego to narazić się na ostracyzm, ale radziłbym wszystkim ochłonąć. Musk to sprawny organizator przedsięwzięć i od samego początku sprawnie lawiruje pomiędzy tym co prywatne a tym co wsparte przez Wall Street (New York Stock Exchange) i agendy rządowe.

Boicie się, że zaczipuje was CIA? Spoko, wymyślimy Muska, Neuralink i zaczipujecie się sami. To przecież prywatna firma, a że planowany jest debiut na giełdzie i przejęcie aktywów przez rząd federalny. Spijcie spokojnie, to na razie tylko pieśń przyszłości.

Bitcoin, bitcoin. Przyznam szczerze, nie interesowałem się zbytnio tym tematem od dawna ale w założeniach miało to być odporne na wpływ banków centralnych. No to niezła degrengolada skoro teraz czytam, głównym problemem jest stworzenie możliwości emigracji chińskich górników spod ramienia ChRL pod ramię USA. A znów to nie jest temat który opanowałem do perfekcji, czy ktoś może przybliżyć o co w tym wszystkim chodzi? Będę bardzo wdzięczny.

https://edition.cnn.com/2021/05/26/inve ... index.html
patha pisze: 03 cze 2021, 15:37 Okazuje się , że w wielu stanach USA wprowadzono coś na podobieństwo licencji emisyjnych CO2 w UE ,dla producentów pojazdów. Tylko że z tą różnicą, że w pośredni sposób te licencje "sprzedaje" Tesla.
Prawo nakazuje, że żeby producent samochodów sprzedawał swoje samochody to musi mieć określony % samochodów nieemisyjnych (elektrycznych). Więc producenci ,którzy nie mają własnych samochodów elektrycznych (np. chrysler) muszą kupować wyrobione przez Teslę "kredyty środowiskowe".
Jeden kołchoz potrzebuje zielonego światła od (lepiej umocowanego politycznie) drugiego kołchozu. A jakoś mnie to nie dziwi. Odwieczna wojna na szczeblach quasi feudalnej drabiny socjalizmu he-he. Od siebie mogę dodać... polecam zainteresować się dlaczego w USA takie popularne są pick-upy. Gust klienta detalicznego, a może romans związków zawodowych i koncernów naftowych? O, a embargo na dostawczaki z Europy?

Grudzień 2020: pick-up (Ford), pick-up (Chevrolet), pick-up (Ram) i gdzieś tam na dopiero 22 miejscu Tesla z nawet nie kompaktem, tylko segmentem D.

https://www.goodcarbadcar.net/2020-us-v ... -by-model/

Amerykański rynek motoryzacyjny to patologia i przewidywania od wielu lat są takie same. Toyota ich wygryzie. Na razie się na to nie zapowiada ale z drugiej strony rynek europejski i azjatycki, tam USA straciło pozycję na rzecz producentów lokalnych. To ciekawy wątek i dziękuje za wrzutkę. Dyskusję w tym temacie rozpoczynaliśmy (z @Introman24) od porównania produkcji USA (samochody, dobra użytkowe) i ZSRR (czołgi, dobra militarne). Czy dziś produkcja samochodów jest wciąż atutem biorąc pod uwagę pozycję na gospodarczej mapie świata? Co z Chinami? Oni na razie mają ogromne braki na rynku lokalnym (hen-hen za Rosją nawet) ale pewnego dnia z pewnością zaczną myśleć o eksporcie.
Awatar użytkownika
apohawk
Rozkręcony intro
Posty: 268
Rejestracja: 27 lis 2012, 18:35
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
Lokalizacja: Wrocław

Re: 2021, koniec hegemonii Stanów Zjednoczonych?

Post autor: apohawk »

Drimlajner pisze: 03 cze 2021, 18:22 Od siebie mogę dodać... polecam zainteresować się dlaczego w USA takie popularne są pick-upy. Gust klienta detalicznego, a może romans związków zawodowych i koncernów naftowych? O, a embargo na dostawczaki z Europy?

Grudzień 2020: pick-up (Ford), pick-up (Chevrolet), pick-up (Ram) i gdzieś tam na dopiero 22 miejscu Tesla z nawet nie kompaktem, tylko segmentem D.

https://www.goodcarbadcar.net/2020-us-v ... -by-model/
U Tesli widać wyraźnie jakąś sezonowość. Tesla Model 3 jest 5. w lipcu, a 11. w styczniu i 24. w listopadzie. Co do pick-upów, nie wiem nic o jakimś embargo ani powiązaniach związków zawodowych i koncernów naftowych, za to powiem to, co widzę. W ostatnich latach pick-upy (Dodge) RAM 1500 i Ford F-150, a za nimi cała reszta, zmieniły się w SUVy. Stały się wypasionymi SUVami z dużą paką. Dalej mogą funkcjonować jako auta pracujące (skrzynki na narzędzia, złącza 115V (czy ile oni tam mają) do 400W dla narzędzi lub laptopów, wersje półterenowe, itd.). Duże auto rodzinno-robotnicze. Do tych statystyk pewnie wchodzą modele u nas uznawane za ciężarowe (np. RAM 2500, RAM 3500). Stąd popularność. Jak odpowiesz sobie, skąd popularność SUVów, to część odpowiedzi już masz. W Polsce i Europie mniej popularne ze względu na embarga okupantów, węższe drogi i mniejsze miejsca parkingowe. W sumie to auta na wieś, ewentualnie przedmieścia, a a nie do centrum dużego miasta.
Sam myślę o RAM 1500, ale najpierw muszę dom zbudować :)
No good deed goes unpunished.
intbrun
Introwertyk
Posty: 62
Rejestracja: 27 sty 2021, 8:37
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
MBTI: INFP
Lokalizacja: Norwegia

Re: 2021, koniec hegemonii Stanów Zjednoczonych?

Post autor: intbrun »

Ford Ranger (to taki F-150 na Europę) raczej nie jest SUVem. Chociaż całkiem często spotyka się go w mieście, i stanowczo nie służy do wożenia marchewek, a raczej jako szpanowóz dla udających DJów ludzi w spodniach w kratkę i odwróconej czapeczce. ;-)
Awatar użytkownika
Drimlajner
Legenda Intro
Posty: 1499
Rejestracja: 07 mar 2013, 21:32
Płeć: mężczyzna

Re: 2021, koniec hegemonii Stanów Zjednoczonych?

Post autor: Drimlajner »

Mówiąc o dzisiejszym nowoczesnym (rocznik 2020) pickupie na myśli mam coś takiego:
Image
apohawk pisze: 04 cze 2021, 12:29 Co do pick-upów, nie wiem nic o jakimś embargo ani powiązaniach związków zawodowych i koncernów naftowych, za to powiem to, co widzę.
Legenda głosi, że za taką a nie inną priorytetyzacją produkcji stoi zysk, na "pickupach" są wyższe marże dla producenta niż na kompaktach. Głównym orędownikiem wypracowania zysku są związki zawodowe no bo posadki, premie, to się opłaca im indywidualnie. Koncerny naftowe wiadomo, wyższe spalanie to większy obrót dla koncernów naftowych.

Było embargo na auta dostawcze z Europy w latach 1990. Protekcjonizm.
apohawk pisze: 04 cze 2021, 12:29 Dalej mogą funkcjonować jako auta pracujące (skrzynki na narzędzia, złącza 115V (czy ile oni tam mają) do 400W dla narzędzi lub laptopów, wersje półterenowe, itd.). Duże auto rodzinno-robotnicze. Do tych statystyk pewnie wchodzą modele u nas uznawane za ciężarowe (np. RAM 2500, RAM 3500). Stąd popularność. Jak odpowiesz sobie, skąd popularność SUVów, to część odpowiedzi już masz.
Ja znam specyfikę tego segmentu. Jest to całkiem interesujący pojazd, nie przeczę, ale chciałbym zrozumieć ten upór amerykanów i ich motto: bigger is better. Czy rzeczywiście amerykanie są tak zaradni, każdy dorabia tam jako budowlaniec? Czy wskaźnik dzietności na poziomie 1.9 usprawiedliwia preferencje nabywców samochodów? Rzeczywiście, Stany Zjednoczone, mała gęstość zaludnienia a z drugiej strony jest ten stereotyp Amerykanina stojącego całe życie w korku.
apohawk pisze: 04 cze 2021, 12:29 W Polsce i Europie mniej popularne ze względu na embarga okupantów, węższe drogi i mniejsze miejsca parkingowe. W sumie to auta na wieś, ewentualnie przedmieścia, a a nie do centrum dużego miasta.
Obstawiałem przede wszystkim cenę paliwa. Równa, mniej więcej na poziomie poniżej jednego dolara ale... u nas obwarowana akcyzą, VATem, podatkiem paliwowym, podatkiem od dróg, podatkiem od... dużo tego naprawdę.

Krótka prosta kalkulacja. Gdybym przeniósł mój mały samochodzik do USA to miałbym ponad 150 zł oszczędności miesięcznie na podatkach za paliwo. 294zł vs około 440zł.
apohawk pisze: 04 cze 2021, 12:29 Sam myślę o RAM 1500,
Winszuję, a spalanie na jakim poziomie?
Awatar użytkownika
apohawk
Rozkręcony intro
Posty: 268
Rejestracja: 27 lis 2012, 18:35
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
Lokalizacja: Wrocław

Re: 2021, koniec hegemonii Stanów Zjednoczonych?

Post autor: apohawk »

Drimlajner pisze: 04 cze 2021, 22:30
apohawk pisze: 04 cze 2021, 12:29 Co do pick-upów, nie wiem nic o jakimś embargo ani powiązaniach związków zawodowych i koncernów naftowych, za to powiem to, co widzę.
Legenda głosi, że za taką a nie inną priorytetyzacją produkcji stoi zysk, na "pickupach" są wyższe marże dla producenta niż na kompaktach. Głównym orędownikiem wypracowania zysku są związki zawodowe no bo posadki, premie, to się opłaca im indywidualnie. Koncerny naftowe wiadomo, wyższe spalanie to większy obrót dla koncernów naftowych.
Ładna teoria spiskowa, ale nie wyjaśnia, jak zmusić ludzi do kupowania rzekomo gorszego samochodu (nie mówię, że się nie da, mówię, że nie jest to tu wyjaśnione). Szczególnie w sytuacji sporego importu samochodów europejskich i azjatyckich.
Drimlajner pisze: 04 cze 2021, 22:30
apohawk pisze: 04 cze 2021, 12:29 Dalej mogą funkcjonować jako auta pracujące (skrzynki na narzędzia, złącza 115V (czy ile oni tam mają) do 400W dla narzędzi lub laptopów, wersje półterenowe, itd.). Duże auto rodzinno-robotnicze. Do tych statystyk pewnie wchodzą modele u nas uznawane za ciężarowe (np. RAM 2500, RAM 3500). Stąd popularność. Jak odpowiesz sobie, skąd popularność SUVów, to część odpowiedzi już masz.
Ja znam specyfikę tego segmentu. Jest to całkiem interesujący pojazd, nie przeczę, ale chciałbym zrozumieć ten upór amerykanów i ich motto: bigger is better. Czy rzeczywiście amerykanie są tak zaradni, każdy dorabia tam jako budowlaniec? Czy wskaźnik dzietności na poziomie 1.9 usprawiedliwia preferencje nabywców samochodów? Rzeczywiście, Stany Zjednoczone, mała gęstość zaludnienia a z drugiej strony jest ten stereotyp Amerykanina stojącego całe życie w korku.
USA to bardzo zróżnicowany kraj. Bardzo zatłoczone i zakorkowane metropolie (Nowy Jork, Los Angeles) i ogromne, puste tereny prowincji. W korkach stoją w metropoliach i tam raczej w małych autach. Ten wskaźnik dzietności też bym chciał zobaczyć zróżnicowany na centrum metropolii, przedmieścia i prowincje oraz gdzie te auta faktycznie są kupowane/jeżdżą.
Drimlajner pisze: 04 cze 2021, 22:30
apohawk pisze: 04 cze 2021, 12:29 W Polsce i Europie mniej popularne ze względu na embarga okupantów, węższe drogi i mniejsze miejsca parkingowe. W sumie to auta na wieś, ewentualnie przedmieścia, a a nie do centrum dużego miasta.
Obstawiałem przede wszystkim cenę paliwa. Równa, mniej więcej na poziomie poniżej jednego dolara ale... u nas obwarowana akcyzą, VATem, podatkiem paliwowym, podatkiem od dróg, podatkiem od... dużo tego naprawdę.

Krótka prosta kalkulacja. Gdybym przeniósł mój mały samochodzik do USA to miałbym ponad 150 zł oszczędności miesięcznie na podatkach za paliwo. 294zł vs około 440zł.
apohawk pisze: 04 cze 2021, 12:29 Sam myślę o RAM 1500,
Winszuję, a spalanie na jakim poziomie?
"Myślę o", czyli nie mam. Co do spalania: 1. Mają system wyłączania połowy cylindrów, gdy nie są potrzebne. 2. Salony oferują opcję instalacji LPG, która obejmuje gwarancję na auto. Jak najbardziej brałbym LPG w tym przypadku, dużą butlę na pakę, niech się na coś ta paka przydaje ;)
W kwestii popularności u nas przypominam jeszcze o akcyzie na import aut. 18,6% dla aut z pojemnością silnika powyżej 2000 cm^3 i 3,1% dla pozostałych. Bo przecież o spalaniu i truciu, wg naszych okupantów, decyduje tylko i wyłącznie pojemność silnika, a nie moc, obroty, użycie turbin, bycie dieslem, itp.
No good deed goes unpunished.
Awatar użytkownika
Drimlajner
Legenda Intro
Posty: 1499
Rejestracja: 07 mar 2013, 21:32
Płeć: mężczyzna

Re: 2021, koniec hegemonii Stanów Zjednoczonych?

Post autor: Drimlajner »

apohawk pisze: 07 cze 2021, 12:23 Ładna teoria spiskowa, ale nie wyjaśnia, jak zmusić ludzi do kupowania rzekomo gorszego samochodu (nie mówię, że się nie da, mówię, że nie jest to tu wyjaśnione).
Proste. Robimy podaż wg. kalkulacji a nie wg. popytu. Na 100 pojazdów 50% dostarczamy te modele które "nam" producentowi się opłaca. Tutaj oczywiście potrzeba głębszego rozbicia na poszczególne segmenty i oceny zachowań konsumenckich w USA. Porównanie do PRL wówczas maluch również był rozchwytywany bo spółki prowadziły politykę ograniczonej podaży. Dylemat: czy ustawie się w kolejce i kupię to co akurat rzucili do "sklepu", czy zadowolę się podróżowaniem pieszo.

Nie pamiętam aby maluchy rdzewiały na placu przy FSO, a lepsze samochody wówczas oczywiście istniały.
apohawk pisze: 07 cze 2021, 12:23 Szczególnie w sytuacji sporego importu samochodów europejskich i azjatyckich.
No właśnie, bo ja wcale nie uważam, że amerykanie robią dobrze. Wprost przeciwnie! Tracą rynek na rzecz Toyoty, czyli gdzieś ta polityka produkcji obowiązująca w branży motoryzacyjnej nie odpowiada na zapotrzebowanie konsumenckie.
apohawk pisze: 07 cze 2021, 12:23 USA to bardzo zróżnicowany kraj. Bardzo zatłoczone i zakorkowane metropolie (Nowy Jork, Los Angeles) i ogromne, puste tereny prowincji. W korkach stoją w metropoliach i tam raczej w małych autach. Ten wskaźnik dzietności też bym chciał zobaczyć zróżnicowany na centrum metropolii, przedmieścia i prowincje oraz gdzie te auta faktycznie są kupowane/jeżdżą.
No właśnie, bo miasta w warunkach gospodarki wolnorynkowej zazwyczaj są bogatsze od prowincji. Sam % urbanizacji dla USA cenzus z 2010 podaje wartość 80%. Zasada 20-80 w ekonomii to często ściema. Poszukam bardziej szczegółowych danych.
apohawk pisze: 07 cze 2021, 12:23 "Myślę o", czyli nie mam. Co do spalania: 1. Mają system wyłączania połowy cylindrów, gdy nie są potrzebne. 2. Salony oferują opcję instalacji LPG, która obejmuje gwarancję na auto. Jak najbardziej brałbym LPG w tym przypadku, dużą butlę na pakę, niech się na coś ta paka przydaje ;)
W kwestii popularności u nas przypominam jeszcze o akcyzie na import aut. 18,6% dla aut z pojemnością silnika powyżej 2000 cm^3 i 3,1% dla pozostałych.
No tak, Mercedes potrzebuje protekcji. Sam ma segment X z 3L silnikiem.
apohawk pisze: 07 cze 2021, 12:23 Bo przecież o spalaniu i truciu, wg naszych okupantów, decyduje tylko i wyłącznie pojemność silnika, a nie moc, obroty, użycie turbin, bycie dieslem, itp.
Zaraz, zaraz. Nie wiem kto was w tym Wrocławiu okupuje, ale w Warszawie i w Łodzi powoli pojawiają się pomysły na ban dla diesli. Czyli nie tylko pojemność (choć to potrafię zrozumieć, najłatwiej mierzalna wartość?).
Awatar użytkownika
Drimlajner
Legenda Intro
Posty: 1499
Rejestracja: 07 mar 2013, 21:32
Płeć: mężczyzna

Re: 2021, koniec hegemonii Stanów Zjednoczonych?

Post autor: Drimlajner »

Fairytaled pisze: 06 lip 2021, 8:50 Wynikałoby z tego, że Pan Fauci będąc obywatelem USA doprowadził do umocnienia pozycji Chin.
Och, powiedziałbym nawet więcej, tam każdy doradca i każdy inny członek gabinetu przynajmniej od lat 1980 pracuje na sukces Chin, i oni nie bardzo wiedzą co z tym fantem zrobić.
Fairytaled pisze: 06 lip 2021, 8:50 A może Chiny kupiły ich wszystkich, żeby zniszczyć światową ekonomię?
A w jaki sposób Chiny zniszczyły światową ekonomię? Robią dokładnie to samo co ich przodkowie w tożsamej sytuacji. Stany Zjednoczone końca XIX wieku to był bieda-kontynent eksportujący naftę, drewno i bawełnę (najtańsze produkty) a dziś proszę... high tech. Chiny podobnie, najpierw plastik i plastik, a teraz eksport know-how i myślenie o kosmosie.
Fairytaled pisze: 06 lip 2021, 8:50 Chiński system społeczny sprawdzał się tam jak na razie całkiem nieźle, obywatele mieli swój ranking, jeśli byli niegrzeczni, to wiadomo; słupek się obniżał., ale poza tym nikt nie zgłaszał większych zastrzeżeń. Może Chiny chciałyby rozszerzyć ten swój genialny system na cały świat?
Również obstawiałbym system kontroli społecznej jako sztandarowy produkt chińskiej cywilizacji i przykład potwierdzający obecną hegemonię. To nie musi wcale być import technologii, wystarczy kopiowanie rozwiązań. Niektóre zabawki które widziałem, obiecujące.
Fairytaled pisze: 06 lip 2021, 8:50 Słyszałem, że Waszyngton próbował Chinom podskakiwać, Chińczycy postraszyli bronią atomową i się skończyło ;)
Stany Zjednoczone przestały już kręcić Casus Belli na Chiny? Acha, czyli w tym tygodniu wirus nie wyszedł z Wuhan (bo w zeszłym wyszedł). Wyszedł w znaczeniu umyślnie zainfekowano populację świata. Biały człowiek ma trudny orzech do zgryzienia. Chciałby, a nie może.
Fairytaled pisze: 06 lip 2021, 8:50 Zresztą Biden to genialny strateg, Pan Putin nie ma co do tego żadnych wątpliwości. A nawet można powiedzieć, że Władimir uśmiecha się tajemniczo, a kto wie? Może gdy nikt nie patrzy z radością klaszcze w dłonie albo przybija piątkę niedźwiedziom polarnym :serce:
Typowe zachowanie dla kraju tranzytowego (każdego, nie tylko na linii Półwysep Europejski - Iran - Chiny). Grunt to marudzić i próbować uzyskać jak najwięcej od każdego sąsiada z osobna. Szkoda, że Polska tak nie potrafi (wg. naszej myśli dyplomatycznej kraj tranzytowy = najlepiej skłócić się ze wszystkimi wokoło). Życzę powodzenia, Rosja ma sporo do nadrobienia (wciąż nie odrobili strat po 2014r.).
Awatar użytkownika
Fairytaled
Pobudzony intro
Posty: 157
Rejestracja: 01 lip 2019, 17:55
Płeć: mężczyzna
MBTI: INFP

Re: 2021, koniec hegemonii Stanów Zjednoczonych?

Post autor: Fairytaled »

Och, powiedziałbym nawet więcej, tam każdy doradca i każdy inny członek gabinetu przynajmniej od lat 1980 pracuje na sukces Chin, i oni nie bardzo wiedzą co z tym fantem zrobić.
Zastanawiające; Gates opowiadał się za zmniejszeniem światowej populacji, przy czym raczej nie miał na myśli Chin, bo te swoje zrobiły w tym zakresie. Biorąc pod uwagę to, że pod względem populacji Chiny są na pierwszym miejscu, a USA dopiero na trzecim można dojść do wniosku, że gdyby ludziom, którzy promują tego rodzaju mizantropię zależało na obronie interesu ekonomicznego własnego kraju, to zachęcaliby swoich własnych obywateli do rozmnażania. Myślę, że Gates po prostu obawia się, że Amerykanów będzie tak dużo, że w końcu znajdzie się ktoś, kto jakimś cudem zrobi mu krzywdę. W USA żyje w zaokrągleniu cztery razy mniej osób, w porównaniu do Chin, więc gdyby populacja Amerykanów się powiększyła, to rozsądnym założeniem jest to, że mając dostęp do odpowiedniej edukacji doszłoby w końcu do tego, że siła nabywcza dolara by wzrosła. Ale Big Tech amerykański woli mieć wszystko pod kontrolą, a przy tym promuje się w tym kraju skrajnie odchylone na lewo ideologie, które mają na celu zamknięcie ust rozsądnym konserwatystom, którzy chcieliby żyć normalnie. Soros włożył sporo kasy w to, aby tych lewicowych aktywistów wypromować. Czy jest to robione w celu ogłupienia społeczeństwa?

Link dodam; gdyby ktoś był zainteresowany Sorosem; https://odysee.com/@MarkMoss:7/george-s ... untry-to:8 (30 minut, choć nie do końca w temacie, ale jednak czegoś można się dowiedzieć).
A w jaki sposób Chiny zniszczyły światową ekonomię? Robią dokładnie to samo co ich przodkowie w tożsamej sytuacji. Stany Zjednoczone końca XIX wieku to był bieda-kontynent eksportujący naftę, drewno i bawełnę (najtańsze produkty) a dziś proszę... high tech. Chiny podobnie, najpierw plastik i plastik, a teraz eksport know-how i myślenie o kosmosie.
Masz rację, po prostu głośno myślałem; przypadkiem wyszło mi z tego pytanie retoryczne, które wydaje się w tym momencie pozbawione sensu. Podobają mi się te filmy Marka Mossa, wielu rzeczy można się z nich dowiedzieć. Na przykład tego, że Chiny planują wypuścić własną kryptowalutę opartą na rezerwach złota. Moim zdaniem Soros blefuje w kwestii Bitcoina, dlatego nie dojdzie do zmniejszenia inflacji dolara, a to dlatego, że plan jest taki, by ludziom żyło się co raz gorzej, gorzej do tego stopnia, że w pewnym momencie będą zmuszeni zaakceptować nowy system społeczno-ekonomiczny oparty na scentralizowanej komunistyczno-technokratycznej utopii, jaka się marzy im wszystkim. Strasznie jestem monotematyczny, lecz nic na to nie poradzę.

W zasadzie nie do końca jestem pewien, czy mam rację w tym temacie, może istnieć inna alternatywa, która mi przyszła do głowy, gdy kończyłem pisać tego posta. Zobaczymy.
Również obstawiałbym system kontroli społecznej jako sztandarowy produkt chińskiej cywilizacji i przykład potwierdzający obecną hegemonię. To nie musi wcale być import technologii, wystarczy kopiowanie rozwiązań. Niektóre zabawki które widziałem, obiecujące.
Zabawek akurat nie widziałem, ale chętnie obejrzę, możesz zarzucić linkiem? :)
Stany Zjednoczone przestały już kręcić Casus Belli na Chiny? Acha, czyli w tym tygodniu wirus nie wyszedł z Wuhan (bo w zeszłym wyszedł). Wyszedł w znaczeniu umyślnie zainfekowano populację świata. Biały człowiek ma trudny orzech do zgryzienia. Chciałby, a nie może.
Rok temu takie teorie spiskowe Facebook banował, a dziś okazuje się, że można już o tym pisać swobodnie. Jednym słowem; główne media zupełnie straciły wiarygodność, a Fauci schował się do mysiej dziury.

https://www.youtube.com/watch?v=ovU4e8Cfreg - Jim Jordan Takes Aim At Fauci During COVID-19 Origin Hearing (13 minut)
Typowe zachowanie dla kraju tranzytowego (każdego, nie tylko na linii Półwysep Europejski - Iran - Chiny). Grunt to marudzić i próbować uzyskać jak najwięcej od każdego sąsiada z osobna. Szkoda, że Polska tak nie potrafi (wg. naszej myśli dyplomatycznej kraj tranzytowy = najlepiej skłócić się ze wszystkimi wokoło). Życzę powodzenia, Rosja ma sporo do nadrobienia (wciąż nie odrobili strat po 2014r.).
Ja mam wrażenie, że polska polityka zagraniczna polegająca na izolacjonizmie jest tożsama ze stanem umysłu naszych posłów, którzy żyjąc w odrealnionym świecie wprowadzają ustawy mające na celu pognębienie własnych obywateli. Fotowoltaikę wprowadzili tylko po to, żeby w przyszłości mieć powody do wyłączenia nam prądu i Internetu. Ale oczywiście wszystko to wina Covida, bo o nieopłacalności wytwarzania energii elektrycznej w taki sposób nikt się ani słowem nie zająknie. A teraz właściciele tych cudownych paneli będą musieli własny prąd sprzedawać, żeby potem go kupić, ale już nie tak tanio, bo w innym wypadku? Co to by był za handel?

Resort klimatu chce zmienić mechanizm rozliczania nadwyżek wyprodukowanej przez system energii. Obecnie gospodarstwa domowe oddają je do sieci, a następnie mogą bezpłatnie odebrać do 80 proc. oddanej wcześniej energii w czasie, gdy panele słoneczne nie pracują albo produkują zbyt mało prądu - czytamy w dzienniku.

Według zapowiedzi rządzących właściciele paneli słonecznych, którzy wejdą na rynek od 2022 r., nadwyżki prądu będą sprzedawali firmom zajmującym się handlem energią. Ma to ich zdaniem dostosować polskie prawo do przepisów unijnych i w przyszłości umożliwić właścicielom instalacji sprzedaż wyprodukowanej przez siebie energii bez udziału profesjonalnych sprzedawców.

"Minimalna cena wynosiłaby tyle, ile średnia cena sprzedaży prądu na rynku konkurencyjnym w poprzednim kwartale – ostatnie dane wskazują na 256,22 zł/MWh. Natomiast w okresie niedoboru energii właściciel paneli będzie musiał ją kupić na rynku – w 2020 r. średnia cena prądu dla gospodarstw domowych wyniosła 537,4 zł/MWh (cena uwzględnia też opłaty dystrybucyjne)". "Rzeczpospolita" zaznacza, że "w 2021 r. rachunki w tej grupie odbiorców wzrosły o około 10 proc. Cena zakupu energii będzie więc zdecydowanie wyższa niż sprzedaży nadwyżek prądu".

https://www.bankier.pl/wiadomosc/Fotowo ... 28379.html
Introman24
Intromajster
Posty: 524
Rejestracja: 19 wrz 2016, 21:23
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w6
Lokalizacja: gdzieś na planecie Ziemia

Re: 2021, koniec hegemonii Stanów Zjednoczonych?

Post autor: Introman24 »

Wszyscy gadają o covidzie, Euro, Tusku a tutaj nasz wielki amerykański brat ma powtórkę z Wietnamu tym razem w Afganistanie. Potajemnie uciekają a tym czasie talibowie przejmują kraj mimo że miało wyjść inaczej. A jak na razie talibowie przejęli większość Afganistanu, według nich nawet 85% co może jeszcze dziś jest przesadą ale już w weekend może stać się faktem. Rząd kontroluje jedynie duże miasta a i to raczej długo nie potrwa. Taliban jest bliski okrążenia Kabulu. A miało wyjść inaczej.

Ciekawe wideo, zwłaszcza wypowiedzi Bidena:
https://www.youtube.com/watch?v=8kfLHfGNsKY

Bardziej powiedzieć sojusznikom że ma się ich wiadomo gdzie chyba się nie da. USA zostawia na pożarcie kolejnego sojusznika więc moim zdaniem nasi politycy powinni serio pomyśleć, co będzie jeśli kiedyś my zostaniemy potraktowani w podobny sposób co niestety wydaje mi się dość prawdopodobne gdyby wizja konfliktu z Rosją stała się realna.

Temat zaczął się od tego czy szturm na Kapitol oznacza symboliczny koniec hegemonii USA. Moim zdaniem lepiej nadaje się na uznanie za symboliczną datę tego wydarzenia. Ta porażka stawia USA wyjątkowo w złym świetle i tak naprawdę jest to bardziej prestiżowa klęska niż Wietnam bowiem wojna wietnamska nie była spowodowana krwawym zamachem terrorystycznym Wietkongu w USA zaś afgańska miała na celu zniszczyć Al-Kaidę i jej talibskich sojuszników. Co prawda bin Laden już dawno nie żyje ale talibowie przetrwali, wzmocnili się i pewnie zaraz wrócą do władzy a rząd afgański upadnie szybciej niż Wietnam Południowy czy afgańscy komuniści po opuszczeniu przez protektorów. Dość prawdopodobne że Afganistan znów wkrótce stanie się azylem dla terrorystów. Szkoda tylko że tylu polskich, amerykańskich i innych żołnierzy z różnych państw musiało zginąć by nie zmieniło się nic.
Awatar użytkownika
Drimlajner
Legenda Intro
Posty: 1499
Rejestracja: 07 mar 2013, 21:32
Płeć: mężczyzna

Re: 2021, koniec hegemonii Stanów Zjednoczonych?

Post autor: Drimlajner »

Introman24 pisze: 09 lip 2021, 23:34 Afganistan.
Oczywiście, można postawić tezę o sunnickim wyzwaniu hegemonicznym, o ile uwierzymy w prawdziwość przedstawianych informacji. Pewnym marzeniem Osamy Bin Ladena (choć on jest bardziej produktem CIA i MI6 niż Saudów) było wydanie Ameryce wojny tysiąca wojen i to się udało, Stany spaliły w Afganistanie około 0,7 biliarda USD, to olbrzymia kwota którą można było zainwestować w innym miejscu, jednakże należy się również przyjrzeć i zyskom które udało się wypracować USA. Gazociągu przez Afganistan tak jak nie było, tak dalej nie ma. Brak gazociągu to profit dla zarówno Saudów jak i USA, oba te kraje preferują eksport LNG tankowcami przez gazoporty (do Indii i Pakistanu). Wojnę podsumowałbym: remis.

Słowa Bidena określiłbym jako półprawdę. Początkowo rzeczywiście, były szeroko zakrojone plany dla Afganistanu, o podarowaniu zdobyczy cywilizacji, o inwestycjach, ale dość szybko wszyscy zdali sobie sprawę jaki tam naprawdę panuje syf. Quasi Islamska Republika, rządzona jak się okazuje, przez imamów bez akredytacji, tam potrzeba pokoleń żeby coś ruszyć, pokoleń a nie ledwo dwóch dekad. To zaczęło się korumpowanie lokalnych watażków, byle znaleźć tego Osamę i czym prędzej stamtąd uciec.

Dobrymi chęciami wybrukowane jest piekło, a w Afganistanie wszystko wskazuje na to, Ameryka wykorzystała NATO do swych partykularnych interesów.

Ciekawy jestem w jaki sposób zareagują Chiny. Afganistan dobra pozycja do szachowania Indii i Pakistanu. Armia Chin doświadczenie w boju równe zero, tutaj też Afganistan wydaje się być dobrym choć bardzo wymagającym poligonem.
Fairytaled pisze: 20 lip 2021, 7:58 Pamiętam czasy, gdy nikt nie musiał dementować teorii spiskowych. Dlaczego coś się w tej kwestii zmieniło? Można było sobie obejrzeć filmiki na Youtubie o płaskiej Ziemi i nikt nie miał z tym problemu. Równie dobrze mógłbym się domagać tego, by Fundacja Rockefellera przestała tworzyć swoje scenariusze dotyczące przyszłości, ponieważ część z nich się nie sprawdzi. Ale niestety jest tak, że mamy podwójny standard; zwykły człowiek nie może spekulować. Bogaci mają prawo spekulować. Kiedy bogaci spekulują poprawnie pojawiają się teorie spiskowe; na przykład takie, że bogaci zaplanowali sobie taki a nie inny przebieg wydarzeń. Czy twierdzenie, że bogaci mogą wpływać na przebieg wydarzeń na świecie jest pozbawione sensu? Pieniądze muszą być wydawane na to, żeby takie myśli nie mogły się pojawiać w głowie zwykłych zjadaczy chleba.
Nie podoba mi się określenie: bogaci. Nie do końca oddaje istotę problemu bo tutaj nie chodzi o majątek a bardziej o zajmowaną pozycję (człowieka, w dowolnym momencie można zmienić). Spółki publiczne od zarania dziejów były w dziwnym nienazwanym mariażu z tronem. Korporacjonizm. CEO jest de facto kolejnym urzędnikiem administracji, po prostu ładna nazwa na zwykłego zarządce kołchozu. Potem dochodzi do dziwnych pertraktacji Musk - Biden na temat podatków, a CEO innych spółek również lobbują - koncerny zbrojeniowe za kolejną wojną, związki zawodowe za swoimi rozwiązaniami itd. Zwykły Joe od prywatnej firmy usługi budowlano - wykończeniowe nie ma za wiele do gadania, nie jest częścią rodziny Wall Street.
Fairytaled pisze: 20 lip 2021, 7:58 Spekulacje dotyczą tego, kto kogo kontroluje; czy ktoś kontroluje Trumpa? Czy Trump wykonuje polecenia narzucone z góry? Kto jest głównym graczem? Po co? Dlaczego? Kto z kim? Smuci mnie to, że zadawanie takich pytań to myślozbrodnia.
Image
ODPOWIEDZ