Czy chciałbyś dalej żyć ?

Dyskusje dotyczące życia, społeczeństwa, polityki, filozofii itp.
Awatar użytkownika
Coldman
Administrator
Posty: 2390
Rejestracja: 07 lip 2014, 2:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
MBTI: Szajs
Lokalizacja: Poznań

Czy chciałbyś dalej żyć ?

Post autor: Coldman »

Witajcie Introsie
Dziś przychodzę do was z trudnym kontrowersyjnym tematem. To moja subiektywna opinia i będzie odnosiła się do mojego światopoglądu zakrojonego do mnie oraz moich najbliższych.

Na początku chciałbym przytoczyć historie pewnej dziewczyny, którą znam z widzenia ze szkoły.
Gdy chodziłem do gimnazjum to w najstarszej klasie była taka dziewczyna. Miała wtedy chyba 16 lat. Zupełnie normalna nastolatka, lubiła grać w siatkówkę, spotykać się z przyjaciółmi na wszelkich eventach i robić wiele innych rzeczy jak na przystało typową nastolatkę. Zdarzyło się jej, że zasłabła, po badaniach okazało się, że ma nowotworu środkowego układu nerwowego w okolicy dolnej szyszynki. Straszna diagnoza. Lekarze zdecydowali się na usunięcie nowotworu. Po operacji zapadła w śpiączkę, w specjalnej klinice przebywała prawie rok. Udało się ją wybudzić. Wiadomo rehabilitacja i wszelkie sprawy. Przechodząc do sedna tematu. Nie chce żeby to zabrzmiało źle, ale tak to już czasem bywa. W następstwie operacji itp ma https://pl.wikipedia.org/wiki/Wodog%C5%82owie Wodogłowie. Pomijając wszelkie zmiany fizyczne, od nowa nauka poruszania, wykrzywiona twarz mogły nastapić zmiany w osobowości. W wielu innych przypadkach przy usunięciu guza mózgu i powikłaniach też dochodzi do takich sytuacji, gdy z człowiek staje się niepełnosprawny psychicznie i fizycznie.

Tak widząc posty na FB z rehabilitacji tej dziewczyny zastanawiam się co by było gdyby mi takie coś się przytrafiło. Gdy teraz bym się dowiedział o tym, że mam guza mózgu, który jest trudny do wycięcia i może mnie czekać to co spotkało tę dziewczynę.
Taką najważniejszą w mojej ocenie kwestią jest tu czy pomimo jej obecnego stanu (jazda na wózku, brak samodzielności, problemy w komunikacji) ona jest taką samą osobą jaka byla przed operacją. Czy w środku pozostała ta sama osobowość ?

Moja osobowość to wszystko co mam gdyby miało mi to coś zaburzyć, to nie widzę sensu w dalszym życiu. Gdybym miał bardzo małą nadzieje na to, że będę tym samym człowiekiem to wolałbym się zabić. Dopuszczam siebie jako osobę niepełnosprawną fizycznie,ale w miarę samodzielną. Wszelkie stany poniżej tego progu są dla mnie równe śmierci. Nie lubię litości i nie zniósł bym wiecznej opieki. O sprawach natury psychicznej, to już nie ma co myśleć, bo co z tego, że wyniku rehabilitacji zaczął bym się poruszać i uśmiechać każdego dnia, jeżeli ośrodki w mózgu odpowiedzialne za osobowość byłyby uszkodzone. Wyrażać szczęście potrafią też zwierzęta np. pies merdający ogonem. Tylko taki pies nie ma kory mózgowej, która jest odpowiedzialna za naszą ludzką inteligencje, uczucia, emocje. Nie mógłbym bez tego żyć.

Ważną sprawą w tej kwestii są też najbliżsi i chciałbym żeby potrafili zrozumieć, że w takim stanie rzeczy nie chciałbym być już wśród żyjących.
Nie wydaje mi się w takim wypadku, że to by było egoistycznym zachowaniem. Wystarczy spojrzeć na to z mojej strony i cierpienie z takiego stanu rzeczy byłoby niewyobrażalne, jeśli w ogóle miałbym tego świadomość.

Patrząc na to z innej strony, gdyby mojemu bliskiego coś takiego się stało. To chciałbym poznać póki by było można, opinie jego w tym temacie. Jak on to widzi. Zrozumiałbym jeśli by miał takie same zdanie jak ja, choć byłoby to ciężkie. (oczywiście najpierw w stosunku do niego stosuje wszelkie formy pocieszenia, pomocy, wsparcia) Straszny by był widok osoby podzielające moje zdanie, a będące w takim stanie. Taka bezsilność by się włączyła, ze względu na Polskie warunki prawne. Bardzo ciężkie decyzje i przemyślenia w takiej sytuacji. Więcej sobie nie wyobrażam, bo wiem, że wszystko zależy od indywidualnego przypadku.

Podsumowując:
Gdyby kiedyś mi się coś wydarzyło, miałbym jakiś wypadek, w którym odniósłbym ciężkie obrażenia, które nie pozwalały by mi mieć normalny i w pełni świadomy kontakt ze rzeczywistością to z pewnością nie chciałbym dalej żyć.

Jak wy subiektywnie widzicie się w takiej sytuacji ?
Awatar użytkownika
Fangtasia
Rozkręcony intro
Posty: 310
Rejestracja: 21 wrz 2014, 22:20
Płeć: kobieta
MBTI: ISFJ
Lokalizacja: Poznań

Re: Czy chciałbyś dalej żyć ?

Post autor: Fangtasia »

Prawdopodobnie również bym nie chciała kontynuować swojego życia, jeśli mowa już o takim stanie że wymagałabym codziennej opieki. Cierpienie cierpieniem, przypuszczam że byłoby nie do zniesienia. Ale jeszcze bardziej nie zniosłabym obarczania rodziny sobą. Wiem z doświadczenia co to znaczy opieka nad chorą osobą, ktoś taki jest zmuszony do odmawiania sobie większości rzeczy, do skupiania się głównie na tej jednej chorej osobie. To wymaga tak wielkiego poświęcenia, że myśl że miałabym kogoś czymś takim obarczać to dla mnie za dużo.
A z drugiej strony ciężko mi sobie wyobrazić reakcje rodziny na moją decyzję. Przypuszczam, że nie chcieliby się z tym pogodzić, udawaliby pewnie że spoko, dadzą radę. Pewnie by dali, ale jakim kosztem?
No ale cóż, to i tak wszystko nierealne, biorąc pod uwagę prawo jakie mamy.
Awatar użytkownika
Arsen
Rozkręcony intro
Posty: 264
Rejestracja: 04 lut 2019, 22:08
Płeć: mężczyzna
MBTI: INFJ
Lokalizacja: Sinnoh
Kontakt:

Re: Czy chciałbyś dalej żyć ?

Post autor: Arsen »

W przypadku kiedy naprawdę odniósłbym obrażenia które mocno by mnie ograniczyły lub przytępiły to nie chciałbym dalej się męczyć i wolałbym umrzeć. Nie widzę sensu w życiu z którego nie jestem zadowolony lub co gorsza nie potrafię być. Żyć aby się męczyć? Ars za to podziękuje i nie skorzysta. Nie jest to w żadnym przypadku proste i pewnie zderzenie się z tym zmieniło by moją pewność ale raczej decyzja dalej była by bardziej jasna niż inne.
Nie wiem co z innymi, znaczy wiem. Gadanie że głupio robię i jak ja mogę tak myśleć, każdy na początek by tak zareagował jeśli bliska osoba miała by zniknąć na zawsze. Ciężko sobie to wyobrazić. Życie jednak w tym wypadku wcale nie jest takie kolorowe. Koleżanka ma dziadków ciężko chorych, wiekowe osoby, babcia Alzheimer, dziadek to bardziej forma skorupy już. Byłem z nią u nich bo pilnowaliśmy dziadków dopóki jej ojciec nie przyszedł. Opowiadała mi że nie lubi tam chodzić i w sumie dziwiło mnie to bo nie rozumiałem. Wtedy jednak pojąłem. Babcia zapomina właściwie wszystko, przedstawiłem się, 15 sekund potem pyta mnie kim jestem. Czułem się tak dziwnie. Siadamy w troje przy stole, dziadek siedzi jak skorupa, niby ogląda telewizje ale te tępe spojrzenie, to mnie przerażało. Siedzimy, cisza jest. Babcia mówi nagle że nie chce już tak żyć, że chętnie by umarła bo to nie życie, sama ledwo co się trzyma a tu jeszcze dziadek na głowie który wymaga ciągłej opieki. Słuchanie takich rzeczy tylko mnie utwierdza w przekonaniu że jeśli w jakikolwiek sposób przypominał bym takie osoby to lepiej będzie odejść. Dla dobra innych jak i mnie samego.

Smutna refleksja w sumie *wyciera oczka bo mokre*
W walce – zwycięstwo
W pokoju – czujność
W śmierci – poświęcenie
Awatar użytkownika
highwind
Legenda Intro
Posty: 2180
Rejestracja: 15 paź 2011, 10:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 1w9
MBTI: istj
Lokalizacja: wro

Re: Czy chciałbyś dalej żyć ?

Post autor: highwind »

Nie mam zielonego pojęcia. Jak można coś takiego wiedzieć, póki się tego nie doświadczy z pierwszej ręki?
Awatar użytkownika
Fire
Stały bywalec
Posty: 192
Rejestracja: 20 lut 2019, 17:47
Płeć: kobieta

Re: Czy chciałbyś dalej żyć ?

Post autor: Fire »

Miałam możliwość obserwować osoby w podobnych sytuacjach. Dość często. Są to wielkie dramaty tych ludzi ale także ich rodzin. Niestety w większości przypadków(w zależności od typu nowotworu), deficyty podstawowych funkcji życiowych są znaczne. Funkcji mózgu tym bardziej, w zależności od umiejscowienia zmiany.
Duża część nowotworów mózgu jest śmiertelna albo ma tendencję do nawrotów. W sytuacji samego faktu rozpoznania choroby i świadomości jej konsekwencji, można w jednej chwili przestać wierzyć w to, co dla nas ważne. Zawsze istnieje ryzyko, że nie wybudzimy się po zabiegu. Już w chwili podpisywania na niego zgody, gdzie mamy wyszczególnione możliwe powikłania po, nasz cały świat wywraca się do góry nogami. To już tu następują w człowieku zmiany.
Jeśli leczenie i rehabilitacja kończy się pomyślnie, te osoby często zaczynają doceniać życie jakie mają. Zmiany w osobowości następują na pewno.
W jakim stopniu? tu także wszystko zależy od typu i umiejscowienia zmiany(kwestia rozmieszczenia w mózgu ośrodków/płaty mózgu)
W cięższych przypadkach, w wypadku niepowodzenia, niestety zmiany w mózgu są tak ciężkie i nieodwracalne, że trudno określić realny stopień świadomości tych osób.
Sądzę, że nie chciałabym żyć jako osoba wymagająca opieki. Zwłaszcza, że tacy chorzy cierpią z powodu wielu dodatkowych powikłań, typu zakażenia, odleżyny itd. Ciężki temat.
Cherry
Intronek
Posty: 36
Rejestracja: 18 sie 2018, 23:43
Płeć: nieokreślona

Re: Czy chciałbyś dalej żyć ?

Post autor: Cherry »

Odpowiedź na takie pytanie nie jest prosta.

Inaczej jest w przypadku niepełnosprawności fizycznej, która pozwala władać intelektem.
Ciekawe czy wśród forumowych introwertyków jest ktoś taki.
Awatar użytkownika
Nowokaina
Introwertyk
Posty: 60
Rejestracja: 04 sty 2018, 8:28
Płeć: kobieta

Re: Czy chciałbyś dalej żyć ?

Post autor: Nowokaina »

Po pierwsze, mam nadzieję, że nigdy w życiu nie przydarzy mi się nic (wypadek, choroba), co pozbawiłoby mnie samodzielności. Po drugie, wiem z doświadczenia jak ciężka i wymagająca jest opieka nad człowiekiem, który potrzebuje mieć kogoś cały czas przy sobie. Taka jednostka nie jest w stanie funkcjonować bez czyjejś pomocy, a dla osoby opiekującej się - każdy nowy dzień przynosi kolejne wyzwania zarówno wobec jego wytrzymałości psychicznej jak i fizycznej. Wniosek - naprawdę wolałabym umrzeć niż pozwolić aby ktokolwiek miał się mną zajmować.
Awatar użytkownika
Alphekka
Pobudzony intro
Posty: 142
Rejestracja: 22 kwie 2018, 22:34
Płeć: kobieta
Enneagram: 5w4
MBTI: INFJ
Lokalizacja: Ziemia

Re: Czy chciałbyś dalej żyć ?

Post autor: Alphekka »

Nikt nie chciałby znaleźć się w takich okolicznościach. Mnie się czasem nie chce żyć, nawet gdy obiektywnie można stwierdzić, że właściwie to nic takiego strasznego się nie dzieje. Może to śmieszne, ale zdarzają mi się takie dni, w czasie których sama świadomość, że jestem uzależniona od swojej fizjologii (jeść co kilka godzin czy korzystać z toalety), wykańcza mnie. A przecież do tego dochodzą jeszcze "zwykłe", codzienne obowiązki w domu i w pracy, zobowiązania wobec rodziny czy przyjaciół, złe samopoczucie (migreny, niewyspanie, przeziębienia itp.) i na koniec wszelkiego rodzaju inne małe i duże cierpienia psychiczne z powodu niepowodzeń lub po prostu stanu rzeczy itd. Ogólnie mówiąc, chociaż wszyscy staramy się unikać cierpienia, to jednak życie ogólnie chyba jest cierpieniem. Cierpienie osoby niepełnosprawnej skupia się na czymś innym, ale nie jestem pewna czy jest większe. Czy gdy staje się osobą niepełnosprawną nie zmienia się w ogóle perspektywa patrzenia na świat? Można sobie pomyśleć, że to tragedia od nowa uczyć się chodzić, ale może niekoniecznie. Może to pewnego rodzaju odkrywanie świata na nowo, z ciekawością, jak u małego dziecka? Szczęście bardziej zależy od stanu wewnętrznego, niż zewnętrznego człowieka.
Druga sprawa to to, iż uważam, że nasze życie nie należy do nas.
Dwa razy dwa równa się siedem i pół, minus trzy i jeszcze trochę więcej. G. I. Gurdżijew
Awatar użytkownika
Ananas
Pobudzony intro
Posty: 129
Rejestracja: 24 lip 2019, 19:18
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 6w5
MBTI: INTP
Lokalizacja: Poznań

Re: Czy chciałbyś dalej żyć ?

Post autor: Ananas »

Osobiście nie chciałbym żyć gdyby miał jakikolwiek uszczerbek na moim i tak już małym intelekcie, ale gdybym został tylko (albo też aż) niepełnosprawny fizycznie (zależy też w jakim stopniu) to cierpiałbym ale w sumie pewnie bym żył. Inną sprawą jest też to ze pewnie moi bliscy (szczegolnie mama) walczyliby o moje życie, zresztą jest też brak legalnej eutanazji w Polsce co też jest moim zdaniem głupie, ale pewnie kiedyś się to zmieni. Słabo jest jak ktoś w taki sposób cierpi i nie może nawet popełnić samobójstwa :/
We wszechświecie więcej jest gwiazd niż ziaren piasku na dowolnej plaży;
więcej jest gwiazd niż sekund, które upłynęły, odkąd powstała ziemia;
więcej jest gwiazd niż dźwięków i słów wypowiedzianych przez wszystkich ludzi od początku świata."

-Neil De Grasse Tyson
Awatar użytkownika
Fairytaled
Introwertyk
Posty: 111
Rejestracja: 01 lip 2019, 17:55
Płeć: mężczyzna
MBTI: INFP

Re: Czy chciałbyś dalej żyć ?

Post autor: Fairytaled »

Ja bym tutaj oddzielił niepełnosprawność nabytą od tej wrodzonej. W tym pierwszym przypadku jest to zdecydowanie trudniejsze do zaakceptowania; człowiek w pełni sił nagle zostaje postawiony w sytuacji, kiedy to, co wcześniej było dla niego czymś normalnym nagle staje się niemożliwe. Sam jestem osobą niepełnosprawną, z tym, że dla mnie tak było od zawsze, więc mogę tylko sobie zobrazować co się dzieje w głowie osoby, którą dotyka nagła tragedia. Warto dodać, że stosunek do życia to kwestia zupełnie indywidualna, która zależy od wielu czynników, nie tylko choroby. Są tacy niepełnosprawni, którzy naprawdę bardzo cierpią, czasami dolegliwości fizyczne stają się nie do zniesienia, innym razem to psychika odmawia posłuszeństwa. Człowiek ogólnie mówiąc czuje się dość dziwnie, nawet jeśli nikt nie zwraca na Ciebie większej uwagi i wydaje się, że jesteś akceptowany. Ale są też tacy ludzie, którzy na przykład załamują ręcę, płaczą albo mają nieuzasadnione pretensje. Trzeba mieć w sobie mnóstwo siły, żeby to wszystko znieść i zbudować w miarę zdrowe poczucie własnej wartości.
Co do kwestii bycia ciężarem, to muszę powiedzieć, że zdarzyło mi się w przeszłości myśleć w ten sposób. Problem polega na tym, że są ludzie, którym naprawdę na mnie zależy, i nie czuję się z tego powodu okropnie. Większym egoizmem wydawałoby mi się samobójstwo w sytuacji, gdy rzeczywiście moja egzystencja ma sens i pomimo oczywistych trudności wnosi coś do życia innych osób. A może nawet więcej; to trudności sprawiają, że życie nabiera głębszej wartości (pod warunkiem, że są możliwe do udźwignięcia). Jest jeszcze druga rzecz; odpowiedzialność za rozpacz, którą człowiek swoim działaniem mógłby wywołać. Dlatego myślę, że argument samobójstwa, które w domyśle miałoby kogoś uwolnić od niepotrzebnego cierpienia jest zupełnie nietrafiony. Wydaje mi się też, że osoba, która chce się zabić sama odczuwa ogromne męki, i próba uwolnienia się od tego stanu jest głównym powodem targnięcia się na własne życie. Co do mnie, to świadomość kruchości ludzkiej egzystencji sprawia, że paradoksalnie to życie bardziej doceniam. Emocje bywają różne, ale póki co udaje mi się wracać do stanu równowagi. Myślę, że dopóki człowiek jest w stanie odnaleźć w swoim życiu coś ważnego, za co może być wdzięczny, dopóty warto stawiać następny krok, pomimo ciemności i burz tej naszej ludzkiej egzystencji.
Awatar użytkownika
Coldman
Administrator
Posty: 2390
Rejestracja: 07 lip 2014, 2:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
MBTI: Szajs
Lokalizacja: Poznań

Re: Czy chciałbyś dalej żyć ?

Post autor: Coldman »

Tak myślałem ostatnio i chciałbym te swoje wypowiedzi poszerzyć. Oczywiście wszystko co na początku wątku nadal jest aktualne. Ostatnio miałem sny z czymś takim i wziąłem to pod analizę. Co bym zrobił gdybym dostał diagnozę przykładowo ostrej białaczki szpikowej. Niedawno dowiedziałem się, że znajomy z gimnazjum właśnie zapadł na tę chorobę. Raczej był mało lubiany przez swoje wieczne gadulstwo. Udzielał się dużo sportowo, ale gdy się z nim grało strasznie na wszystkich się darł, a sam nic takiego nie pokazywał. Choroba przyszła u niego nagle i ogromna społeczność zaangażowała się w pomoc. Były turnieje sportowe, akcja DKMS, zbiórka pieniędzy i do teraz to się wszystko ciągnie.
Ja w takiej sytuacji z pewnością, chciałbym posłuchać wielu opinii lekarzy i przeprowadzić dokładne badania, gdybym wiedział, że to dla mnie praktycznie wyrok to prawdopodobnie chciałbym popełnić samobójstwo. Po pierwsze psychika by mi siadła. Chyba bym się nikomu nie przyznał nawet.
Nie lubię gdy ludzie się nade mną litują, gdy muszą mi w czymś pomóc, bo ja sobie sam nie daje radę. Udzielam się społeczne w mojej gminie: zespół, straż i inne eventy. Wiem, że obok mnie są świetni ludzie, którzy by chcieli mi pomóc, ale ja potem nie mógłbym im spojrzeć w twarz. Być w centrum uwagi przez takie coś to dla mnie coś strasznego. Ludzie są dobrzy i chcą w osobie w potrzebie dać słowa otuchy i wsparcia, ale mnie to całe współczucie, by zniszczyło. Nie chciałbym też przez to przechodzić z moimi rodzicami, psychika moja by była zbyt dręczona.
Pieniądze na moje leczenie wolałbym przeznaczyć na jakieś cele naukowe. To jest dla mnie lepsza opcja, może więcej osób by z tego wyciągnęło korzyści, może by został postawiony choć malutki krok dla lepszego leczenia jakiś chorób. Wiem, że takie plany są raczej smutne i przygnębiające. Powinienem mieć więcej wiary i motywacji, ale w życiu bywa różnie i mam do niego takie moje podejście.
ODPOWIEDZ