Pro-Life czy Pro-Choice?

Dyskusje dotyczące życia, społeczeństwa, polityki, filozofii itp.
Awatar użytkownika
Drimlajner
Krypto-Extra
Posty: 964
Rejestracja: 07 mar 2013, 21:32
Płeć: mężczyzna
MBTI: Brak
Lokalizacja: Warszawa - Okęcie
Kontakt:

Re: Pro-Life czy Pro-Choice?

Post autor: Drimlajner » 28 paź 2016, 22:09

apohawk pisze:Pro-choice nie jest doktryną liberalną. Pozornie dotyczy ona dania wyboru, jednak dotyczy pozbawienia wyboru. Daje wybór matce, tylko zauważ, że świat nie kończy się na niej. Pro-choice daje władzę matce, jako silniejszej, wobec życia i śmierci dziecka, bytu słabszego. Daje silniejszemu prawo zabicia słabszego i twierdzi, że to jest dobre. FASZYZM!
Tak, o to mi chodziło. Możesz to nazywać faszyzmem, prawem silniejszego, wszystko mi jedno, ten wybór istnieje i ja to zauważam.
apohawk pisze:Podczas gdy liberalizm to "wolność jednego kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego".
To chyba tylko w jakimś łagodnym wydaniu. A gdzie "odrzuca wszelkie ograniczenia" ? W anarchizmie ?
apohawk pisze: Na szybko próbowałem coś zweryfikować z tego, co piszesz, ale trafiam tylko na informację, że obowiązek alimentacyjny ustaje w momencie adopcji (przysposobienia). Bez żadnego odniesienia do kodeksu rodzinnego i opiekuńczego.
Przepraszam, nie chcę lecieć w off-top :?
apohawk pisze:Jeśli faktycznie zapisy prawa są tak nieprzychylne, to lepiej zmienić KRiO i okolice na bardziej przyjazne. I zapewne łatwiej, bez kontrowersji jak w przypadku prawa o aborcji, oraz lepiej byłoby to zrobić niezależnie od tego, czy "kompromis aborcyjny" zmieniamy czy nie.
Ale to jest właśnie dobre ! W sytuacji państwa takiego jakie my zamieszkujemy, bez silnego przemysłu wydobywczego ani układów gospodarczych, jeżeli mamy ten kaprys stworzenia sieci placówek opiekuńczych dla dzieci porzuconych, niepełnosprawnych i zdrowych, przez rodziców którzy właśnie wybrali drogę zrzeknięcia się praw wychowawczych po zakończeniu ciąży, mają taką możliwość, to kto to utrzyma ? Czy to nie jest przejaw właśnie bizantynizmu i rozpasania naszego państwa ? Wiesz, ja wiem jak się zabezpieczyć, aborcji się nie boje, w moich mokrych snach pieniądze z podatków nie są marnotrawione. Potomstwo to obowiązki. Tak było, jest i będzie. Żadne uródź i zapomnij. No to chyba dobrze że administracja państwowa domaga się od rodziców zwrotu choć z 25% poniesionych kosztów utrzymania zrzekniętego się potomka. Takie rozwiązanie albo dowalenie wszystkim odpowiednio wysokich podatków żeby państwo było stać na każdy program.
apohawk pisze:Mam dylemat, bo nie wiem, czy próbujesz ośmieszać, robić prowokację pytaniem nie na temat, czy faktycznie żyjesz przeświadczeniem, że tak to wygląda. Jeśli to pierwszy przypadek, to trudno, masz chyba prawo upaść w dyskusji tak nisko jak zechcesz. Jeśli tego szukasz, to mogę skrócić twoje poszukiwania do "niezawodnego" "Czy przestałeś już gwałcić małe dzieci? No tak czy nie?! Dziękuję :lol: " Zaznaczam jednak, że mnie nie interesuje ten kierunek.
W drugim przypadku, cóż może cię zawiodę, ale tak to nie wygląda. Kurs przedmałżeński dotyczył innych kwestii.
Piękne :)
Introman24 pisze: No właśnie, raczej rozpadu nie będzie. PiS już w 2007 przeżył podobny rozłam - wówczas też w Sejmie był projekt zaostrzający dostęp do aborcji i wówczas właśnie głosami większości PiS zmiana prawa nie przeszła. Nie spodobało się to właśnie Markowi Jurkowi, który wówczas był marszałkiem Sejmu. Skrzyknął do kupy niezadowolonych, zrzekł się funkcji i założył nową partię - Prawicę RP. Skończyło się to tak, że partia szybko straciła znaczenie, nie weszła do Sejmu i potem przez kilka lat wegetowała na obrzeżach polityki z 1% poparciem i trwałoby to nadal, gdyby Kaczyński nie przyjął ich z powrotem na listy wyborcze. PiS przetrwał groźniejsze rozłamy, ale zawsze Kaczyńskiemu udało się przetrwać, zaś rozłamowcy trafiali na polityczny margines i gdyby nie łaska okazana przez Kaczyńskiego to Jurka, Ziobro i Gowina nie byłoby w Sejmie. Zresztą akurat Gowin był przeciwny zmianom w prawie aborcyjnym i opowiada się za obecnymi przepisami.

Jeśli dojdzie do jakiejś secesji z PiS przeciwników aborcji, to ich koniec będzie podobny. W następnych wyborach skończą z 2-3% głosów i znajdą się poza Sejmem. Zwłaszcza, że konkurencja jest spora, bo o prawicowców niezadowolonych z PiS walczą jeszcze Kukiz, Korwin i może jeszcze Grzegorz Braun spróbuje coś stworzyć. Partia opierająca swój program tylko na jednym postulacie nie ma wielkich szans na sukces.
Tak na szybko, bo nie chce tutaj wchodzić zbytnio w off-top a jednak wydaje mi się że to zasadne. Od 2007 roku zmienił się trochę układ sceny politycznej, ostatnie wybory pokazały też że grupa szerzej nieznana może odnieść sukces polityczny (mówię o .Nowoczesna i Kukiz15). Geopolitycznie mamy do czynienia z wielką migracją ludności muzułmańskiej i zaostrzaniem się nastrojów nacjonalistycznych. To ważne. Nie lekceważyłbym znanej szeroko na świecie tendencji że po okresach liberalnych światopoglądowo przychodzi konserwatyzm, w tym przypadku katolicki, bo niestety dzięki wujkowi Stalinowi i kanaliom pokroju Gomułki przepędziliśmy stąd żydów, protestantów i cerkiewnych, tak więc nie ma czynnika hamującego. Jeśli środowiska narodowe i katoliccy fundamentaliści, postanowią stworzyć stronnictwo polityczne i poprowadzić kampanie polityczną bazując na sentymencie do Jana Pawła II i odrzuceniu mentalności zachodniej europy to tak, przy odpowiednim zmobilizowaniu elektoratu, mogą liczyć na sukces. Taki mamy klimat. A Kaczyński to zwykły koniunkturalista.
May the blessing of the Wright Brothers always be with thee.

Awatar użytkownika
apohawk
Rozkręcony intro
Posty: 256
Rejestracja: 27 lis 2012, 18:35
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
Lokalizacja: Wrocław

Re: Pro-Life czy Pro-Choice?

Post autor: apohawk » 02 lis 2016, 16:11

ponuraczek pisze:
apohawk pisze: - Abp Hoser vs prof. Dębski i prof. Łuków: tu też nie ma faktów naukowych, o które prosisz w podsumowaniu swej wypowiedzi. Są "mity zabarwione własnym światopoglądem", że posłużę się cytatem.
(...)
Znamienny jest także użyty język przez obu profesorów. Atak ad personam, wpychanie w usta oponenta słów i tez, których nie powiedział i na podstawie swoich kłamstw nt. wypowiedzi oponenta próba ośmieszenia oponenta. Zachowanie haniebne. Nie tak powinna wyglądać rzeczowa dyskusja. Artykuł nie podaje żadnej odpowiedzi abp Hosera na te wypowiedzi, może nie było żadnej, więc nie wypowiem się na temat kultury dyskusji abp Hosera w tym wypadku.
Znaczy mam wrażenie, że Dębski podał merytoryczny argument: czy plemniki gwałciciela są w jakiś sposób gorsze, od plemników przeciętnego człowieka? Do zapłodnienia najczęściej dochodzi w jajowodzie, a potem komórka jajowa kilka dni wędruje sobie do macicy, by się w niej zagnieździć.
Nie widzę fragmentu wypowiedzi w której Łuków używa haniebnego języka. Po prostu analizuje wypowiedź Hosera i według mnie ma rację, bo sama podobnie odbieram słowa arcybiskupa. A oburzeniu Dębskiego się nie dziwię.
Łuków: "Sugeruje, że gwałt można uznać za coś moralnie mniej nagannego, gdyż prawdopodobieństwo zajścia w ciążę w jego wyniku jest znikome." Gdzie w tym artykule abp Hoser powiedział cokolwiek takiego?? To, że Łuków tak interpretuje czyjeś słowa, to jego problem. To, że tak naciąganą i uwłaczającą interpretację narzuca innym, podpierając się autorytetem profesora eksperta, jest już haniebne. Jak by tak robił Mietek spod budki z piwem, to trudno - debil, ale takie zachowanie profesora deprecjonuje instytucję profesora.
Dębski wcale nie "podał merytoryczny argument", tylko idiotycznie lub celowo spłycił temat, całkowicie pomijając fizjologię kobiety. Abp Hoser ani słowem nie wspomina o plemnikach. Mówi o "fizjologii, która jest narażona na tak duży stres". Na moje oko to fizjologia kobiety. Czy Dębski jakkolwiek się do tego odniósł? Ani słowem. Czy jakkolwiek odniósł się do argumentu "stres, niepokój, jest jedną z przyczyn psychologicznych niepłodności"? Nie, bo po co?
Czy Hoser ma rację? Nie ma takich badań!
Czy Dębski ma rację? Nie ma takich badań!
Co więc zatem mamy? Intuicję, przypuszczenia i mnóstwo emocji. Intuicja w nauce jest tak przydatna jak i zawodna. Autorytet profesor ekspert nie powinien się nią posługiwać jak narzędziem naukowym, ani za jej pomocą przedstawiać tezy jako definitywnie udowodnionej lub obalonej.
No good deed goes unpunished.

Introman24
Pobudzony intro
Posty: 136
Rejestracja: 19 wrz 2016, 21:23
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w6
Lokalizacja: gdzieś na planecie Ziemia

Re: Pro-Life czy Pro-Choice?

Post autor: Introman24 » 02 lis 2016, 19:41

W sytuacji państwa takiego jakie my zamieszkujemy, bez silnego przemysłu wydobywczego ani układów gospodarczych, jeżeli mamy ten kaprys stworzenia sieci placówek opiekuńczych dla dzieci porzuconych, niepełnosprawnych i zdrowych, przez rodziców którzy właśnie wybrali drogę zrzeknięcia się praw wychowawczych po zakończeniu ciąży, mają taką możliwość, to kto to utrzyma ? Czy to nie jest przejaw właśnie bizantynizmu i rozpasania naszego państwa ? Wiesz, ja wiem jak się zabezpieczyć, aborcji się nie boje, w moich mokrych snach pieniądze z podatków nie są marnotrawione. Potomstwo to obowiązki. Tak było, jest i będzie. Żadne uródź i zapomnij.
Teoretycznie można urodzić i zapomnieć - jeśli się odda dziecko do adopcji. Oczywiście, jest problem napiętnowania społecznego, o którym wcześniej pisałem, ale samo zrzeczenie się praw do dziecka jest legalne i wykonalne. Sam Kościół prowadzi okna życia, co też jest dobrą alternatywą dla aborcji i porzucania dziecka na śmietniku. Ze stworzeniem domów dziecka z dobrymi warunkami wychowawczymi nie byłoby problemów nawet w obecnej sytuacji gospodarczej. Wiele pieniędzy w naszym kraju jest marnotrawionych i gdyby przyjrzeć się wydatkom budżetowym znalazłyby się zapewne zbędne urzędy, instytucje, stanowiska, na których zarabia się tyle, że przez rok można byłoby utrzymać dziecko, a które nie są do niczego potrzebne poza zatrudnianiem krewnych i znajomych. Fundusz Kościelny też można by na ten cel okroić :)
Od 2007 roku zmienił się trochę układ sceny politycznej, ostatnie wybory pokazały też że grupa szerzej nieznana może odnieść sukces polityczny (mówię o .Nowoczesna i Kukiz15). Geopolitycznie mamy do czynienia z wielką migracją ludności muzułmańskiej i zaostrzaniem się nastrojów nacjonalistycznych. To ważne. Nie lekceważyłbym znanej szeroko na świecie tendencji że po okresach liberalnych światopoglądowo przychodzi konserwatyzm, w tym przypadku katolicki, bo niestety dzięki wujkowi Stalinowi i kanaliom pokroju Gomułki przepędziliśmy stąd żydów, protestantów i cerkiewnych, tak więc nie ma czynnika hamującego. Jeśli środowiska narodowe i katoliccy fundamentaliści, postanowią stworzyć stronnictwo polityczne i poprowadzić kampanie polityczną bazując na sentymencie do Jana Pawła II i odrzuceniu mentalności zachodniej europy to tak, przy odpowiednim zmobilizowaniu elektoratu, mogą liczyć na sukces. Taki mamy klimat. A Kaczyński to zwykły koniunkturalista.
Teoretycznie masz rację, ale w praktyce ortodoksyjne skrzydło PiS-u w większości ma doświadczenie rozłamu za sobą i widzi, że ani Jurek, ani Piłka ani nikt inny nie jest przywódcą, który pociągnie za sobie tłumy i zagrozi Kaczyńskiemu. Może, gdyby Rydzyk się zbuntował, to byłoby to zagrożenie dla PiS, ale on zawsze w takich sytuacjach stawiał na silniejszego, czyli na PiS. Poza tym nowe ugrupowanie miałoby konkurencję w postaci Kukiza i Korwina, którzy zapewne skutecznie odbieraliby mu głosy. Co więcej, obecnie następuje pewne odklejenie prawicowców od Kościoła, znam wiele osób z mojego jeszcze młodego pokolenia, które popierają różne ugrupowania prawicowe mimo, że same są niewierzące ani niepraktykujące i teksty Terlikowskiego we Frondzie czytają raczej z rozbawieniem niż z uznaniem. Na partię bardziej moherową niż PiS zapotrzebowania by nie było. Coś takiego próbował tworzyć Grzegorz Braun i jak przyszło co do czego, nawet nie zarejestrował swojego komitetu w całym kraju, a o wyniku wyborczym szkoda słów. Kaczyńskiemu udało się skutecznie zniszczyć wszelką konkurencję polityczną na prawicy poza Kukizem, który na razie nie ma potencjału, aby mu zaszkodzić i bez jakiejś wielkiej kompromitacji PiS tak pozostanie.

Awatar użytkownika
ponuraczek
Pobudzony intro
Posty: 163
Rejestracja: 06 gru 2014, 21:34
Płeć: kobieta
Enneagram: 5w4
MBTI: INTJ

Re: Pro-Life czy Pro-Choice?

Post autor: ponuraczek » 07 lis 2016, 19:17

apohawk pisze:Łuków: "Sugeruje, że gwałt można uznać za coś moralnie mniej nagannego, gdyż prawdopodobieństwo zajścia w ciążę w jego wyniku jest znikome." Gdzie w tym artykule abp Hoser powiedział cokolwiek takiego??
To oczywiste, że dosłownie tak nie powiedział. Wiesz co to znaczy "sugerować coś komuś"? Poza tym każdy ma chyba inne poczucie tego, co jest albo nie jest haniebne. Dla mnie haniebna jest wypowiedź arcybiskupa, dla ciebie Łukowa, taki mamy świat. Po obu stronach barykady można zaobserwować podobny poziom manipulacji tłumem.
apohawk pisze: Dębski wcale nie "podał merytoryczny argument", tylko idiotycznie lub celowo spłycił temat, całkowicie pomijając fizjologię kobiety. Abp Hoser ani słowem nie wspomina o plemnikach.
Ale powiedział o zapłodnieniu. Do tego jednak potrzebne są plemniki z tego, co wiem.
Mam wrażenie, że nie rozumiesz pewnej kluczowej rzeczy: kobieca fizjologia nie ma nic wspólnego z momentem zapłodnienia, co sugeruje Hoser:
(...) fizjologia, która jest narażona na tak duży stres, działa w sposób przeciwny możliwości zapłodnienia. (...) W tym wypadku stres jest tak silny, że do zapłodnienia rzadziej dochodzi niż w innych warunkach
Za to kobieca fizjologia może mieć wpływ na produkcję tej komórki, na to, czy z tej komórki powstanie potem człowiek: czy zapłodniona komórka jajowa zagnieździ się w macicy albo czy dojdzie do poronienia. Dlatego w artykule powstała sugestia, że Hoser gada bzdury, mimo iż może mieć albo nie mieć racji, co do tego, że dzieci z gwałtu rodzą się rzadziej niż te powstałe w normalnych warunkach zapłodnienia.
apohawk pisze: Czy jakkolwiek odniósł się do argumentu "stres, niepokój, jest jedną z przyczyn psychologicznych niepłodności"? Nie, bo po co?
Pewnie nie odnieśli się do tego, dlatego, że zwykle mówiąc o nim oraz badając go, ma się na myśli długotrwały stres/niepokój, który powoduje niepłodność.
apohawk pisze: Czy Hoser ma rację? Nie ma takich badań!
Więc, ja się pytam: po co on się wypowiada w sposób sugerujący, że jego teza jest prawdziwa i potwierdzona badaniami?
"Jeżeli o mnie chodzi, nigdy nie miałem przekonań. Zawsze miałem wrażenia. "
Fernando Pessoa

Awatar użytkownika
Drimlajner
Krypto-Extra
Posty: 964
Rejestracja: 07 mar 2013, 21:32
Płeć: mężczyzna
MBTI: Brak
Lokalizacja: Warszawa - Okęcie
Kontakt:

Re: Pro-Life czy Pro-Choice?

Post autor: Drimlajner » 08 lis 2016, 14:38

Introman24 pisze:urodzić i zapomnieć
Nie. W naszym systemie prawnym taka zasada nie znajduje potwierdzenia.
Introman24 pisze:Teoretycznie można urodzić i zapomnieć - jeśli się odda dziecko do adopcji.
W którym momencie w zaistniałej sytuacji występuje "urodzić i zapomnieć" ?

Przysposobiony ma prawo wyrazić prośbę o udostępnienie pierwotnego akt urodzenia. Dokumentu w którym wymienieni są jego biologiczni rodzice. Polskie prawo nie przewiduje sytuacji w której zataja się informacje o wstępnych.
Introman24 pisze:Sam Kościół prowadzi okna życia, co też jest dobrą alternatywą dla aborcji i porzucania dziecka na śmietniku.
W którym momencie w zaistniałej sytuacji występuje "urodzić i zapomnieć" ?

Kościół przekazuje dziecko policji i służbom medycznym. W stosunku do osób które są domniemanymi rodzicami wszczyna się postępowanie o ustalenie tożsamości aby prokuratura mogła postawić zarzuty karne.


Prosto i zwięźle. Posiadanie potomstwa, chcianego bądź nie, wymaga odpowiedzialności nie tylko osobistej ale także i cywilnej, prawnej mówiąc kolokwialnie. Ten kto decyduje się posiadać potomstwo musi sobie zdawać z tego sprawę że to będzie pełnoprawny drugi człowiek, a w stosunku do niego zaistnieją wiążące stosunki prawne. Potomstwo to nie rzecz którą wyrzuca się do śmietnika i już jej nie ma.
Introman24 pisze:Ze stworzeniem domów dziecka z dobrymi warunkami wychowawczymi nie byłoby problemów nawet w obecnej sytuacji gospodarczej. Wiele pieniędzy w naszym kraju jest marnotrawionych i gdyby przyjrzeć się wydatkom budżetowym znalazłyby się zapewne zbędne urzędy, instytucje, stanowiska, na których zarabia się tyle, że przez rok można byłoby utrzymać dziecko, a które nie są do niczego potrzebne poza zatrudnianiem krewnych i znajomych.
Obecna sytuacja gospodarcza kraju jest taka że masz ograniczone środki finansowe pochodzące z długu i podatków, i w zależności od tego kogo posadzimy na stołku premiera w tą stronę poleci ich większy strumień. Ty byś dał na sieroty, ktoś na szerzenie Chrześcijaństwa, ja bym dał na lotniska. Powstaje jeden wielki burdel. Logicznym wyjściem jest właśnie chęć zminimalizowania niekorzystnych dla aparatu państwowego zjawisk, a nie ich pogłębianie.
Introman24 pisze:Co więcej, obecnie następuje pewne odklejenie prawicowców od Kościoła, znam wiele osób z mojego jeszcze młodego pokolenia, które popierają różne ugrupowania prawicowe mimo, że same są niewierzące ani niepraktykujące i teksty Terlikowskiego we Frondzie czytają raczej z rozbawieniem niż z uznaniem.
Nie mówiłem o podziale na lewicę i prawicę ale o konserwatystach. Niby można twoich znajomych nazwać centrum, ale moim zdaniem prawidłowa nazwa to elektorat neutralny światopoglądowo.
Introman24 pisze:Teoretycznie masz rację, ale w praktyce ortodoksyjne skrzydło PiS-u w większości ma doświadczenie rozłamu za sobą i widzi, że ani Jurek, ani Piłka ani nikt inny nie jest przywódcą, który pociągnie za sobie tłumy i zagrozi Kaczyńskiemu. Może, gdyby Rydzyk się zbuntował, to byłoby to zagrożenie dla PiS, ale on zawsze w takich sytuacjach stawiał na silniejszego, czyli na PiS. Poza tym nowe ugrupowanie miałoby konkurencję w postaci Kukiza i Korwina, którzy zapewne skutecznie odbieraliby mu głosy. [...] Na partię bardziej moherową niż PiS zapotrzebowania by nie było. Coś takiego próbował tworzyć Grzegorz Braun i jak przyszło co do czego, nawet nie zarejestrował swojego komitetu w całym kraju, a o wyniku wyborczym szkoda słów. Kaczyńskiemu udało się skutecznie zniszczyć wszelką konkurencję polityczną na prawicy poza Kukizem, który na razie nie ma potencjału, aby mu zaszkodzić i bez jakiejś wielkiej kompromitacji PiS tak pozostanie.
Ja nie zaprzeczam że mu się udało, tylko zauważam że teraz on pozycję: "na prawo od nas tylko ściana" traci, co jest zasadne w kontekście przyszłych wyborów. Programy konserwatywne są znane, to jasno określone zhierarchizowane społeczeństwo patrzące z uznaniem na tradycje i autorytet przodków. Ciężko wytrwać na takiej pozycji oferując tylko Smoleńsk+, 500+, Mieszkanie+, Zgwałcenie+, Niepełnosprawni+ bo to jest przekupstwo, ewentualnie wypracowywanie kompromisów, a nie konserwatyzm.

Skończmy już rozmowę o konkretnych politykach, bo to idzie w off-top, czym innym jest rozmowa o losie konkretnej partii politycznej a czym innym przyporządkowanie sprzeciwu wobec aborcji do konserwatyzmu a przyzwolenia do liberalizmu.
May the blessing of the Wright Brothers always be with thee.

Awatar użytkownika
apohawk
Rozkręcony intro
Posty: 256
Rejestracja: 27 lis 2012, 18:35
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
Lokalizacja: Wrocław

Re: Pro-Life czy Pro-Choice?

Post autor: apohawk » 08 lis 2016, 17:43

ponuraczek pisze: Ale powiedział o zapłodnieniu. Do tego jednak potrzebne są plemniki z tego, co wiem.
Mam wrażenie, że nie rozumiesz pewnej kluczowej rzeczy: kobieca fizjologia nie ma nic wspólnego z momentem zapłodnienia
Za to kobieca fizjologia może mieć wpływ na produkcję tej komórki
Połączenie dwóch twoich argumentów prowadzi do absurdu, więc może trzeba uściślić kilka pojęć, które tu się przewijają, aby nie było chaosu kominukacyjnego.
1. Czym jest dla ciebie owy 'moment zapłodnienia'?
2. Co bierze w nim udział?
3. Gdzie zachodzi?
4. Jakich warunków wymaga?
Pewnie nie odnieśli się do tego, dlatego, że zwykle mówiąc o nim oraz badając go, ma się na myśli długotrwały stres/niepokój, który powoduje niepłodność.
Krótkotrwały stres też ma wpływ, może na przykład przesuwając owulację o dzień, tydzień lub dwa. Czy to będzie mieć wpływ na zapłodnienie? Czy może plemniki poradzą sobie same i do zapłodnienia dojdzie bez obecności komórki jajowej?
apohawk pisze: Czy Hoser ma rację? Nie ma takich badań!
Więc, ja się pytam: po co on się wypowiada w sposób sugerujący, że jego teza jest prawdziwa i potwierdzona badaniami?
Interesujące jest, że boli cię to tylko, kiedy biskup filozofuje, ale kiedy prof. szerzy publicznie swoją ideologię, niepotwierdzoną badaniami, to dla ciebie jest ok?
Dla mnie nie jest, ponieważ uderza w autorytet instytucji profesora. Krótka lista dla porówniania, na podstawie czego może wypowiadać się profesor, pracownik naukowy przedstawiany jako autorytet naukowy:
- na podstawie rzetelnych badań naukowych
Lista, na podstawie czego może wypowiadać się biskup:
- na podstawie Pisma Świętego
- na podstawie nauczania kościoła
- na podstawie rzetelnych badań naukowych
- na podstawie objawień
- itd., itp.
No good deed goes unpunished.

Awatar użytkownika
ponuraczek
Pobudzony intro
Posty: 163
Rejestracja: 06 gru 2014, 21:34
Płeć: kobieta
Enneagram: 5w4
MBTI: INTJ

Re: Pro-Life czy Pro-Choice?

Post autor: ponuraczek » 08 lis 2016, 19:00

apohawk pisze:Połączenie dwóch twoich argumentów prowadzi do absurdu, więc może trzeba uściślić kilka pojęć, które tu się przewijają, aby nie było chaosu kominukacyjnego.
1. Czym jest dla ciebie owy 'moment zapłodnienia'?
2. Co bierze w nim udział?
3. Gdzie zachodzi?
4. Jakich warunków wymaga?
Moment zapłodnienia to moment wniknięcia plemnika do komórki jajowej. Zachodzi najczęściej w jajowodzie. Polecam: biologia, szkoła podstawowa/gimnazjum.
apohawk pisze:Krótkotrwały stres też ma wpływ, może na przykład przesuwając owulację o dzień, tydzień lub dwa. Czy to będzie mieć wpływ na zapłodnienie? Czy może plemniki poradzą sobie same i do zapłodnienia dojdzie bez obecności komórki jajowej?
A plemniki po stosunku wyparowują, czy co? Z tego co wiem, mają kilkudniową żywotność. Więc zawsze jakiś może przetrwać te dwa, trzy dni. Poza tym argumentem Hosera było w tym wypadku to, że "stres, niepokój, jest jedną z przyczyn psychologicznych niepłodności". Niepłodność to raczej długotrwały stan, nieprawdaż?
apohawk pisze: Interesujące jest, że boli cię to tylko, kiedy biskup filozofuje, ale kiedy prof. szerzy publicznie swoją ideologię, niepotwierdzoną badaniami, to dla ciebie jest ok?
Dla mnie nie jest, ponieważ uderza w autorytet instytucji profesora. Krótka lista dla porówniania, na podstawie czego może wypowiadać się profesor, pracownik naukowy przedstawiany jako autorytet naukowy:
- na podstawie rzetelnych badań naukowych
Lista, na podstawie czego może wypowiadać się biskup:
- na podstawie Pisma Świętego
- na podstawie nauczania kościoła
- na podstawie rzetelnych badań naukowych
- na podstawie objawień
- itd., itp.
Biskup filozofuje, a profesor szerzy publicznie opinię? :lol:
Przepraszam, ale ja bym tego nie nazwała filozofowaniem... Filozofować to sobie można na temat momentu wpłynięcia duszy do ciała czy sensu naszej egzystencji. W takich kwestiach z chęcią posłuchałabym, co ma do powiedzenia. Nie zgodzę się z tym, że taki temat biskup może się wypowiadać na podstawie czegokolwiek innego niż rzetelne badania naukowe. Do osoby o innym wyznaniu/ateisty wypowiedź na taki temat na podstawie objawień/Pisma Św. itp. raczej nie trafi :)
"Jeżeli o mnie chodzi, nigdy nie miałem przekonań. Zawsze miałem wrażenia. "
Fernando Pessoa

psubrat
Intro-wyjadacz
Posty: 411
Rejestracja: 07 maja 2016, 0:29
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Warszawa

Re: Pro-Life czy Pro-Choice?

Post autor: psubrat » 08 lis 2016, 20:14

ponuraczek pisze:A plemniki po stosunku wyparowują, czy co? Z tego co wiem, mają kilkudniową żywotność. Więc zawsze jakiś może przetrwać te dwa, trzy dni.
Jednak normalne jest że przy obecności i plemników i komórki jajowej do ciąży może nie dojść. Jeśli na przykład para stara się o dziecko przez rok czasu i ciąży nie ma - to nawet nie mówi się o niepłodności, przy tak krótkim okresie prób. A przecież przez ten okres było już wiele okazji. Widocznie są jakieś czynniki, które sprawiają że do zapłodnienia nie dochodzi. Czemu mamy z automatu wykluczać możliwość, że pod wpływem stresu te czynniki się nie nasilają?
ponuraczek pisze:Biskup filozofuje, a profesor szerzy publicznie opinię? :lol:
Przepraszam, ale ja bym tego nie nazwała filozofowaniem...
A ja bym nazwał, bo dlaczego niby nie? Z resztą, po co czepiać się pojedynczego słówka, jeśli treść zdania jako całości jest jasna i niezależna od tego, czy użyto tego słowa czy innego o podobnym znaczeniu?
ponuraczek pisze:Filozofować to sobie można na temat momentu wpłynięcia duszy do ciała czy sensu naszej egzystencji. W takich kwestiach z chęcią posłuchałabym, co ma do powiedzenia.
Już to widzę... tę chęć słuchania biskupa.
ponuraczek pisze:Nie zgodzę się z tym, że taki temat biskup może się wypowiadać na podstawie czegokolwiek innego niż rzetelne badania naukowe. Do osoby o innym wyznaniu/ateisty wypowiedź na taki temat na podstawie objawień/Pisma Św. itp. raczej nie trafi :)
Każdy może się wypowiadać na podstawie czegokolwiek sobie zapragnie, tylko nieuczciwe jest - a często praktykowane przez antyreligijnych fanatyków - opowiadanie swoich fantazji i nazywanie ich wiedzą naukową. Ksiądz/biskup nie ma uczulenia na słowo "wiara", do opisania swojego poglądu na jakiś temat. Przynajmniej ja się nie zetknąłem z tym, żeby nazywał wiedzą naukową coś, co nią nie jest.
Ożenić się, to jest poz­być się połowy swoich praw i pod­woić w za­mian swo­je obo­wiązki. (Schopenhauer)

Jeśli chodzi o wspólne, interesujące spędzanie wolnego czasu, to mężczyźni i kobiety pasują do siebie jak woda i olej.

Awatar użytkownika
apohawk
Rozkręcony intro
Posty: 256
Rejestracja: 27 lis 2012, 18:35
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
Lokalizacja: Wrocław

Re: Pro-Life czy Pro-Choice?

Post autor: apohawk » 09 lis 2016, 14:18

ponuraczek pisze:(...)
Biskup filozofuje, a profesor szerzy publicznie opinię? :lol:
Przepraszam, ale ja bym tego nie nazwała filozofowaniem... Filozofować to sobie można na temat momentu wpłynięcia duszy do ciała czy sensu naszej egzystencji. W takich kwestiach z chęcią posłuchałabym, co ma do powiedzenia. Nie zgodzę się z tym, że taki temat biskup może się wypowiadać na podstawie czegokolwiek innego niż rzetelne badania naukowe. Do osoby o innym wyznaniu/ateisty wypowiedź na taki temat na podstawie objawień/Pisma Św. itp. raczej nie trafi :)
Odpuszczam sobie dyskusję teoretyczną o zapłodnianiu, płodności, itp., bo widzę, że to bez sensu. Rację ma psubrat "Każdy może się wypowiadać na podstawie czegokolwiek sobie zapragnie, tylko nieuczciwe jest - a często praktykowane przez antyreligijnych fanatyków - opowiadanie swoich fantazji i nazywanie ich wiedzą naukową." Brednie profesorów traktujesz jak "wiedzę naukową", kompletnie ignorujesz argumenty przeciwko nim i uważasz, że ich manipulacje są w porządku. Ślepo trzymasz się swoich zakutych we łbie definicji i wielką aferę robisz z tego, że ktoś używa słów niezgodnie z twoim o nich wyobrażeniem. Chwilami śmierdzi trolem "HA! Patrzcie! Powiedział kijek zamiast patyk! GUPI! GUPI! GUPI!".
Zastanawia mnie w tym już tylko jedna rzecz. Wybielasz profesorów, bo atakują arcybiskupa (fanatyzm antyreligijny) czy wybielasz profesorów, bo uważasz, że co profesor bredzi, to ma rację, niezależnie od tego, kogo atakuje? (fanatyczna głupota) Serio pytam, lubię wiedzieć, z kim rozmawiam.
No good deed goes unpunished.

Awatar użytkownika
ponuraczek
Pobudzony intro
Posty: 163
Rejestracja: 06 gru 2014, 21:34
Płeć: kobieta
Enneagram: 5w4
MBTI: INTJ

Re: Pro-Life czy Pro-Choice?

Post autor: ponuraczek » 09 lis 2016, 16:51

psubrat pisze: Każdy może się wypowiadać na podstawie czegokolwiek sobie zapragnie, tylko nieuczciwe jest - a często praktykowane przez antyreligijnych fanatyków - opowiadanie swoich fantazji i nazywanie ich wiedzą naukową. Ksiądz/biskup nie ma uczulenia na słowo "wiara", do opisania swojego poglądu na jakiś temat. Przynajmniej ja się nie zetknąłem z tym, żeby nazywał wiedzą naukową coś, co nią nie jest.
Przez religijnych fanatyków, też praktykowane :) Ja też nie mam takiego uczulenia, nawet sama bardzo lubię to słowo, tak jak inne pojęcia oraz idee z nim związane (co pewnie "już widzisz", bo skoro ma się feministyczne poglądy, to pewnie jest się antyreligijnym fanatykiem - żyjcie sobie dalej w tym waszym czarno-białym świecie).

@apohawk
Mnie też odechciało się dyskusji, bo to nie ma sensu, skoro patrzymy na dwukolorową kartkę z zupełnie różnych stron.
Nigdzie nie twierdziłam, że manipulacje są w porządku, tylko że obie strony po równo manipulują tłumem. Dostrzeżenie tego, to już pewien klucz do sukcesu. Argumentów nie ignoruję, tylko stawiam im kontrargumenty, bądź próbuje coś uściślić, może czasem w nieodpowiedni sposób (mea culpa).
Słowa mają różne znaczenia (w tym i zabarwienie emocjonalne), byśmy mogli wyrazić dokładnie to, co mamy na myśli, dlatego bardzo lubię, trzymać się definicji (bez nich mielibyśmy mały chaos). Nikogo nie wybielam, próbuję tylko zrozumieć ich tok rozumowania oraz wytłumaczyć jak to widzę. Próbowałam też zrozumieć biskupa, ale argumenty profesorów bardziej trafiają do mojej dotychczasowej wiedzy oraz wrażliwości (co do słów Łukowa) niż argumenty biskupa. No ale może faktycznie jestem głupia. Tak więc, tym pozytywnym akcentem możemy zakończyć dyskusję.
"Jeżeli o mnie chodzi, nigdy nie miałem przekonań. Zawsze miałem wrażenia. "
Fernando Pessoa

psubrat
Intro-wyjadacz
Posty: 411
Rejestracja: 07 maja 2016, 0:29
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Warszawa

Re: Pro-Life czy Pro-Choice?

Post autor: psubrat » 09 lis 2016, 21:52

ponuraczek pisze:co pewnie "już widzisz", bo skoro ma się feministyczne poglądy, to pewnie jest się antyreligijnym fanatykiem - żyjcie sobie dalej w tym waszym czarno-białym świecie).
Fanatyzm jest postawą skrajną. Nie przypisywałbym więc fanatyzmu ponad połowie naszego społeczeństwa - bo tyle jest osób z feministycznymi poglądami (prawie 100% kobiet - może część staruszek zdążyła się już tych poglądów pozbyć - oraz jakiś podzbiór mężczyzn, głównie młodych).
ponuraczek pisze:Nigdzie nie twierdziłam, że manipulacje są w porządku, tylko że obie strony po równo manipulują tłumem.
Może nie twierdzisz że manipulacje są w porządku... ale właśnie manipulacje stosujesz. Oczerniać jak tylko się da jedną stronę, o drugiej nic złego nie napisać, aby pozostawić wrażenie że jest idealna... a na koniec rozbrajająco napisać, że przecież dostrzegasz winę po obu stronach. Typowe. Skoro już został przywołany temat feminizmu... Techniki propagandy feministycznej są analogiczne - oczernić jak tylko się da ogół mężczyzn, z kobiet jako ogółu zrobić święte męczennice (w tym wypadku nie widać protestów przeciw krzywdzącym uogólnieniom), a na wytknięcie przypadku gdzie jest inaczej - zbyć to lakonicznym przyznaniem, że po obu stronach trafiają się przypadki i że wcale nie chciało się zasugerować tego, co w rzeczywistości się sugerowało.
Ożenić się, to jest poz­być się połowy swoich praw i pod­woić w za­mian swo­je obo­wiązki. (Schopenhauer)

Jeśli chodzi o wspólne, interesujące spędzanie wolnego czasu, to mężczyźni i kobiety pasują do siebie jak woda i olej.

Awatar użytkownika
martuella
Stały bywalec
Posty: 212
Rejestracja: 19 mar 2015, 13:42
Płeć: kobieta
Enneagram: 5w4
Lokalizacja: Łódź

Re: Pro-Life czy Pro-Choice?

Post autor: martuella » 10 lis 2016, 12:47

psubrat pisze:Techniki propagandy feministycznej są analogiczne - oczernić jak tylko się da ogół mężczyzn, z kobiet jako ogółu zrobić święte męczennice
To jest mizoandria pod przykrywką feminizmu. Mam cichą nadzieję, że nie wrzucasz do jednego worka z tymi frustratkami "prawie 100% kobiet" (już nawet nie pytam skąd ta liczba).

psubrat
Intro-wyjadacz
Posty: 411
Rejestracja: 07 maja 2016, 0:29
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Warszawa

Re: Pro-Life czy Pro-Choice?

Post autor: psubrat » 11 lis 2016, 0:19

martuella pisze:
psubrat pisze:Techniki propagandy feministycznej są analogiczne - oczernić jak tylko się da ogół mężczyzn, z kobiet jako ogółu zrobić święte męczennice
To jest mizoandria pod przykrywką feminizmu. Mam cichą nadzieję, że nie wrzucasz do jednego worka z tymi frustratkami "prawie 100% kobiet" (już nawet nie pytam skąd ta liczba).
Te prawie 100% kobiet po prostu milcząco akceptuje antymęską propagandę, nie oburza się na uogólnianie, podczas gdy bardzo aktywnie reaguje na wszelkie uogólnienia stawiające gorszym świetle kobiety.
Gdy jeszcze wierzyłem, że kobiety i mężczyźni pod względem emocjonalnym, pod względem poczucia sprawiedliwości, różnią się niewiele... oczekiwałem od nich znacznie więcej - a konkretnie tego, co robią mężczyźni, gdy spotykają się z - według nich - krzywdzącymi - uogólnieniami na temat kobiet.
Obojętności kobiety na los mężczyzn nie uważam obecnie za coś złego, lecz po prostu naturalnego. Podburzanie przeciw mężczyznom to już co innego i na szczęście dość wąska grupa się tym trudni.

I jeszcze z przyjemnością dodam: wiele kobiet nie utożsamia się z samą nazwą "feminizm", natomiast z bardzo dużym podzbiorem tej ideologii - jak najbardziej. Nie szerzą skrajnie antymęskiej propagandy jak "bo zupa była za słona", ale i tak starają się utrzymać "zdobycze" feminizmu takie jak maksymalne poszerzenie męskich obowiązków dbania o kobietę, przy jednoczesnym zdejmowaniu z kobiety obowiązków dbania o mężczyznę.
Ożenić się, to jest poz­być się połowy swoich praw i pod­woić w za­mian swo­je obo­wiązki. (Schopenhauer)

Jeśli chodzi o wspólne, interesujące spędzanie wolnego czasu, to mężczyźni i kobiety pasują do siebie jak woda i olej.

Mel
Introwertyk
Posty: 102
Rejestracja: 10 lis 2013, 23:17
Płeć: mężczyzna
MBTI: INTJ
Lokalizacja: Poznań

Re: Pro-Life czy Pro-Choice?

Post autor: Mel » 19 lis 2016, 22:32

Pro-Life, ale przede wszystkim Pro-Choice. Nie można zmuszać kogoś, aby rodził chore czy zdeformowane dziecko. Najzabawniejsze jest to, że w tym temacie bardzo krzykliwi są mężczyźni, którzy nie rodzą dzieci, i przeważnie mają mniejszy udział w ich wychowaniu.

Zastanawia mnie jedna rzecz: dlaczego katolicy są tak bardzo przeciwni aborcji? Czy takie "dziecko" nie powinno trafić prosto do nieba?
"Nie śmierć rozdziela ludzi, lecz brak miłości"

psubrat
Intro-wyjadacz
Posty: 411
Rejestracja: 07 maja 2016, 0:29
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Warszawa

Re: Pro-Life czy Pro-Choice?

Post autor: psubrat » 20 lis 2016, 16:43

Mel pisze:Zastanawia mnie jedna rzecz: dlaczego katolicy są tak bardzo przeciwni aborcji? Czy takie "dziecko" nie powinno trafić prosto do nieba?
Z chęcią wyjaśnię: jednym z elementów religii jest realizowanie swojego życiowego powołania. Jeśli dany człowiek odczuwa, że jego powołaniem jest m.in. bronienie nienarodzonych dzieci - robi to.
Mel pisze:Najzabawniejsze jest to, że w tym temacie bardzo krzykliwi są mężczyźni, którzy nie rodzą dzieci, i przeważnie mają mniejszy udział w ich wychowaniu.
I z tego niby powodu mają nie mieć żadnego zdania w temacie?
To ciekawe dlaczego kobiety przeważnie mają mnóstwo do powiedzenia w temacie, kim jest "prawdziwy mężczyzna", chociaż mężczyznami nie są.

Napiszę Ci dlaczego mężczyźni się udzielają w temacie dzieci (czy więcej niż kobiety to nie wiem): bo mężczyźni przeważnie mają bardziej wyraziste zdanie na rozmaite tematy niż kobiety. Są mniej podporządkowani temu co sądzi otoczenie.
Ożenić się, to jest poz­być się połowy swoich praw i pod­woić w za­mian swo­je obo­wiązki. (Schopenhauer)

Jeśli chodzi o wspólne, interesujące spędzanie wolnego czasu, to mężczyźni i kobiety pasują do siebie jak woda i olej.

ODPOWIEDZ