On introwertyk i ja... ekstrawertyczka level master (part 7374644) :P

W tym dziale rozmawiamy o radościach i problemach, jakie dla introwertyków wynikają z bycia w związku.
Awatar użytkownika
highwind
Legenda Intro
Posty: 1850
Rejestracja: 15 paź 2011, 10:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 1w9
MBTI: istj
Lokalizacja: wro

Re: On introwertyk i ja... ekstrawertyczka level master (part 7374644) :P

Post autor: highwind » 12 sie 2018, 16:46

Niemiła38_ pisze:Intro nie robią w życiu głupot. Są ostrożni w co się pakują.
Co? xD Nie zgadzam się, ale nie będę tu o tym dyskutował, nie ten temat.

Co do ostrości - sorry, nie ogarniam lepiej.

@Hafsa:
Co do wiadomości - ok, nie rozumiem sam tego, ale niektórzy tak mają. Kwestia wychowania? Znam ekstrawertycznych ludzi obojga płci, którym zdarza się tak zlewać wiadomości. Niektórzy mają wyjebane, niektórzy są roztrzepani albo zajęci i zapominają, a potem głupio im pisać po dniu spóźnienia. Także niekoniecznie trzeba to wiązać z typem osobowości. Może być i tak, że facet też się pogubił i nie wie co robić. Zobacz - chłopina jest raczej sobą, uprzedza cię z czym to się je, po czym, z tego co zrozumiałem, regularnie doprowadza cię do łez, i to nie jakimś atakiem, przemocą, inwektywą, czy inną patologią, tylko praktycznie samym faktem, że jest jaki jest. Jak takie coś ma na człowieka wpływać, zwłaszcza kiedy mu na kimś zależy? Wycofanie jest tutaj normalne, może nie chce cię ranić więcej. Może być tyle przyczyn, że nie ma co zgadywać i rozumiem, że to frustrujące :P
Tylko nie wiem jak mu pokazać, że teraz go rozumiem znacznie bardziej.
Ja też nie wiem. Zdaje mi się, że jesteś w sytuacji sapera, rozbrajającego bombę. Za wiele szans już nie masz, musisz być bardzo ostrożna.

Hafsa
Introrodek
Posty: 13
Rejestracja: 12 sie 2018, 12:37
Płeć: nieokreślona

Re: On introwertyk i ja... ekstrawertyczka level master (part 7374644) :P

Post autor: Hafsa » 12 sie 2018, 17:29

@highwind

Teraz to widze, że on się starał - ale na początku gdy wspomniałam o wyjeżdzie (co dla mnie w przypadku związku jest tak oczywiste jak 2+2 to 4), a on mi mówi, że on się nikomfrotowo czuje wyjeżdzając (ja myslałam, ze on sobie kpi ze mnie, że mu na pewno nie zależy na mnie skoro nie ma ochoty spędzić kilka dni we dwoje ze swoją dziewczyną), było dla mnie absolutnie niepojęte, że dla kogoś taki wyjazd może naprawdę stanowić wyzwanie... gdybym wtedy wiedziała, to sam fakt, że powiedział, że się postara i że na poczatek dwa dni.. (nawet się śmiał, ze najpierw pojedziemy do Sosnowca, potem do Czeladzi, potem do Łodzi a potem to dopiero zobaczymy... :P) byłby dla mnie jasnym przekazem: "zależy mi na Tobie, chcę żebyś była szczęśliwa" (zresztą tak mówił na samym początku, niestety mam problem z zaufaniem i tu nie było inaczej :P).

Im więcej przeczytałam w temacie introwertyków tym bardziej jest mi przykro, ze doprowadziłam do tego co jest teraz i że zamiast mu wyjść na przeciw, to zaczynałam marudzić - tak to trochę było...

Highwind: Wybacz zapewne mocno osobiste pytanie, ale będąc w związku z jaką częstotliwością masz w zwyczaju widywać się ze swoja partnerką? Raz w tygodniu to dla Ciebie enough?


@Niemiła38_

Wybacz, nie zauważyłam Twojego posta, kurczę - widzisz jak to z nami extra jest? Zanim dobrze przeczytam posta to już jestem w połowie odpowiedzi na niego, dramat :P

Nawiązując do tego co napisałaś...skoro o wyborze partnera decyduje powiedzmy pragmatyzm, to nie ma mowy o staraniu się... po co? Przecież pewnie jest tam ktoś bardziej pasujacy do nas, dla kogo nie będzie trzeba się w żaden sposób zmieniać.


Kurczę, strasznie nie chciałabym byc z 'moim' intro gdybym wiedziała, ze nigdy mnie nie pokocha. De facto, cały czas mam nadzieję, że kiedyś, kiedy zbudujemy miedzy sobą silną więź, będziemy sie rozumiec i będzie nam razem dobrze, to będzie odczuwał jakis rodzaj miłości, po swojemu - ale jednak.

Bo ja to już będę stracona zapewne w połowie tej drogi :P (chociaz jestem w stanie powiedziec, ze zakochałam/zauroczyłam się drugi raz w życiu to o miłości oczywiście nie ma jeszcze mowy, ale wiem, że jest szansa, ze pojawiłaby się w przyszłości i to być może nawet nie tak odległej :))

Awatar użytkownika
highwind
Legenda Intro
Posty: 1850
Rejestracja: 15 paź 2011, 10:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 1w9
MBTI: istj
Lokalizacja: wro

Re: On introwertyk i ja... ekstrawertyczka level master (part 7374644) :P

Post autor: highwind » 12 sie 2018, 17:46

Dla mnie wycieczka z partnerką we dwoje nigdy nie była problemem. Problem się pojawiał, kiedy mieli do ekspedycji dołączać dodatkowi ludzie. Ona już była "swoja", więc limity na przebywanie razem były akceptowalne nawet jak na ekstrawertyczne standardy. Ale wkręcenia się w jej towarzystwo, tak żeby czerpać z tego przyjemność nigdy nie zaznałem. Co do częstotliwości przebywania razem - z ostatnią mieszkaliśmy od siebie 15 min drogi tramwajem, więc nie było problemu - kilka razy w tygodniu, ale raczej nie tak rzadko jak raz w tygodniu, to by było dziwne nawet (ale u nas relacja była jasna - byliśmy parą, na etapie jak się jeszcze poznawaliśmy/randkowaliśmy, to nie widzieliśmy się za często - raz na jeden, może nawet dwa tygodnie; za to dużo ze sobą pisaliśmy). Tyle, że my nie mieszkaliśmy razem przez większość związku. A jak już zamieszkiwaliśmy, to się sypało (i to nie tylko z nią) - nuda i to obopólna. Mi się nie chciało ciągle rozmawiać, a ona się z tym źle czuła, różnice charakterów tylko się zaostrzały. Czasem miałem wielką ochotę pobyć totalnie sam. Przypomniała mi się anegdota z mieszkania ze współlokatorem, który był jej znajomym; ja go za bardzo nie znałem. Mieszkałem z nim jak z każdym innym - z mojej strony wskazane jak najmniej interakcji, zamknięte drzwi do pokoju, prywatność; jak się mijaliśmy w korytarzu, to mówiłem "cześć" i tyle. Czasem jak nam się zazębiło w kuchni, to króciutka gadka-szmatka. Chodziło o to, żeby czuć się jak najbardziej "u siebie / na swoim", a nie "na wspólnej". Po kilku miesiącach kolega się wyprowadził, a ja tylnymi kanałami dowiedziałem się, że przeszkadzała mu "toksyczna atmosfera w mieszkaniu". Czaisz? Jesteś sobą, nikomu, jak ci się zdaje, krzywdy nie czynisz, a potem dowiadujesz się, że masz niezdrowy wpływ na drugiego człowieka. Lipne to :P

Awatar użytkownika
StaraDusza
Intronek
Posty: 54
Rejestracja: 04 lip 2018, 22:14
Płeć: kobieta

Re: On introwertyk i ja... ekstrawertyczka level master (part 7374644) :P

Post autor: StaraDusza » 12 sie 2018, 17:54

Taaa "toksyczność " intro. Skąd ja to znam. Pamiętam gdy mówiłam swojej internetowej miłości która była extra słowa nieprzyjemne , prawdziwe i niemiłe to obrywałam że jestem depresyjna i toksyczna. Ludzie ludzi różnie odbierają. Różna bywa ludzka "toksyczność" różna bywa opcja postrzegania "miłości". Różne są potrzeby obcowania z partnerem...
Jestem przegrywem.

Hafsa
Introrodek
Posty: 13
Rejestracja: 12 sie 2018, 12:37
Płeć: nieokreślona

Re: On introwertyk i ja... ekstrawertyczka level master (part 7374644) :P

Post autor: Hafsa » 12 sie 2018, 18:20

@Highwind

Ee, to Ty to taki mniej introwertyczny od mojego introwertyka :D

Mój Intro, nigdy nie poznał nikogo z mojego towarzystwa 😉zresztą jeślli mam do wyboru spędzić wieczór przy winie w domu, przytulając się rozmawiajac to zawsze wybiorę to aniżeli wyjscie do klubu. Ja też sporo pracuję, to inna sprawa. Ale na prywatki nigdy go nie ciagnęłam, czasem wyszliśmy w ramach jakiegos spotkania z ludzmi z pracy (których oboje znamy).

A widzisz.. póki nie zamieszkaliśmy razem spotykaliśmy się nawet trzy razy w tygodniu, tez pisaliśmy codziennie. Zamieszkaliśmy razem, ja troche byłam męczybułą, nie rozumiałam go, on się zmaykał w sobie, ja się narzucałam ze swoim ekstrawertyzmem, nawet seks się zaczał psuć (dla mnie seks jest związany z uczuciem, jesli cos sie psuje, to w lozku mam ogromny problem a wręcz nie chcę tego, bardzo mi z tym źle jesli jestem zraniona I pojde z facetem do lózka – wtedy się czuje zraniona 2x) :P

Więc nie układało się wszystko…
No, ale wyobraź sobie, rano się budzimy, razem kawa, razem prysznic, razem jedziemy do pracy, w pracy niejednokrotnie siedzimy obok, lub na innym pietrze, ale idziemy razem zapalić, albo po kawe, jednoczesnie piszemy, konczymy prace, wychodzimy razem, jedziemy razem na zakupy, jemy razem, w domu on siada do kompa ja obok niego, otwieramy wino I gadam…. Idziemy spac razem, następny dzien to samo…
No to introwertyk mógł chyba miec dość, jednoczensie jak się wyprowadziłam, to nie skonczył ze mną ani ja z nim, pierwszy napisał po trzech dniach, zeby zaproponować mi wspólny obiad…
Ale teraz z kolei jest dla mnie za rzadko, wiem, ze pewnie ma uprzedzenia I pewnie myśli, ze z tego nic nie bedzie, zresztą sama nie wiem…za szybko to wszystko poszło..
Nie wiem czy mu dalej zalezy czy się widzimy bo nie wiem, bo fajnie mieć (jak to mówicie) jakąś loszkę.
Mam mase wątpliwości, które mną targają.. troche teraz podchodze do niego przez szybę :P ale z drugiej strony w taki sposób nie pokaże mu, ze się coś zmieniło I że może być lepiej… kwadratura koła.

Awatar użytkownika
highwind
Legenda Intro
Posty: 1850
Rejestracja: 15 paź 2011, 10:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 1w9
MBTI: istj
Lokalizacja: wro

Re: On introwertyk i ja... ekstrawertyczka level master (part 7374644) :P

Post autor: highwind » 12 sie 2018, 21:17

zresztą jeślli mam do wyboru spędzić wieczór przy winie w domu, przytulając się rozmawiajac to zawsze wybiorę to aniżeli wyjscie do klubu.
Już ja się nasłuchałem takich deklaracji :P Nie żeby były nieprawdziwe, ale z czasem przytulanie się jednak nudzi. Co do męczybułostwa, to ja nawet dawałem się wyciągać na początku, ale że się po kilku średnich razach zraziłem, to potem unikałem takich inicjatyw. Już nawet pierdzielić fakt, że kiepsko się introwertyk odnajduje w otoczeniu nieznajomych. Mi najbardziej przeszkadzało, że w towarzystwie moja kobieta zachowywała się całkiem inaczej niż, byłem do tego przyzwyczajony przez nasze relacje w cztery oczy. Ten dysonans mocno mnie odrzucał od wspólnego imprezowania.

Hafsa
Introrodek
Posty: 13
Rejestracja: 12 sie 2018, 12:37
Płeć: nieokreślona

Re: On introwertyk i ja... ekstrawertyczka level master (part 7374644) :P

Post autor: Hafsa » 12 sie 2018, 22:00

Kiedy to prawda, w klubie była ostatni raz w czerwcu zeszłego roku :D
Jestem okropną przytulanką, co introwertka może męczyć...

Czasem się zastanawiam nad sensem tego po co ja to tak analizuje, po co się staram.
Napisałam swojemu introwertykowi kilka zdań,bo napisał, że widzi, że staram się go zrozumieć i że jest w szoku...napisałam, że szczerze jak teraz na to patrzę i że też nie byłam dla niego dobra partnerką, bo bagatelizowałam jego potrzeby - teraz widzę, że naprawde się dla mnie starał a ja nie umiałam tego docenić. I wiesz co? Zero rekacji :D

Napisałam jeszcze jedno zdanie - że chciałabym by nam sie ułozyło i żeby jakkolwiek sie do tego odniózł, że bardzo go o to proszę.

nul ;)

BTW. Ja się zachowuje tak samo - za dużo gadam :D Jednak nie lubię się rozdzielać ze swoim facetem, lubie jak jesteśmy razem, tj. nie ma tak, że ja ide na parkiet i wracam za godzinę - przeciwnie, boli mnie kiedy on napiera bym zatańczyła z innym facetem ;)

Awatar użytkownika
highwind
Legenda Intro
Posty: 1850
Rejestracja: 15 paź 2011, 10:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 1w9
MBTI: istj
Lokalizacja: wro

Re: On introwertyk i ja... ekstrawertyczka level master (part 7374644) :P

Post autor: highwind » 12 sie 2018, 22:23

Może kmini co napisać, formułuje myśli. My często tak robimy, zanim wyartykułujemy jakąś sentencję, najpierw trawimy słowa w głowie na trzydzieści sposobów. A potem i tak przez kolejne dwa tygodnie analizujemy alternatywne wersje konwersacji, które mogły nastąpić, gdybyśmy jednak inaczej poustawiali szyk wypowiedzi :P

Hafsa
Introrodek
Posty: 13
Rejestracja: 12 sie 2018, 12:37
Płeć: nieokreślona

Re: On introwertyk i ja... ekstrawertyczka level master (part 7374644) :P

Post autor: Hafsa » 12 sie 2018, 22:45

Hah, właśnie przeczytałam swojego poprzedniego posta..
Od razu widać, że się zdenerwowałam - nie jestem gramatyczną nazistką, ale tym razem przegięłam (brzmi jak jakiś dialek parzęczewsko - otwocki), sorka :P

Anyhow, jestem już dużą dziewczynka i nie reaguje tak histerycznie jak kilka lat temu... jednak widzisz.. on formułuje zdania.. a ja płaczę ;)
A wystaczyłoby wiedzieć, że on po prostu tak ma... (zakładając, że tak właśnie jest), chociaż ja mam przeczucie, że nie dostane odpowiedzi.
Spotkamy się pewnie przypadkiem w pracy, żadne z nas do tematu nie wróci i tak to się będzie kręcić ;)

I teraz tak, no obrażać się nie chce bo i nie lubię, a z drugiej strony gdy nic nie zrobię to tak sobie będzie to trwało, a mnie to nie pasuje, zaczyna sie to sprowdzac do 'friends with benefits' a na to sobie nie pozwolę...

No i co mam sie obrazić? Cisnąć o powrót do tego tematu? A może uznać za niebyłe? Dupa.

Od razu mi sie przypomina tekst:

Jak najlepiej rozmawiać z introwertykiem?
- jak najmniej.

Hafsa
Introrodek
Posty: 13
Rejestracja: 12 sie 2018, 12:37
Płeć: nieokreślona

Re: On introwertyk i ja... ekstrawertyczka level master (part 7374644) :P

Post autor: Hafsa » 12 sie 2018, 23:00

Być może jest coś w tym, że intro mają wrażenie, iż unieszczęśliwiają drugą osobę (extra) poprzez swoje 'przywary'.

Ale mnie nie unieszczęśliwia fakt, że on nie pojedzie na wakacje czy, że do mnie nie pisze - mnie unieszczęśliwia wyobrażenie dlaczego tak jest. A to ogromna różnica. Powody, które sobie dopisuje mnie ranią.

Gdyby druga osoba umiała ze mną porozmawiac i wyjaśnić, a takze zapewnić, ze nie ma to nic wspólnego z ze mną to wszystko byłoby inaczej.

Ale weź i porozmawiaj tak otwarcie z intro (przynajmniej tym moim), no.... ni ma, Panie, opcji.

Awatar użytkownika
tost_z_masłem
Introwertyk
Posty: 90
Rejestracja: 05 sie 2018, 1:47
Płeć: mężczyzna
MBTI: INTP

Re: On introwertyk i ja... ekstrawertyczka level master (part 7374644) :P

Post autor: tost_z_masłem » 13 sie 2018, 1:47

Nie wiem czy komuś da to coś do zrozumienia, ale tak pokrótce opiszę moją "relację".

Miałem przez wiele lat jedną dziewczynę, w końcu ze sobą zerwaliśmy w trochę nieprzyjemny sposób no i na początku była trochę taka pustka tym bardziej, że mieszkam sam. Po ponad tygodniu odezwała się do mnie koleżanka którą znam z lat gimnazjum, zaprosiła mnie na kawę bo miała do mnie sprawę ważną. Pomyślałem sobie ok, niech będzie. Jeszcze tego samego wieczoru siedzieliśmy w kawiarni i przedstawiła sprawę jasno, ona jest samotna od jakiegoś czasu, a o końcu mojego związku huczy tak, że nawet do niej dotarło, więc skoro zapewne mnie jest pusto i jej, to moglibyśmy zostać fuckerfriends, dla tych co nie rozumieją, nie byliśmy parą, aczkolwiek spotykaliśmy się po to żeby się zabawić, aczkolwiek dyskretnie. No więc się zgodziłem bo w sumie czemu nie. Pierwsze kilka razy było super dla obu stron, bo oprócz spraw łóżkowych gadaliśmy co u kogo przez tyle lat się działo także przegadaliśmy sobie ciekawie 2 czy 3 noce przy winie, ale później zrobiło się dziwnie. Otóż ja jestem człowiekiem cichym, dużo myślącym, typowy domator, zamiast gdzieś biegać i robić głupoty wolę sobie poczytać książkę lub spotkać się na piwie w domu lub w knajpie z przyjaciółmi. Ona natomiast to ekstrawertyczka do potęgi, kluby, imprezki, generalnie jej w głowie była cały czas zabawa i hulanki, a mnie raczej praca. Dla niej relaksem było pójść do klubu, dla mnie usiąść z winem lub miodem i oglądać Giewont o zachodzie słońca z dala od pracy, tak widziało relaks każde z nas.
Ostatecznie po kilku takich numerkach i kilku nocach okazywało się, że ok, fajnie było, ale nie mamy ze sobą wspólnych tematów i w zasadzie po wszystkim panowała taka krępująca cisza. Dla jasności, tak dla mnie jak i dla niej taka relacja była nowością, nigdy tego nie próbowaliśmy. Eksperyment nie wypalił, w końcu stwierdziliśmy, że nie będziemy się spotykać tylko po to, żeby się bezceremonialnie bzykać jak jakieś dzikie zwierzęta i tak skończyliśmy tę relację, twierdząc razem, że zostaniemy kumplami, aczkolwiek nikomu nie powiemy co nas łączyło, żeby później nasi ewentualni partnerzy nie odczuwali dyskomfortu przez to co nas łączyło, a nie oszukujmy się, dla większości osób relacja fuckerfriends jest chora i niemoralna.
Więc podsumowując, jeśli relacja fuckerfriends nie jest w stanie się utrzymać przez różnice dzielące oboje "partnerów" to nie oszukujmy się, taki związek nie ma przyszłości. Oczywiście super jest, jak obie osoby w związku czymś się różnią bo wtedy ta druga osoba staje się ciekawsza bo ma inne doświadczenia i inną wiedzę której my nie mamy, ale jednak muszą być pewne mosty, jeśli takowych mostów nie ma to związek nie ma sensu. To tak z mojego doświadczenia.

Hafsa
Introrodek
Posty: 13
Rejestracja: 12 sie 2018, 12:37
Płeć: nieokreślona

Re: On introwertyk i ja... ekstrawertyczka level master (part 7374644) :P

Post autor: Hafsa » 13 sie 2018, 8:39

@tost_z_masłem

Jestem daleka od tego aby oceniać taką relację jako chora i niemornalną! Moja granica kończy sie tam gdzie zaczyna się granica drugiego człowieka – jeśli nikogo nie krzwywdzisz a druga osoba jest równie zadowolona – to w ogóle nie ma tematu.

W jednym ze swoich postów wspomniałam o ‘friends with benefits’ I podskreśliłam, ze na to sobie nie pozwolę… ale to nie wynika z tego, że ja uważam, że to jest złe i niemornalne, tylko z tego, że moje potrzeby taką relacja nie zostałyby zaspokojne. Jak napisałam w pierwszym poście, chciałabym byc kochana, chciałabym, żeby ktoś patrzył mi w oczy, odgraniał kosmyk włosów I czuł, że chce spędzić ze mną całe życie (wiem, wiem za dużo romansideł), ale tak poważnie, to mój problem jest głebszy, ponieważ ja w ogóle bardzo późno zaczęłam rację damsko-męskie, nie wiem – wstydziłam się. I tak naprawdę w wieku 19 lat wpakowałam się w związek z 16 lat starszym facetem, z dzieckiem, byłą żoną, która nie chciała pogodzić sie z jego odejściem, sądami I rozwodami itepe. Facet okazał się być też nieprzeciętnym ruchaczem I ściemniaczem - to długa i cięzka historia, generalnie zapłaciłam za ten związek bardzo wysoka cenę, pamietam jak go spotkałam ostatni raz to powiedział mi, że w sumie to mnie nigdy nie kochał :D

Anyway, nastepny z którym się spotykałam był gościem czułym dobrym, tylko problemem było to, że przez 9 miesiecy naszego spotykania się płaciłam za wszystko bo on nie miał pracy. Nie chodziło tylko o wyjśćia, jezdzilam do innego miasta do niego w każda środe i zostawałam do niedzieli. Doszło do tego, ze dawałam mu swoja karte, bo było mi głupio przed znajomymi, że ja ciagle chodzę nam po piwo. Wiadomo, nigdzie mnie nie zabierał, bo kasy nie było, wiec to ja inicjowałam wyjscia ze świadomoscią, że muszę za to zapłacić – ale, ok. Znajdzie przeciez pracę!
Gość 34 lata. Jednak kiedy w koncu musiałam kupować jakies jego rzeczy do higeny osobistej to zaczęłam się zastanawiać nad tym wszystkim. Poczułam, że jemu wcale na mnie nie zależy tylko jest mu ze mna wygodnie. Przestaliśmy się widywać a ostatecznie to skonczyłam gdy poznałam swojego intro.

W każdym razie, tak naprawde nigdy nie czułam sie kochana ibardzo mi na tym zależy ‘friends with benefits’ złamałoby mi najzwyczajniej serce, miałabym w głowie to, że nic nie znacze dla tego gościa za wyjątkiem tego, ze mam fajną dupe czy coś tam innego. Poza tym nie mogłabym czerpac przyjemności z bliskości wiedząc, ze facet chce mnie tylko bzyknąć a kosmyk z twarzy będzie odgarniał innej.

To sa tylko moje odczucia, ale jestem w stanie absolutnie zrozumieć, że inni ludzie maja inne potrzeby i nie widze w tym nic złego jesli obie osoby czerpią z tego przyjemność 😊

Mój intro bardzo chciałby wejść ze mna w taki związek i to mnie boli podwójnie.

Awatar użytkownika
tost_z_masłem
Introwertyk
Posty: 90
Rejestracja: 05 sie 2018, 1:47
Płeć: mężczyzna
MBTI: INTP

Re: On introwertyk i ja... ekstrawertyczka level master (part 7374644) :P

Post autor: tost_z_masłem » 13 sie 2018, 10:34

Też bym chciał tego co ty, więc życzę nam żeby się udało :)
Powodzenia :)

ODPOWIEDZ