Przyjaźń...

Dział forum, w którym poruszane są tematy dotyczące kontaktów międzyludzkich, a także problemów w relacjach, których przyczyną może być introwersja.
Awatar użytkownika
Rilla
Stały bywalec
Posty: 207
Rejestracja: 05 cze 2007, 22:14
Płeć: nieokreślona

Post autor: Rilla » 10 sie 2008, 0:52

Jacek pisze:
Gdy jedna strona nie daje tyle, co druga, to nie jest to przyjaźń
własnie.
czy w ogole mozna byc czyims przyjacialem, skoro ten ktos nie jest naszym? i vice versa. to zalezy od rozumienia przyjazni? ktos ma inne kryteria niz nasze i my spelniamy jego kryteria ale on naszych juz nie?
Moja krótka odpowiedź brzmi: nie.
Znam to z doświadczenia. Może nie do końca ten przypadek przerabiałam, bo jednak obie nazywałyśmy się przyjaciółkami, ale sens był podobny. Jedna strona nie dawała z siebie tyle, co druga. Przynajmniej ja zaczęłam po długiej znajomości odczuwać, że daję zbyt dużo niż otrzymuję. A nie chodziło o wiele. Przykro mi było, gdy nie przychodziła na umówione spotkania nawet o tym nie uprzedzając, by po paru dniach wytłumaczyć się zapomnieniem czy brakiem czasu. Kiedyś czekałam cały dzień, a gdy wieczorem spotkałam jej ojca, dowiedziałam się, że chodziła z koleżankami po sklepach. W końcu miałam dość. Co z tego, że nazywała mnie przyjaciółką, jeśli mnie nie traktowała współmiernie do wagi tej rangi? Ja przestała spełniać jej kryteria, a ona przestała spełniać moje. I przestałam traktować jak przyjaciółkę, bo już nią nie jest.
Dalej może na mnie liczyć. Będę starała się jej pomóc w potrzebie, jak starałam się kiedyś. Kiedy będzie miała czas (a na mnie ma go niezwykle mało) to chętnie spotkam się z nią, pogadam, ale tylko jak z koleżanką.
Inaczej nie miałoby to sensu. Byłabym zarówno nieszczera w stosunku do niej, jak i do siebie, a relacje między nami byłyby toksyczne.
INFp, gr. B

Awatar użytkownika
kropka
Introwertyk
Posty: 84
Rejestracja: 05 sie 2008, 19:20
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: wyrwana z kontekstu

Post autor: kropka » 10 sie 2008, 9:57

Heh, smutne to ale prawdziwe. Z resztą niektórzy zbyt lekką ręką przyznają innym miano "przyjaciół". A przecież w relacjach międzyludzkich jest cała gama okresleń na nie, jak choćby "znajomi" czy "koledzy". Nie trafię kiedy ktoś mówi, że ma masę przyjaciół - chociaż możliwe, że się tak zdarza. Strasznie to naciągane wg mnie.

Awatar użytkownika
Naphthalene
Introwertyk
Posty: 65
Rejestracja: 28 lip 2008, 14:39
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Małopolska

Post autor: Naphthalene » 28 sie 2008, 15:44

Pisałam to już w którymś wątku, i powtórzę: jest dobre powiedzenie, "prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie"- dopóki nie doświadczyło się prawdziwej biedy, nigdy nie ma się pewności, że osoba, która na taką wyglada, jest przyjacielem w rzeczywistości.
<ich bin kein schreibtischdichter mehr. ich bin ein zugdichter>

Awatar użytkownika
Ausencia
Intromajster
Posty: 500
Rejestracja: 20 lip 2008, 16:08
Płeć: nieokreślona

Post autor: Ausencia » 28 sie 2008, 23:22

Ja tez podchodzę powaznie do pojęcia "przyjazn". Nieco jednak mniej powaznie niz kiedys. Poniewaz doszlam do wniosku, ze idealnej przyjazni nie ma. A idealna to wg mnie taka, ktora zakłada taki scenariusz: kiedy ryczysz przy kimś na całego i jestes w stanie wyznac mu bol, ktory w Tobie siedzi, kiedy ten ktos jest przy Tobie, gdy potrzebujesz wsparcia, kiedy smiejesz się do łez wraz z nim z tych samych spraw i kiedy te same sprawy was smucą. Kiedy, wiesz, ze mozesz mu bezgranicznie zaufać, oddać klucz do mieszkania pod Twoją nieobecnosc nie martwiąc się, ze przeczyta Twoj pamiętnik lub obrabuje (dokładnie w takiej kolejnosci). Kiedy nie musisz się przed nim tłumaczyc i znacie się juz tak swietnie, ze czasem bez słow mozecie się porozumiec. Jesli mozesz zadzwonic do niego okazdej porze i wiesz nigdy Cię nie wysmieje, zawsze stanie po Twojej stronie. To tak w skrocie. Powiedzcie szczerze, czy macie kogos takiego? czy znacie ludzi, ktorzy tak się przyjaznią?
Drodzy introwertycy, wszyscy mamy taką wizję przyjazni, ale jest to przyjazn wyidealizowana. Takiej przyjazni nie ma. Dlatego czas obnizyc nieco kryteria dostępu do siebie, bo inaczej pewnego dnia ockniemy się w samotnosci lub w tłumie ludzi, ktorych tylko troszkę lubimy.
To mowię ja - pozbawiona złudzen introwertyczka.
Dziękuję, dobranoc.

Awatar użytkownika
iksigrekzet
Intromajster
Posty: 516
Rejestracja: 21 lip 2008, 1:32
Płeć: nieokreślona

Post autor: iksigrekzet » 28 sie 2008, 23:47

w sumie ciekawe :D trzeba by to wdrożyć w życie.

Jacek

Post autor: Jacek » 09 wrz 2008, 0:34

Dlatego czas obnizyc nieco kryteria dostępu do siebie, bo inaczej pewnego dnia ockniemy się w samotnosci lub w tłumie ludzi, ktorych tylko troszkę lubimy.
ja tam sie chyba tak codziennie "ocykam" i jakos nie uwazam zeby cos zmieniac.... nie mowie ze czuje sie z tym rewelacyjnie, ale po prostu akceptuje to i jakos sobie daje rade
to jest czesc natury, tego nie sposob zmienic


poza tym
i have no need for friendship itd :P

Awatar użytkownika
Shy
Pobudzony intro
Posty: 161
Rejestracja: 22 kwie 2008, 17:05
Płeć: nieokreślona

Post autor: Shy » 09 wrz 2008, 16:29

Jacek pisze:i have no need for friendship itd :P
Everybody needs somebody...

A tak na poważnie, ja również nie odczuwam specjalnej potrzeby przyjaciela, co wcale nie znaczy, że ktoś taki by się nie przydał. Moje życie nabrałoby zdrowszych kolorków, bo zamiast pozwolić mi na siedzenie przez pół dnia przy komputerze, taka osoba pewnie już dawno wyciągnęłaby mnie na spacer.

Fakt faktem, przyjaciela trudno znaleźć, jeszcze trudniej, kiedy wcale się go nie szuka ;)

Jacek

Post autor: Jacek » 09 wrz 2008, 17:33

nie rozumiem czegos takiego jak szukanie przyjaciol.
owszem mozna zawierac nowe znajomosci, ale zeby tylko pod katem ewentualnej przajyzni ?

wydaje mi sie ze kazdy czlowiek ma swoiste i wlasciwe tylko jemu "naturalnego tempo poznawania nowych osob"

niektorzy maja to szczescie ze maja przyjaciol, ale wierzcie mi, kazdy z nich zrobil w tym celu nie wiecej niz my. po prostu niektorym jest latwiej i wynika to tylko i wylacznie z cech osobowosci/natury.
a niektorym, nam, trudniej. to moze jest troche przygnebiajace, ale sadze ze po prostu trzeba byc cierpliwym, a chociazby dopiero w wieku 20-25 lat miec kogos o kim mozna powiedziec przyjaciel
takze glowa do gory :)

Awatar użytkownika
Shy
Pobudzony intro
Posty: 161
Rejestracja: 22 kwie 2008, 17:05
Płeć: nieokreślona

Post autor: Shy » 09 wrz 2008, 17:43

Przez nie szukanie przyjaciela miałam na myśli bardziej niedopuszczanie do siebie ludzi. Czasami naprawdę ktoś ciekawy może nam przejść koło nosa tylko dlatego, że boimy się zawrzeć z tą osobą znajomość. Prez szukanie przyjaciela mam na myśli bycia otwartym na innych-moich słów zazwyczaj nie należy traktować dosłownie :wink: Mam ten problem, że mówię albo piszę coś co dla mnie nie wymaga wyjaśniania, ale zapominam, że druga osoba nie ma wglądu w moje myśli.

Nie spotkałam jeszcze nikogo z kim mogłabym ewentualną przyjaźń zawiązać, a raczej za bardzo boję się angażować i być może taka szansa już dawno się zmarnowała. Ale jestem młoda, jeszcze dużo przede mną.

Awatar użytkownika
kropka
Introwertyk
Posty: 84
Rejestracja: 05 sie 2008, 19:20
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: wyrwana z kontekstu

Post autor: kropka » 09 wrz 2008, 19:08

Tak się zastanawiam... taki przyjaciel I. to musiałby być szalenie cierpliwy i dociekliwy człowiek :D Znosić te nasz humory, milczenie, doszukiwać się sensu w tych kilku wypowiedzianych słowach. Nie uważacie, że to nie lada wyzwanie? I gdy taki ktoś jest z wami po kilku latach, czy nie zasługuje na miano przyjaciela? Bo nie odchodzi tak jak inni ludzie.

Amiquay

Post autor: Amiquay » 14 wrz 2008, 19:16

kiedyś miałam prawdziwego przyjaciela... jednakże przyjaźń z jego strony być może nie była tak wielka jak z mojej, gdyż pod wpływem swojej zazdrosnej kobiety, zerwał ze mną kontakt. Mówił, że nie jest mu łatwo, płakał w słuchawkę, blablabla... Minęły prawie 2 lata, ja wciąż czekam na to, że może jego kobieta wydorośleje i nie będzie wyczuwać w mojej osobie zagrożenia i przyzwoli mu chociażby na kontakt ze mną przez gg...

obecnie moim jedynym przyjacielem jest mój chłopak. jest ekstrawertykiem, który raczej nie rozumie, o co mi chodzi, ale zawsze wysłucha mnie, zwykle potem powie coś od czapy... ale jest, akceptuje mnie i pociesza, nawet wtedy, kiedy zupełnie nie wie, o co mi chodzi...

a jednak czasami wciąż czuję się samotna

Awatar użytkownika
Naphthalene
Introwertyk
Posty: 65
Rejestracja: 28 lip 2008, 14:39
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Małopolska

Post autor: Naphthalene » 15 wrz 2008, 16:51

"prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie"- dopóki nie doświadczyło się prawdziwej biedy, nigdy nie ma się pewności, że osoba, która na taką wyglada, jest przyjacielem w rzeczywistości
Mam jedną taką osobę, również intro :D Wymieniamy między sobą różne swoje myśli. Wydaje mi się, że ona mnie rozumie, bo również jest bardzo wrażliwa, czasem wydaje mi się, że nawet bardziej niż ja :) Może to jednak przyjażń...? Chciałabym się jak najprędzej przekonać. Mam nadzieję, że tak.
<ich bin kein schreibtischdichter mehr. ich bin ein zugdichter>

daoki

Post autor: daoki » 26 paź 2008, 23:51

Niestety nie ma takiej osoby, którą nazwałabym moim przyjacielem.
Mam jedną dobrą koleżankę, znam ją 10 lat, ale w żadnym wypadku nie mogę powiedzieć o niej ''przyjaciółka''. Różnimy się od siebie chyba w każdym szczególe - począwszy od wyglądu (ona - blondynka, kręcone włosy, styl zbyt kobiecy i wyzywający jak na swój wiek, obcasy, spódniczki. ja- proste, brązowe włosy, dżinsy, t-shirt, czasem jakaś dłuższa spódnica, trampki bądź balerinki) a skończywszy na charakterze i zainteresowaniach (ja introwertyczna - wiecznie z grobową miną, na widok której mało kto ma odwagę podejść, z słuchawkami na uszach i czymś co można czytać, , ona ekstrawertyczna - wieczna imprezowiczka, z bananem na twarzy, który chyba nigdy nie schodzi, przyciąga do siebie ludzi jak magnes, wieczna kokietka).
Jedyne co nas łączy to poczucie humoru i muzyka (chociaż ja wolę bardziej psychodelicznego rocka, trip-hop lub indie a ona gustuje w szybszych kawałkach punk rockowych [wyobraźcie to sobie - szpilki + punk rock :lol: czasem mam z tego niezły ubaw]).
Ona co prawda nazywa mnie przyjaciółką, pewnie ze względu na to, że znamy się aż tyle lat, ale czy ja mogę nazywać ją tak samo skoro nie mogę z nią porozmawiać nawet o tak błahych sprawach typu ''boże, znowu popatrzył się na mnie!'' (to akurat w moim przypadku coś niezwykłego, zazwyczaj na nią się wszyscy gapią), bo zbywa mnie niezbyt miłymi słowami?
Zresztą, co tu opowiadać.
Dawałam z siebie i od siebie wszystko, nawet jak mi się nie chciało,
ona dobrze wiedziała, że nie znoszę imprez,koncertów ani miejsc gdzie jest zbyt dużo ludzi a mimo to wyciągała mnie tam, bo 'to dla niej ważne'.
I co otrzymałam na koniec? Trata ta tam! Oświadczenie, że jestem egoistką!
Wracając do tematu, tyle razy zawiodłam się na ludziach, włącznie z moją 'przyjaciółką', że teraz boję się przed kim kolwiek otworzyć.
A z nią nie mogę zerwać kontaktu ani powiedzieć ''Nie, nie jesteś moją przyjaciółką, bo nie mogę na tobie polegać, rządzisz mną i wykorzystujesz na każdym kroku, denerwuje mnie twoja sztuczna i pozercza(?) postawa oraz chęć imponowania innym'', bo stracę jedyną osobę, z którą się zadaję i zostanę już zupełnie sama.

Smutne, ale prawdziwe.. chciałabym mieć przyjaciela, chciałabym wiedzieć jak to jest go mieć.

Awatar użytkownika
Inno
Legenda Intro
Posty: 1210
Rejestracja: 01 paź 2008, 18:47
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Inno » 27 paź 2008, 0:01

daoki pisze:twoja sztuczna i pozercza(?) postawa.
"Pozerska" lepiej pasuje. :) 8)
Obrazek

Awatar użytkownika
qb
IntroManiak
Posty: 735
Rejestracja: 25 maja 2008, 23:36
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 9w1
MBTI: INFP
Lokalizacja: Polska
Kontakt:

Post autor: qb » 27 paź 2008, 0:02

Ja chyba, że nie mam takiej osoby chociaż sam nie wiem. Może i mam. Jestem człowiekiem bardzo powściągliwym i nieufnym. Nie ma chyba takiej osoby, nie, nie ma takiej osoby, której mógłbym powiedzieć absolutnie wszystko aczkolwiek jest osoba, której jestem w stanie powiedzieć całkiem sporo, chociaż nigdy nie przekraczam pewnych granic.

Mam jedną dobrą koleżankę, znam ją 10 lat, ale w żadnym wypadku nie mogę powiedzieć o niej ''przyjaciółka''. Różnimy się od siebie chyba w każdym szczególe - począwszy od wyglądu (ona - blondynka, kręcone włosy, styl zbyt kobiecy i wyzywający jak na swój wiek, obcasy, spódniczki. ja- proste, brązowe włosy, dżinsy, t-shirt, czasem jakaś dłuższa spódnica, trampki bądź balerinki) a skończywszy na charakterze i zainteresowaniach (ja introwertyczna - wiecznie z grobową miną, na widok której mało kto ma odwagę podejść, z słuchawkami na uszach i czymś co można czytać, , ona ekstrawertyczna - wieczna imprezowiczka, z bananem na twarzy, który chyba nigdy nie schodzi, przyciąga do siebie ludzi jak magnes, wieczna kokietka).
No ale chyba o to chodzi. Gdybyście były takie same nie wytrzymałybyście z byt długo ;P Przynajmniej tak mi się wydaje.
Dla przykładu sam jestem ogólnie nieporadny i leniwy, ale jak spotykam taką osobę to mnie cos strzela i zaraz podrywam się do działania :P
Trust yourself, no matter what anyone else thinks.

ODPOWIEDZ