Syndrom DDA

Tutaj rozmawiamy o ogólnych kwestiach osobowości, typologiach osobowości, temperamentu; zamieszczamy testy osobowości.
Awatar użytkownika
Lena
Intronek
Posty: 27
Rejestracja: 12 maja 2016, 0:24
Płeć: kobieta
Enneagram: 4w5
MBTI: ISFP

Re: Syndrom DDA

Post autor: Lena » 14 maja 2016, 19:34

Jak było u Was z rozpoczęciem terapii? Też mieliście pewne opory, obawy przed tym, że zostaniecie "odrzuceni", tzn., że jednak okaże się, iż wszystko z Wami w porządku i nie będziecie potrzebowali specjalistycznej pomocy przez co dalej będziecie tkwić w "dołku"?

I jeszcze jedna rzecz. Co Was "zmusiło", żeby podjąć terapię?
Miałam opory związane z tym, że w końcu będę musiała mówić o swoich uczuciach i to w obecności nieznajomych ludzi (byłam zapisana na terapię grupową). Po przeczytaniu kilku książek wiedziałam, że jestem podręcznikowym przykładem,wiec nie było mowy o tym że nie potrzebuje pomocy, tym bardziej skoro już sama doszłam do wniosku, że jest konieczna.
Poszłam do ośrodka leczenia uzależnień bo mając blade pojęcie z czego wynika większość moich problemów nie mogłam tego tak zostawić. Poza tym byłam zmęczona tym, że mam na głowie opiekę nad rodzicami, którzy są przecież dorośli a role między nami są odwrócone. (Wtedy mieszkałam z nimi i koszmar trzymania na barkach całego gospodarstwa domowego do którego nijak oni się nie przykładają był nie do udźwignięcia). W końcu już było tak ciężko, że wybór był wóz albo przewóz.
Nie da rady. To dla mnie jest niemożliwe do wykonania.
Czyli już zdecydowałeś.
"Gdy robię to co kocham, mam nad sobą wietrzne maszty"

rad19dym
Introwertyk
Posty: 115
Rejestracja: 20 gru 2014, 23:09
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5

Re: Syndrom DDA

Post autor: rad19dym » 14 maja 2016, 20:46

Lena pisze:
Nie da rady. To dla mnie jest niemożliwe do wykonania.
Czyli już zdecydowałeś.
Owszem, zdecydowałem. Co prawda, nie była to łatwa decyzja, ale sądzę, że w przyszłości przyjdą same jej zalety.

Awatar użytkownika
highwind
Legenda Intro
Posty: 1853
Rejestracja: 15 paź 2011, 10:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 1w9
MBTI: istj
Lokalizacja: wro

Re: Syndrom DDA

Post autor: highwind » 14 maja 2016, 21:18

Lena pisze:Po przeczytaniu kilku książek wiedziałam, że jestem podręcznikowym przykładem,wiec nie było mowy o tym że nie potrzebuje pomocy,
I pomogło ci w końcu? Jak się zmieniło twoje życie, czy może ty sama po terapii? Jestem ciekaw, bo byłem z dwiema kobietami z rodzin mających problem alkoholowy i zastanawiam się jak duży wpływ miało na nie ich trudne dzieciństwo.

Awatar użytkownika
Lena
Intronek
Posty: 27
Rejestracja: 12 maja 2016, 0:24
Płeć: kobieta
Enneagram: 4w5
MBTI: ISFP

Re: Syndrom DDA

Post autor: Lena » 15 maja 2016, 23:01

Wyprowadziłam się od rodziców, przestałam się przejmować ich problemami i tym jak sobie radzą czy tez nie radzą. Przeniosłam się do innego miasta, skończyła studia, podjęłam pracę w innym mieście. Mam za sobą jeden związek. Ok, nie był wzorcowy. Teraz próbuje życia zagranicą. Nic z tych rzeczy by się nie wydarzyło gdyby nie terapia. Siedziałabym dalej w domu i ledwo wiążąc koniec z końcem spłacała długi rodziców, myśląc, że to normalne.
"Gdy robię to co kocham, mam nad sobą wietrzne maszty"

Awatar użytkownika
krucha_babeczka
Introwertyk
Posty: 106
Rejestracja: 15 lis 2015, 19:58
Płeć: kobieta
Enneagram: 5w4
MBTI: INFJ
Lokalizacja: Wrocław

Re: Syndrom DDA

Post autor: krucha_babeczka » 16 maja 2016, 23:11

CoroDaNem pisze:Jak było u Was z rozpoczęciem terapii? Też mieliście pewne opory, obawy przed tym, że zostaniecie "odrzuceni", tzn., że jednak okaże się, iż wszystko z Wami w porządku i nie będziecie potrzebowali specjalistycznej pomocy przez co dalej będziecie tkwić w "dołku"?

Ja tam takich oporów nie miałam a tu... <bach>... zostałam wywalona na zbity pysk :D I to nie raz. Widać kwalifikuję się do terapii szokowej :D

rad19dym
Introwertyk
Posty: 115
Rejestracja: 20 gru 2014, 23:09
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5

Re: Syndrom DDA

Post autor: rad19dym » 06 lip 2016, 22:58

To dziwne uczucie, kiedy nawet wśród intowertyków osoba z syndromem DDA nie czuje się otwarta do rozmów...........

Awatar użytkownika
Coro
Stały bywalec
Posty: 199
Rejestracja: 24 lis 2015, 13:20
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
Lokalizacja: Kraków

Re: Syndrom DDA

Post autor: Coro » 07 lip 2016, 2:06

rad19dym pisze:To dziwne uczucie, kiedy nawet wśród intowertyków osoba z syndromem DDA nie czuje się otwarta do rozmów...........
Jesteś pewien, że to jest kwestia tego, czy ktoś jest introwertykiem, czy ekstrawertykiem, hę? Do tego raczej jest potrzebna bliska i zaufana osoba, z którą będziesz potrafił rozmawiać w cztery oczy, realne cztery oczy ;) Takie jest moje zdanie.

rad19dym
Introwertyk
Posty: 115
Rejestracja: 20 gru 2014, 23:09
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5

Re: Syndrom DDA

Post autor: rad19dym » 07 lip 2016, 10:15

CoroDaNem pisze:Jesteś pewien, że to jest kwestia tego, czy ktoś jest introwertykiem, czy ekstrawertykiem, hę? Do tego raczej jest potrzebna bliska i zaufana osoba, z którą będziesz potrafił rozmawiać w cztery oczy, realne cztery oczy ;) Takie jest moje zdanie.
Ciekawa sprawa, bo takiej osoby nie mam.

Awatar użytkownika
BardzoNiefajna
Zagubiona dusza
Posty: 3
Rejestracja: 07 lip 2016, 16:10
Płeć: kobieta
Enneagram: 4w5

Re: Syndrom DDA

Post autor: BardzoNiefajna » 07 lip 2016, 16:26

Cześć.
Założyłam konto specjalnie po to, żeby opowiedzieć o moim życiu jako DDA.

W moim domu oboje rodzice są uzależnieni od alkoholu. Ich picie określiłabym mianem "cichego" alkoholizmu, bowiem patrząc na naszą rodzinę, nigdy nie powiedzielibyście, że jest z nią coś nie tak. Kochająca się, normalna rodzina. Nasz dramat rozgrywał się za zamkniętymi drzwiami, a my, potomostwo, mieliśmy zakaz rozmawiania na ten temat z osobami trzecimi.

O swojej "przypadłości" dowiedziałam się, kiedy miałam 18 lat, a więc naście lat temu. Moment, w którym dowiedziałam się, co mi właściwie jest, był bardzo przełomowy - nareszcie wszystko stało się jasne. Jednocześnie dotarło do mnie, w jak głębokim g*wnie siedzę i ta świadomość ciążyła mi bardziej, niż wszystkie wcześniejsze problemy.

Dwa lata temu zakończyłam odpłatną indywidualną terapię, która pokrywała wiele moich problemów, w tym DDA (nie było to terpaia dedykowana DDA, co warto zaznaczyć). Przyznaję, że życie jest dużo łatwiejsze, kiedy rozumiem pewne mechanizmy.

Jako DDA mogę powiedzieć, że było kilka głównych problemów, które przewijały się (i, niestety, wciąż czasami przewijają się) przez moje życie:
- liczne nieudane związki (w tym dwa poważne)
- bardzo toksyczna relacja z rodzicami (od miłości, przez nienawiść, po uczucie duszącego uzależnienia)
- bardzo niska samoocena
- problem z usamodzielnieniem się (nieodcięta pępowina)
- tendencja do wiązania się z osobami uzależnionymi lub mającymi tendencje do bycia uzależnionymi od alkoholu
- silny introwertyzm zahaczający o aspołeczność
- niepokojąco uparte poszukiwanie skrajnie głębokich doznań (ogólnie w życiu, ale też w związkach, w seksie)

Na ten moment tyle przychodzi mi do głowy. Czy rozwiązałam wszystkie moje problemy? Oczywiście, że nie. Jestem sama, nie potrafię utrzymać stałego związku. Mam wrażenie, że one po prostu nie są dla mnie.

Chętnie odpowiem na wszystkie pytania. Te dotyczące życia, te dotyczące terapii - wszystkiego, tak naprawdę.

Dobrze wiedzieć, że jest nas tutaj trochę...
//the sun is the same in a relative way, but you're older
shorter of breath and one day closer to death//

rad19dym
Introwertyk
Posty: 115
Rejestracja: 20 gru 2014, 23:09
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5

Re: Syndrom DDA

Post autor: rad19dym » 07 lip 2016, 19:19

BardzoNiefajna pisze:Chętnie odpowiem na wszystkie pytania. Te dotyczące życia, te dotyczące terapii - wszystkiego, tak naprawdę.
W porządku.

A więc mam do ciebie jedno zasadnicze pytanie - czy warto iść na terapię?

Awatar użytkownika
BardzoNiefajna
Zagubiona dusza
Posty: 3
Rejestracja: 07 lip 2016, 16:10
Płeć: kobieta
Enneagram: 4w5

Re: Syndrom DDA

Post autor: BardzoNiefajna » 07 lip 2016, 22:44

rad19dym pisze:A więc mam do ciebie jedno zasadnicze pytanie - czy warto iść na terapię?
To jest bardzo dobre pytanie, na które sama próbowałam znaleźć odpowiedź zanim wreszcie, po latach, podjęłam decyzję.

Z mojego punktu widzenia - zdecydowanie warto.
Są jednak pewnie aspekty, którym trzeba stawić czoła podczas terapii, a które mogą do niej skutecznie zniechęcić. I z których warto zdać sobie sprawę, zanim się do niej przystąpi. Przede wszystkim terapia jest procesem bardzo złożonym i wymaga dużo czasu. Wiadomo, że czas jej trwania zależy od przypadku. U mnie trwało to 1,5 roku. Przez ten czas odwiedzałam terapeutę raz w tygodniu, pod sam koniec terapii nawet dwa razy w tygodniu, bo procesy zachodzące w mojej psychice nabrały tak zawrotnego tempa, że dosłownie MUSIAŁAM przerabiać je na bieżąco. To była silna, bardzo silna potrzeba omawiania, analizowania, porządkowania i wkładania do odpowiednich szufladek w głowie.

Ale to była końcówka. Z kolei początek przypominał wykopywanie zwłok z ogródka za domem. Poszłam na terapię z jednym problemem, po miesiącu miałam ich już kilka, a po kolejnych dwóch kilkanaście. Dlaczego? Dlatego, że żeby rozwiązać problem bycia DDA, trzeba uporać się z kilkoma innymi - z dzieciństwem, z relacjami, które mamy z rodziną i otoczeniem, z niską samooceną, ze stale towarzyszącym poczuciem winy. Każdy z tych aspektów to oddzielny problem, który wymaga "przetrawienia".

Wspominam o tym, bo znam osoby, które na tym etapie przerywały terapię. Czuły się przytłoczone rozmiarem problemu i miały wrażenie, że zamiast wypływać na powierzchnię, w zawrotnym tempie zmierzają w stronę dna. Powiedziałabym, że jest to zupełnie normalne. Jedyne, co można wtedy zrobić, to pracować nad sobą nieprzerwanie, na bieżąco przerabiać wiedzę wyniesioną z terapii i stosować ją w praktyce. W moim przypadku bardzo pomogło pisanie dziennika. Po każdej wizycie u terapeuty dawałam sobie dwa, trzy dni na przetrawienie ostatniej sesji, a potem siadałam z zeszytem i zapisywałam najważniejsze wnioski. Porządkowałam to wszystko, żeby potem nie załamać się pod ciężarem tych mniejszych i większych odkryć.

Na jeden z sesji powiedziałam terapeucie, że martwi mnie moja relacja z matką. Często szłam do niej po pomoc, bo byłam na tyle uzależniona od niej i jej opinii, że sama nie potrafiłam rozwiązywać swoich problemów. Zanim się zorientowałam, okazało się, że jestem manipulowana opinią osoby, która dba przede wszystkim o swój interes - żebym jej nie zostawiła, żebym nieprzerwanie martwiła się o nią i jej zdrowie. Kiedy usłyszałam od terapeuty prostą i oczywistą prawdę, że moja matka jest chorą osobą z psychiką i rzeczywistością wykrzywioną przez lata picia, poczułam się, jakby ktoś walnął mnie w łeb. Wtedy po raz pierwszy od 20 z hakiem lat pomyślałam o mojej matce jak o chorej osobie. I zrozumiałam, jak wielki błąd popełniałam słuchając jej rad, przyjmując jej punkt widzenia za jedyny słuszny.

Możliwe, że brzmi to dla Was jak absurd. Możliwe, że myślicie: "też coś, to ona nie wiedziała, że ma chorą matkę"? Otóż nie, nie wiedziałam. To odkrycie uważam za jedno z ważniejszych w mojej terapii. Po nim nastąpiło kilka mniejszych, było też dużo mojej pracy nad sobą, ale efekt był powalający - uwolniłam się z toksycznej relacji z osobą, którą zawsze uważałam za wyrocznię.

Te problemy wracają, nie myślcie, że nie. Te mechanizmy będą we mnie zawsze. Ale zrozumiałam, że terapia nie polega na wyeliminowaniu tych mechanizmów, a raczej na zrozumieniu ich i nauczeniu się nad nimi panować.
//the sun is the same in a relative way, but you're older
shorter of breath and one day closer to death//

Awatar użytkownika
Kamil
Rozkręcony intro
Posty: 338
Rejestracja: 01 lip 2009, 22:52
Płeć: nieokreślona
Lokalizacja: Gdańsk

Re: Syndrom DDA

Post autor: Kamil » 05 kwie 2017, 1:37

Zajrzałem tu po latach nieobecności i widzę, że temat który zacząłem jakoś pomógł innym zrozumieć się (ktoś wspomniał o uświadomieniu sobie byciem DDA przez forum), a innym podzielić się tą drażliwą tematyką. Cieszę się. Czytając ten temat odczuwam jakby ten temat stał się moim nagrobkiem forumowym.

Ja dopiero pół roku po moim poście zgłosiłem się do poradni zapisać się na terapie, gdzie czekałem równy rok. Terapia zaczęła mi się więc w lipcu 2016 r., zakończyła się po pół roku gdyż terapeutka poczuła, że jest wobec moich problemów bezsilna.
Jak wyszło bowiem - mam Zespół Aspergera. Tzn. temat Aspergera nade mną krążył od 10 lat, na początku 2015 r. moja była już wtedy partnerka przekonywała mnie, ze mam Zespół Aspergera. Potem usłyszałem to jeszcze mimochodem.. I na terapii temat wrócił, terapeutce część moich problemów bardzo pasowała do tego zaburzenia, zgodziła się z tym podejrzeniem i zaleciła diagnostykę u osób się tym zajmujących. Zrobiłem, potwierdziło się, że mam ZA i szybko terapeutka uznała, że nie może mi pomóc.
Diagnostykę miałem w grudniu 2016.

Cóż, ZA to wuproszczeniu introwersja w wersji hard, a do tego jestem DDA. Ładna kombinacja, prawda?

Ale mimo wszystko trochę terapia mi pomogła, trochę spraw uświadomiła. Polecam więc.

Troche przeraża mnie teraz to forum, za dużo zmian, za dużo ludzi. Kto to widział, aby w jednym miejscu o 1:30 w nocy było online 90 osób, rzekomo introwertyków? Ekstrawertycy podbili to forum, czy co?

A jeśli byłaby tu jakaś miła dziewczyna z Trójmiasta, to chętnie się spotkam. Introwersja i DDA to dla mnie miłe połączenia, mimo pewnej bolesności.
"Przestrzenią ducha, gdzie może on rozwinąć skrzydła, jest cisza "- Antoine de Saint-Exupéry

"Jeśli nie dowiedziałeś się czegoś od Ekstrawertyka, to znaczy, że go nie słuchałeś.
Jeśli nie dowiedziałeś się czegoś od Introwertyka, to znaczy, że go nie zapytałeś."

Awatar użytkownika
agness
Intronek
Posty: 35
Rejestracja: 06 cze 2015, 21:25
Płeć: kobieta
Enneagram: 5w4
MBTI: ISTJ

Re: Syndrom DDA

Post autor: agness » 13 lut 2018, 16:17

Odświeżę temat, bo w moim życiu DDA także zagościło. Nie mówię tu o sobie, lecz o moim partnerze, w zasadzie już byłym partnerze, także introwertyku. O tym, że partner był z rodziny z problemem alkoholowym dowiedziałam się po niecałym miesiącu związku. Przestraszyłam się, bo zdawałam sobie sprawę ze skutków wychowywania w rodzinie dysfunkcyjnej, jednak zauroczenie było silniejsze niż racjonalizm i tym razem postanowiłam nie walczyć ze swoim perfekcjonizmem i kontynuować tą ,,nieperfekcyjną relację". W końcu nie każdy musi odczuwać przykre skutki DDA... tak wtedy myślałam. Myliłam się jednak, bo im dłużej związek trwał tym było coraz gorzej. Ze względu na fakt, że jestem intro problemem jest dla mnie mówienie o emocjach, odczuciach, na wszelkie próby wyciągania ze mnie takich ,,informacji" reaguję zamknięciem w sobie albo wewnętrzną agresją. Tutaj wymuszanie pojawiało się, jednak z czasem dopiero zauważyłam, że większość zachowań partnera było wymuszone. Mam tu na myśli odgrywanie życia a nie życie naprawdę, rozbieżność słów z czynami, niestabilność emocjonalną.. Bałam się podejmować prób rozmowy na temat przeszłości, niekiedy w sposób delikatny starałam się podpytać o cokolwiek, zasugerować zbieżność aktualnych zachowań z utartymi w dzieciństwie schematami dysfunkcyjnymi, jednak bezskutecznie. Jedynym argumentem, który padał z ust partnera było, że taki jest i już. Nie piętnowałam rzeczy, które mi nie odpowiadały, taktownie starałam się tłumaczyć partnerowi co w jego myśleniu jest sprzeczne, wytworzone na bazie wyobraźni, która kreowała wyłącznie negatywne scenariusze wspólnego pożycia. Kocham przeplatane z bezsilnością, (nie)świadomym podkopywaniem relacji, niszczeniem związku, mnie, siebie samego.. Związek się rozpadł, toksyczność partnera z brakiem chęci zrozumienia swoich błędów, które w jego odczuciu były w zupełności uzasadnione (podejrzenia o zdradę, kontrola, zamknięcie mnie przed światem) nie pozwoliły kontynuować tej znajomości. Chwile ciężkie zarówno za nim jak i za mną, jednak historia ta otworzyła mi oczy, wiem czego chcę, wiem że każdy, kto odczuwa, że coś w nim ,,nie gra" powinien zasięgnąć porady psychologa, nie każdy jest w stanie przepracować dzieciństwo w samotności. A że sama z takim przepracowaniem miałam do czynienia wiem, że wymaga to siły wewnętrznej, a ta siła nie każdemu niestety towarzyszy. Zastanawia mnie tylko czy zawsze będę przyciągać do siebie ludzi z problemami, tak jak do tej pory. Ponoć przeciwieństwa się przyciągają, a w moim przypadku jest inaczej. Może to ja dla osoby bez problemów mogłabym być ciężarem? To pytanie pozostawiam bez odpowiedzi.

coil

Re: Syndrom DDA

Post autor: coil » 15 maja 2018, 20:33

DDA to potwór. Wysysa energie z człowieka, a w dodatku izoluje Cię od reszty. Czasami odpuszcza, ale na moment. Jedynym wyjściem jest to, aby postawić na siebie i zacząć wszystko od nowa.

ODPOWIEDZ