introwertyzm a depresja

Tutaj rozmawiamy o ogólnych kwestiach osobowości, typologiach osobowości, temperamentu; zamieszczamy testy osobowości.
Awatar użytkownika
martuella
Stały bywalec
Posty: 212
Rejestracja: 19 mar 2015, 13:42
Płeć: kobieta
Enneagram: 5w4
Lokalizacja: Łódź

Re: introwertyzm a depresja

Post autor: martuella » 13 gru 2015, 21:30

Jeżeli to dla mnie to dziękuję ;)

Awatar użytkownika
Coldman
Administrator
Posty: 1718
Rejestracja: 07 lip 2014, 2:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
MBTI: INTJ
Lokalizacja: Wlkp

Re: introwertyzm a depresja

Post autor: Coldman » 13 gru 2015, 23:43

To ja dziękuje
Dzisiejszy dzień był lepszy, znowu zaczęło po mnie wszystko spływać i z tego też względu nie zabrałem się za naukę. Kolejny dzień stracony. Ciężko jest mi pisać te posty, dziękuje Wam, że zainteresowaliście się mną i poświęciliście chwilę czasu.
Martuella stwierdziłem co jedyne dzisiaj zrobię to skomentuje poszczególnie skrawki twego postu, dla własnego porównania, zastanowienia się.


martuella pisze:Uwaga! Będzie dłużyzna, ale z głębi mojego zlodowaciałego serca :D
@Coldman Nie lubię wracać do tego okresu i nie mam w zwyczaju wywlekania swoich brudów (:D), ale może wyciągniesz z mojego doświadczenia jakieś wnioski i chociaż trochę podniesie Cię to na duchu :)
W Twoim poście zobaczyłam siebie sprzed 8 lat. Taki depresyjny nastrój utrzymywał się u mnie przez całe liceum. Od przejmowania się dosłownie wszystkim (brak znajomych, zły wybór szkoły, brak motywacji do nauki, poczucie, że zawodzę rodziców)
Znajomych mam, szkoły nie żałuje , 0 motywacja do nauki od dłuższego czasu, rodzice się mną nie interesują to ja też nimi. Powiem, ze mi nawet przeszkadzają w rozwijaniu się

martuella pisze: Czasem wydawało mi się, że osiągam powoli nieodwracalny stan wegetacji, co nakręcało mnie jeszcze bardziej. Robiłam sobie różne testy, a każdy wynik potwierdzał stan depresyjny (czasem nawet podświadomie wybierałam takie odpowiedzi, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że coś się dzieje).

Szczerze mam tak samo, nakręcam się coraz bardziej, lubię zaglądać w swoje wnętrze, a bez jakichkolwiek problemów, czuję, że staje się płytki. Co do testu , powiem, że nie nadciągałem wyników. Po prostu ten test pokazywał mój wczorajszy nastrój.
martuella pisze: Gwoździem do trumny było to, że byłam i jestem dość skrytą osobą i przez brak zaufania do ludzi trzymałam to wszystko w sobie (podziwiam Cię, że napisałeś o tym, co Cię męczy, bo to pierwszy krok do poradzenia sobie z problemem). Narastały we mnie frustracje, zlość, niezadowolenie z siebie i z tego, co się ze mną działo. Czy w końcu wybuchłam? Owszem, co noc wybuchałam i płakałam tak długo, dopóki nie usnęłam ze zmęczenia. A od rana to samo nakręcanie.

Ja dla ludzi z zewnątrz, znajomych, nawet najlepszego przyjaciela, jestem przeciętnych człowiekiem, no po prostu introwertykiem. Zakładam dla nich specjalną maskę i jakoś żyje.
Ja nie płacze jestem twardy, to nic nie daje, wolę wszystko olać i odpalić gierkę bądź robnąć sobie rundkę eskapizmu.

martuella pisze: 18? Tak, wyprawiłam. Dałam się namówić i z trzema innymi osobami wyprawilismy imprezę w klubie. Przez pierwsze dwie godziny bawiłam calkiem dobrze, później siedziałam i popijałam sobie w samotnosci piwko w jakimś kącie, teskniac za domem.
Mnie czeka impreza w restauracji, myślę, że wódka mi pomoże, tańczyć w miarę umiem, najgorsze jest to, ze będę w środku uwagi. Aha i zapraszam 3 przyjaciół i 3 znajomych co niedaleko mnie mieszkają, ale największym moim problemem, który mnie gnębi i bliscy mnie oto zadręczają, jest to jakie dziewczyny zaproszę. Kurde w sumie nie mam takiej dziewczyny, z nikim z płci pięknej nie otrzymuje kontaktu, bo nie jest mi to potrzebne. Nawet z sąsiadką w moim wieku, z którą chodziłem do klasy, nie nawiązuje zwykłej konwersacji na przystanku typu ,,cześć"

martuella pisze: To, co wtedy kotłowało sie w mojej głowie, nadawaloby się na scenariusz do jakiegoś kiepskiego dramatu psychologicznego. Zaczęłam nawet wybierac piosenkę na pogrzeb. Serio :D I byłam aż tak pieprznięta, że gdy okazało się, że to nie jest złośliwy nowotwór, to zamiast się cieszyć, zastanawiałam się, co ja teraz biedna pocznę bez takiego zajebistego powodu usprawiedliwiającego moją depresję :D
Dla mojego systemu wartości, poglądów nie występuje słowo samobójstwo. Nie ma większej porażki niż próba samobójcza. Chociaż miałbym mieszkać na ulicy, bądź w łagrze rosyjskim, nie zabiłbym się przenigdy. Chociaż nigdy nic nie wiadomo. Nie widzę przecież swojej sytuacji za 10 lat.
martuella pisze: Po prostu najszybciej i najlepiej wchodziła mi do głowy (tak, byłam klasycznym kujonem)
Miałem kiedyś w 5,4 , każdy był zadowolony. Najlepsze było to, że w domu się nigdy nie uczyłem. Wszystko wynosiłem z lekcji. No i teraz mam problem :(


martuella pisze: Gratuluję, jeśli dotrwałeś do końca mojego wywodu :P Pomyśl teraz tak: Masz 17 lat i jesteś w tym momencie, w którym u mnie zaczęło się wszystko psuć. Nie popełnij mojego błędu i weź się za siebie teraz, dopóki jesteś młody. Najważniejsze decyzje dopiero przed Tobą.
Kurde ja bym chciał to zrobić, ale mnie wciąż coś blokuje. Miałem już kilka takich przebudzeń, ale za długo to nie trwało.

martuella pisze: Bądź małym egoistą i zastanów się co sprawi, że TY będziesz szczęśliwy. Od rodziców i nauczycieli bedziesz zależny tylko przez jakiś czas, reszta Twojego życia zależy tylko od Ciebie
Jestem egoistą tylko mi się wydaje, że jestem nim dla samego siebie. Patrze w marzenia, przeżycia, olewam ten świat, dopóki on mi nie da w kość.
Wracając do egoizmu mam ciekawą przypowieść z mojej ulubionej książki:,, Przebudzenie"

Pewna kobieta opowiadała mi, że kiedy była dzieckiem, jej kuzyn-jezuita głosił rekolekcje w kościele jezuitów w Milwaukee. Każdą konferencję rozpoczynał słowami: - „Spełnieniem miłości jest poświecenie, jej miarą brak egoizmu”. Wspaniałe stwierdzenie. Zapytałem ją: - Czy chciałabyś, abym cię kochał kosztem mego szczęścia? - Tak - odparła. Jakież to urzekające! Czyż to nie cudowne? Kochałaby mnie kosztem swego szczęścia, a ja kochałbym ją kosztem mego szczęścia. I tak mielibyśmy w konsekwencji dwie nieszczęśliwe istoty.

martuella pisze: To nie jest depresja, to zwątpienie w swój potencjał i możliwość odkrycia swojej pasji. Nie pozwól, żeby to Cię przytłoczyło, nie warto się tak męczyć
Może i tak, ale jak mam rozwijać swoje pasje, jak nie mam na nie czasu. Chce być dobrym z sieci komputerowych. Zaplanowałem to sobie przedtem . Pasuje mi to, ale jak mam się rozwijać jak ciagle muszę się uczyć głupich języków, albo matmy, żeby zdać. :(





Widzicie taki jest mój kawałek rozumowania świata. Jestem dziwny, wiem o tym. Mam nadzieję , że jakoś się wezmę , że znajdę gdzieś pieprzoną motywację, lub jakiegoś motywatora. No i chyba tyle na dzisiaj. W ten lepszy dzień ( Jutro wywiadówka xD) :(
Biegnij teraz jak łagodny zwierz. Biegnij by dowiedzieć się, o sobie samym i o świecie co zimny jest jak lód.

Awatar użytkownika
Coldman
Administrator
Posty: 1718
Rejestracja: 07 lip 2014, 2:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
MBTI: INTJ
Lokalizacja: Wlkp

Re: introwertyzm a depresja

Post autor: Coldman » 28 sty 2016, 3:47

No i historia toczy się nadal
Wszystko się ode mnie odbija, nic mi nie dało takiego kopa żeby zrozumieć i oczyścić swój umysł
Może zacytuje teraz refren pewnej piosenki: (często ją słucham)
,,Spadam tak w dół, rozbijam się,
czy to świat czy ja na dnie, zamykam oczy, nie chcę widzieć jak spadam w dół
chce wzlecieć tam, zapomnieć się, daleko stąd obudzić się, zacząć od nowa..."
Ehhh jak trudno jest pisać, ale coś mnie do tego zmusza (muszę gdzieś to napisać, może mnie po prostu samotność zżera)
Nie musicie tego czytać, ani odpowiadać, bo i tak to zleję, bo jutro mi się nastój zmieni. (Chętnie coś przeczytam)
Jutro wstanę będę żył dalej będę się śmiał, póki znowu nie pomyślę nad sobą.
Najlepsze jest to, że ja wiem co robić, że gdyby ktoś miał taki problem jak ja bez problemu bym mu pomógł.
Wiem co mi dolega:brak motywacji, brak ambicji, niska samoocena,brak pewności siebie.
No i teraz taki highwind mi napiszę: Coldman pomyśl, że kiedyś będziesz miał rodzinę, dzieci, postaraj się dla nich. Bądź mężczyzną, żebyś został zauważany przez kobiety.
I pójdzie jeszcze wiele filozofii tego typu. Martuella twój post był wspaniały, dzięki ci za trud włożony w niego, ale jak widzisz, do mnie nic nie dociera.
Walczę sam ze sobą w samotności, na zewnątrz jestem taki zwykły, bezuczuciowy.
Za dużo myślę powinienem działać(znowu sobie daje złote rady)
Przepraszam za offtop, ale w sumie coś wspólnego to ma (pisze żeby coś było)
Teraz sobie tak myślę, co wy sobie o mnie pomyślicie? (Wyliczam sobie w myślach choroby, jakie stwierdzicie)
No i chyba pora iść spać, bo nic nie napisałem, a zeszło z 2h (1h, chciałem wyolbrzymić)
Jaka masakra sam się komentuje, pokazuje swoje różne oblicza. (Nawet nie potrafię stwierdzić co mi dawają te komentarze)
Przepraszam za składnie i was stracony czas, no i jutro znowu się obudzę pusty, postaram się coś zmienić
Żegnam
Dobranoc :(
Biegnij teraz jak łagodny zwierz. Biegnij by dowiedzieć się, o sobie samym i o świecie co zimny jest jak lód.

Elfik32
Intronek
Posty: 37
Rejestracja: 08 gru 2015, 19:46
Płeć: mężczyzna

Re: introwertyzm a depresja

Post autor: Elfik32 » 28 sty 2016, 13:59

Dobrze myślisz, zdrowo
Dwukierunkowo
Ale kierunek zły
Nie post, tylko ty.

Awatar użytkownika
highwind
Legenda Intro
Posty: 1834
Rejestracja: 15 paź 2011, 10:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 1w9
MBTI: istj
Lokalizacja: wro

Re: introwertyzm a depresja

Post autor: highwind » 28 sty 2016, 19:56

Ej, ja bym czegoś takiego nie napisał. Ja się w ogóle nie znam na depresji, więc najchętniej wcale bym się nie odzywał, tyle że mnie wywołano. Raz, że sam jej nigdy nie miałem, a dwa że nie potrzebuję motywacji żeby funkcjonować. Nie mniej, zdaje mnie się, że jeśli depresja to choroba, to jakiekolwiek rady tutaj to tak jakby mówić do chorego na nowotwór "ej, ale może przestałbyś mieć raka, co?" Więc kurde, jeśli wierzysz, że masz tę depresję, to idź do lekarza.

Awatar użytkownika
Coldman
Administrator
Posty: 1718
Rejestracja: 07 lip 2014, 2:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
MBTI: INTJ
Lokalizacja: Wlkp

Re: introwertyzm a depresja

Post autor: Coldman » 28 sty 2016, 22:49

highwind pisze:Ej, ja bym czegoś takiego nie napisał. Ja się w ogóle nie znam na depresji, więc najchętniej wcale bym się nie odzywał, tyle że mnie wywołano. Raz, że sam jej nigdy nie miałem, a dwa że nie potrzebuję motywacji żeby funkcjonować. Nie mniej, zdaje mnie się, że jeśli depresja to choroba, to jakiekolwiek rady tutaj to tak jakby mówić do chorego na nowotwór "ej, ale może przestałbyś mieć raka, co?" Więc kurde, jeśli wierzysz, że masz tę depresję, to idź do lekarza.
Z góry powiem, że przystawiłem cb, bo tu jesteś głównym dowódcą, a mogłem każdego dać do tej roli.

Twierdze, że nie mam jeszcze depresji, nie uwolniło się to wszystko jeszcze na zewnątrz, w życiu publicznym żyje bez zmian. To coś zżera mnie od środka.

A do lekarza też nie pójdę, bo się przy nim nie wysłowię, nie zrobię z siebie idioty.
Biegnij teraz jak łagodny zwierz. Biegnij by dowiedzieć się, o sobie samym i o świecie co zimny jest jak lód.

Awatar użytkownika
Coldman
Administrator
Posty: 1718
Rejestracja: 07 lip 2014, 2:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
MBTI: INTJ
Lokalizacja: Wlkp

Re: introwertyzm a depresja

Post autor: Coldman » 02 lut 2016, 1:24

Znacie jakieś dobre testy, na depreche ?
Skala Goldberga jest niby dobra. od 0-9 jest prawidłowa, reszta leci co kilkanaście.
Jak zrobiłem 1 raz wyszło mi 53, a gdy z pełną szczerością i nawet starałem się zaniżać to 42.
Objawy umiarkowanej
Czuje się źle ostatnio, ale bez przesady chory nie jestem. Za dużo tego na głowię może po prostu, zgubiłem szczęście i nie mogę go nigdzie odnaleźć. Co mnie powinno cieszyć, jeszcze bardziej mnie dobija. Pisze sobie, bo przynajmniej mam co analizować, coś próbuje zrobić jak na razie, niestety, działa to odwrotnie :(
Biegnij teraz jak łagodny zwierz. Biegnij by dowiedzieć się, o sobie samym i o świecie co zimny jest jak lód.

Des
Pobudzony intro
Posty: 141
Rejestracja: 02 sty 2016, 22:13
Płeć: nieokreślona

Re: introwertyzm a depresja

Post autor: Des » 02 lut 2016, 16:32

@Coldman
Hmm.. powiem tak. Nie jestem lekarzem. Nie napiszę Ci,że na nią chorujesz, ale odczułam ją na własnej skórze i uważam,że najlepszą radą jaką można Ci dać jest - pójdź z tym do lekarza. Nie zaniedbuj tego, Twój organizm daje Ci wyraźne sygnały,że coś jest nie tak..
''A do lekarza też nie pójdę, bo się przy nim nie wysłowię, nie zrobię z siebie idioty.'' - u dobrego psychologa nie da się wygłupić. ;)

Awatar użytkownika
Coldman
Administrator
Posty: 1718
Rejestracja: 07 lip 2014, 2:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
MBTI: INTJ
Lokalizacja: Wlkp

Re: introwertyzm a depresja

Post autor: Coldman » 02 lut 2016, 17:09

Des pisze:@Coldman
Hmm.. powiem tak. Nie jestem lekarzem. Nie napiszę Ci,że na nią chorujesz, ale odczułam ją na własnej skórze i uważam,że najlepszą radą jaką można Ci dać jest - pójdź z tym do lekarza. Nie zaniedbuj tego, Twój organizm daje Ci wyraźne sygnały,że coś jest nie tak..
''A do lekarza też nie pójdę, bo się przy nim nie wysłowię, nie zrobię z siebie idioty.'' - u dobrego psychologa nie da się wygłupić. ;)
Juz mnie pewna osoba przekonała w weekend zdobyłem numer, ale wytworzył się kolejny problem, muszę mieć skierowanie od lekarza 1 kontaktu. Tą babke znam od dawna, leczy jeszcze moja siore i przez to nie mogę się przemoc

Jak coś to tutaj nie pisze o wszystkim, dzieje się dużo w moim życiu i nie nadążam z tym. Jak ktoś chce znać szczegóły to pw. Juz mi na reputacji tu nie zależy.
Biegnij teraz jak łagodny zwierz. Biegnij by dowiedzieć się, o sobie samym i o świecie co zimny jest jak lód.

Interring
Introrodek
Posty: 22
Rejestracja: 16 lut 2016, 22:36
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
MBTI: INTJ
Lokalizacja: Łęczyca

Re: introwertyzm a depresja

Post autor: Interring » 18 lut 2016, 9:15

@Coldman

Wiesz ty co? Dziwne, ale w tobie widzę siebie za kilka lat... No dobra trochę przesadziłem, ale rodziców mamtak szurniętych, że kiedy ma średnia spada poniżej 4.5 krzyczą na mnie i tym podobne... Ja też zakładam maskę przed innymi. Wolę udawać że jest OK, niż mówić jest tragicznie. Widzę, że jest różnica. Masz przyjaciela, kolegów itp. Nie mam (w tej chwili) kogoś kogo mogę tak nazwać. Często siedzę sam w szkole i co? Niby wszyscy mówią "kolegujemy się", a dla mnie kolega to ktoś kto lubi z tobą przebywać. Napisałem w tej chwili, bo jak już wspominałem mój kolega ubzdurał sobie że z niego szydzę. Mój cel przybycia na to forum to znalezienia kogoś kto mnie zrozumie (pomoże). Dobra, bo dobiegam od tematu. Zastanów się, czy jest w twoim życiu coś co ciebie pochłania. U mniw jest i gdy to robię. Zapominam o wszystkim i na tym się skupiam. Taka moja pasja ;-). Może jak znajdziesz coś takiego, pochłonie cię to i zmieni coś w twym, no powiedzmy szczerze - trudnym życiu. Może pozwoli ci to w zapomnieniu paru spraw. Może zyskasz podziw, nie wiem. Mnie wszyscy chwalą jak widzą moją pasję (zdradzam - origami modułowe ^^) może robi na nich to wrażenie, a dla mnie to coś zwykłego ;-). Spróbuj coś takiego może znaleźć.

PS. Trochę dziwna rada xD ale serio mi pozwala zapominać ;-).
Kim jestem?
15-latek (rocznikowo) jako 4w5 z połączeniem dwójki. Wrażliwy, szczery, pomocny ;-).
______________________________________________________
Wiesz, gdy jest bardzo smutno, to kocha się zachody słońca." - Antoine de Saint-Exupery "Mały Książę"

Awatar użytkownika
Coldman
Administrator
Posty: 1718
Rejestracja: 07 lip 2014, 2:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
MBTI: INTJ
Lokalizacja: Wlkp

Re: introwertyzm a depresja

Post autor: Coldman » 18 lut 2016, 13:48

Moim zainteresowaniem jest psychologia czyli jedno wyklucza 2, nie można rozwijać siebie, zapominając o swoim problemach. I ja nie jestem taki aspoleczny. Aktualnie w klasie mam duże poszanowanie poprzez swój styl. Więc mi w kontaktach społecznych brakuje tylko dziewczyny. Ale jeszcze nie teraz
Biegnij teraz jak łagodny zwierz. Biegnij by dowiedzieć się, o sobie samym i o świecie co zimny jest jak lód.

Awatar użytkownika
Ceper
Introwertyk
Posty: 64
Rejestracja: 11 paź 2014, 0:05
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w6
MBTI: ISTJ
Lokalizacja: Gdynia

Re: introwertyzm a depresja

Post autor: Ceper » 22 lut 2016, 13:57

martuella pisze: Okres osiemnastkowy zbiegł się z badaniami lekarskimi i wykryciem guzków na tarczycy. I wtedy się rozkreciłam na całego :D Do depresji doszła hipohondria :) To, co wtedy kotłowało sie w mojej głowie, nadawaloby się na scenariusz do jakiegoś kiepskiego dramatu psychologicznego. Zaczęłam nawet wybierac piosenkę na pogrzeb. Serio :D I byłam aż tak pieprznięta, że gdy okazało się, że to nie jest złośliwy nowotwór, to zamiast się cieszyć, zastanawiałam się, co ja teraz biedna pocznę bez takiego zajebistego powodu usprawiedliwiającego moją depresję :D Powód się znalazł dość szybko - nie zdałam matury z chemii (maturę zdałam, chemia była dodatkowa, więc nie miała na nic wpływu). Ku mojemu zdziwieniu, nie dręczylo mnie to zbyt długo. Dostałam się na wszystkie kierunki, na które złożyłam papiery (biologia, ratownictwo medyczne, technologia żywności).
To, co stało się później, do dziś jest dla mnie niewytłumaczalne :D Być może mój mózg chciał się zemścić za te 3 lata zaśmiecania umysłu gorzkimi żalami, ch*uj wie :D "Martuella, lubisz biologię, to jedyny przedmiot, który tak bardzo lubisz, interesujesz się anatomią czlowieka. Chcesz iśc na biologię? Posralo Cię?! Idź na technologię, na polibudę. Nie ma tam biologii, ale jest mnóstwo chemii, fizyki, których nie ogarniasz. No idź, zostaniesz inżynierem!" To własnie podpowiedział mi mój mózg. No to poszłam :D Zapał i entuzjam przyslonił mi moje dotychczasowe smuteczki i... elementarne braki w wiedzy :P Już po kilku tygodniach uswiadomiłam sobie swój błąd. Postanowiłam, że po pierwszej sesji zrezygnuję. O, takiego... Gówno warte były moje postanowienia. Zostałam. Bo słuchałam wszystkich tylko nie siebie. Uwierzyłam w zapewnienia rodziców i koleżanek, że się wykaraskam z warunku z fizyki, że to pociągnę. Na rezygnację ze studiów odważyłam się na II roku, po sesji zimowej i kilku niezaliczonych przedmiotach. Depresja wróciła. Było gorzej niż w liceum. Znacznie gorzej. O ile wtedy tylko ubzdurałam sobie, że rodzice są mną zawiedzeni, o tyle teraz faktycznie tak było. Tata nie odzywał się do mnie przez dobre dwa tygodnie, mama niby zachowywała się normalnie, ale drążyła temat i próbowała namówić na powrót na uczelnię.
Wiedzialam, że muszę coś ze sobą zrobić. Niestety mój tok myślenia był nadal błędny, a depresja wróciła. Skoro nie ścisły kierunek, to pędzę na humana. Kolejny wybór na pałę: kulturoznawstwo. I tu los postanowił mi pomóc - nie dostałam się. Tak, pomogło mi to. W końcu powiedziałam sobie: "Co Ty dziewczyno odpierdalasz?! Co właściwie chcesz robić? Robisz z siebie nieudacznika, a niedlugo naprawdę nim zostaniesz!". Postanowiłam spojrzec w przeszłość, ale w innym celu, niż analizowanie tego co mi się nie udało. Przypomniałam sobie, co mnie kiedyś interesowało, co lubiłam robić i z czym wiązałam swoją przyszłość. Biologia? Nie wiem, co widziałam w niej takiego zachwycającego, że chciałam zajmować się nią zawodowo. Po prostu najszybciej i najlepiej wchodziła mi do głowy (tak, byłam klasycznym kujonem). W koncu mnie olśniło. Książki! Niie pisanie książek, ale ich projektowanie, poprawianie źle napisanych. Miałam swego czasu takie zboczenie i w gazetach zaznaczałam wszelkie błędy, nielogiczne zdania i literówki. Szło mi to sprawnie i sprawialo satysfakcję, że poprawiam błędy wielkich panów redaktorów :D. Jestem na IV roku polonistyki i sam fakt, że jest mi przykro, ze tak szybko zleciało, a ja mogłabym zapisać się jeszcze raz na I rok, utwierdza mnie w przekonaniu, że podjęłam, nareszcie, dobrą decyzję :)
Martuella, bardzo spodobał mi się Twój post, szczególnie ten fragment. Mam bardzo podobną historię. W odróżnieniu od Ciebie ja lubiłem jedynie geografię. Byłem też dobry z matematyki. No i zadawałem sobie pytanie "Iść na geografię? Co ja będę robić po geografii?" Uznałem, że po geografii mogę być jedynie nauczycielem geografii. A tego nie chciałem. No to została mi matematyka. Poszedłem na polibudę wierząc, że dyplom inżyniera sprawi, że o nic się nie będę musiał martwić. A na polibudzie miałem duże problemy z fizycznymi przedmiotami i nie wiedziałem jak sobie pomóc, bo paraliżował mnie stres. Nie chciałem iść na drugi rok, zostałem dwa lata na pierwszym. Nic mi to nie dało jednak. Uparcie nie chciałem brać korków. I znowu poległem na tych samych przedmiotach. Dałem sobie spokój z polibudą.

Później miałem kryzys, nie wiedziałem co mam robić. Szkoda, że nie pogadałem z doradcą zawodowym. Nagle sobie wymyśliłem, że lubię historię (chociaż nigdy jej nie lubiłem). Więc było jak u Ciebie "Skoro nie ścisły kierunek, to pędzę na humana" :D Próbowałem się dostać na studia historyczno-geograficzne (krajoznawstwo). Oprócz tego zgłosiłem się na matematykę ekonomiczną. Na krajoznawstwo się nie dostałem, na matematykę owszem. No ale jak sobie sprawdziłem plan zajęć i widziałem samą matmę i nic więcej to mi się odechciało. Czyli dalej nic..już mi było wszystko jedno. Poszedłem na logistykę. Było trochę matmy, sporo ekonomii. Podobało mi się. Myślę, że dużo się nauczyłem i na pewno nie był to czas zmarnowany. Tylko, że pracodawcy chyba nie potrzebują moich umiejętności. ale nie żałuję. Martuella, myślisz o tym co będzie po studiach ?

Awatar użytkownika
martuella
Stały bywalec
Posty: 212
Rejestracja: 19 mar 2015, 13:42
Płeć: kobieta
Enneagram: 5w4
Lokalizacja: Łódź

Re: introwertyzm a depresja

Post autor: martuella » 22 lut 2016, 14:57

Ceper pisze: Martuella, myślisz o tym co będzie po studiach ?
Co będzie po studiach? Krew, pot i łzy :D Im bliżej końca studiów, tym częściej łapię się na tym, że tak naprawdę niewiele jeszcze wiem. Myślałam jakiś czas o doktoracie, ale przez szacunek do wykładowców i w ogóle wszystkich osób ze starszego pokolenia posiadających tytuł dr albo wyższy, nie będę nawet składać papierów na III stopień. Poza tym 3 lata w plecy to jednak dużo, za stara jestem na karierę naukową xd
Wydaje mi się (czyt. mam nadzieję :D), że umiejętności edytorsko-graficzne są mile widziane na rynku pracy, ale nie łudzę się, że dzień po ukończeniu studiów pracodawcy będą się o mnie bili. Rozglądam się za praktykami, stażami, staram się we własnym zakresie "dokształcać" w zaciszu domowym i zobaczymy, co będzie ;)

Awatar użytkownika
Ceper
Introwertyk
Posty: 64
Rejestracja: 11 paź 2014, 0:05
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w6
MBTI: ISTJ
Lokalizacja: Gdynia

Re: introwertyzm a depresja

Post autor: Ceper » 22 lut 2016, 15:39

heh mnie nawet zapraszali na 3 stopień przy okazji obrony pracy magisterskiej, ale prędzej zacznę inne studia albo pójdę na podyplomowe, póki co mam dość studiowania na jakiś czas :P Staże są dobre, bo same podglądanie pracy innych daje dobre wyobrażenie na temat swojej przyszłej pracy. ;) W sumie masz rację, że trochę musi potrwać zanim się znajdzie pierwszą pracę. Ja jestem niecierpliwy i znalazłem coś poza zawodem ale po 2 tygodniach kursu mam wątpliwości czy mi się chce to ciągnąć..

umiejętności edytorsko-graficzne są ciekawe, można by to jeszcze połączyć z profesjonalnymi programami graficznymi i się dalej rozwijać :)

a tak żeby nie odstawać za bardzo od tematu, no to myślę, że studia pomagają w depresji, bo nie dość że kształcisz się w tym co lubisz, to jeszcze przynajmniej przez najbliższe 5 lat dążysz do celu, jakim jest ukończenie studiów. :)

Awatar użytkownika
Coldman
Administrator
Posty: 1718
Rejestracja: 07 lip 2014, 2:27
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 4w5
MBTI: INTJ
Lokalizacja: Wlkp

Re: introwertyzm a depresja

Post autor: Coldman » 22 lut 2016, 16:29

Tylko jak masz depresję to studia, edukacja, życie nie ma sensu. Nic nie lubisz, nie masz celu.
No i się tak to kręci w kolko, taka spierdolina życiowa.
Biegnij teraz jak łagodny zwierz. Biegnij by dowiedzieć się, o sobie samym i o świecie co zimny jest jak lód.

ODPOWIEDZ