Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Tutaj możemy zadać pytanie dotyczące konkretnego problemu związanego mniej lub bardziej z introwertyzmem naszym lub innych, poprosić o pomoc, rady, wskazówki.
Awatar użytkownika
wazz
Stały bywalec
Posty: 207
Rejestracja: 27 lip 2016, 0:52
Płeć: kobieta
Enneagram: 5w4
Lokalizacja: Kraków

Re: Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Post autor: wazz » 26 gru 2016, 23:18

Kiriot_Onky pisze: Obecnie stosuję naturalne antydepresanty
a jakież to? Będę wdzięczna za wskazówki.

Mądre chłopaki jesteście, nie przejmować się tak ludźmi proszę :*
“Never underestimate the power of stupid people in large groups.” G.C.

Awatar użytkownika
Kiriot_Onky
Intronek
Posty: 52
Rejestracja: 14 maja 2016, 22:20
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: INTJ
Lokalizacja: Gliwice

Re: Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Post autor: Kiriot_Onky » 26 gru 2016, 23:28

Planowanie sobie przyszłości owszem jest bardzo ważne i w ogóle, ale gdzie jest ten urok życia dla którego mamy ochotę zwlec się wcześnie rano z łóżka i przywitać kolejny dzień z uśmiechem na twarzy ? Rozumiem że teraz to takie przygotowanie do dorosłości no okej, ale te stracone przez depresję lata młodości mi już nie wrócą. Co będę wspominał mając te 30 czy 40 lat ? Przespane całe dnie bo nie miałem siły się podnieść z łóżka żeby żyć ? Wolałbym, żeby jednak życie miało urok tu i teraz, tego mi brakuje. Przecież równie dobrze przyszłość może się w ogóle nie wydarzyć, z jakiegoś tragicznego powodu i co wtedy ? Teraz jeśli dane by mi było zejść z tego świata to powiedziałbym, że ta egzystencja jest gówno warta i żałuje że żyje. Mam nadzieję, że wkrótce to się zmieni.
wazz pisze:a jakież to? Będę wdzięczna za wskazówki.
Aktualnie testuje czarną fasole afrykańską ( Griffonia Simplicifolia) zawierającą ogromne ilości 5-HTP, będącego prekursorem serotoniny.
Ułatwia zasypianie i poprawia sen, nastrój i ogólnie trudniej się przejmować życiem.
"Każdy człowiek żyje wierząc w to co wie oraz to czego doznaje, sumę tych doświadczeń zwie rzeczywistością. Lecz wiedza i poznanie to pojęcia niejednoznaczne, są niczym więcej jak tylko ułudą, iluzją wykreowanego przez siebie świata."

Nestor

Re: Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Post autor: Nestor » 27 gru 2016, 16:52

Planowanie sobie przyszłości owszem jest bardzo ważne i w ogóle, ale gdzie jest ten urok życia, dla którego mamy ochotę zwlec się wcześnie rano z łóżka i przywitać kolejny dzień z uśmiechem na twarzy?
Trudno jest tak żyć, żeby zawsze z uśmiechem wstawać. Chyba takich ludzi o zdrowych zmysłach nie było nawet. (Ale jest Efekt Pollyanny)
Rozumiem że teraz to takie przygotowanie do dorosłości no okej, ale te stracone przez depresję lata młodości mi już nie wrócą.
Teraźniejszość też. Jak się miało stracone dzieciństwo nie przez swoją winę, to czym się tu przejmować?
Co będę wspominał mając te 30 czy 40 lat ?
Człowiek wspomnieniami nie żyje. Żałuje tylko tego, co stracił z własnej głupoty lub lenistwa.
Przespane całe dnie, bo nie miałem siły się podnieść z łóżka, żeby żyć?
Bo Ci się nie chciało? W większości przypadków ciężka praca popłaca.
Wolałbym, żeby jednak życie miało urok tu i teraz, tego mi brakuje.
Każdy by tak chciał. Jeden narzeka, że nie ma dziewczyny a drugi, że ma jedną, ale razem są zgodni co do tego, że są nieszczęśliwi.
Przecież równie dobrze przyszłość może się w ogóle nie wydarzyć, z jakiegoś tragicznego powodu i co wtedy?
Co za skrajność. Jak już postanawiasz żyć, to żyj porządnie, bo z takim podejściem tylko je rujnujesz. Większość przeżywa tyle, ile natura daje.
Teraz jeśli dane by mi było zejść z tego świata to powiedziałbym, że ta egzystencja jest gówno warta i żałuje że żyje. Mam nadzieję, że wkrótce to się zmieni.
Starożytni mawiali, że brama zawsze otwarta. A co jest po drugiej stronie, to nawet starożytni nie wiedzą. Nie sugeruj się, że tam będzie lepiej, bo nie wiadomo.


Cenię Arystotelesa i tak jak on uważam, że jedynym pewnikiem szczęścia jest zdrowy rozsądek - umiar, który daje poczucie dobrze wykorzystanej pracy/życia czy jak tam woli. A jak nasze życie wygląda, to nie zależy wyłącznie od nas.


Sam prowadzę życie, które uważam za poniżej średniej stawiając je do porównania z życiami rówieśników, nie jest ono też jakieś tragiczne, jakie mają w Afryce lub w któryś innych biednych częściach globu, i też nie jestem przodownikiem pracy, ale mam godność i rozum człowieka, nie narzekam na cały świat, jaki on jest zły ani na swoje życie, pracuję a kiedy tego nie robię, to mam wyrzuty sumienia, ponieważ wiem, że żyję w dobrych czasach a badania ekonomiczne donoszą o pozytywnej tendencji, więc odpowiedzialność za życie spoczywa głównie na mnie a dzieciństwo to tylko i wyłącznie trudniejszy start.

Patrycjusz
Stały bywalec
Posty: 235
Rejestracja: 08 sty 2015, 15:47
Płeć: mężczyzna

Re: Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Post autor: Patrycjusz » 27 gru 2016, 19:39

Nestor pisze:
Jak się miało stracone dzieciństwo nie przez swoją winę, to czym się tu przejmować?
A jak nasze życie wygląda, to nie zależy wyłącznie od nas.
Znaleźć taką postawę to jak igła w stogu siana przy napływie gówna typu "Twoje życie zależy tylko i wyłącznie od Ciebie!". Jedyne co bym dopisał, to że właśnie ciężko się nie przejmować. Chociaż może kiedy sprawa jest "prosta" (np. sieroctwo/rodzina alkoholików/zwyczajna bieda) łatwiej to zaakceptować niż inne galimatiasy (np. bogaty rodzic, który nie daje dziecku z własnej woli ani grosza, ze względu na własne, urojone afronty).

Kriot_Onky nie napisał jednak ani zdania o takim źródle problemu, olender4 mimo zbytniego uproszczenia słusznie zauważył, że sytuacja jest stabilna i komfortowa a źródło problemu jest wewnętrzne.

Nestor

Re: Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Post autor: Nestor » 27 gru 2016, 19:54

Trochę wstyd. Wyszło, że nie przeczytałem całego tematu. Ale nie szkodzi. Powtórzyłem to, co zostało już napisane.
Chociaż może kiedy sprawa jest "prosta" (np. sieroctwo/rodzina alkoholików/zwyczajna bieda) łatwiej to zaakceptować niż inne galimatiasy (np. bogaty rodzic, który nie daje dziecku z własnej woli ani grosza, ze względu na własne, urojone afronty).
Słuszna uwaga. Ale chyba lepiej mieć ojca dusigrosza niż alkoholika. Na szczęście postrzeganie tych problemów w świadomości ludzkiej się zmienia i stąd ukuło się pojęcie "rodziny dysfunkcjonalnej". A ile można skrzydeł rozcapierzyć w takich rodzinach, to każde poszkodowane dziecko powinno zgodnie z sumieniem samo sobie odpowiedzieć.

Awatar użytkownika
Haille
Intronek
Posty: 55
Rejestracja: 27 cze 2016, 16:11
Płeć: kobieta
MBTI: ENFP
Lokalizacja: Kraków

Re: Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Post autor: Haille » 28 gru 2016, 13:22

Tak trochę offtopnę ,ale skąd bierzesz tę zacną fasolkę Kiriocie_Onky? Bo kiedyś szukałam ale znalazłam tylko w tabsach, chyba że właśnie taką spożywasz :P
Only those who will risk going too far can possibly find out how far one can go.

tds
Introrodek
Posty: 12
Rejestracja: 17 gru 2016, 17:49
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: INTJ

Re: Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Post autor: tds » 11 sty 2017, 19:10

INTJ, 5w4, 33 lata, super dobra pamięć

kiedyś: każdy rodzaj ćpania, dużo wykroczeń drobnych przestępstw (nigdy nie złapany), długi, agresja, manipulacja,

Tło:
pochodzę ze wsi w górach, mam trójkę rodzeństwa, w rodzinie nie było patologi ani alkoholu ale była przemoc i bieda, ojciec robotnik, matka księgowa z wykształcenia ale od 20 lat bezrobotna ( zajmowała się nami). Od podstawki pracowałem na gospodarstwie rodziców 5 - 6 hektarów bez maszyn, wszystko ręcznie, krowami albo koniem, poza tym krowy, świnie, kury, króliki, itp. Wakacje spędzałem pracując,w kwietniu sadzenie ziemniaków, w maju siano, potem żniwa, drugie siano, wykopywanie ziemniaków, buraków, oranie, sianie zboża ozimego, itd. Rodzina super katolicka - ciotka zakonnica, babcia 2 x dziennie w kościele, obowiązkowa obecność na wszystkich możliwych świętach kościelnych.

Historia:
Od dziecka ubiłem się uczyć i poznawać nowe rzeczy, byłem ciekawy świata, oglądałem wszystkie dostępne wtedy programy popularnonaukowe (lata 93-99), rozkładałem na części pierwsze urządzenia mechaniczne, sprawdzałem co się stanie jeśli np. wciągnę wodę do odkurzacza, przetnę kabel zasilający działającej pralki itp.

W podstawówce byłem jednym z najgorszych uczniów w szkole jeśli chodzi o zachowanie (za kare pastowałem podłogę na korytarzach, proboszcz spoliczkował mnie do nieprzytomności, biłem się z panią od muzyki, z premedytacją doprowadzałem do płaczu matematyczkę, przed wyrzuceniem ze szkoły wiele razy ratował mnie dyrektor - koleżanka z podstawówki mojej matki), z nauka było raczej ok. Po podstawówce ( wtedy 17 lat, 190 cm, 110 kg) wybrałem szkolę gastronomiczną na poziomie liceum zawodowego (zawodówka z maturą), z nauka było raczej ok z zachowaniem dalej tragedia, nowi środowisko (agresja,wymuszenia, kradzieże, rozboje, ucieczka z domu).

Podczas któryś tam wakacji pracowałem w schronisku górskim w Zakopanem, tam zapaliłem pierwszy raz marihuanę. W tamtym czasie zacząłem interesować się okultyzmem, magią, ufo. Po szkole średniej chciałem iść na studia ale nie było na to pieniędzy, ciotka zapłaciła za szkole policealną (technikum reklamy) z nauka było super ok, obroniłem się na 6, w miedzy czasie miałem dwa starze finansowane z urzędu pracy pół roku w restauracji i pół roku w agencji reklamy, pracował z ojcem od czasu do czasu (na dachach przy zmianie pokryć), przestałem kraść, wymuszać, itp.

Trzy ostatnie wypłaty z ostatniego stażu odłożyłem (około 1500 zł wtedy) i wyjechałem do Warszawy, zapisałem się na studia znalazłem pokój i prace na stołówce, pierwszy rok był ciężki, praca od 5 do 22, w weekendy studia, zarabiałem mało bez umowy o prace, ale nie musiałem martwic się o jedzie i mogłem studiować (Europeistykę na podrzędnej uczelni, na studia inne nie było mnie stać. Po pieszym roku studiów dostałem prace w PKO na umowę zlecenie jako klepacz danych, po roku umowę na stał i awans do zespołu analitycznego, potem sprzedaż aż do funkcji koordynatora sprzedaży.
W międzyczasie skończyłem studia licencjackie i zapisałem się na magisterskie z zarządzania na lepszej uczelni (ostatecznie nie skończyłem).

Przez cały ten czas ćpałem na potęgę wszystko co wpadło w ręce (https://hyperreal.info/ było skarbnica wiedzy i pomysłów) włączając dopalacze, pomimo że zarabiałem super dobrze (pensja 6000 + premie po 5 000 zł) dalej wynajmowałem pokój, wszystkie pieniądze szły na zabawę i nałogi (drogie ubrania, dobre jedzenie, dożo na ćpanie, gadżety elektroniczne) pasjonowałem się wtedy magia chaosu, filozofią (Wilber, Nietzsche, Crowley, Szandor Lavey, systemy wierzeń, metafizyka, systemy magijne zwłaszcza mroczne, religie i systemy wierzeń) odmiennymi stanami świadomości, los i przeznaczenie,tarot i wahadełko, praca z świadomością książkami wydawnictwa okultura (kupiłem i przeczytałem wszystkie).

Obracałem sie w towarzystwie innych magów chaosu ( fora: drogafali, ciemność) czasami razem ćpaliśmy albo dokonywaliśmy innych transgresji, straciłem kontrole nad wydawaniem pieniędzy i wpadłem w spirale kredytową, ostatecznie skończyłem z minus 130 000. Nie miałem już psychicznie siły, rzuciłem wszytko z miesiąca na miesiąc i wyjechałem za granice. Przez pierwsze półtora roku pracowałem na magazynie paliłem tony zielska ale nie brałem nic innego. Potem znalazłem prace w firmie gdzie pilnowałem pracowników, zostałem kierownikiem działu a potem menadżerem, przez cały ten czas paliłem tony zielska, narajany grałem w LoL i oglądałem seriale.

Pracowałem po 12 godzin na dobę całymi tygodniami, spałem 2-3 godziny, żywiłem się chińskim i tureckim żarciem. Wszystkie pieniądze wydawałem na przyjemności i skończyłem z minus 18 000 euro. Nie wytrzymałem ciśnienia i załamałem się nerwowo, byłem długo na zwolnieniu lekarskim, antydepresanty, terapia.


Teraz:
Cały czas za granicą - ciągle chodzę na terapie i biorę cilatopram 10 lub 20mg/doba. Zrozumiałem błędy i przyczyny, wróciłem do pracy, spłacam długi, spie i jem regularnie, ćwiczę, doskonale dwa języki obce i mam plan na przyszłość. Trzymam co postanowiłem, doskonale samodyscyplinę i samokontrole. Nie pale od wielu miesięcy, na poważnie rozglądam się za dziewczyna. Zacząłem studiować informatykę zaocznie.

Napisałem to wszystko abyś zobaczył schemat i brak logiki w ćpaniu i innych autodestrukcyjnych zachowaniach , inteligencja pomaga dobrze sobie radzić ale mądrość jest potrzebna żeby inteligentnie żyć , wybieraj mądrzej niż ja a w moim wieku będziesz wiele kroków przede mną.

Rady dla Ciebie:
- narkotykami tłumisz emocje - idź na psychoterapie, Twoje wyprawy po 350 km po emocje to potwierdzają, jeśli potrafisz znajdź dziewczynę która nie jest uzależniona, w innym wypadku pogrążycie się nawzajem.
- oczyść organizm z toksyn - stosowałem post dr. Ewy Dąbrowskiej przez trzy tygodnie - rewelacja, teraz stosuje zalecenia tej samej doktor co do zdrowej diety
- kup "Enneagram a typy osobowości. Dowiedz się, kim jesteś" sprawdź kierunki integracji i dezintegracji oraz na którym levelu piątki jesteś.
- zaplanuj i rozpisz na detale co musisz zrobić po kolei aby osiągnąć założone cele, jakich środków potrzebujesz
- nie zamykaj siebie w czasie (tzn. nie zakładaj ze zmienisz siebie całkowicie w trzy miesiące) zamiast tego monitoruj postępy i trzymaj samodyscyplinę ( używam GoalTracker na androida)
- medytacja wycisza umysł i pozwala zobaczyć swoje myśli z boku, używam Intu na androida,

po trze miesiącach :
- zaplanuj sesje z psylocybina ( nie polskie łysiczki) - jeśli chcesz wiedzieć więcej napisz na priv.
Obrazek

Awatar użytkownika
nyarlathotep
Introwertyk
Posty: 95
Rejestracja: 06 wrz 2016, 3:28
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: INTP
Lokalizacja: Polska
Kontakt:

Re: Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Post autor: nyarlathotep » 11 sty 2017, 22:29

Miałem podobną sytuację, tylko nie "wkręciłem" się aż tak bardzo. Początki depresji, myśli samobójcze, poczucie bezsensu, samotność, i to co gorsza wywołana głównie wyglądem więc niemożliwa do jakiejkolwiek zmiany. Nie lubię się okłamywać, więc "boskie plany" jako wytłumaczenie sensu mi nie odpowiadały. Ja znowu zwróciłem się ku naturze, gdzie mogłem jakiś sens znaleźć. Zauważyłem, że w każdym stadzie jest loteria genetyczna i są osobniki alfa, pośrednie, no i osobniki omega, a ktoś musi tym osobnikiem omega być. Nie rozmnaża się, ale ginie by te lepsze osobniki mogły przetrwać. To jest jakiś sens.
Wystarczyło więc porzucić medialne brednie o tym, że każdy może być kim chce (oby tylko wytrwale pracował... na kolejne BMW dla szefa ;) ) i zaakceptować swoją rolę. I taki sobie kierunek obrałem - zaakceptowałem to, nie mam na to wpływu, jedni są stworzeni do szczęśliwego życia i przekazania DNA dalej (większość współpracowników założyła rodziny) a inni po prostu są do czegoś innego i mają zdechnąć by ci lepiej przystosowani nie zdechli.
Największym problemem będzie tutaj fakt, że współcześnie trudno o naturalnego wroga, przed którym osobnik omega ma zabezpieczać. Ale od czego jest drugi człowiek? Bardziej szczegółowo napisać na ten temat niestety z oczywistych powodów nie mogę, ale technicznie to wystarczy znaleźć po prostu odpowiednią ideologię i się nią intencjonalnie i w pełni świadomie ogłupić, bo często takie ideologie zawierają już bardzo dobre zagrożenia gotowe do zastosowania. Poważnie, działa wyśmienicie. Tylko proszę, nie współczesną demokrację, tych oszołomów jest już za dużo, przydałaby się jakaś różnorodność :).
Aktualnie, dopóki mam kogo niańczyć, zająłem się komputerem, dokładnie programowaniem, badaniami informatycznymi i kilkoma innymi pierdołami do zapychania sobie czasu (np. remontowaniem maszyn, z których nikt nie korzysta czy pisaniem tekstów, których nikt nie czyta), co poskutkowało m.in. brakiem większych problemów finansowych, ale z drugiej strony problemem, bowiem nie będzie komu tego zostawić, a szastać pieniędzmi nie lubię.
Może to dziwny sposób myślenia, ale czuję niechęć do gatunku ludzkiego za takie ślepe popędy, gdy "sprzęt" do myślenia mamy nieco lepszy niż u braci mniejszych.

Całe szczęście nie wszedłem w narkotyki mocniejsze niż poranna kawa, bowiem twardych nie chcę stosować (ze względu na działanie, prywatnie, do twardych narkotyków zaliczam również alkohol i nikotynę), a miękkie na mnie nie działają. Minusem jest to, że np. medytacja też nie. Ale przede wszystkim wydaje mi się, że warto z tego wyjść.
Irrecoverable error, bailing out.
C:>_

Mefiboszet

Re: Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Post autor: Mefiboszet » 11 sty 2017, 22:37

Kiriot_Onky pisze:
Mimo że musiałem spać na dworcu, bo nie miałem gdzie się zatrzymać to robiłem to co tydzień bo dawała mi szczęście, moja egzystencja w końcu miała sens ! Byłem dla kogoś ważny, mogłem dawać tej osobie przyjemność, uszczęśliwiać ją a ona dawała mi to samo w zamian. Przestałem ćpać i zatroszczyłem się o nią najlepiej jak umiałem, bo wszystko robiłem dla niej.

Może ktoś z Was borykał się z podobnymi problemami i mógłby podsunąć mi jakąś wskazówkę w jaką stronę powinienem się udać ??
Zostań wolontariuszem. Jeśli potrzebujesz intensywnych doznań, to w hospicjum. Jeśli mniej intensywnych, gdziekolwiek indziej. Skoro zaangażowanie w innych i opieka nad nimi potrafią rozwiązać twoje problemy oraz sprawić, że przezwyciężasz niedogodności - rób tego więcej.

Jeśli taki styl życia ci podpasuje, możesz związać się z nim na szczeblu zawodowym - zostać pielęgniarzem, rehabilitantem, pracownikiem pomocy społecznej i tak dalej. I wówczas żyć z tego co zarazem daje ci zadowolenie/poczucie sensu.

Patrycjusz
Stały bywalec
Posty: 235
Rejestracja: 08 sty 2015, 15:47
Płeć: mężczyzna

Re: Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Post autor: Patrycjusz » 11 sty 2017, 23:36

Tak nas mało, a tak nas dużo.
nyarlathotep pisze:I taki sobie kierunek obrałem - zaakceptowałem to, nie mam na to wpływu, jedni są stworzeni do szczęśliwego życia i przekazania DNA dalej (większość współpracowników założyła rodziny) a inni po prostu są do czegoś innego i mają zdechnąć by ci lepiej przystosowani nie zdechli.
Gut, tylko to wartościowanie... lepiej, gorzej - do reprodukcji może i lepiej, i co z tego? Masz kompleksy, że jesteś gorzej predysponowany do reprodukcji? Jak nazywa się ten kompleks, samolubnego genu? Skoro na poziomie intelektualnym wiesz, że to gówno, to warto też przełożyć to na emocje i wręcz podbudować sobie tym poczucie wartości, że nie dałeś się wkręcić w przedstawienie, którym gardzisz. Smutno mi się robi jak czytam światopoglądowych kolegów po fachu i widzę, że mają w sobie jakąś zazdrość. To nie czasy, gdzie trują Sokratesa.

@Mefiboszet
Jak na moje to go nie obchodzi, nie zauważyłem jakichś specjalnych wahań etycznych, pomagać chciał borderce bo ona z definicji to wszczepia w ofiarę, to nie znaczy, że ma przymus pomagania. Fakt, biali rycerze są bardziej predysponowani do zostania ich sługami, a jak akceptują to co widzą, to już jest Chrystus w pełni. Wydaje mi się jednak, że autor tematu jest za bardzo skupiony na sobie samym, żeby zostać pracownikiem socjalnym. I nie ma w tym nic złego, bo moim zdaniem najpierw powinno się ogarnąć siebie, a potem brać się za innych, inaczej to swoisty mechanizm obronny i kolejna ucieczka.

Mefiboszet

Re: Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Post autor: Mefiboszet » 12 sty 2017, 17:32

nyarlathotep pisze:Miałem podobną sytuację, tylko nie "wkręciłem" się aż tak bardzo. Początki depresji, myśli samobójcze, poczucie bezsensu, samotność, i to co gorsza wywołana głównie wyglądem więc niemożliwa do jakiejkolwiek zmiany.
Masz na myśl trwałe okaleczenie/oszpecenie? Z tego co mi wiadomo, dyskredytująca rola urody w kontaktach międzyludzkich osłabia się wraz z wiekiem i trzeba naprawdę ekstremalnych przypadków (kompleksy, brak socjalizacji od dziecka) aby w lepszym lub gorszym stylu nie wtopić się wreszcie w otoczenie. Już dużo bardziej utrudnia kontakty międzyludzkie niepełnosprawność ograniczająca poruszanie się, ale i tutaj da się coś zaradzić.
nyarlathotep pisze: Nie lubię się okłamywać, więc "boskie plany" jako wytłumaczenie sensu mi nie odpowiadały. Ja znowu zwróciłem się ku naturze, gdzie mogłem jakiś sens znaleźć. Zauważyłem, że w każdym stadzie jest loteria genetyczna i są osobniki alfa, pośrednie, no i osobniki omega, a ktoś musi tym osobnikiem omega być. Nie rozmnaża się, ale ginie by te lepsze osobniki mogły przetrwać
Zgodzę się z tym że rozmaite tragedie, rozczarowania, defekty fizyczne potrafią człowieka otrzeźwić i pozwolić spojrzeć na rzeczywistość bez złudzeń, tym niemniej nawet w sytuacji ciężkiej idzie się jakoś w życiu lub z życiem ułożyć. Ludzie ani szczególnie piękni, ani szczególnie bogaci również zakładają rodziny, tyle że wcześniej ograniczają odpowiednio oczekiwania względem potencjalnych partnerów. No i wkładają wysiłek w poszukiwania.

Pytanie czy tobie w ogóle się chce wchodzić w tę dziedzinę życia.

Awatar użytkownika
nyarlathotep
Introwertyk
Posty: 95
Rejestracja: 06 wrz 2016, 3:28
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: INTP
Lokalizacja: Polska
Kontakt:

Re: Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Post autor: nyarlathotep » 12 sty 2017, 21:55

Wiesz, akurat nie trwałe okaleczenie, chociaż można to i tak nazwać. Po prostu taki już się urodziłem, spora asymetria i do tego nie za ładny ogólny kształt. Skutek jest wiadomy, jeszcze nie działa ten wyzwalacz "na litość", który uruchamia się na widok np. niepełnosprawnych, ale już takiego osobnika inne traktują gorzej.
Mefiboszet pisze:dyskredytująca rola urody w kontaktach międzyludzkich osłabia się wraz z wiekiem
...zmierzając w stronę kontraktu na utrzymanie. Nauczyłem się nie ufać ludziom w ogóle, więc zapewne nie byłbym dobry w związku, ale z drugiej strony widzę, że w moim wieku związki budowane są nie na zaufaniu czy wzajemnym wspieraniu, ale na portfelu. I może to brzydcy mają również w genach, ale bez problemów zauważam jak mężczyźni są manipulowani w takich związkach w celu wyciągnięcia od nich dóbr materialnych - czego sami nie zauważają. W każdym razie dochodzę do wniosku, że na te sprawy to u mnie bardzo za późno, więc nie wchodzę nawet w tą dziedzinę.

No i czasami zastanawiam się, czy nie lepiej by mi było być takim dresiarzem, robolem czy innym Panem Menelem, którego największymi problemami jest to czy starczy mu na piwo czy jeszcze musi trochę "panie kierowniku!...", posępić, czy skroić frajera.
Irrecoverable error, bailing out.
C:>_

Awatar użytkownika
Kiriot_Onky
Intronek
Posty: 52
Rejestracja: 14 maja 2016, 22:20
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: INTJ
Lokalizacja: Gliwice

Re: Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Post autor: Kiriot_Onky » 13 sty 2017, 1:06

tds pisze:INTJ, 5w4, 33 lata, super dobra pamięć

kiedyś: każdy rodzaj ćpania, dużo wykroczeń drobnych przestępstw (nigdy nie złapany), długi, agresja, manipulacja,

Tło:
pochodzę ze wsi w górach, mam trójkę rodzeństwa, w rodzinie nie było patologi ani alkoholu ale była przemoc i bieda, ojciec robotnik, matka księgowa z wykształcenia ale od 20 lat bezrobotna ( zajmowała się nami). Od podstawki pracowałem na gospodarstwie rodziców 5 - 6 hektarów bez maszyn, wszystko ręcznie, krowami albo koniem, poza tym krowy, świnie, kury, króliki, itp. Wakacje spędzałem pracując,w kwietniu sadzenie ziemniaków, w maju siano, potem żniwa, drugie siano, wykopywanie ziemniaków, buraków, oranie, sianie zboża ozimego, itd. Rodzina super katolicka - ciotka zakonnica, babcia 2 x dziennie w kościele, obowiązkowa obecność na wszystkich możliwych świętach kościelnych.
.
Bardzo zaciekawiła mnie Twoja historia, gdyż odnajduje w niej siebie. W tej pierwszej części kiedy byleś w podobnym wieku :lol: . Właściwie mógłbym zacytować jej większość i się pod nią podpisać. Rodzinka też podobnie, prokatolicka, siostra w zakonie, babcia płacze na widok papieża w TV, ogólnie wieś, ciemnogród zadupie... Dlatego wyprowadziłem się stamtąd 400km od rodzinnego miasta, na Śląsk i wszystko się diametralnie zmieniło.


Odnośnie zażywania substancji to u mnie dominują psychodeliki, zwłaszcza LSD. Hyperreal.info czytam prawie codziennie ;) Nie ma żadnego alko, nie ma fajek, mj okazjonalnie ponieważ "ryje mózg". Też interesowałeś się odmiennymi stanami świadomości, duchowością, rozwojem osobistym, pewnie również parapsychologią, zjawiskami nadprzyrodzonymi itp.
Uważam, że nauka, świat duchowy można połączyć w spójny obraz otaczającej nas rzeczywistości.
Wiem, że jestem uzależniony od tych doświadczeń psychodelicznych, też medytuje ponieważ chce sobie poprzez medytację "zastąpić" te doświadczenia. Potrafię nic nie brać przez kilka tygodni ale potem zmienia się to w wewnętrzny przymus przeżycia tego. Mam nadzieję że rozumiesz. Oczywiście nikogo nie zachęcam, ani nie pochwalam zażywania czegokolwiek. Ale na podstawie moich doświadczeń mogę powiedzieć, że kilkanaście kwasowych tripów okazało się być lepszym lekarstwem dla mojej duszy niż długotrwałe połykanie tabletek od psychiatry. Z resztą można leczyć tym depresje i inne zaburzenia co jest już potwierdzone naukowo.


Wierzę, że należy mi się szczęśliwe życie. Studiuje, uczę się programowania w wolnym czasie, biegam, nie marnuje czasu na jakieś durne gry, oglądanie TV i inne takie lecz staram się nawiązać nowe relacji z płcią przeciwną co bywa dla mnie straaaasznie trudne :roll: . Mam ciągłe wrażenie, że Wszechświat specjalnie rzuca kolejne kłody pod nogi, nie wiem czemu by miało to służyć, może każdy tego doświadcza a ja to jakoś wyolbrzymiam, selekcja naturalna czy coś takiego.
"Każdy człowiek żyje wierząc w to co wie oraz to czego doznaje, sumę tych doświadczeń zwie rzeczywistością. Lecz wiedza i poznanie to pojęcia niejednoznaczne, są niczym więcej jak tylko ułudą, iluzją wykreowanego przez siebie świata."

tds
Introrodek
Posty: 12
Rejestracja: 17 gru 2016, 17:49
Płeć: mężczyzna
Enneagram: 5w4
MBTI: INTJ

Re: Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Post autor: tds » 13 sty 2017, 5:38

Uważam, że nauka, świat duchowy można połączyć w spójny obraz otaczającej nas rzeczywistości.

- https://pl.wikipedia.org/wiki/Noetyka
Odnośnie zażywania substancji to u mnie dominują psychodeliki, zwłaszcza LSD
- Timothy Leary to guru psychodeli z lat 60/70, Robert Wilson i Terrence Mckenna nie wiem kim byli.

http://sklep.okultura.pl/timothy-leary- ... ogiem.html
http://sklep.okultura.pl/robert-anton-w ... spust.html
http://sklep.okultura.pl/robert-anton-w ... teusz.html
http://sklep.okultura.pl/robert-anton-w ... ntowa.html
http://sklep.okultura.pl/timothy-leary- ... iczne.html

http://sklep.okultura.pl/terence-mckenn ... bogow.html - nowe spojrzenie na ewolucję człowieka, akcentując rolę, jaką odegrały w niej substancje halucynogenne, używki i narkotyki

Wierzę, że należy mi się szczęśliwe życie.
- nic Ci się nie należy, na szczęśliwe życie ciężko się pracuje - przez całe życie.
Mam ciągłe wrażenie, że Wszechświat specjalnie rzuca kolejne kłody pod nogi, nie wiem czemu by miało to służyć, może każdy tego doświadcza a ja to jakoś wyolbrzymiam, selekcja naturalna czy coś takiego.
- olaboga ktoś mi coś rzuca pod nogi - brzmi ja wymówka, może to nie są kłody ale wskazówki ?

więcej odpisze jak wrócę z pracy
Obrazek

Mefiboszet

Re: Inteligencja czyli moje przekleństwo...

Post autor: Mefiboszet » 13 sty 2017, 7:56

tds pisze: nic Ci się nie należy, na szczęśliwe życie ciężko się pracuje - przez całe życie.
Choć zdanie początkowo niezwykle mi się spodobało, to jednak później naszły mnie wątpliwości. Rzecz w tym, że wysiłek ku szczęściu nigdy nie jest równo rozdysponowany, a istnieje jeszcze coś takiego jak nieprzewidywalność losu, jego przewrotność. Niektórzy nie muszą pracować na szczęście które inni mają od ręki, instynktownie. Jeszcze inni nie mogą zdobyć go pomimo ciężkiej pracy, bądź tracą tak szybko jak zdobyli - i niekoniecznie mam tu na myśli dobra materialne czy sukcesy.

Nierzadko bywa też tak, że ludzie nikczemni w przeciwieństwie do prawych cieszą się całą gamą zasług i wygód, choć z idealistycznego punktu widzenia powinno być odwrotnie.

Być może sam koncept szczęścia, życia szczęśliwego jest pewną pułapką dla człowieka, podobnie jak konstrukt "ja", które to "ja" musisz usilnie karmić i dbać o to by było samozrealizowane i samozadowolone; podczas gdy to bestia nienasycona w swojej naturze.

ODPOWIEDZ