Agon pisze: 01 cze 2026, 23:51Jak już kierujemy się ściśle biologią, to zwierzętami są też liczne pasożyty, których część z nich nasz organizm sam zabija bez udziału naszej woli. Mikroskopijne pasożyty skóry, takie jak niektóre roztocza, mogą być niszczone przez reakcję zapalną i komórki odpornościowe. Larwy wielu pasożytniczych robaków często giną, zanim zdążą się rozwinąć. Układ odpornościowy może je otoczyć i zniszczyć. Niektóre nicienie są atakowane przez wyspecjalizowane krwinki(eozynofile), które uwalniają toksyczne białka uszkadzające pasożyta. Wszy są zwykle usuwane mechanicznie (tu już częściowy udział woli bo teoretycznie możemy opierać się uczuciu świądu), ale część osobników może ginąć wskutek odpowiedzi immunologicznej skóry lub niekorzystnych warunków na jej powierzchni.
Tak jak zauważyła Justyna, są to procesy pozostające poza naszą wolą, a nikt nie wmówi mi, że te wszystkie ubojnie też poza ludzką wolą pozostają. W jakimś bardzo ogólnym, ewolucyjnym sensie, pozostającym poza wolną wolą, faktycznie powstanie takich rzeźni było zdeterminowane i uwarunkowane. Nie są one jednak:
- tańsze
- bezpieczniejsze
- wydajniejsze
- bardziej ekologiczne
- prostsze
- lepsze logistycznie
I co tam jeszcze można wymyślić, od produkcji żywności bezmięsnej. Dlatego nie mogę dojść do tego, dlaczego w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat nie doszło do żadnej zmiany, skoro wiadomo, że jest to drogie, obarczone niebezpieczeństwem, średnio wydajne, skrajnie nieekologiczne, złożone i z trudną logistyką. Nie da się inaczej tego wyjaśnić niż tym, że popyt tworzy podaż i ludzie muszą zaspokoić swoje kubkosmakowe zachcianki i przyzwyczajenia żywieniowe.
Btw, odkąd jak można się bardzo łatwo domyślić zostałem wegetarianinem, każdorazowe zjedzenie mięsa obarczone jest:
- trochę większymi kosztami (trochę, ale jednak)
- znacznie trudniejszym sposobem przygotowania
- pozostającym zapachem przez bardzo długo
- tak samo zresztą jak z jamy ustnej
- uczuciem ociężałości, co teraz już postrzegam negatywnie, ale ludzie to lubią
Więc nawet mi nie żal.
Agon pisze: 01 cze 2026, 23:51Roztocza to pajęczaki, a wszy to owady i choć nikt ich celowo nie hoduje, to jest sporo osób hodujących inne pajęczaki czy owady do których są emocjonalnie przywiązani. Każde nadanie ludzkich praw jakiemuś zwierzęciu będzie problemem w stosunku do innych zwierząt.
Z drugim zdaniem zgadzam się w pełni, natomiast co do posiadania zwierząt domowych - każdego rodzaju - na własność, jest z tym pewien problem. Nie ma argumentu za tym, że jest to pożyteczne dla tych zwierząt, tak samo zresztą nie do końca dla ludzi. Też nie umiem tego wytłumaczyć i nie mam żadnych takich potrzeb.
Agon pisze: 01 cze 2026, 23:51Z drugiej strony istnieją ludzie identyfikujący się jako zwierzęta tzw. therianie. Portugalscy weterynarze ostatnio wydali oświadczenie, że nie będą ich leczyć, czyli już zabezpieczają się na wypadek gdyby karuzela śmiechu zaczęła się jeszcze szybciej kręcić. Jeśli therianie zaczną być traktowani poważnie, a jednocześnie weganizm nie stałby się obowiązkowy i jakiś therianin zacząłby się identyfikować jako świnia, to moglibyśmy dojść do kanibalizmu, który na gruncie prawa nie byłby kanibalizmem.
Pierwszy raz o czymś takim słyszę. Przede wszystkim, to czy nazwiemy się therianami, czy też nie, i tak wszyscy jesteśmy zwierzętami. Problem pojawia się na poziomie legislacyjnym, dlatego że mamy wiele razy wymienione w prawie słowo "osoba" albo np. "prawa człowieka" i jest tego pełno, więc gdyby jakiś człowiek uznał, że jest zwierzęciem również prawnie, to nie przysługiwałyby mu żadne prawa człowieka, na co z kolei nie zgodziłby się żaden sąd. Absurd.
quantum pisze: 02 cze 2026, 8:33Taa, wegetarianie to taki szczególny przypadek światopoglądowy który pomija fakt mordowania wszelkich pomniejszych zwierzątek polnych zwanych dla niepoznaki szkodnikami, które się tępi by ich ulubiony pokarm roślinny dawał obfite plony, był ładny i nie nadjedzony przez niechcianych amatorów zieleniny.
Tak się akurat składa, że i tak każdy mięsożerca je również rośliny. To tak gdyby się zapomniało, że nie ma tutaj żadnej "przewagi" nad wegetarianami/weganami z drugiej strony. Więc i tak siłą rzeczy sam pomysł wege i jego realizacje już są chociażby jakąś próbą walki ze stanem zastanym, który woła o pomstę dokądś.
Percy pisze: 02 cze 2026, 9:32Dwóch profesorów z dziedziny bioetyki, która jest poddziedziną filozofii. W recenzowanym czasopiśmie
Bioethics.
No właśnie, i przez to generalnie EOT
Percy pisze: 02 cze 2026, 9:32Filozofia (szczególnie ta najmniej nudna, czyli związana z etyką) od zawsze była i zawsze będzie polem do różnego rodzaju 'eksperymentów myślowych', które są akademickimi odpowiednikami ragebaitów. Tezą cytowanego artykułu jest "if eating meat is morally impermissible, then efforts to prevent the spread of tickborne AGS are also morally impermissible". Jeżeli jedzenie mięsa jest moralnie nieusprawiedliwone, to wysiłek w celu ograniczenia AGS jest również moralnie nieusprawiedliwiony. To jest argument dla argumentu i przepełniona ignorancją durnota, która została zjechana równo na swoim własnym polu bioetyki, a co dopiero przez twardą naukę, gdzie medycyna jasno tłumaczy czym jest AGS oraz związane z nim symptomy chorobowe i powikłania, a czego panowie bioetycy albo nie ogarniają, albo uznali za nieistotne dążąc do osiągnięcia atencji.
Tysiąc razy już to widziałem. Można tak robić? Można. Więc się robi. Mało tego, wtedy już nie jest to tylko ragebait, ale
wysoce intelektualna propozycja wielce wykształconych ludzi z tytułem profesora przed nazwiskiem, co automatycznie powoduje, że przecież oni mogą na odpowiednim poziomie dyskutować tylko między sobą, a zwykli zjadacze chleba mogą co najwyżej spijać resztki ich nieprzebranej mądrości. Mówię to dlatego, że widziałem to już tysiąc razy i tyle razy już się na tym przejechałem, że rzygać mi się chce. Przyjdzie nawet byle absolwent magisterki tego kierunku i już wygląda to prawie tak samo.
I właśnie - zawsze dotyczy to właśnie etyki, czy tam aksjologii. Estetyka? Dla mnie ładne jest to. Epistemologia? No, może wiem, może nie wiem... Ontologia? A może to istnieje, a może nie... Etyka? HURR durr.
justyna pisze: 02 cze 2026, 10:43Chodzi o niezabijanie zwierząt lub redukowanie cierpienia w postaci bólu fizycznego (zlikwidować się nie da, to chyba jasne), tam gdzie jest to możliwe. Kluczowe jest tu też rozróżnienie: pasożyty/mikroorganizmy/liczne bezkręgowce (gdzie sprawa odczuwania bólu jest niesprecyzowana) vs zwierzęta odczuwające cierpienie/ból (gdzie zostało to potwierdzone).
Jest to kluczowe, ale praktycznie niemożliwe. Granica jest płynna i o ile to po lewej od "vs" jest dość jasne, o tyle to po prawej już w ogóle nie. Z tym "zostało to potwierdzone" są najgorsze problemy, dlatego że albo można stwierdzić, że zwierzę ból odczuwa, ale nie jesteśmy w stanie tego zbadać i dostrzec, albo jeszcze inaczej, że to, co bierzemy za odczuwanie bólu, jest reakcję układu nerwowego, a nie świadomie odczuwanym bólem. Problem ten dotyczy zarówno zwierząt, jak i płodów/noworodków, ludzi w stanach wegetatywnych, a nawet niektórych roślin, które wykazują jakiś stopień działań ukierunkowanych zamiast tylko losowych.
Btw, jest taki film "Drzewa", polski, który jest satyrą na cierpienie roślin. Nie wiem, czy polecam.
quantum pisze: 02 cze 2026, 12:45Tak jest w przypadku rekinów, które przychodzą na świat w pojedynkę jednak w ciele matki rozwija się ich (pływa w macicy) kilka, lecz urodzić się może tylko jeden.. najsilniejszy z miotu, reszta służy mu/jej za pokarm.
Takie przykłady można by mnożyć, ale zawsze jest to tzw. błąd naturalistyczny (inaczej błąd odwołania do natury) i kompletnie nic nie wnosi. To, co naturalne, nie jest dobre; to, co naturalne, nie jest też zawsze złe; to, co nienaturalne, niekoniecznie jest dobre; to, co nienaturalne, nie musi być złe. I radźmy sobie.
quantum pisze: 02 cze 2026, 12:45Uważam jednak że traktowanie zwierząt jest wprost proporcjonalne do traktowania się ludzi między sobą, ponieważ stopień rozwoju duchowego rozumianego jako umiejętność współodczuwania zwanego empatią, nie rozróżnia gatunków.
Mimo wszystko... O cholera, stary, w ogóle nie. Z tego, czy ktoś jest mięsożercą, czy roślinożercą, kompletnie nic nie wynika, jeśli chodzi o traktowanie innych ludzi, to jest właśnie ten paradoks. Na poziomie czysto logicznym i tak jest to spójne, ale właśnie intuicja podpowiadałaby, że jest inaczej. A nie jest. Nie wspominając już o tym, że akty agresji ze strony roślinożerców w kierunku mięsożerców też są moralnie złe. Kurtyna.