Strona 2 z 2

Re: Ogarnąć chaos

: 18 maja 2011, 13:03
autor: AnaElaine Joice
Czasem sobie coś planuję, czasem w głowie, czasem na kartce, ale nie zawsze realizuję to co sobie zaplanuję. A jeśli już coś planuję, to wolę nie ustalać sobie dokładnych terminów, tylko po prostu zapisać to jako "rzecz do zrobienia" (mam takich karteczek "do zrobienia" chyba tysiące). A kiedy to zrobię, to już oddzielna kwestia.
Najbardziej lubłam planować szkolne zakupy. Przybory szkolne, podręczniki, itd. Liczyć ile zeszytów potrzeba, czy kupić długopisy, ołówki, gdzie jest taniej, itd.
Jak mi tego brakuje... :(

Re: Ogarnąć chaos

: 22 maja 2011, 10:37
autor: maadmaax123
W telefonie mam mnóstwo przypomnień i notatek, średnio wychodzi mi 60-75 na miesiąc. Są to głownie umówione spotkania; filmy, które będą w telewizji; oraz notki w stylu "kup na targu żyłkę" albo "napraw rower". Bez telefonu o niczym bym nie pamiętał :(.

Re: Ogarnąć chaos

: 05 lip 2011, 12:29
autor: qb
Ja czasami zapisuje coś w telefonie, na kalendarzu ale generalnie nie układam planów. Plany powodują tylko zdenerwowanie, bo albo nie ma się ochoty na to co zaplanowane albo jest się złym, że się tego nie zrobiło :P

Re: Ogarnąć chaos

: 05 lip 2011, 17:31
autor: Inno
qb pisze:Plany powodują tylko zdenerwowanie, bo albo nie ma się ochoty na to co zaplanowane albo jest się złym, że się tego nie zrobiło :P
Heh, ja tak przeważnie mam. :D Głupie planowanie, wszystko przez nie. :P

Re: Ogarnąć chaos

: 29 lip 2011, 1:03
autor: loki
Niestety czasami trzeba się napracować, żeby się ogarnąć :) Niezbyt łatwy temat...

Polecam książkę Briana Tracy "Zjedz tę żabę". Tytuł może mało mówić, ale kto przeczyta ten zrozumie o co chodzi :)

Powodzenia!

Re: Ogarnąć chaos

: 01 sie 2011, 14:29
autor: Rogaty
Jest tyle tematów do przemyślenia, ze plany udają mi się głównie tylko w przypadku tych rozrywkowych. Na szczęście potrafię planować na szybko, kiedy mam wyznaczony cel układam sobie szybko scenariusz i biegnę go wykonywać, przed każdym punktem układając plan B. Dzieje się to prawie automatycznie, często udaje mi się coś załatwić o krok od niepowodzenia. Np. Pod koniec semestru zimowego załatwiałem wpis z matematyki. Ostatni termin oddania karty i indexu, a dowiedziałem się o tym rano. Zostało parę godzin. Niech żyje "jakdojade.pl". Wydział geodezji i matematyki na zadupiu wybitnym, bo na ul. Balickiej w Krakowie. na szczęście jakoś komunikacją miejską się tam dostałem, szukałem gościa jakiś czas, a potem przez brak gotówki i numerów odbywał się głuchy telefon przez chyba 3 osoby. Taa, Pay For Me. 8) Na szczęście kumpel podjechał Oplem Corsarzem, wskoczyłem i sandał na 29 listopada. Po drodze oczywiście korki, dobrze ze kumpel lubi czasem przycisnąć, to nawet zabawnie było po drodze. Wyskoczyłem z bryki i biegiem po schodach, do sądnej godziny 13:00 zostało mi jakieś 1,5 minuty. :D Wyszedłem z takim bananem jak z Balickiej do listopada. Zawsze wszystko robię na ostatnią chwilę i nawet to lubię, bo satysfakcja gwarantowana(w razie powodzenia).