Nieśmiałość a studia

W tym miejscu rozmawiamy o nieśmiałości, która to przypadłość częściej dotyka osoby introwertyczne.
Awatar użytkownika
wydra
Intronek
Posty: 58
Rejestracja: 09 mar 2017, 19:04
Płeć: kobieta
Lokalizacja: Lublin
Kontakt:

Re: Nieśmiałość a studia

Post autor: wydra » 08 gru 2018, 22:10

Ja studia już skończyłam, a byłam na nich dłużej o rok, bo zmieniałam kierunek, i powiem ci... że ja też nie rozumiem tego gadania, że "studia to najlepszy okres w twoim życiu", szczególnie jeżeli ma o tym świadczyć ilość imprez. Ale możliwe, że też jestem przegrywem. U mnie taki najlepszy okres to był w liceum, bo i naukowo szło świetnie i towarzysko, każdy weekend balowałam w klubie albo na domówce z paczką znajomych. Zaś studia trochę przespałam z nosem w książkach.

Różnie to bywa, wydaje mi się, że to wszystko zleży od tego czy odnajdziesz fajnych ludzi, z którymi będziesz dobrze się bawił nie ważne co będziecie robili. Jak tak patrzę wstecz, to wydaje mi się, że w nowym środowisku na początku zawsze lądowałam/współorganizowałam grupkę przegrywów i wspólnie jakoś się bawiliśmy. Człowiek w takiej paczce zawsze czuł się bezpieczniej, odważniej, mógł poexpić w interakcjach międzyludzkich, a kiedy nabił wyższy lvl - przejść do grupki mniejszych przegrywów i tak ewoluować :D
Dziwnycharakter74985 pisze:
01 gru 2018, 20:38
Tak kminię samemu, że dziewczyny chyba maja łatwiej tutaj, no bo zawsze przy "szarej myszce" jest ta druga imprezowiczka co ją zawsze gdzieś zabierze na siłę. Takie mam wrażenie, pewnie nie zawsze prawdziwe.
Jasne, że nie prawdziwe :D Tak samo zawsze można powiedzieć o chłopakach. A czasami taka "szara myszka" musi zebrać inne szare myszki i zaciągnąć je gdzieś na siłę, żeby się zabawić, bo innej rady nie ma. Nie ma co czekać na jakiegoś ekstrawertyka, który nas uratuje od samotności, bo pewnie nie będzie mu się chciało zawracać sobie nami głowy, tylko sam pójdzie balować. Już nie mówiąc o szansie, że jednak się na takiego trafi i ten się nami zainteresuje i otoczy opieką :D

Co mnie skłoniło do pójścia do psychologa? Depresja :D Kiedy jest już tak źle, że gorzej być nie może, to nie ma się wyjścia. Ale po co czekać do ostatniej chwili? Nie zmienisz się w jeden tydzień ani nawet miesiąc, przy dobrych wiatrach po roku zauważysz różnicę. Zresztą możesz się natknąć na kiepskich psychologów i stracić trochę czasu szukając właściwego, więc tym bardziej może to potrwać. Więc kiedy chcesz zacząć? Na ostatnim roku?
Ja tak odwlekałam i odwlekałam, może nie tyle psychologa, bo jeszcze wtedy o nim nie myślałam, ale pracę nad sobą. Mówiłam sobie "Jutro/po weekendzie/po tym kolosie/po sesji/po wakacjach zrobię się na bóstwo i pokaże im swoje prawdziwe ja! Zacznę w końcu wieść życie jakie zawsze chciałam!" i oczywiście nic z tego nie wychodziło, bo zawsze pojawiał się kolejny kolos albo inne obowiązki. A potem nagle nastał ostatni rok, pisanie pracy i obrona i nagle sobie uświadomiłam, że nie, nigdy im nie pokażę :D Nigdy nie założę tej ekstra kiecki, którą sobie kupiłam, na wykład, nigdy nie pójdę z nimi do klubu, nigdy nie powygłupiamy się przy piwie. Dla moich kolegów i koleżanek z roku na zawsze zostanę nudnym kujonem bez życia :D To był niezły szok, kiedy uświadomiłam sobie, że nie ma już żadnego "później", dlatego zastanów się czy jest sens odwlekać.
Dziwnycharakter74985 pisze:
08 gru 2018, 20:44
Mogę sobie dać zatem jedną radę: nie bądź pi*da ty pipko tylko się ogarnij i nie rób problemów. Ale tą radę dawałem sobie często, nic nowego.
Ja też sobie mówiłam takie teksty, przemowy motywacyjne niczym trener bokserski, problem w tym, że tylko dajemy sobie takie rady, ale już nie wcielamy ich w życie. Za dużo analizujemy, a za mało robimy. Następnym razem zagadaj do kogoś, przejdź z tematów studiów na jakieś prywatne, wproś się na imprezę.

Dziwnycharakter74985
Introrodek
Posty: 13
Rejestracja: 30 lis 2018, 23:08
Płeć: mężczyzna

Re: Nieśmiałość a studia

Post autor: Dziwnycharakter74985 » 09 gru 2018, 0:38

Pięknie dziękuję za ten komentarz <3 Jeden z najbardziej wartościowych, dokładnie o to mi chodziło zakładając ten wątek.
wydra pisze:
08 gru 2018, 22:10
Ja studia już skończyłam, a byłam na nich dłużej o rok, bo zmieniałam kierunek, i powiem ci... że ja też nie rozumiem tego gadania, że "studia to najlepszy okres w twoim życiu", szczególnie jeżeli ma o tym świadczyć ilość imprez. Ale możliwe, że też jestem przegrywem. U mnie taki najlepszy okres to był w liceum, bo i naukowo szło świetnie i towarzysko, każdy weekend balowałam w klubie albo na domówce z paczką znajomych. Zaś studia trochę przespałam z nosem w książkach.
Widzisz, więc świetnie wiesz o czym mówię. Z tym, że teraz też czuję żal do siebie, bo Ty chociaż liceum miałaś udane, a ja bez zaskoczeń. Wiem jak to brzmi - chociaż coś a ja nic. Więc nie chcę żebyś to tak odebrała. Bardziej jako luźne stwierdzenie faktów. U mnie w liceum było średnio, bo jak to głupi gówniarz kierowałem się w wyborze nie tym co trzeba, ale też nie zależało mi w ogóle na kwestiach towarzyskich. Nie myślałem przyszłościowo. Teraz wybrałbym inne. Jebać. W czym innym rzecz. Towarzystwo raczej mi nie odpowiadało, nie moje klimaty, wolałem ludzi bardziej ambitnych i "światłych". Jebać. Miałem bardzo ciężkie podejście do tego co młodzi lubią na początku liceum - piwko ? nie wolno, fajka - nigdy w życiu. Wtedy to dla mnie była "patola". Tak, byłem na tyle głupi żeby nie zadawać się z ludźmi z tego powodu. Dopiero pod koniec liceum się zmieniłem ale było już za późno. Dodatkowo ta różnica w mentalności. Ciężko się dogadać osobie, która pisze doktorat z ekonomii z typowym Sebą, którego krąg zainteresowań i ambicji zamyka się na zaspawaniu mostu i dodaniu hydrołapy do swojego gruza E36, żeby go upalać pod Biedrą. Podobnie było u mnie, nie na tych samych falach. Także liceum straciłem, byłem może na 2 - 3 większych imprezach, studniówka, jakieś pojedyncze wyskoki. Każde picie - albo zdychanie cały czas albo mi odwalało zupełnie. Ale "grubo" nie było. Żadnych dzikich seksów żadnych flirtów... A Ty miałaś jakieś odpały ? :D U mnie impreza = szlug co 5 minut byle się nie męczyć i nie myśleć. Liceum... Kurcze, zazdroszczę Ci :) Szczerze. Choć wiem jak to mało w porównaniu do studiów to jednak czułbym się lepiej mając fajny czas w LO.
pisze: Różnie to bywa, wydaje mi się, że to wszystko zleży od tego czy odnajdziesz fajnych ludzi, z którymi będziesz dobrze się bawił nie ważne co będziecie robili. Jak tak patrzę wstecz, to wydaje mi się, że w nowym środowisku na początku zawsze lądowałam/współorganizowałam grupkę przegrywów i wspólnie jakoś się bawiliśmy. Człowiek w takiej paczce zawsze czuł się bezpieczniej, odważniej, mógł poexpić w interakcjach międzyludzkich, a kiedy nabił wyższy lvl - przejść do grupki mniejszych przegrywów i tak ewoluować :D
Własnie z tym niedostatkiem fajnych ludzi, pasujących do Ciebie jest problem. A jak są to zawsze coś jest, zawsze jakis czynnik, że znajomość nie wyjdzie, w zasadzie nie zacznie się. Albo nie utrzyma się. Ja też będąc przegrywem trafiałem na przegrywów, tylko że ani nie było ich tylu by założyć grupkę, ani nie był to typ przegrywa, który lubi się bawić albo przynajmniej chce się zmienić towarzysko.
pisze: Jasne, że nie prawdziwe :D Tak samo zawsze można powiedzieć o chłopakach. A czasami taka "szara myszka" musi zebrać inne szare myszki i zaciągnąć je gdzieś na siłę, żeby się zabawić, bo innej rady nie ma. Nie ma co czekać na jakiegoś ekstrawertyka, który nas uratuje od samotności, bo pewnie nie będzie mu się chciało zawracać sobie nami głowy, tylko sam pójdzie balować. Już nie mówiąc o szansie, że jednak się na takiego trafi i ten się nami zainteresuje i otoczy opieką :D
Jasne, generalizacja. Napisałem tak, bo mam takie przekonanie podparte jednym filmem NaukowyBełkot (oglądasz może ?) że kobiety są płcią bardziej towarzyską. Jasne, znów generalizacja. Ale postaraj się mnie zrozumieć, bo takie mam obserwacje przez całe życie. Zwyczajnie więcej zauważyłem sierot i przegrywów płci męskiej odkąd stąpam po tym świecie. Kobieta kojarzy mi się z towarzyskością, z otwartością bo takie kobiety zaobserwowałem. Widziałem też szare myszki, ale to rzadkie przypadki, które były samotne bo odrzucały kontakty z innymi, a nie z braku zainteresowania nimi. Mogę wyliczyć przynajmniej 6 chłopa, którzy nie imprezują i mają problemy z tym o czym piszemy, dziewczyny żadnej. Przesadzam, ja rozumiem. Zdaję sobie sprawę z tego co piszesz. To po prostu moje głupie obserwacje. Żeby nie być hipokrytą dodam, że rozumiem laski, które twierdzą, że każdy facet to macho i tylko sobie bzyka a dziewczynę od razu wyzwą od najgorszych. Albo, że nam wszystkim jest łatwiej w życiu bo mamy penisy. To wszystko zrozumiałe, wszyscy generalizujemy.
Jest w was solidarność ta kobieca,której my tak nie lubimy :D Ale czy nie jest tak, że pomaga wam trochę fakt, że to facet ma sie zainteresować kobietą, zagadać, zrobić pierwszy krok ? Nie chcę insynuować, pytam tylko :)
pisze: Co mnie skłoniło do pójścia do psychologa? Depresja :D Kiedy jest już tak źle, że gorzej być nie może, to nie ma się wyjścia. Ale po co czekać do ostatniej chwili? Nie zmienisz się w jeden tydzień ani nawet miesiąc, przy dobrych wiatrach po roku zauważysz różnicę. Zresztą możesz się natknąć na kiepskich psychologów i stracić trochę czasu szukając właściwego, więc tym bardziej może to potrwać. Więc kiedy chcesz zacząć? Na ostatnim roku?
Ja tak odwlekałam i odwlekałam, może nie tyle psychologa, bo jeszcze wtedy o nim nie myślałam, ale pracę nad sobą. Mówiłam sobie "Jutro/po weekendzie/po tym kolosie/po sesji/po wakacjach zrobię się na bóstwo i pokaże im swoje prawdziwe ja! Zacznę w końcu wieść życie jakie zawsze chciałam!" i oczywiście nic z tego nie wychodziło, bo zawsze pojawiał się kolejny kolos albo inne obowiązki. A potem nagle nastał ostatni rok, pisanie pracy i obrona i nagle sobie uświadomiłam, że nie, nigdy im nie pokażę :D Nigdy nie założę tej ekstra kiecki, którą sobie kupiłam, na wykład, nigdy nie pójdę z nimi do klubu, nigdy nie powygłupiamy się przy piwie. Dla moich kolegów i koleżanek z roku na zawsze zostanę nudnym kujonem bez życia :D To był niezły szok, kiedy uświadomiłam sobie, że nie ma już żadnego "później", dlatego zastanów się czy jest sens odwlekać.

Ja też sobie mówiłam takie teksty, przemowy motywacyjne niczym trener bokserski, problem w tym, że tylko dajemy sobie takie rady, ale już nie wcielamy ich w życie. Za dużo analizujemy, a za mało robimy. Następnym razem zagadaj do kogoś, przejdź z tematów studiów na jakieś prywatne, wproś się na imprezę.
Też miałem takie momenty, że było okropnie. Ze 2-3 razy miałem taki stan, że w środku byłem tak obojętny na wszystko, że nie chciało mi się dosłownie nic. Nie odczuwałem żadnych emocji, żadnych małych przyjemności, które jednak się w życiu trafiają. Gdyby się paliło i waliło nic bym nie zrobił. To było krótkie, parę godzin. Raz wieczorem, raz w pracy. Rano jest pozytywne budujące, wieczór dobija do dna. I rutyna. Pisałem wcześniej, rutyna leczy i łagodzi ból. Dlatego jeszcze nie byłem u psychologa. Gdy mam zajęcie żyję, gdy nie mam co robić umieram, jest okropnie. Dlatego wakacje bez pracy (ale i z) są okropnym czasem. Bez znajomych, w domu...
Prawda, ja sobie mówiłem że na studiach znajdę znajomych, każdy weekend w klubie, wyjazdy itd.. I wyszło tak samo. Nawet początkowo mi szło a potem się zjebało. Też doszedłem do tego uświadomienia, ale przez jedną głupotę i parę komplikacji znów nie wyszło... Ratuję się jeszcze nadzieją,że jak skończę studia, wszyscy pozakładają rodziny i porobią bachory, ja będę szalał za całe życie, ale to złudna nadzieja. Praca zapewne mnie dobije. Dziękuję szczególnie za tę część komentarza. Jest dla mnie najbardziej motywująca ze wszystkich kom. Czułem i czuję to samo co Ty opisałaś. Zaraz wszystko stracę, a jak trafię na nieodpowiedniego specjalistę ... :v Ale to czas najwyzszy coś zrobić. Prawdą jest, ze analizujemy zamiast robić i to się zapętla cały czas. Syzyfowa praca, ale o pracy ciężko mówić. Syzyfowe ambicje.
Wiesz, zagadać mogę ale nawet jak zagadam to taka relacja się nie utrzyma, nie będzie jej. Chyba, że z daną osobą widuję się regularnie sam na sam np w aka i wtedy działa, ale to za mało i obecnie niemożliwe. Przejście na tematy prywatne też strasznie ciężkie, bo nawet nie mam o czym rozmawiać. Impreza ? Wybacz ale to ostanie zdanie szczególnie z tym wproszeniem się jest dla mnie troche abstrakcyjne jak dla osoby z depresją "wyjdź do ludzi, nie siedź w domu". Dla mnie jedynym wyjściem jest teraz psycho... terapeuta :D. I nawet przestaję wierzyć, że zrobi ze mnie duszę towarzystwa albo przynajmniej osobę towarzyską, chodzącą na balety. Chciałbym, żeby chociaż pomógł mi zrozumieć czemu taki jestem i żeby pomógł mi radzić sobie z tym bólem, jaki czuję gdy inni się bawią a ja... palę fajkę i się przyglądam z daleka. Jeżeli bym nie imprezował ale się z tym pogodził zupełnie to łatwiej było by żyć. Oczywiście do ideału wtedy daleko, ale lepiej tak niż nic, a wątpię bym był w stanie w racjonalnym czasie albo w ogóle się zmienić tak drastycznie.

Awatar użytkownika
wydra
Intronek
Posty: 58
Rejestracja: 09 mar 2017, 19:04
Płeć: kobieta
Lokalizacja: Lublin
Kontakt:

Re: Nieśmiałość a studia

Post autor: wydra » 10 gru 2018, 13:13

Dziwnycharakter74985 pisze:
09 gru 2018, 0:38
Pięknie dziękuję za ten komentarz <3 Jeden z najbardziej wartościowych, dokładnie o to mi chodziło zakładając ten wątek.
Ojej, dziękuję... :oops: A wydawał mi się taki nieskładny...
Dziwnycharakter74985 pisze:
09 gru 2018, 0:38
A Ty miałaś jakieś odpały ?
Tak, miałam, ale nie wiem czy to powód do dumy :D Ale rozumiem co masz na myśli, to zawsze jest jakieś pocieszenie, że można powiedzieć "nie, na studiach nie balowałam, ale w liceum to się działo", kiedy taki temat się zaczyna i anegdotki to opowiadania jakieś są.

Z kobietami jako płcią bardziej towarzyską to rozumiem. Tylko problem z generalizacją jest taki, że zawsze są jakieś wyjątki, jak np. ja :D Mam umysł zdecydowanie bardziej męski niż kobiecy, pamiętam jak z tego powodu wyszła śmieszna sytuacja na studiach. Mieliśmy takie luźne wykłady z fizjologii mózgu i profesor chciała nam właśnie pokazać to o czym mówisz, więc zrobiła test. Polegał on na tym, że przez minutę czy ileś dana osoba miała powiedzieć jak najwięcej słów na daną literę. Miało to pokazać, że kobiety wypowiadają więcej słów -> są bardziej towarzyskie i rozmowne. Profesor miała niestety podwójnego pecha, wybrała mnie oraz mojego kolegę, który za to ma umysł bardziej kobiecy. Oczywiście skończyło się to tak, że mi szybko słów zabrakło, a kolega trajkotał jak najęty :lol:

Wydaje mi się, że nasze obserwacje wynikają z płci. Ja za to jestem w stanie wymienić mnóstwo dziewczyn-szarych myszek, zaś z chłopakami miałam bym spory problem. Podejrzewam, że to dlatego... że po prostu ich nie zauważam. Jako dziewczyna więcej czasu spędzałam jednak z dziewczynami, a ty pewnie jako chłopak - z chłopakami.
Dziwnycharakter74985 pisze:
09 gru 2018, 0:38
Ale czy nie jest tak, że pomaga wam trochę fakt, że to facet ma sie zainteresować kobietą, zagadać, zrobić pierwszy krok ?
Pomaga w czym? W relacjach damsko-męskich? Myślę, że na pewno. Dziewczynie wystarczy czekać, a najprawdopodobniej ktoś się tam nawinie, kto będzie nią zainteresowany. Tylko wiesz, tak czekać to można i do śmierci, a nie wiadomo czy amant nie będzie 2/10 :D
Wy za to musicie się odważyć zagadać i zbajerować. Podziwiam, ja bym nie miała odwagi :D Ale na pocieszenie powiem, że taki podział ról to głównie w klubach, gdzie relacja ma się szybko nawiązać, rozwinąć i... zakończyć, normalnie na imprezach nie ma przecież problemu, żeby to dziewczyna zagadała, choć na pewno nie będzie tak oczywista w swoich intencjach. Może zrobić pierwszy krok, ale koniec końców to facet "powinien" kontynuować pogłębianie znajomości. Jeżeli tego nie zrobi, to najprawdopodobniej zostanie z niczym. Ale dziewczyny też wychodzą naprzeciw, szczególnie jeżeli ktoś wpadnie im w oko.
Dziwnycharakter74985 pisze:
09 gru 2018, 0:38
Ratuję się jeszcze nadzieją,że jak skończę studia, wszyscy pozakładają rodziny i porobią bachory, ja będę szalał za całe życie, ale to złudna nadzieja.
Nie ma opcji. Z tego co obserwuję to pod koniec studiów i po nich wygrywy to właśnie ci, który wychodzą za mąż/żenią się, znajdują fajną pracę i kupują i urządzają mieszanie. Czyli organizują sobie dorosłe, stabilne życie. Balowanie jest już passe. Może później, 5 lat po ślubie, będą Ci zazdrościć, że jesteś wolny jak ptak i nie masz żadnych zobowiązań wobec dzieci i żony, ale to chyba za dużo czekania. Zresztą będzie Ci jeszcze trudniej znaleźć towarzystwo do zabawy. Nie wiem co studiujesz, ale raczej w pracy rzadko się spotyka "młode, dynamiczne zespoły", chyba, że to call-center. Częściej średnia wieku to 30+, 40+, którzy rozmawiają głównie o swoich rodzinach, a najlepsza impreza to jakiś festyn familijny z dobrze zorganizowanym kącikiem dla dzieci.
Dziwnycharakter74985 pisze:
09 gru 2018, 0:38
Wiesz, zagadać mogę ale nawet jak zagadam to taka relacja się nie utrzyma, nie będzie jej. Chyba, że z daną osobą widuję się regularnie sam na sam np w aka i wtedy działa, ale to za mało i obecnie niemożliwe. Przejście na tematy prywatne też strasznie ciężkie, bo nawet nie mam o czym rozmawiać. Impreza ? Wybacz ale to ostanie zdanie szczególnie z tym wproszeniem się jest dla mnie troche abstrakcyjne jak dla osoby z depresją "wyjdź do ludzi, nie siedź w domu".
I widzisz, zacząłeś analizować zamiast zaryzykować. Też to znam, ale my zawsze znajdziemy milion wymówek, żeby zostać w domu. A potem narzekamy, że się tutaj kisimy zamiast balować :D Wproszenie się na imprezę było ciężkie, ale w tamtym momencie było mi już tak kompletnie wszystko jedno co sobie o mnie pomyślą, że nie dało się mnie grzecznie spławić. I co? Wyszłam trochę do ludzi, pośmiałam się, potańczyłam, zamiast siedzieć w domu.
Pamiętaj też, że do psychologa na NFZ trochę się czeka, szczególnie do dobrego. Zaś prywatny klepie po kieszeni. Dlatego nie ma co przedłużać, lepiej umów się już teraz i powiedz sobie, że najwyżej odwołasz wizytę jakby coś.

Dziwnycharakter74985
Introrodek
Posty: 13
Rejestracja: 30 lis 2018, 23:08
Płeć: mężczyzna

Re: Nieśmiałość a studia

Post autor: Dziwnycharakter74985 » 11 gru 2018, 21:43

wydra pisze:
10 gru 2018, 13:13
Ojej, dziękuję... :oops: A wydawał mi się taki nieskładny...
Proszę bardzo, nigdy bym nie powiedział, że nieskładny, nie doceniasz się :wink: Taka refleksja. Gdy czytam Twoje komentarze dopada mnie dziwne uczucie tam w środku. Jakiś dyskomfort psychiczny, może ukryta zazdrość... Bo trafiłaś komentarzem w sedno, moje problemy.
wydra pisze:
10 gru 2018, 13:13
Tak, miałam, ale nie wiem czy to powód do dumy :D

To powód do dumy. Całkiem poważnie. Każdy mówi, że młody był, głupi, że się wstydzi. Każdy też w głębi duszy mówi sobie - warto było. No chyba, że byś komuś krzywdę zrobiła umyślnie ale to skrajności... Lepiej zrobić głupotę i żałować niż nie zrobić. Po to jest młodość, żeby się wydurniać, wygłupiać, wyszaleć prawda ? Też zależy co to znaczy "odpały". Dla jednego odj..bac tak, że przyjeżdża do was policja, dla drugiego uprawiać seks na imprezie (bo jest prawiczkiem :D ) a dla trzeciego napić się piwa i robić głupie wyzwania typu całowanie xD W każdym razie nie warto być poważnym, grzecznym i poprawnym. Warto 'odwalać' w granicach rozsądku i nie żałować. Ja przez bycie poprawnym straciłem dużo i tracę ciągle. Mądra lekcja jeżeli czyta to ktoś podobny do mnie.
wydra pisze:
10 gru 2018, 13:13
Ale rozumiem co masz na myśli, to zawsze jest jakieś pocieszenie, że można powiedzieć "nie, na studiach nie balowałam, ale w liceum to się działo", kiedy taki temat się zaczyna i anegdotki to opowiadania jakieś są.
To też prawda, zawsze jakaś świadomość, że jednak nie wszystko straciłaś, jeżeli pojmujesz brak imprezowego życia jako stratę (ja tak). Można poczuć się trochę lepiej, bardziej się docenić myśląc, że w sumie to mogło być gorzej a jednak nie było tak źle.
wydra pisze:
10 gru 2018, 13:13
Z kobietami jako płcią bardziej towarzyską to rozumiem. Tylko problem z generalizacją jest taki, że zawsze są jakieś wyjątki, jak np. ja :D
Oczywiście. Też nie lubię generalizacji, ale siłą rzeczy ona zawsze występuje i będzie istniała. Ja mam też taki umysł kobiecy jeżeli chodzi o to gadanie. Może umysł kobiecy to dużo powiedziane ale też wszystko rozważam milion razy, filozofuję, nie jestem ignorantem ani lekkomyślnym baranem jak wielu samców alfa. Jakbym miał możliwość wyboru płci to wolałbym być kobietą :D Nie to, żebym chciał zmieniać płeć, ale gdyby móc zaczynać od zera...
wydra pisze:
10 gru 2018, 13:13
Podejrzewam, że to dlatego... że po prostu ich nie zauważam. Jako dziewczyna więcej czasu spędzałam jednak z dziewczynami, a ty pewnie jako chłopak - z chłopakami.
Oczywiście, to prawda. Nie zwracamy uwagi na osoby naszej płci, bo wydają się "normalne". Ja widząc gościa o przeciętnym wyglądzie raczej spisuję go na straty, tymczasem jest spora szansa, że jest duszą towarzystwa. Być może gdybym był kobietą dostrzegłbym sporo sierotek, które zwyczajnie dobrze się kamuflują wyglądem albo i nie... Bo wiesz.. Zazwyczaj oceniamy po wyglądzie. Widzę ładną panią - na pewno jest królową życia. A brzydką kobietę, tak obiektywnie, ciężko dostrzec.
wydra pisze:
10 gru 2018, 13:13
Pomaga w czym? W relacjach damsko-męskich?
Nie do końca o to mi chodziło. Też, ale nawet w zwykłych, codziennych sytuacjach. Dokładnie, wystarczy czekać, a ktoś się nawinie, napisałaś to bardziej dosadnie niż myslałem ;) Sytuacja wygląda tak, że to do faceta należy pierwszy krok, a potem to kobieta włącza się w dyskusje. Każda kolejna rozmowa jest już inna, naturalna. Ale początek znajomości, pierwsze spotkanie, zanim zaczynacie sobie mówić cześć na ulicy czy na uczelni, pierwsze słowo należy do faceta. Takie mam doświadczenia. Może to jest spowodowane tymi stereotypami, że facet = łowca. Nie każdy. Dlatego rozumiem co pisałaś o generalizacji, choć nic to nie zmieni.
Właśnie co do tego podziału ról, jak napisałem, pewny nie jestem... Wydaje mi się, że to jest szersze zjawisko. Nie tylko w klubie ale też często i na ulicy, czekając na autobus, jeżeli się nie znamy jeszcze. Zależy od osoby, od faceta, od dziewczyny. Ale jednak tą furtkę "poczekam aż zagada a jak nie to niech sie kocha frajer" macie i trochę zazdroszczę :) Zresztą w klubie też się to przydaje, bo jeżeli czekacie aż ktoś do was zagada, jesteście prawie pewne, że zagada ktoś o dużej pewności siebie, czyli osoba do sexu w sam raz ;) No niepewny prawiczek raczej nie będzie niczego szukać w klubie, a takich sierot raczej nie chcecie zaliczać (nie wiem czy lubisz to słowo, nie obraź się :p ) i wcale się nie dziwię ;)
Czy na imprezach nie ma problemu, żeby to dziewczyna zagadała ? To zależy... Na pewno jest łatwiej zagadać facetowi. Jeżeli dziewczyna ma zagadać to już musi być facet dosyć interesujący tak jak napisałaś. Zresztą nic dziwnego, nie zagaduje się do kogoś, z kim nie chcemy mieć kontaktu, kto nas nie interesuje.
wydra pisze:
10 gru 2018, 13:13
Nie ma opcji. Z tego co obserwuję to pod koniec studiów i po nich wygrywy to właśnie ci, który wychodzą za mąż/żenią się, znajdują fajną pracę i kupują i urządzają mieszanie.
Czy ja wiem ? Na początku jest fajnie, ale gdy dochodzą dzieci, poważne problemy, nuda, rutyna w związku, w końcu rozwód ludzie, których opisujesz jako wygrywy naprawdę zazdroszczą tym, co nie chcą dorosnąć. Zresztą nie każdemu zależy na rodzinie i stabilizacji. Mi nie. Czy balowanie jest już passe ? Może studenckie wygłupy, chlanie do rana. Wydaje mi się, że ludzie 25+ też jeżdża na festiwale, koncerty, clubbing. Może już się "wyszumieli". Ale z tym różnie. Ja na przykład bym nie potrafił. I wielu ludzi też, patrząc na to, że się wysexili na studiach za wszystkie czasy a i tak zdradzają, bo ta nowa koleżanka z pracy jest taka fajna, z nią by było inaczej... Dlatego bawią mnie teksty o "wyszaleniu sie". Jak ktoś nie szaleje to nie będzie szaleć, chyba że dla spróbowania, jak ktoś lubi szaleć to będzie szaleć i się nie wyszaleje a na pewno nie w 5 lat, może się po prostu brutalnie ograniczać przez resztę życia. O towarzystwo może być ciężej, ale w sumie nie muszę szukać w pracy ;) Od czego są kluby... Tylko, że jak napisałem marne szanse, bo życie jest życie a praca jest praca. W sumie jest czas wolny ale jest i dorosłe życie. Więcej obowiązków.
wydra pisze:
10 gru 2018, 13:13
I widzisz, zacząłeś analizować zamiast zaryzykować. Też to znam, ale my zawsze znajdziemy milion wymówek, żeby zostać w domu. A potem narzekamy, że się tutaj kisimy zamiast balować :D Wproszenie się na imprezę było ciężkie, ale w tamtym momencie było mi już tak kompletnie wszystko jedno co sobie o mnie pomyślą, że nie dało się mnie grzecznie spławić. I co? Wyszłam trochę do ludzi, pośmiałam się, potańczyłam, zamiast siedzieć w domu.
Pamiętaj też, że do psychologa na NFZ trochę się czeka, szczególnie do dobrego. Zaś prywatny klepie po kieszeni. Dlatego nie ma co przedłużać, lepiej umów się już teraz i powiedz sobie, że najwyżej odwołasz wizytę jakby coś.
Tak, to prawda ale głową muru nie przebiję ... tak łatwo. U mnie taka opcja jak wproszenie na imprezę nie istnieje, myślę, że gdybyś zobaczyła jak to wygląda z mojej perspektywy przyznałabyś rację. Jedynie specjalista, ale.. no właśnie ale. O NFZ nawet nie myślałem więc faktycznie zaboli i nie wiem na ile mnie stać :v
Dzięki za ten komentarz jak i wcześniejszy, poruszyłaś zdecydowanie, silnie i jasno mój problem i jestem Ci za to wdzięczny.

Awatar użytkownika
wydra
Intronek
Posty: 58
Rejestracja: 09 mar 2017, 19:04
Płeć: kobieta
Lokalizacja: Lublin
Kontakt:

Re: Nieśmiałość a studia

Post autor: wydra » 13 gru 2018, 22:21

Dziwnycharakter74985 pisze:
11 gru 2018, 21:43
Gdy czytam Twoje komentarze dopada mnie dziwne uczucie tam w środku. Jakiś dyskomfort psychiczny, może ukryta zazdrość... Bo trafiłaś komentarzem w sedno, moje problemy.
Ja się tak staram pisać, szczególnie, kiedy komuś coś radzę. Żeby wstrząsnąć, żeby trochę zabolało i była motywacja do ruszenia dupy. Sama też bardzo lubię taki feedback, ale ciągle tylko wszyscy do mnie "będzie dobrze, wszystko się ułoży". No cóż, ja w to nie wierzę, że samo się zrobi :D
Dziwnycharakter74985 pisze:
11 gru 2018, 21:43
Czy ja wiem ? Na początku jest fajnie, ale gdy dochodzą dzieci, poważne problemy, nuda, rutyna w związku, w końcu rozwód ludzie, których opisujesz jako wygrywy naprawdę zazdroszczą tym, co nie chcą dorosnąć.
No tak, dlatego napisałam, że może po tych przykładowych pięciu latach będą Ci zazdrościć, ale raczej nie zaraz po studiach.
Dziwnycharakter74985 pisze:
11 gru 2018, 21:43
Zresztą nie każdemu zależy na rodzinie i stabilizacji. Mi nie.
Dziwnycharakter74985 pisze:
11 gru 2018, 21:43
Dlatego bawią mnie teksty o "wyszaleniu sie". Jak ktoś nie szaleje to nie będzie szaleć, chyba że dla spróbowania, jak ktoś lubi szaleć to będzie szaleć i się nie wyszaleje
To się może zmienić, nawet nie wiesz ilu wiecznych, balujących chłopców dojrzało podczas studiów. Do tej pory ciągła zabawa, a potem nagle wracają po wakacjach czy coś i zaczynają mieć zupełnie inne priorytety.
Myślę, że to normalne, przechodzimy przez różne etapy w swoim życiu. Na wszystko jest czas. Wiadomo, że nie wszystkich ciągnie do stabilizacji, jednych później, innych nigdy, ale generalizujemy, a ponadto teraz żałujesz, że nie jesteś jak inni - balujący studenci. Nie wiadomo czy po studiach też nie będziesz żałował, że nie jesteś jak rówieśnicy.
Dziwnycharakter74985 pisze:
11 gru 2018, 21:43
patrząc na to, że się wysexili na studiach za wszystkie czasy a i tak zdradzają, bo ta nowa koleżanka z pracy jest taka fajna, z nią by było inaczej...
Sorry, ale ja bym nie brała przykładu z takich osób ;) Za młodu można jeszcze wybaczać głupoty i zrzucać je na karb "wyszalenia się", ale według mnie w dorosłym życiu trzeba już się zachowywać jak dorosły i brać odpowiedzialność za swoje decyzje. Takie osoby naprawdę nie są szanowane w otoczeniu, chyba, że w grupie sobie podobnych.
Dziwnycharakter74985 pisze:
11 gru 2018, 21:43
Czy balowanie jest już passe ? Może studenckie wygłupy, chlanie do rana.
Tak, o to mi chodziło :D Nie mówię, że 25+ kompletnie dziadzieją i nie chodzą na festiwale, koncerty i do klubów. Ale typowe studenckie odpały się raczej kończą, a chyba do nich właśnie tęsknisz?
Dziwnycharakter74985 pisze:
11 gru 2018, 21:43
O towarzystwo może być ciężej, ale w sumie nie muszę szukać w pracy Od czego są kluby...
Chodziło mi o kolegów do wspólnych odpałów, a ich raczej w klubach poznawał nie będziesz :D I wybacz, ale jeżeli teraz po klubach nie chodzisz, to co się nagle zmieni, kiedy zaczniesz pracować, że będziesz tam bywał? Na tygodniu na rano do pracy, różni tam współpracownicy, różne warunki, stres z reguły większy niż na studiach, więcej obowiązków... Sam to widzisz, więc nie ma co się oszukiwać.
Dziwnycharakter74985 pisze:
11 gru 2018, 21:43
Dzięki za ten komentarz jak i wcześniejszy, poruszyłaś zdecydowanie, silnie i jasno mój problem i jestem Ci za to wdzięczny.
Spoko, mam nadzieję, że zmotywujesz się do działania, bo inaczej ciągle będziesz żałował, że tego nie zrobiłeś.

Dziwnycharakter74985
Introrodek
Posty: 13
Rejestracja: 30 lis 2018, 23:08
Płeć: mężczyzna

Re: Nieśmiałość a studia

Post autor: Dziwnycharakter74985 » 14 gru 2018, 16:11

wydra pisze:
13 gru 2018, 22:21
Ja się tak staram pisać, szczególnie, kiedy komuś coś radzę. Żeby wstrząsnąć, żeby trochę zabolało i była motywacja do ruszenia dupy. Sama też bardzo lubię taki feedback, ale ciągle tylko wszyscy do mnie "będzie dobrze, wszystko się ułoży". No cóż, ja w to nie wierzę, że samo się zrobi :D
Ciekawe podejście. Poruszyło mnie to, bo już teraz bez ogródek - zazdroszczę - co sama zauważyłaś. Zazdroszczę, że Ty jednak czegoś tam doświadczyłaś, automatycznie przyrównałem się do Ciebie. To bardzo głupie uczucie, często się przyrównuję do ludzi. Wczoraj zazdrościłem piszczącym na korytarzu dziewczynom, może właśnie przeżywały imprezę życia ? To dziwne uczucie, które mnie zabolało opiera się chyba na tej zazdrości, głupiej strasznie. Jeżeli piszesz wprost o swoich doświadczeniach, a mi ciężko powiedzieć "o, ja też", "o, w sumie mam podobnie", "w sumie nie jest źle" to powoduje to uczucie. I chwała Ci za to, że tak piszesz, o to chodziło w tym temacie, więc nie odbierz proszę tej wzmianki jako krytykę.
No tak, dlatego napisałam, że może po tych przykładowych pięciu latach będą Ci zazdrościć, ale raczej nie zaraz po studiach.
Zależy pewnie od osoby, każdy ma inne życie. Niektórzy mają dzieci już na studiach, co jest moim zdaniem wyjątkową głupotą. Ale też nie chodzi o to, żeby mi wszyscy zazdrościli od razu, może źle ująłem. Rozumiem, że za te pięć lat takie życie singla będzie dopiero fajne, doceniane, ludzie będą marzyć, żeby znów do tego wrócić. Ale czy nie chodzi bardziej o osiągnięcie własnej satysfakcji, zaspokojenie swojego ego ? Poczucie "no dobra, przej.. łem studia ale chociaż potem poszalałem i warto było". Tak jak Ty z liceum. Powiedzieć sobie: może było nie tak fajnie, jak mieli niektórzy, ale narzekać nie mogę bo wszystkiego nie straciłem... Desperacja trochę. Czytałem kiedyś na Anonimowych o dziewczynie, która zawsze się dobrze uczyła, studia poświęciła nauce, potem praca, zero zabawy, dorosłość już od liceum i nagle... Coś jej się przestawiło... Zaczęła chodzić po klubach, wyrywać gości na sex (tak znowu ten motyw), chlać do upadłego, weszło coś więcej od alko ogólnie była już mocno wasted. Z poważnej osoby zmieniła się w totalną imprezowiczkę a nawet lepiej, wpłynęło to na jej pracę, chyba miała problemy. Bo nie poszalała wcześniej, a może taki miała charakter i to w sobie tłumiła ? Tak działa desperacja, uważam, że ze mną będzie podobnie, bo jeżeli nie, to skończy się gorzej... Chyba że się zmienię wcześniej.
To się może zmienić, nawet nie wiesz ilu wiecznych, balujących chłopców dojrzało podczas studiów. Do tej pory ciągła zabawa, a potem nagle wracają po wakacjach czy coś i zaczynają mieć zupełnie inne priorytety.
Myślę, że to normalne, przechodzimy przez różne etapy w swoim życiu. Na wszystko jest czas. Wiadomo, że nie wszystkich ciągnie do stabilizacji, jednych później, innych nigdy, ale generalizujemy, a ponadto teraz żałujesz, że nie jesteś jak inni - balujący studenci. Nie wiadomo czy po studiach też nie będziesz żałował, że nie jesteś jak rówieśnicy.
Z tym wyszaleniem to chodziło mi o coś szerszego. Według ludzi, życie jest zajebiście proste. Masz 16 lat ucz się, masz 18 zaczynaj zabawę, masz 2 szalej, masz 25 kończ szaleństwa, 27 dzieci, 30 ślub, 40 dom, 60 emeryt, 80 umieraj. Nie jest tak ? Że starsze pokolenie nam to usilnie wbija do głów a my to łapiemy ? Masz 20 to się wyszalej bo potem przyjdzie magiczne 25 i już musisz dorosnąc. A jak ktoś chce szaleć 25 - 30 ? A jak ktoś nie chce szaleć ? A jak chce szaleć całe życie ? Wybacz, ale ciężko mi przyznać, że imprezowicz może zmienić się w poważnego kujona. Na bank sie zdarza ale wyjątkowo. Jak ekstrawertyk w intro. Jeżeli komuś zmieniają się priorytety po wakacjach, to musiał sobie coś wmawiać a potem stwierdził, że to bez sensu. Albo po prostu chciał poeksperymentować i powiedział sobie stop jak mu się znudziło. Owszem zmienni jesteśmy, ale charakter zmienić ciężko. Moim zdaniem koleś, co zalicza panny w klubach co weekend nie stanie się po roku wzorowym niezdradzającym żonki tatusiem, będzie się starał ograniczać, ale wgłębi duszy zostanie ten sam charakter i pokaże to parę razy jeszcze w życiu. Sorry, pewne rzeczy się nie zmieniają nawet po studiach. Jak jakiś Seba jest ignorantem i debilem to łatwo doktorem nie zostanie, nawet by nie chciał.
Te etapy w życiu... Sama wspomniałaś. Wierzysz w to ? Że da sie wszystko ładnie posegregować na etapy ? Nic pomiędzy ? A gdyby tych etapów nie kończyć i nie zaczynać nowych ? Czy na wszystko jest czas ? A może czasu jest za mało na jedno a na drugie zbyt dużo ? A na trzecie w ogóle. Nie ma czasu na wszystko. Za krótkie życie.

Żałuję rzeczy "fajnych". Żałuję i żałowałem braku towarzystwa i zabaw. Związków nigdy nie żałowałem. Jestem cynikiem. Nie uznaję, myślę, że jesteśmy poligamiczni i to bez większego sensu. Serio takie podejście mam od dawna niezmienne. Czy tak będzie zawsze ? Nie wiem, może masz rację. Może natura mnie pokona. Współczułbym tylko ewentualnej kobiecie i dzieciom.
Sorry, ale ja bym nie brała przykładu z takich osób ;) Za młodu można jeszcze wybaczać głupoty i zrzucać je na karb "wyszalenia się", ale według mnie w dorosłym życiu trzeba już się zachowywać jak dorosły i brać odpowiedzialność za swoje decyzje. Takie osoby naprawdę nie są szanowane w otoczeniu, chyba, że w grupie sobie podobnych.
Czemu "takich" ? Oni nie są ewenementem. Pewnie wiele twoich koleżanek i kolegów takich jest, tylko nawet nie wiesz. Gdybym był imprezowiczem to też bym się nagle po magicznej barierze 25 nie przestawił na dorosłość. To nienaturalne i głupie. Dzień 25 urodzin. Od dzisiaj dorastasz i rozstajesz się ze starym życiem. Zero imprez, nudny seks i obowiązki. Ponownie, wierzysz w to ? Wczoraj balety, dzisiaj bariera 25 i koniec bo już się wyszalałem. Prawdopodobnie bym się ograniczał na siłe, tak robi większość ludzi, ale w końcu człowiek nie wytrzyma i wychodzą zdrady, rozwody. Czy ci ludzie nie są szanowani ? A czemu ? Niewielu zagląda sobie do łóżek i w życie prywatne. Więc skąd ostracyzm. Te grupy, które przytoczyłaś mogą być duże i wystarczą na całe życie. Jeżeli komuś to nie pasuje to nie należy do grupy i cześć :)

Wybacz ale czuje dysonans. Jak człowiek szaleje to może zdradzać, bo ma do tego prawo, albo ma prawo do błędów, ale jak przekroczy barierę dorosłości to już nie wolno i zdrada jest najgorszą zbrodnią ? Umówmy się, ja zdrady nie popieram. Ale rozumiem. Nie jesteśmy monogamiczni i nikt święty nie jest. Ale dziwi mnie to podejście... Czyli gdy szalejemy, możemy wszystko, ale gdy dorośniemy to już zbrodnia ? Podejście powszechne, większość ludzi tak myśli. Mówisz "wybaczać głupoty". A czemu potem wybaczać ich nie można ? Nazwiesz mnie wiecznym dzieciakiem, jestem niedojrzały. Może ? Ale czy musimy dorastać ? Czemu nie można inaczej ? Ze schematu wyrwać się... I nadal nie rozumiem tego immunitetu gdy szalejemy, czyżby jednak osoba zdradzająca się zmieniała ? A mówią, że się nie wybacza ...
Tak, o to mi chodziło :D Nie mówię, że 25+ kompletnie dziadzieją i nie chodzą na festiwale, koncerty i do klubów. Ale typowe studenckie odpały się raczej kończą, a chyba do nich właśnie tęsknisz?
Pewnie też zależy od osoby, ale nie róbmy też z nich takich poważnych, wystarczy na typowych singli z wyboru popatrzeć. Czy singiel = niedojrzały ? Tęsknię do typowych studenckich odpałów ale i do nudnych rozrywek 25latków. Zresztą po alko nie jeden/jedna 30 potrafi nieźle narozrabiać, więc... całe życie przede mną. Zresztą przesadziłem, wszystko zależy od osoby.
Chodziło mi o kolegów do wspólnych odpałów, a ich raczej w klubach poznawał nie będziesz :D I wybacz, ale jeżeli teraz po klubach nie chodzisz, to co się nagle zmieni, kiedy zaczniesz pracować, że będziesz tam bywał? Na tygodniu na rano do pracy, różni tam współpracownicy, różne warunki, stres z reguły większy niż na studiach, więcej obowiązków... Sam to widzisz, więc nie ma co się oszukiwać.
Myślę, że by się znaleźli czy w klubach czy poza ;) Może bardziej nie to, że charakter bym zmienił, myślałem o desperacji, w końcu coś by tam pękło. Pisałem tutaj wcześniej. Mimo wszystko 25+ z pracą, własną kawalerką i autem, "teraz albo nigdy" ma chyba większe szanse w klubie niż nieśmiały, biedny student :) Co do reszty zgoda,dlatego to puste dywagacje, życie i tak się potoczy po swojemu. Nie skreślałbym zupełnie tej swojej nadziei ale trzeba myśleć rozsądnie, może w formie placebo doraźnie pomoże.
Spoko, mam nadzieję, że zmotywujesz się do działania, bo inaczej ciągle będziesz żałował, że tego nie zrobiłeś.
I hope so...

Awatar użytkownika
wydra
Intronek
Posty: 58
Rejestracja: 09 mar 2017, 19:04
Płeć: kobieta
Lokalizacja: Lublin
Kontakt:

Re: Nieśmiałość a studia

Post autor: wydra » 14 gru 2018, 19:32

Dziwnycharakter74985 pisze:
14 gru 2018, 16:11
Te etapy w życiu... Sama wspomniałaś. Wierzysz w to ? Że da sie wszystko ładnie posegregować na etapy ? Nic pomiędzy ? A gdyby tych etapów nie kończyć i nie zaczynać nowych ? Czy na wszystko jest czas ? A może czasu jest za mało na jedno a na drugie zbyt dużo ? A na trzecie w ogóle. Nie ma czasu na wszystko. Za krótkie życie.
Ja po prostu przedstawiam Ci swoje obserwacje, że pod koniec studiów sporo balujących osób dojrzewa. Kiedy ukończysz studia, będziesz miał własne.
Tak, "wierzę" w etapy :D Widzę to po sobie, jak i po innych. Kończy się przedłużone dzieciństwo, człowiek uświadamia sobie, że nie chce wiecznie pracować na kasie/jako kelnerka/na magazynie, a nie dostanie fajnej pracy tylko dlatego, że skończy studia. Chce do czegoś dojść, zbudować swoje życie, mieć osobę przy boku, której można zaufać. Ja napisałam, że nagle zmieniają się ludziom priorytety, ale to nie znaczy, że nagle stają się innymi ludźmi. Imprezują po prostu mniej, za to robią jakieś kursy, szkolenia czy szukają lepszej pracy. Mówią "Nie, nie dam rady przyjść na tą imprezę, co ty! Na rano muszę do pracy, a jeszcze trzeba zrobić coś-tam", a wcześniej powiedzieliby "YOLO, chodźmy się naje***".
Oczywiście te etapy to nie jest taka krecha w kalendarzu, tylko stopniowy proces. To, że dla mnie kolega, z którym prawie nie gadam i wiedzę go po raz pierwszy od trzech miesięcy, się zmienił, to nie znaczy, że stało się to w przeciągu 24 godzin. Ponadto to wynika z naszego wnętrza, ze zmiany naszych priorytetów, tego co dla nas ważne. Popatrz na siebie, na to, że u Ciebie narasta frustracja brakiem zabawy, to się pojawiło nagle? U innych chęć stabilizacji też się nie pojawia w ten sposób. Tylko, że tego nie widać, bo nie siedzimy innym w głowach. Dopiero kiedy ktoś postanawia działać, to to widzimy i myślimy sobie "Cholera, zmienił się człowiek, nigdy bym nie pomyślała, że tak się zachowa".
Dziwnycharakter74985 pisze:
14 gru 2018, 16:11
Czy ci ludzie nie są szanowani ?
Sorry, zdrada to zdrada, i o ile szczylowi można wybaczyć, że nie potrafił utrzymać ch w majtasach, to od dorosłej osoby jednak powinno się tego wymagać. Dojrzały człowiek powinien wiedzieć czego chce, jeżeli jest w związku, to nie zdradza ot tak, dla zabawy; a jak lubi seks bez zobowiązań, to nie wchodzi się w związek. To chyba logiczne? Jestem w stanie wybaczyć coś ze względu na młody wiek, bo jest on po to, żeby błędy popełniać... i uczyć się na nich.
Dziwnycharakter74985 pisze:
14 gru 2018, 16:11
Myślę, że by się znaleźli czy w klubach czy poza ;)
Jak zagadasz do faceta, żeby się z nim zakumplować w klubie, to nie wiem czy nie weźmie Cię za geja. A poza pracą naprawdę jest mało miejsc, gdzie można poznać nowych znajomych, wierz mi. Na studiach zawsze coś się dzieje, są wolontariaty, wydarzenia, koncerty za free, imprezy. Potem trzeba się już mocno namęczyć, żeby się w to wdrożyć, a jak teraz to jest dla Ciebie za trudne, to po prostu nie widzę tego po studiach.
Dziwnycharakter74985 pisze:
14 gru 2018, 16:11
Mimo wszystko 25+ z pracą, własną kawalerką i autem, "teraz albo nigdy" ma chyba większe szanse w klubie niż nieśmiały, biedny student

No, jak ty chcesz dziewczyny wyrywać na hajs (kawalerka i auto), to nie ja powinnam Ci doradzać :D
Dziwnycharakter74985 pisze:
14 gru 2018, 16:11
Nie skreślałbym zupełnie tej swojej nadziei ale trzeba myśleć rozsądnie, może w formie placebo doraźnie pomoże.

Ja najwięcej się zmieniłam właśnie kiedy całkowicie porzuciłam swoją nadzieję i dostrzegłam, jak bardzo jestem w czarnej dupie. Mam wrażenie, że nadzieja zatrzymuje nas w miejscu, szepcząc głupoty, że "samo się wszystko ułoży".

Dziwnycharakter74985
Introrodek
Posty: 13
Rejestracja: 30 lis 2018, 23:08
Płeć: mężczyzna

Re: Nieśmiałość a studia

Post autor: Dziwnycharakter74985 » wczoraj, 1:57

wydra pisze:
14 gru 2018, 19:32
Tak, "wierzę" w etapy :D
Ciekawe podejście do życia i takie powszechne. Musisz mieć to wszystko dosyć poukładane. Ale nie u każdego to tak działa... Ja myślę, że szybciej i dalej można dojść bez tej osoby u boku ale co kto lubi. Nie twierdzę, ze to tak nie wygląda. Że ludzie nie dojrzewają. Kursy, praca, jasne. Brak czasu. Chciałem tylko podkreślić, że tak łatwo ludzie nie zmieniają charakteru pod wpływem "wyszalenia się". Mówi Ci dobra ciotka - wyszalej się teraz, bo za 2 lata skończysz studia, musisz założyć rodzinkę i stać się dorosła. A Ty posłusznie szalejesz a potem to ucinasz ? A gdzie ten okres przejściowy ? U niektórych nie ma, u większości jakiś jest. Ale to "wyszalenie się" jest bez sensu. Jest sztuczne. Z góry narzucone normy. To wyszalenie się przeczy temu co napisałaś, bo zakłada jakieś sztywne granice (np studia) a nie okres przejsciowy... Nie wiem, być może tak mnie wk. to wyszalenie się bo jestem w kropce tutaj. Z jednej strony nie czuję czegoś co mnie zmusza do tego, można by powiedzieć, że fizycznie nie czuję potrzeby szalenia. Z drugiej coś mi mówi, że jak nie teraz to nigdy, że wszystkiego w życiu trzeba spróbowac i jak nie poszaleję to będę żałował całe życie (to prawda). Mam małą pewność siebie, to chyba logiczne.
Czy u mnie frustracja narasta czy pojawiła się nagle ? Akurat zabawnie, bo pojawiła się nagle i raczej jest stała na wysokim poziomie, może większa, ale jeszcze krzywdy nikomu przez frustrację nie zrobiłem :) Ale to nie ma dużo do rzeczy. Wydaje mi się, ze pisaliśmy o czymś innym, rozminęliśmy sie.
Sorry, zdrada to zdrada
Wydaje mi się, że patrzysz na zdradzających jak na ewenement, podobnie jak społeczeństwo. Przecież to jest powszechne zjawisko, chyba koło 30%. ludzie są słabi i się gubią, to naturalne. "Szmata", "ku*as" i cześć. A ja staram się ich trochę zrozumieć. Impuls, chwila, emocje. Wiesz, że są osoby, które wybaczają zdradę jednorazowa ? Bo to był tylko zwykły seks, instynkt, bez uczucić, chwila... Więc to taka trochę mniej szkodliwa zdrada. Ogólnie myśle, że ludzie za bardzo przywiązują wagę do tej cielesności, jakby to o czymś świadczyło. Podobne bzdury jak "szacunek do samego siebie" w kontekście seksu czy "godność człowieka". A co myślisz o swingersach i otwartych zwiazkach ? Przecież to taka zdrada, tyle że za przyzwoleniem. Wiem, ze na tym braku przyzwolenia polega zdrada ale czasami to dosyc sztuczne.
Nie rozumiem. Poważnie, ciężko mi zrozumiec to, że młody może bo głupi, ale starszy już nie... bo dorosły. Stawiamy furtke, szlaban. Zrobiłeś i koniec, nie ma odwrotu. Niektórzy mówią, ze jak pojedziesz pod prąd na autostradzie powinni Ci odebrać prawko, bo zagrożenie, niedopuszczalne, dorosła osoba... a inni powiedzą, że nie ma co wieszać psów, bo każdy popełnia błedy, każdy kiedyś znaku nie zauważył. Czy będąc dorosła nie popełniasz grubych błędów ? A czy jesteś w stanie zapewnić, że NIGDY nie zdradzisz ? Nie jesteś. You never know.
Czemu szczylowi można wybaczyć ? Czy ze szczylem mniej boli ? A może wtedy Ty też jesteś szczylem wiekowo i możesz sobie "odbić" ? Czy młody wiek jest po to, żeby popełniać błedy ale potem już tylko nieomylnosc ? Wybacz, widzę to tak: zdradzaj jak jesteś młody, bo potem już nie można. Gdzie jest Twoja granica wybaczalności ? Nie rozumiem. To tak jak wieczór kawalerski czy panieński. W domysle: baw sie, ogladaj gole cipki czy penisy, ruch*j (nie tak dosłownie) bo zaraz przyjdzie uciemiężenie i nie wolno, ale teraz szalej bo jeszcze Ci wolno. A za pare godzin nie wolno i tak do konca życia i koniec. Parodia.
Jak zagadasz do faceta, żeby się z nim zakumplować w klubie, to nie wiem czy nie weźmie Cię za geja.

Przesadzasz :D Wystarczy wyjść na fajke. Wbrew pozorom tak się da ludzi poznac, choc krótkotrwałe to poznawanie. Zawsze coś. Masz dużo racji, ale nie przesadzajmy, ze nagle wszyscy w pracy się wyłączaja z życia towarzyskiego i przewijają pieluszki. Myślę, że wszystko się da. Problemem jestem tylko ja i mój charakter.
No, jak ty chcesz dziewczyny wyrywać na hajs (kawalerka i auto), to nie ja powinnam Ci doradzać :D
Ale to nie żaden hajs :D Mając hajs to nie trzeba o wyrywaniu myśleć bo samo do Ciebie przyjdzie. Chodzi o jakąs ogólną prezencję wygląd, to auto i mieszkanie pokazuja jakąs minimalną chociaż zaradność życiową, wiek pomaga wbrew pozorom. Chyba, ze ktoś jest zupełnym frajerem to nie. Nie mów, że taka osoba nie robi lepszego wrażenia, a nie oszukujmy sie, w klubach nie szuka się romansów ani znajomości z kobietą, ma być szybko... i przyjemnie. I powiem coś niestandardowego. Kobiety lecą na hajs... i nic w tym złego czy zdrożnego. Hajs = zaradność życiowa. Nie wybieraja biednych bo oni sa najczesciej sierotami życiowymi albo pokrzywdzeni przez życie. Dlaczego macie wybierać najgorzej a nie najlepiej ? Będąc kobietą też bym wybierał(a) bogatych. Tak nas natura ukształtowała. Faceci za to lecą na cycki, brzuszek i tyłek, czyli ciało nie patrząc na mózg i to też jest naturalne. Takie podświadome instynkty, tak było od zawsze. Faceci lecą na płodność i zdrowe ciało, a kobiety na zaradność życiową.
Ja najwięcej się zmieniłam właśnie kiedy całkowicie porzuciłam swoją nadzieję i dostrzegłam, jak bardzo jestem w czarnej dupie. Mam wrażenie, że nadzieja zatrzymuje nas w miejscu, szepcząc głupoty, że "samo się wszystko ułoży".
A ja w tą dupę czarną wchodzę coraz głębiej i wchodzę... Nie widzę wyjścia. Widzę, że jest źle. Dużo sobie wmawiam. Mimo, ze chcę wyjść to jednak nic mnie bardzo nie zmusza bo codzienna rutyna jest fajna. Może jeszcze za mało mną wstrząsneło ? Bo żyję normalnie, przynajmniej wszyscy naokoło mi tak wmawiają i mówią, że przesadzam... "Ja byłam taka sama w Twoim wieku'... jeszcze masz czas... A depresji takiej, żebym nie wychodził z domu nie mam, żyję jak każdy inny z zewnątrz. Poza jednym głupim aspektem życie mam udane i narzekać nie mogę za bardzo. Boję się, że to się zaczeło za wcześnie. Bo już w szkole podstawowej. I tak całe życie się uczyłem być inny. To co dla ludzi jest naturalne dla mnie jest wyzwaniem. Już za dzieciaka byłem samotnikiem i usilnie trwałem w tym, jeszcze coraz bardziej się w tym umacniałem. Ciężka sprawa...

Awatar użytkownika
wydra
Intronek
Posty: 58
Rejestracja: 09 mar 2017, 19:04
Płeć: kobieta
Lokalizacja: Lublin
Kontakt:

Re: Nieśmiałość a studia

Post autor: wydra » wczoraj, 15:57

Dziwnycharakter74985 pisze:
wczoraj, 1:57
Musisz mieć to wszystko dosyć poukładane.
Hoho, nie możesz się bardziej mylić.
Dziwnycharakter74985 pisze:
wczoraj, 1:57
Mówi Ci dobra ciotka - wyszalej się teraz, bo za 2 lata skończysz studia, musisz założyć rodzinkę i stać się dorosła. (...) Ale to "wyszalenie się" jest bez sensu. Jest sztuczne. Z góry narzucone normy.
A kto "szaleje", bo mu każde ciotka, nie rozumiem? :D Ja ciągle podkreślam, że te etapy (studenckiej beztroski czy stabilizacji) wynikają z naszego wnętrza, z naszych priorytetów. A skoro tak, to nie mogą być one sztuczne, tylko właśnie są naturalne. Zmieniają się priorytety, zmienia się zachowanie, proste. Jak priorytety się nie zmienią, to i zachowanie pozostanie takie samo, ale zazwyczaj się zmieniają, bo dojrzewamy. Jest oczywiście garstka wiecznych Piotrusiów Panów, ale ja mówię o ogólnych tendencjach.
Sztucznie to jest jak ktoś faktycznie słucha się ciotki czy kogoś innego, a sam wewnętrznie nie jest na daną rolę gotowy.
Dziwnycharakter74985 pisze:
wczoraj, 1:57
Z drugiej coś mi mówi, że jak nie teraz to nigdy, że wszystkiego w życiu trzeba spróbowac i jak nie poszaleję to będę żałował całe życie (to prawda).
No i ja się z tym całkowicie zgadzam, więc skoro tego chcesz, to zacznij działać, a nie odkładaj na później (np. po studiach). No chyba, że nie chcesz, to... przestań narzekać i się frustrować? :D Skoro sam już jesteś w kropce, to może psycholog faktycznie pozwoli Ci zrozumieć, czego tak naprawdę chcesz.

Nie chcę tutaj za bardo wchodzić w kwestię zdrad i podobnych tematów, bo to chyba nie wątek o tym, prawda? Ale pewne rzeczy jednak chciałabym powiedzieć. To, że coś jest powszechne to nie znaczy, że jest właściwie, to raz. Po drugie, sam pisałeś, że nie ma nic złego w zabawie, dopóki nie krzywdzi się innych. Przecież podczas zdrady krzywdzi się osobę, z którą jest się w związku! Swingersi czy otwarte związki to przecież zupełnie co innego, tam wszystkie strony wiedzą na co się piszą. Zaś fundamentem tradycyjnego związku jest wierność i lojalność. Nie jesteś w stanie temu podołać? To nie pakuj się w związek, proste. I nie tłumaczmy zdrad tak głupio, że "impuls, chwila" :D W chwilę to ja się mogę potknąć, a nie kogoś zdradzić :D
Wiesz, ja mogę sporo zrozumieć jak są jakieś "okoliczności łagodzące", jak to, że ze w związku źle się układa, itp. Ale i tak zawsze zostaje prosta rada - to zakończ związek :D

Każdy popełnia błędy, to oczywiste. Ale osobę dorosłą od szczyla odróżnia to, że dorosły powinien już siebie znać, wiedzieć jakie ma słabości, a ponadto może sobie wyobrazić konsekwencje swoich błędów. Nie mówiąc już o tym, że jest kolosalna różnica pomiędzy błędem, popełnionym niechcący (wjechać w złą ulicę), a z premedytacją (zdradzić).
Dziwnycharakter74985 pisze:
wczoraj, 1:57
A czy jesteś w stanie zapewnić, że NIGDY nie zdradzisz ? Nie jesteś. You never know.
Jasne, że nigdy nie wiem na 100%, ale jako osoba dorosła staram się ograniczyć niebezpieczeństwo czegoś takiego lub innych błędów. Np. kiedy wiem, że zakochuje się w zajętym facecie - zrywam kontakt. Nie wsiadam za kółko po alkoholu. Itd. Itd. A jak już popełnię błąd, to biorę to na klatę, a nie usprawiedliwiam jakimś gównianym "nic się nie stało, wszyscy tak robią". Taka jest różnica między osobą dorosłą a szczylem, według mnie. Zauważ, że nie mówię o wieku, mówię o zachowaniu, jako kryterium.
Dziwnycharakter74985 pisze:
wczoraj, 1:57
Przesadzasz :D Wystarczy wyjść na fajke.
A no tak, na fajce to inaczej :D Ale przy barze czy na parkiecie, to trochę śmiesznie :D
Dziwnycharakter74985 pisze:
wczoraj, 1:57
Chodzi o jakąs ogólną prezencję wygląd, to auto i mieszkanie pokazuja jakąs minimalną chociaż zaradność życiową, wiek pomaga wbrew pozorom.
Tylko kobiety zwracają uwagę na zaradność życiową, kiedy szukają kogoś na dłużej, a nie na przygodny seks. No chyba, że szukają kandydata na sponsora. Ale w klubie raczej liczy się wygląd i zachowanie, pewność siebie. Na tej podstawie oceniają czy jesteś dobry w łóżku, bo też chcą mieć z tego przyjemność. Takie, które lecą tylko na kasę to wyrachowane kobiety, które planują się przyssać niczym pijawka i wyciągać pieniądze od faceta. Większość studentów to ci "biedni", bez kawalerki, bez auta, ale jednak ruchają, zgadza się? A ponadto, jak będziesz miał 25+, kawalerkę, pracę i auto... czym będziesz się różnił od swoich rówieśników? Niczym. Będziesz tak samo nieśmiały jak jesteś teraz, albo i bardziej, bo pojawią się myśli w stylu "taki stary a prawiczek, taki stary a nie wie jak poderwać dziewczynę".
Ja to wszystko piszę, żeby odciągnąć Cię od tego planu "poczekam na po-studiach, bo wtedy będzie lepiej, łatwiej", bo to wymówki są po prostu. Nie będzie ani lepiej, ani łatwiej.
Dziwnycharakter74985 pisze:
wczoraj, 1:57
codzienna rutyna jest fajna. Może jeszcze za mało mną wstrząsneło ? Bo żyję normalnie, przynajmniej wszyscy naokoło mi tak wmawiają i mówią, że przesadzam (...) Poza jednym głupim aspektem życie mam udane i narzekać nie mogę za bardzo
Tak jest najgorzej, bo kiedy jest wygodnie, nie chce nam się nic zmieniać. Ja mam bardzo podobnie, tylko że w innym obszarze życia. Korci mnie, żeby wyjechać do innego miasta, zmienić pracę. I też się plączę, bo niby chcę, ale w sumie nie jest tak źle, to po co to zmieniać? Ale jednak gdzieś tam coś ciągle uwiera człowieka.

Dziwnycharakter74985
Introrodek
Posty: 13
Rejestracja: 30 lis 2018, 23:08
Płeć: mężczyzna

Re: Nieśmiałość a studia

Post autor: Dziwnycharakter74985 » wczoraj, 19:49

wydra pisze:
wczoraj, 15:57
Hoho, nie możesz się bardziej mylić.
Pewnie tak, ale to nie ja mam życie podzielone na etapy :D Ja etapów nie uznaję.
A kto "szaleje", bo mu każde ciotka, nie rozumiem? :D

Nigdy nikt starszy od Ciebie nie powiedział Ci, że na studiach trzeba się wyszaleć bo tak ? Nie w liceum, nie po studiach tylko na. Nie czujesz presji ze strony rodziny: powinnaś już wyjść za mąż, powinnaś już mieć dzieci ? Te granice są sztuczne. Właśnie chodzi o to, żeby robić wszystko naturalnie. Jak chciałbym szaleć 5 lat po studiach to bym szalał, a nie w czasie studiów bo tak to pokolenia ukształtowały. Czemu mamy robić wszystko jak wszyscy ? Chyba można się wyłamać ? Nie lubię podziału życia na etapy, które ktoś sobie wymyślił, które pokolenia cały czas powtarzają. A jak ktoś chce mieć dziecko w wieku 40 lat bo wtedy poczuje potrzebę ? A ślub w weku 60 albo nigdy ? Bardzo słusznie napisałaś, że te etapy wynikają z naszego wnętrza więc to sprawa indywidualna. Dojrzewanie jest passe. Byłem od dziecka bardziej dojrzały niż inni.. Nikomu nie życzę. Teraz już wolałbym być idiotą i Piotrusiem Panem niż być tak poważnym i nudnym w życiu studenckim, licealnym etc.
ale ja mówię o ogólnych tendencjach.

Nie lubię ogólnych tendencji.
Sztucznie to jest jak ktoś faktycznie słucha się ciotki czy kogoś innego, a sam wewnętrznie nie jest na daną rolę gotowy.
Czyli jak 90% spoełeczeństwa. Te tendencje... Najpierw ślub potem dziecko potem komunia w kościółku bo teściowa każe i co ludzie powiedzą.
No chyba, że nie chcesz, to... przestań narzekać i się frustrować?
Gdyby to bylo takie łatwe.
Skoro sam już jesteś w kropce, to może psycholog faktycznie pozwoli Ci zrozumieć, czego tak naprawdę chcesz.
O tak, tego bym właśnie chciał, żeby pozwolił mi zrozumieć. Żeby wytłumaczył mi mnie i mój charakter, czemu wszystko jest takie a nie inne.
Nie chcę tutaj za bardo wchodzić w kwestię zdrad i podobnych tematów, bo to chyba nie wątek o tym, prawda?

Już weszliśmy, dyskusja jest ciekawa, prawda ? Dotyka to nas bardzo. Powszechne nie = dobre, powszechne = powszechne. Dobre nie jest też palenie, śmiecenie czy zachlanie buzi. A to prawda, że się krzywdzi, dlatego nie popieram zdrady, napisałem. Ale słyszałem opinie osób, które mówią: zdradzaj, tylko tak, żebym nie wiedział/wiedziała. Bo to tylko cielesność. Więc boli je sam fakt dowiedzenia się.
To nie pakuj się w związek, proste.
Słusznie, nawet bym nie chciał :) Wiem, że to było ogólne stwierdzenie ;)
I nie tłumaczmy zdrad tak głupio, że "impuls, chwila" :D W chwilę to ja się mogę potknąć, a nie kogoś zdradzić :D
Oj nie do końca. A nie zdarzyło Ci się w "dobrych czasach" wyjść do sklepu po bułki a wrócić pijana o północy ? Nawet nie wiemy do czego jesteśmy zdolni. Wystarczy dobry klimat, np Woodstock czy inny festival, impreza pracownicza, gdzie tak się nappppp... ijesz, że nie będziesz pamiętać co zrobiłaś ? Nie myślałaś o tym, że po pijaku możesz zrobić coś czego będziesz żałować do końca życia ? Będac nieświadoma lub mało świadoma ? Niewiele, ale tyle co imprezowałem, zdarzało mi się odwalać głupoty, których mógłbym żałować. Może to nic poważnego, ale jednak. Czyli jesteś z tych "Trzeba było nie pić, trzeba było się kontrolowac a teraz już za późno, nie ma drogi odwrotu".
Ale i tak zawsze zostaje prosta rada - to zakończ związek :D
Przez niektóre idiotki zostałbym zwyzywany i dostałbym wazonem i talerzem w łeb :D Bo zakończenie związku to zbrodnia. Ludzie się za to mszczą. Bo chcesz zakończyć. I jesteś ku*tasem.
Każdy popełnia błędy, to oczywiste. Ale osobę dorosłą od szczyla odróżnia to, że dorosły powinien już siebie znać, wiedzieć jakie ma słabości, a ponadto może sobie wyobrazić konsekwencje swoich błędów. Nie mówiąc już o tym, że jest kolosalna różnica pomiędzy błędem, popełnionym niechcący (wjechać w złą ulicę), a z premedytacją (zdradzić).
Nikt nigdy siebie nie pozna i nie zna. Dzień przed śmiercią może. Wyobrażasz sobie konsekwencje, gdy jesteś pijana i jedyne o czym myślisz to zabawa ? To gorzej niż ja :D Jesteś w takim razie bardziej dorosła, niż większość dorosłych. No właśnie zdrada najczęściej nie jest umyślna :D Co innego jak ktoś wchodzi w związek dla korzyści a potem zdradza z ta "właściwą" osobą a co innego jak mu się zdarzy mały wyskok bo jest najebany na woodzie. Przeciez nikt nie planuje takiej zdrady i wręcz nie jest świadomy do końca.
kiedy wiem, że zakochuje się w zajętym facecie - zrywam kontakt.
Uczciwe, ale ... bezcelowe. Wtedy to nie Twoja wina tylko jego.
Nie wsiadam za kółko po alkoholu
Ojj no nie przesadzajmy. Ja nie popełniam samobójstw albo nie strzelam do ludzi. Ale w sumie to nie wiem czy nigdy nie będę ? A jak zeświruje kiedyś ? a jak będzie wojna ? Przesadzam ? No właśnie. W kontekście alkoholu za kółkiem.
jak już popełnię błąd, to biorę to na klatę, a nie usprawiedliwiam jakimś gównianym "nic się nie stało, wszyscy tak robią"
Bierzesz na klatę czyli co ? Nie chodzi o to, żeby dalej tak robić. Każdy ma prawo do błędów, może po prostu nie oceniajmy tak pochopnie i nie spisujmy ludzi na straty. Pamiętam z liceum jedną lekturę, gdzie mąż zdradzał żonę, nie pamiętam czy ona też... Ale jej to nie przeszkadzało, bo dobry chłop był... Żałował, że dał się ponieść chwili. Wydaje mi się, że te legendarne "stare" małżeństwa na całe życie właśnie się opierały na tym, ze sobie wszystko wybaczali i potrafili zrozumieć. Zdrady też. Bo każdy jest słaby i zdradzić może. I chłop na wojnie wybaczył żonie, że to zrobiła gdy jego nie było. Bo jej brakowało sexu, ale wcale się nie zkochała w innym.
Ale w klubie raczej liczy się wygląd i zachowanie, pewność siebie.
O to, to.
Większość studentów to ci "biedni", bez kawalerki, bez auta, ale jednak ruchają, zgadza się?
No bo o tą pewność siebie się rozchodzi :D Jak ktoś tego nie ma to próbuje zwiększać szanse, nawet głupim samochodem i swoim mieszkaniem.
Nie mówię, że zaradność życiowa jak chodzi o sex, ale w drugą stronę: jak jesteś pizdą niezaradną życiowo to masz szanse poruchać ?
czym będziesz się różnił od swoich rówieśników? Niczym. Będziesz tak samo nieśmiały jak jesteś teraz, albo i bardziej, bo pojawią się myśli w stylu "taki stary a prawiczek, taki stary a nie wie jak poderwać dziewczynę".
Coś w tym jest, myślałem bardziej o tym, że dobra praca i to głupie auto mogą dodać trochę pewności siebie. Sczególnie praca. Stanowisko.
Ja to wszystko piszę, żeby odciągnąć Cię od tego planu "poczekam na po-studiach, bo wtedy będzie lepiej, łatwiej", bo to wymówki są po prostu. Nie będzie ani lepiej, ani łatwiej.
Nie musisz mnie odciągać, bo sam napisałem, że to mało realne. Nie chcę czekać na zbawienie. To jedynie plan awaryjny, gdy już wszystko spierdolę :) Ostatnia deska ratunku. Desperacja.
Tak jest najgorzej, bo kiedy jest wygodnie, nie chce nam się nic zmieniać. Ja mam bardzo podobnie, tylko że w innym obszarze życia. Korci mnie, żeby wyjechać do innego miasta, zmienić pracę. I też się plączę, bo niby chcę, ale w sumie nie jest tak źle, to po co to zmieniać? Ale jednak gdzieś tam coś ciągle uwiera człowieka.
No to jesteśmy w tej samej sytuacji w zasadzie. Ale czemu koniecznie chcesz wyjechać ? Lublin ładne miasto :) Anyway, wiem co czujesz. Tylko ja już bym był na etapie mentalnego pakowania manatek ale do przeprowadzki bym nie doprowadził. Bo najpierw trzeba wynająć mieszkanie, znaleźć pracę w nowym mieście i kupić bilet, a to trudne...

ODPOWIEDZ